Dobry wieczór Wilczurki~! ^.^
Jeszcze nie zabrali mi internetu, więc mogę wstawić 90 post. xp
I to DM, na które zarzekałam się, że nie mam weny >p<
Ale jakoś tak wyszło, że napisałam.
To chyba dzięki cappuccino i ciasteczkom zbożowym *.* <3
I przyjaciółce, która rozlała kawę przez reklamę T-Mobile. >.<
Tak więc akcja nam przyspiesza. Coś czuję, że może będą jeszcze z 4-5 rozdziałów i koniec.
Ale starczy mojego biadolenia.
Głosujcie w nowej ankiecie---->
I nie zapomnijcie zostawić komentarza ;)
Miłego wieczoru i czytania~! :*
#Kimie~<3
.......2 tygodnie
później......
W
końcu nadszedł ten dzień. Jak dla mnie nastał o dziwo nieco za szybko. Prawie
jak przez mgłę pamiętam co robiłam. Chociaż i tak nic konkretnego się nie
działo. Jakieś cztery spotkania z narzeczonym- pod czujnym okiem Patrice.
Przygotowania do ślubu, które mało mnie obchodziły. No i najważniejsze rozmowa
z rodzicami. Nogi mi się trzęsły, gdy szłam do salonu aby z nimi porozmawiać.
Oczywiście, gdy spytałam się o wyjście to się zdziwili, a ojciec chciał od razu
się nie zgodzić. Lecz jak powiedziałam cel mojej „wyprawy” to od razu zmienił
zdanie i oboje się zgodzili. Do pokoju wręcz prawie biegłam, a będąc w nim
wręcz piszczałam ze szczęścia. Patrice nieźle się zdziwił, gdy rzuciłam mu się
na szyję. Oczywiście jak to on mówił jakieś insynuacje ale słysząc, że rodzice
się zgodzili również się ucieszył. Może tylko się uśmiechnął ale on uważa
siebie za Geniusza i nikt tego mniemania o sobie mu nie zmieni. Między mną o
Patrice miłość kwitnie. Z każdym kolejnym dniem nie mogłam się doczekać aż
przyjdzie, przytuli mnie, pocałuje i spędzi miło popołudnie. Z nim się nie
nudziłam, gdyż jego charakter jest bardzo osobliwy. Raz się śmieje wesoło, po
tym mówi czułe słówka, następnie grymasi, a na koniec pokazuje nieco swojej
złej strony np. mrużąc oczy, czy uśmiechając się krzywo. Nie zapominając
jeszcze o jego pożądaniu. Nie, nie zrobiliśmy jeszcze tego. I mimo, że
Patrice powiedział, że poczeka to i tak wykorzystuje okazje mojej słabości, a
wtedy ciężko go odepchnąć. Często po tym się śmieje, gdyż na niego prycham.
Mnie również nieco to bawi i szybko przechodzi mi buntowniczy humor. I tak
minęły dwa tygodnie. Już jutro opuszczę pewnie na zawsze swój dom. Zdecydowałam
się jednak i nie mogę się wycofać. Przedstawienie czas zacząć.
Rano
jak zwykle wstałam, ubrałam się i zjadłam śniadanie. Po tym miałam krótkie
lekcje, na których wcale się nie skupiałam. Następnie obiad i tuż po nim
wyjście. Pożegnałam się z rodzicami i udałam się z Nuną na targ. Kilka metrów
za nami szedł strażnik. Żeby nie wzbudzić podejrzeń, jak to powiedział Patrice,
oglądałam różne przedmioty i czasem wchodziłam do któregoś ze sklepów. Im dalej
szłam tym serce biło mi coraz szybciej.
-Jakoś
tak nie możesz się zdecydować.- Stwierdziła Nuna, która szła nieco za mną.
-Chcę
wybrać coś, co będzie idealnie pasować mojemu przyszłemu mężowi. Nie chcę
kupować byle czego.- Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. Ustałam przy jednym ze
straganów patrząc w bok. Nie widziałam strażnika, czyli Patrice już się nim
zajął. I chyba nie chcę wiedzieć jak. Odeszłam od stoiska i poszłam dalej. Po
kilku już metrach ludzi było coraz mniej.
-Tam
już chyba nic nie ma.- Powiedziała nieco niepewnie Nuna.
-Słyszałam,
że jest tam jakiś sklep. Chodź. Jeśli nie będzie to wrócimy z powrotem.-
Uśmiechnęłam się i ruszyłam przed siebie. Zauważyłam na jednym z budynków coś
czerwonego. Czyli to tu. Miejsce, o którym mówił Patrice. Przełknęłam gulę w
gardle.
-Tam
chyba są skróty. Chodź.- Powiedziałam do Nuny, która od razu zrównała za mną
krok, a nawet mnie wyprzedziła. Już po chwili znajdowałyśmy się ślepym zaułku.
-Tędy
nie.....- Zdążyła powiedzieć Nuna. Wręcz znikąd zjawił się Patrice stojąc tuż
za nią i przykładając jej szmatkę do ust. Udałam przerażoną- i tak nieco byłam-
niby nie wiedząc co robić. Nuna zamknęła oczy i wtedy Patrice położył ją na
ziemi, po czym szybko do mnie podszedł.
-Chodź.
Musimy się spieszyć.- Powiedział poważnym tonem i pociągnął mnie w głąb
uliczki. Przystanął przed ścianą, na którą się wspiął i szybko mnie podciągnął.
Poszliśmy po dachach. Patrice nagle zeskoczył i kazał mi to zrobić. Spadłam
wprost w jego ramiona. Może teraz myślałabym jakie to romantyczne ale nie było
czasu. Przeszliśmy kawałek i schowaliśmy się w jakieś uliczce.
-Ubierz
to. Szybko. Musimy wyjść z miasta.- Nie pytając o nic ubrałam ciemny płaszcz i
zarzuciłam kaptur na głowę. Biegliśmy chwilę skręcając to w lewo, to w prawo.
Nagle skręciliśmy i weszliśmy do stodoły. Na środku był koń gotowy do jazdy.
Patrice podszedł do niego spokojnie i pogłaskał po łbie. Również to zrobiłam
aby uspokoić konia. Patrice najpierw posadził mnie na siodle, po tym sam
wsiadając za mną. Złapał za lejce i powoli najpierw wyszedł ze stajni. Gdy
znaleźliśmy się już przed budynkiem pognaliśmy w stronę lasu. Nie wiem ile
dokładnie jechaliśmy. Patrzałam na konia nie zwracając uwagi na otoczenie.
Robiło się już ciemno, gdy dotarliśmy do jakieś małej chatki.
-Jesteśmy.-
Głos Patrice ocknął mnie z letargu. Przy jego pomocy zeszłam z konia i weszłam
niepewnie do chatki. Na początku był niewielki korytarz prowadzący do dość
dużego pomieszczenia. Tuż po lewej była niewielka kuchnia., stół z czterema
krzesłami. Dalej było dość duże łóżko, szafa i stoliczek. Po prawej znajdowały
się drzwi zapewne do łazienki.
-Nie
są to luksusy ale jest przynajmniej przytulnie.- Powiedział Patrice. Odwróciłam
się w jego stronę. Stał w przedpokoju oparty bokiem o ścianę.
-Jest
naprawdę ładne.- Powiedziałam z uśmiechem i westchnęłam.- Jakoś tak nie mogę
uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.- Pokręciłam aż głową, rozglądając się po
pomieszczeniu.
-Dzieje
się, dzieje i lepiej w to uwierz.- Powiedział po czym podszedł do mnie. Obrócił
mnie w swoją stronę kładąc dłonie na moich policzkach.- Jesteś tutaj ze mną.
Nareszcie sami. Bez żadnych kontroli. Tylko my.- Wyszeptał, po czym złożył
czuły pocałunek na moich ustach. Uśmiechnęłam się i przytaknęłam, przytulając
się do niego.
-Nareszcie
wolna.- Wyszeptał z uśmiechem.
-To
teraz....- Patrice odsunął mnie lekko od siebie.-.....ty możesz się odświeżyć i
przebrać w coś wygodniejszego. W szafie jest kilka sukienek specjalnie dla
ciebie.- Uśmiechnął się lekko.
-A
ty?- Spytałam.
-Ja
muszę iść na patrol. Będę za jakieś trzy godziny. Jak będziesz głodna to w
kuchni są owoce. Do zobaczenia.- Cmoknął mnie w czoło i wyszedł. Westchnęłam
głośno i podeszłam do szafy. Otworzyłam ja i znalazłam tak kilka zwiewnych
sukienek. Wzięłam jedną w kolorze ciemnoniebieskim i udałam się do łazienki.
Po
relaksującej kąpieli ubrałam się i zjadłam nieco owoców. Usiadłam na łóżku
przyglądając się wszystkiemu. Zastanawiałam się jeszcze co robią teraz moi
rodzice, co z Nuną i całą resztą. Odepchnęłam jednak te myśli aby się nie
zadręczać. Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi.
-Wróciłem.-
Do pokoju wszedł Patrice, a mi na twarzy od razu zagościł uśmiech. Wtem
zauważyłam, że ktoś z nim jest.
-Kto
to?- Spytałam patrząc na mężczyznę. Był wysoki, dobrze zbudowany i dość podobny
do Patrice.
-Lili
przedstawiam ci Josepha. Pomoże nam. Również jest krukiem i nie żyje już od
dawna tak jak ja, a na dodatek dobrze się znamy. Joseph to Liliane, o której ci
co nieco opowiadałem.- Mężczyzna ukłonił się nieco w moją stronę, na co ja
skinęłam tylko głową.
-Nie
będę wam dzisiaj przeszkadzał. Chciałem tylko cię poznać Liliane. Także życzę
wam miłej nocy.- Ukłonił się lekko, po czym wyszedł, a ja nadal siedziałam
nieco zaskoczona na łóżku.
-Wyglądacie
jak bracia.- Powiedziała, na co Patrice się zaśmiał.
-Przykro
mi ale nimi nie jesteśmy. Może jesteśmy nieco do siebie podobni ale nic nas nie
łączy poza byciem krukami.- Powiedział po czym przysiadł się obok mnie. Objął
mnie ręką w tali i pocałował w skroń.- Nie musicie się zaprzyjaźniać. Możecie
się nawet kłócić jeśli miało by ci to przynieść ulgę. Po prostu pomoże przy
zmianie i innych rzeczach. Może nie jest gadatliwy ale miło można z nim rozmawiać
na pospolite tematy.- Uśmiechnął się lekko, a ja przytaknęłam.- To ty poczekaj,
a ja pójdę wziąć orzeźwiającą kąpiel.- Wstał i przeciągnął się.- Ach. Szkoda,
że nie mogę spać tak jak zwykle.- Westchnął i ruszył w stronę łazienki.
-Czyli
jak?- Zapytała zdziwiona. Przystanął w drzwiach i spojrzał na mnie nieco
zadziornie.
-Nago.-
Powiedział i zniknął za drzwiami. Dopiero po jakieś minucie dotarło to do mnie
i poczułam jak policzki robią mi się ciepłe. Wyrzuciłam z głowy te myśli,
po czym przebrałam się w koszulę nocną i położyłam. Po jakieś godzinie Patrice
wyszedł. Miał na sobie tylko spodnie dzięki czemu mogłam przyjrzeć się jego
górnej części. Miał lekko umięśnione ramiona oraz brzuch i było mu nieco widać
żebra oraz kręgosłup. Nie był przesadnie chudy i dlatego było to takie idealne.
Poszedł do kuchni i napił się wody, po czym położył się obok mnie. Gdy tak
podchodził czułam jak robi mi się ciepło.
-Stało
się coś?!- Zapytał jakby nigdy nic patrząc się na mnie uważnie.
-Nie.
A miało się coś stać?- Zapytałam szybko próbując nie patrzeć przy tym na jego
klatkę piersiową.
-No
nie wiem ale masz ślicznie rumiane policzki.- Zarumieniłam się chyba jeszcze
bardziej na jego słowa, nie wiedząc co odpowiedzieć. Patrice patrząc mi w oczy
przysunął się bliżej. Dłoń położył na moim policzku, głaskając go kciukiem. Po
chwili pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. I następny. I
kolejny. I każdy następny stawał się coraz bardziej namiętny. Zarzuciłam dłonie
na jego kark, a on objął mnie w pasie, przyciągając bliżej siebie. Nasze usta
nie odrywały się wręcz od siebie, a gdy to zrobiły to musiałam nabrać
powietrza, gdyż czułam jakbym w ogóle go nie miała w płucach. Patrice nie
zaprzestał swoich czynów całując mnie po szyi, a dłońmi sunąc po moim brzuchu.
Mruczałam i pojękiwałam na jego poczynania.
-Patrice....nie
teraz....- Wysapałam ale nie miałam siły go odepchnąć. Patrice pocałunkami
skierował się od obojczyka do moich ust, całując je krótko.
-Wiem,
wiem.- Powiedział niższym głosem, na co odkaszlną i spojrzał na mnie z
uśmiechem.- Ale niedługo. Jeszcze przed zamianą. Dobrze?- Pokiwałam tylko głową
potwierdzająco.- To śpij. Dobranoc.- Pocałował mnie w skroń, po czym ułożył się
obok, przytulając mnie nadal do siebie. Wtuliłam się w jego tors i otumaniona zapachem
jabłek zasnęłam.
.......Tymczasem w domu
państwa de Marivaux......
Państwo Izolina i Herold siedzieli w salonie i czekali na
powrót swojej córki. Pan Herold czytał książkę popijając przy tym wino, a pani
Izolina szydełkowała co jakiś czas popijając herbatę. Nagle do salonu wszedł
ich służący.
-Przepraszam,
że przeszkadzam!- Wręcz krzyknął, patrząc się gorączkowo w każdą stronę.- Nuna
wróciła ale......- Zaciął się patrząc to na drzwi to na nich. Wtem do pokoju
wszedł lokaj trzymając na wpół przytomną Nunę. Pomógł jej usiąść na krzesło i
szybko dał wody. Państwo de Marivaux patrzeli na nich nie wiedząc o co chodzi.
-A
gdzie Lili?- Zapytała pani Izolina, nie widząc swojej córki.
-Nie.....Nie
wiem gdzie ona jest. Chyba....została porwana.- Wysapała służąc, która nadal
nie doszła do siebie. Rodzice Liliane patrzeli na nią nie wierząc w to, co
mówi.
-Jak
to? Porwana?!- Spytała pani Izolina łamliwym głosem.
-Szłyśmy
przez targ. Ona oglądała różne rzeczy ale nadal nic jej się nie podobało.
Byłyśmy już dość daleko i miałyśmy iść jeszcze do jednego sklepu lecz weszłyśmy
w ślepą uliczkę. Odwróciłam się w jej stronę chcą powiedzieć, że tędy nie
przejdziemy. I wtedy ktoś złapał mnie od tylu i przycisnął szmatkę czymś
nasączonym do ust. Szarpałam się ale to nic nie dawało. Napastnik był
silniejszy. Widziałam tylko jak Lili stała tam.....przerażona...nie wiedząc co
zrobić. To było ostatnie co wdziałam zanim zemdlałam. Gdy się ocknęłam jej już
nie było.- Powiedział i rozpłakała się. Pani Izolina również zaczęła płakać, a
pan Herold stał zszokowany.
-Matias.
Wezwij straż i niech idą szukać Liliane.- Rozkazał pan Herold do służącego. Ten
przytaknął tylko i wręcz wybiegł z pomieszczenia. Pan Herold zaś podszedł do
swojej żony i przytulił ją. Może był surowy ale nie miał serca z kamienia. W
duchu modlił się aby Lili nic się nie stało. Był późny wieczór, a ich córka się
nie odnalazła. Kazał szukać dalej, przeszukując nawet każde mieszkanie, pytać
się każdego czy aby jej nie widział. Pani Izolina odpoczywała w swoim pokoju, a
pan Herold siedział w swoim gabinecie czekając na wieści. Wtem ktoś zapukał,
drzwi się otworzyły po krótkim „Proszę” i w jego gabinecie stał Rorgon z synem
Elwanem.
-Witaj
Rorgonie. Witaj Elwanie.- Mężczyzna wstał z fotela i uścisnął mężczyzną dłonie.
-Witaj
Heroldzie. Słyszałem wieści. Jak to się stało?- Zapytał starszy mężczyzna i
usiadł na fotelu, a obok niego jego syn.
-Liliane
poszła wraz ze służką na targ. Chciała coś kupić. Zgodziłem się. Wieczorem
wpada do salonu jeden ze służących, a za nim idzie lokaj z wpół przytomną Nuną.
I ona powiedziała, że ktoś ją zaatakował i uśpił, a jak się ocknęła to Lili nie
było.- Mężczyzna westchnął i upił łyk wina.
-A
był z nimi jakiś strażnik?- Zapytał Rorgon.
-Był.
Znaleźli go martwego w jakimś zaułku.- Jego ludzie powiedzieli, że miał
poderżnięte gardło.
-Nikt
jej nie widział?! Nikt nic nie słyszał?!- Zapytał młody panicz.
-Żadnych
wieści. Widzieli ją na targu ale później już nie.- Mężczyzna aż pokręcił głową
w niedowierzaniu.
-Pomożemy
ją znaleźć! Prawda ojcze?!- Elwan spojrzał się na niego.
-Ależ
oczywiście. Już powiedziałem straży aby pomogli w poszukiwaniach. Jeśli nie
znajdzie się w mieście to zaczniemy szukać w lesie i pobliskich miasteczkach.
Trzeba działać szybko. Nie wiadomo jeszcze, czy ją porwali dla okupu, czy
czegoś innego.- Chociaż po co jak nie dla okupu??
-Dziękuje
serdecznie Rorgonie. Mam nadzieję, że szybko ją znajdą.- Mężczyzna uśmiechnął
się lekko z nadzieją.
-Aby
była cała i zdrowa. To jest teraz najważniejsze.- Mężczyźni zgodnie pokiwali głowami.
-A
ten kto ją porwał słono za to zapłaci.- Powiedział Elwan. Był wściekły, a
zarazem martwił się o Lili. Czuł coś do niej i chciał z nią spędzić całe życie,
a ten wypadek wręcz wszystko zaprzepaścił. Znajdzie ją. Znajdzie i poślubi, a
tego porywacza ukatrupi.
Następnego
dnia obudziłam się przed południem. Bardzo dobrze mi się spało i na dodatek nie
musiałam wcześnie wstawać. Zamrugałam oczami, po czym przeciągnęłam się.
Spojrzałam w bok lecz Patrice już w łóżku nie było. Rozejrzałam się po pokoju lecz
go nie było. Wtem usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i już po chwili Patrice
pojawił się w pokoju.
-Widzę,
że dobrze się spało Śpioszku.- Uśmiechnął się lekko odkładając przy tym worek
na stół.
-Mhm.-
Mruknęłam z uśmiechem. Patrice podszedł do mnie i pocałował mnie lekko w usta.-
Dzień dobry Lili.- Odwzajemniłam jego uśmiech i również go pocałowałam.
-Dzień
dobry Patrice.- Pociągnęłam go za rękaw aby usiadł obok mnie, po czym wtuliłam
się w jego bok.- Nie wiedziałam, że z ciebie ranny ptaszek.- Mruknęłam i
uśmiechnęłam się czując zapach jabłek.
-Wiesz
miło było się obudzić i widzieć taką piękną dziewoję wtuloną we mnie ale
musiałem jednak wstać i poszwędać się nieco.- Zarumieniłam się lekko na jego
słowa.- A teraz konie przytulania. Ubierz się, a ja zrobię ci coś do jedzenia.-
Pocałował mnie w czoło, po czym wstał i poszedł do kuchni biorąc po drodze
worek. Wstałam niechętnie, wzięłam z szafy sukienkę w kolorze ciemnej
pomarańczy i poszłam do łazienki. Wyszłam po jakiś 15 minutach. Na stole
zauważyłam talerz z jajecznicą i gorącą herbatę. Uśmiechnęłam się i usiadłam.
-Mam
nadzieję, że będzie smakować.- Usłyszałam jeszcze zanim wzięłam pierwszy kęs.
Posmakowałam.
-Dobre.-
Powiedziałam i wzięłam się za resztę. Patrice usiadł przede mną z jabłkiem.
Uśmiechnęłam się. Chyba codziennie je je, skoro nimi pachnie.
-Sobie
nie zrobiłeś?- Wskazałam na jajecznicę.
-Wiesz,
że nie musze jeść. I już uprzedzę twoje pytania- jem to jabłko, bo bardzo lubię
ten owoc.- Uśmiechnęłam się i zjadłam do końca. Odsunęłam od siebie pusty
talerz, oparłam się wygodnie i piłam powoli herbatę.
-Co
dalej?- Zapytałam po dłuższej chwili. Patrice wrzucił ogryzek do wiaderka i
spojrzał na mnie.
-Na
razie nic nie możemy zrobić. Musimy nieco poczekać. W tym czasie przygotujemy
cię do zmiany, a po tym zmienimy. I wtedy będziesz całkiem wolna.- Uśmiechnął
się kącikami ust, a ja odwzajemniłam ten uśmiech.
-Rozumiem.
A powiesz mi co.....
-Nie.
Zaczniesz się martwić, zrobisz się smutna i tak dalej. Nic ci nie powiem na
temat twoich rodziców. Temat zakazany.- On chyba czyta w myślach. Prychnęłam i
odwróciłam się do niego tyłem. Usłyszałam jego śmiech i to ten złośliwy. Po
chwili poczułam jego dłonie na moich ramionach.
-Nie
złość się. Chcę abyś milo spędziła ostatnie dni swojego życia. Chociaż brzmi to
trochę strasznie i smutno ale perspektywa, że po śmierci będziesz ze mną jest
chyba kusząca, co nie?!- Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Może się nie
uśmiechał ale widziałam, że mu na mnie zależy. Pociągnęłam go za koszulę i
pocałowałam szybko w ustach.
-Tak,
tak. Życie wieczne z Panem Upierdliwym.- Zaśmiałam się widząc jego minę.
-A
wolisz Pana Upierdliwego, czy Pana Namiętnego?- Uśmiechnął się zadziornie. Uch.
I tu mnie ma. Objął mnie w tali i przybliżył tak, że stykaliśmy się nosami.
-Wolę tych panów w jednej osobie.- Uśmiechnęłam się
lekko, po czym nasze usta złączyły się w słodkim pocałunku o smaku jabłek.

O bożee nie mogłam sie doczekać iii ... JEST JEST JEST XD takie słodkie kyaaaa >.< Patrice zabierz jej w końcu dziewictwo xdd szybko bo jest nie śmiała xd Cudowny rozdział na tobie nie da się zawieźć kochana :**
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział?
Przepraszam za moja małą atywność ale no cóz egzaminy i jeszcze raz egzaminy :v gomen
~Julia N.
Witam cię Julcia~! ^.^
UsuńSpokojnie, spokojnie. Patrice zabierze jej dziewictwo i to niedługo ;) Hehehe :D
Może w ten weekend. Muszę go najpierw napisać xp
Nie szkodzi. Życzę powodzenia i szczęścia w egzaminach ^^
Pozdrawiam~! :*
#Kimie
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, wszystko się udalo, Lilian bardzo uroczo się rumieni chyba to Patrice bardzo uwielbia...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia