poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Twin blood- rozdział 5

 Ohayo~! *.*
Wstawiam wam ten rozdział, który sama poprawiałam, bo LovelyxAsuna nie miała czasu :/ A pewnie nie mogliście się doczekać przebiegu randki Jasona i Mariko :D Mam nadzieję, że się spodoba i pozostawicie jakieś komentarze ^.^
Miłego czytanka :*    #Kimie

Czekałem na nią na stacji o umówionej godzinie. Gdy ją zobaczyłem, poczułem jak moje nogi zamieniają się w watę. Była ubrana w fioletową krótką sukienkę, czarny sweterek, buty na koturnie. Proste włosy zamieniła na loczki. Do tego delikatny makijaż. Dosłownie aż mnie zatkało.
-Hej Jason.- Przywitała się będąc już obok mnie.
-Hej Mari. Wyglądasz dosłownie przecudnie.- Mówiłem jak zahipnotyzowany.
-Dziękuję. Ty również dobrze wyglądasz.- I do tego wszystkiego jeszcze ten rumieniec. Chyba się rozpuszczam. Otrząsnąłem się, chociaż mógłbym patrzeć tak na nią cały czas.
-Więc idziemy. Zaplanowałem dla nas dzień pełen wrażeń.- Uśmiechnąłem się i użyczyłem jej swoje ramie.
-D-Dobrze. Więc prowadź.- Powiedziała i złapała mnie za ramię. Randka się rozpoczęła.


Ujrzałam go stojącego na stacji. Wyglądał jeszcze przystojniej. Nie spodziewałam się, że powie iż wyglądam przecudnie. Spodziewałam się „ładnie” albo chociaż „pięknie” ale nie przecudnie. Zarumieniłam się- chyba już z przyzwyczajenia w jego obecności. Gdy użyczył mi swojego ramienia trochę się wstydziłam lecz położyłam na nim rękę.
Nie wiedziałam, gdzie mnie zabiera więc byłam bardzo zaciekawiona. Najpierw poszliśmy do kina na horror. Nie przepadam za nimi, więc w pewnych momentach aż podskakiwałam w fotelu. Lecz, gdy Jason złapał mnie za rękę i przychylił tak, abym oparła się o jego tors, uspokoiłam się. Wyglądaliśmy wtedy jak para.

Po kinie poszliśmy do małej kawiarenki. Była bardzo piękna. Drewniane stoły i krzesła a dookoła pełno kwiatów. Wtedy czułam się swobodnie rozmawiając z Jasonem. Zarumieniłam się ponownie, gdy starł z kącika moich ust piankę, którą zamiast wytrzeć w chusteczkę zjadł. Wychodząc wplótł mi we włosy białą lilie.

Gdy spacerowaliśmy po parku zauważyliśmy mężczyznę robiącego ludziom zdjęcia za pieniądze.
-Chodź, zrobimy sobie zdjęcie.- Powiedział Jason i zaczął mnie ciągnąć.
-A-Ale....
-Nie ma żadnego ale. Chodź.- Posłusznie poszłam za nim. Starszy mężczyzna był bardzo miły i kazał nam się ustawić. Jason objął mnie w tali a mi kazał się do siebie przytulić. Położyłam ręce na jego torsie i spojrzałam na niego. Przybliżył swoją twarz do mnie tak, że stykaliśmy się nosami. I znowu ten rumieniec.
-Jak wy pięknie wyglądacie razem. Już zrobiłem zdjęcie.- Powiedział starszy mężczyzna z uśmiechem. Nawet nie wiedziałam kiedy je zrobił. Zanim odczepiłam się od Jasona dostałam całusa w policzek.
Złapał mnie za rękę i podszedł do mężczyzny po zdjęcie.
-Ile płace?- Spytał Jason wyciągając portfel.
-Nic a nic. Za darmo. Robić zdjęcia tak pięknej parze to aż przyjemność. Szczęścia wam życzę gołąbki.- Jego uśmiech nie schodził z twarzy.
-Dziękujemy bardzo. I dziękujemy również za życzenia. Dowidzenia i życzę panu miłego dnia.
-Nie ma za co. Dziękuję i nawzajem.- Powiedział machając nam na pożegnanie. Dopiero gdy odeszliśmy skapnęłam się, że ten facet nazwał nas „parą”.
-Jason ale przecież my.....- Słowa nie chciały wyjść z mojego gardła.
-Co??
-Nie, już nic.- Dalej szłam z Jasonem za rękę. Była taka ciepła, że nie chciałam jej puścić.

Następny przystanek- wesołe miasteczko. Poszliśmy na kilka zjeżdżalni, do domu strachów( omal nie wskoczyłam na Jasona), do domu luster( i te głupie miny ;p). Jason wygrał dla mnie średniej wielkości misia. Na końcu poszliśmy jeszcze na diabelski młyn i watę cukrową. Było już późno lecz wybraliśmy się na ponowny spacer do parku. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Ustaliśmy przy dużej, starej wierzbie. Ja oparłam się o nie a Jason stał przed mną.
-I jak? Podołało się?- Spytał zaciekawiony.
-Bardzo. Tylko następnym razem ja wybieram film.- Zaraz, czy ja powiedziałam „następnym”?
-No dobrze, dobrze. Ale cieszę się, że się podobało. Bo ja pierwszy raz się tak bawiłem od przyjazdu tutaj.- Stwierdził z szerokim uśmiechem.
-Wcześniej nie miałeś czasu?- Ciekawe, kiedy przyjechał?
-Sprawa z przeprowadzka, szkoła.....trochę to zajęło a jestem tu dopiero 2 tygodnie.- Tak krótko.- Ale nie żałuję, że się tu przeprowadziłem. Bo gdybym tego nie zrobił nie poznałbym ciebie.- Spojrzał na mnie a ja się zarumieniłam. Podszedł do mnie i objął w pasie jedną ręką, drugą gładząc mój policzek.
-Mariko, gdy cię ujrzałem aż mnie zatkało. Zwłaszcza te twoje oczy. Przypominają mi kwiaty wiśni i porę roku, którą tak bardzo lubię. Ja.....ja się chyba w tobie zakochałam. Mariko czy......zostaniesz moja dziewczyną??- Czułam, jak moje serce bije coraz szybciej. On....się we mnie zakochał? Chce abym została jego dziewczyną? Patrzałam na niego w osłupieniu. Aż mnie zatkało. Czy to się dzieje naprawdę?? A może ja jeszcze śpię i dopiero co mam iść z nim na randkę?? Nie Mariko, to się dzieje naprawdę. I wiesz to bardzo dobrze. I wiesz, że.....
-Jason, ja.........tak, zostanę twoja dziewczyną, bo chyba też cię kocham.- Powiedziałam cicho nadal patrząc mu w oczy. Widać trochę go zszokowałam, lecz po chwili uśmiechnął się do mnie delikatnie.
-Mariko, czy mogę cię pocałować?- Spytał, gdy jego usta były kilka centymetrów od moich. Kiwnęłam tylko głową na pozwolenie. Poczułam jak ciepłe, miękkie wargi Jasona całują mnie. Objęłam jego szyje rękami, by nie przestawał pocałunku. Całowaliśmy się chwile, delikatnie lecz z namiętnością. Czułam jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Gdy już przestaliśmy, patrzeliśmy się na siebie nadal przytuleni. Trwało to tylko chwilę, gdyż przytuliłam się do niego. W jego ramionach poczułam się bezpiecznie.


Dosłownie czułem się jak w niebie. Nie spodziewałem się tego. Najpierw w kinie, że mnie nie odrzuciła gdy złapałem ją za rękę. Później, gdy ją pocałowałem w policzek. Gdy szliśmy za rękę  Gdy normalnie rozmawialiśmy. Jej śmiech, rumieńce, dotyk........A gdy powiedziała, że chyba też się we mnie zakochała i zgodziła się być moją dziewczyną- obłęd. A gdy pozwoliła się pocałować, zarzuciła mi ręce na ramiona abym nie przestawał, jej przymknięte oczka zasłonięte mgiełką i rumieńce i przytulenie.......Ja chyba umarłem. Czułem jak moje serce wali jak szalone. Przytulałem ja do siebie modląc się( modlący się wampir?!) aby ta chwila trwała wiecznie. Gdy już się od siebie odkleiliśmy, spojrzałem jeszcze na nią i pocałowałem w czoło.
-Chodź, odprowadzę cię do domu.- Powiedziałem opierając się o nią czołem. Czułem jej słodki zapach( nie chodzi o krew).
-Dobrze.- Powiedziała cicho i ruszyliśmy, nadal trzymając się za ręce.
Po drodze wręcz nic nie mówiliśmy. Patrzeliśmy się na siebie i uśmiechaliśmy co chwila.
-Nigdy się nie spodziewałam.- Powiedziała po jakimś czasie, patrząc przed siebie.
-Czego?
-Tego, że zostanę dziewczyna takiego przystojniaka.- Zaśmiała się delikatnie.
-Naprawdę jestem przystojny??- Zapytałem z lekka ironią.
-I jeszcze się pytasz? Gdybyś nie był dziewczyny nie chodziły by za tobą a Umeko nie podrywała by cię.- Stwierdziła z przekąsem.
-Mnie to nie obchodzi. Dla mnie najważniejsza jest moja dziewczyna.- Powiedziałem uśmiechając się do niej. Ona za to ponownie zaszczyciła mnie rumieńcem. Przystaliśmy kawałek od jej domu. Staliśmy, trzymając się za ręce.
-Więc, do zobaczenia.- Powiedziała i ponownie dzisiejszego dnia wtuliła się we mnie. Również ja przytuliłem całując w czółko.
-Do zobaczenia, dobranoc i słodkich snów.- Powiedziałem, gdy ponownie staliśmy przed sobą. Pocałowałem ją jeszcze delikatnie w usta. Gdy Mari była przed furtką, spojrzała na mnie i pomachała z uśmiechem po czym weszła. Również jej odmachałem i ruszyłem do domu.

Po drodze do domu omal nie zacząłem tańczyć deszczowej piosenki. Czułem się jakbym latał. Wszedłem do domu po cichu od razu kierując się do swojego pokoju. Zamknąłem po cichu drzwi i ustałem koło łóżka patrząc na słodko śpiącego braciszka. Miał on na sobie tylko w bokserki, na dodatek był ubrudzony na twarzy od czekolady.
-Witaj mój najukochańszy braciszku.- Powiedziałem, gdy wskoczyłem mu na biodra.
-O, już wróciłeś.- Powiedział przecierając oczy.- I co się stało, że tak miło mnie witasz?- Najwidoczniej trochę go zaskoczyłem.
-A nic takiego. Tylko od dzisiaj mam dziewczynę.- Powiedziałem jakby z obojętnością. Na te słowa Joni otworzył szeroko oczy i podniósł się do siadu.
-Że co?!- Spytał się nieźle zdziwiony.
-Że to. Moja ukochana została oficjalnie moja dziewczyną.- Powiedziałem wręcz z dumą.
-To trzeba to uczcić.- Powiedział, zepchnął mnie z siebie i poszedł gdzieś w samych bokserkach. Wrócił z dwoma lampkami wina i wgramolił się na łóżko.
-Może tylko jedna lampka ale zawsze coś. A teraz opowiadaj tak jak obiecałeś.- Powiedział i ułożył się wygodnie. Opowiedziałem mu wszystko od początku. Na końcu mojego opowiadania leżałem na łóżku cały happy.
-No, no braciszku. Widzę, że ty naprawdę jesteś w niej zakochany. Cieszę się twoim szczęściem. Ale zapamiętaj sobie jeno. Do ślubu nadal jesteś moją podusią i ciepełkiem.- Powiedział Jonathan po moim wykładzie. Uśmiechnąłem się na te słowa.
-Wiem i dziękuje. A teraz daj mi się umyć i pójść spać bo chyba wykituje.- Wstałem z łóżka idąc w stronę łazienki. Mój braciszek zaśmiał się na to.
-Oki. Tylko wracaj szybko, bo zimno mi.-Powiedział z przekąsem. Szybko się ogarnąłem i szybko zasnąłem przepełniony myślami o mojej ukochanej. Oczywiście z przylepom u boku.


Gdy wróciłam położyłam się na swoje łóżko patrząc w sufit. Po chwili uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam, prawie skacząc ze szczęścia. Mariko, chyba nie będziesz mogła zasnąć tej nocy. Po krótkim zastrzyku szczęścia poszłam się umyć. Położyłam się na łóżku i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Zasnęłam z uśmiechem na ustach.

Następnego dnia wybrałam się z mamą na zakupy. Poszłam sobie coś kupić do picia, gdy moja mama spotkała w jednym ze sklepów swoja przyjaciółkę. Wtedy zauważyłam Jasona stojącego przed jednym ze sklepów. Postanowiłam do niego podejść, w końcu był moim chłopakiem.
-Cześć Jason.- Przywitałam go z wielkim uśmiechem.
-Cześć. A my się w ogóle znamy??- Spytał. Nie rozumiem. Co jest grane??
-No tak. Nie poznajesz mnie?- Spytałam bardzo zdziwiona.
-Pierwszy raz cię na oczy widzę. A teraz sorki, ale spieszę się.- Powiedział i poszedł. Ale jak to? Przecież wczoraj byliśmy na randce. Zgodziłam się być jego dziewczyną. Nie rozumiem tego. Czy on to zrobił dla jakiegoś zakładu?? Z moich rozmyślań wybudziła mnie mama, która oznajmiła, że wracamy do domu. Przez resztę dnia zastanawiałam się nad tym wszystkim.

W poniedziałek normalnie poszłam do szkoły ale nadal byłam smutna. Przed dziewczynami udawałam, że wszystko jest w porządku. Tylko Shunsuke patrzał się na mnie podejrzliwie. Gdy weszłam do klasy Jasona jeszcze nie było. Nie wiedziałam jak zareagować, gdy go zobaczę.
Zabrzmiał dzwonek. Wszyscy usiedli na swoje miejsce, gdy weszła pani Kanegawa. Jasona nadal nie ma.
-Słuchajcie. Nasza klasa ponownie się powiększy o jednego ucznia. Mam nadzieje, że miło go przyjmiecie. Możesz wejść.- Powiedziała rozweselona. Do sali wszedł....Jason?! Wszyscy byli trochę zaskoczeni.
-Jasonie, siadaj na swoje miejsce bo za chwile przywitamy nowego ucznia.- Powiedziała nauczycielka.
-Ale ja nie jestem Jason.- Hę?? Wszyscy byli zaskoczeni jego odpowiedzią. Po chwili drzwi ponownie się otworzyły i stał w nich....Jason? Co tu jest grane?
-Przepraszam za spóźnienie.- Powiedział i dopiero wtedy zauważył gościa. Każdy patrzał na dwóch Jasonów. Nawet nauczycielka nie wiedziała co powiedzieć. Jason i Jason patrzeli na siebie. Po chwili ten co stał w drzwiach uśmiechnął się, podszedł do drugiego i objął go ramieniem.
-I co? Przywitałeś się już?- Spytał się go.
-Jeszcze nie bo zrobiłeś wejście smoka i nie pozwoliłeś mi.- Zaśmiał się drugi.
-Oj tam, oj tam.- Zaśmiali się razem.
-Co-Co tu się dzieje?- Spytała pani Kanegawa.
-Za chwilę wszystko się wyjaśni proszę pani, gdy nowy się przedstawi.- Powiedział Jason. Drugi spojrzał się na klasę i powiedział.
-Nazywam się Jonathan Kamachi. Miło mi was poznać.- I tak dalej nic z tego nie rozumiałam. Najwyraźniej zauważyli to Jason bo powiedział.
-Jonathan i ja jesteśmy braćmi bliźniakami.- Bliźniacy?! Więc wczoraj....to był jego bliźniak. Pierwsza z szoku otrząsnęła się wychowawczyni.
-Witaj w naszej klasie Jonathanie. Mam do was prośbę chłopcy. Możecie coś zrobić aby można było was odróżnić?- Spytała się bliźniaków.
-Zobaczy się.- Powiedzieli równocześnie i usiedli razem. Przez całą lekcję nikt nie mógł się do nich przyzwyczaić.


wtorek, 19 sierpnia 2014

Twin blood- rozdział 4


Następnego dnia chciałam aby było jak zawsze, czyli szkoła, pogaduchy z dziewczynami o jakichś głupotach, dom i moje wygodne łóżko. Pierwszy punkt aktualny, gdyż jestem już w szkole. Drugi zaś - niezupełnie. Dlaczego?? Otóż podekscytowanie Yuko może powalić...
-Mari-chan~! Dzisiaj też idziemy do kawiarni.- Powiedziała na przywitanie Yuko.
-Hejo Mariko.- Przywitała mnie Megumi.
-Hej~. Przecież wczoraj byliśmy, to dlaczego dzisiaj znowu??- Zdziwiło mnie to trochę. Lubię chodzić do kawiarni ale nie tak często.
-Idziemy, zapraszamy jeszcze Jasona i ponownie będzie cię karmił truskawką! Iiiii~! To było takie kawaii~!.- Powiedziała cała rozmarzona tym wczorajszy gestem. Aż poczułam rumieniec na twarzy.
-Hej Mariko, Megumi, Yuko.- Przywitał nas Jason z uśmiechem. Nawet go nie zauważyłam, gdy się do nas zbliżył więc się trochę przestraszyłam.
-Nie bój się Mari-chan. Nic ci nie zrobię. Jedynie, że zamarłaś i nie jesteś w stanie iść na lekcje to cię zaniosę na rękach.- Patrzałam na niego z szokiem w oczach.
-Tak~! Zrób to Jason-san.- Dopingowała go Yuko a Megi śmiała się pod nosem. Nagle straciłam grunt pod nogami. Zanim się ocknęłam z szoku byłam niesiona jak księżniczka przez niego.
-Puść mnie! Potrafię sama chodzić.- Co on sobie myśli?! Chyba cała szkoła się na nas patrzyła.
-Wiem to ale, że nie odpowiadałaś na moje pytanie, to teraz niosę cię na lekcję.- Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. No i znowu ten cholerny rumieniec. Pod salą był Shunsuke który się zdziwił, że Jason mnie niesie. Po chwili się przeraził.
-Coś się stało Mari-chan, że ją niesiesz Jason-kun?!- Widać zmartwił się o mnie. Już chciałam odpowiedzieć, że nic się nie stało lecz Jason mnie uprzedził zaskakującą odpowiedzią.
-Nogi się pod nią ugięły, gdy mnie zobaczyła.- On się uśmiecha, ja nie mogę nic powiedzieć bo aż mnie zatkało a Shun najpierw z zaskoczeniem a potem ze śmiechem na ustach.
-Ne, Mari-chan~! Co się stało, że aż prawie mdlejesz na widok Jasona??- Własny przyjaciel przeciwko mnie. Chciałam mu powiedzieć o tym jak znalazłam się w ramionach Jasona, lecz zostałam zaprowadzona do sali. Wszyscy tam zebrani patrzeli na nas z szokiem. No chyba to pierwszy raz, gdy taki przystojniak przynosi na rękach dziewczynę do sali lekcyjnej. Jason zaniósł mnie do mojej ławki i dopiero wtedy mnie postawił.
-Dziękuję za przyniesienie mnie do klasy, chociaż mogłam dojść sama.- Nie wiem dlaczego dziękuję, bo się o to nie prosiłam.
-Nie ma za co Mari-chan. Mogę to robić nawet codziennie.- Aż zdębiałam.
-Nie, nie trzeba. Naprawdę. Jak coś to cię o to poproszę.- Musi mnie jeszcze bardziej kompromitować i zawstydzać??
-Jak chcesz.- Uśmiechnął się ostatni raz i usiadł w swojej ławce razem z Shunem. Przez całą lekcję siedziałam ze spuszczoną głową.

Na jednej z przerw postanowiłam iść na dach. Lubię tam pobyć sama ze sobą i rozmyślać. Siedziałam na ziemi, oparta z tyłu rękoma.
-Medytujesz czy rozmyślasz nad sensem życia??- Spytał mnie znajomy mi głos.
-I to, i to.- Odpowiedziałam beznamiętnie. Jason usadowił się obok mnie i razem patrzeliśmy w niebo.
-Podoba ci się szkoła??- Spytałam po chwili. Najwidoczniej trochę zdziwiło go to pytanie, lecz po chwili uśmiechnął się.
-Podoba.
-Pewnie to nie to samo co we Francji??- Byłam trochę ciekawa.
-No na pewno się różnią ale tu też jest fajnie. Lubię poznawać nowych ludzi, zwłaszcza tak piękne dziewczyny jak ty.- Zaskoczył mnie, ale nie dałam po sobie tego poznać.
-Przecież jest wiele innych pięknych dziewczyn w szkole. Na pewno któraś ci się podoba.- O nie. Pewnie usłyszał moje zdenerwowanie w moim głosie.
-Mari-chan......- Proszę, nie dobijaj mnie.-.....czy pójdziesz ze mną na randkę w tę sobotę??- Gdy się spytał, podniosłam głowę i zobaczyłam, że przede mną klęczy.
-Co.....co ty robisz?!- Rumieniec 100%.
-Zapraszam cię na randkę.- Zwykłe i proste stwierdzenie.
-Ale nie musisz aż klęczeć przede mną.
-Wstanę jeśli się zgodzisz.- A to szantażysta.
-No dobrze, pójdę z tobą ale już wstań.- I tak zrobił, i przy okazji  pomógł mi wstać.
-Więc widzimy się w sobotę, na stacji o 11.- Powiedział i zaczął iść w stronę wyjścia. -Do zobaczenia w sobotę Mariko.- Puścił oczko i wyszedł. A ja?? A ja stałam tam jak kołek przetwarzając jego słowa. Ja...........o matko. IDĘ NA RANDKĘ Z JASONEM! NAJWIĘKSZYM PRZYSTOJNIAKIEM W SZKOLE!! To mi się dosłownie w głowie nie mieści. W co ja się ubiorę?? W co uczeszę?? Czy umalować się jakoś inaczej?? Spokojnie Megumi. Jest środa więc do soboty masz trochę czasu. Ach ten wredny Jason....


Mój dzisiejszy dzień do tej pory:
1.    Braciszek wstał wcześniej i zrobił mi śniadanko ( Było pysia :p).
2.    Zaniosłem Mari-chan do klasy.
3.    Zaprosiłem Mariko na randkę i się zgodziła.
4.    Moja dusza skacze z radości.
Czy życie nie jest piękne? Po szkole Yuko chciała abym poszedł z nią do kawiarni. Powiedziałem, że innym razem bo mam sprawę do załatwienia. Szedłem do domu prawie w podskokach. Gdy przekroczyłem próg swojego domu nie witałem się, gdyż doskonale wiedziałem, że oprócz mojego braciszka nikogo nie ma w domu. Poszedłem prosto do swojego pokoju, domyślając się że tam go spotkam. Dziwiłem się, gdy go tam nie było. Wyszedł? Przeszło mi przez głowę, lecz postanowiłem sprawdzić jeszcze jego pokój. I zastałem go tam malującego jakiś obraz. W jednej ręce pędzel, w drugiej paleta z farbami, w buzi również pędzel, związane włosy w kitkę, cały pomalowany od farby. Wyglądał jak małe dziecko. Lecz słodko.
-Witaj Joni.- Słysząc mnie oderwał się od malowania i spojrzał na mnie.
-Fitaj f dohmu.- Zapomniał najwyraźniej, że ma pędzelek w buzi. Wyjął go i odłożył na bok.
-Witaj w domu Onii-san~.- Powiedział już normalnie z uśmiechem.
-Potrzebuję twojej pomocy.- Zdziwiona lecz zainteresowana minka malarza.- Pomożesz mi wybrać ciuchy bo wybieram się w sobotę na randkę??- Zrobił wielkie oczy, pomrugał nimi kilka razy i przechylił głowę w bok. Jednak zamienił ten wyraz twarzy w szczery uśmiech.
-Więc ci się udało. Pewnie, że ci pomogę. Ale pod kilkoma warunkami.- Stwierdził odkładając przybory.
-Jakimi??- Zdziwiłem się, gdyż wcześniej nie robił żadnych warunków.
-Po pierwsze, po powrocie wszystko mi opowiadasz łącznie ze szczegółami, nawet gdy będziesz bardzo zmęczony. Po drugie przed randką kupisz mi jakieś ciacho, najlepiej czekoladowe. I po trzecie robisz mi za podusię przez najbliższe dwa tygodnie.- Powiedział z dumą. Najpierw patrzyłem na niego w lekkim szoku. Potem zacząłem śmiać się jak opętany.
-No dobrze, zgadzam się. Chociaż i tak pewnie dłużej będę ci służył jako podusia.- Zaśmiałem się pod nosem.
-No wiem, ale zasady mogę postawić.- Stwierdził z złowieszczo słodką minka.
-Dobra, dobra.  Ty idź się lepiej umyj a ja zrobię nam coś do jedzenia.
-Zaczekaj.- Wstał z krzesła, podbiegł do mnie i dał buziaka w policzek.- Dopełnienie przywitania.- On chyba nigdy nie przestanie. Zabrałem mu gumkę z włosów i uciekłem do kuchni. Już nie mogę się doczekać soboty.


No i mamy sobotę. Od rana przeszukiwałam swoją szafę w poszukiwaniu jakichś fajnych ubrań. Nawet nie usłyszałam, gdy mój brat wszedł do pokoju. Przez przypadek rzuciłam mu na głowę kilka bluzek.
-Mari ale ja nie jestem wieszakiem.- Aż podskoczyłam.
-Przepraszam. Nie wiem w co się ubrać.- Powiedziałam wręcz z żalem. Dlaczego nagle nie mogę nic dopasować??
-Jak chcesz mogę ci pomóc. A gdzie się wybierasz, że nie wiesz w co się ubrać?
-Na.......na randkę.- Nie wiem dlaczego się zawstydziłam tym faktem.
-To fajnie. Mam nadzieję, że poznam później tego szczęściarza.- Szczery uśmieszek.- A teraz odsuń się bo spóźnisz się na tą randkę, gdy będziesz tak rozrzucać te ciuchy po całym pokoju.- Podszedł, odsunął mnie od szafy i zaczął szperać.
Właśnie, wcześniej wam nie mówiłam, że mam brata. Ma na imię Isei. Jest on rok młodszy ode mnie. Mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. Za często nie ma go w domu, gdyż woli pojeździć na desce. Uwielbia to. Zawsze jest pełen energii. Ciekawe co mi wybierze??
-Trzymaj.- Dał mi jasnofioletową sukienkę ma ramiączkach sięgającą prawie do kolan, krótki czarny sweterek i buty na koturnie.
-Jak chcesz mogę cię jakoś uczesać.- Zawsze pomocny braciszek.
-Dzięki. Sama pewnie bym jeszcze ślęczała w tej szafie. I tak, lepiej ty mnie uczesz bo ja mam wręcz mętlik w głowie.- Taka prawda. Stresuję się tym cholernie.
-Spoczko. Więc weź prysznic, ubierz się i mnie zawołaj.-
-Dobrze. I dziękuję.
-Nie ma za co siostra. Trzeba sobie pomagać.- I jak tu nie lubić tego osobnika.


Mój braciszek chyba rozpoczął swoje zasady. Dlaczego?? Bo przez niego zaspałem przez co zwaliłem Jonathana z łóżka. Przynajmniej szybko się obudził.
-No wiesz ty co. Takich pobudek to ja nie lubię.- Marudził masując sobie tyłek.
-Nie byłoby takiej pobudki, gdybyś się tak we mnie nie wklejał i bym obudził się wcześniej i nie zwalał z łóżka.- Prychnąłem trochę z pretensją, później lecz chichocząc z jego niezadowolenia.
-No i jeszcze się ze mnie śmiejesz. To jest szczyt wszystkiego. Powinienem się obrazić i ci nie pomagać.- Rzekł oburzony.
-Ale??- Powiedziałem ubierając podkoszulek.
-Ale jesteś moim braciszkiem i ci pomogę. A teraz idź mi zrobić śniadanie, bo bez niego nic nie zdziałam.- Wstał i zaczął iść do swojego pokoju z zamkniętymi oczami.
-Dobrze, tylko nie zaśnij po drodze.- Usłyszałem tylko „Spoko” i ruszyłem do kuchni. Po śniadaniu, wzięciu kąpieli i ogoleniu się wyszedłem z łazienki i usiadłem na łóżko patrząc, jak mój braciszek szuka ciuchów w mojej szafie. Po chwili obrócił się z nimi, podszedł do mnie i położył na łóżku ubrania. A były to: czarne jeansowe spodnie trochę dopasowane., luźna fioletowa bluzka z nadrukiem, czarna marynarka z rękawami ¾, białe trampki do kostki.
-Ubierz się to cię jeszcze uczeszę i nie chcę słyszeć żadnego ale.- Powiedział i usiadł na krześle. Tak też zrobiłem i dałem się w jego ręce. Włosy postawił trochę do góry i w bok. Założył mi jeszcze nieśmiertelnik na szyję i już byłem gotowy. Przejrzałem się w lustrze.
-Na ciebie zawsze mogę liczyć.- Stwierdziłem do braciszka przytulając go i dając buziaka w policzek.
-Nie inaczej. To jeszcze tylko jedna rzecz i możesz już iść.- Spojrzałem na niego ze zdziwioną miną. O co może chodzić?
-Krew.- Aż otworzyłem szeroko oczy. Byłbym zapomniał.
Zrobiłem swoje, dostałem kopniaka i wyszedłem na umówione spotkanie.


To tyle na dziś :D Mam nadzieję, że się podoba i będziecie śledzić dalsze losy bohaterów i ładnie skomentujecie i mnie nie zabijecie za skończenie w takim miejscu ^.^
Bye bye~! :* #Kimie

Twin Blood- Rozdział 3


Nie patrz się, nie patrz się, nie patrz się, nie patrz się, nie patrz się, PRZESTAŃ NA MNIE PATRZEĆ!!! Nazywam się Mariko Adachi. Jestem uczennicą drugiego roku w liceum Rairy i właśnie się pogrążyłam. Dlaczego?? Otóż, aktualnie trwa trzecia lekcje dzisiejszego dnia w szkole. I przez te trzy lekcje Jason nie spuszcza ze mnie swoich niebieskich oczu. Wczoraj dołączył on do mojej klasy. Wczoraj uśmiechnął się do mnie. Dzisiaj przed całą szkołą wyznał, że nie będzie chodził z Umeko- najpiękniejszą dziewczyną w szkole za którą ugania się każdy chłopak...chyba. Dzisiaj ON puścił do mnie oczko. I dzisiaj właśnie ten osobnik wpatruje się we mnie, jakbym była obrazkiem. A może on nie patrzy na mnie tylko na widok za oknem?? Spojrzałam w jego stronę. Patrzę, patrzę, patrzę,........chyba dostałam zawału. On ponownie dzisiejszego dnia uśmiechnął się DO MNIE i puścił oczko DO MNIE!! Więc moje spekulacje, że widok za oknem jest dla niego fascynujący legły w gruzach. Gdy rozbrzmi ostatni dzwonek wylecę z tej szkoły jak z procy, aby uniknąć jego spojrzenia.


I jak powiedziałem tak się stało. Patrzałem na nią na każdej lekcji. Na przerwach chodziłem- ponownie z moją gromadką( Nawet tą gromadkę polubiłem)- w miejsca, gdzie mogę ją spotkać. Na długiej przerwie zamierzam iść na dach, aby zjeść obento z Shunsuke. Zdołałem z nim pogadać na jednej z przerw. Okazał się być fajnym facetem. Dowiedziałem się, że uczęszcza do wszystkich klubów sportowych. Jak on znajduje czas i siły na to wszystko?? Lecz dowiedziałem się od niego jednej bardzo ważnej rzeczy- imienia mojej pięknej nieznajomej. Mariko......mam nadzieję, że będę mógł przywitać się z nią osobiście. Ooooo......właśnie spojrzała się na mnie. Patrzy się tak na mnie jakby pytająco?? Uśmiechnąłem się i puściłem oczko jak to miałem w swoim ostatnim zwyczaju. Ona na ten gest zrobiła wielkie oczka i odwróciła głowę. Ciekawe nad czym rozmyślała??

Nadeszła w końcu długa przerwa więc mogłem zjeść razem z Shunsuke-kunem obento. Poszliśmy na dach i usiedliśmy na jednej z ławek.
-Łaaaa~! Twoje obento wygląda smakowicie.- Powiedział Shun, aż mu ślinka pociekła.
-No bo przecież jedzenie musi dobrze smakować jak i wyglądać.- Tak twierdzi moja mamusia wręcz bawi się w artystę szykując mi obento.
-Ale twoje w porównaniu z moim to dzieło sztuki.- Hehe, no nie przesadzajmy.
-Mam dużo więc mogę się z tobą podzielić Shun-kun.- Bo to prawda. Moja mamusia chyba twierdzi, że jestem za chudy.
-Naprawdę??- Pokiwałem głową , że tak.- Aaa....arigato. Za to ja jutro cię poczęstuję czymś dobrym.- Wyszczerzył się w ten swój sposób. Również uśmiechnąłem się szeroko i zgodziłem się na to. Usłyszawszy, że ktoś wchodzi na dach obróciłem się w tamtą stronę. Ujrzałem Mariko w obecności dwóch koleżanek.


Właśnie szłam z Yuko i Megumi na dach aby coś zjeść. Po drodze nie spotkałam Jasona, więc stwierdziłam, że pewnie poszedł do stołówki ze swoim Fan Club`em. Otworzyłam drzwi prowadzące na dach i........ujrzałam go jak siedzi z Shunsuke.
-Mari-chan!!!!- Zaczął mnie wołać Shun.- Chodźcie, przyłączyć się do nas!!- Krzyczał i machał do nas. Dosłownie moje serce zamarło. Mam przyłączyć się do Shuna i JEGO?! To niemożliwe. Już chciałam się obrócić i uciec stąd lecz moje plany unicestwiła Yuko. Odmachała Shunowi i pobiegła w jego stronę. Byłam więc skazana na pójście za nią. Szłam powolnym krokiem w ich stronę. Widziałam jak Megumi zaczyna się czerwienić jak i spojrzenie Jasona.
-Hejo~! Dawnośmy się nie widzieli, ne.- Stwierdził rozbawiony Shun, mimo iż chodzimy razem do klasy.
-No, prawda, prawda.- Zaśmiała się Yuko.- Oooo.....Ale Jason ma smakowite obento.- Jak ona może normalnie się zachowywać w obecności takiego przystojniaka??
-Też mu to powiedziałem. I wiesz co?? Mogę się poczęstować jego obento!- Powiedział z dumą Shun.
-Eeee~?! To nie fair, ja też chcę~!- Yuko chyba nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi. Nagle Jason....zaczął się śmiać. Najnormalniej w świecie.
-Mogę się z tobą podzielić jeśli powiesz mi jak masz na imię.- Powiedziało ciacho z rozbawieniem.
-Aaaaa~! Ja nazywam się Yuko Hirata.- Odpowiedziała mu z uśmiechem.
-Miło mi cię poznać Yuko-chan.
-A ja.....naz....nazywam się Megumi Fukunaka.- Powiedziała nieśmiało Megi-chan. Ona też chce się poczęstować jego obento??
-Ciebie również miło poznać Megi-chan. Mogę tak do ciebie mówić??- Megumi pokiwała mu w odpowiedzi głową, że się zgadza.
-A ty?? Jak masz na imię??- Aż mnie zatkało. Sama nie wiem dlaczego. Patrzałam się na niego nie wiedząc co powiedzieć. Po chwili- gdy wróciłam z zaświatów- zdecydowałam się przemówić.
-Ja....nazywam się Mariko Adachi.- Powiedziałam na wdechu i skłoniłam się.
-Miło mi cię poznać Mari-chan.- Powiedziawszy to wziął mnie za rękę i ucałował jej wierzch. Przez tą chwilę zatrzymała mi się akcja serca.
-Mi....mi....mi ciebie również Jason-san.- Mówiąc to patrzałam się wprost w jego oczy. Były wręcz hipnotyzujące. Były jak ocean w piękny słoneczny dzień. Były....zaraz, zaraz. Mariko, czy ty teraz rozmarzasz się w jego oczach?? Ja chyba mam gorączkę. Zaczynam majaczyć.
-No dobra, puśćcie swoje rączki i zacznijmy jeść bo przerwa nam jeszcze minie.- Uśmiechnęła się Yuko i usiadła naprzeciw Shunsuke. Dopiero gdy to powiedziała, zobaczyłam że Jason nadal trzyma mnie za rękę. Spojrzałam najpierw na nasze splecione dłonie, potem na niego. Patrzał się na mnie chwilę z zainteresowaniem by po chwili jak zwykle się uśmiechnąć, puścić mi oczko oraz dłoń. Czułam jak zaczynam się robić czerwona na twarzy. Spuściłam głowę w dół i usiadłam koło Megumi, naprzeciw Jasona.


Dlaczego......dlaczego nie miałem aparatu w tak ważnym momencie?!! Jej minka, gdy chwyciłem jej dłoń i ucałowałem jej wierzch......no po prostu aż mnie mentalnie zatkało. Zdziwiła się na ten gest. Rozumiem, mogłem ją zaskoczyć. Ale ten rumieniec połączony z jej różowymi oczami, to dosłownie Bóstwo. Dopiero, gdy Yuko powiedziała, iż mamy puścić swoje rączki skapnęła się, że nadal ją trzymam. Najpierw spojrzała na nasze splecione dłonie, potem na mnie. Ja za to patrzałem się na jej malinowe usta. Ciekawe, czy pomalowała je błyszczykiem czy nie?? Ocknąłem się, uśmiechnąłem i po raz wtóry puściłem oczko oraz dłoń. Zrobiła zaskoczoną minę i.......zrobiła większego buraka niż wcześniej :). Spuściła głowę w dół i usiadła naprzeciwko mnie. Chyba się na mnie nie obraziła za to???
-Mmmmm~! To jest przepyszne~!- Skomentował Shun wraz z Yuko.
-Twoja mama świetnie gotuje Jason-san.- Skomentowała Yuki.
-Dziękuję Yuko-chi. Przekażę jej to i powiem żeby robiła mi dodatkowe porcje dla was.- Uśmiechnąłem się na to szczerze.
-Serio?? Ale wiesz nie trzeba.- Shun zmieszał się trochę.
-Nawet nie muszę jej o tym mówić, bo gdy zobaczy, że zjadłem całe obento zacznie mi robić więcej.- Powiedziałem to ze szczerą prawdą, gdyż raz już tak było. Dałem wtedy swoje obento koledze, gdyż zauważyłem, że nie miał nic do jedzenia. Ja wtedy podzieliłem się z moim braciszkiem. Następnego dnia moja mama zrobiła mi więcej obento, a że nie byłem bardzo głodny połowę przyniosłem do domu. Pomyślała wtedy, że mi nie smakowało. Na szczęście tata mnie wybronił z opresji.
 –Powinieneś się cieszyć Shun-sama, gdyż zawsze podkradasz obento Mari-chan. A tak to ona i ty i Jason będziecie najedzeni.- Powiedziała Megumi z uśmiechem. Widać już się tak bardzo nie wstydzi. Lecz trochę zaskoczyła mnie swoją wypowiedzią. Mariko natomiast nadal twardo była skupiona na swoim obento, bo tego nie usłyszała. Postanowiłem przywrócić ją do rzeczywistości podkradając z jej obento ośmiorniczkę (chodzi o parówki). Ocknęła się gdy to zrobiłem, lecz jej tego nie oddałem tylko zjadłem. Wszyscy patrzeli na mnie. Gdy wszystko połknąłem, zamilkłem na chwilę. Mari-chan patrzała na mnie z zaciekawieniem.
-Nie dziwię się, że Shun podjadał, jej obento jest przepyszne.- Powiedziałem cały czas się uśmiechając.
-To prawda. Mari-chan zawsze ma przepyszne obento, gdyż robi je samodzielnie.- Stwierdził Shun cały w skowronkach.
-Shunsuke-kun!!- Krzyknęła na niego Mariko.
-No co?? To przecież prawda, ne.- zdziwił się trochę nie rozumiejąc dlaczego na niego krzyczy.
-To dobrze, że Mari-chi umie gotować.- Wszyscy spojrzeli na mnie pytająco.- Dobrze gotuje i jest śliczna, więc kandydatka na żonę idealna.- Powiedziałem puszczając do niej oczko. Wszyscy byli zszokowani moja wypowiedzią. I tak najbardziej skupiłem wzrok na Mariko, która będąc w szoku zrobiła się cała czerwona. Naszą konsumpcję i wymianę zdań przerwał dzwonek na lekcje. Wtedy wszyscy się otrząsnęli.
-Szkoda, że tak krótko rozmawialiśmy. Mam nadzieję, że będzie więcej takich okazji.- Wszyscy zgodnie pokiwali mi głowami oprócz Mariko. Zaczęliśmy iść w stronę wyjścia, gdy zatrzymałem na chwilę Mariko. Zdziwiła ją moja reakcja. Przysunąłem ją bliżej siebie i wyszeptałem do ucha:
-Ślicznie wyglądasz gdy się rumienisz Pomidorku.- Po tym puściłem ją i ruszyłem dalej.


Dosłownie stałam tam jak wryta, gdy wyszeptał mi te słowa wprost do ucha. Czułam jak ponownie dzisiejszego dnia robię się czerwona. Jeszcze, gdy podkradł mi jedzenie z mojego obento i powiedział, że jest smaczne i że jestem śliczna oraz, że jestem idealną kandydatką na żonę. Zamarłam. Zaraz, zaraz,.........czy on powiedział że jestem śliczna?? Nie, to nie możliwe. Czy ja mu się podobam??

Lekcje minęły w miarę szybko. Chciałam iść prosto do domu, lecz zapomniałam o obietnicy pójścia z Yuko do kawiarni. Czekała na mnie wraz z Megumi.
-No nareszcie jesteś! Więc teraz możemy się wybrać na pyszne pyszności~!- Powiedziała Yuko z ekscytacją. Uśmiechnęłam się delikatnie widząc jej radość. Kątem oka zauważyłam jak Jason idzie do domu. I stało się.....
-Jason-san~! Może wybierzesz się z nami do kawiarni~?- Zapytała najnormalniej na świecie. Jason popatrzył w naszą stronę i podszedł. Proszę!! Powiedz, że jesteś bardzo zajęty!
-Bardzo chętnie.- Świat najwidoczniej mnie nie lubi.
-Więc, w drogę!- Krzyknęła Yuko, wzięła pod rękę Megumi i poszliśmy.
W kawiarni zamówiliśmy kilka ciastek i herbatę. Gdy wszystko przyniesiono, Yuko aż zaczęła się ślinić co wywołało śmiech Jasona.
-Nie martw się Yuko-san. Nikt ci tego nie ukradnie.- Stwierdził wciąż się chichrając.
-Wiem, ale wszystko wygląda tak apetycznie, że nie wiem od którego zacząć.- Zrobiła lekko fochnietą minkę.
-To zacznijmy jeść i próbować tych pyszności.- Mówiąc to, wziął kęs jednego ciasta. Wszystkie poszliśmy w jego ślady. Ciastka były naprawdę pyszne. Nawet była wojna o ostatnią truskawkę w czekoladzie, którą wygrał Jason. Lecz najdziwniejsze było, że od razu jej nie zjadł.
-Łeee~! A tak bardzo chciałam zjeść tą truskawkę.-Oburzyła się Yuko.
-Jak widać Jason ma większy refleks.- Zaśmiała się Megumi.
-Ale i tak ja nie zjem tej truskawki.- Wszystkie spojrzałyśmy na niego zdumione. To dlaczego tak zacięcie o nią walczył?
-Mari-chan powiedz Aaa~!- Że co?? Nim się skapnęłam Jason karmił mnie truskawką. Wzięłam ją grzecznie do buzi i zjadłam z burakiem na twarzy.
-To było takie Kawaiii~!- Zapiszczała aż Yuko.- Ja też chcę być karmiona przez Jasona!- Jak widać Yuko się nie przejmuje tym, że Jason jest taki przystojny.
-Przykro mi, ale nie mogę tego zrobić.- Powiedział z poważną miną.
-A-Ale dlaczego??- Spytała bardzo zdziwiona Yuko.
-Bo nie masz tak pięknych różowych oczu jak Mari-chan.- Powiedział uśmiechając się szeroko. Aż mnie zatkało. Dzisiejszego dnia dowiedziałam się, że:
1.    Dobrze gotuję.
2.    Jestem piękna.
3.    Jestem piękna, gdy się rumienię.
4.    Jestem idealną kandydatką na żonę.
5.    Mam piękne oczy.
I to wszystko padło z ust Jasona.

Później wszyscy rozeszliśmy się do siebie. Gdy weszłam do mojego pokoju, od razu rzuciłam się na łóżko myśląc o dzisiejszych słowach Jasona. Czy ja na serio mu się podobam?? Czy on mówił to wszystko serio?? Czy chce aby został moim chłopakiem a ja jego dziewczyną??
Takie i inne pytania kłębiły się w mojej głowie. Mimo to zdołałam zasnąć.


Nie sądziłem, że dzisiejszy dzień będzie tak miły. Zawstydziłem Mariko kilka razy oraz karmiłem ją truskawką. Do domu wróciłem cały w skowronkach. Gdy zobaczył mnie mój braciszek najpierw się zdziwił, lecz po chwili uśmiechnął.
-Widzę, że miałeś przyjemny dzień braciszku.- Aż tak to po mnie widać??
-Opowiem ci wszystko tylko daj mi się ogarnąć.- Uśmiechnął się na to i poszedł do mojego pokoju. Gdy już się ogarnąłem jak zwykle usiadłem na łóżku z Jonim i wszystko mu opowiedziałem. Wręcz mu to wszystko wyśpiewałem.
-Ulala~! Chyba muszę szybko wyzdrowieć i pójść do szkoły by móc zobaczyć tą piękność.- Uśmiechnął się wrednie.
-Teraz to idziemy spać, bo jednak ten dzień był pełen wrażeń i trochę mnie zmęczył.- Już chciałem się położyć lecz Joni mnie przed tym powstrzymał.
-Zapomniałeś o piciu i buzi na dobranoc.- No tak. Trzeba jakoś normalnie funkcjonować. Jak zwykle przysunąłem braciszka do siebie i ugryzłem w szyję. Potem oblizałem ranki i dałem buziaka w policzek jak sobie życzył. On na to również dał mi buziaka w czoło i rzucił się na mnie powalając na łóżko. No tak, przecież jestem jego podusią. Zasnąłem ze wspomnieniami z dzisiejszego dnia.


Twin Blood- Rozdział 2


Słońce leniwie wschodzi nad Yokohamą. Promienie wpadają do pokoju jednej z niewielu domów dzielnicy w Japonii oświecając twarz chłopaka. On marszczy tylko nos i zasłania twarz poduszką. To dziś ponownie idzie do szkoły.


Uhhhh.....dlaczego to już dzisiaj?? Dlaczego nie za tydzień abym mógł jeszcze pospać?? Ciekawe czy coś by się stało gdybym dzisiaj się nie zjawił??! Pewnie tak....chociaż szybciej zostałbym wymuszony pójść tam przez rodziców. Ehh, no nic.
Mam na imię Jason Jaucourt (żokur) Kamachi, 17 lat, blond włosy, niebieskie paczadełka, szczupła, wysportowana sylwetka. Niedawno przeprowadziłem się z Francji. Dziś ponownie idę do szkoły. Byłbym na to pozytywniej nastawiony, gdybym się wyspał ale nie było mi to dane przez jedna osobę, która aktualnie była do mnie przytulona jak rzep i słodko spała...
-Ejjjj....rusz się bo nie chcę się jednak dzisiaj spóźnić.- Powiedziałem do przylepy. Poczułem jak przytula się bardziej i powoli się wybudza.
-Jeszcze 5 minut....albo godzin.- Chciałbym hehe.
-Żadne 5 minut. Jak chcesz to możesz jeszcze pójść spać ale beze mnie.- Uśmiechnąłem się na jego pomruki niezadowolenia.
W końcu jego ślepka otworzyły się i spojrzały półprzymknięte na mnie.
-A może dzisiaj nie pójdziesz tylko jutro i porobisz mi jeszcze za podusię??- Powiedział i spojrzał na mnie maślanymi oczkami.
-Gdybym tak zrobił to byś jutro to samo powiedział.-Zaśmiałem się cicho przeczesując jego włosy.
-Łeee....dlaczego ty tak dobrze mnie znasz??- spytał z wyrzutem.
-Bo jestem twoim bratem na dodatek bliźniakiem i wiem o tobie wszystko Joni(dżoni :p).- Powiedziałem uśmiechając się szeroko dając braciszkowi pstryczka w nos.
Tak, ta przylepa co lubi robić sobie ze mnie poduszkę to Jonathan, mój młodszy o 10 minut brat bliźniak. On jeszcze nie idzie do szkoły, bo jest jeszcze trochę chory. Jak wygląda?? Tak samo jak ja więc dość często ciężko nas rozróżnić. Ale nie przeszkadza to nam. Wręcz przeciwnie. Dobrze się przy tym bawimy, dlatego często ubieramy się tak samo itp.
Odkleiłem swojego braciszka od siebie i wstałem z łóżka przy akompaniamencie rozżalonego jęku. Wyjmując ubrania z szafy zauważyłem jak mój brat zmienia się w kokon.
-Zimno ci??- spytałem rozbawiony.
-Tak, bo moje źródło ciepła woli iść do szkoły niż zostać ze mną. Najwidoczniej już mnie nie kocha.- powiedział z żalem w głosie.
Podszedłem do niego, usiadłem obok i przytuliłem tego kokona.
-Głupol z ciebie. Przecież dobrze wiesz, że osobą, którą najmocniej na świecie kocham jesteś Ty mój braciszku.- Powiedziałem mu to do ucha, całując go potem w czoło. Kokon się rozwinął i ukazał się mój braciszek w mojej koszulce i bokserkach w serduszka. Spojrzał na mnie, by po chwili rzucić mi się na szyję.
-Ja też ciebie kochaaam Onii-chan~!- Powiedział, wręcz wyśpiewując te słowa. Dostałem jeszcze buziaka w policzek, potem udając się do łazienki aby nie wyglądać pierwszego dnia w nowej szkole jak zombie.
Nie dziwcie się tak na nasze zachowanie. Mnie i Jonathana nikt nie rozdzieli. Zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy razem. To się nigdy nie zmieni. A czułostki nikomu od czasu do czasu nie zaszkodzą :D.



Przed wyjściem z domu dostałem kopniaka na szczęście od braciszka. W szkole musiałem zjawić się wcześniej aby omówić jeszcze kilka spraw z dyrektorem. Pan dyrektor wszystko mi objaśnił, dał jeszcze mapę szkoły i kluczyk do szafki na buty. Potem do gabinetu przyszła moja nowa wychowawczyni. Równo z dzwonkiem poszedłem z nią na lekcje, bo pierwsza była biologia której uczyła. Kazała mi chwilę poczekać przed salą. Po chwili usłyszałem pozwolenie na wejście. Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do sali. Przywitało mnie wzdychanie dziewczyn. Heh, nie wiedziałem, że jestem taki przystojny ;p. Zacząłem rozglądać się po klasie. Ładna, ładna, ładna, fajna czapka, ładna, ładna, o ale fajne czerwone włoski(tak chodzi o Shunsuke J), ładna, ład....na. Mój wzrok zatrzymał się na pięknej nieznajomej. Miała ona średniej długości brązowe włosy i te oczy...różowe. Przypominały mi kolor kwiatów kwitnących wiśni na wiosnę. Dlatego jest to moja ulubiona pora roku. Nasze oczy zetknęły się ze sobą. Patrzeliśmy się na siebie przez chwilę. Uśmiechnąłem się do niej. Widać przez to się zmieszała. Czy to był rumieniec??
-Może się przywitasz!?- Zachęciła mnie pani Kanegawa. No nic. Przedstawienie czas zacząć.
-Hej, nazywam się Jason Kamachi. Miło mi was poznać.- Ukłoniłem się lekko po czym uśmiechnąłem. Dziewczyny aż zapiszczały z zachwytu. A niektórym chłopakom szczęka opadła. Czy oni nigdy człowieka nie widzieli na oczy??
-Dobrze, uspokójcie się. Miło mi cię poznać Jason. Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzujesz. A teraz usiądź koło...-chwila zastanowienia-...o!, koło Shunsuke-kuna.- Wskazała mi miejsce koło chłopaka z fajnymi czerwonymi włosami.  Podziękowałem skinieniem głowy i ruszyłem w stronę ławki. Widziałem jak dziewczyny patrzą się na mnie z zachwytem na co aż się uśmiechnąłem. Usiadłem na swoje miejsce i uśmiechnąłem się do mojego kolegi z ławki. On również chwilę patrzył się na mnie z otwartą buzią lecz ocknął się po chwili i uśmiechnął najszerzej jak tylko mógł. Lekcję pierwszą czas zacząć.


Podczas lekcji wzrok wszystkich dziewczyn był zwrócony na mnie. Przez to pani Kanegawa musiała je upominać. Ja tylko uśmiechałem się na to co potęgowało pisk dziewczyn. Czasami( wręcz dość często) spoglądałem na piękną nieznajomą. Widziałem jak kątem oka spogląda na mnie. Dlaczego nie mogła na mnie spojrzeć normalnie abym mógł napatrzeć się w jej różowiutkie oczęta?? Achh...może później mi się uda. Inne lekcje przebiegały podobnie, czyli piski dziewcząt i upominanie nauczycieli. Nawet na przerwie nie miałem spokoju. Widziałem, jak inni chłopacy patrzą na mnie bykiem. Ja tylko się do nich uśmiechałem i puszczałem oczko co wywoływało u nich niezłe zdziwienie. Chciałem pogadać z Shunsuke-kunem, ale gromadka piszczałek nie odstępowała mnie na krok, a wolałem z nim pogadać na osobności. Na jednej z przerw, gdy przechadzałem się po boisku zdarzyło się coś.....dziwnego?! Otóż w pewnym momencie damy, które towarzyszyły mi podczas spacerku zatrzymały się i cofnęły o kilka kroków. O co chodzi?? Zauważyłem jak w moją stronę zbliża się jakaś dziewczyna. Różowe włosy( wolę różowe oczka ;p), niebieskie oczy, smukła sylwetka, duże piersi. Wyglądała dla mnie jak......lalka Barbie. Podeszła do mnie seksownym krokiem i uśmiechnęła delikatnie.
-Hej, to ty jesteś Jason, co nie?? Nazywam się Umeko Amaya. Miło mi cię poznać.- Przedstawiając się ukłoniła się lekko i puściła mi oczko.
-Hej, dzięki. Ciebie również miło poznać.- No co?? Trzeba czasami zachować się kulturalnie.
-Nie przyszłam tu z byle powodu.- Hee??- Mam za zadanie oprowadzić cię po szkole.- W jej głosi wyczułem jakąś intrygę.
-Jeśli tak to dobrze. Prowadź.- No co?? Jestem ciekaw co knuje.
-Więc chodź.- Uśmiechnęła się i wzięła mnie pod rękę. Moja gromadka nie poszła za nami. A szkoda. Mimo to fajnie było z nimi pochodzić po szkole i pogadać. Umeko leniwie oprowadzała mnie po szkole, nie puszczając mnie na krok. Zazwyczaj mówiła, jakie lekcje są w danej sali. Więcej opowiadała o sobie niż o szkole. Końcowym etapem naszej wędrówki były trybuny w sali gimnastycznej. Usiadłem trochę zmęczony, gdyż oprowadzenie mnie przez nią po szkole zajęło  3 godziny. Nagle Umeko usiadła mi rozkraczona na kolanach. Co ona wyprawia?? Szepnęła mi do ucha „Podobasz mi się”. Nie dziwię się jej, bo już pewnie kilka dziewczyn się we mnie zakochało.
-Nie jesteś pierwsza i jedyna.- Bo taka jest oczywista oczywistość.
-Ale ja jako jedyna będę twoją dziewczyną Skarbie. Już od teraz.- Szepnęła mi do ucha po czym zaczęła całować mnie po policzku. Gdy chciała pocałować mnie w usta odepchnąłem ją od siebie.
-Co jest?? Nie podoba ci się??- Zapytała zdezorientowana.
-Tak. Bo ja nie zostanę twoim chłopakiem, ponieważ nie lubię cię. A teraz z łaski swojej zejdź ze mnie, bo chcę już wrócić do domu i spalić ciuchy, gdyż aż mi rzygać się chce od twoich perfum.- No co za dziewucha. Ja nie dam sobą tak łatwo pogrywać. Patrzała na mnie zszokowana. Prawdopodobnie powoli do niej dociera potok moich słów.  Zamrugała po jakichś dwóch minutach, jakby obudziła się z transu.
-Że co??- Ona naprawdę jest wolno myśląca.
-Że to. Złaź ze mnie i daj mi spokój. Szybciej wolałbym umrzeć niż chodzić z Tobą.- Na te słowa zaczęła szybciej mrugać. Nie chcąc czekać wieczności na jej reakcję podniosłem ją i usadowiłem na ławce. Sam wstałem, rozprostowałem obolałe kości i ruszyłem w stronę wyjścia. Umeko nic więcej już nie powiedziała. Najwyraźniej zszokowały ją moje słowa. Ale to była czysta prawda. Nie jestem typem faceta, który spotyka się z byle którą itd. Ech...to trochę męczące. Jest już późno więc lekcje się skończyły. Przez tą lalunię nie ujrzałem już dzisiaj pięknej nieznajomej. Jutro chyba zamienię się w śledczego aby móc popatrzeć na jej oczka. Hehehe...


Po drodze do domu wstąpiłem do cukierni. Chyba brakuje mi cukru. Wszedłem do domu, plecak rzuciłem w kąt, przywitałem się krótkim wróciłem i poszedłem do swojego pokoju. Ciekawe co robi Jonathan??
-Wróciłem!- Obwieściłem wchodząc do pokoju z myślą zastania tam mojego braciszka, którego o dziwo tam nie było. Dziwne.....od przyjazdu wręcz się z niego nie ruszał. Podszedłem do łóżka i już chciałem zdjąć marynarkę lecz straciłem równowagę. Pewnie się dziwicie jak można stracić równowagę zdejmując marynarkę?? To proste. Wystarczy, że taka małpka o imieniu Jonathan się na was rzuci. Pod wpływem skoku runęliśmy na łóżko.
-Jaaasoon~!- Wydarł się wręcz wprost do mojego ucha.- Witaj w domu braciszku~!.- Powiedział, cmoknął mnie w policzek i przytulił mocniej.
-Więc w końcu się pojawiłeś brzydalu.- Na te słowa zrobił obrażoną minkę i zaczął mi wpychać palce między żebra.
-No wiesz ty co?! Ja cię tu pięknie witam a ty nazywasz mnie brzydalem!?! FOCH~!. Wręcz krzyknął odklejając się ode mnie i odsuwając zadarł nos do góry. Podniosłem się do siadu śmiejąc się z jego reakcji.
-O nie!! Mój braciszek się na mnie obraził! A ja przyniosłem dla niego ciastko z truskawkami ale najwidoczniej będę je musiał zjeść sam.- Powiedziawszy to wyciągnąłem z plecaka słodkość. Na te słowa Joni(dżoni) otworzył szeroko oczy, spojrzał czy nie blefuję by po chwili ponownie się na mnie rzucić. Ze śmiechem dałem łakomczuchowi ciastko. Zaczął je jeść od razu palcami, bo po co fatygować się po łyżkę.
-Proszę bardzo! A i dziękuje za miłe powitanie kochany braciszku~!.- Powiedziałem i cmoknąłem go w czółko. Za to w nagrodę poczęstował mnie ciastkiem. Było pyyycha zwłaszcza, że zostałem nim nakarmiony. Potem -będąc jeszcze w mundurku szkolnym- zjadłem kolację, wziąłem prysznic i położyłem się do łóżka. Ten dzień był naprawdę wyczerpujący. Po chwili dołączyła się do mnie przylepa, kładąc mi się na brzuchu, przyglądając. Po jakichś 10 minutach jego twarz zawisła nad moją.
-Coś się stało?? Jesteś jakiś nieobecny. Opowiedz mi wszystko, co się dzisiaj zdarzyło od A do Z.- Powiedział siadając mi między nogami. I to się nazywa brat. Zawsze zauważy, gdy coś mnie trapi. Podniosłem się do siadu i zacząłem opowiadać. Uśmiechnął się, gdy powiedziałem o różowych oczach pięknej nieznajomej.
-Oj, braciszku przez ciebie staję się zazdrosny. Gdy słyszę jak ta piękność zawróciła ci w głowie jednym spojrzeniem.- Uśmiechnął się szeroko.- Ale cieszę się z twojego szczęścia. Lecz chyba się z tobą pokłócę o te oczy, bo i tak uważam, że twoje krwistoczerwone są bardziej pociągające.- Powiedziawszy to, moje oczy właśnie się takie zrobiły.
Przysunął się do mnie siadając mi na biodrach.
-Napij się.- szepnął mi do ucha. I tak też zrobiłem. Wgryzłem się w jego szyję. Najwidoczniej nie brakowało mi cukru lecz krwi. Odczepiłem się od niego zlizując ranki, które po chwili się zagoiły. Spojrzałem mu prosto w oczy, które aktualnie były tego samego koloru co moje - czerwieni. Pocałowałem go w nos i opadłem wraz z nim na łóżko. Jak zwykle mój braciszek zrobił sobie ze mnie poduszkę, wtulając się w mój tors. Zmęczenie wzięło górę, gdyż natychmiast zasnąłem.
To nie są żarty z ugryzieniem i czerwonymi oczami. Tak, to prawda. Ja i mój braciszek jesteśmy wampirami. Mało kto o tym fakcie wie. Nikt nas nawet o to nie podejrzewa, gdyż zachowujemy się jak normalni ludzie. I nie musimy tego udawać. Różnimy się od normalnych istot tym, że pijemy krew i długo żyjemy. I nie jesteśmy jedynymi w tym mieście. Jest nas o wiele więcej. I nie tylko wampirów....


No i mamy kolejny dzień. Rano omal nie skorzystałem z propozycji braciszka aby zostać w domu i poleniuchować. Lecz przypomniałem sobie o różowych oczętach i ruszyłem swoje cztery litery z ciepłego łóżeczka. Szedłem sobie spokojnie po placu szkoły, gdy zobaczyłem, że Umeko idzie w moją stronę. Ustałem, gdyż byłem ciekawy co chce mi powiedzieć. Może mnie przeprosi za swoje wczorajsze zachowanie?? Jednak grubo się myliłem...
-Cześć Skarbie.- Powiedziała dźwięcznym głosem. Jakie Skarbie ja się pytam!?!! Chciała mnie najwidoczniej pocałować w policzek, lecz nie pozwoliłem jej na to robiąc krok w tył. Inni uczniowie przystali i zaczęli przyglądać się zaistniałej scenie.
-No co jest Skarbie?? Nie chcesz się przywitać ze swoją dziewczyną??.- Spytała z lekko urażoną miną. Najwidoczniej moje słowa nie dotarły do jej małego mózgu.
-Nie.- Powiedziałem z obojętnością, by się na nią nie wydrzeć. Stała i patrzała na mnie ze zdziwieniem.
-A-Ale dlaczego?? – Powiedziała Umeko ze zdziwioną miną.
-Bo po pierwsze nie jesteś moją dziewczyną a po drugie, nawet cię nie lubię. Więc jeśli możesz zejdź mi z drogi bo chcę iść na lekcje. A, i nie rozpowiadaj plotek, że chodzimy ze sobą. Przecież wczoraj powiedziałem ci, że nie zostanę twoim chłopakiem.- Jak ta dziewucha mnie wkurza. Co ona sobie myśli?? Że może mieć każdego chłopaka na pstryknięcie palcem?!! Zacząłem iść w stronę szkoły. Znudziła mnie już ta sytuacja. Przez nią popsuł mi się humor.
Umeko po chwili odwróciła się w moją stronę.
-Ale z ciebie żartowniś! Haha! Naprawdę, masz poczucie humoru Kochanie.- Uhhhh!!! Przystanąłem i obróciłem się w jej stronę z chłodnym spojrzeniem.
-Ile razy mam powtarzać, że nie jesteśmy parą aby trafiło to do twojego małego mózgu?!!- Humor minus 99% w dół.
-I nie nazywaj mnie swoim Kochaniem, bo to słowo jest zarezerwowane dla kogoś innego.- Rzuciłem na odchodnym.

Widziałem jak wszystkim opada szczęka na moje słowa. Najwidoczniej jestem pierwszym facetem, który nie chce chodzić z Umeko. I nie żałuję. Jak dla mnie ona pozostanie lalką Barbie. Spojrzałem się do tyłu i wręcz ustałem widząc moją piękną nieznajomą. No co?? Chociaż ciekaw jestem jak ma na imię. Mam nadzieje, że będę mógł z nią porozmawiać sam na sam. Spojrzała na mnie. Tak samo jak wczoraj. Mimo, że miała na sobie mundurek taki sam jak inne dziewczyny, wyglądała przepięknie. Uśmiechnąłem się do niej i puściłem oczko. Widać zaskoczyłem ją tym. Ale teraz wiem, że nie mam zwidów iż ten rumieniec było widać nawet stąd. Ochhh......Jak ona przesłodko i przeuroczo wygląda, gdy się rumieni. Muszę pamiętać, aby wziąć od Shunsuke notatki, gdyż musze przepisać te stare tematy jak i te dzisiejsze. Coś czuję, że nie spuszczę z niej oka na sekundę. Heh....ciekawe co wyjdzie z tej znajomości??




Twin Blood- Rozdział 1


Słońce leniwie wschodzi nad Yokohamą. Promienie słońca wpadają do pokoju jednej z niewielu domów dzielnicy w Japonii. Na łóżku spokojnie śpi dziewczyna. Nagle rozbrzmiewa budzik. Dziewczyna wyłącza go i przekręca się na drugi bok. Po ok.5 minutach zrywa się ze snu.......


Dlaczego, dlaczego.......dlaczego wakacje musiały się skończyć?!!  Uhhhhh!!! No nic. Pora wstać i szykować się do szkoły. Mam nadzieję, że znowu się nie spóźnię.
 Mam na imię Mariko Adachi, 17 lat, długie brązowe włosy i różowe oczy (dla niektórych dziwne, dla niektórych ładne ;) ). Aktualnie jestem uczennicą liceum Rairy. Jakiś miesiąc temu rozpoczął się nowy rok szkolny. Więc jestem w drugiej klasie. Moje życie nie jest jakieś fantastyczne. Nie narzekam na nie. Jestem normalną dziewczyną i nie potrzebuję rozgłosu. Wystarczy mi to co mam.


-Mari-chaan~!!!- Głos mojej przyjaciółki rozniósł się przed bramą szkoły.
-Cześć Yuko, Megumi.- Przywitałam ich jak zwykle rano, z na wpółuśpionym wzrokiem.
-Widzę, że dzisiaj postanowiłaś się nie spóźnić :D- Yuko i jej poranny humor. Jak ona to robi, że tak wcześnie rano jest wesoła i wypoczęta??!
-Po pierwsze nie zawsze się spóźniam Yuko, a po drugie dzisiaj tak wcześniej wstałam.-Jest to istna prawda. Nie muszę przecież mówić, że siedziałam do późna czytając nowy rozdział mangi Fairy Tail.
-Oj, nie marudź Mari-chan. Ja tylko próbuję cię rozweselić.- Mnie może teraz rozweselić wiadomość o odwołanych lekcjach.
-Jeśli będziemy tu tak stały i gadały to na pewno się spóźnimy.- Dziękuję ci Megumi za wyrwanie z opresji.
-Megumi-san nie bądź taka poważna. Zdążymy.
I tak ja, Megumi i optymistycznie nastawiona od samego rana Yuko poszłyśmy w stronę wejścia do szkoły. Lecz w połowie drogi radosny diabeł musiał nas przywitać....
-Ohayo~!! – Te czerwone włosy rozpoznam wszędzie. W naszą stronę biegł Shunsuke. Ja znam go od dzieciństwa, zaś Megi i Yuko od podstawówki. Jaki jest Shun-chan?? Z charakteru podobny do Yuko (oboje mają wysokie ADHD moim zdaniem), zawsze rozbiegany i uśmiechnięty. Należy do wszystkich klubów sportowych jakie są w naszej szkole. Dlatego jeśli go szukać to na boisku. A dlaczego nazwałam go diabłem?! To proste!! Gdy widzi, że jestem smutna zawsze chce mnie rozweselić, przytula się bez powodu i często wyjada moje drugie śniadanie. Czy on ma w sobie jakieś baterie albo silnik, że ma tyle siły by wytrzymać cały dzień?? Pewnie nigdy się tego nie dowiem, a szkoda.

Jak zwykle musiał się na mnie rzucić z „Dzień dobry Mari-chi” na ustach. Chyba muszę pójść do sądu o zakaz rzucania się na mnie przez tego wariata.
-Shunsuke-kun, jeśli zaraz się ode mnie nie odkleisz posądzę cię o gwałt.- No co?? Za bardzo jestem zmęczona na poranne przytulasy.
-Po pierwsze, nie Shunsuke-kun tylko Shun-kun lub Onii-chan. A po drugie to ja się tylko witam z moją przyjaciółką, czyli z tobą Mari-chan.- Wyszczerzył się jak to on potrafi.
-A ze mną się nie przywitasz Onii-chan??- Yuko zrobiła swoją minkę słodkiego, małego pieska.
-Ależ oczywiście, że tak Yuko-chan!- Podszedł do niej i aż podniósł ją w uścisku. Zaczął się kręcić w kółko i śmiać się z nią. Wyglądało to trochę komicznie a zarazem słodko, gdyż Yuko-san jest niższa od niego i czasami jest jak dziecko. Więc wyglądali jak starszy brat ze swoją młodszą siostrzyczką.
Shunsuke później chciał się również rzucić na Megumi ale na szczęście powstrzymałam go w ostatniej chwili. Po jakże milusińskim przywitaniu wszyscy razem udaliśmy się na pierwszą lekcję jaką była biologia. Droga nie obeszła się bez opowiadań Shuna na temat jego ostatniego treningu piłki nożnej, jak i maślanych oczu Yuko proszących nas abyśmy poszły z nią po szkole do kawiarni.


Do klasy weszliśmy równo z dzwonkiem. Po chwili weszła nasza nauczycielka od biologii. Ma ona ok.38 lat. Lubię ją, ale czasami jej lekcje przyprawiają mnie o senność. Dzisiaj jak się nie mylę nie miało być tak źle, bo mieliśmy zacząć anatomię człowieka. Lecz zamiast zwyczajnego rozpoczęcia lekcji czekała nas niespodzianka...
-Moi Drodzy, dzisiaj przedstawię wam nowego ucznia w naszej klasie(P.S. Pani Kanegawa jest naszą wychowawczynią). Mam nadzieję, że miło go przyjmiecie. Możesz wejść.
Po chwili drzwi do sali rozsunęły się i do klasy wszedł chłopak. Byłoby to całkiem normalne, gdyby nie wyglądał jak młody bóg. Wzrost- ponad 1,80m., średniej długości blond włosy, niebieskie oczy, szczupły, czy wysportowany to nie wiem bo ma na sobie mundurek. Gdy wszedł dziewczyny aż wzdychały z zachwytu a niektórym chłopakom opadła szczęka. Nowo przybyły rozejrzał się po klasie. Nagle jego oczy zetknęły się z moimi. Patrzyliśmy na siebie chwilę po czym uśmiechnął się do mnie delikatnie. Zaraz.....On się DO MNIE uśmiechnął?!!!! Chyba miałam przewidzenie. Mariko ocknij się!!
-Może się przywitasz!?- Zachęciła go pani Kanegawa.
-Hej, nazywam się Jason Kamachi. Miło mi was poznać.- Ukłonił się lekko po czym uśmiechnął zawadiacko.
Dziewczyny zaczęły piszczeć z zachwytu. Kątem oka zauważyłam jak Megumi robi się czerwona na twarzy a Yuko patrzy na niego z uwielbieniem.
-Dobrze, uspokójcie się. Miło mi cię poznać Jason. Mam nadzieję, że szybko się zaaklimatyzujesz. A teraz usiądź koło...-chwila zastanowienia-...o!, koło Shunsuke-kuna.
Jak pani powiedziała tak też zrobił. Został odprowadzony wzrokiem zapatrzonych z zachwytu dziewczyn do ławki. Uśmiechnął się tylko na to i zasiadł na wskazanym mu miejscu. Lekcja się rozpoczęła.



Przez całą lekcję nasza wychowawczyni musiała kilkakrotnie zwracać dziewczynom uwagę, aby skupiły się na lekcji a nie na nowo przybyłym uczniu. Tak też było na innych lekcjach. A na przerwach jeszcze gorzej, gdy dziewczyny z innych klas dowiedziały się o Jasonie. Ja modliłam się tylko o jedno....aby nie poznał JEJ. JEJ, czyli Umeko Amaya. Dla mnie jest ona sztuczną lalką, która ugania się za najprzystojniejszymi chłopakami i uważa się za królową tego liceum.
Umeko Amaya
17 lat
23.03.1997r.
Wzrost: 1,69
Kraj: Japonia, Anglia
Różowe włosy, niebieskie oczy
Hobby: zakupy, moda, przystojni bogaci mężczyźni, plotki, własna osoba
 Jednak moje modlitwy poszły na marne. Gdy jadłam drugie śniadanie z Yuko i Megumi (Shunsuke musiał iść do trenera od koszykówki-Uratowałam swoje jedzonko^.^), zauważyłam jak ta podstępna żmija zbliża się do boga, czyli Jasona. Tak, uważam go za boga bo nawet w snach nie widziałam takiego ciacha jakim on jest. Umeko podeszła do niego a niedaleko jej stały jej klony, bo przyjaciółki to nie są. Chciałam zobaczyć jak ta rozmowa się potoczy, lecz rozbrzmiał dzwonek na lekcje.
-Chodź Mari-chan. Bo się spóźnimy.- Oznajmiła mi melodyjnym głosem Yuko. Jak ona może być tak spokojna i wesoła widząc to zdarzenie??
-Chyba nic się nie stanie jak się spóźnię chwilkę co nie??- Zrobiłam szczero-sztuczny uśmiech w ich kierunku.
-Nie mamy po co zostawać i patrzyć się na tą scenę. I tak ktoś takiego pokroju jak Jason nie będzie się z nami zadawał a co dopiero zapraszał na randkę. Nie możemy równać się z Umeko-san.- Powiedziała na spokojnie Megumi. I ma rację. Takie boskie ciacho jakim jest Jason nigdy nie spojrzy na normalną dziewczynę. Ehhh......pozostaje mi tylko patrzenie ukradkiem.


Lekcje zleciały dość szybko. Yuko widząc moje zmęczenie pozwoliła mi nie iść do kawiarni, lecz musiałam jej obiecać że następnym razem na pewno pójdę. Poszłam prosto do swojego domu, pokoju, azylu. Bardzo lubię swój pokój. Jest on średniej wielkości. Wszystkie ściany są jasnofioletowe i do tego jasne panele. Po prawej stronie drzwi jest komoda, potem 2-osobowe łóżko pełne poduszek i pluszaków( mój ulubiony to pikachu). Tuż obok stolik nocny a na nim nieznośny budzik w kształcie truskawki, mała lampka oraz moje zdjęcie  z moimi przyjaciółkami. Po lewej stronie drzwi jest biurko, na nim laptop i kilka książek. Nad nim tablica korkowa, a na niej pełno zdjęć i pamiątek. Na ścianie obok rozciąga się duża, przesuwna szafa( Mimo, że jestem normalna to mam nienormalnie dużo ciuchów :p). Nad łóżkiem mam pełno półek, na których jest niezliczona ilość mang. Uwielbiam je wszystkie i przenigdy nie oddam. Zwłaszcza jednej, którą dostałam od Shunsuke na 13.urodziny. Jest to 1 rozdział Kaichou wa Maid-sama, który jak tylko wyszedł od razu został wykupiony a zależało mi na nim. Dlatego gdy Shunsuke mi ją wręczył, rzuciłam mu się ze szczęścia na szyję. Ucieszył się, gdy zobaczył, że prezent mi się podoba. No nic. Dosyć wspominania. Czas odrobić zadanie domowe a późniejszy czas poświęcić na przyjemność.


Nie......nie....nie, nie, nie, Nieee!!! Dlaczego.....dlaczego w spokoju nie mogę odrobić lekcji. Uhhh!! Od jakichś 2 godzin próbowałam odrobić lekcje, lecz to ciacho, czyli  Jason, nie chce wyjść z mojej głowy. Nadal widzę to spojrzenie i uśmiech skierowane w moją stronę. Chociaż nadal twardo twierdzę, że mi się to przywidziało. Przywidziało i koniec kropka!! Wdech- wydech, wdech- wydech....hhhh. Mam nadzieję, że chociaż spać mi pozwoli...


No i mamy następny dzień. Noc jakoś mi przeminęła, tylko kilka razy Jason pojawił się w mych snach. Właśnie z Yuko i Megumi przechodziłyśmy przez bramę szkoły i przed naszymi oczami zaczęła się rozgrywać ciekawa scena. Mniej więcej na środku placu stał Jason, przez ramię miał przewieszoną torbę. Do niego zbliżała się Umeko:
-Cześć Skarbie.- Powiedziała dźwięcznym głosem. Czyli są już parą?! Heh....dość szybko jej to poszło.
Już chciała go przytulić i pocałować w policzek, lecz Jason zrobił krok w tył. Co jest?!!
-No co jest Skarbie?? Nie chcesz się przywitać ze swoją dziewczyną??.- Spytała z lekko urażoną miną.
-Nie.-odpowiedział z obojętnością. Zaraz, zaraz...czy on powiedział „Nie”??
-A-Ale dlaczego?? – Powiedziała Umeko ze zdziwioną miną.
-Bo po pierwsze nie jesteś moją dziewczyną a po drugie nawet cię nie lubię. Więc jeśli możesz, zejdź mi z drogi bo chcę iść na lekcje. A, i nie rozpowiadaj plotek, że chodzimy ze sobą. Przecież wczoraj powiedziałem ci, że nie zostanę twoim chłopakiem.- Po tych słowach zaczął iść w stronę szkoły. ŻE CO?!!! To oni nie są razem?!!! Czyli że jak, że co??
Umeko po chwili odwróciła się w stronę chłopaka:
-Ale z ciebie żartowniś! Haha! Naprawdę, masz poczucie humoru Kochanie.- Czyli jednak są razem...
Jason przystanął i po chwili obrócił się w jej stronę z chłodnym spojrzeniem.
-Ile razy mam powtarzać, że nie jesteśmy parą aby trafiło to do twojego małego móżdżka?!!- Zapytał z ironią.
-I nie nazywaj mnie swoim Kochaniem, bo to słowo jest zarezerwowane dla kogoś innego.- Rzucił na odchodnym.
Dosłownie mnie zatkało. Właśnie teraz ciacho odrzuciło Umeko, do tego jeszcze ją wyśmiał przed prawie całą szkołą?!! Czy to jest na serio, czy tylko mi się śni??

Wszystkim dosłownie szczena opadła. Pierwszy raz ktoś sprzeciwił się Umeko i uważał, że jest brzydka( no bo jeśli powiedział, że jej nie lubi to czyli dla niego jest brzydka co nie?!). Wszyscy stali w osłupieniu. Nawet Umeko, która jak widać nie spodziewała się odrzucenia. Mój wzrok przeniósł się na Jasona. I co?? I właśnie patrzył się na mnie z zaciekawieniem!! Tylko spokojnie......to tylko zwidy.....O mój Boże!! Właśnie teraz Najprzystojniejszy chłopak w szkole uśmiechnął się do mnie i puścił oczko!! To się dzieje naprawdę??! Ał...jednak tak( uszczypnęłam się). Chyba świat się kończy. To przecież niemożliwe, żeby CIACHO spojrzało na MNIE, normalną dziewczynę!! Coś czuję, że moja uwaga na lekcjach nie będzie dotyczyła ich tematów, lecz Jasona i jego wzroku, uśmiechu, puszczonemu oczku w moją stronę, jego włosom, rysom twarzy, sylwetce.......DO JASNEJ CHOLERY CO TY SOBIE MARIKO MYŚLISZ!!! Od teraz moje życie zostało zrujnowane przez jeden uśmiech nowo przybyłego ucznia.


Bardzo ładnie proszę o komentarze :D Arigatou~! :*

Postacie do Twin Blood

Wstawiam tu zdjęcia i krótkie opisy głównych postaci :) W trakcie będą pojawiały się nowe więc albo będą w danym rozdziale albo wstawię tutaj :D

Jason Jaucourt (żokur) Kamachi
“17” lat
22.o4.1997r. ;)
Wzrost: 1,85
Kraj: Francja
Blond włosy, niebieskie oczy
Hobby: książki, moda, filozofia, koty






Jonathan Joucourt Kamachi
 „17” lat
 22.04.1997r.
Wzrost: 1,85
 Kraj: Francja
 Brat bliźniak Jasona
 Blond włosy, niebieskie oczy 
 Hobby: książki, moda, robienie psikusów innym,  koty

P.S. Jak coś są oni baaardzo do siebie podobni ;)


Mariko Adachi
 17 lat
 12.09.1997r.
Wzrost: 1,69
 Kraj: Japonia
 Brązowe włosy, różowe oczy
 Hobby: manga, fotografia, truskawki
Kiyoshi Ishikawa
„17” lat
07.01.1997r.
Wzrost: 1,85
Kraj: Japonia
Białe włosy. złote oczy
Hobby: sport, moda, wędrówki po górach










Louis Guattari (gatari)
“17” lat
18.05.1997r.
Wzrost: 1, 80
Kraj: Francja
Blond włosy, zielone oczy
Hobby: moda, zwierzęta, jazda konna, Włochy






Yuko Hirata
17 lat
01.06.1997r. Wzrost: 1,65
Kraj: Japonia
Brązowe włosy, zielone oczy
Hobby: sport, taniec, śpiew, słodycze, chłopcy :p








Megumi Fukunaka
17 lat
17.10.1997r.
Wzrost: 1,70
Kraj: Japonia
Czarne włosy, niebieskie oczy
Hobby: książki, muzyka poważna, balet