niedziela, 12 października 2014

Twin blood- rozdział 11

Ohayo and Gomene~! 
Witam was po dłuższej przerwie :) Oczywiście wstawiam nowy rozdział TB :D I przepraszam za niewstawienie niespodzianki :( Miałam braki Interentu i brak czasu na przepisanie tego :/ Możliwe, że jeszcze dzisiaj to wstawie, a jak nie to jutro :)
Jak na razie Miłego czytania ^.^  #Kimie

I nadszedł poniedziałek. Jak ja nie lubię tego dnia. Chociaż rano miałam miłą niespodziankę. Otóż, gdy wychodziłam z domu czekał tam na mnie Jason i Jonathan. Więc razem mogliśmy iść do szkoły. O dziwo wszyscy mieli dobry humor. Nawet Kiyoshi nie spał na lekcjach. Gdy poszłam na dach wszyscy już tam byli, oprócz Megumi. Bardzo mnie to zdziwiło.
-Szybko Mari-chi. Zanim Megi-san wróci.- Powiedziała do mnie cicho Yuko, machając abym podeszła bliżej.
-O co chodzi?- Nic z tego nie rozumiałam.
-Jak to o co? Przecież niedługo Megi-chi ma urodziny.- Na śmierć zapomniałam. Przecież to już za 3 dni!
-Więc co w związku z tym?- Spytałam.
-Więc zrobimy jej mini przyjęcie urodzinowe~!- Prawie krzyknęła Yuko z radości.
-Dobra, dobra. Spokojnie. Musimy ustalić gdzie, o której i co każdy robi.- Tym razem odezwał się Jason.
-Przyjęcie możemy zrobić w kawiarni. Wystarczy wynająć pokój.- Stwierdziła Yuko.- Najlepiej po lekcjach..- Dodała.
-Więc mamy miejsce i czas. Teraz dekoracje i tort oraz inne jedzenie.- Jason dalej ustalał przyjęcie.
-Nasza mama może nam pomóc z tortem.- Stwierdził Joni na co przytaknął mu Jason.
-Ja mogę zrobić jakieś inne przekąski.- Powiedział Kiyoshi.
-Więc ja i Yuko zajmiemy się dekoracjami.- Wszyscy musimy się czymś zająć.
-Więc ustalone. I ani słówka o przyjęciu niespodziance Megumi. Dzisiaj załatwimy salę. Reszta się ułoży.- Zakończył Jason z uśmiechem. Gdy każdy zaczął robić normalne czynności, przyszła Megumi. Milczeliśmy jak grób by jej o tym nie powiedzieć. Po szkole chłopacy załatwili salę. Ustaliliśmy, kiedy powiesimy dekoracje i przyniesiemy jedzenie. Na pewno Megi będzie zaskoczona a zarazem zadowolona.

Nadszedł dzień niespodzianki! Rano wszystko zanieśliśmy na miejsce.
W szkole byliśmy tym bardzo podekscytowani. Chłopcy poszli nieco wcześniej. Za to my z Yuko miałyśmy bardzo ważne zadanie - zaprowadzić tam Megumi. Po szkole nie musiałyśmy się prosić aby poszła z nami do kawiarni. Tylko trochę się zdziwiła, że poszliśmy do innej. Kazałyśmy jej czekać a same poszłyśmy do pokoju. Wiedziałyśmy, że po jakimś czasie do nas przyjdzie. Długo czekać nie musieliśmy. Po jakichś 4 minutach usłyszeliśmy kroki i wołanie. Krzyknęłyśmy, że „Tu jesteśmy”. Gdy weszła wszyscy zaczęliśmy jej śpiewać „Sto lat!” Na początku była bardzo zaskoczona lecz zamieniło się to w szczęście. Pewnie myślała, że zapomnieliśmy.
-Sto lat Megumi-san~!- Krzyknęliśmy chórem.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki~!- Powiedział Joni. Tak też zrobiła. Pokój wypełnił się oklaskami i życzeniami. Po tym wszyscy usiedliśmy.
-Nie wiem co powiedzieć. Dziękuję wam bardzo! Myślałam, że zapomnieliście.- A nie mówiłam.
-Jakbyśmy mogli.- Powiedziała Yuko i założyła jej na głowę urodzinową czapeczkę.
-A teraz czas na tort~!- Krzyknęli równo Joni z Yuko. To są dwa największe łakomczuchy. Megi pokroiła tort. Był bardzo pyszny. Ciekawe czy bliźniacy pomogli swojej mamie w robieniu. Potem przyszedł czas na prezenty. Ode mnie dostała świecące, fioletowe baletki. Od Yuko płytę SHINee. Od Shunsuke ramkę na zdjęcia i breloczek w kształcie ptaszka. Od bliźniaków dwa miśki bliźniaki - jeden był różowy, drugi niebieski. Od Kiyoshiego dostała naszyjnik z motylkiem. Od razu musiała go założyć. Reszta przyjęcia polegała na śmiechach, jedzeniu( pysznych przekąsek od Kiyoshiego), karaoke( Jason chciał zakleić usta Joniemu) i ogólnej dobrej zabawie. Jak zwykle rozstaliśmy się na jednym z zakrętów. Kiyoshi poszedł odprowadzić Megi do domu. T o był naprawdę miły dzień.


Ale mi zrobili niespodziankę. Na początku myślałam, że zapomnieli. Trochę mnie to przybiło. Lecz, gdy weszłam do tego pokoju w kawiarni - zamarłam. Byłam zaskoczona a zarazem szczęśliwa. Tort był bardzo pyszny. Dowiedziałam się, że bliźniacy go zrobili. Prezenty też były super. Baletki od Mari, płyta od Yuko, ramka i breloczek od Shuna, miśki od bliźniaków i naszyjnik od Kiyoshiego. Musiałam go od razu założyć. Był bardzo piękny. Reszta przyjęcia też była świetna. Nie mogłam przestać się śmiać gdy Jason chciał zakleić usta Joniego lub gdy on z Yuko kłócili się o ostatni kawałek ciasta. Były to najlepsze urodziny. Po tym Kiyoshi odprowadził mnie do domu. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się po drodze. Gdy doszliśmy, Kiyoshi aż jęknął z niezadowolenia.
-Dlaczego twój dom musi być tak blisko. Nigdy nie zdążę powiedzieć wszystkiego co chcę.- Zrobił aż obrażoną minkę. Ja na to się zaśmiałam.
-Więc następnym razem pójdziemy gdzieś dalej abyś mógł mnie dłużej odprowadzać.- Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Kiyoshi patrzał na mnie z zaciekawieniem. Po chwili podszedł bliżej.
-Mam dla ciebie jeszcze jeden prezent. Ale nie wiem czy chcesz.- Ciekawe co to może być?
-Co to za prezent?- Spytałam.
-Megumi-san, czy pójdziesz ze mną na randkę?- Spytał się, patrząc mi prosto w oczy. Zamarłam. R-R-Randkę?!
-Ja-Ja.....Ja bardzo chętnie pójdę.- Powiedziałam szybko na wydechu. Kiyoshi uśmiechnął się na te słowa.
-Więc do zobaczenia w sobotę o 13 koło księgarni.- Powiedział.- Dobranoc Megi-chi i jeszcze raz wszystkiego najlepszego.- Dodał, dając mi całusa w policzek i poszedł. Aż nie mogłam uwierzyć, że idę na randkę z Kiyoshim. Ta myśl powodowała uśmiech a zarazem zdenerwowanie. Idę na randkę.....z Kiyoshim.......w tą sobotę.......w co ja się ubiorę?.......


Sobota nadeszła dość szybko. Wstałem na spokojnie. Miałem mnóstwo czasu. W piżamie poszedłem na śniadanie. Po nim wziąłem kąpiel. Tylko po tym miałem problem. W co ja się mam kurwa ubrać?!! Jak na chłopaka mam dużo ciuchów. Po prostu nie lubię monotonii. Po jakichś 18 minutach grzebania wybrałem: czarne jeansy, brązowe trapery, białą bluzkę z nadrukiem i krótkim rękawem, brązową skórzaną kurtkę. Ułożyłem jeszcze włoski i byłem gotowy. Nie musiałem mówić innym dokąd idę. Najważniejsze, że wracałem i przychodziłem, gdy ktoś obcy przychodził do obozu. Lecz tym razem Ayako postanowiła mnie zatrzymać.
-Gdzie się wybierasz?- Spytała stając przede mną ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.
-Wychodzę. A gdzie to nie powinno cię obchodzić. Wrócę późno więc kolację zjedźcie beze mnie.- Powiedziałem i już chciałem ją wyminąć ale mi przeszkodziła.
-Powinieneś mówić gdzie idziesz. I dlaczego nie możemy iść z tobą?- Zawsze musi drążyć temat.
-Nie muszę mówić gdzie idę. I nie, nie możecie iść ze mną. Przypilnuj wszystkiego do mojego powrotu. Liczę na ciebie.- Ostatnie słowo zawsze działa. Po chwili zasalutowała mi i poszła. Ja też to zrobiłem, bo nie chciałem się spóźnić na randkę.

Czekałem na Megumi w umówionym miejscu. Ale gdy ją zobaczyłem to myślałem, że gały mi wyjdą. Wyglądała cudownie. Miała na sobie sukienkę w kolorze brzoskwini, która była rozkloszowana na dole i dopasowana w talii i biuście. Do tego czerwone bolerko związane z przodu na kokardkę i tego samego koloru baleriny. Włosy zostawiła rozpuszczone. Do tego bardzo delikatny makijaż. Dosłownie nie mogłem oderwać od niej wzroku.


Rano długo się szykowałam na randkę z Kiyoshim. Długo się zastanawiałam nad ubraniem. Lecz w końcu zdecydowałam. Wyszłam z domu tak, aby na spokojnie dojść. Gdy dochodziłam do umówionego miejsca, już na mnie czekał. Zobaczył mnie. Na jego twarzy widniało.....zaskoczenie?
-Witaj Kiyoshi-san.- Przywitałam się z nim.
-W-W-Witaj Megumi-san. Wyglądasz olśniewająco.-  Zarumieniłam się na jego słowa. Po chwili najwidoczniej otrząsnął się z szoku.- Więc, idziemy.- Powiedział i ruszyliśmy w nieznane mi jeszcze miejsce. Najpierw poszliśmy do kina na komedię romantyczną. Wiedziałam, że Kiyoshi robi to dla mnie bo boję się horrorów. W pewnym momencie przypomniałam sobie coś. Położyłam rękę na jego głowie i zaczęłam go drapać za uszkiem. Na początku zdziwił go ten gest lecz po chwili się uśmiechnął. Słyszałam jak pomrukuje z zadowolenia. Po kinie poszliśmy coś zjeść. Kiyoshi nie mógł się zdecydować, jaki wziąć deser. Wziął lody czekoladowe z gorzką polewą. Ja za to wzięłam kawałek ciasta wiśniowego z czekoladą i bitą śmietaną. Kawałek został podkradziony przez Kiyoshiego. Potem poszliśmy na balet. Widziałam jak Kiyoshi uśmiecha się, gdy widzi mój zachwyt. Nic na to nie poradzę. Uwielbiam balet. Sama nawet ćwiczyłam i teraz nawet trochę ćwiczę. Występowałam gdy byłam mała. Teraz tańczę tylko dla przyjemności. Po pięknym przedstawieniu teatralnym poszliśmy na spacer po mieście. Szliśmy i rozmawialiśmy o najróżniejszych rzeczach. Kiyoshi opowiedział mi trochę o Francji, jak poznał bliźniaków, jak wygłupiał się na lekcjach. Ja za to opowiedziałam mu o balecie, codziennym życiu i fajnych miejscach w mieście. Kiyoshi zaprowadził mnie w pewne tajemnicze miejsce. Najpierw szliśmy leśną ścieżką, potem wspinaliśmy się po stromej górce. Gdy doszliśmy na miejsce, zamarłam. Z tego miejsca było widać całe miasto w oddali. Nad nami świecił księżyc z gwiazdami a dookoła nas latały świetliki.
-Podoba się?- Spytał Kiyoshi, gdy usiedliśmy.
-Przepiękne.- Tyle zdołałam z siebie wydusić. Siedzieliśmy tam i patrzeliśmy w gwiazdy. Gdy zrobiło się trochę chłodniej zdecydowaliśmy się wracać. Nawet nie zauważyłam, gdy Kiyoshi złapał mnie za rękę. Nie śpieszyliśmy się. Szliśmy spacerkiem ciesząc się z dzisiejszego dnia. Jak zwykle Kiyoshi odprowadził mnie pod sam dom.
-Powiem ci, że teraz nie żałuję. Zdążyłem z tobą porozmawiać.- Powiedział z uśmiechem.
-Prawda. Tak daleko zaszliśmy, że przegadaliśmy całą drogę tutaj.- Również się uśmiechnęłam.- Dziękuję za taki prezent.- Na początku zrobił zdziwioną minę, jakby nie wiedział o co chodzi. Po chwili przypomniał sobie i zaśmiał się pod nosem.
-Nie ma za co. Ale mam do ciebie jeszcze jedno pytanie.- Powiedział trochę tajemniczo.
-Więc pytaj.- Podszedł do mnie bliżej, łapiąc moją drugą dłoń. Spojrzał mi prosto w oczy. Ja również patrzałam w jego złociste tęczówki.
-Czy zostaniesz moją dziewczyną?- Że co?!! Patrzałam na niego w osłupieniu.- Bardzo mi się podobasz. Już od pierwszego spotkania. Nie mogę przestać się uśmiechać gdy cię widzę. A jak przypomnę sobie chwile, które spędziliśmy razem to uśmiech od razu pokazuje mi się na twarzy. Mógłbym patrzeć na ciebie cały czas. Do tej pory nie zaznałem takiego uczucia. Chyba nazywają to miłością. Moje uczucia są prawdziwe i szczere. Przyjmę każdą twoją decyzję.- Mówił to, patrząc w moje oczy. I widziałam, że mówi prawdę. Poczułam jak rumieńce wkradają się na moje policzki. Pocałowałam go delikatnie w usta.
-Tak. Ja....Ja chcę być z tobą Kiyoshi.- Czułam jak moje serce mocniej bije. Jak palą mnie policzki od rumieńców. Kiyoshi najpierw był zszokowany tym, że go pocałowałam. Lecz gdy doszły do niego moje słowa, uśmiechnął się ciepło. Przybliżył swoją twarz do mojej by mnie pocałować. Nie protestowałam. Pocałunki były delikatne lecz zarazem namiętne. Przez nie, miękły mi nogi. Kiyoshi położył ręce na mojej talii i przyciągnął do siebie. Ja za to oplotłam ręce wokół jego szyi. Całowaliśmy się jakieś 2 minuty. Odsunęliśmy się od swoich ust, patrząc sobie w oczy. Kiyoshi uśmiechnął się szeroko dając mi całusa w nos. Przytuliliśmy się do siebie.
-Muszę już iść.- Powiedziałam, odczepiając się od jego torsu.
-Rozumiem. Zrobiło się chłodniej, więc lepiej idź bo mi się jeszcze przeziębisz.- Powiedział z uśmiechem.
-Dobranoc Kiyoshi.
-Dobranoc Megumi.- Pocałowaliśmy się ostatni raz dzisiejszego dnia. Kiyoshi czekał, dopóki nie wejdę do domu. Widziałam jak odchodzi. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Mam nadzieję, że sąsiedzi mnie nie widzieli. Pewnie będę musiała opowiedzieć wszystko w szkole innym. To nic. Najważniejsze, że jestem szczęśliwa. :)


Cieszyłem się jak mysz do sera. Dzisiejszy dzień był wspaniały. Drapanie za uchem w kinie. Podkradanie jej ciastka. Widzieć jak zachwyca się baletem. I jeszcze większy zachwyt, gdy zabrałem ją w specjalne miejsce. i gdy zgodziła się zostać moją dziewczyną.........chyba zacznę wyć po drodze z tej radości. I jeszcze pocałunki. Mógłbym tak stać i trzymać ją w swych ramionach. A niech teraz ktoś spróbuje mi popsuć humor! Biegłem przez las w postaci wilka cały uradowany. Aż poszedłem na łąkę by wybiegać trochę to szczęście. Gdy wróciłem do obozu wszyscy spali. Prawie wszyscy....
-Co ty tu robisz Emiko-san?- Spytałem się jej. Siedziała na schodach do mojego domku w samej piżamie.- Przeziębisz się.- Powiedziałem i zarzuciłem na nią swoją kurtkę. Ona najpierw spojrzała na mnie, po czym przytuliła.
-Mogę spać dzisiaj z tobą? Słyszałam, że w nocy ma być burza.- Powiedziała nadal się do mnie tuląc.
-Dobrze. Więc chodź już do środka. Nie chcę żebyś była chora.- Wziąłem ją na ręce i wszedłem do domku. Od razu skierowałem się do sypialni. Położyłem ją na łóżku i wyszedłem do kuchni. Przyniosłem stamtąd kubek ciepłej herbaty.

-Napij się. Musisz się trochę rozgrzać.-Wzięła kubek i powoli zaczęła pić. Ja w tym czasie wziąłem prysznic i przebrałem się. Gdy wróciłem Emiko nadal siedziała na łóżku. Kubek stał na stoliku. Położyłem się do łóżka i przyciągnąłem do siebie Emiko. Miała rację. Po chwili zaczęło padać i grzmieć. Przytuliłem ją mocniej do siebie, drapiąc uspokajająco po plecach. Zasnąłem ze wspomnieniami dzisiejszego spotkania. 

sobota, 4 października 2014

Twin blood- rozdział 10

Ohayo~! ^.^
Wstawiam dzisiaj kolejny rozdział TB :) Jutro jak zdążę przepisać niespodzianke to będzie niespodzianka *.*  (O ile będę mieć internet -.- )  
Enjoy :3    #Kimie


Nastał kolejny dzień. Niedziela zapowiadała się bardzo pięknie. Nie miało padać i miało być dość ciepło. Obudziłem się w ludzkiej postaci leżąc na plecach. Do mojego torsu przytulała się Emiko. Nadal słodko spała. Podniosłem się na łokciach. Inni również dalej spali. Przyjrzałem się, kto dzisiaj spał tutaj. I zdziwiłem się, że nie ma tu Ayako. Usłyszałem, że ktoś idzie w stronę pokoju. Po chwili wparowała Ayako z innymi.
-Dlaczego nikt mi nie powiedział, że można spać w dużej sypialni?!!- Krzyknęła na powitanie, wyraźnie wściekła. Jej twarz się zmieniła, gdy zobaczyła, że wszyscy nadal śpią, oprócz mnie.
-Po pierwsze mówi się „Dzień dobry”. Po drugie po co się tak drzesz?! Mogłaś najpierw po cichu wejść i zobaczyć, czy wszyscy nadal śpią. A tak robisz wejście smoka.- Powiedziałem spokojnie. Przez jej wejście wszyscy zaczęli się budzić. Emiko najpierw otworzyła swoje ślepka, potem się ode mnie odkleiła by przetrzeć zaspane oczy. Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i usadowiła mi na kolanach, nogi oplatając mi w pasie. Przytuliła się ponownie do mojego torsu, lecz teraz jej oczka patrzały na mnie.
-Dzień dobry Tatusiu~. –Powiedziała cichutko lecz z radością. Patrzałem na nią, drapiąc delikatnie po plecach.
-Dzień dobry Emiko. Jak się spało?- Spytałem śpioszka z lekkim uśmiechem.
-Dobrze. Było cieplutko i milutko.- Skomentowała z wielkim uśmiechem.
-Widzisz, Ayako. Powinnaś się uczyć od Emiko dobrego wychowania.- Nie chciałem jej wkurzyć. Chciałem ją po prostu nauczyć. I nie psuć tak pięknego poranka.
-Dzień dobry, Ojcze~!- Powiedziała chórem reszta śpiochów.
-Dobry, dobry. Mam nadzieję, że dobrze się spało do ostrej pobudki Ayako. Osoby, które tu nie spały niech idą zrobić śniadanie.- Niech reszta jeszcze sobie poleniuchuje.
-Dobrze.- Powiedziała grupka stojąca w drzwiach i poszli. Została tylko Ayako.
-Ja-Ja-Ja przepraszam.-Powiedziała Ayako spuszczając głowę.
-Już dobrze. Wybaczamy. A teraz idź wszystkiego dopilnuj.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Tak jest!- Stanęła aż na baczność i pobiegła wszystko przygotować.
Ja tymczasem mocniej przytuliłem do siebie Emiko, dając jej całusa w czoło. W sypialni każdy się jeszcze dobudzał. Po jakichś 10 minutach przyszedł Eiichi, obwieszczając że podano do stołu. Każdy zaczął wychodzić leniwie z pokoju. Ja wziąłem Emiko na ręce i ruszyłem do jadalni. Usiadłem na głównym miejscu, usadawiając sobie Emiko na kolanach. Dzisiaj na śniadanie naleśniki. Pomogłem nałożyć Emiko kilka naleśników, Po czym sam wziąłem kilka i zrobiłem torcik wielosmakowy. Otóż każdego naleśnika posmarowałem czymś innym.
Śniadanie minęło nam na jedzeniu i rozmowach. Wytarłem na koniec buźkę Emiko, która była cała w czekoladzie.
-A teraz idź się umyj i przebierz. Gdy to zrobisz usiądź na schodach do mojego domku. Dobrze?- Powiedziałem na ucho do Emiko. Ona zgodnie pokiwała głową i poszła. Ja zrobiłem to samo. Wziąłem szybki prysznic. Potem stałem jakieś 7 minut w garderobie, zastanawiając, w co się ubrać. Zdecydowałem się na: czarne przylegające jeansy, brązowe trapery, biały obcisły golf z długimi rękawami, futrzaną kamizelkę. Wyszedłem z domku a tam czekała już na mnie Emiko. Jest ona specjalną wilczycą. Znalazłem ją raz w lesie. Ufa tylko mi i Chiyo. Nie powiedziała co dokładnie jej się stało i jak się tam znalazła. Powiedziałem jej, że gdy będzie gotowa to ma mi powiedzieć. Gdy zobaczyła, że wyszedłem, od razu podbiegła i się przytuliła. Uśmiechnąłem się tylko na to. Złapałem ją za rękę i ruszyłem na plac.
-Słuchajcie! Dzisiaj wybieramy się na spacer. I ewentualnie piknik, jeżeli zdążycie coś przygotować. Macie 15 minut na ogarnięcie się.- Powiedziałem z uśmiechem. Wszyscy byli tym pomysłem zachwyceni. Szybko wszystko przygotowali i wyruszyliśmy. Oczywiście pod postacią wilków. Poszliśmy na jedną polanę. Tam rozłożyliśmy koce. Spędziliśmy tak razem cały dzień. Gry, zabawy, rozmowy i śmiechy. Pierwszy wspólny piknik w tym kraju.


Leżałem już jakieś dobre 20 minut. Dlaczego nie wstawałem? Nie chciałem obudzić Joniego, który był jak zwykle przytulony do mnie jak rzep. Otóż wczoraj, jak wróciliśmy, spał na stojąco. Gdy wyszedłem z łazienki spał w kuchni na krześle. Obudziłem go i kazałem się umyć. Musiałem go jeszcze przypilnować, aby nie zasnął podczas mycia. Gdy zobaczyłem, że leniwie myje zęby, postanowiłem iść już spać. Położyłem się, napisałem jeszcze SMSa do Mari i zasnąłem. Obudziłem się z gościem w łóżku. Tak słodko spał, że postanowiłem go jeszcze nie budzić.
-Mmm.....hhyy.....jeść....- Zaczął gadać przez sen czy się obudził?
-Joni! Pora wstawać. Pozwoliłem ci pospać trochę dłużej. Inaczej bym już cię dawno zwalił z łóżka.- Powiedziałem aż się śmiejąc, gdy marszczył nosek z niezadowolenia. Podsunął się wyżej tak, że czułem jego oddech na swojej szyi.- Nie teraz. Ubierzemy się, zjemy jakieś normalne śniadanie i wyjdziemy.- Powiedziałem, zasłaniając mu usta. Podniósł się, siadając mi na biodrach. Patrzał na mnie zaspany z czerwonymi oczami. Wyglądał na jeszcze śpiącego i głodnego.
-A-Ale dlaczego nie~?- Spytał jak obrażone dziecko, któremu rodzic nie chce kupić lizaka.
-Bo ja tez jestem głodny. I gdybym ci dał, sam mógłbym nad sobą nie zapanować.- To prawda. Wczoraj wieczorem nie piliśmy nic. Dlatego trzeba się przejść do drugiego mieszkanka.
-No dobrze. Niech będzie.- Powiedział trochę z żalem lecz z uśmiechem.

Po śniadaniu i ubraniu się poszliśmy do drugiego domu. Tak, mamy swój własny dom. Chociaż jest to bardziej willa. Mieszka tam nasz klan. My próbujemy być tam dość często. Znajduje się na drugim końcu miasta. Dookoła jest las, a kilka metrów dalej jezioro. Za jeziorem rozciągają się góry.  Bardzo malowniczy krajobraz.
Byliśmy tam około 9. Weszliśmy, głośno trzaskając drzwiami.
-Oooo! Kto postanowił w końcu nas odwiedzić. Witam szefunciów.
-Cześć Will.- Powitałem go z uśmiechem.



William Sanders
„17” lat
05.08.1997r.
Wzrost: 1,84
Kraj: Wielka Brytania
Ciemnoczerwone włosy, brązowe oczy
Hobby: motocykle, gitara, moda, muzyka





-Willi~!- Wręcz krzyknął mój braciszek i rzucił się na siedzącego na kanapie Willa. On najpierw zrobił grymas lecz potem się uśmiechnął i poczochrał po włosach Joniego.
-Widać jesteście w dobrych humorach.- Powiedział Will już bez Joniego na kolanach. Usiadłem naprzeciw niego. Aktualnie siedzieliśmy w salonie. Jest on bardzo duży, połączony z kuchnią. Na górze znajdowały się pokoje wraz z łazienkami. W piwnicy był kryty basen, sauna, siłownia i mini bar z bilardem. Wracając do rozmowy...
-Jakoś tak jesteśmy. Gdzie jest reszta?- Spytałem, bo jak dotąd nikt inny się nie pojawił.
-Pewnie dalej śpią. Albo się ubierają i zaraz zejdą.- Powiedział spokojnie.
-A doktorek jest?- Spytałem, bo potrafi wyjechać i wrócić po miesiącu.
-Jest, jest. Pewnie cię zagada tym, co widział już w tym mieście. A jak wam idzie życie? Szkoła?- Właśnie, jeszcze nic im na ten temat nie mówiliśmy.
-Jason ma dziewczynęę~!- Krzyknął z kuchni Joni, robiący herbatę i coś na przegryzkę.
-Co?! Serio?!- Zdziwił się nieźle Willi.
-Tak, to prawda. Chodzę z nią już jakieś 3 tygodnie.- Powiedziałem spokojnie. Nie wiem, czym się tu ekscytować.
-I jeszcze jej nie ugryzłeś?! To musi  być bardzo piękna, że tak zawróciła ci w głowie. No ale nic. Cieszę się i wam również tego życzę. A co dalej??- Zawsze ciekawski.
-W szkole jest wszystko okej. Mamy taką małą grupę. A! Właśnie! Kiyoshi przyjechał.- Moja skleroza mnie dobija. Przy okazji Joni przyniósł herbatę i ciasteczka oraz porcje krwi.
-Serio? Was to nic nie rozdzieli. Trzeba się będzie raz do niego przejść całą bandą i się przywitać. Dawno go nie widziałem. A u nas spokojnie. Zlokalizowaliśmy kilka innych klanów. Lecz jak na razie żaden nas nie uraczył swoją osobą.- Tak już mają przyjaciele, pomyślałem. Chociaż dobrze, że nikt nie atakuje. Przynajmniej jest spokój. Ja z Jonathanem wypiliśmy krew i zajęliśmy się rozmową z Willem. Jak to faceci gadamy o różnych rzeczach typu samochody, dziewczyny. Chociaż potrafimy gadać o poważnych rzeczach. Rozweselaliśmy się też kawałami. Raz wręcz Joni wypluł herbatę, co spowodowało salwę śmiechu u nas wszystkich. Chyba muszę tu częściej przychodzić. Nie, że nie lubię. To chyba przez szkołę nie mam czasu. Ona za bardzo mnie wykańcza.
-Czy ja dobrze widzę?- Spytał się nowo przybyły.
-Nie, widzisz podwójnie Doktorku.- Stwierdziłem z uśmiechem.
-Jason! Jonathan! Jak ja was dawno nie widziałem~!- Powiedział z radością doktorek, szczerząc się jak głupi. 
Nicholas de Tencin (nikolas de tąsę)
“17” lat
06.12.1997r.
Wzrost: 1,73
Kraj: Wielka Brytania, Francja
Blond włosy, niebieskie oczy
Hobby: książki, zielarstwo, filmy, anatomia człowieka




-Ciebie też miło widzieć.- Powiedział Joni, a ja się uśmiechnąłem.
-Doktorku! Jason jest chory.- Powiedział do Niko -  Will.
-Co?!- Niko w szybkim tempie znalazł się obok mnie. Zaczął sprawdzać gardło, ciśnienie i czy nie mam gorączki,.- I chyba wiem na co.- Dodał dopiero po chwili.
-Na co?- Spytał się Doktorek nadal mnie badając.
-Na chorobę miłości.- Powiedział melodyjnym głosem. Na to aż Niko spojrzał się na niego a potem na mnie.
-Po prostu Jason ma dziewczynę od 3 tygodni i jeszcze jej nie ugryzł.- Stwierdził na spokojnie Joni. Doktorek patrzył to na mnie, to na Joniego i Willa.
-Żeby mnie tak straszyć~! Jason. Na to jest tylko jedno lekarstwo. Być szczęśliwym i kochać tą osobę.- Powiedział z uśmiechem.
-Dziękuję za receptę. A teraz opowiadaj co cię tak zafascynowało w Japonii.- Aż widziałem iskierki radości w jego oczach. Zaczął opowiadać o wszystkim z fascynacją. Willi tylko puścił mi zabójcze spojrzenie.
-Kto tak papla tak wcześnie?- Powiedziała dziewczyna, wchodząc do salonu. Najwidoczniej dalej jej się chciało spać. Gdy się na mnie spojrzała a ja jej powiedziałem krótkie „Hej” to miałem ją po chwili na kolanach. Wskoczyła na mnie z zawrotną szybkością, tuląc jakby nie wierzyła że tu jestem.
-Spokojnie Juri-chan.- Aż się zaśmiałem z jej zachowania.



Juri McCras
„15” lat
19.06.1999r.
Wzrost: 1, 64
Kraj: Japonia, Wielka Brytania
Blond włosy, Brązowe oczy
Hobby: moda, książki, lody, jazda konna






-Dawno was nie było.- Powiedziała Juri, gdy już mnie i Joniego wyściskała na powitanie. Teraz piła herbatę. Juri jest damą. Zawsze wyprostowana i dobrze ubrana. Lecz jest szalona i potrafi się na wszystkich rzucać.
-Wiem, wiem. Nie musicie tego wszyscy powtarzać. Po prostu nie mieliśmy czasu.- Nie muszą aż tak tego nam wytykać.
-No dobrze. Ale ja się za wami stęskniłam. I nadal nie wiem po co chodzicie do tej szkoły. Przecież nie ma tam nic ciekawego.- Powiedziała z żalem.
-Oj Juri-chi. Mylisz się. Jason na przykład znalazł tam nową dziewczynę.- A Joni musi wszystkim obwieścić, że mam dziewczynę. Niech tylko on ją będzie miał to zobaczy.
-Co?!! I nie przyszedłeś od razu się tym pochwalić! Ja chcę ją poznać. Albo najlepiej przyprowadź ją tutaj to wszystkich pozna. Przecież jesteśmy tak jakby rodzinką.- Oj ta Juri. Ona nie może być niepowiadomiona.
-Nie mogę tego jeszcze zrobić. Nie powiedziałem jej kim naprawdę jestem.- I to mnie najbardziej martwi. Jak Mari zareaguje, gdy jej o tym powiem.
-Nie martw się tak Jason. Gdy będziesz gotowy to jej powiedz i daj czas na przemyślenie tego. A jeśli cię kocha to zaakceptuje ciebie takiego jakim jesteś. Jeśli nie, to możemy jej wymazać trochę pamięć.-Powiedział ze stoickim spokojem Niko. Ale ma rację. Chociaż mam nadzieję, że to zaakceptuje. Za bardzo ją kocham abym miał o niej zapomnieć.

Resztę dnia spędziliśmy na pogaduchach. Przyszli też inni. Pograliśmy nawet w bilarda. Mimo to, cały czas dręczyła mnie ta sprawa. Muszę to najpierw wszystko przemyśleć zanim się zdecyduję powiedzieć prawdę.



Cały dzień spędziłam na leniuchowaniu. Czytałam mangę, oglądałam anime. Zrobiłam z braciszkiem ciasto. Później odrobiłam lekcje i spać. Zaraz, jednak nie spać. Jason napisał. Więc pora na SMSki do późna^^.


P.S. Ktoś da komentarz??! o.O

poniedziałek, 29 września 2014

Twin blood- rozdział 9

I oto następny rozdział Twin Blood ^.^ I cieszę się, że aż tak spodobała wam się Wakacyjna Miłość <3
Cieszyłabym się bardziej, gdyby ktoś zostawił jakiś komentarz :)
Miłego czytania i tygodnia      #Kimie   #LovelyxAsuna
P.S. W weekend możliwe ponownie bedzie jakaś niespodzianka -.o


I nadeszła sobota! Wstałam z łóżka chybcikiem. W piżamie zjadłam śniadanie. Potem poszłam wziąć prysznic. Umyłam włosy i z pomocą Iseya ładnie je ułożyłam. Ubrałam czarne legginsy, błękitną tunikę krzywo obciętą na dole, czarny pasek z klamrą w kształcie motyla, białe bolerko i botki na niskim obcasie. Trochę się umalowałam i wyszłam z domu. Z dziewczynami miałam się spotkać o 11:30 koło piekarni. Gdy przyszłam, czekała już tam Yuko. Miała na sobie krótkie różowe spodenki, czarne zakolanówki, różowo-czarne trampki, zieloną bluzkę z opadającym z ramienia rękawem. Do tego kolorowa bluza przewiązana w pasie. Zrobiła sobie dwie kitki i lekki makijaż.
-Cześć Mari-chi~!- Widać nie tylko ja od rana mam dobry humor.
-Hej Yuko.- Przywitałam ją. Po chwili doszła do nas Megumi. Miała na sobie białą zwiewną sukienkę z czerwonym paskiem i kokardką. Do tego czarna skórzana kurtka i buty na koturnie. Na rozpuszczonych włosach miała opaskę z czerwonym kwiatkiem.
-Cześć Megi-san~!- Powiedziałam razem z Yuko.
-Cześć. Więc, idziemy?- Spytała.
-Tak.- Powiedziała Yuko i ruszyła przodem. Ja jako pierwsza ujrzałam chłopaków. Jason i Jonathan byli podobnie ubrani. Czarne spodnie, białe adidasy do kostki, bluzki z krótkim rękawem z nadrukiem- Jason niebieską a Joni zieloną. Jason do tego miał czarną skórzaną kurtkę a Joni szary kardigan. Za to Kiyoshi miał na sobie czerwone jeansy, białe trampki, bluzkę w czarno-białe paski i skórzaną kurtkę. Włosy postawił trochę na żel. Wyglądał jak buntownik. Gdy Jason mnie zobaczył, szczęka mu opadła. Zaśmiałam się na to pod nosem. Podbiegłam do niego i dałam całusa.
-Wyglądasz dosłownie obłędnie.- Powiedział i kazał mi się kręcić w kółko.
-Widzę Yuko-chan, że jest ci ciepło. Ale powiem, że ślicznie wyglądasz.- Komplementował ją Joni.
-Dziękuje Joni-chi. Ty też dobrze wyglądasz.- Powiedziała ze szczerym uśmiechem i aż podskakiwała w miejscu.
-O mój Boże!- Spojrzałam na Kiyoshiego, który wydawał się być w szoku.- Megi-san wyglądasz bosko.- Stwierdził z zachwytem. Megi aż się cała zarumieniła.
-D-D-Dziękuję Kiyoshi-kun.- Podziękowała nadal z wielkim rumieńcem. Aż mi się przypomniała moja pierwsza randka z Jasonem. Ja też rumieniłam się nienaturalnie często. Mogę stwierdzić, iż to nasze spotkanie wygląda trochę jak potrójna randka. Chociaż nie wiem co jest między Jonathanem a Yuko ale widać, że między Megumi a Kiyoshim coś iskrzy. Na te myśli przytuliłam się do swojego chłopaka.
-Dobra. Ruszajmy.- Powiedział Joni z uśmiechem.
-A gdzie w ogóle idziemy?- Spytałam. Lubię niespodzianki ale dzisiaj chciałam wiedzieć gdzie nas zabierają.
-Jak to gdzie? Do cyrku i wesołego miasteczka~!- Stwierdził uradowany. Yuko aż zapiszczała z radości. Wszyscy więc ruszyliśmy na dobrą zabawę.

Ten dzień był wspaniały. Bawiliśmy się na całego. Najpierw poszliśmy na wszystkie karuzele i roller coastery jakie były w wesołym miasteczku. Na niektórych byliśmy kilka razy. Na największej Kiyoshi kazał nam krzyczeć najgłośniej jak się da. I tak zrobiliśmy! Nasze krzyki łączyły się ze śmiechem. Byliśmy nawet na karuzeli dla dzieci (taka z konikami). Chłopacy udawali, że się ścigają. Oczywiście Jason nie mógł mi odpuścić domu strachów. Wskoczyłam na niego, gdy ktoś mnie dotknął. Okazało się, że tym kimś był Joni. Megumi trzymała się ramienia Kiyoshiego. Gdy wyszliśmy z domu strachów zaczęłam gonić Jonathana. Zrezygnowałam po 2 minutach. Jason powiedział, że on mu wymierzy karę. Potem poszliśmy coś zjeść. Było sushi, Hot-Dogi na patyku (Kiyoshi zjadł jednego Yuko, a drugim został nakarmiony przez Megi), wata cukrowa i lody. Później chodziliśmy po różnych stoiskach. Jason wygrał dla mnie duże, pluszowe serce. Zaś Jonathan dał Yuko w prezencie złotą rybkę. Megumi zaś dostała dużego, różowego królika od Kiyoshiego. Później poszliśmy do cyrku. Były akrobacje w powietrzu, clauny, pokazy psów, konie, tygrysy, połykacze ognia i żonglerzy. Po cyrku poszliśmy usiąść koło fontanny. Kiyoshi postanowił poleżeć i ponownie oparł swoją głowę o kolana Megumi. A ona znowu drapała go za uchem. Przez ten czas Kiyoshi zmienił się w kotka. Później pochodziliśmy jeszcze trochę po wesołym miasteczku, kończąc na diabelskim młynie. Wracając, nasze buzie nie mogły się zamknąć. Joni niósł na plecach Yuko, bo aż padła z dzisiejszych wrażeń.
Ja byłam niesiona przez Jasona, ale dlatego iż miałam lenia i nie chciało mi się iść. Później ja, Yuko i bliźniaki poszliśmy w jedną stronę a Megumi z Kiyoshim w drugą. Chłopcy najpierw odprowadzili mnie ( Joni z Yuko musieli trochę poczekać, gdyż mi i Jasonowi zachciało się buziaków^^). Odprowadzili półprzytomną Yuko i sami wrócili do siebie. Nie pisałam z Jasonem do późna, gdyż sam był wyczerpany. Powiedział mi, że Joni nie zdążył się przebrać a już spał. Ja sama szybko się umyłam i ubrałam. Zasnęłam wraz z momentem dotknięcia poduszki.

Jakoś tak ta piosenka pasuje mi do ich wypadu do wesołego miasteczka :D


Dzień był bardzo przyjemny. Cieszyłam się, że mogłam go spędzić z moimi przyjaciółmi. Gdy Kiyoshi powiedział, że wyglądam jak bogini, nie mogłam się nie zawstydzić i zarumienić. Nikomu uśmiech nie schodził z twarzy. Gdy byliśmy w domu strachów nie mogłam nie trzymać się rękawa Kiyoshiego. Dobrze, że nie zostałam przestraszona tak jak Mari, bo bym pewnie jeszcze zemdlała. Cyrk i wszystkie inne atrakcje były wspaniałe. Gdy Kiyoshi po raz drugi położył głowę na mych kolanach, nie wstydziłam się. Znowu drapałam go za uchem na co on mruczał jak kot. Gdyby naprawdę nim był, byłby bardzo śliczny. Cieszyłam się, że dostałam tego królika od Kiyoshiego. Był bardzo uroczy. Na diabelskim młynie byłam wraz z Kiyoshim. Nie rozmawialiśmy. Ja patrzałam na widoki za oknem. Zauważyłam kątem oka, że mi się przygląda. Musiałam się powstrzymać, aby się nie zarumienić. Powrót też był bardzo przyjemny. Kiyoshi odprowadził mnie pod sam dom. Po drodze trochę rozmawialiśmy.
-To już tutaj.- Powiedziałam, gdy doszliśmy.
-Co?! Tak szybko?! Szkoda. Chętnie bym sobie jeszcze z tobą porozmawiał.- Powiedział z uśmiechem.- Chociaż możesz być zmęczona i marzysz o miękkim łóżeczku.- Aż się rozmarzył na tę myśl.
-Ja też chętnie bym z tobą jeszcze porozmawiała. Ale ten dzień był pełen wrażeń, przez co czuję już lekkie zmęczenie.- Ale kąpieli sobie nie odmówię.- Więc, dobranoc Kiyoshi-kun.- Dodałam z uśmiechem.
-Dobranoc Megi-san.- Powiedział i przybliżył się do mnie by pocałować mnie w policzek. Jednak szybko się nie odsunął. Spojrzał mi w oczy i chwilę potem jego usta zetknęły się z moimi. Był to bardzo delikatny pocałunek. Jak za dotknięciem skrzydeł motyla. Odsunął swe wargi od moich i szepnął jeszcze do ucha:- Słodkich snów.- Po czym odsunął się, uśmiechnął, puścił oczko i poszedł. Stałam tam jakieś 5 minut, przypominając sobie jak się chodzi. Weszłam do domu, nalałam wody do wanny, rozebrałam się i położyłam w niej. Ten pocałunek, jego twarz i głos nie mogły wyjść mi z głowy. Nawet, gdy położyłam się do łóżka. Zasnęłam z myślą następnego spotkania z nim.


Wiedziałem, że autobusy już nie kursują o tej porze, więc postanowiłem się przejść. Gdy wszedłem do lasu, od razu zamieniłem się w wilka. Biegnąc sobie truchcikiem cały czas myślałem o dzisiejszym dniu. Gdy zobaczyłem Megumi.......dosłownie zbierałem szczękę z podłogi i zachciało mi się wyć. Wyglądała cudownie. Zabawa też była przednia. Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu, gdy Mari wskoczyła na Jasona, gdy jego braciszek ją przestraszył. I wczepionej w moje ramię Megi. Oraz obrażonej minki Yuko, gdy zjadłem jej Hot-Doga. I uśmiechu Megi, gdy dałem jej różowego zajączka. I ponownego drapania za uszkiem. Mógłbym tak być przez nią drapany codziennie, nawet po kilka godzin. Dobrze, że na końcu poszliśmy na diabelski młyn. Przynajmniej można było trochę odetchnąć. Megi patrzała na widok za oknem, ja patrzałem na nią. Na jej delikatne rysy twarzy, mały nosek, uszka, malinowe usta, Gładką skórę, czarne włosy okalające jej twarz. Była bardzo piękna. I jak mogliście się już domyśleć- TAK, podobała mi się. Nic na to nie poradzę. A gdy ją pocałowałem......heh, chyba zaczynam mięknąć przez nią. Widziałem jak stała, gdy już odszedłem. Widać zszokowałem ją tym. Ale nie mogłem się powstrzymać by tego nie zrobić. Przez moje myślenie doszedłem już do obozu. I usłyszałem jakiś nieznajomy głos. Zobaczyłem zza krzaków. Jakiś skurwiel i jego paczka dręczyli moją rodzinkę. Słyszałem jak się pyta: „Gdzie jest wasz szefunciu?”. Ja mu pokażę szefuncia. Wyszedłem zza krzaków nadal w postaci wilka warcząc na nich. Wszyscy od razu odwrócili się w moją stronę.
-No, no, no. Jeszcze jakiś łamaga. Jeśli nic nie wiesz to spadaj. Ja mam tu interes do załatwienia.- Powiedział do mnie z pogardą i odwrócił twarz do innych.
-Ja ci dam łamagę, skurwielu.- Powiedziałem już w ludzkiej postaci.- Jeśli nie wiesz do kogo się odzywasz to lepiej zamknij mordę kundlu.- Zadziałało, gdyż od razu się spojrzał na mnie. Osoba, stojąca najbliżej niego powiedziała cicho „Wodzu”. Spojrzał na nią kątem oka i się uśmiechnął.
-A więc to ty jesteś wodzem. W końcu nas zaszczyciłeś swoją osobą. Ja jestem Ikemoto. Wódz watahy Black Wolf. Może o mnie słyszałeś? Odciąłeś nawet jednemu z moich głowę.- Powiedział z dumą.
-Ikemoto? Aaaa Ikemoto!- Uśmiechnął się na te słowa.- Ikemoto jebnij se w oko. I wynoś się stąd. Jeśli przyszedłeś po resztę ciała twojego człowieka to moi ludzie ci je dadzą.- Powiedziałem z pogardą. Na jego twarzy widniał grymas.
-Ale z ciebie żartowniś. Nie do końca po to tu przyszedłem. Chciałbym z tobą walczyć. Przegrany musi zrobić to, co zechce zwycięzca. I co ty na to?- Powiedział z uśmieszkiem. Ja już mu ten uśmieszek z gęby wyrwę.
-No dobrze. Niech tak będzie.- Każdy się odsunął, dając nam miejsce do walki. Po chwili dostałem swój miecz. Najpierw krążyliśmy w kółko, lustrując siebie wzrokiem.
-Jeśli myślisz, że wygrasz to się grubo mylisz. Jak dotąd nikt jeszcze ze mną nie wygrał. Więc masz marne szanse chłoptasiu.- Powiedział, uśmiechając się szyderczo.
-Zamknij lepiej ten swój ryj. Wkurwiasz mnie tylko tą swoją paplaniną.- Powiedziałem i rozpocząłem walkę. Wzrok wszystkich był skierowany na nas. Odpieraliśmy każdy cios przeciwnika. Osądziłem, iż musiał on walczyć z jakimiś słabiakami. Po jakichś dwóch minutach „zabawy” jak dla mnie skaleczyłem go w bok i wbiłem ostrze w dłoń. Krzyknął z bólu i zwinął się na ziemi. Jego ludzie byli w szoku. Nie spodziewali się najwidoczniej, że ich wódz może przegrać. On za to nadal leżał na ziemi, zwijając się z bólu.
-A teraz mnie posłuchaj. Opuścisz moje terytorium migiem. I masz mi się już nigdy więcej nie pokazywać na oczy. Bo gdy cię zobaczę albo kogoś z twoich, wypatroszę jak kurczaka. Ciebie mógłbym teraz, lecz okażę ci litość. Zabieraj zwłoki, swoich ludzi i siebie. Zrozumiałeś?- Wręcz wysyczałem mu te słowa do ucha. Powiedział ciche „Tak”. Jednym ruchem wyciągnąłem ostrze z jego dłoni. Ponownie krzyknął z bólu. Dwóch chłopaków podbiegło do niego i go podniosło. Inni zaś wzięli zwłoki swojego kumpla. Skłonili się i uciekli gdzie pieprz rośnie. Dobrze, że miałem jeszcze dobry humor.
-Witaj z powrotem Ojcze.- Powiedziała jedna dziewczyna cicho, stojąc za mną o krok. Spojrzałem na nią najpierw wściekłym spojrzeniem. Lecz po chwili uśmiechnąłem się i przytuliłem do siebie.
-Witaj Emiko.- Powiedziałem, głaszcząc ją po plecach. Ona jeszcze bardziej się we mnie wtuliła.

Emiko Iwahara
„12” lat
27.11.2002r.
Wzrost: 1,60
Kraj: Japonia
Rude włosy, ciemno brązowe oczy
Hobby: spacery, książki, zielarstwo,
-Powiedz innym, że kto chce może spać dzisiaj w dużej sypialni. Dobrze? A teraz idź i powiedz. Sama też już się przebierz.- Powiedziałem spokojnym głosem. Ona tylko pokiwała głową i pobiegła do reszty. Tak dla wyjaśnienia. Duża sypialnia to po prostu duży pokój pełen poduszek, materaców, kocy i kołder. Wilki lubią spać razem. Poszedłem do swojego domu, wziąłem prysznic i przebrałem w moją piżamkę (Ta czarna, pamiętacie?!). Potem poszedłem do dużej sypialni. Gdy tam wszedłem było tam jakieś 20 osób. Od razu spojrzeli w moją stronę. Ja się tylko na to lekko uśmiechnąłem i zamieniłem w wilka. Podszedłem do jednego z materacy. Wskoczyłem na niego i położyłem się. Po chwili z wielką poduszką podeszła do mnie Emiko. Była przebrana w piżamkę - zakolanówki w paski, luźną kremową koszulę nocną. Położyła się tuż  obok mnie. Podniosłem się i zębami przykryłem ją kocem. Potem ułożyłem z powrotem obok niej. Od razu się we mnie wtuliła. Inni położyli się jak najbliżej mnie. Tak wspólnie zasnęliśmy.
                                                  Kiyoshi jako wilk. (mniej więcej ;p)