środa, 11 listopada 2015

Danse Macabre- rozdział 10

Dobry wieczór Wilczurki~! ^.^
Jeszcze nie zabrali mi internetu, więc mogę wstawić 90 post. xp
I to DM, na które zarzekałam się, że nie mam weny >p< 
Ale jakoś tak wyszło, że napisałam.
To chyba dzięki cappuccino i ciasteczkom zbożowym *.* <3 
I przyjaciółce, która rozlała kawę przez reklamę T-Mobile. >.< 
Tak więc akcja nam przyspiesza. Coś czuję, że może będą jeszcze z 4-5 rozdziałów i koniec. 
Ale starczy mojego biadolenia. 
Głosujcie w nowej ankiecie---->
I nie zapomnijcie zostawić komentarza ;)
Miłego wieczoru i czytania~! :*
#Kimie~<3 

.......2 tygodnie później......

W końcu nadszedł ten dzień. Jak dla mnie nastał o dziwo nieco za szybko. Prawie jak przez mgłę pamiętam co robiłam. Chociaż i tak nic konkretnego się nie działo. Jakieś cztery spotkania z narzeczonym- pod czujnym okiem Patrice. Przygotowania do ślubu, które mało mnie obchodziły. No i najważniejsze rozmowa z rodzicami. Nogi mi się trzęsły, gdy szłam do salonu aby z nimi porozmawiać. Oczywiście, gdy spytałam się o wyjście to się zdziwili, a ojciec chciał od razu się nie zgodzić. Lecz jak powiedziałam cel mojej „wyprawy” to od razu zmienił zdanie i oboje się zgodzili. Do pokoju wręcz prawie biegłam, a będąc w nim wręcz piszczałam ze szczęścia. Patrice nieźle się zdziwił, gdy rzuciłam mu się na szyję. Oczywiście jak to on mówił jakieś insynuacje ale słysząc, że rodzice się zgodzili również się ucieszył. Może tylko się uśmiechnął ale on uważa siebie za Geniusza i nikt tego mniemania o sobie mu nie zmieni. Między mną o Patrice miłość kwitnie. Z każdym kolejnym dniem nie mogłam się doczekać aż przyjdzie, przytuli mnie, pocałuje i spędzi miło popołudnie. Z nim się nie nudziłam, gdyż jego charakter jest bardzo osobliwy. Raz się śmieje wesoło, po tym mówi czułe słówka, następnie grymasi, a na koniec pokazuje nieco swojej złej strony np. mrużąc oczy, czy uśmiechając się krzywo. Nie zapominając jeszcze o jego pożądaniu. Nie, nie zrobiliśmy jeszcze tego. I mimo, że Patrice powiedział, że poczeka to i tak wykorzystuje okazje mojej słabości, a wtedy ciężko go odepchnąć. Często po tym się śmieje, gdyż na niego prycham. Mnie również nieco to bawi i szybko przechodzi mi buntowniczy humor. I tak minęły dwa tygodnie. Już jutro opuszczę pewnie na zawsze swój dom. Zdecydowałam się jednak i nie mogę się wycofać. Przedstawienie czas zacząć.



Rano jak zwykle wstałam, ubrałam się i zjadłam śniadanie. Po tym miałam krótkie lekcje, na których wcale się nie skupiałam. Następnie obiad i tuż po nim wyjście. Pożegnałam się z rodzicami i udałam się z Nuną na targ. Kilka metrów za nami szedł strażnik. Żeby nie wzbudzić podejrzeń, jak to powiedział Patrice, oglądałam różne przedmioty i czasem wchodziłam do któregoś ze sklepów. Im dalej szłam tym serce biło mi coraz szybciej.

-Jakoś tak nie możesz się zdecydować.- Stwierdziła Nuna, która szła nieco za mną.

-Chcę wybrać coś, co będzie idealnie pasować mojemu przyszłemu mężowi. Nie chcę kupować byle czego.- Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. Ustałam przy jednym ze straganów patrząc w bok. Nie widziałam strażnika, czyli Patrice już się nim zajął. I chyba nie chcę wiedzieć jak. Odeszłam od stoiska i poszłam dalej. Po kilku już metrach ludzi było coraz mniej.

-Tam już chyba nic nie ma.- Powiedziała nieco niepewnie Nuna.

-Słyszałam, że jest tam jakiś sklep. Chodź. Jeśli nie będzie to wrócimy z powrotem.- Uśmiechnęłam się i ruszyłam przed siebie. Zauważyłam na jednym z budynków coś czerwonego. Czyli to tu. Miejsce, o którym mówił Patrice. Przełknęłam gulę w gardle.

-Tam chyba są skróty. Chodź.- Powiedziałam do Nuny, która od razu zrównała za mną krok, a nawet mnie wyprzedziła. Już po chwili znajdowałyśmy się ślepym zaułku.

-Tędy nie.....- Zdążyła powiedzieć Nuna. Wręcz znikąd zjawił się Patrice stojąc tuż za nią i przykładając jej szmatkę do ust. Udałam przerażoną- i tak nieco byłam- niby nie wiedząc co robić. Nuna zamknęła oczy i wtedy Patrice położył ją na ziemi, po czym szybko do mnie podszedł.

-Chodź. Musimy się spieszyć.- Powiedział poważnym tonem i pociągnął mnie w głąb uliczki. Przystanął przed ścianą, na którą się wspiął i szybko mnie podciągnął. Poszliśmy po dachach. Patrice nagle zeskoczył i kazał mi to zrobić. Spadłam wprost w jego ramiona. Może teraz myślałabym jakie to romantyczne ale nie było czasu. Przeszliśmy kawałek i schowaliśmy się w jakieś uliczce.

-Ubierz to. Szybko. Musimy wyjść z miasta.- Nie pytając o nic ubrałam ciemny płaszcz i zarzuciłam kaptur na głowę. Biegliśmy chwilę skręcając to w lewo, to w prawo. Nagle skręciliśmy i weszliśmy do stodoły. Na środku był koń gotowy do jazdy. Patrice podszedł do niego spokojnie i pogłaskał po łbie. Również to zrobiłam aby uspokoić konia. Patrice najpierw posadził mnie na siodle, po tym sam wsiadając za mną. Złapał za lejce i powoli najpierw wyszedł ze stajni. Gdy znaleźliśmy się już przed budynkiem pognaliśmy w stronę lasu. Nie wiem ile dokładnie jechaliśmy. Patrzałam na konia nie zwracając uwagi na otoczenie. Robiło się już ciemno, gdy dotarliśmy do jakieś małej chatki.

-Jesteśmy.- Głos Patrice ocknął mnie z letargu. Przy jego pomocy zeszłam z konia i weszłam niepewnie do chatki. Na początku był niewielki korytarz prowadzący do dość dużego pomieszczenia. Tuż po lewej była niewielka kuchnia., stół z czterema krzesłami. Dalej było dość duże łóżko, szafa i stoliczek. Po prawej znajdowały się drzwi zapewne do łazienki.

-Nie są to luksusy ale jest przynajmniej przytulnie.- Powiedział Patrice. Odwróciłam się w jego stronę. Stał w przedpokoju oparty bokiem o ścianę.

-Jest naprawdę ładne.- Powiedziałam z uśmiechem i westchnęłam.- Jakoś tak nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.- Pokręciłam aż głową, rozglądając się po pomieszczeniu.

-Dzieje się, dzieje i lepiej w to uwierz.- Powiedział po czym podszedł do mnie. Obrócił mnie w swoją stronę kładąc dłonie na moich policzkach.- Jesteś tutaj ze mną. Nareszcie sami. Bez żadnych kontroli. Tylko my.- Wyszeptał, po czym złożył czuły pocałunek na moich ustach. Uśmiechnęłam się i przytaknęłam, przytulając się do niego.

-Nareszcie wolna.- Wyszeptał z uśmiechem.

-To teraz....- Patrice odsunął mnie lekko od siebie.-.....ty możesz się odświeżyć i przebrać w coś wygodniejszego. W szafie jest kilka sukienek specjalnie dla ciebie.- Uśmiechnął się lekko.

-A ty?- Spytałam.

-Ja muszę iść na patrol. Będę za jakieś trzy godziny. Jak będziesz głodna to w kuchni są owoce. Do zobaczenia.- Cmoknął mnie w czoło i wyszedł. Westchnęłam głośno i podeszłam do szafy. Otworzyłam ja i znalazłam tak kilka zwiewnych sukienek. Wzięłam jedną w kolorze ciemnoniebieskim i udałam się do łazienki.



Po relaksującej kąpieli ubrałam się i zjadłam nieco owoców. Usiadłam na łóżku przyglądając się wszystkiemu. Zastanawiałam się jeszcze co robią teraz moi rodzice, co z Nuną i całą resztą. Odepchnęłam jednak te myśli aby się nie zadręczać. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi.

-Wróciłem.- Do pokoju wszedł Patrice, a mi na twarzy od razu zagościł uśmiech. Wtem zauważyłam, że ktoś z nim jest.

-Kto to?- Spytałam patrząc na mężczyznę. Był wysoki, dobrze zbudowany i dość podobny do Patrice.

-Lili przedstawiam ci Josepha. Pomoże nam. Również jest krukiem i nie żyje już od dawna tak jak ja, a na dodatek dobrze się znamy. Joseph to Liliane, o której ci co nieco opowiadałem.- Mężczyzna ukłonił się nieco w moją stronę, na co ja skinęłam tylko głową.

-Nie będę wam dzisiaj przeszkadzał. Chciałem tylko cię poznać Liliane. Także życzę wam miłej nocy.- Ukłonił się lekko, po czym wyszedł, a ja nadal siedziałam nieco zaskoczona na łóżku.

-Wyglądacie jak bracia.- Powiedziała, na co Patrice się zaśmiał.

-Przykro mi ale nimi nie jesteśmy. Może jesteśmy nieco do siebie podobni ale nic nas nie łączy poza byciem krukami.- Powiedział po czym przysiadł się obok mnie. Objął mnie ręką w tali i pocałował w skroń.- Nie musicie się zaprzyjaźniać. Możecie się nawet kłócić jeśli miało by ci to przynieść ulgę. Po prostu pomoże przy zmianie i innych rzeczach. Może nie jest gadatliwy ale miło można z nim rozmawiać na pospolite tematy.- Uśmiechnął się lekko, a ja przytaknęłam.- To ty poczekaj, a ja pójdę wziąć orzeźwiającą kąpiel.- Wstał i przeciągnął się.- Ach. Szkoda, że nie mogę spać tak jak zwykle.- Westchnął i ruszył w stronę łazienki.

-Czyli jak?- Zapytała zdziwiona. Przystanął w drzwiach i spojrzał na mnie nieco zadziornie.

-Nago.- Powiedział i zniknął za drzwiami. Dopiero po jakieś minucie dotarło to do mnie i poczułam jak policzki robią mi się ciepłe. Wyrzuciłam z głowy te myśli, po czym przebrałam się w koszulę nocną i położyłam. Po jakieś godzinie Patrice wyszedł. Miał na sobie tylko spodnie dzięki czemu mogłam przyjrzeć się jego górnej części. Miał lekko umięśnione ramiona oraz brzuch i było mu nieco widać żebra oraz kręgosłup. Nie był przesadnie chudy i dlatego było to takie idealne. Poszedł do kuchni i napił się wody, po czym położył się obok mnie. Gdy tak podchodził czułam jak robi mi się ciepło.

-Stało się coś?!- Zapytał jakby nigdy nic patrząc się na mnie uważnie.

-Nie. A miało się coś stać?- Zapytałam szybko próbując nie patrzeć przy tym na jego klatkę piersiową.

-No nie wiem ale masz ślicznie rumiane policzki.- Zarumieniłam się chyba jeszcze bardziej na jego słowa, nie wiedząc co odpowiedzieć. Patrice patrząc mi w oczy przysunął się bliżej. Dłoń położył na moim policzku, głaskając go kciukiem. Po chwili pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. I następny. I kolejny. I każdy następny stawał się coraz bardziej namiętny. Zarzuciłam dłonie na jego kark, a on objął mnie w pasie, przyciągając bliżej siebie. Nasze usta nie odrywały się wręcz od siebie, a gdy to zrobiły to musiałam nabrać powietrza, gdyż czułam jakbym w ogóle go nie miała w płucach. Patrice nie zaprzestał swoich czynów całując mnie po szyi, a dłońmi sunąc po moim brzuchu. Mruczałam i pojękiwałam na jego poczynania.

-Patrice....nie teraz....- Wysapałam ale nie miałam siły go odepchnąć. Patrice pocałunkami skierował się od obojczyka do moich ust, całując je krótko.

-Wiem, wiem.- Powiedział niższym głosem, na co odkaszlną i spojrzał na mnie z uśmiechem.- Ale niedługo. Jeszcze przed zamianą. Dobrze?- Pokiwałam tylko głową potwierdzająco.- To śpij. Dobranoc.- Pocałował mnie w skroń, po czym ułożył się obok, przytulając mnie nadal do siebie. Wtuliłam się w jego tors i otumaniona zapachem jabłek zasnęłam.





.......Tymczasem w domu państwa de Marivaux......

Państwo Izolina i Herold siedzieli w salonie i czekali na powrót swojej córki. Pan Herold czytał książkę popijając przy tym wino, a pani Izolina szydełkowała co jakiś czas popijając herbatę. Nagle do salonu wszedł ich służący.

-Przepraszam, że przeszkadzam!- Wręcz krzyknął, patrząc się gorączkowo w każdą stronę.- Nuna wróciła ale......- Zaciął się patrząc to na drzwi to na nich. Wtem do pokoju wszedł lokaj trzymając na wpół przytomną Nunę. Pomógł jej usiąść na krzesło i szybko dał wody. Państwo de Marivaux patrzeli na nich nie wiedząc o co chodzi.

-A gdzie Lili?- Zapytała pani Izolina, nie widząc swojej córki.

-Nie.....Nie wiem gdzie ona jest. Chyba....została porwana.- Wysapała służąc, która nadal nie doszła do siebie. Rodzice Liliane patrzeli na nią nie wierząc w to, co mówi.

-Jak to? Porwana?!- Spytała pani Izolina łamliwym głosem.

-Szłyśmy przez targ. Ona oglądała różne rzeczy ale nadal nic jej się nie podobało. Byłyśmy już dość daleko i miałyśmy iść jeszcze do jednego sklepu lecz weszłyśmy w ślepą uliczkę. Odwróciłam się w jej stronę chcą powiedzieć, że tędy nie przejdziemy. I wtedy ktoś złapał mnie od tylu i przycisnął szmatkę czymś nasączonym do ust. Szarpałam się ale to nic nie dawało. Napastnik był silniejszy. Widziałam tylko jak Lili stała tam.....przerażona...nie wiedząc co zrobić. To było ostatnie co wdziałam zanim zemdlałam. Gdy się ocknęłam jej już nie było.- Powiedział i rozpłakała się. Pani Izolina również zaczęła płakać, a pan Herold stał zszokowany.

-Matias. Wezwij straż i niech idą szukać Liliane.- Rozkazał pan Herold do służącego. Ten przytaknął tylko i wręcz wybiegł z pomieszczenia. Pan Herold zaś podszedł do swojej żony i przytulił ją. Może był surowy ale nie miał serca z kamienia. W duchu modlił się aby Lili nic się nie stało. Był późny wieczór, a ich córka się nie odnalazła. Kazał szukać dalej, przeszukując nawet każde mieszkanie, pytać się każdego czy aby jej nie widział. Pani Izolina odpoczywała w swoim pokoju, a pan Herold siedział w swoim gabinecie czekając na wieści. Wtem ktoś zapukał, drzwi się otworzyły po krótkim „Proszę” i w jego gabinecie stał Rorgon z synem Elwanem.

-Witaj Rorgonie. Witaj Elwanie.- Mężczyzna wstał z fotela i uścisnął mężczyzną dłonie.

-Witaj Heroldzie. Słyszałem wieści. Jak to się stało?- Zapytał starszy mężczyzna i usiadł na fotelu, a obok niego jego syn.

-Liliane poszła wraz ze służką na targ. Chciała coś kupić. Zgodziłem się. Wieczorem wpada do salonu jeden ze służących, a za nim idzie lokaj z wpół przytomną Nuną. I ona powiedziała, że ktoś ją zaatakował i uśpił, a jak się ocknęła to Lili nie było.- Mężczyzna westchnął i upił łyk wina.

-A był z nimi jakiś strażnik?- Zapytał Rorgon.

-Był. Znaleźli go martwego w jakimś zaułku.- Jego ludzie powiedzieli, że miał poderżnięte gardło.

-Nikt jej nie widział?! Nikt nic nie słyszał?!- Zapytał młody panicz.

-Żadnych wieści. Widzieli ją na targu ale później już nie.- Mężczyzna aż pokręcił głową w niedowierzaniu.

-Pomożemy ją znaleźć! Prawda ojcze?!- Elwan spojrzał się na niego.

-Ależ oczywiście. Już powiedziałem straży aby pomogli w poszukiwaniach. Jeśli nie znajdzie się w mieście to zaczniemy szukać w lesie i pobliskich miasteczkach. Trzeba działać szybko. Nie wiadomo jeszcze, czy ją porwali dla okupu, czy czegoś innego.- Chociaż po co jak nie dla okupu??

-Dziękuje serdecznie Rorgonie. Mam nadzieję, że szybko ją znajdą.- Mężczyzna uśmiechnął się lekko z nadzieją.

-Aby była cała i zdrowa. To jest teraz najważniejsze.- Mężczyźni zgodnie pokiwali głowami.

-A ten kto ją porwał słono za to zapłaci.- Powiedział Elwan. Był wściekły, a zarazem martwił się o Lili. Czuł coś do niej i chciał z nią spędzić całe życie, a ten wypadek wręcz wszystko zaprzepaścił. Znajdzie ją. Znajdzie i poślubi, a tego porywacza ukatrupi.





Następnego dnia obudziłam się przed południem. Bardzo dobrze mi się spało i na dodatek nie musiałam wcześnie wstawać. Zamrugałam oczami, po czym przeciągnęłam się. Spojrzałam w bok lecz Patrice już w łóżku nie było. Rozejrzałam się po pokoju lecz go nie było. Wtem usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i już po chwili Patrice pojawił się w pokoju.

-Widzę, że dobrze się spało Śpioszku.- Uśmiechnął się lekko odkładając przy tym worek na stół.

-Mhm.- Mruknęłam z uśmiechem. Patrice podszedł do mnie i pocałował mnie lekko w usta.- Dzień dobry Lili.- Odwzajemniłam jego uśmiech i również go pocałowałam.

-Dzień dobry Patrice.- Pociągnęłam go za rękaw aby usiadł obok mnie, po czym wtuliłam się w jego bok.- Nie wiedziałam, że z ciebie ranny ptaszek.- Mruknęłam i uśmiechnęłam się czując zapach jabłek.

-Wiesz miło było się obudzić i widzieć taką piękną dziewoję wtuloną we mnie ale musiałem jednak wstać i poszwędać się nieco.- Zarumieniłam się lekko na jego słowa.- A teraz konie przytulania. Ubierz się, a ja zrobię ci coś do jedzenia.- Pocałował mnie w czoło, po czym wstał i poszedł do kuchni biorąc po drodze worek. Wstałam niechętnie, wzięłam z szafy sukienkę w kolorze ciemnej pomarańczy i poszłam do łazienki. Wyszłam po jakiś 15 minutach. Na stole zauważyłam talerz z jajecznicą i gorącą herbatę. Uśmiechnęłam się i usiadłam.

-Mam nadzieję, że będzie smakować.- Usłyszałam jeszcze zanim wzięłam pierwszy kęs. Posmakowałam.

-Dobre.- Powiedziałam i wzięłam się za resztę. Patrice usiadł przede mną z jabłkiem. Uśmiechnęłam się. Chyba codziennie je je, skoro nimi pachnie.

-Sobie nie zrobiłeś?- Wskazałam na jajecznicę.

-Wiesz, że nie musze jeść. I już uprzedzę twoje pytania- jem to jabłko, bo bardzo lubię ten owoc.- Uśmiechnęłam się i zjadłam do końca. Odsunęłam od siebie pusty talerz, oparłam się wygodnie i piłam powoli herbatę.

-Co dalej?- Zapytałam po dłuższej chwili. Patrice wrzucił ogryzek do wiaderka i spojrzał na mnie.

-Na razie nic nie możemy zrobić. Musimy nieco poczekać. W tym czasie przygotujemy cię do zmiany, a po tym zmienimy. I wtedy będziesz całkiem wolna.- Uśmiechnął się kącikami ust, a ja odwzajemniłam ten uśmiech.

-Rozumiem. A powiesz mi co.....

-Nie. Zaczniesz się martwić, zrobisz się smutna i tak dalej. Nic ci nie powiem na temat twoich rodziców. Temat zakazany.- On chyba czyta w myślach. Prychnęłam i odwróciłam się do niego tyłem. Usłyszałam jego śmiech i to ten złośliwy. Po chwili poczułam jego dłonie na moich ramionach.

-Nie złość się. Chcę abyś milo spędziła ostatnie dni swojego życia. Chociaż brzmi to trochę strasznie i smutno ale perspektywa, że po śmierci będziesz ze mną jest chyba kusząca, co nie?!- Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Może się nie uśmiechał ale widziałam, że mu na mnie zależy. Pociągnęłam go za koszulę i pocałowałam szybko w ustach.

-Tak, tak. Życie wieczne z Panem Upierdliwym.- Zaśmiałam się widząc jego minę.

-A wolisz Pana Upierdliwego, czy Pana Namiętnego?- Uśmiechnął się zadziornie. Uch. I tu mnie ma. Objął mnie w tali i przybliżył tak, że stykaliśmy się nosami.
-Wolę tych panów w jednej osobie.- Uśmiechnęłam się lekko, po czym nasze usta złączyły się w słodkim pocałunku o smaku jabłek. 

3 komentarze:

  1. O bożee nie mogłam sie doczekać iii ... JEST JEST JEST XD takie słodkie kyaaaa >.< Patrice zabierz jej w końcu dziewictwo xdd szybko bo jest nie śmiała xd Cudowny rozdział na tobie nie da się zawieźć kochana :**
    Kiedy kolejny rozdział?
    Przepraszam za moja małą atywność ale no cóz egzaminy i jeszcze raz egzaminy :v gomen
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam cię Julcia~! ^.^
      Spokojnie, spokojnie. Patrice zabierze jej dziewictwo i to niedługo ;) Hehehe :D
      Może w ten weekend. Muszę go najpierw napisać xp
      Nie szkodzi. Życzę powodzenia i szczęścia w egzaminach ^^
      Pozdrawiam~! :*
      #Kimie

      Usuń
  2. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, wszystko się udalo, Lilian bardzo uroczo się rumieni chyba to Patrice bardzo uwielbia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń