Przepraszam, że nic nie wstawiam ale nie oddali mi jeszcze Internetu. Teraz korzystam z neta brata, plus z telefonu. Rozdział pojawi się ok. 20 lutego. Jest mi z tego powodu bardzo smutno i gdy wróci mi net to dodam coś extra :3
A teraz piszcie co u was, jakie anime oglądacie i jakie blogi polecacie?? :D
Do zobaczonka~! #Kimie
niedziela, 8 lutego 2015
sobota, 17 stycznia 2015
Twin blood- rozdział 24
Witam~!
Krótka wiadomość co do zawieszania bloga. Otóż jeśli w końcu zacznę pisać nowe opowiadanko to bloga nie zawieszę. Rozdziały mogą pojawiać się rzadziej. Za tydzień prawdopodobnie pojawi się jakiś one shot. :)
To wszystko :p
Enjoy....
Mam
już serdecznie dość! Codziennie muszę zabijać kogoś z ekipy Rivery. Przez to,
muszę częściej pić krew. I oczywiście nie mam czasu aby spotkać się z Mariko.
No czasami jednak gdzieś z nią wychodzę ale to tylko dlatego, żeby nie nabrała
podejrzeń. Nie, że mi się nie podoba z nią wychodzić. Po prostu się o nią
martwię. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś się jej stało. Na wszystko zacząłem
bardziej uważać. Nawet na to co jem bo może być zatrute. Każdy chodzi
podenerwowany i każdy w inny sposób się rozładowuje.
Will
jeździ motorem lub gra na gitarze (raz omal jej nie rozwalił). Joni
objada się lodami lub maluje (czasami oba na raz). Runi ćwiczy karate i
inne sztuki walki. Louis chodzi na zakupy lub robi biżuterię. Kiyoshi wyżywa się
na „obcych” w jego obozie lub rąbie drewno. A ja? Idę czasami do
schroniska dla zwierząt i trochę pomagam. Takie słodkie zwierzątka od razu mnie
uspokajają. Jeśli to nie działa, to idę się „pobawić” z Kiyoshim (Może to
głupio brzmieć ale chyba wiadomo o co chodzi ^.^). Inni czasami odczuwają
nasze zdenerwowanie. Było tak raz na wychowaniu fizycznym. Ćwiczyliśmy wtedy
rzut oszczepem. Ja z Kiyoshim byliśmy ok. 10 w kolejce. Właśnie miała rzucać
jakaś dziewczyna. Lecz zanim to zrobiła poprosiła pana Tamuro o pokazanie, jak
się rzuca. Po pokazaniu zaczęła wypytywać go o różne rzeczy związane z rzutem
oszczepem: Jak powinno się trzymać oszczep? Pod jakim kątem się zamachnąć? I
tym podobne. My z Kiyoshim nie mogliśmy tego wytrzymać. W pewnej chwili
krzyknęliśmy obaj ze wściekłości „No rzucaj w końcu kurwa tym oszczepem!”
przy okazji łamiąc 2 oszczepy. Wszyscy patrzeli na nas z małym lękiem. Pan
Tamuro też najwidoczniej się trochę przestraszył i kazał nam rzucać jako
pierwszym. Zapisał nasze wyniki i kazał już iść do szatni. Uspokoiliśmy się
trochę i przeprosiliśmy za nasze zachowanie. Od tamtej pory zaczęliśmy nawet
pić melisę na uspokojenie. Wolałbym żeby to się już skończyło i mieć święty
spokój.
Teraz
szykowaliśmy się powoli do świąt. I do egzaminów przy okazji. Dodajmy więc:
Świąteczna
gorączka + Nauka do egzaminów + Ataki za strony Rivery = Próba nie wkurzenia
się i nie rozwalenia szkoły.
Kiyoshi
przez to zaczął brać tabletki na uspokojenie. Raz ich nie wziął i poćwiartował
na kawałki 2 gości, którzy włamali się do jego obozu. Uspokajałem go przez
jakąś godzinę. Dobrze, że przy Megumi jakoś się uspokaja. No ale nic. Trzeba
przetrwać i miło spędzić święta :).
Już
za 2 dni święta. Dzisiaj spotykamy się naszą paczką aby to uczcić. Oczywiście
poszliśmy do kawiarni.
-Wesołych
Świąt~!- Krzyknęła radośnie Yuko.
-A
Yuko jak zwykle wesolutka.- Stwierdził Louis.
-Bo
są święta~! I można jeść duuuużo słodkości.- Na jej słowa zaczęliśmy się śmiać.
Oczywiście mój braciszek popiera swoją dziewczynę w 100%. W domu muszę go
odganiać od słodyczy lub mu je zabierać, bo by nie przetrwały do świąt. On na
to robi smutną minkę i focha się na mnie. Mimo to i tak śpi ze mną. Stwierdził,
że jego pokój na czas zimowy zamienia się w zamrażarkę. Filozofia mojego brata
jest powalająca.
-Słodkości~!-
Krzyknęły dwa największe głodomory, gdy kelnerka przyniosła nasze zamówienie.
Przez jakiś czas każdy zajadał się słodkościami i opowiadał różne rzeczy.
-To
teraz prezenty~!- Najwidoczniej Yuko udzielił się pozytywny świąteczny nastrój.
Wymieniliśmy się prezentami.
-Ty
Yuko, otwierasz pierwsza.- Powiedziałem do niej.
-Ale
dlaczego ja??- Spytała trochę zdziwiona.
-Bo
wiem, że nie możesz się tego doczekać.- Powiedziałem z chytrym uśmieszkiem. Ona
na to wyszczerzyła swoje żabki i zaczęła otwierać swoje prezenty. Od Mariko i
Megumi dostała koszulkę z logo zespołu SuG i ich płytę. Ode mnie i Joniego
zestaw do karaoke. Od Kiyoshiego wielki worek słodyczy. Louis dał jej 2 ładnie
zdobione ramki do zdjęć. Od Shuna dostała różowy strój do koszykówki a od Rune
pasującą do tego torbę.
-Teraz
swoje prezenty otwiera Shunsuke-onii-san~!- Stwierdziła z wielką radością Yuko,
z krówką w buzi. Shun w większości dostał sportowe rzeczy typu piłki lub sprzęt
do ćwiczeń. Chociaż najbardziej ucieszył się na prezent od Mariko. Dostał od
niej kartę jakiegoś piłkarza z autografem. Patrzył na nią z niedowierzaniem.
-Niemożliwe........kocham
cię Mari-chan~!- Wykrzyczał i rzucił się na nią i mocno wyciskał.
-Eeehhhemmm....-
Odchrząknąłem znacząco. Na to Shun szybko odkleił się od niej.
-Sorki,
sorki. Nie wściekaj się. My jesteśmy TYLKO przyjaciółmi.- Na tłumaczenia Shuna
wszyscy zaczęli się śmiać. Później każdy z nas otwierał swoje prezenty. Kiyoshi
dostał fajną włochata czapkę i kapcie-króliki. Nie mogłem przestać się
śmiać, gdy je zobaczyłem. Joni dostał zestaw farb i długi niebieski sweter
z napisem „Przytul mnie”. Już widzę kto do kogo będzie się przytulał.
Mariko dostała kilkanaście mang. Ode mnie zaś dostała pierścionek z
serduszkiem.
-Jaki
śliczny.- Skomentowała Megumi.
-Jason-kun
oświadczył się Mari-chan!- Krzyknęła Yuko z radością. Na jej słowa Mari zrobiła
się czerwona jak dorodny pomidorek. I zrobiła coś czego się nie spodziewałem.
Ze swojej inicjatywy pocałowała mnie w usta.
-Dziękuję.-
Powiedziała cichutko z lekkim uśmiechem. A ja myślałem, że za chwilę zemdleję z
tego widoku. Mariko z delikatnym rumieńcem, uśmiechem i świecącymi się oczami ze
szczęścia, która przed chwilą mnie pocałowała. Jak koty kocham chyba zemdleję. Ciekawe
jak by wyglądała w sukni ślubnej z takim wyrazem twarzy?? Nie, nie, nie. Jason
uspokój się, bo jeszcze ci krew z nosa poleci.
-Nie
ma za co.- Powiedziałem po otrząśnięciu się i pocałowałem ją w czółko. Po tym
dalej wzięliśmy się za rozpakowywanie prezentów. Ja dostałem taki sam sweterek
jaki ma mój braciszek i maskotkę w kształcie kotka. Nazwę ją Marichi ^.^
. Louis dostał zestaw koralików i słuchawki. Megumi dostała kilka płyt z muzyką
poważną i rockową. Od Kiyoshiego dostała bilety na balet pt.: „Upadły anioł”.
Najwidoczniej bardzo chciała na to iść bo aż z radości rzuciła się Kiyoshiemu
na szyję. Oczywiście dostała tyle biletów, że idziemy wszyscy. Runi dostał kolorowy szalik od dziewczyn i miecz
samurajski od nas.
-Tylko
Rune schowaj go dobrze przed Kiyoshim i Jasonem.- Zasugerowała Mariko. Kiyoshi
na początku nie wiedział o co chodzi ale szybko się domyślił.
-Wiesz
co, Jason.- Zwrócił się do mnie.- Mogliśmy jednak kupić dwa rewolwery. Wtedy to
by była zabawa.- Na jego słowa Mariko aż zakrztusiła się herbatą.
-Masz
rację. Chociaż ty w domu masz chyba jakieś spluwy więc jest w porządku.-
Powiedziałem z uśmiechem.
-Jason!!-
Krzyknęła Mariko z wyrzutem i przerażeniem. Na co ja z chłopakami zaczęliśmy
się śmiać.
-Nie
martw się Skarbie. To tylko takie żarty.- Powiedziałem i przytuliłem swoją
dziewczynę nadal chichocząc pod nosem.
-Mam
nadzieję.- Powiedziała i wtuliła się w mój tors.
-Chociaż
prawdą jest, że w domu mam pistolety.- Skwitował Kiyoshi na co Mariko spojrzała
się na niego z przerażeniem.- Ale to jakby jakieś groźne zwierzę weszło do obozu.-
Powiedział szybko aby nie martwić Mariko oraz swojej dziewczyny, która też się
przeraziła. Siedzieliśmy jeszcze trochę w kawiarni a potem wybraliśmy się na
spacer. Szliśmy sobie śmiejąc się i miło spędzając razem czas. Ale oczywiście
sielanka musiała minąć w najmniej odpowiednim momencie. Gdy byliśmy w parku
zauważyliśmy kilka osób z bandy Rivery. Jak ich rozpoznać?? Ogółem nie
różnią się od nas zbytnio, tylko nie są tacy przystojni jak my - wręcz są
brzydcy - i emanują taką mroczną energią. Oczywiście, tylko my to czujemy. Ale
wracając do parku. Oni też nas zauważyli. Uśmiechnęli się chytrze i
najwyraźniej chcieli nas zaatakować. Co zrobić? Przecież nie będziemy
walczyć przy dziewczynach i Shunie i innych ludziach. Na dodatek aby walczyć
musimy się zamienić a to totalnie odpada.
-Możesz
to na chwilę potrzymać Skarbie?!- Spytałem się Mariko i dałem jej swoje
prezenty. To samo zrobił Joni i Kiyoshi. Jak na sygnał zaczęliśmy biec w stronę
bandy Rivery. Lecz zamiast się na nich rzucić ominęliśmy ich tym samym
prowokując ich do gonitwy. I jak zakładaliśmy zaczęli nas gonić. Nasz plan był
prosty: wyprowadzić ich gdzieś daleko i zabić. Tylko jest jeden problem. Co
powiedzieć dziewczynom? Mam nadzieję, że Louis jakoś to ogarnie.
Właśnie
byliśmy na spacerze, gdy nagle Jason dał mi swoje prezenty i razem z Kiyoshim i
Jonathanem zaczęli biec. Później jakby uciekali przed tymi typkami. O co w
tym wszystkim chodzi??
-Gdzie
oni pobiegli?- Spytałam skołowana.
-I
dlaczego tamci pobiegli za nimi?- Zapytała się Megumi, która pewnie jest tak
samo skołowana jak ja.
-Oni
się znają?- Spytał Shun. Każdy patrzał w stronę, w którą pobiegli chłopaki.
-Nie
martwcie się. Pewnie za chwilę wrócą.- Odezwał się Louis po chwili i otrząsając
nas z szoku.
-Ale
dlaczego to zrobili?- Spytałam się go. Bo to trochę dziwne aby tak nagle biec i
uciekać przez nieznanymi mi chłopakami.
-Mają
do nich pewną sprawę. Jak mówiłem, nie martw się.- Stwierdził Louis z lekkim
uśmiechem.
-Ale
jaką sprawę?- Dopytywałam.
-Bo
ci goście niedawno okradli Emiko. Pobiegli aby odebrać to. Tylko pewnie tamci
będą chcieli się bić więc zaczęli uciekać aby ich gonili. Nie chcą pewnie
abyście się w to wtrącały.- Wytłumaczył nam to Lou.
-Czy
wszystko w porządku z Emiko-san??- Spytała zmartwiona Megumi. Aż zapomniałam,
że Emi to siostra Kiyoshiego.
-Tak,
wszystko w porządku. Nic jej nie zrobili na szczęście. A teraz może gdzieś
usiądziemy i na nich poczekamy. Co wy na to?- Spytał się Louis.
-Tutaj
jest jakaś knajpa. Chodźmy tam aby nie zamarznąć.- Zaproponował Shunsuke i zaczął
iść w jej stronę.
-Dobrze.-
Powiedziałyśmy zgodnie i poszłyśmy za nim.
-To
wy wejdźcie, a ja zadzwonię do nich i powiem gdzie jesteśmy.- Zanim poszłam za
dziewczynami spojrzałam się na Louisa. Po jego wyrazie twarzy było widać, że tu
nie chodzi o jakąś kradzież tylko o coś poważniejszego. Zastanawiałam się nad
tym, gdy siedzieliśmy w tej knajpie. O co może chodzić? Czy to coś
poważnego? Dlaczego Jason mi nic nie powiedział? Czy mi już nie ufa? Takie
i inne pytania błądziły mi po głowie do powrotu chłopaków. Przyszli jakieś 30
minut później.
-Przepraszamy
za takie zamieszanie.- Powiedział Joni i usiadł koło Yuko. Odezwałam się
dopiero, gdy już Kiyoshi z Jasonem usiedli i zamówili coś do picia.
-Złapaliście
tych złodziei?- Spytała się Megumi.
-Tak.
Już wszystko w porządku.- Odpowiedział jej Kiyoshi i lekko się uśmiechnął.
-A
co jej ukradli?- Spytałam, bo Lou nie powiedział co dokładnie.
-Bransoletkę.
Jest dla niej ważna bo dostała ją od mamy.- Odpowiedział już na moje dwa
pytania Kiyoshi.
-To
dobrze, że ich złapaliście. Na szczęście jej nie sprzedali.- Powiedziała Yuko i
przytuliła się do swojego chłopaka.
-Taa.-
Powiedział Jason. Był jakiś taki smutny. Po tym jeszcze trochę siedzieliśmy w
tej knajpie i każdy poszedł do domu. Oczywiście Jason poszedł mnie odprowadzić.
Szliśmy i rozmawialiśmy o świętach i tym podobnych rzeczach. Gdy byliśmy
niedaleko mojego domu przystałam i spojrzałam się na Jasona.
-Co
się tak naprawdę stało?- Spytałam prosto z mostu.
-O
co ci chodzi?- Spytał zdziwiony.
-Nic
nie ukradli Emiko. Więc dlaczego goniliście się z tymi chłopakami?- Wolę się
spytać teraz niż później mieć jakieś wyrzuty sumienia. Jason patrzał na mnie
jakby się zastanawiał, co powiedzieć. Spuścił głowę i odwrócił wzrok.
-Nieważne.
To nie twoja sprawa.- Powiedział. Miałam rację, że nie chodziło o kradzież. Więc
o co?
-Ważne.
Powiedz mi o co chodzi.- Powiedziałam poważnie.
-
To nie twoja sprawa i nie pytaj o to więcej.- Powiedział chłodno Jason. O co
chodzi, że aż się wścieka?
-Moja
sprawa. Co się stało? Powiedz mi. Czy mi już jednak nie ufasz??- Spytałam z
lekką determinacją.
-Tu
nie chodzi o to czy ci ufam czy nie. Nie twoja sprawa i się tym nie interesuj.
Temat skończony.- Stwierdził chłodno.
-Nie,
nie skończony! Masz mi powiedzieć o co chodzi. Przecież jestem twoją dziewczyną
i powinieneś mi mówić o wszystkim co
cię trapi! Czy nie tak powinno być?!- Aż podniosłam głos z tego wszystkiego.
Gdy spojrzałam na Jasona aż się przestraszyłam. Patrzał na mnie takim zimnym
spojrzeniem bez wyrazu.
-Nie
wiem, co ty sobie wyobrażasz. Wiesz o mnie tyle co nic, więc nie wtrącaj się w
moje sprawy. A to, że jesteś moją dziewczyną nie znaczy, że będę ci o wszystkim
mówił. Narka.- Powiedział chłodno, odwrócił się i poszedł. Stałam tam jakieś
kilka minut zanim jego słowa do mnie dotarły. Pobiegłam wręcz do domu i
zamknęłam się w pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Dlaczego?
Dlaczego to powiedział? Czy on się ze mną tylko bawi? Czy nadal mnie kocha? Co
jest? Dlaczego nie może być tak pięknie jak w mandze? Dlaczego.....
P.S. Mam nadzieję, że pojawi się jakiś komentarz ^.^
niedziela, 11 stycznia 2015
Twin blood- rozdział 23
Hejka~! ^.^
Przepraszam, że tak późno wstawiam rozdział ale wcześniej nie miałam czasu >.<
A tak to ogłoszenia parafialne.
Pozostało jeszcze 6 rozdziałów do zakończnia TB ale na tym sie nie skończy
Co do one shotów to jeszcze tak dokładnie nie wiem. Napewno pojawi się wspólna praca- moja i Asuny :)
Możliwe, że później na trochę zawieszę bloga, gdyż chcę najpierw napisać coś nowego.
Ale na razie się nie martwcie :)
I to by było wszystko....
Oczywiście z niecierpliwością czekamy na wasze komentarze *.*
#Kimie #Asuna
P.S. Czy wy też oglądaliście już pierwszy odcinek drugiego sezonu Durarary! i
pierwszy odcinek drugiego sezonu Kamisamy Hajimemashity??!
Ja oglądałam i juz nie mogę się doczekać kolejnych ^.^
Komentujcie co sądzicie
Rano
Jason pokazał panu Tamuro, gdzie jest stołówka. Kiyoshi tego nie zrobił bo
podobno Jason przywiązał go do łóżka - tak usłyszałam od Louisa. Zdziwiłam się
trochę, ponieważ nigdzie nie widziałam watahy Kiyoshiego. Dopiero przy jedzeniu
śniadania dowiedziałam się od Runiego, że nie wyjdą dopóki my sobie nie
pójdziemy. Najwidoczniej Kiyoshi im tak rozkazał. Po śniadaniu chciałam pogadać
z Jasonem ale nie mogłam go znaleźć. W końcu stwierdziłam, że może być w domku
Kiyoshiego. Poszłam tam ale nikogo nie zastałam. Już chciałam wyjść lecz
usłyszałam głos swojego chłopaka dochodzący z piętra. Weszłam tam po cichu.
Chciałam powiedzieć „No tu jesteś”, jednak zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie
Kiyoshiego z Jasonem. Wiem, że to nieładnie podsłuchiwać no ale tak jakoś
wyszło.
-Spróbuj
wychodzić z łóżka a przywiążę cię do niego i będę karmił spaloną owsianką.- Musiałam
się powstrzymać od śmiechu.
-Oj
tam. Marudzisz. I tak już wiem, że po wycieczce będziesz tu codziennie
przychodził. A świeże powietrze zawsze dobrze robi. Powiedz mi, dlaczego nie
poprowadziłeś wszystkich w odpowiednim kierunku?!
-Po
pierwsze to trochę się zagadałem i nie patrzałem gdzie idziemy. A po drugie
zdawało mi się, że widziałem kogoś z jego ludzi. Później nie chciałem pokazywać
drogi powrotnej, bo trochę dziwnym by się wydawało, że w tak krótkim czasie
znam cały las.
-Też
prawda. Jednak dobrze, że postanowiłem wybrać się na spacer. I że miałem przy
sobie telefon aby powiadomić resztę aby opróżniła dwa domki.
-A
tak, to jak się czujesz? Zwłaszcza po słowach pana Tamuro?- Jakich słowach? O co tu
chodzi?
-Dobrze. Przecież nie powiem mu prawdy. Wiesz przecież co
by się wtedy stało. Chociaż muszę przyznać, że nawet miło było to usłyszeć.
-Cieszę
się, że ty się cieszysz. A teraz kładź się i spać. Chociaż mogę ci pozwolić na
pożegnanie nas.
-Aleś
ty dobroduszny. Przybliż się to dam ci buziaka.- Na te słowa Jason zaczął się
głośno śmiać.- Co cię tak śmieszy?
-A bo trochę wspominaliśmy dawne czasy jak goniłem się z
tobą z kosami i rzucaliśmy się nożami. I Mariko powiedziała, że nie chce
widzieć nas w takiej sytuacji. A ja jej odpowiedziałem „Nie bój się. Seksu
jeszcze nie uprawialiśmy”. Oczywiście chłopacy się śmiali a dziewczyny były w
szoku. I Yuko pomyślała, że moglibyśmy być kochankami.- Dopiero teraz zaczęło mi się to wydawać śmieszne.
-<śmiech> Szkoda, że mnie tam nie było. Moglibyśmy
wtedy podkręcić atmosferę.
-Nie bój żaby. Będą jeszcze inne wycieczki, więc będzie
jeszcze szansa. Już widzę te zszokowane miny.
-Wiesz co?! Jednak przychodź do mnie codziennie. Od
takiej rozmowy z tobą czuję się o wiele lepiej. Mimo iż, czuję jak rozsadza mi
gardło.
-Masz to jak w banku. Oczywiście raz przyjdę z Willem,
Niko, Runim, Louisem i Jonim. Taki męski wieczór.
-Męski i mięski.
-Dobra. Chodź szczypiorku, bo pewnie zaczynają się już
zbierać.
-Dlaczego szczypiorku?
-Bo jesteś taki wątły jak szczypiorek i zielenisz się,
gdy bierzesz lekarstwo.- Po tych słowach Jason
dostał poduszką.
-Pomóż mi a nie się lenisz.- Ja po tych słowach szybko zeszłam na dół i udawałam, że dopiero co
weszłam do domku. Po chwili chłopcy zeszli.
-O! Cześć Kotek. A ty co
tu robisz?- Spytał się lekko zdziwiony moją obecnością Jason.
-Szukam cię. Za chwilę
idziemy. Jak się czujesz Kiyoshi?- Totalny spokój. I udawanie, że nic się nie
słyszało.
-Szczerze?! Jakby mi włożyli
kosiarkę do gardła, saunę do głowy i igły w płuca. Ale jest coraz lepiej.-
Uśmiechnął się krzywo.
-Poleżysz jeszcze kilka
dni w łóżku i niedługo będziesz zdrowy. A teraz chodźmy, bo pójdą bez nas.-
Powiedziałam i wyszliśmy z domku. Po drodze Kiyoshi ubrał swoje futerko.
Wszyscy już stali na placu i szykowali się do marszu.
-W końcu jesteście.
Czyżbyś Mari przyłapała ich na czymś niestosownym?- Spytał się mnie Joni z
wrednym uśmieszkiem.
-Nie, Jonathanie.-
Powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
-Megumiii~!- Jęknął
Kiyoshi i przytulił swoją dziewczynę od tyłu.
-Słucham cię.- Spytała
się Megumi z uśmiechem.
-Potrzebuję twojej
terapii abym mógł szybciej wyzdrowieć.- Nadal jęczał Kiyoshi.
-A jak ci powiem, że
jeśli wyzdrowiejesz bez mojej terapii i będziesz ją miał jako rehabilitację,
gdy wrócisz do szkoły?!- Spytała się go.
-Żegnajcie. Wracam za
tydzień cały i zdrowy, i gotowy na moją specjalną rehabilitację.- Wręcz
zasalutował, gdy to mówił. Oczywiście nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu.
-Wszyscy już są?- Zapytał
się pan Tamuro.
-Tak!- Odpowiedzieliśmy
chórem. Kiyoshi podreptał do nauczycieli a za nim jakiś chłopak.
-To jest Eiichi. Mój
kuzyn. On was zaprowadzi do waszego obozu.- Powiedział Kiyoshi.
-Nie wiemy jak ci
dziękować Kiyoshi.- Stwierdziła nauczycielka z uśmiechem.
-Nie ma za co. Życzę wam
miłej podróży i reszty wycieczki.- Powiedział z krzywym uśmiechem ale szczerym.
-A my tobie szybkiego
powrotu do zdrowia. I jeszcze raz dziękujemy.- Powiedziała nasza nauczycielka i
lekko się skłoniła. W ślady za nią podążyła cała grupa, również się kłaniając i
krzycząc „Arigatou~!”. Później pomachaliśmy jeszcze Kiyoshiemu i ruszyliśmy w
drogę. Szliśmy jakieś 3 godziny zanim dotarliśmy do obozu. Zjedliśmy później
obiad i pojechaliśmy z powrotem do domu. Muszę przyznać, że była to naprawdę
miła wycieczka. Mimo to nadal jedno mnie zastanawia. Rozmowa Jasona z Kiyoshim.
O co w niej chodziło? Mam nadzieję, że
niedługo się dowiem.
Od wycieczki minął
tydzień. Nic ciekawego się nie działo. Nadal się nie dowiedziałam o co chodziło
w rozmowie Jasona z Kiyoshim.
-Mari, wszystko w
porządku?- Spytał się mnie Jason.
-Tak, tak. Przepraszam.
Zamyśliłam się.- Przez takie myślenie nie przespałam z pół nocy. Chyba muszę
pogadać na ten temat z Jasonem ale boję się jego reakcji, gdy się dowie, że
podsłuchiwałam. Nagle na Jasona ktoś wskoczył.
-Twój dręczyciel
powrócił~!- Zawołał Kiyoshi z wielkim uśmiechem.
-Kiyoshi-kun~!- Krzyknęła
wesoło Yuko. Kiyoshi w tym czasie zszedł z Jasona.
-Megumi~!- Tym razem
przytulił mocno Megumi.
-Też się cieszę, że cię
widzę.- Powiedziała wręcz się śmiejąc.
-Co się stało, że jesteś
taki wesolutki Kiyoshi?- Zapytał się Shun.
-Bo wyzdrowiałem i czuję
się świetnie.- Powiedział Kiyoshi, tym razem tuląc się do Yuko.
-Aż miło cię widzieć
takiego wesolutkiego i zdrowego.- Stwierdził Louis.
-Pewnie bym jeszcze z
tydzień się kurował. Ale....- Kiyoshi podszedł do Jasona i ponownie rzucił mu
się na plecy.- .....mój kochanek się mną zaopiekował, więc już teraz tu
jestem.- Powiedział i uśmiechnął się zadziornie.
-K-K-Kochanek?!- Ja z Megumi
krzyknęłyśmy prawie.
-Tak! Tak! Tak!
Wiedziałam, że was coś więcej łączy niż przyjaźń~!- I mamy Yuko w swoim
żywiole. Za to Joni z Lou zaczęli się śmiać.
-Kiyoshi. Mówiłem ci, że
ma to pozostać tajemnicą.- Powiedział z oburzeniem Jason. A mi szczena opadła.
Nie zaprzeczył.....
-No przepraszam. Nie
wściekaj się już tak. No dalej. Uśmiech~!- Czy mój chłopak jest
biseksualny czy jednak woli tylko chłopców??
Podczas mojego rozmyślania Kiyoshi już ponownie zszedł z jego pleców i ustał
przed nim. Najpierw się do niego słodko uśmiechał lecz po chwili spojrzeli na
siebie z mordem w oczach.- No debilu. A teraz spróbuj mnie złapać. Jeśli tego
nie zrobisz rozpowiem w całej szkole, że lubisz chodzić w damskich ciuszkach.-
Po tych słowach Kiyoshi zaczął uciekać. Jason stał jeszcze chwilę jakby się
skupiając.
-Chodź no tu śmieciu~!-
Krzyknął za nim Jason zaczynając go gonić.
Chłopacy oczywiście
zaczęli się z tego śmiać.
-To oni nie są parą??-
Zapytała z żalem w głosie Yuko.
-Nie, nie. Już szybciej
to by się pozabijali.- Stwierdził Jonathan nadal się śmiejąc. Po tym poszliśmy
na lekcje. Kiyoshi z Jasonem spóźnili się jakieś 20 minut. Oczywiście dostali
burę od nauczycielki. Nie przejęli się tym, tyko się śmiali i dokuczali sobie
przez lekcje. Po tym nie działo się nic ciekawego. Szkoła- dom - i inne rzeczy.
Dzisiaj wyjątkowy dzień.
Wcześniej kazałem całej rodzince wszystko przygotować. Obudziłem się wcześnie
rano tak, aby nie obudzić Emiko. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się. Potem
kazałem Chiyo aby zabrała Emiko na spacer. Po tym wszyscy wszystko
przygotowaliśmy. Ok. 15, Chiyo wraz z Emiko wróciły do obozu. My za to
przywitaliśmy Emi głośnym okrzykiem „Niespodzianka~! Wszystkiego
Najlepszego Emi~!”. Uśmiechnęła się szeroko i
aż podskoczyła ze szczęścia. Po tym wnieśli tort, Emi zdmuchnęła świeczki i
każdy złożył jej życzenia. Usiedliśmy wszyscy wspólnie i zajadaliśmy się
tortem. Po tym przyszedł czas na prezenty. Zajęło to trochę czasu zwłaszcza, że
każdy z osobna coś jej kupił lub przygotował. Po odpakowywaniu każdego prezentu
przytulała się do osoby, która jej go dała. Gdy wszystkie prezenty były
odpakowane Emi ustała ze smutną minką.
-Coś się stało Emi-chi?-
Spytała się Chiyo. Emi natomiast podeszła do mnie.
-Nie chcę być wredna ale
nie dostałam prezentu od Tatusia.- Powiedziała cichutko. Ja tylko się
uśmiechnąłem.
-Jakbym mógł zapomnieć.-
Na te słowa wyciągnąłem prezent i dałem go Emiko. Ona w szybkim tempie go
otworzyła. Co dostała? Naszyjnik z
otwieranym serduszkiem. W środku można włożyć dwa zdjęcia. Za to z tyłu było
wygrawerowane „Moja gwiazdka z nieba”.
Patrzała się na prezent jak zahipnotyzowana. Jednak po chwili rzuciła się na
mnie z uśmiechem i łzami w oczach.
-Dziękuję, dziękuję,
dziękuję~! To najlepszy prezent.- Powiedziała tuląc się mocno.
-Nie musisz dziękować.
Jestem przecież twoim tatusiem.- Powiedziałem i również tuliłem ją mocno do
siebie. Po tym była oczywiście impreza. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, jedliśmy
dopóki nasza solenizantka nie padła ze zmęczenia i wrażeń z dzisiejszego dnia.
Położyłem ją u siebie. Wyglądała przesłodko. Najwidoczniej mój prezent jest od
teraz dla niej skarbem, bo trzymała go śpiąc. Moja córeczka.......
Stałem cały zdyszany w lesie
na obrzeżach miasta.
-To koniec - Powiadomił
mnie Will.
-W końcu.- Stwierdził
Joni i aż usiadł ze zmęczenia. Dlaczego byliśmy zmęczeni? Otóż zaatakowała nas
banda Rivery. Było ich chyba z 40. A nas tylko trzech. Na szczęście daliśmy
sobie radę i wszystkich zabiliśmy.
-Trzeba spalić ciała.-
Powiedziałem po chwili odpoczynku. Wystarczyła tylko iskra aby po zwłokach
został tylko proch. W końcu były to wampiry. Lecz dlatego, że były to osoby
ukąszone przez wampiry nie spaliły się one samoczynnie. Wróciliśmy do willi.
Tam od razu spaliliśmy nasze ciuchy i umyliśmy się.
-Ciekawe dlaczego
zaatakowali?!- Spytał się Doktorek, gdy już siedzieliśmy w salonie pijąc ciepłą
herbatę.
-Nie wiem. Ale wiadomym
jest, że Rivera już ma w zasobie niewielką armię. Dlatego trzeba zacząć chodzić
na patrole. Jeśli spotkamy albo zauważymy kogoś z jego bandy to zabijamy.
Przekażę to Kiyoshiemu i Louisowi.- Powiedziałem do zebranych.
-A dlaczego Kiyoshiego
nie było z nami?- Spytał się Will.
-Emiko ma dzisiaj
urodziny. Pewnie sobie imprezowali.- Nawet nie poszedłem z Jonim złożyć jej
życzeń i dać prezentu.
-A ciebie dlaczego nie
było Rune?- Zapytał się Will.
-Byłem głodny.-
Stwierdził po prostu wręcz zasypiając na kanapie.
-Bez takich
niepotrzebnych pytań. Trzeba być w pogotowiu na wypadek ataku.- Powiedziałem
wręcz również już zasypiając.
-Oby nie atakowali w
dzień.- Stwierdził cicho Runi. Po tym wszyscy poszliśmy do pokoi. Ja wręcz
zasnąłem od razu. Z myślą, czy powiedzieć o wszystkim Mariko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)