czwartek, 26 listopada 2015

Baby Buu~!- Rozdział 2

Doberek Kochani~! ^.^
Jak pisałam tak jest kolejny rozdział Baby Buu~! :*
I sądząc po wyświetleniach to spodobało wam się nowe opowiadanie ^-^
Muszę wam się przyznać, że mam radochę z pisania tego. :D
Przypomnę jeszcze o ankiecie---->
 I życzę wam miłego czytania~!:3
#Kimie
 
Rozdział dedykuję Mine Izuki~! <3 
Bo tak kocha Kise~! :*
Kise pozdrawia cię cieplutko~! ^^



Po wytuleniu się na kanapie Aomine wypytał mnie o wszystko. Powiedziałem, że sam jeszcze wszystkiego nie wiem, bo dopiero co czytałem o pierwszych objawach. Następnie zastanawialiśmy się jak powiedzieć o tym znajomym. Przypomnieliśmy sobie, że niedługo mam pokaz i mieliśmy iść po nim do Kuroko i Kagamiego, gdzie będzie kilka osób z ich byłej drużyny. Postanowiliśmy wtedy powiadomić chociaż tą część, gdyż reszta szybko się zapewne od nich dowie. Byłem tak podekscytowany, że cieszyłem się jak głupi. Biorąc później prysznic głaskałem się po brzuchu z tą świadomością, że już żyje tam mały człowiek. Ubrany w krótkie spodenki i koszulkę leżałem na łóżku próbując się uspokoić. Po niedługim leżeniu Aomine również wyszedł z łazienki. Położył się kładąc głową na moim brzuchu i opatulając mnie w pasie.

-Pogadałbym z tobą Juniorze ale jesteś jeszcze za malutki aby mnie słyszeć. Więc rośnij tam silny jak twój zajebisty tatuś.- Powiedział Aomine, a ja się zaśmiałem. To było urocze jak mówił do dziecka, które jest pewnie wielkości paznokcia.

-Aominecchi~! Nie przeklinaj przy dziecku~.- Upomniałem go. Aomine nic nie powiedział tylko podwinął moją bluzkę składać leniwe pocałunki na moim brzuchu i powoli kierując się wyżej. Zarumieniłem się, po czym westchnął czując pocałunki na moich żebrach, które o dziwo miałem wrażliwe. Dotarł do mojej szyi zostawiając na niej małą malinkę, po czym pocałował mnie namiętnie.

-Aomine.....Ja nie wiem czy powinniśmy.....- Wymamrotałem, próbując uspokoić swoje rozszalałe serce.

-Przecież nic się nie stanie i się zabezpieczę. Nie martw się, będę delikatny.- Wyszeptał, po czym ponownie wpił się w moje usta. Objąłem jego szyje rękoma wplatając palce w granatowe włosy. Aomine oderwał się ode mnie na aby rozebrać mnie jak i siebie, więc po chwili leżeliśmy nadzy przytuleni do siebie, a nasze usta nie odstępowały od siebie. Po dłuższej chwili Daiki ponownie zaczął wyznaczać ścieżkę pocałunkami tym razem w dół. Najpierw pocałował oba policzki, nosek i czoło, przechodząc na ucho i szyję. Całował, lizał i podgryzał moją skórę, co sprawiało mi dużo przyjemności. Zjechał na obojczyk i zaraz niżej przysysając się do lewego sutka. Jęknąłem cicho głaszcząc i drapiąc go po plecach, ramionach oraz karku. Aomine possał jeszcze drugi sutek i zjechał niżej specjalnie omijając moje krocze, które domagało się uwagi. Zadrżałem jednak czując jego pocałunki i ugryzienia na wewnętrznej stronie moich ud. Następnie złapał mojego penisa i zaczął delikatnie poruszać ręką w górę i w dół. Wygiąłem się w lekki łuk jęcząc cicho z przyjemności lecz nie trwało długo jak moje jęki były coraz głośniejsze. Aomine wziął mojego penisa w usta wkładając do mojej dziurki pierwszy palec. Drżałem na całym ciele, a gdy trafił w ten czuły punkt, gdy dołożył drugi palec krzyknąłem. Aomine oderwał się od mojego przyrodzenia całując moją szyję i dokładając trzeci palec.

-Aomine....już możesz.- Wysapałem, po czym jęknąłem. Aomine wyciągnął palce, po czym nałożył prezerwatywę na swojego penisa tak jak obiecał i po nałożeniu nieco żelu włożył go powoli we mnie. Zacisnąłem dłonie na jego ramionach, odchylając głowę w tył z jękiem. Daiki oczywiście odczekał nieco aż się przyzwyczaję, po czym zaczął się powoli poruszać. Jęczałem i wzdychałem, gładząc przy tym ramiona i plecy Aominecchiego. Zrobiło mi się na chwilę ciemno przed oczami i jęknąłem głośno, gdy Daiki trafił w ten punkt.

-Daiki mocniej! Proszę!- Wyjęczałem wijąc się pod nim. Niespodziewanie Aomine złapał mnie w tali podnosząc do pozycji siedzącej. Oplotłem jego szyję ramionami, a on trzymając ręce na moich pośladkach poruszał się szybko i głęboko w moim wnętrzu, całując i podgryzając moją szyję. Długo nie wytrzymałem i po kilku pchnięciach idealnie w moją prostatę doszedłem z głośnym jękiem. Aomine poruszył się jeszcze kilka razy, po czym również doszedł. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie normując oddech. Po tym Aomine położył mnie delikatnie na łóżku, wychodząc ze mnie i zdejmując kondoma. Wytarł jeszcze nas obu od mojej spermy, po czym położył się obok, a ja od razu się w niego wtuliłem. Poczułem jeszcze, że zostaję przykryty i pocałunek w czoło zanim zasnąłem.



Rano czując przyjemny zapach otworzyłem oczy i przeciągnąłem się, po czym niechętnie wychodząc z ciepłego wyrka ruszyłem do kuchni. Ustałem w drzwiach przyglądając się Aomine, który w stroju policjanta robił naleśniki. Podszedłem do niego przytulając się do jego pleców.

-Nie wiedziałem, że policjanci potrafią robić takie śniadania.- Zaśmiałem się patrząc jak smaży się kolejny naleśnik.

-Policjanci dużo potrafią o czym nawet przekonał się pewien model wczorajszej nocy.- Aominecchi uśmiechnął się zadziornie, a ja zarumieniłem. Gdy chciałem coś powiedzieć Aomine pocałował mnie, więc zamilkłem.- Dzień dobry Ryouta.- Powiedział z uśmiechem, a ja spaliłem buraka. Jesteśmy już ze sobą 8 lat, a ja nadal rumienię się jak idiota na dźwięk swojego imienia z jego usta.

-Dobry.- Wymruczałem, po czym pocałowałem szybko Aomine w policzek i pognałem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się udając się na śniadanie, które właśnie wylądowało na stole. Usiadłem i z uśmiechem jadłem naleśniki. Musiałem przyznać, że wyszły mu bardzo dobrze. A ja nadal mimo to pamiętam jak pierwszy raz się za nie wziął. Skończyło się na tym, że przyszedł Kagami i nawrzeszczał na niego wyrzucając spalonego naleśnika wraz z patelnia do śmieci.

-Właśnie! Aominecchi podwieziesz mnie do lekarza?- Zapytałem przerywając jedzenie.

-Pewnie ale dlaczego musisz ponownie do niego iść?- Zapytał nieco zdziwiony.

-Chce mi zrobić odpowiednie badania i powie mi co nieco o ciąży.- Uśmiechnąłem się na myśl o dziecku. Aomine pokiwał tylko głową kończąc swoje śniadanie.



Po wizycie u lekarza, który zapewnił, że z dzieckiem jest wszystko dobrze i doradził nieco udałem się na sesję zdjęciową. Tak więc do 16 przebierałem się i pozowałem, próbując się cały czas nie uśmiechać. Po sesji mój menadżer pan Hatoyama miał mnie zawieść do domu, więc czekał w garderobie pisząc coś na telefonie.

-Dobra robota Kise.- Powiedział z lekkim uśmiechem zerkając na mnie na chwilę.

-Dziękuję. Eto....Panie Hatoyama muszę panie o czymś powiedzieć.- Zacząłem nieco nieśmiało. W końcu jak mi brzuch urośnie to nie będę mógł uczestniczyć w sesjach zdjęciowych, a tym bardziej pokazach mody.

-Tak Kise? Stało się coś?- Zapytał nie odrywając wzroku od telefonu.

-Bo ja niedługo nie będę mógł brać udziału w sesjach zdjęciowych.- Powiedziałem przebierając się przy tym powoli.

-A to dlaczego?- Zapytał patrząc nadal w ekran telefonu.

-Bo jestem w ciąży.- Powiedziałem, a telefon spadł na podłogę. Pan Hatoyama stojąc jak sparaliżowany obrócił powoli głowę w moją stronę, patrząc się zszokowany na mnie.

-Co?- Wydukał mrugając.

-No.....Jestem w ciąży i jak urośnie mi brzuch to już nie będę mógł pozować.- Powiedziałem trochę niepewnie i ponownie nastała między nami cisza.

-JAK MOGŁEŚ DO TEGO DOPUŚCIĆ?!!!!- Wydarł się po chwili i w dwóch susach znalazł się tuż przede mną.- NIE MOGLIŚCIE SIĘ ZABEZPIECZAĆ?!!!! PRZECIEŻ NIE MOŻESZ PRZERWAĆ KARIERY NA TAK DŁUGO!!!- Wydzierał się, a ja skuliłem się na krześle.

-Przepraszam!! Sam się tego nie spodziewałem!! Przepraszam!!- Wykrzyczałem i skuliłem się na krześle. Po chwili usłyszałem westchnienie, więc  odważyłem się spojrzeć na nieco starszego ode mnie pana Hatoyamę.

-Przepraszam. Poniosło mnie. To jest pewne?- Zapytał już spokojniej poprawiając swoje okulary.

-Tak. To już drugi tydzień.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się. Pan Hatoyama chwilę mi się przyglądał, po tym z uśmiechem pogłaskał mnie po głowie.

-Gratuluję.- Na jego słowa zrobiło mi się ciepło na sercu i uśmiechnąłem się szerzej.- Ale jednak nie możesz zaniedbywać pracy modela. Zastanowię się co mógłbyś robić w zamian za sesje zdjęciowe i się wtedy odezwę. A teraz chodź. Miałem cię przecież odwieść do domu.- Odetchnąłem z ulgą i po ubraniu bluzy wyszliśmy.



W weekend po moim pokazie, którego Aomine nie musiał pilnować i dostał gratulację od mojego menadżera pojechaliśmy do Kagamiego i Kuroko. Kagami był w dobrym humorze, gdyż przywitał nas z szerokim uśmiechem, a Kuroko od razu zapytał mnie czy już dobrze się czuję. Odpowiedziałem, że tak nie zdradzając jeszcze taj wiadomości. Oprócz nas byli jeszcze Kiyoshi, Hyuga, Izuki, Mitobe, Koganei, Kawahara, Riko i Satsuki. Przywitaliśmy się, przy czym Momoi wtuliła się w Aomine tak, że nie chciała go puścić. Aomine zaśmiał się na jej zachowanie i dał się jeszcze chwilę tak ściskać. Potem usadowiliśmy się na kanapie, bo i tak większość wolała siedzieć na podłodze. Obok mnie usiadła Momoi i Kuroko, a na fotelu obok usiadła Riko. Przez dłuższy czas rozmawialiśmy o koszykówce, pracy i pospolitych sprawach jedząc przy ty przekąski przygotowane przez Kagamiego i pijąc sok. Nikt nie pił, gdyż większość była samochodami. W pewnym momencie spojrzałem znacząco na Aomine, a on się lekko uśmiechną.

-Oi słuchajcie mnie wszyscy! Mam wam coś do powiedzenia.- Powiedział z lekkim uśmiechem, na co wszyscy od razu ucichli i czekali co też Aomine ma im do powiedzenia. Mając przy tym nadzieje, że nie będzie to głupie i bezsensowne.

-O co chodzi Aomine-kun?- Zapytał Kuroko patrząc na nas z zaciekawieniem. Aomine zaśmiał się krótko pod nosem, po czym złapał mnie za rękę.

-Zostanę ojcem. Kise jest w ciąży.- Powiedział, a przez chwilę zapadła cisza.

-HEEE~~??!!!- Wykrzyknęła większość oprócz Kuroko i Momoi, która rzuciła się na Aomine z gratulacjami.

-Gratuluję.- Powiedział Kuroko z uśmiechem i poklepał mnie lekko po plecach.

-A-A-Ale j-jak to?!- Wyjąkał Kagami, który siedział najbliżej nas.

-No normalnie. Nie wiesz Kagami, że facet też może zajść w ciąże?- Zapytał Aomine wychylając się zza różowych włosów Satsuki. Kagami zamilkł i zarumienił się nieco.
-Nic nam nie pozostaje jak pogratulować.- Stwierdził wesoło Kiyoshi i podniósł swoją szklankę w górę na znak toastu. Reszta poszła w jego ślady, no może oprócz Aomine i Momoi, która dalej go ściskała łkając cicho i mamrocząc coś w jego koszulkę. Oczywiście później na mnie się rzuciła i wypytywała o dziecko. Długo po tym nie siedzieliśmy, gdyż planowaliśmy pojechać do mojej mamy powiedzieć jej tą nowinę. Tak więc pożegnaliśmy się i umówiliśmy, że urządzimy później jakąś małą imprezę z tej okazji. Szczęśliwi, a zarazem zmęczeni wróciliśmy do domu i szybko zasnęliśmy wtulenie w siebie. 


wtorek, 24 listopada 2015

Danse Macabre- rozdział 12

Dobry wieczór~! ^.^
Przybywam z kolejnym rozdziałem DM :)
Może nie jest on długi ale taki idealny przed snem. *.*
Ogółem to będą jeszcze 3 rozdziały DM i koniec >.<
Możliwe, że jeszcze w tym tygodniu pojawi się kolejny.
Co do Baby Buu~! to rozdział 2 również prawdopodobnie pojawi się jeszcze w tym tygodniu.
Nie przedłużając zapraszam do czytania~! ^^
Miłego wieczoru Wilczurki :*
#Kimie

Nie wiem, gdzie byłam. Było ciemno i pusto, a cisza doprowadzała do szaleństwa. Nie widziałam nic, nawet własnej ręki. Nawet nic nie czułam. Stawiałam kroki ale czy robiłam to naprawdę?? Oddychałam ale czułam się pusta w środku?? Rozglądałam się ale nie widziałam nic oprócz ogarniającej mnie ciemności. Krzyczałam ale nie słyszałam swojego głosu. Nie czułam, nie słyszałam, nie widziałam. Czy ja dalej istnieję?? Nie wiem ile czasu minęło. Czy minuta, godzina, a może już nawet miesiąc. Nie wiem. Nie liczyłam. Po jakimś czasie poczułam ciepło. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Później czułam jakby coś mnie ciągnęło w dół. Na początku opierałam się lecz czując ponownie to ciepło dałam się wciągnąć. Zemdlałam albo zasnęłam. Już nie pamiętam ale czując miłe ciepło spróbowałam otworzyć zamknięte oczy. Powieki miałam bardzo ciężkie, a gdy lekko je uchyliłam zamknęłam je szybko przez blask słońca. Powoli mrugając oczami i zaciskając je czasem otworzyłam oczy. Czułam się dziwnie. Rozejrzałam się nieco i przypomniałam sobie, gdzie jestem. Próbowałam wstać lecz czułam jakby ktoś zabrał mi wszystkie siły i energię. Spróbowałam jeszcze raz podnoszą się nieco.

-Nie wstawaj.- Usłyszałam nagle, więc z powrotem opadłam na poduszki i zamknęłam oczy. Poczułam jak ktoś poprawia mi poduszki i unosi lekko do pozycji pół leżącej. Otworzyłam powoli oczy i pierwszym co zobaczyłam były czarne tęczówki. Gdy zobaczyłam kto siedzi obok mnie i patrzy na mnie z lekkim uśmiechem również się uśmiechnęłam.

-Patrice....- Wyszeptałam czując suchość w gardle. Patrice od razu podsunął mi kubek z wodą i powoli ją podawał. Poczułam ulgę i westchnęłam błogo.- A teraz buzi.- Usłyszałam śmiech i już po chwili poczułam lekki pocałunek na ustach.

-Jak się czujesz?- Zapytał Patrice głaszcząc mnie po policzku.

-Jak głaz. Ale tak w sumie to dobrze.- Uśmiechnęłam się lekko patrząc na niego.

-Lili już jest po wszystkim.- Usłyszałam i zmarszczyłam brwi. O co mu.......Rozszerzyłam oczy w szoku i spojrzałam na niego zaskoczona. Czyli, że ja już jestem....

-Ale kiedy?- Zapytałam nie mogąc sobie przypomnieć tego momentu.

-Nie pamiętasz? Tuż po naszej namiętnej nocy.- Uśmiechnął się, a ja na swoich policzkach poczułam mile ciepło. I wtem przypomniałam sobie ten ból w klatce piersiowej.

-Co zrobiłeś?- Zapytałam nieco śpiącym głosem.

-Pamiętasz jak ci mówiłem, że krukiem staje się po śmierci? I właśnie wtedy poczułem ten moment i zabiłem cię. Przykro mi ale musiałem to zrobić.- Spojrzałam w dół i ujrzałam bandaż na swojej klatce piersiowej. Westchnęłam i przymknęłam oczy.

-Ile spałam?- Zapytałam z zamkniętymi oczami.

-Niecały miesiąc.- Aż otworzyłam oczy w szoku. Miesiąc?!- Prześpij się jeszcze. Jak codziennie będziesz się nieco ruszać to szybko wrócisz do normalności.- Powiedział i ucałował mnie w czoło. Przytaknęłam tylko i zamknęłam oczy szybko oddając się w objęcia Morfeusza.





Usiadłem na łóżku wzdychając. W końcu się obudziła. Trzeba będzie iść do Josepha poprosić o jakieś zlecenie, które mnie odświeży. Na szczęście wszystko się udało.



Leżała oddychając ciężko. Wyglądała tak pięknie. I wtedy poczułem to. Jej chęć zemsty, która rozkwitła. Nie spodziewałem się, że nastąpi to właśnie teraz. Wziąłem szybko sztylet i wbiłem jej prosto w serce. Otworzyła szeroko oczy i wydała z siebie jęk bólu. Z każda sekundą umierała. Oczy stały się matowe i zamknęły się po chwili. Oddech stał się płytszy, a po chwili już go nie było. Poczułem chłód i coś ciemnego mignęło mi przed oczami. Przez chwilę widziałem jak wszystkie jej żyły robią się czarne. Siedziałem tak i wyczekiwałem. Jej ciało chwilę się trzęsło, by następnie znieruchomieć. Przez chwilę myślałem, że nie wyszło. Że umarła na zawsze. Jednak po chwili ujrzałem znak. Znak wypalający się na jej lewym przedramieniu. Znak kruka. Odetchnąłem z ulgą i wstałem przykrywając ją kołdrą. Teraz wystarczy poczekać. Usiadłem na krześle odchylając głowę do tyłu. Wtem poczułem jak ktoś kładzie na mnie płaszcz. Otworzyłem oczy i spojrzałem w bok. Joseph siedział na drugim krześle z lekkim uśmiechem.

-Udało ci się.- Powiedział, a ja przytaknąłem.

-Jak myślisz długo będzie spać?- Zapytałem zakładając płaszcz lecz specjalnie się jakoś nie zakrywając.

-Nie wiem. To już zależy od niej. Muszę przyznać, że ty najszybciej się obudziłeś ze wszystkich kruków.- Stwierdził Joseph idąc do kuchni i wyciągając wino oraz dwa kieliszki.

-Serio? Tak w ogóle ile spałem?- Zapytałem nie mogąc sobie jakoś przypomnieć tego.

-Dwa dni. Zaskoczyłeś mnie tym. Chociaż twoja reakcja bardzo mnie rozśmieszyła.- Uśmiechnął się nieco szerzej siadając ponownie, nalewając wina.

-„Dlaczego zamiast anielskiego chóru i białych miękkich obłoczków widzę siano i konia?”- Zacytowałem śmiejąc się ze swoich słów.

-Dokładnie. Jak tak teraz myślę to ty wiedziałeś, że umarłeś ale nie widząc nieba postanowiłeś zadać to pytanie. Od początku byłeś bardzo ciekawy. Nikt przy pierwszym spotkaniu ze mną tak się nie zachowywał.- Zaśmiałem się przypominając sobie tą sytuację. Leżałem na łóżku, tuż obok siedział sekretarz, a przed łóżkiem stała Śmierć. Gdy powiedziano mi, że umarłem lecz zostałem sługą Śmierci i będę zbierał dla niej duszę, powiedziałem „No dobra. Ale teraz dajcie mi spać, bo miałem fajny sen o mięsożernych zielonych koniach.”. Przekręciłem się na bok przykrywając się kołdrą po sam czubek głowy. Poczułem zimny dreszcz na plecach lecz nie przejąłem się tym i zasnąłem.

-Możliwe, że wtedy nie czułem zagrożenia. I nie jestem jak inni, którzy zapewne trzęśli portkami ze strachu i zasnęli dopiero, gdy zniknąłeś.- Zaśmiałem się, po czym upiłem wina.

-Wręcz całkiem się od nich różnisz. Szybko wstałeś, pyskowałeś Śmieci i w mgnieniu oka załapałeś o co chodzi. Nie zadawałeś nie potrzebnych pytań tylko dokładnie wykonywałeś swoją robotę.- Stwierdził Joseph również popijając wino.

-A późnej ujrzałem cię w ludzkiej formie i od tego momentu przyczepiłem się ciebie, a ty nadal mnie znosisz.- Zakończyłem z uśmiechem, a Joseph pokręcił niedowierzająco głową.

-Nadal nie wiem, dlaczego cię wtedy nie zabiłem.- Pokręcił z niedowierzaniem głową, a ja zaśmiałem się głośno.

-Uległeś mojemu urokowi osobistemu. Nie potrafiłeś zabić osoby o ciele Boga.- Powiedziałem rozkładając się na krześle.

-Patrice twoja pewność siebie przyćmiewa inne twoje zalety.- Widziałem w jego oczach rozbawienie.

-Przyćmiewa zalety, bo nie mam żadnych wad.- Puściłem mu oczko wstając i przeciągając się.- Pora się umyć i przespać się. Oczywiście mogę dzisiaj nie iść do pracy, co nie?!- Uśmiechnąłem się zadziornie wypijając potem resztę wina.

-No nie wiem. Może powinienem zacząć coś od ciebie brać.- Powiedział zadziornie również dopijając swoje wino. Uśmiechnąłem się podchodząc do niego i siadając w rozkroku na jego kolanach. Miałem na sobie tylko płaszcz, który zakrywał tylko moje ręce i plecy, a cały przód pozostawał odkryty.

-Jedyne co mógłbym ci zaproponować to swoje ciało, gdyż oprócz niego wszystko masz.- Wyszeptałem patrząc mu prosto w oczy. Joseph wyciągnął dłoń i opuszkami palców przejechał po mojej szyi, obojczykach, mostku zahaczając przy tym mojego sutka, po żebrach, boku i biodrze. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz na co westchnąłem i przymknąłem oczy. Jego dłoń powędrowała w górę, na co ponownie westchnąłem. Przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze, przez co mimowolnie otworzyłem nieco swoje usta. Nie wiem nawet kiedy nasze twarze były tak blisko siebie. Tylko kilka centymetrów dzieliło nas od pocałunku.

-Dobrej nocy Patrice.- Usłyszałem te cicho wypowiadane słowa i zanim się spostrzegłem Josepha już nie było, a ja siedziałem w rozkroku na krześle. Westchnąłem wstając, zrzucając z siebie płaszcz i idąc do łazienki. Pierwszym co zrobiłem było oblanie się zimną wodą. Zadrżałem ale poczułem ulgę. Wyszedłem jeszcze z łazienki aby zrobić opatrunek Lili, zmieniłem pościel na świeżą i przykryłem ja dokładnie. Po tym wykapałem się i ułożywszy obok niej zasnąłem.



Westchnąłem z uśmiechem i spojrzałem na łóżko. Lili spała sobie smacznie z lekkim uśmiechem. Wstałem, po czym wyciągnąłem z szafy swój płaszcz.

-Obudziła się?- Usłyszałem.

-Tak. Ale niech jeszcze śpi. Więc poczytaj sobie, a ja idę do pracy.- Zamknąłem szafę i odwróciłem się w stronę Josepha, który jak zwykle siedział wygodnie na krześle.

-Dobrze, dobrze. I tak szybko nie wrócisz, więc zapewne zdąży się już obudzić.- Powiedział, a ja zmarszczyłem brwi.

-Jak to szybko nie wrócę?- Przecież nie mam dużo roboty.

-Bo po podstawowej robocie masz zadanie specjalne polegające na zabiciu średniej klasy rodzinę. Mężczyzna, kobieta i trójka dzieci. Możesz robić co chcesz.- Powiedział jak o pogodzie, po czym sięgnął po jedną z książek leżących na stoliku.

-Joseph?!

-Tak?

-Czy ty czytasz mi w myślach?- Zapytałem, a on uśmiechnął się tylko i zabrał się za czytanie. Zabrałem więc potrzebne rzecz i wyszedłem.





Obudziłam się, gdy za oknem było już całkiem ciemno. Rozejrzałam się po izbie i zobaczyłam, że ktoś siedzi na krześle. Na początku pomyślałam, że to Patrice jednak widząc sygnet na palcu wiedziałam, że to Joseph. Spojrzał się na mnie i widząc, że nie śpię odłożył książkę , wstał i przysiadł na łóżku.

-Witam. Jak się czujesz?- Zapytał jak zawsze spokojnie.

-Dobrze. Już nie jest mi tak ciężko. Gdzie jest Patrice?- Zapytałam poprawiając się nieco.

-W pracy. Niedługo powinien wrócić. Spróbuj się nieco poruszać, a ja w tym czasie zrobię ci herbatę.- Uśmiechnął się lekko, po czym, wstał i udał się do kuchni. Ja tylko przytaknęłam i powoli zaczęłam próbować podnosić ręce i nogi oraz resztę ciała. Syknęłam, gdy podniosłam się na łokciach i opadłam na poduszki. Rana się jeszcze nie zgoiła i zaczęła nieco piec. Właśnie wtedy Joseph podszedł do mnie z herbatą odkładając ją na stolik i przypatrując się opatrunkowi.

-Trzeba przemyć ranę.- Powiedział, po czym podszedł do komody i wyciągnął z niej bandaż, gazę oraz jakąś maść. Położył to wszystko na łóżku i cofnął się do kuchni po ciepłą wodę i ręcznik. Zmieszałam się trochę, gdyż Joseph to jednak mężczyzna. On widząc moją niepewność uśmiechnął się lekko.

-Chcę tylko założyć ci świeży opatrunek. Nie musisz się mnie bać.- Powiedział spokojnie. Westchnęłam i przytaknęłam oddając się w jego ręce. Joseph powoli ściągnął bandaże i lekko zakrwawioną gazę. Zauważyłam niewielkie nacięcie, które było czerwono- czarne, a naokoło zrobił się jakby żółty siniak. Skrzywiłam się na ten widok, więc odwróciłam wzrok. Rana została oczyszczona, posmarowała śmierdzącą maścią i ponownie zabandażowana. Po tym Joseph pomógł mi usiąść prosto abym napiła się herbaty. Jakoś tak poczułam się o wiele lepiej. Akurat wypiłam herbatę rozmawiając przy tym z Josephem o całej tej przemianie, gdy wrócił Patrice. Patrzałam na niego nieco zszokowana. Wręcz cały był od krwi, a jego spojrzenie mroziło krew w żyłach. Jego spojrzenie złagodniało, gdy zauważył, że nie śpię.

-Jak było?- Zapytał Joseph wstając.

-Dobrze. Prezent masz na zewnątrz.- Powiedział Patrice wskazując drzwi.- A teraz wybaczcie ale idę się umyć.- Powiedział i zniknął za drzwiami. Joseph skinął tylko głową w moją stronę, po czym wyszedł. Była to nieco dziwna sytuacja ale nie rozmyślałam długo nad nią. Po niecałej godzinie Patrice wyszedł z łazienki jak zwykle w samych spodniach, a z jego włosów spływały kropelki wody. Wycierał je nieco leniwie ręcznikiem podchodząc do mnie i siadając tuż przede mną.

-Jak się czujesz?- Zapytał łapiąc moją dłoń.

-O wiele lepiej. Poruszałam się nieco, a Joseph zmienił mi opatrunek.- Powiedziałam z lekkim uśmiechem. Patrice przytaknął i przysunął się bliżej całując mnie łapczywie. Zaskoczył mnie tym nieco ale nie protestowałam i oddawałam pocałunki.

-Stęskniłem się za tobą.- Powiedział patrząc w moje oczy. Jak zawsze w takich momentach zarumieniłam się i uśmiechnęłam.

-Ja za tobą również. Ale teraz nic nas nie rozłączy.- Położyłam dłoń na jego policzku, gładząc go kciukiem.

-A pamiętasz co robiliśmy zanim zasnęłaś?- Zapytał ponętnym głosem. Teraz to już zapewne byłam cała czerwona na twarzy. Przytaknęłam odwracając od niego wzrok. Wtem poczułam pocałunki na szyi i ramieniu na co westchnęłam. Nie trwało to jednak długo.- Później to powtórzymy. Jak już będziesz na siłach. A wtedy ja w namiętny sposób ci je zabiorę.- Wyszeptał mi do ucha, na co zadrżałam i zapragnęłam go już teraz. Pamiętałam każdy moment z tamtej nocy, przez co robiło mi się gorąco na samą myśl. Patrice odsunął się ode mnie kładąc się obok i kładąc mnie tak, że głowę miałam na jego ramieniu, a on obejmował mnie ręką w pasie. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go krótko, po czym zasnęłam. 

Nie zapomnijcie skomentować~! :3

niedziela, 22 listopada 2015

Baby Buu~!- Rozdział 1

Doberek~! ^.^ 
Przychodzę do was z czymś nowym~! :D 
Jak raz wspominałam rozmyślałam o krótkim opowiadaniu- jakieś 4-5 rozdziałów- i tak oto jest~! ^^
Pomyślałam, napisałam i wstawiam.:3
Główny paring to Aomine x Kise :*
Pobocznych dowiecie się z czytania. ;)
AoKi, czyli już wiadomo, że yaoi. <3
Kto lubi niech czyta, a kto nie niech poczyta co innego. xp
Także miłego czytania~! *.*
#Kimie

 
Mimo jesiennej pory było słonecznie i ciepło. Aż nachodziła na spacer, lody i pogranie w koszykówkę. Albo ponieść się błogiemu lenistwu leżąc w hamaku w ogrodzie z chłodną lemoniadą. Taaa....Bardzo bym chciał to robić ale kupa raportów, które tylko zajmują miejsce i się kurzą same się nie wypełnią. Uch..... Odłożyłem dziesiąty już raport i wziąłem się za pisanie kolejnego. Na szczęcie (lub nie) zostało mi do napisanie sześć takich raportów i będę mógł pognać do domu. Wrócić do domu, zjeść coś dobrego i rozleniwić się z Kise na kanapie. Tak, z Kise. Na dodatek moim chłopakiem. Jak to się stało, że jesteśmy razem?! To wydarzyło się po Winter Cub. Po meczu widząc go zapłakanego jakoś tak serducho mi zmiękło i zanim dobrze pomyślałem przytuliłem go. Na początku był zaskoczony- tak jak reszta jego drużyny- lecz po krótkiej chwili wtulił się we mnie niczym małpka, mocząc mój rękaw. Głaskałem go po plecach mówiąc, że dał z siebie wszystko. Po dłuższej chwili uspokoił się odklejając się ode mnie i mrucząc ciche „Dziękuje”. Poszliśmy po tym do kawiarni. Nie rozmawialiśmy o tym meczu i wygranej Tetsu. Rozmawialiśmy o czasach gimnazjalnych, śmiejąc się co jakiś czas na wspomnienie jakiegoś głupiego zdarzenia. Gdy szliśmy później przez park Kise spojrzał na mnie tymi swoimi bursztynowymi oczami i powiedział „Dziękuje Aominecchi, że wciągnąłeś mnie w koszykówkę.” Na chwilę mnie zmroziło lecz po chwili uśmiechnąłem się czochrając jego włosy mówiąc „Kise......Ty na pewno nie farbujesz swoich włosów?”. Spojrzał na mnie zdziwiony, po czym ofukał mnie i zapewnił, że jego włosy są naturalne. Obaj mimo wszystko się zaśmialiśmy. I wtedy stało się coś niespodziewanego.....



-Dlaczego zadałeś to pytanie Aominecchi?- Zapytał z rozbawieniem.

-Bo jakoś zawsze zastanawiałem się nad tym faktem ale jakoś nigdy nie było okazji aby cię o to spytać. Twoje włosy mienią się różnymi odcieniami tak jak farbowane, więc.....- Podrapałem się po karku z lekkim uśmieszkiem.

-Rozumiem, rozumiem. Ja byłem w tobie zakochany i też jakoś nie mogłem się odważyć aby ci to powiedzieć.- Powiedział, po czym zamarł i ja również. Kise wbił wzrok w swoje buty, a ja w niego. Pchnięty jakimś dziwnym impulsem podszedłem do niego i uniosłem jego głowę tak aby spojrzał mi w oczy. Jego tęczówki iskrzyły się, a na policzkach widniał rumieniec zapewne od zimna. Albo zażenowania. Pochyliłem się i pocałowałem go. Zrobiłem to delikatnie lecz stanowczo. Staliśmy tak stykając się nosami lecz nie trwało to długo. Kise zmniejszył dzielącą nas odległość i również mnie pocałował. Chciał się odsunąć lecz nie pozwoliłem mu na to obejmując go w pasie całując go zachłannie. Kise pisnął z zaskoczenia oddając jednocześnie pocałunki, zaciskając palce na moich ramionach. Gdy się od siebie oderwaliśmy nie wiedzieliśmy co robić.

-Jutro mam wolne popołudnie.- Powiedział patrząc na mnie z nadzieją.

-O 14 przed kinem?- Zapytałem z uśmiechem. Kise od razu się rozpromienił i przytaknął żwawo.



No i tak było kino, był obiad, było wspólne granie na konsoli i pocałunki. I chyba 5 dni po tej randce zapytałem go o chodzenie. Chyba nigdy nie wdziałem Kise tak szczęśliwego. I tym oto sposobem jesteśmy już ze sobą osiem lat. Skończyliśmy liceum, Kise dalej jest modelem, a ja zostałem policjantem. I mieszkamy ze sobą już 5 lat ale dopiero dwa w domku. Ojciec Kise zmarł i jego matka postanowiła wprowadzić się do swojej siostry. Matka Kise nie chciała sprzedawać domu, więc dała go Ryoucie. Dom był zadbany i niewiele w nim zmieniliśmy. I to tyle z tej historii. Chociaż pewnie jesteście ciekawi kiedy był nasz pierwszy raz. Nastąpił on dość szybko. Kise był wtedy po sesji, więc jako zajebisty chłopak zacząłem masować mu ramiona. Siedział na krześle i mruczał niczym kot. I w jednym momencie zacząłem składać pocałunki na jego szyi i ramionach, w kolejnym leżeliśmy nadzy w łóżku całując się namiętnie, a w ostatnim leżeliśmy spoceni i próbowaliśmy unormować oddech po przeżytym orgazmie. Dobra. Lepiej nie myśl o tym Daiki, bo się podniecisz, a zwalanie sobie ręką w kibelku odpada. Odłożyłem ostatni raport na kupkę i przeciągnąłem się. Wstałem, ubrałem kurtkę i wyszedłem, wsiadając do samochodu. Wstąpiłem jeszcze do sklepu i po chwili byłem na miejscu.

-Wróciłem!- Krzyknąłem lecz odpowiedziała mi cisza. Nie ma go? Zajrzałem do salonu- pusto, kuchnia- również pusto, sypialnia- bingo. Kise leżał na boku tyłem do mnie w pozycji embrionalnej. Zmarszczyłem brwi. Coś tu nie gra.

-Oj Kise!- Gdy tylko się odezwałem Kise przekręcił się szybko na plecy z zaskoczeniem wypisanym na twarzy.

-O! Aominecchi już wróciłeś?!- Powiedział, po czym się skrzywił.

-Co jest?- Usiadłem na łóżku przeczesując jego blond kosmyki.

-Źle się czuje. Boli mnie brzuch, głowa, a na widok jedzenia mnie mdli. Przepraszam ale nic nie zrobiłem.- Wykrzywił usta w bólu i przymknął oczy.

-Nie szkodzi. Ale może zjesz coś jednak. Bo ja wiem....Może owsiankę?!- Byłem zielony w takich sprawach. Gdy jestem chory to po prostu biorę leki, piję ciepłą herbatę i wcinam serki.

-No może być. Dziękuje Aominecchi.- Uśmiechnął się lekko zerkając na mnie.

-Ależ nie ma za co. To ty tu leż i odpoczywaj.- Pocałowałem go jeszcze w policzek i poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem telefon i wybrałem odpowiedni numer.

-Słucham.- Usłyszałem po trzech sygnałach.

-Yo Kagami. Słuchaj, mam sprawę.

-Aomine? Czego chcesz?!- O dziwo nie warknął. Hmmm....Ciekawe.

-Przyszedłbyś do mnie zrobić owsiankę?

-Po co ci owsianka? I niby dlaczego ja mam ją robić?

-Ty masz ją robić, bo ja nie umiem. Specjalizuję się w prostych rzeczach. A potrzebna dla Kise. Źle się czuje.

-Ech.....No dobra. Będę za chwilę.- I się rozłączył. Wiedziałem, że się zgodzi. Gdyby się nie zgodził zostałby zbesztany przez Tetsu. Ach, co ta miłość robi z człowiekiem....



Po 10 minutach pan strażak Kagami był już u mnie od razu zabierając się do pracy. Dopytał przy tym co dolega blondynce- nie, ja nie obrażam swojego chłopaka. To jego wina, że piszczy jak dziewczyna, gdy go pieszczę. Dobra. Zatrzymam swoje zbereźne myśli. Kagami po zrobieniu owsianki dał dla Kise serki- które niby są od Tetsu, pożegnał się i wyszedł. Ja tymczasem wziąłem miskę z owsianka i sok i zaniosłem je blondynowi. Usiadł i o dziwo zjadł wszystko. Po tym ja sam się posiliłem i położyłem się obok Kise.

-Jeśli nie przestanie boleć to idź jutro do lekarza.- Powiedziałem głaszcząc go po plecach.

-Dobrze. Ale jeśli pozwolisz to się zdrzemnę, bo czuję się nieco lepiej.- Nic nie powiedziałem tylko przykryłem go kocem i sam udałem się do krainy Morfeusza.



Kise obudził się po jakiś dwóch godzinach i popędził do łazienki zwracając owsiankę. Nie chciał jeść, więc popijał tyko sok. Cały czas wręcz leżał, a spał najwyżej jeszcze półtorej godziny. Rano zadzwonił do lekarza i umówił się na wizytę. Miał ją o 13, więc nie mogłem go podwieść ale powiedział, że sobie poradzi. Westchnąłem i powiedziałem, że będę koło czwartej w domu, po czym udałem się do pracy.





Dzisiaj czułem się o wiele lepiej i nie mdliło już mnie tak. Po pożegnaniu się z Aominecchim zjadłem serek i poszedłem wziąć  prysznic. Odświeżony i ubrany posprzątałem nieco i zapisałem sobie rzeczy do kupienia. Wyszedłem nieco wcześniej aby nie spieszyć się, a zarazem być wcześniej. Siedziałem potem chwilę w poczekalni.

-Pan Kise Ryouta.- Powiedział lekarz, więc wstałem i wszedłem z nim do gabinetu.- Co pana do mnie sprowadza?- Powiedział z lekkim uśmiechem.

-Panie doktorze od tygodnia boli mnie brzuch i głowa. Jednak dopiero wczoraj ból się nasilił i doszły do tego mdłości.- Dobrze, że Aominecchi nic nie wie.

-Dobrze. Niech pan ściągnie bluzkę i usiądzie na łóżku.- Tak jak powiedział lekarz zrobiłem. Osłuchał mnie, zerknął do gardła, ponaciskał nieco brzuch, pobrał krew do badania i- co mnie nieźle zdziwiło- zrobił USG. Chociaż pewnie sprawdzał, czy z narządami wszystko w porządku. Wytarłem się i ubrałem siadając ponownie na krześle. Lekarz chwilę coś pisał, by następnie spojrzeć na mnie z uśmiechem.

-Z diagnozy wynika, że jest pan w ciąży.- Powiedział, a mi omal nie opadła szczęka. W ciąży? To normalne, że mężczyzna również może zajść w ciąże i urodzić dziecko ale nie spodziewałem się, że mi się to przytrafi. Chociaż z Aomine często nie używaniu gumek, wręcz rzadkością jest, że on je zakłada. Ale że ciąża?!!! Cieszyłem się i to bardzo, a z drugiej strony bałem się reakcji Aomine. Po tym lekarz przypisał mi witaminy i dał książkę na temat ciąży u mężczyzn. Podziękowałem i z szerokim uśmiechem wyszedłem z gabinetu. Będąc w sklepie kupiłem nieco więcej niż planowałem, gdyż postanowiłem zrobić coś pożywnego i bardziej skomplikowanego. Cały w skowronkach wróciłem do domu i przyszykowałem wszystko. Zdołałem jeszcze poczytać co nieco o ciąży. Punktualnie o 16 zjawił się Aominecchi.

-Wróciłem!- Jak zwykle krzyknął.

-Witaj w domu~!- Odkrzyknąłem nakładając ryż. Aomine wszedł do kuchni i objął mnie od tyłu w pasie przyglądając się jedzeniu.

-Wow! To ma być jakaś rekompensata za wczoraj?!

-Po prostu czuję się już lepiej, więc postanowiłem zrobić coś lepszego od curry.- Uśmiechnąłem się szeroko przewracając rybę na drugą stronę.- Za chwilę będzie gotowe, więc idź się przebrać.- Powiedziałem i cmoknąłem go w policzek. Aomine zaś pocałował mnie w usta i grzecznie poszedł. Po chwili, gdy już wszystko było na stole, wrócił ubrany w dresowe spodnie i czarny podkoszulek.

-Jak było u lekarza?- Zapytał siadając do stołu.

-Dobrze.- Wręcz wyśmienicie. Również usiadłem. Powiedzieliśmy sobie smacznego i zabraliśmy się za jedzenie. Byłem strasznie głodny. Chociaż nie.....Byliśmy strasznie głody, czyli ja i Junior. Po posiłku zrobiłem nam herbaty i postanowiłem powiedzieć Aominecchiemu dobrą nowinę. Przysiadłem się do niego na kanapie.

-Daiki muszę ci cos powiedzieć.- Powiedziałem patrząc na swoje ręce. Kątem oka widziałem jak Aomine spina się. Rozluźnił się jednak szybko i pochylił nieco w moją stronę.

-O co chodzi? Lekarz ci coś powiedział?- Widziałem jego zmartwienie. Westchnąłem głośno i spojrzałem na niego.

-Aominecchi ja.....jestem w ciąży.- Powiedziałem i zapadła cisza. Aomine siedział zszokowany patrząc na mnie.

-Na pewno?- Zapytał cichym głosem. Przytaknąłem będąc bliski płaczu. Czekałem na jego reakcję.

-Kise.- Odezwał się po dłuższej chwili.- Jak myślisz: będzie Daiki Junior czy mała Kisia?- Zapytał, a ja patrzałem się na niego zszokowany. Aomine uśmiechnął się szeroko, po czym pocałował mnie i przytulił mocno.- Cieszę się.- Wyszeptał mi do ucha, a ja nie wytrzymałem. Łzy szczęścia zaczęły lecieć mi po policzkach. Aomine zaśmiał się ścierając je. Przytuliłem się do niego mocno nie mogąc uwierzyć, że za 9 miesięcy- a dokładniej 34 tygodnie, bo to drugi tydzień- będziemy rodziną. 
 Komentarze mile widziane~! :*

piątek, 20 listopada 2015

Danse Macabre- rozdział 11

Ding-dong, ding-dong, rozdział już jest~~! ^-^
Hehe~! Witam was serdecznie~! :*
Na weekend, który podobno ma być śnieżny, zapodaję wam kolejny rozdział z Danse Macabre. ;)
Akcja brnie do przodu w zawrotnym tempie. @.@ 
Informacyjnie nic wam nie powiem, bo nie ma co. Jeśli jednak macie pytania to pytać w komentarzu. ^^
Ogółem to jest już prawie 4,5 tysiąca wyświetleń~! O.O
Dziękuje, że wchodzcie. <3
Mam tylko nadzieję, że przestaniecie się bać komentować >.<
Miłego weekendu Wilczurki~! :*
Enjoy~~<3
#Kimie

Po smacznym i słodkim śniadaniu nie wiedziałam co robić. W domu miałabym teraz lekcje, a po nich poszłabym do ogrodu albo spotkała się z narzeczonym bądź szykowała coś do ślubu. Patrice powiedział, że nigdzie nie możemy iść ze względu na straż, którą moglibyśmy spotkać w lesie. Zaproponował abym coś poczytała. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z niej kilka książek. W większości były one filozoficzne ale znalazłam jedną powieść. Usiadłam wygodnie na łóżku i wciągnęłam się w lekturę. W chatce było cicho, gdyż Patrice wyszedł coś załatwić. Nie chciał mi nic powiedzieć ale nie martwiło mnie to. Wiedziałam, że wszystko ma dobrze przemyślane i zaplanowane. Po jakiś dwóch godzinach zjawił się i zabrał mi książkę odkładając ja na stolik, po czym usiadł obok mnie.

-Przybyłem, więc koniec czytania. Mamy teraz czas dla siebie i muszę z tobą o czymś porozmawiać.- Jego głos był nieco wesoły, a zarazem poważny. Przesiadł się tak, że siedział przede mną.

-No dobrze. O co chodzi?- Usiadłam wygodniej patrząc na niego uważnie. On złapał mnie za ręce chwilę milcząc.

-O twoją przemianę.- Powiedział dość poważnie. Przytaknęłam tylko czekając co mi o tym powie.- Jak już wiesz nie wszyscy zostają krukami. Są pewne kryteria aby żyć po śmierci. Najważniejszym jest chęć zemsty.- Spojrzał na mnie, a ja chwilę zastanawiałam się nad jego słowami.

-O co chodzi z tą zemstą?- Zapytałam. Nie wiedziałam po co to.

-Kruki zbierają duszę, co czyni ich takimi jakby dziećmi śmierci. Śmierć nie jest ani dobra ani zła. Dlatego trzeba mieć w sobie dobro jak i zło ale, gdyby tylko to brać jako powód zostania krukiem to byłoby ich mnóstwo. Wyjaśnię ci to tak. Rodząc się jesteś dobra. Wychowujesz się tak aby być miłą i uprzejmą. Ale musisz w pewnym czasie zacząć kogoś lub czegoś nienawidzić z całego serca. Tak nienawidzić aby nawet po śmierci chcieć zemścić się na tej osobie. Nie może być to jednak jedna osoba, gdyż jakbyś ją zabiła to nie miałabyś powodu aby „żyć” dalej. Ta nienawiść musi pochodzić z twojego serca nie z głowy. Rozumiesz?- Patrzałam na niego zastanawiając się nad tą kwestią.

-Rozumiem ale ja do nikogo i niczego nie czuję nienawiści.- Powiedziałam nieco niepewnie.

-Ależ czujesz ale musi ona wykiełkować.- Spojrzałam na niego zaskoczona.- Pomyśl o dziewczynach takich jak ty. Takie młode, a muszę się żenić z przyjacielem swojego ojca. Wiesz, że niektóre już w wieku dziesięciu lat wychodzą za mąż i każą im rodzić dzieci. Potomków rodu. Pomyśl jak one cierpią. Jak są gwałcone przez swoich mężów. Jak istnieją tylko po to aby dawać im przyjemność, rodzić dzieci i pięknie wyglądać. Jak niektóre młodo umierają, gdyż ich ciało jest jeszcze zbyt kruche aby rodzić. Jak mają zniszczoną psychikę, gdyż nie rozumieją jeszcze pojęcia bycia mamą. Jak ich życie zależy od osoby, której tak bardzo nienawidzą i gardzą. Jak zazdroszczą wieśniaczką, które najpierw się zakochują, a dopiero po tym żenią się i zakładają rodzinę. Pomyśl o tych dziewczynach.- Wręcz mnie sparaliżowało po jego słowach. Tyle w tym było prawdy. Przecież gdyby nie Patrice już niedługo wyszłabym za mąż za osobę, której nie kocham i musiałabym się z nim kochać i urodzić mu dzieci. Przecież mam dopiero szesnaście lat. A Katia. Przecież ona jest jeszcze dzieckiem, a jej matka już szuka jej męża. Poczułam wielki żal i smutek i nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać, a Patrice przytulał mnie do swojego torsu i lekko kołysał aby się uspokoiła. Przytuliłam się do niego mocno i dopiero po kilkunastu minutach uspokoiłam się. Po tym Patrice zrobił mi herbaty i dalej przytulał.

-Już lepiej?- Zapytał z głową opartą o moje ramię.

-Tak. Dziękuje.- Powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się nieco.

-Wiem, że jest to dla ciebie szok ale musisz to zrozumieć. Bez tego przemiana się nie powiedzie i ty zamiast żyć dalej umrzesz, a ja nie będę w stanie nic zrobić.- Słyszałam w jego głosie troskę. Przytaknęłam tylko i wtuliłam się w niego nieco bardziej, powoli popijając herbatę. Wypiłam ją powoli, po czym odstawiłam kubek na stolik i spojrzałam na Patrice.

-Postaram się ale musisz mi dać jednak trochę czasu. Na razie jestem zszokowana i muszę to wszystko sobie ułożyć w głowie.- Patrice uśmiechnął się lekko i przytaknął, po czym przybliżył się i delikatnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek, gdyż bardzo teraz tego potrzebowałam. Patrice objął mnie w pasie i powoli smakował moje usta. Położyłam dłonie na jego ramionach aby nie przestawał. Nagle obrócił głowę w stronę okna i wpatrywał się chwilę w nie z uwagą.

-Stało się coś?- Spytałam nie wiedząc o co chodzi.

-Musisz się schować. Szybko.- Powiedział po czym zszedł szybko z łóżka i pociągnął mnie w do łazienki.

-O co chodzi?- Zapytałam zdezorientowana.

-Szuka cię straż i jest blisko. Pewnie zapukają i przeszukają domek. Nie mogą cię znaleźć.- Powiedział szybko, po czym dotknął ściany, w której pojawiły się drzwi. Otworzył je i lekko popchnął mnie do środka.- Siedź cicho, bo mogą jeszcze cię usłyszeć. Gdy odjadą to cię wyciągnę.- Przytaknęłam tylko i po chwili zapanowała ciemność. Z mocno bijącym sercem czekałam.





Odetchnąłem, po czym szybko zamieniłem kilka rzeczy tak aby nie było znaku, że była tu kobieta. Ubrałem stary płaszcz i zamieniłem się w staruszka, co nie było dla mnie problemem. Po chwili usłyszałem konie i pukanie do drzwi. Powoli jak to na staruszka podszedłem i otworzyłem.

-Witam Panów. W czym stary człowiek może wam pomóc?- Powiedziałem z lekką wesołością, a w duchu śmiałem się głośno.

-Dzień dobry. Szukamy młodej dziewczyny. Blond włosy, niebieskie oczy, drobnej postury, młoda. Widział ją pan?- Zapytał o dziwo miło strażnik w średnim wieku.

-Nikogo tu nie widziałem. Tylko zwierzęta się tu szwendają.-

-A ktoś tu wczoraj może przejeżdżał?- Zapytał lecz czułem, że wpadł.

-Nic i nikogo nie widziałem. Było całkiem cicho.- Przytaknąłem jakoby tak dla pewności.

-Możemy wejść i sprawdzić pańską chatę?! Takie mamy procedury.- Powiedział miło.

-Proszę. Śmiało.- Gestem ręki zaprosiłem ich do środka. Weszło dwóch mężczyzn i już po chwili wyszli, kiwając głowami, że nikogo nie ma.

-No nic. Dziękujemy i przepraszamy. Jeśli by pan coś widział lub słyszał to proszę dać znać. Do widzenia.- Skinął głową, po czym wsiadł na konia.

-Do widzenia. I powodzenia!- Krzyknąłem za nimi i patrzyłem chwilę na oddalające się ich sylwetki. Wszedłem do środka zamykając drzwi i zamieniając się w swoją pierwotną postać. Zaśmiałem się i pokręciłem głową w niedowierzaniu. Jacy oni są głupi. Oderwałem się od drzwi i poszedłem do łazienki uwolnić swoją królewnę. Uśmiechnęła się, po czym rzuciła mi się na szyję.

-Odjechali?- Zapytała.

-Tak. I już pewnie nie wrócą, więc mamy spokój.- Zamknąłem drzwi i razem w uścisku doszliśmy do łóżka.- Odpocznij. Będę obok.- Położyła się i trzymając mnie za rękę zasnęła. Teraz tylko wyczekiwać tego dnia.





.........kilka dni później........

Dni mijały nam spokojnie. Straż już się nie pojawiła. Wolny czas spędzałam razem z Patrice, a gdy musiał iść „do pracy” to czytałam książki albo robiłam drobne porządki. W kwestii gotowania to Patrice albo coś robił albo coś przyniósł gotowego. Nauczył mnie robić jajecznicę dzięki czemu raz przygotowałam mu ją na śniadanie jak jeszcze spał. Wystraszył mnie robiąc miny jakby było niedobre. Fuknęłam wtedy na niego, a on się zaśmiał. Przyznał jednak, że smaczne co mnie bardzo ucieszyło. Joseph również to przyznał. Zjawił się wtedy tak nagle, że aż pisnęłam na jego widok. Przychodził czasami i rozmawiał o czymś z Patrice. Mnie zazwyczaj pytał o samopoczucie i czy czegoś mi nie brakuje. Polubiłam go, bo był naprawdę miły. (Gdyby wiedziała, że rozmawia ze śmiercią >p<- dop.aut.). Dowiedziałam się jednej ciekawej rzeczy- Patrice jest leniuchem. Rano uwielbia się do mnie przytulać i mruczy, że jeszcze chwilkę i wstanie. A gdy go szturcham to się szybko budzi i dobiera się do mnie. Nie, że mi się to nie podoba ale najpierw całuje mnie namiętnie, następnie całuje po szyi i delikatnie dotyka, a potem.......łaskocze mnie. Raz robił to tak długo, że nie miałam siły wstać. Położył wtedy głowę na moim brzuchu oplatając ramionami moje biodra i zasnął. Na dodatek tak mocno- i tak wiem, że udawał- że nie mogłam go obudzić. Po jakiś 20 minutach szarpania dałam sobie spokój i przeczesując jego włosy również zasnęłam.



Dzisiaj pogoda nie była ładna. Zbierało się na deszcz. Siedziałam tak dłuższy czas i patrzałam w okno. Po chwili zastanowienia postanowiłam wziąć długą kąpiel. Udałam się do łazienki, nalałam gorącej wręcz wody i trochę olejków, po czym ułożyłam się wygodnie w wannie. Zamknęłam oczy rozkoszując się ciepłem i zapachem kwiatów. Czułam jak wszystkie moje zmartwienia odchodzą w niepamięć. Oczywiście myśl o przemianie pozostała ale nie dręczyła mnie tak jak wcześniej. Patrice miał rację. Ta nienawiść musiała wykiełkować. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że nie tylko ja jestem tak poszkodowana i inne dziewczyny mają czasem gorzej ode mnie. Westchnęłam, otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Patrice. Chwilę tak na siebie patrzeliśmy.

-A!- Ni to krzyknęłam, ni pisnęłam odsuwając się od niego, zasłaniając się. Patrice stał oparty o brzeg wanny łokciami i patrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

-Jestem ciekaw o czym tak myślałaś, że mnie nie usłyszałaś.- Zarumieniłam się na jego słowa sama nie wiedząc dlaczego. Patrice uśmiechnął się nieco bardziej i podszedł do mnie. Patrzałam się na niego uważnie. On pochylił się i pocałował mnie krótko.- Nie siedź za długo.- Powiedział i wyszedł. A już myślałam, że będzie chciał wziąć ze mną kąpiel albo, że..... Albo wpadłam w paranoję albo to ja pragnę dotyku bardziej od niego. Z uśmiechem zaczęłam się myć. Po jakiś 20 minutach wyszłam z łazienki ubrana w delikatną sukienkę w kremowym kolorze. Spojrzałam na okno za którym ponowała ulewa. Wyciągnęłam szczotkę z komody i patrząc na deszcz czesałam swoje blond włosy. Na oślep odłożyłam szczotkę. Z amoku wyrwał mnie dotyk Patrice. Oplótł mnie rękoma w pasie przytulając się do moich pleców. Oderwałam wzrok od ona patrząc na niego z ukosa.

-Widzę, że polubiłaś deszcz.- Wręcz wyszeptał całując moją szyję. Westchnęłam i przytaknęłam tylko. Wcześniej nie przepadałam za deszczem ale od tamtego dnia, w którym dostałam pierwszą łezkę jakoś go polubiłam. Patrice delikatnie obrócił mnie w swoją stronę nadal obejmując mnie w pasie. Położyłam dłonie na jego torsie patrząc się w te czarne oczy. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie, stykając się nosami. Patrice pochylił się i złożył najpierw delikatny pocałunek na moich ustach. Oddałam go, więc posunął się dalej z coraz większą namiętnością całując mnie. Objęłam jego szyję rękoma chcąc być bliżej niego. Po chwili poczułam coś zimnego na moich plecach. Patrice wziął sztylet i rozciął mój gorset oraz sukienkę. Nie przejęłam się tym. Usłyszałam tylko cichy brzdęk odkładanego sztyletu na stół i odgłos spadającego gorsetu, po czym poczułam chłodne dłonie na moich plecach. Westchnęłam w jego usta z lubością. Patrice zassał się na mojej dolnej wardze, następnie całując mnie od ucha, poprzez szyję do ramienia i gdy tam doszedł zsunął sukienkę, która opadła na podłogę. Poczułam się nieco zawstydzona stojąc tak przed nim nago lecz czując jego dłonie błądzące po mojej tali i plecach oraz pocałunki na szyi czułam się bosko. Patrice nie przerywając przesunął się w stronę łóżka i delikatnie mnie na nie popchnął. Opadłam na kołdrę patrząc na niego przez mgiełkę podniecenia. Chwilę stał patrząc na mnie, po czym zdjął bluzkę i zawisł nade mną. Pocałował mnie krótko ponownie skupiając się na mojej szyi i ramionach. Odchyliłam głowę do tyłu i wplotłam dłonie w jego włosy oddając się przyjemności. Powoli sunął w dół całując i podgryzając moją skórę. Jęknęłam czując jego usta na moim sutku. Ssał go i podgryzał, delikatnie przy tym masując pierś. Pojękiwałam i wzdychałam nie chcąc aby przestał. Po dłuższej chwili to uczucie jednak minęło i pocałunkami zjechał niżej. Nagle poczułam szarpnięcie, więc spojrzałam na niego. Oparł sobie moją nogę na swoim ramieniu, patrząc na mnie. I to spojrzenie sprawiło, że zrobiło mi się gorącą, bardziej niż dotychczas. Patrząc w moje oczy zaczął całować moją łydkę, kolano, idąc powoli coraz to niżej. Zadrżałam, gdy pocałował mnie blisko krocza. Wtem spojrzał na mnie pożądliwie i uśmiechnął się nieco.

I poczułam to. Jego język w.......O mój Boże! Jakie to przyjemne.

-Ach!- Jęknęłam głośno, wręcz krzyknęłam. Chciałam się zarazem odsunąć i przysunąć bliżej. Patrice jednak trzymał stanowczo moje biodra błądząc językiem po mojej cipce. Jęczałam i wzdychałam, czując się jak w niebie. Wtem przestał i zawisł nade mną.

-Za chwilę będzie jeszcze przyjemniej.- Wyszeptał chrapliwym głosem do mojego ucha i poczułam jak jego palec wślizguje się we mnie. Jęknęłam zaciskając dłoń na jego ramieniu. Patrice poruszał palcem wewnątrz mnie, całując przy tym moją szyję. Nie wiem nawet kiedy doszedł drugi palec ale przy trzecim się spięłam.

-Ciii. Spokojnie. Rozluźnij się.- Wyszeptał drażniąc moje ucho językiem. Westchnęłam tylko i odetchnęłam kilka razy. Jęknęłam z niezadowoleniem, gdy Patrice zabrał palce. Spojrzałam na niego i już chciałam coś powiedzieć lecz zamarłam. Patrice wstał i zsunął z siebie spodnie, stojąc teraz jak go matka natura stworzyła. Westchnęłam zafascynowana jego ciałem. Było idealne w każdym calu. Patrice wdrapał się z powrotem na łóżko wpijając się w moje usta. Ja w tym czasie błądziłam dłońmi po jego torsie. Jego skóra była jak jedwab. Zawahałam się nieco lecz postanowiłam odrzucić wstyd i dotknęłam jego członka, na co westchnął w moje usta. Poruszyłam ręką w górę i w dół, na co Patrice ponownie westchnął. Oderwał się od moich ust i zabrał moją dłoń z jego członka. Chwilę patrzeliśmy sobie w oczy, po czym Patrice rozszerzył moje nogi i przysunął się bliżej, powoli we mnie wchodząc. Czułam ból i przyjemność jednocześnie. Spięłam się, a z moich oczu popłynęły łzy. Patrice zaprzestał swoich ruchów masując moje podbrzusze i scałowując moje łzy. Uspokoiłam się i wtedy Patrice wszedł od razu do końca. Krzyknęłam zaciskając dłonie na pościeli. Nie ruszał się. Czekał całując moje piesi i gładząc moje biodra. Po dłuższej chwili spojrzałam się na niego wyciągnęłam dłonie obejmując jego szyję i z lekkim uśmiechem przytakując. Patrice odwzajemnił uśmiech wpijając się po tym w moje usta, zaczynając się poruszać. Jęczałam z przyjemności czując się jakby świat wirował. Nasze ciała ocierały się o siebie z każdym uchem, co podniecało mnie jeszcze bardziej. Wiłam się pod nim w ekstazie. Wbijając paznokcie w jego plecy krzyknęłam „Patrice” i doszłam. Patrice zrobił jeszcze kilka ruchów ubarwiając mój orgazm, po czym również doszedł głęboko we mnie. Moje ręce ześlizgnęły się z jego pleców na pościel. Oddychałam ciężko i w głowie mi wirowało. Po tym poczułam pustkę tam na dole, a następnie ból w klatce piersiowej. I nastała ciemność.