"Ta ostatnia niedziela. Dzisiaj się rozstaniemy. Dzisiaj się rozejdziemy. Na wieczny czas..."
Witam w tą niedzielę z ostatnim rozdziałem Danse Macabre~! ;-;
Nieco mi smutno, gdyż bardzo lubię to opowiadanie, a ono się kończy =.=
Ale w końcu rozdział był już od dawna napisany, więc pora wstawić i zakończyć to opowiadanie :(
Jeśli jest coś czego nie wyjaśniłam, bądź nie rozumiecie piszcie śmiało~! ^^
Nie przedłużając zapraszam Was na ten ostatni rozdział~! :)
Akurat się złożyło, że na 7000 wyświetleń~! *.*
Dziękuję bardzo~! <3
Czekam na wasze opinie co do całości :3
Enjoy~! :D
#Kimie
Minął
tydzień od mojego ślubu, który zakończył się incydentem i
ucieczką panny młodej z kościoła, wraz z trupem. Ciekawe, czy
ktoś to napisze?! Dopiero trzy dni po odważyłam się iść do
miasta. Zdziwiło mnie, że nikt nic nie mówi o tym co się
zdarzyło. Gdy się kogoś zapytałam to powiedział, że nic nie
wie, a inna osoba powiedziała nawet, że ślub ma być dopiero za
dwa lata. Zdziwiło mnie to i to bardzo ale nie dopytywałam się już
więcej. Myślałam jeszcze o tym aby sprawdzić co u moich rodziców,
a zwłaszcza mamy. Zrezygnowałam jednak z tego. Bałam się tego co
mogę tam zastać. Większość czasu spędzałam w domku sama.
Patrice co chwila gdzieś musiał wychodzić, A to praca, a to coś
pilnego, a to idzie do brata. Po tamtym dniu, gdy się obudziłam obu
ich nie było. Patrice przyszedł dopiero późnym wieczorem i
powiedział, że jego brat zatrzymał się w mieście na jakiś czas.
Rozumiałam, że nie widzieli się długo i chcą porozmawiać ale
czułam się nieco samotna. Już dwa razy musiałam iść sama do
„pracy” i ciężko mi się było skupić, dlatego skończyłam
bardzo późno i byłam kompletnie zmęczona. Na dodatek czułam, że
coś się stanie i było to dla mnie niepokojące.
Przyszłam
do miasta. Znowu. Nie wiem po co konkretnie. Snułam się uliczkami
między ludźmi. Skierowałam swoje kroki do byłego domu. Nie mogłam
już go nazwać swoim. Po prostu mój czas tam spędzony już minął
i nie mogłam wrócić do tego co było. Weszłam frontowymi drzwiami
niezauważona. Było cicho. Skierowałam swoje kroki do ogrodu.
Chociaż ostatni raz chciałam zobaczyć to piękno. Miejsce, w który
mogłam odetchnąć, przemyśleć wszystko, oderwać się od nudnego
życia. Weszłam do ogrodu oddychając kwiatowym powietrzem. Uśmiech
mimowolni wdarł się na moje usta. Najpierw poszłam do altanki i
usiadłam. Rozejrzałam się wokół. Ogród o tej porze roku był
naprawdę piękny. Po tym poszłam na cmentarz. Gdy ustałam przy
znajomym nagrobku uśmiechnęłam się szeroko. To tu pierwszy raz
spotkałam Patrice. Znaczy Pana Zagadkę. I to tu wyznaliśmy sobie
uczucia. Zarumieniłam się i poszłam dalej. Nagle zauważyłam dużo
świeżych kwiatów niedaleko. Podeszłam tam. To był grób Silo.
Łezka poleciała mi po policzku. Nadal nie wiem, dlaczego Patrice go
zabił. Nie chciałam się go o to pytać. Wstałam i chciałam
wrócić do ogrodu lecz coś sobie przypomniałam. Odwróciłam się
w drugą stronę i ruszyłam w stronę mostu. Ustałam na chwilę
lecz weszłam na niego. Kiedyś przepływała tu woda lecz koryto
wyschło, a mostu nikt nie używał, gdyż groził zawaleniem.
Ustałam i wychyliłam się aby spojrzeć w dół. Było dość
wysoko. I prawdopodobnie jak Patrice żył to wody już nie było.
Upadek musiał naprawdę boleć i mógł od razu nie umrzeć.
Skrzywiłam się na myśl o krwi i połamanych kościach. Nagle coś
przykuło moją uwagę. Musiałam zejść na dół. Rozejrzałam się.
Niedaleko było idealne miejsce na zejście. Podbiegłam wręcz tam i
zeszłam w miarę szybko. Podeszłam po most i przyjrzałam się
kamieniom i piasku. Na jednym kamieniu zauważyłam dziwny ślad. Po
przyjrzeniu się mogłam stwierdzić, że góra była od krwi, a dół
od piasku. Czyli Patrice nadział się na ten kamień. Wtem
zauważyłam, że coś jest pod kamieniem. Ledwo przesunęłam ciężki
kamień ale udało mi się. Był to skrawek koszuli. Ponad połowa
była ciemna. Zahaczyła się i przy podnoszeniu ciała została
zerwana. Złożyłam ten kawałek koszuli i włożyłam do kieszonki.
Porozglądałam się jeszcze nieco ale nie widząc nic ciekawego
wróciłam na górę.
Chciałam
wejść do środka ale zdecydowałam przejść się ostatni raz koło
ściany róż i moich ulubionych magnolii. Szłam powoli napawając
się wonią kwiatów. Gdy byłam już blisko magnolii zamarłam. Na
ławeczce siedział Elwan. Co on tu robił? Siedział ze smutnym
uśmiechem i patrzył w niebo. Było to dla mnie nieco dziwne. Stałam
tak niedaleko i patrzał na niego. Po dłuższej chwili wyciągnął
jakieś pudełeczko i otworzył je. Był tam piękny pierścionek.
Nagle pokazała się moja mama. Miała cienie pod oczami. Wyglądała
nawet na starszą. Usiadła cicho obok Elwana patrząc się na niego.
-Nie
chciałem żeby to tak wyszło.- Zaczął Elwan po dłuższej
chwili.- Chciałem.....Chciałem ją lepiej poznać. Rozkochać ją w
sobie. Aby z uśmiechem na ustach poszła ze mną do ołtarza i
powiedziała „Tak”. Nie chciałem jej do niczego zmuszać.-
Przerwał na dłuższą chwilę.- Kochałem ją..........Zakochałem
się w niej, gdy tylko ją zobaczyłem. Chciałem spędzić z nią
całe życie. Byłem przerażony, gdy dowiedziałem się o jej
porwaniu. Nie mogłem spać, gdyż miałem koszmary, że ją katują,
gwałcą, zabijają. Gdy wróciła cała i zdrowa bardzo się
cieszyłem. A to w kościele......- Zamilkł i przymknął na chwilę
oczy.- To był dla mnie cios prosto w serce. Nadal tego nie rozumiem.
Nadal nie mogę uwierzyć, że ona nie.....- Zamilkł. Widziałam jak
powstrzymuje łzy.- Przepraszam. Pani przecież przeżywa to bardziej
niż ja.- Uśmiechnął się smutno do mojej mamy. Ta położyła mu
dłoń na ramieniu.
-Przeżywamy
to tak samo Elwanie. Nie wiem nawet skąd zna tego, tego.....
Gdybyśmy zaczęli to inaczej to teraz Lili by tu z nami była
szczęśliwa. I prawdopodobnie nie zniechęciłaby się do ślubu z
tobą. Teraz już nic nie możemy zrobić.- Powiedziała, a kilka łez
spłynęło jej po policzkach. Ja stałam tak zszokowana i smutna.
Nie wiedziałam, że Elwan mnie kochał. Nie wiedziałam, że tak to
przeżywa. Plus nie mogłam patrzeć jak moja mama płacze. Przez
chwilę myślałam aby się im pokazać. Powiedzieć parę słów ale
zrezygnowałam. Po prostu wyszłam stamtąd. Na zewnątrz. Szłam
szybkim krokiem w stronę domku. Na szczęście, gdy się tam
znalazłam Patrice’a nie było. Chciałam po prostu ochłonąć i
nie mówić mu o tym co zobaczyłam i usłyszałam. Przemyłam twarz
zimną woda i położyłam się. Zastanawiałam się czy dobrze
postąpiłam. Jednak, gdy o tym myślałam zawsze wychodziło mi
„Tak”. Przecież zakochałam się w Patrice. Nienawidziłam
rodziców za to co mi robią. A zwłaszcza ojca. Ale co by się
stało, gdyby Patrice się wtedy nie pojawił?? Czy naprawdę byłabym
tak szczęśliwa jak jestem z Patrice? Dręczona tymi myślami
zasnęłam niespokojnym snem.
Siedziałem
sobie w swoim mieszkaniu patrząc na zachodzące słońce. To tu
zatrzymał się mój brat Sebastien. Po tamtych wydarzeniach z
kościoła dużo rozmawiamy. On opowiedział mi o swoim życiu
wampira, a ja o swoim kruka. Stwierdził nawet, że pasuje mi to, że
zawsze w głębi byłem mordercą. Po tym powiedział, że tęskni
jednak za tym niewinnym, uroczym mną, za co dostał w łeb. Ja i
Sebastien nie jesteśmy braćmi. Wątpimy nawet, że mieliśmy tą
samą matkę. Po prostu jakieś dwie kobiety podrzuciły nas pod
odpowiedni dom. Aż dziw, że nie wychowaliśmy się jako służący.
Mimo wszystko byliśmy my dwaj, więc traktowaliśmy się i
traktujemy jak braci. Byliśmy dwoma odmiennymi charakterami.
Sebastien jest wesoły, żartobliwy i dość leniwy. Ja zaś jestem
tym poważnym, nieco żartobliwym pracusiem, który uwielbia dziwne
rzeczy. To co może nas łączyć to książki i podróże.
Uwielbiamy czytać i poznawać nowe rzeczy. Teraz mamy na to mnóstwo
czasu, więc możemy podróżować ile chcemy i gdzie chcemy. Teraz
siedziałem sobie sam i patrzałem na zachodzące słońce. Sebastien
poszedł się napić. Krwi oczywiście. I przyjdzie zapewne, gdy już
będzie ciemno. Mogłem pójść do domku, do Lili. Jednak chciałem
spędzić ten czas z bratem, który za niedługo wyjeżdża.
-Jak
ja dawno nie widziałem tego widoku.- Usłyszałem za sobą.
-Zachodu
słońca dawno nie widziałeś?!- Zapytałem z lekkim uśmiechem.
-Nie.
Ciebie siedzącego na ziemi i podziwiającego zachód słońca.-
Joseph usiadł obok mnie z uśmiechem.
-Zajęty
byłem. A z lasu tego tak pięknie nie widać.- Lekki uśmiech nie
schodził mi z twarzy. Naprawdę uwielbiałem widok wschodzącego i
zachodzącego słońca. Wszystko wokół się zmieniało, a to
pozostawało nadal tak samo piękne.- No dobra. Koniec podziwiania.
Muszę z tobą poważnie porozmawiać zanim przyjdzie Sebastien.-
Odwróciłem się do niego bokiem aby bardziej się skupić na
rozmowie niż na słoneczku.
-Chętnie
bym poznał twojego brata.- Powiedział Joseph z lekkim uśmiechem
wstając i podchodząc do szafki z winami.
-Innym
razem. Jak się dowie kim jesteś to się jeszcze przestraszy. Plus
był od ciebie o krok.- Powiedziałem przyglądając się jak Joseph
wybiera trunek. Jak zwykle przy poważnych rozmowach padło na mocny.
-Zazdrosny,
że był tak blisko?- Zapytał z rozbawieniem.
-A
co jeśli tak?- Odszczekałem się i wziąłem od niego kielich.
-To
cię czymś udobrucham.- Joseph puścił mi oczko, na co się
zaśmiałem.
-No
dobra. Bądźmy teraz poważni. Dobrze?!- Zapytałem z miną
wyrażającą obojętność.
-Dobrze.
To mów co cię trapi.- I tak zaczęła się rozmowa.
Obudziłam
się następnego dnia w południe. Nie spodziewałam się, że mogę
tak długo spać. Chociaż w nocy miałam koszmary i pewnie nad ranem
udało mi się spokojnie zasnąć. Wstałam, wzięłam kąpiel,
ubrałam się w świeże ubrania i zjadłam kilka owoców. Nie miałam
ochoty jeść czegoś konkretniejszego. Usiadłam na łóżku z
zamiarem poczytania jakieś książki, gdy zauważyłam liścik na
stoliku. Wzięłam go i otworzyłam.
Przyjdź
na dach zamku w północnej części miasta. To ten, w którym
mieszka stara szlachcianka z wnukiem. Wejdziesz bocznym wejściem i
cały czas po schodach do góry, gdyż wątpię iż zamieniłaś się
w końcu w kruka.
Czekam.....
Patrice
Był
pewnie rano, gdy spałam. I na szczęście wiem który to zamek. I
nieco mnie zirytowała wzmianka o mojej dalej nieudanej zamianie w
kruka. Ćwiczyłam, a nie wychodziło mi chodź bardzo tego chciałam.
Ucieszyłam się jednak na spotkanie z nim, więc szybko wyszłam.
Droga zajęła mi nieco czasu, gdyż ten zamek był po drugiej
stronie miasta, czyli musiałam przejść je całe aby w końcu się
tam znaleźć. Powoli weszłam na górę. Było dość wysoko ale
słońce miło grzało. Zauważyłam Patrice’a po chwili. Siedział
na murku i patrzał gdzieś w dal. Z uśmiechem podeszłam do niego.
-Mam
nadzieję, że długo nie czekałeś.- Powiedziałam, na co od razu
na mnie spojrzał.
-Nie.
Wiedziałem, że szybko nie wstaniesz. Na moje szczęście zauważyłaś
list.- Uśmiechnął się lekko i wstał nadal patrząc na horyzont.
Zapadła między nami chwila ciszy.- Chcę ci coś powiedzieć.-
Powiedział w końcu.
-Tak?
Stało się coś?- Spytałem nie rozumiejąc jego postawy.
-To
koniec.- Powiedział, a ja nie wiedziałam o co mu dokładnie chodzi.
-Ale
z czym koniec?- Zapytałam nieco zdziwiona.
-Z
nami koniec.- Powiedział, a ja poczułam jakbym straciła grunt pod
nogami. Nie. To niemożliwe.
-Jak
to z nami koniec?!- Co on wygaduje?!!
-Normalnie.
Znudziłaś mi się.- Powiedział beznamiętnie.
-Co?!
Jak to "znudziłam"?! Co ty mówisz? O co ci chodzi?!-
Zapytałam nieco płaczliwie. On musi żartować.
Byłaś
dla mnie po prostu zabawką. Bawiło mnie twoje pragnienie wolnośći
i niechęć do ślubu. Wystarczyło trochę uwagi, tajemnic, gestów
i uczuć abyś mi się oddała. Bawiłem się tobą jak chciałem, a
ty naiwna wierzyłaś w każde moje słowo. Nie darzę cię żadnym
uczuciem, a zwłaszcza miłością.- Powiedział tym głosem z
pocżątku- zimnym i bez cienia uczuć. W żołądku mi się skręcało
na jego słowa.
-Nie!
Nie wierzę ci! Kłamiesz! To na pewno jest kłamstwo!- Krzyzałam, a
kilka łez słynęło mi po policzkach.
-To
ty chcesz, żeby to było kłamstwo ale ja mówię prawdę. Dzięki
tobie mogłem się zemścić na swojej rodzinie. W końcu twój
niedoszły narzeczony Ewan to jakiś mój pra pra pra bratanek.
Kochał cię, a ja to wykorzystałem. Ciebie wykorzystałem. Byłaś
we mnie zapatrzona, omotałem sobą twój umysł. Myślałaś tylko o
mnie nie widząc prawdziwych uczuć Elwana. Plus chęć wolności i
wiecznej miłości była dla ciebie kuszącą propozycją. Powinnaś
mi nawet podziękować i być wdzięczna, że zamieniłem cię w
sługę Śmierci. Dzięki temu nie musisz się spieszyć ze ślubem i
możesz sama wybrać ukochanego.- Powiedział spokojnie i oschle,
patrząc na mnie wynośle. Uszczypnęłam się ale to nie był sen.
To działo się naprawdę. Czułam się podle, że dałam sobą
manipulować.
-Musisz
coś do mnie czuć! Nie wierzę, że tyle dla mnie robiłeś tylko
dla zabawy.- Spojrzałam na niego prosząco ze łzami w oczach. Twarz
Patrica nadal wyrażała pogardę i chłód.
-Nic
do ciebie nie czuję. Ja nigdy nie kochałem. I nigdy nie będę
kochać, zwłaszcza kobiety. Powiem ci, że szybko wspiąłem się na
szczyt. A wiesz dlaczego? Bo we mnie jest tylko nienawiść, gniew,
bezduszność i chęć zemsty. Jestem zły i taki pozostanę. Bo kto
jest dobry, jest słaby, a tacy szybko spadają na samo dno. Tylko ci
silni psychicznie, portafiąjcy wywołać strach jednym spojrzeniem
będą żądzić. Ja czerpię przyjemność zadając ból i
cierpienie innym. Mówią na mnie Shadow, gdyż jestem wszędzie,
mogę zaatakować nagle lub krzywdzić powoli, zawładnąć umysłem,
ciałem i duszą. Wszyscy się mnie boją, gdyż jestem
nieobliczalny. Raz na mnie wpadniesz to albo przeżyjesz albo
będziesz błagać aby nie spotkać mnie ponownie.- Widziałam w jego
oczach szaleństwo. Jego głos był ostry i zimny, aż miałam ciarki
na plecach.- Miło było się tobą zabawić. Najlepiej mnie zapomnij
i lepiej nikomu nie mów, że mnie znasz. Od teraz radź sobie sama.-
Ustał na murku przodem do mnie.- Żegnaj Liliane.- Powiedział i
przechylił się w tył, spadając. Szybko podbiegłam do murku. W
locie zamienił się w kruka i odleciał.
-NIE!
PATRICE! ZACZEKAJ!!!- Krzyczałam ale on leciał dalej. Skupiłam się
mocno i poczułam to. Zamieniłam się w kruka. Niepewnie poleciałam
za nim. Nigdzie go nie widziałam. Rozglądałam się ale zniknął
mi z oczu. Poleciałam na pobliskie pole. Zamieniłam się z powrotem
i zaczęłam się rozglądać. Lecz go już nie było. Odleciał na
zawsze. Zostawił mnie. Porzucił...... Osunęłam się na ziemię
płacząc. Chciałabym teraz naprawdę umrzeć i nie czuć tego bólu
w sercu. To bolało. I to bardzo. Osoba, którą kochałam,
powierzyłam całe życie zdradziła mnie i porzuciła na pastwę
losu. Skuliłam się płacząc gorzko.
Stałem
za górą i patrzałem jak płacze. Nie obchodziła mnie już. Sama
musi stawić czoła prawdziwemu światu.
-Jesteś
pewny?- Usłyszałem za sobą glos Josepha.
-Tak.
Jestem pewny. Nie będę tracił czasu i pozycji na zauroczenia.
Musiało się to stać abym zrozumiał.- Powiedziałem beznamiętnie
odwracając się w jego stronę.
-Gotowy
na misję?
-Zawsze
i wszędzie. Prowadź mnie Boże Śmierci do mojego przeznaczenia.-
Ukłoniłem się, po czym obaj zamieniliśmy się w kruki i
polecieliśmy w stronę słońca.
Minął
dzień od jego odejścia. Czułam się jak wrak. Byłam wściekła i
smutna zarazem. Nie mogłam spać. Gdy tylko zamykałam oczy
widziałam wszystkie momenty z nim związane. Pierwsze spotkanie,
drzemanie pod drzewem, jego drwiący śmiech, jego słowa, jego dotyk
na mojej skórze, jego spojrzenie przeszywające mnie na wylot. I gdy
tylko to widziałam płakałam ponownie. Poszłam do rodzinnego domu.
Nie wiem dlaczego tam szłam. Po prostu chciałam tam odpocząć. Gdy
wleciałam do ogrodu zauważyłam swoją matkę w altanie. Siedziała
i patrzała gdzieś daleko. Przez chwilę zastanawiałam się co
zrobić i postanowiłam się pożegnać. Podeszłam bliżej i
ukazałam jej się.
-Mamo.-
Powiedziałam niepewnie. Szybko odwróciła głowę w moją stronę z
zaskoczenia.
-Córeczko.-
Powiedziała wręcz płaczliwie z uśmiechem i wyciągnęła do mnie
ręce. Podeszłam do niej i pozwoliłam się uściskać. Usiadłam
obok niej z lekkim uśmiechem.- Córeczko, czy ty....- Zaczęła
niepewnie.
-Nie
mamo. Ja nie żyję. Naprawdę. Tamtego dnia też już nie żyłam.-
Powiedziałam. Nie chciałam jej bardziej ranić ale lepiej żeby
znała prawdę. Mama przytaknęła tylko przyglądając mi się
chwilę.
-Powiedz
mi Lili, co widzisz w tym mężczyźnie z którym uciekłaś?-
Zapytała niepewnie. Musiałam odrzucić od siebie te złe myśli aby
nie rozpłakać się ponownie.
-Kocham
go. Gdy go poznałam nie wydawał mi się przyjazny. Lecz przyciągnął
mnie swoim wyglądem. A potem spędzał ze mną czas denerwując
mnie, a zarazem czyniąc mnie szczęśliwą. Dopiero później
dowiedziałam się, że jest....trupem. Nie przeszkadzało mi to
jednak. Pokochałam go całym sercem i gotowa byłam zrobić dla
niego wszystko.- Uśmiechnęłam się nieco niewinnie i poczułam
nawet lekkie rumieńce na policzkach.
-Ty
naprawdę go kochasz córeczko.- Stwierdziła po chwili mama. Ja
przytaknęłam tylko nieco zawstydzona.
-Mamo......Ja
byłam przy rozmowie twojej z Elwanem. Tej na ławeczce przy
magnolii.- Zaczęłam nieco niepewnie.- I chciałbym, żebyś
przekazała Elwanowi, że mu dziękuje. Dziękuje mu, że mnie
kochał. Miło było to słyszeć. I, że na pewno znajdzie
dziewczynę którą pokocha tak mocno jak mnie.- Mama uśmiechnęła
się kładąc dłoń na moich plecach.
-Dobrze.
Przekażę mu to.- Widziałam w jej oczach nutkę szczęścia.
-A
co u ojca?- Zapytałam to dość ciężkie pytanie. Mama westchnęła
ze smutnym uśmiechem.
-Jest
mu ciężko. Jest naprawdę smutny. Żałuje wszystkiego co zrobił.
On naprawdę cię kochał tylko interesy przyćmiły mu te uczucia.
Myślał, że robi dobrze. Ale nie musisz się o niego martwić.
Poradzimy sobie.- To ostatnie zdanie chyba bardziej powiedziała do
siebie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niej.
-Powiedz,
że wybaczam mu i, że również go kocham.- Mama przytaknęła i
ucałowała mnie w czoło.- Wybacz mi mamo ale już muszę iść. I
nie przyjdę tu już prawdopodobnie już nigdy. Muszę iść dalej.-
Powiedziałam odsuwając się od niej.
-Dobrze
córeczko. Uważaj na siebie. I bądź szczęśliwa.- Uśmiechnęła
się do mnie, a kilka łez popłynęło po jej policzkach. Uścisnęłam
ja po raz ostatni po czym odleciałam.
Siedziałam
na murze zamku patrząc w zachodzące słońce. Czułam, że gdy
zajdzie to będzie moje pożegnanie z przeszłością.
-Ty
jesteś Liliane?- Usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam głowę,
a moim oczom ukazała się młoda kobieta. Mogła mieć z jakieś 20
lat. Miała jasne blond włosy sięgające ramion, zielone oczy i
jasną cerę. Była dość drobna ale wysoka.
-Tak
to ja.- Odpowiedziałam nieco niepewnie. Ona uśmiechnęła się i
wyciągnęła do mnie rękę.
-Nazywam
się Simone. Od dzisiaj jestem twoją opiekunką. Pomogę wejść ci
w ten pozagrobowy świat.- Uśmiechnęła się szeroko. Odwzajemniłam
uśmiech i uścisnęłam jej dłoń. Kto wie co przyszykował mi
los??
~~~~ The End ~~~~





Aaa... Wszystko się dzisiaj kończy. Książka mi się skończyła, Danse Macabre się skończyło...
OdpowiedzUsuńNie wiem, czemu, bo chyba n-nie uwielbiałam jakoś bardzo tego opowiadania, poprostu je lubiłam, a na koniec i tak uroniłam łezkę.
Biedna Lili!! Uciekła tylko po to, by siedzieć samą, a później... Nadal nie mogę uwierzyć, że on ją zostawił! No HALLO!!! Patrice, wracaj mi tu, przecież ją kochałeś!!! Myślałam, że to tylko ja robię takie rzeczy na końcu :P
T-ta rozmowa Elwana z tą matką... AGHH!!!! Co ja mam napisać?
Ale wróćmy jeszcze do Patrice'a. Z jednej strony, fajnie, że znalazł brata, i b-bardzo ciekawe było, jak ona na tym moście... Jak znalazła kamień, koszulę... J-ja kocham takie sprawy! Ale to jak ją zostawił... CZEMU? Ja się pytam czemu? Dalej, wracaj, sprzeciw się Josephowi!!! AAA!!! *CENZURA*! No co ja mam jeszcze napisać? Ja bym się chyba załamała, bo oddała życie, a on... Czy to wszystko musi się do NIEGO sprowadzać?
Ja chcę dalsze rozdziały!!!
Kimieee!!! Przytuuuuuuuuuuul!!!!!!!!!!!!
No, ale *CENZURA* no Patrice!!! Nie no, sama nie wiem. Mogę iść się pociąć mydłem?
Kise: Kimiecchi, z nią jest naprawdę źle. Najpierw Loki, później Patrice i Lili... Nawet się przytulić nie chciała. Tylko do ciebie.
Będę płakać! Teraz nie zasne. *Czytam o 23:46, ale wstawię jutro/dzisiaj/ 7 marca xD*
Kimieeeeeee!!!!! Przytullllllllllllll!!!!! :'( :'( :* :'( :'( <3
* Pędzi z kocykiem, rzuca na ramiona i tuli mocno * Przybyłam, więc nie płacz Mineś~! ^.^
UsuńPrzeczytasz książkę i ten niedosyt =.= Zwłaszcza jak była bardzo ciekawa ^^
Bardzo przepraszam ale tak miało być @.@ Bo Patrice to takie jakby połączenie Akashiego i Izayi. Taki psychol, co lubi manipulować ludźmi, kochający sprawiać ból. Tak, wiem. Zrobiłam z niego bezdusznika i chama ale i tak go kocham *.*
Wara mi się ciąć!! Nawet mydłem XD
Będzie ciąg dalszy ale nie wiem kiedy, bo nawet nie zaczęłam pisać x.x Tu Kise w ciąży, Akaś z luką w pamięci i moje kochane wampirki ^.^ Plus Wielkanoc już blisko, a ja brak pomysłów xp
* Tuli mocno i daje herbatke i ciasteczka *
Niedługo zacznę już pisać ciąg dalszy i może wstawię jeszcze w tym miesiącu ^-^
Więc nie płacz, głowa do góry~! ^.^
Jutro będzie coś wesołego, a w piątek możliwie Baby Buu~! *.*
To ja idę pisać wesołego cosia na jutro~! ^.^ Do zobaczenia i nie płacz~! xp
#Kimie
Takao: Mine-chan~! J-Ja też to czy-czytałem i też mi jest b-b-bardzo smutnooo~! < wyje > ;-;
Aomine: Takao~! A pamiętasz tą scene w kościele?! A zwłaszcz z tym chłopem~?! :p
Takao: Nieee~! < ropłakał się na dobre >
Ja: Aomine ty debilu < wali go butelką > Zostaw mojego synka w spokoju~! >.<
Akashi: < tuli Takao > Już, już. Spokojnie. Daikiemu się za to oberwie, spokojnie.
Aomine: Ty tutaj nie żądzisz!
Ja: Ahomine! Jeszcze jedno słowo, a zrobię z ciebie ukesia! Midoś cię przeleci ^p^
Aomine: :o O.O .... < ucieka z pokoju >
To ja idę uspokoić Takałka. I muszę iść do sklepu po chrupki dla Kisi ^^
Papatki~! :*