niedziela, 15 marca 2015

Twin Blood- rozdział 26

Dojście do willi nie zajęło mi długo. W innym przypadku pewnie bym się wlekł ale to była wręcz sytuacja awaryjna. Kopnąłem wejściowe drzwi i od razu skierowałem się do salonu.
-Niko!!- Jak nie będzie Doktorka to nie wiem co zrobię.
-Nie drzyj się tak!- Usłyszałem z kuchni głos Willa.
-Pogodziłeś się z Mariko?- Spytał się Kiyoshi wchodząc do salonu z nożem.- Bo jeśli nie to.......- Zamilkł i zamarł widząc zaistniałą sytuację. Szybko odłożył nóż i podbiegł do mnie.- Co się stało?! Dlaczego niesiesz Mari na rękach?- Widać trochę go to niepokoiło.
-Wstała z ławki i zemdlała. Nie wiem dlaczego. Jest Doktorek?- Słychać było jak drżał mi głos. Ale to nie ze zmęczenia tylko z obawy, że coś poważnego mogło się stać mojej dziewczynie.
-Jest, jest. Niko!!!!- Wydarł się Kiyoshi chyba i na całą okolicę.
-Nie musicie krzyczeć! Słyszałem za pierwszym razem.- Powiedział Doktorek wchodząc do salonu z jakąś książką w ręce.
-Jak słyszałeś za pierwszym razem to mogłeś przyjść szybciej. I chodź tu, bo dziewczyna Jasona zemdlała nie wiadomo z jakiego powodu.- Pośpieszył go Kiyoshi. Doktorek szybko zareagował i kazał ją zanieść do mojego pokoju. On w tym czasie poszedł po swoją torbę. Kazał nam czekać na korytarzu, dopóki nie zbada Mariko. Chodziłem w kółko przed swoim pokojem z niecierpliwością. Jeśli stało się jej coś poważnego to do końca życia będę się o to obwiniał. Po jakichś 20 minutach Doktorek wyszedł z uśmiechniętą miną.
-Co jej jest? Czy to coś poważnego? Będzie żyć?- Od razu zasypałem go pytaniami.
-Spokojnie. Będzie żyć. To po prostu odwodnienie i niedożywienie. Dałem jej leki na wzmocnienie. Teraz niech się trochę prześpi a potem daj jej coś do jedzenia i picia.- Aż kamień spadł mi z serca.
-Dzięki Niko.- Odetchnąłem z ulgą i nawet zdołałem się uśmiechnąć.
-To my pójdziemy coś przyszykować a ty posiedź przy niej.- Stwierdził Kiyoshi i zaczął ciągnąć Doktorka za sobą.
-Dzięki.- Zdołałem powiedzieć zanim zniknęli za zakrętem. Wszedłem do pokoju, zamknąłem drzwi i uklękłem przy łóżku. Patrzałem na twarz Mariko i wsłuchiwałem się w jej miarowy oddech snu. Dopiero teraz zauważyłem, że ma lekkie wory pod oczami .Mimo to i tak wyglądała uroczo.

Po ok. 2 godzinach Mariko zaczęła się przebudzać. Usiadłem na łóżku i położyłem dłonie obok jej głowy tak, że nad nią wisiałem. Spojrzała na mnie spod wpół przymkniętych oczek.
-Dzień doberek.- Powitałem ją z lekkim uśmiechem.
-Doberek.- Powiedziała cicho. Najwidoczniej jeszcze dobrze się nie przebudziła. Dałem jej pstryczka w nos.
-Ała! Za co to?- Złapała się za nos z oburzeniem.
-Za zamartwianie mnie.- Powiedziałem szczerze i ponownie dałem pstryczka w nos.
-Zamartwianie? Niby czym?- Ze zdziwienia przekręciła lekko głowę w bok.
-Czym? Swoim stanem zdrowia. Nic nie pamiętasz?! Zemdlałaś w parku.- Na moje słowa zrobiła wielkie oczy.- Aktualnie przyniosłem cię do willi. Leżysz w moim łóżku. Niko cię zbadał i dał leki. Spałaś jakieś 2 godziny.- Na jej twarz wlał się rumieniec. Patrzała się chwilę na mnie po czym odwróciła wzrok.- Chcesz mi coś wyjaśnić?
-Ja..........Ja.........Przepraszam. Trochę się denerwowałam i martwiłam o ciebie i tak jakoś zapominałam aby coś zjeść czy napić się. Przepraszam.- Spojrzała na mnie z maślanymi oczkami. I niby jak mam jej nie wybaczyć??
-Oj ty Głupolu. Nie masz już tak robić. Nigdy. Dobrze?- Spytałem się i przybliżyłem swoją twarz do jej tak, że stykaliśmy się nosami.
-Dobrze.- Po tych słowach połączyłem nasze usta w pocałunku. Najpierw całowaliśmy się delikatnie i subtelnie. Z czasem ten pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Wszedłem na łóżko nie przerywając pocałunku. Dłońmi zacząłem błądzić po jej talii. Mariko nie pozostawała bierna i wplątała palce w moje włosy. Nie potrafiłem oderwać się od jej słodkich ust. Wykorzystałem moment, w którym Mariko rozchyliła swoje wargi i wtargnąłem językiem do jej ust. Zajęczała cicho, co spowodowało u mnie jeszcze większe pragnienie. Przerwałem pocałunek i ustami zacząłem błądzić po jej twarzy. Z pocałunkami przeniosłem się na jej smukłą szyję. Mari odchyliła głowę dając mi tym większy dostęp do jej szyi.  Schodziłem coraz niżej, obcałowując jej ramiona, obojczyki. Podwinąłem  bluzkę do góry i zacząłem całować jej brzuch, kierując się coraz wyżej. Ciche jęki i westchnienia Mari były miodem dla mych uszu. Ściągnąłem jej bluzkę i ponownie wpiłem się w te słodkie usta. Poczułem, jak ręce Mariko wchodzą pod moją koszulkę. Westchnąłem z aprobatą. Ponownie zacząłem całować jej szyję, brzuch, ramiona. Całowałem jej piersi ale nie zdejmowałem stanika. Moje dłonie nadal błądziły po jej ciele. Zacząłem delikatnie masować jej podbrzusze, przy okazji robiąc malinkę na jej ramieniu. Jęknęła wprost do mego ucha co wywołało u mnie przyjemne dreszcze. Usadowiłem się wygodniej na łóżku, wsuwając kolano między jej uda. Zacząłem się o nią ocierać, co wywołało jęki i westchnienia u Mari. Spojrzałem na nią, gdy ponownie całowałem jej brzuch. Oczy przysłonięte mgiełką, rumieńce, usta próbujące złapać powietrze z których wydobywały się słodkie dźwięki. Na sam jej widok zrobiło mi się gorąco. Dalej całując jej ciało, zacząłem masować jej uda. Chciałem odpiąć jej zamek od spodni, gdy doszło do mnie co chciałem zrobić. Podniosłem się i ucałowałem delikatnie jej usta.
-Poczekaj tu. Przyniosę ci coś do jedzenia. Musisz być głodna jak tak mało jadłaś. I coś do picia.- Po tych słowach wstałem i wyszedłem z pokoju. Zamknąłem drzwi i osunąłem się na pobliską ścianę. Wziąłem kilka głębszych oddechów i poszedłem do kuchni.


Leżałam na łóżku oszołomiona. Co się przed chwilą stało?? Relacja od mojego omdlenia:
1.    Jason przyniósł mnie do willi.
2.    Po ok. 2 godzinach snu obudziłam się.
3.    Zaczęłam całować się z Jasonem.
4.    Jason całował mnie po twarzy, szyi, brzuchu i piersiach.
5.    Ocierał się o mnie a ja jęczałam mu do ucha.
6.    Jason przerwał pocałunki i poszedł po coś do jedzenia.
7.    ............Dlaczego przestał???
Dopiero po chwili doszło do mnie to wszystko i myśl, co mogło się stać dalej. Leżałam bez bluzki na łóżku mojego chłopaka i omal co nie zrobiłam z nim tego. Z tego wszystkiego złapałam buraka i szybko przykryłam się kołdrą ze wstydu. Co robić?! Co robić?! Leżałam tak pod kołdrą i rozmyślałam. I z wielkim burakiem stwierdziłam, że było to bardzo przyjemne. Zwłaszcza, że dawno nie całowałam się z Jasonem i trochę za tym tęskniłam. Nadal czułam na sobie jego pocałunki. Niby krótka pieszczota a sprawiła, że mój umysł szaleje.


W kuchni napotkałem się na Willa. Na szczęście nic po mnie nie zauważył. Zapytał tylko, czy Mariko czuje się już lepiej, po czym wyszedł na patrol. Podgrzałem zupę, którą zrobił Kiyoshi z Doktorkiem. Przy okazji napiłem się krwi, aby odetchnąć. Rozmyślałem przy tym, co stało się przed chwilą na górze. Dobrze, że w porę się opamiętałem, bo kiepsko by było. Przez swoje rozmyślania nie zauważyłem, że Kiyoshi wszedł do kuchni.
-Przestań bujać w obłokach, bo o mało co zupy nie przypaliłeś.- Powiedział i oparł się o blat. Na jego słowa otrząsnąłem się i zacząłem nalewać zupy.
-Myślałem, że już sobie poszedłeś.- Powiedziałem, gdy wyciągałem sok z lodówki.
-Już mnie wyganiasz?!- Powiedział z uśmiechem.
-Ależ skąd.- Powiedziałem i również się uśmiechnąłem.
-Coś się stało?!- Bardziej stwierdził niż spytał Kiyoshi. Najlepszy przyjaciel zawsze zauważy, gdy coś jest nie tak. Ustawiłem wszystko na tacce i odetchnąłem głęboko.
-Będę u ciebie wieczorem.- Powiedziałem tylko, wziąłem tackę i poszedłem do pokoju. Nic dodać, nic ująć. Wszedłem do pokoju i zauważyłem tylko kokon na łóżku. Aż mi się Joni przypomniał. Odstawiłem tackę na stolik i usiadłem na łóżku, tuląc tego kokona.
-Śpisz, czy bawisz się w chowanego?- Spytałem Mari. Ją na te słowa aż ciarki przeszły. Obróciła się na plecy i spojrzała na mnie.
-Jason. Nie, tylko tak trochę zimno mi się zrobiło.- Powiedziała z wielkim burakiem. Najwidoczniej również rozmyślała o tym co tu się zdarzyło.
-To usiądź wygodnie. Przyniosłem ci coś ciepłego do jedzenia.- Powiedziałem i odsunąłem się od niej lecz ona nadal nie siadała.
-Jason.- Powiedziała niepewnie.
-Tak?!
-Możesz się odwrócić, bo nie założyłam bluzki.- Powiedziała cicho. Trochę krępowała ją ta sytuacja.
-Pewnie.- Obróciłem się i czekałem, aż się ubierze. Usłyszałem tylko szelest kołdry.
-Już.- Obróciłem się do niej. Siedziała w połowie przykryta.
-To teraz jedz. Gdy zjesz odprowadzę cię do domu.- Powiedziałem i położyłem jej tackę na nogach.
-Dobrze.- Powiedziała cicho i wzięła pierwszy kęs.- To jest pyszne.- Powiedziała z uśmiechem.
-To musisz podziękować Kiyoshiemu. On ją zrobił.- Powiedziałem. Cieszyłem się, że ma apetyt.
-Serio?! Nie wiedziałam, że potrafi gotować.- Powiedziała, dalej jedząc.
-Przemierzyliśmy kawał świata, więc czegoś tam się nauczyliśmy.- Jak nie cały. Plus poznało się kilku szefów kuchni i jadło się w najlepszych restauracjach.
-A ty mi coś przygotujesz?- Spytała. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Jak ja się stęskniłem za tym różem.
-No pewnie. A teraz jedz.- Powiedziałem i cmoknąłem ją w policzek. Po zjedzonym posiłku odprowadziłem ją do domu. Po drodze trochę rozmawialiśmy. Nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ją namiętnie w usta. No co?! Stęskniłem się. Później od razu wyruszyłem do Kiyoshiego.

U Kiyoshiego zjawiłem się późnym wieczorem. Na początku nic do siebie nie mówiliśmy. Ja leżałem na jego łóżku i rozmyślałem, a on siedział na fotelu popijając herbatę i czekając cierpliwie.
-Dzisiaj omal co nie zrobiłbym najgorszej rzeczy z możliwych.- Powiedziałem po jakiejś godzinie.
-Czyli co byś zrobił?- Spytał Kiyoshi popijając już 3 herbatę.
-Przespałbym się z Mariko.- Powiedziałem na wdechu. Kiyoshi na moje słowa aż opluł się piciem.
-Serio?! Nie wciskasz mi kitu?!- Powiedział i odłożył aż kubek.
-Nie wciskam ci kitu. To prawda.- Powiedziałem i odetchnąłem ciężko. Zapadła chwila ciszy.
-Ale jak to się stało?- Dopytywał Kiyoshi.
-No normalnie. Najpierw zaczęliśmy się całować. Później zacząłem ją pieścić. Na szczęście w porę się ocknąłem i do niczego nie doszło.- Usiadłem i zacząłem bawić się poduszką.
-To dobrze, że się ocknąłeś. Bo jeśli pomyślę co mogłoby się stać gdyby....
-Wiem Kiyoshi. Wiem. Nie musisz mnie dobijać.- Przerwałem mu. Kiyoshi chwilę mi się przyglądał po czym wstał i usiadł obok mnie. Położył mi rękę na ramieniu.
-Nie zamartwiaj się tym tak. Ale wiesz, jeśli chcesz być z Mariko na dłużej to prędzej czy później musisz jej to powiedzieć. I na serio nie rozmyślaj tak o tym, bo Mari będzie się o ciebie martwić i znowu się pokłócicie. A sam dobrze wiesz, że kłótnie teraz, gdy Rivera może zaatakować są niewskazane. Poczekaj, bo może ona będzie chciała z tobą o tym pogadać.- Poklepał mnie po plecach i wstał.- A teraz czekaj tu grzecznie a ja idę po coś mocniejszego, bo od tej herbaty mnie mdli.- Powiedział i po chwili go nie było. Ma rację. Czy Kiyoshi jest jakimś voodoo czy coś? Nieważne. Najważniejsze, że zawsze potrafi doradzić. Kiyoshi wrócił po chwili z butelką whisky i dwoma szklankami.
-Dzięki Kiyo.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się do niego.
-Nie ma za co. A teraz.- Podał mi szklankę z trunkiem.- Za naszą przyjaźń.- Powiedział i uniósł szklankę.

-A co u ciebie i Megumi?- Spytałem już rozluźniony. Całą noc przegadaliśmy. Następnego dnia również Joniemu powiedziałem co się stało. Był cały happy, gdyż stwierdził, że musi mi bardzo zależeć na Mariko. I dopóki nie będzie chciała ze mną tego zrobić musi mi wystarczyć ręka. Na początku nie wiedziałem o co mu chodzi ale po dłuższym zastanowieniu zrobiłem minę w stylu „Are you fucking kidding me?” On natomiast zaczął się głośno śmiać. Za te słowa został tak wyłaskotany, że nie mógł wstać z łóżka i wszystko go bolało od śmiechu. Ten dzień spędziłem z bratem i telefonem, pisząc z Mari SMSy. Już nie mogę się doczekać aż ponownie zobaczę moją ukochaną. 

Twin Blood- rozdział 25

Witam ponownie~! ^.^
Kimie w końcu odzyskała Internet! Wee~!!! :D Stęskniliście się?! Bo ja bardzo ^_^
Co do opowiadania itp.......Dzisiaj wstawiam dwa rozdziały TB oraz "Pamiętniki przyjaźni część 2". Pamiętniki miały być wstawione 2 lutego z okazji urodzin Rune ale brak Internetu zrujnował ten plan. 
Z okazji Walentynek nic nie napisałam, bo nie miałam pomysłów. Na Dzień Kobiet to samo. :(
Na pewno będzie coś na Wielkanoc i może w końcu obiecana Niespodzianka ;)
Możliwe, że pod koniec kwietnia pojawi się nowe opowiadanko- mojego autorstwa :)
Co do TB to ma 29 rozdziałów ale już powstaje drugi sezon więc się nie martwcie ^.^
To chyba na razie wszystko........
                                                          Miłego czytania :*
                     P.S. Zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza *.*


Nie rozmawiałem z Mariko od czasu spędzenia z naszą ekipą „świąt”.
Wiem, że zraniłem ją moimi słowami. Ale co miałem wtedy powiedzieć?! Coś w stylu „Ci goście to mordercy. Pracują dla silnego wampira, który mógłby zabić mnie jednym ciosem. Ale nie martw się, wszystko będzie dobrze” ?!!! Nie mogłem jej powiedzieć prawdy. No po prostu nie mogłem. Martwię się o nią i to bardzo. Nawet kazałem raz sprawdzić, czy nic jej nie jest. Zrobił to Will. Powiedział, że wszystko z nią w porządku ale widać, że jest smutna. Chciałbym z nią porozmawiać, wyjaśnić ale nie mogę. Nie mogę jej powiedzieć, że przeze mnie jest w niebezpieczeństwie. To co jej powiedziałem jest po części prawdą. Prawie nic o mnie nie wie. Ufam jej i kocham ją ale........Chyba trochę za dużo tego „ale”. Gdy będzie odpowiedni moment to o wszystkim jej opowiem. Ale nie teraz. Na to jest za wcześnie.

Po świętach wybrałem się do Kiyoshiego sprawdzić czy żyje. Oczywiście żył, gdyż przywitała mnie latająca głowa. Ma szczęście, że mnie nie ubrudziła krwią. Przez chwilę się zastanawiałem czy odciął ją na poważnie czy postanowił sobie pograć w golfa. Na placu stał Kiyoshi i kilka osób z jego ekipy.
-Siemka. Odpędzasz intruzów czy grasz w golfa?- Spytałem się, gdy już do niego podszedłem.
-Hejka. Bardziej to pierwsze chociaż to drugie lepiej brzmi.- Stwierdził z lekkim uśmiechem.
-Wujek~!- Przywitała mnie radośnie Emiko i rzuciła się na szyję.
-Cześć Emi. Co tam u ciebie?- Spytałem się nadal trzymając ją na rękach.
-Wszystko dobrze. A u ciebie wujaszku?- Spytała ze swoją słodką minką.
-A też dobrze. A teraz jeśli pozwolisz to pogadam sobie z twoim tatkiem. Oki??- Przecież dziecku nie będę się żalił.
-Oki~! To ja wam przyniosę gorącą czekoladę i ciasteczka.- Powiedziawszy to zeszła ze mnie i ruszyła w stronę kuchni.
-To chodź wujaszku.- Powiedział ze śmiechem Kiyoshi.
-Już idę mordo ty moja ^.^- Ach, te nasze przezwiska. Kątem oka zauważyłem Ayako. Patrzyła na mnie z mordem w oczach. Dlaczego nie jest taka miła jak Emiko? Sam nie wiem. Od początku mnie nie lubi. Gdy pierwszy raz zobaczyła mnie w wiosce to chciała mnie zabić. Rzuciła we mnie wtedy nożem. Złapałbym go lecz zrobił to Kiyoshi. Była wściekła i nie rozumiała, dlaczego obronił mnie, wampira. Powiedział jej, że jestem jego przyjacielem i watahy, i nie ma prawa mnie zabić. Nieźle się wtedy wkurzyła na Kiyoshiego ale zrozumiała to i nigdy więcej się to nie powtórzyło. Chociaż kilka razy Kiyoshi musiał zwracać jej uwagę, bo źle się do mnie wyrażała. No ale nic. To było daaaawno, więc....no. Polazłem za Kiyoshim do jego domku i poszliśmy do sypialni (nie, nie po to -.o). Ja rozwaliłem się na łóżku a on usiadł na swoim ulubionym fotelu. Po chwili przyszła Emi z czekoladą i ciasteczkami. Dopiero gdy wyszła zaczęliśmy rozmowę.
-Co się stało, że postanowiłeś mnie odwiedzić?- Zaczął Kiyoshi.
-A musiało się coś stać, żebym przyszedł?!-  Spytałem.
-No nie, ale masz taką niemrawą minę więc musiało się coś wydarzyć.- Stwierdził i napił się czekolady.
-Jednak wilki mają dobry wzrok.- Zaśmiałem się krótko.- W ten dzień, co spędziliśmy razem z ekipą, pokłóciłem się z Mariko.- Powiedziałem szczerze, nie owijając w bawełnę.
-A o co poszło?- Dopytywał się psychiatra Ishikawa.
-O to że jej nie ufam i, że nie powiedziałem jej prawdy o tych kolesiach.- Usadowiłem się przy tym wygodniej na łóżku aby się napić.
-Ja mam szczęście, że Megumi nie dopytywała się tak o to. Ale powiedziała mi, że się pokłóciliście ale nie wie o co dokładnie. I rozumiem, że jej nie powiedziałeś prawdy. Też pewnie zrobiłbym to samo.- Powiedział Kiyoshi. Ja za to odpowiedziałem mu zirytowaną miną.
-Wiem, wiem. Lecz ja nie wiem co mam teraz zrobić. Chcę ją przeprosić ale nie wiem co powiedzieć. I czy w ogóle będzie się chciała ze mną spotkać.-Zrezygnowany znowu walnąłem się na łóżko.
-Powiedz jej, że nie możesz jej na razie wszystkiego powiedzieć. I przeproś ją za to co powiedziałeś i wyjaśnij. Jeśli kocha to zrozumie i poczeka. A jeśli tobie zależy na niej - a zależy - to wszystko jej później wytłumaczysz i powiesz. O Rivierze i o całym twoim 300-letnim życiu. I tak oto ci radzi psycholog Ishikawa Kiyoshi. Za poradę płacisz dwa obiady.- Przez to co powiedział na końcu zacząłem się śmiać.
-Masz rację. Kocham ją i wszystko jej wyjaśnię. I ewentualnie postawię ci te dwa obiady. Dzięki Kiyo.- Powiedziałem szczerząc do niego banana.
-Nie ma za co Josi (dżosi). Jesteśmy przyjaciółmi, więc trzeba sobie pomagać.- Powiedział ze spokojnym uśmieszkiem.
-I to najlepszymi. Ale teraz pogadajmy o przyjemniejszych rzeczach. Typu, zrób coś z Ayako.- Krótka rozmowa z najlepszym przyjacielem i humor poprawiony.
-Z Ayako? A co z nią nie tak?- Zdziwił się Kiyoshi.
-Nadal patrzy na mnie z mordem w oczach. A tylko ciebie słucha.
-Pogadam z nią na ten temat. A co u Joniego? Miał lenia, że nie przyszedł z tobą?- Zapytał.
-Nie. Ma zapas czekolady w domu więc nie chce mu się wychodzić.- Na moje słowa zaczęliśmy się śmiać. Reszta naszej rozmowy wyglądała podobnie. Powiedzieliśmy sobie co stało się przez te kilka dni i powspominaliśmy „młodość”. Chciałem zostać na noc ale stwierdziłem, że Jonathan zamarznie gdy nie będzie miał swojego żywego kaloryferka przy sobie. Zanim poszedłem dostałem jeszcze od Emi ciasteczka. Coś czuję, że Joni zje wszystkie, gdy tylko wrócę. Ayako znowu patrzyła na mnie z mordem w oczach lecz wystarczyło spojrzenie Kiyoshiego aby przestała. Zaraz po powrocie napisałem do Mariko, czy możemy się spotkać. Na szczęście się zgodziła. Z pozytywnymi myślami zasnąłem ze słodką małpką ;p.

W końcu nadszedł dzień spotkania się z Mariko. Przez całą drogę denerwowałem się i rozmyślałem co dokładnie jej powiedzieć. Z 4 razy zadzwoniłem do Kiyoshiego i z 3 do brata. Jednak ta niepewność czy mnie wysłucha i zrozumie nie dawała mi spokoju. Na spotkanie przyszedłem jakąś godzinę wcześniej, gdyż nie mogłem już wysiedzieć w jednym miejscu. A tak przynajmniej powdycham lekko trującego powietrza i dokładnie przemyślę to co mam powiedzieć.


Gdy tamtego dnia napisał do mnie Jason z pytaniem, czy możemy się spotkać naprawdę się ucieszyłam. Szybko odpisałam, że się zgadzam nie mogąc już się doczekać spotkania. Lecz ta radość z czasem minęła. Dlaczego? Przez myśl mi przeszło, że Jason chce ze mną zerwać. Bo tak to jest w serialach i filmach. Najpierw dziewczyna z chłopakiem się spotykają. Potem chłopak pisze „Możemy się spotkać?” lub „Musimy pogadać” i wtedy z nią zrywa. Czy Jason właśnie tego chce? Przecież mówił, że mnie kocha. A może to było tylko złudzenie? A może znalazł już sobie piękniejszą i mądrzejszą dziewczynę? A może się mną znudził? Przecież sam powiedział, że nic o nim nie wiem. I nawet nie potwierdził tego, że mi ufa. Co robić? Kocham go i to szczerze. Ale nie mogę go zatrzymać, gdy będzie chciał skończyć nasz związek. Wolałabym, żeby rzucił mnie przez SMSa. Dlaczego? Nie bolałoby to tak, jakby miał mi to powiedzieć prosto w twarz. Nie zniosłabym jego spojrzenia i głosu mówiącego, że z nami koniec. Ale zgodziłam się na to spotkanie i muszę na nie pójść i wysłuchać, co ma mi do powiedzenia. Tego dnia z mocno bijącym sercem poszłam do parku na umówione spotkanie. Gdy tam doszłam on już czekał. Siedział na ławce jakby zamyślony. Tylko go ujrzałam a serce zaczęło mi bić, jakby miało zaraz wyskoczyć. Odetchnęłam głęboko i ruszyłam na spotkanie z nim.


-Hej.- Z moich rozmyślań wyciągnął mnie słodki głos Mariko. Tak się zamyśliłem, że nawet nie zauważyłem że przyszła.
-H-Hej.- Czy możliwym jest, żeby dziewczyna wypiękniała przez kilka dni?? Aż przez chwilę zapomniałem po co spotkałem się z Mariko. Mimo, iż była zima i tak wyglądała cudownie. Czerwone spodnie, kozaczki z futerkiem, brązowo-czarny płaszczyk z futerkiem na kapturze, gruby szary szalik i fioletowa czapka. Do tego lekkie rumieńce. Aż mi się gorąco zrobiło.
-Um, Jason?!- Jason ogarnij się!!!! Mam nadzieję, że się nie ośliniłem.
-Przepraszam. Zamyśliłem się. Więc przejdziemy się, czy tu pogadamy??- Jeden mentalny policzek, drugi mentalny policzek,........23 mentalny policzek.
-Możemy tu pogadać. I tak nie ma tu dużo osób.- Powiedziała nieśmiało. Najwidoczniej też jest trochę zdenerwowana tą rozmową.
-To może usiądziesz???- Bo czuję się trochę jak na skazaniu.
-D-Dobrze.- Zająkała się przy tym i usiadła obok mnie.- Więc.....- Zaczęła niepewnie.- ......Co chcesz mi powiedzieć?- Zapytała ze wzrokiem skupionym na swoich butach.
-Chciałem.......Chciałem cię przeprosić. Za swoje zachowanie.......Przepraszam, że wtedy tak na ciebie naskoczyłem. Naprawdę nie chciałem. Przez własną głupotę wyładowałem swoje nerwy na tobie. Ale ja naprawdę nie mogę ci powiedzieć o co dokładnie chodzi. Później wszystko ci powiem i wyjaśnię ale nie teraz. Nie w tej chwili. I wierz mi, że ci ufam. I naprawdę z całego serca cię Kocham. I sam nie wiem o tobie wiele. Chcę być z tobą i
dowiedzieć się o tobie wszystkiego. I jeśli ty też chcesz to......to o sobie też ci opowiem. Tylko wiesz to długa historia więc mam nadzieję, że cię tym nie zanudzę. Mari, przepraszam. Naprawdę przepraszam. Uwierz mi, ja.......- W tym momencie spojrzałem się na nią i zamarłem. Patrzyła się na mnie ze łzami w oczach. Czy powiedziałem coś nie tak? Czy moje słowa ją uraziły??
-Ty........Ty........Ty głupolu!!!- Z tymi słowami rzuciła mi się na szyję.- Ja......Ja myślałam......że chcesz mnie rzucić.- Powiedziała, płacząc mi na ramieniu.
-Zrywać z tobą? Niby dlaczego miałbym to robić?! Przecież cię kocham.- Zacząłem ją delikatnie drapać po plecach aby się uspokoiła.
-No wiem, ale......Sama nie wiem, dlaczego tak pomyślałam......A co do twoich słów.....- Przestała się do mnie tulić i spojrzała na mnie ze łzami w oczach.- Ja ciebie też przepraszam za moje zachowanie. I wybaczam ci. I ufam ci. I wszystko ci o sobie powiem. I chętnie wysłucham co masz o sobie do powiedzenia. I....I...........Kocham cię.- Przy wypowiadaniu tych ostatnich słów zrobiła się cała czerwona. Przynajmniej wiem, że nie z zimna. Pocałowałem ją delikatnie w usta i mocno przytuliłem.
-Ja ciebie też, Głuptasie.- Siedzieliśmy tak przytuleni do siebie przez jakąś dłuższą chwilę. Słowa wtedy nie były nam potrzebne. Bliskość drugiej osoby i szybsze bicie serca wystarczyło. Oderwaliśmy się od siebie. Mariko z uśmiechem na ustach ścierała zaschnięte łzy.
-Cieszę się, że w końcu wszystko sobie wyjaśniliśmy.- Powiedziała z uśmiechem.
-No pewnie. A następnym razem jak będę pleść jakieś głupoty to nie bój się walnąć mnie w twarz.- Powiedziałem również z uśmiechem i dałem swojej dziewczynie buziaka.
-No dobrze bobrze. A teraz może się przejdziemy albo pójdziemy do jakiejś kawiarenki, bo trochę mi zimno?!- Spytała bardziej opatulając się szalem.
-Dopiero teraz to mówisz. Chodź.- wstałem - Nie chcę żebyś mi tu zamarzła.- Dodałem z uśmiechem.
-Hai.- Mariko wstała, zrobiła krok do przodu i zachwiała się. W porę zdążyłem ją złapać.

-Mari! Mariko! Co się stało?! Odezwij się?!- Dlaczego zemdlała? Czyżby ekipa Rivery dowiedziała się, że Mari jest moją dziewczyną? Może ją otruli?! W miarę się ocknąłem i wziąłem Mariko na ręce. Nie wiedząc co dokładnie robić, poszedłem do willi.

niedziela, 8 lutego 2015

Gomene -.-

Przepraszam, że nic nie wstawiam ale nie oddali mi jeszcze Internetu. Teraz korzystam z neta brata, plus z telefonu. Rozdział pojawi się ok. 20 lutego. Jest mi z tego powodu bardzo smutno i gdy wróci mi net to dodam coś extra :3
A teraz piszcie co u was, jakie anime oglądacie i jakie blogi polecacie?? :D
Do zobaczonka~!   #Kimie