Wstawiam wam ten rozdział, który sama poprawiałam, bo LovelyxAsuna nie miała czasu :/ A pewnie nie mogliście się doczekać przebiegu randki Jasona i Mariko :D Mam nadzieję, że się spodoba i pozostawicie jakieś komentarze ^.^
Miłego czytanka :* #Kimie
Czekałem na nią na stacji
o umówionej godzinie. Gdy ją zobaczyłem, poczułem jak moje nogi zamieniają się
w watę. Była ubrana w fioletową krótką sukienkę, czarny sweterek, buty na
koturnie. Proste włosy zamieniła na loczki. Do tego delikatny makijaż.
Dosłownie aż mnie zatkało.
-Hej Jason.- Przywitała
się będąc już obok mnie.
-Hej Mari. Wyglądasz
dosłownie przecudnie.- Mówiłem jak zahipnotyzowany.
-Dziękuję. Ty również
dobrze wyglądasz.- I do tego wszystkiego jeszcze ten rumieniec. Chyba się
rozpuszczam. Otrząsnąłem się, chociaż mógłbym patrzeć tak na nią cały czas.
-Więc idziemy.
Zaplanowałem dla nas dzień pełen wrażeń.- Uśmiechnąłem się i użyczyłem jej
swoje ramie.
-D-Dobrze. Więc prowadź.-
Powiedziała i złapała mnie za ramię. Randka się rozpoczęła.
Ujrzałam go stojącego na
stacji. Wyglądał jeszcze przystojniej. Nie spodziewałam się, że powie iż
wyglądam przecudnie. Spodziewałam się „ładnie” albo chociaż „pięknie” ale nie
przecudnie. Zarumieniłam się- chyba już z przyzwyczajenia w jego obecności. Gdy
użyczył mi swojego ramienia trochę się wstydziłam lecz położyłam na nim rękę.
Nie wiedziałam, gdzie
mnie zabiera więc byłam bardzo zaciekawiona. Najpierw poszliśmy do kina na
horror. Nie przepadam za nimi, więc w pewnych momentach aż podskakiwałam w
fotelu. Lecz, gdy Jason złapał mnie za rękę i przychylił tak, abym oparła się o
jego tors, uspokoiłam się. Wyglądaliśmy wtedy jak para.
Po kinie poszliśmy do
małej kawiarenki. Była bardzo piękna. Drewniane stoły i krzesła a dookoła pełno
kwiatów. Wtedy czułam się swobodnie rozmawiając z Jasonem. Zarumieniłam się
ponownie, gdy starł z kącika moich ust piankę, którą zamiast wytrzeć w
chusteczkę zjadł. Wychodząc wplótł mi we włosy białą lilie.
Gdy spacerowaliśmy po
parku zauważyliśmy mężczyznę robiącego ludziom zdjęcia za pieniądze.
-Chodź, zrobimy sobie
zdjęcie.- Powiedział Jason i zaczął mnie ciągnąć.
-A-Ale....
-Nie ma żadnego ale.
Chodź.- Posłusznie poszłam za nim. Starszy mężczyzna był bardzo miły i kazał
nam się ustawić. Jason objął mnie w tali a mi kazał się do siebie przytulić.
Położyłam ręce na jego torsie i spojrzałam na niego. Przybliżył swoją twarz do
mnie tak, że stykaliśmy się nosami. I znowu ten rumieniec.
-Jak wy pięknie
wyglądacie razem. Już zrobiłem zdjęcie.- Powiedział starszy mężczyzna z
uśmiechem. Nawet nie wiedziałam kiedy je zrobił. Zanim odczepiłam się od Jasona
dostałam całusa w policzek.
Złapał mnie za rękę i
podszedł do mężczyzny po zdjęcie.
-Ile płace?- Spytał Jason
wyciągając portfel.
-Nic a nic. Za darmo. Robić
zdjęcia tak pięknej parze to aż przyjemność. Szczęścia wam życzę gołąbki.- Jego
uśmiech nie schodził z twarzy.
-Dziękujemy bardzo. I
dziękujemy również za życzenia. Dowidzenia i życzę panu miłego dnia.
-Nie ma za co. Dziękuję i
nawzajem.- Powiedział machając nam na pożegnanie. Dopiero gdy odeszliśmy
skapnęłam się, że ten facet nazwał nas „parą”.
-Jason ale przecież
my.....- Słowa nie chciały wyjść z mojego gardła.
-Co??
-Nie, już nic.- Dalej
szłam z Jasonem za rękę. Była taka ciepła, że nie chciałam jej puścić.
Następny przystanek-
wesołe miasteczko. Poszliśmy na kilka zjeżdżalni, do domu strachów( omal nie
wskoczyłam na Jasona), do domu luster( i te głupie miny ;p). Jason
wygrał dla mnie średniej wielkości misia. Na końcu poszliśmy jeszcze na
diabelski młyn i watę cukrową. Było już późno lecz wybraliśmy się na ponowny
spacer do parku. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Ustaliśmy przy dużej, starej
wierzbie. Ja oparłam się o nie a Jason stał przed mną.
-I jak? Podołało się?-
Spytał zaciekawiony.
-Bardzo. Tylko następnym
razem ja wybieram film.- Zaraz, czy ja powiedziałam „następnym”?
-No dobrze, dobrze. Ale
cieszę się, że się podobało. Bo ja pierwszy raz się tak bawiłem od przyjazdu
tutaj.- Stwierdził z szerokim uśmiechem.
-Wcześniej nie miałeś
czasu?- Ciekawe, kiedy przyjechał?
-Sprawa z przeprowadzka,
szkoła.....trochę to zajęło a jestem tu dopiero 2 tygodnie.- Tak krótko.-
Ale nie żałuję, że się tu przeprowadziłem. Bo gdybym tego nie zrobił nie
poznałbym ciebie.- Spojrzał na mnie a ja się zarumieniłam. Podszedł do mnie i
objął w pasie jedną ręką, drugą gładząc mój policzek.
-Mariko, gdy cię ujrzałem
aż mnie zatkało. Zwłaszcza te twoje oczy. Przypominają mi kwiaty wiśni i porę
roku, którą tak bardzo lubię. Ja.....ja się chyba w tobie zakochałam. Mariko
czy......zostaniesz moja dziewczyną??- Czułam, jak moje serce bije coraz
szybciej. On....się we mnie zakochał? Chce abym została jego dziewczyną?
Patrzałam na niego w osłupieniu. Aż mnie zatkało. Czy to się dzieje
naprawdę?? A może ja jeszcze śpię i dopiero co mam iść z nim na randkę?? Nie
Mariko, to się dzieje naprawdę. I wiesz to bardzo dobrze. I wiesz, że.....
-Jason, ja.........tak,
zostanę twoja dziewczyną, bo chyba też cię kocham.- Powiedziałam cicho nadal
patrząc mu w oczy. Widać trochę go zszokowałam, lecz po chwili uśmiechnął się
do mnie delikatnie.
-Mariko, czy mogę cię
pocałować?- Spytał, gdy jego usta były kilka centymetrów od moich. Kiwnęłam
tylko głową na pozwolenie. Poczułam jak ciepłe, miękkie wargi Jasona całują
mnie. Objęłam jego szyje rękami, by nie przestawał pocałunku. Całowaliśmy się
chwile, delikatnie lecz z namiętnością. Czułam jak moje nogi odmawiają mi
posłuszeństwa. Gdy już przestaliśmy, patrzeliśmy się na siebie nadal
przytuleni. Trwało to tylko chwilę, gdyż przytuliłam się do niego. W jego
ramionach poczułam się bezpiecznie.
Dosłownie czułem się jak
w niebie. Nie spodziewałem się tego. Najpierw w kinie, że mnie nie odrzuciła
gdy złapałem ją za rękę. Później, gdy ją pocałowałem w policzek. Gdy szliśmy za
rękę Gdy normalnie rozmawialiśmy. Jej
śmiech, rumieńce, dotyk........A gdy powiedziała, że chyba też się we mnie
zakochała i zgodziła się być moją dziewczyną- obłęd. A gdy pozwoliła się
pocałować, zarzuciła mi ręce na ramiona abym nie przestawał, jej przymknięte
oczka zasłonięte mgiełką i rumieńce i przytulenie.......Ja chyba umarłem.
Czułem jak moje serce wali jak szalone. Przytulałem ja do siebie modląc się(
modlący się wampir?!) aby ta chwila trwała wiecznie. Gdy już się od siebie
odkleiliśmy, spojrzałem jeszcze na nią i pocałowałem w czoło.
-Chodź, odprowadzę cię do
domu.- Powiedziałem opierając się o nią czołem. Czułem jej słodki zapach(
nie chodzi o krew).
-Dobrze.- Powiedziała
cicho i ruszyliśmy, nadal trzymając się za ręce.
Po drodze wręcz nic nie
mówiliśmy. Patrzeliśmy się na siebie i uśmiechaliśmy co chwila.
-Nigdy się nie
spodziewałam.- Powiedziała po jakimś czasie, patrząc przed siebie.
-Czego?
-Tego, że zostanę
dziewczyna takiego przystojniaka.- Zaśmiała się delikatnie.
-Naprawdę jestem
przystojny??- Zapytałem z lekka ironią.
-I jeszcze się pytasz?
Gdybyś nie był dziewczyny nie chodziły by za tobą a Umeko nie podrywała by
cię.- Stwierdziła z przekąsem.
-Mnie to nie obchodzi.
Dla mnie najważniejsza jest moja dziewczyna.- Powiedziałem uśmiechając się do
niej. Ona za to ponownie zaszczyciła mnie rumieńcem. Przystaliśmy kawałek od
jej domu. Staliśmy, trzymając się za ręce.
-Więc, do zobaczenia.-
Powiedziała i ponownie dzisiejszego dnia wtuliła się we mnie. Również ja
przytuliłem całując w czółko.
-Do zobaczenia, dobranoc
i słodkich snów.- Powiedziałem, gdy ponownie staliśmy przed sobą. Pocałowałem
ją jeszcze delikatnie w usta. Gdy Mari była przed furtką, spojrzała na mnie i
pomachała z uśmiechem po czym weszła. Również jej odmachałem i ruszyłem do
domu.
Po drodze do domu omal
nie zacząłem tańczyć deszczowej piosenki. Czułem się jakbym latał. Wszedłem do
domu po cichu od razu kierując się do swojego pokoju. Zamknąłem po cichu drzwi
i ustałem koło łóżka patrząc na słodko śpiącego braciszka. Miał on na sobie
tylko w bokserki, na dodatek był ubrudzony na twarzy od czekolady.
-Witaj mój najukochańszy
braciszku.- Powiedziałem, gdy wskoczyłem mu na biodra.
-O, już wróciłeś.-
Powiedział przecierając oczy.- I co się stało, że tak miło mnie witasz?- Najwidoczniej
trochę go zaskoczyłem.
-A nic takiego. Tylko od
dzisiaj mam dziewczynę.- Powiedziałem jakby z obojętnością. Na te słowa Joni
otworzył szeroko oczy i podniósł się do siadu.
-Że co?!- Spytał się
nieźle zdziwiony.
-Że to. Moja ukochana
została oficjalnie moja dziewczyną.- Powiedziałem wręcz z dumą.
-To trzeba to uczcić.-
Powiedział, zepchnął mnie z siebie i poszedł gdzieś w samych bokserkach. Wrócił
z dwoma lampkami wina i wgramolił się na łóżko.
-Może tylko jedna lampka
ale zawsze coś. A teraz opowiadaj tak jak obiecałeś.- Powiedział i ułożył się
wygodnie. Opowiedziałem mu wszystko od początku. Na końcu mojego opowiadania
leżałem na łóżku cały happy.
-No, no braciszku. Widzę,
że ty naprawdę jesteś w niej zakochany. Cieszę się twoim szczęściem. Ale
zapamiętaj sobie jeno. Do ślubu nadal jesteś moją podusią i ciepełkiem.-
Powiedział Jonathan po moim wykładzie. Uśmiechnąłem się na te słowa.
-Wiem i dziękuje. A teraz
daj mi się umyć i pójść spać bo chyba wykituje.- Wstałem z łóżka idąc w stronę
łazienki. Mój braciszek zaśmiał się na to.
-Oki. Tylko wracaj
szybko, bo zimno mi.-Powiedział z przekąsem. Szybko się ogarnąłem i szybko
zasnąłem przepełniony myślami o mojej ukochanej. Oczywiście z przylepom u boku.
Gdy wróciłam położyłam
się na swoje łóżko patrząc w sufit. Po chwili uśmiechnęłam się najszerzej jak
potrafiłam, prawie skacząc ze szczęścia. Mariko, chyba nie będziesz mogła
zasnąć tej nocy. Po krótkim zastrzyku szczęścia poszłam się umyć. Położyłam
się na łóżku i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Następnego dnia wybrałam
się z mamą na zakupy. Poszłam sobie coś kupić do picia, gdy moja mama spotkała
w jednym ze sklepów swoja przyjaciółkę. Wtedy zauważyłam Jasona stojącego przed
jednym ze sklepów. Postanowiłam do niego podejść, w końcu był moim chłopakiem.
-Cześć Jason.-
Przywitałam go z wielkim uśmiechem.
-Cześć. A my się w ogóle
znamy??- Spytał. Nie rozumiem. Co jest grane??
-No tak. Nie poznajesz
mnie?- Spytałam bardzo zdziwiona.
-Pierwszy raz cię na oczy
widzę. A teraz sorki, ale spieszę się.- Powiedział i poszedł. Ale jak to?
Przecież wczoraj byliśmy na randce. Zgodziłam się być jego dziewczyną. Nie
rozumiem tego. Czy on to zrobił dla jakiegoś zakładu?? Z moich rozmyślań
wybudziła mnie mama, która oznajmiła, że wracamy do domu. Przez resztę dnia
zastanawiałam się nad tym wszystkim.
W poniedziałek normalnie
poszłam do szkoły ale nadal byłam smutna. Przed dziewczynami udawałam, że
wszystko jest w porządku. Tylko Shunsuke patrzał się na mnie podejrzliwie. Gdy
weszłam do klasy Jasona jeszcze nie było. Nie wiedziałam jak zareagować, gdy go
zobaczę.
Zabrzmiał dzwonek.
Wszyscy usiedli na swoje miejsce, gdy weszła pani Kanegawa. Jasona nadal nie
ma.
-Słuchajcie. Nasza klasa
ponownie się powiększy o jednego ucznia. Mam nadzieje, że miło go przyjmiecie.
Możesz wejść.- Powiedziała rozweselona. Do sali wszedł....Jason?! Wszyscy byli
trochę zaskoczeni.
-Jasonie, siadaj na swoje
miejsce bo za chwile przywitamy nowego ucznia.- Powiedziała nauczycielka.
-Ale ja nie jestem
Jason.- Hę?? Wszyscy byli zaskoczeni jego odpowiedzią. Po chwili drzwi
ponownie się otworzyły i stał w nich....Jason? Co tu jest grane?
-Przepraszam za
spóźnienie.- Powiedział i dopiero wtedy zauważył gościa. Każdy patrzał na dwóch
Jasonów. Nawet nauczycielka nie wiedziała co powiedzieć. Jason i Jason patrzeli
na siebie. Po chwili ten co stał w drzwiach uśmiechnął się, podszedł do
drugiego i objął go ramieniem.
-I co? Przywitałeś się
już?- Spytał się go.
-Jeszcze nie bo zrobiłeś
wejście smoka i nie pozwoliłeś mi.- Zaśmiał się drugi.
-Oj tam, oj tam.-
Zaśmiali się razem.
-Co-Co tu się dzieje?-
Spytała pani Kanegawa.
-Za chwilę wszystko się
wyjaśni proszę pani, gdy nowy się przedstawi.- Powiedział Jason. Drugi spojrzał
się na klasę i powiedział.
-Nazywam się Jonathan
Kamachi. Miło mi was poznać.- I tak dalej nic z tego nie rozumiałam.
Najwyraźniej zauważyli to Jason bo powiedział.
-Jonathan i ja jesteśmy
braćmi bliźniakami.- Bliźniacy?! Więc wczoraj....to był jego bliźniak.
Pierwsza z szoku otrząsnęła się wychowawczyni.
-Witaj w naszej klasie
Jonathanie. Mam do was prośbę chłopcy. Możecie coś zrobić aby można było was
odróżnić?- Spytała się bliźniaków.
-Zobaczy się.-
Powiedzieli równocześnie i usiedli razem. Przez całą lekcję nikt nie mógł się
do nich przyzwyczaić.







