Dzień dobra noc, czyli dobry wieczór~!
Wybiła północ, następny dzień, a Kimie nie śpi.
Kimie nie śpi, bo troszczy się o fanów i pisze rozdziały.
Zaraz, zaraz. Poprawka. Ona przed chwilą skończyła pisać ten rozdział.
Ale to nie znaczy, że Kimie zarywa noc. Kimie i tak siedzi do 2 w nocy i czyta jakieś opowiadania
lub ogląda anime. Albo brechta się pod kołdrą, bo czyta jak Aomine się upił i ma seksy w łazience z Kagamim. @.@
I tak jest za gorąco na spanie-.-
A jak Kimie śpi to ma dziwne sny, że ucieka wraz z Izayą przed Shizusiem, który rzuca w nas szyszkami. <Szyszunia~!! ^.^> Do tego dodajemy Akashiego, który mieszka w jakimś pałacu i zaprasza mnie na sushi. <Omniommniom~! ;p> Po tym przychodzi Murasakibara z deserem, Midorima z wróżbą i Harry Potter marudzący na Draco, że go przeleciał na miotle. >.<
Takie "What the fuck?! o.O" i gdzie się podział Aomine z Kise, bo przecież Kuroko leczy Kagamiego z gorączki. I gdzie jest Hermiona z moją pracą domową?! Weit, mamy Summer~! :)
Bardzo gorąąące Summer~! -.-
Pomarudzę wam trochę. Jest stanowczo ZA GORĄCO~!!!! >.<
Topię się. Jeszcze o dziwo, że mój mózg się nie rozpuścił. ;p
Ale spać nie idę. Nie chce mnie się! >.<
I tak będę siedzieć w domciu, bo na 50 stopniowy upał nie wyjdę. :p
Wyjdę ewentualnie do sklepu po chrupki. I coś do picia. Usiądę przed telewizorem z wiatraczkiem.
Dzień idealny. ^.^
A po tym Kimie ułoży plany na ten miesiąc co do rozdziałów.
I tak ma już jakieś w zanadrzu ale na razie cicho-sza~! Nikt nic nie wie. o.-
Kończę biadolić, bo jeszcze zajmie to więcej niż rozdział.
Ta, świeżutki rozdział niczym bułki w Biedronce :p
Nie betowany, bo Kimie nie ma na to czasu ani chęci, a Asuna tym bardziej.
Tak więc życzę moim wilczkom wspaniałego weekendu, gdyż dzisiaj jest najgorętszy dzień tego lata.
No i miłego czytania moich wypocin, chociaż w jakimś stopniu jestem zadowolona z tego rozdziału.
Bye, bye do któregoś tam dnia~! ^.^ #Kimie
P.S. Nie zapomnijcie napisać komentarza :*
PP.S. Co uważacie o kąciku muzycznym?? o.O
Z
letargu ocknęła mnie Nuna. Nadeszła pora obiadu, więc zaczęła mnie szukać.
Spojrzałam w bok ale jego już nie było. Tak się zamyśliłam, że nie spostrzegłam
kiedy sobie poszedł. Nic nie mówiąc poszłam za Nuną do jadalni. Po posiłku
ponownie poszłam do ogrodu siadając tym razem w altanie. Rozejrzałam się
dokładnie wokoło ale nigdzie go nie zauważyłam. Siedziałam tak do wieczora
przypominając sobie jego wygląd. Jego mlecznobiała cera, czarne czy niczym
atrament z kurtyną rzęs, które przeszywają na wylot i powodują dreszcze. Ostre,
a zarazem łagodne rysy twarzy. Czarne włosy związane w kitkę i kosmyki
okalające tą twarz. Tajemniczy uśmiech. Usta, z których wydobywają się słowa
tajemnicze, proste, skomplikowane, dziwne, zabawne, bolesne i przerażający
śmiech, powodujący ciarki na plecach. Te smukłe dłonie chłodne w dotyku. Nigdy
jeszcze nie spotkałam kogoś takiego. Kogoś kto ma swoje poglądy na każdą sprawę
i nie przejmuje się opinią innych. Kogoś kto słowami potrafi przekonać do
swoich racji, zamącić w głowie. Kogoś kto z uśmiechem na ustach patrzy na
śmierć człowieka. Kogoś kto wydaje się jakby w ogóle nie istniał wcześniej.
Jakby pojawił się tej nocy po raz pierwszy na świecie i już po paru chwilach
wszystko wiedział. Westchnęłam i zerkając po raz ostatni na zachód słońca
poszłam do swojego pokoju. Zeszłam jeszcze tylko na chwilę aby zjeść chociaż
odrobinę i wróciłam z powrotem. Przebrałam się w koszulę nocną i ułożyłam w
łóżku. Patrzałam się na księżyc, który tej nocy świecił bardzo jasno. Przez
głowę przeszła mnie jakaś dziwna myśl. Wstałam i weszłam na balkon. Było lekko
chłodno ale nie przeszkadzało mi to. Spojrzałam na ogród, który w blasku
księżyca wyglądał bardzo tajemniczo. Dopiero po tym spojrzałam na cmentarz. Na
jednym z nagrobków stał on. Mimo iż był daleko doskonale wiedziałam, że to on.
Jego włosy i płaszcz powiewał na wietrze. Wzrok najwyraźniej miał zwrócony ku
księżycowi. Po kilku chwilach zszedł lekko z nagrobka kierując się na prawo.
Uważnie przyglądałam się jego ruchom. On po chwili dotarł do krypt. O dziwo
otworzył jedną z nich i przystaną w drzwiach. Po chwili wszedł i powoli zamknął
drzwi. Stałam tak wpatrzona w tą kryptę jakby za chwilę miał z niej wyjść ale
tak się nie stało. Nagle usłyszałam jego cichy śmiech. Zawiał mocniejszy wiatr,
który ocknął mnie z patrzenia na kryptę. Wróciłam do pokoju od razu chowając
się pod kołdrą. Z obrazkiem ciemnej postaci na tle jasnego księżyca zasnęłam.
Następnego
dnia tuż po lekcjach udałam się wraz z Nuną na cmentarz. Miała tam trochę
posprzątać, a ja postanowiłam dotrzymać jej towarzystwa. Byłyśmy mimo wszystko
przyjaciółkami. Nuna wzięła potrzebne jej rzeczy i powoli udaliśmy się na
cmentarz rodzinny. Idąc tam nie zauważyłam Pana Zagadki na jego stałym
stanowisku. Plus chciałam sprawdzić, czy tamta krypta jest otwarta. Zaczęłyśmy
od początku idąc powoli coraz dalej. Nuna sprzątała, a ja kładłam mały bukiecik
kwiatów na każdym nagrobku. Będąc już przy kryptach podeszłam do tej do której
wszedł on w nocy. Jednakże była ona zamknięta co mnie trochę zdziwiło.
-Nuna,
a w kryptach też sprzątasz?- Spytałam się patrząc jak dziewczyna zwinnie
porządkuje miejsca spoczynku naszych przodków.
-Nie,
przecież są zamknięte. Sprząta się je tylko trochę ale to tylko, gdy ktoś ma
być tam pochowany. Tak to krypty pozostają zamknięte.- Odpowiedziała spokojnie,
po czym pociągnęła mnie w drugą stronę. Gdy podeszłyśmy do jednego z nagrobków,
na którym był posąg anioła modlącego się na klęczkach zobaczyłam jego. Stał na
nagrobku przyglądając się nam. Spojrzałam się na Nunę, która jednak go nie
widziała, gdyż sprzątnęła i położyła bukiecik na nagrobku. Wyprostowała się i
ustała obok mnie.
-Wiesz
co? Dużo osób sądzi, że cmentarz to przygnębiające miejsce ale ja tak nie
uważam. Mimo wszystko można powspominać czasy z osobą, z którą miło spędzało
się czas albo była dla nas wzorem do naśladowania. A tych których się nie znało
to możemy się tylko zastanawiać jacy byli, czym się wysławili i w jaki sposób
zmarli. Tej akurat damy nie znałam ale znalazłam o niej trochę informacji.- Wskazała
na spoczynek mojej praciotki czy coś w ten deseń.- Miała wyjść za mąż, za
jakiegoś hrabię. Lecz kilka dni przed ślubem powiedziała, że zakochała się w
pewnym mężczyźnie. Był to syn grabarza, więc rodzina stanowczo zakazała jej
spotykania się z nim i nie zmieniła decyzji o ślubie mimo jej błagań. W dzień
ślubu służący znalazł ją w jej komnacie zakrwawioną. Popełniła samobójstwo
wbijając sobie nóż prosto w serce. Zostawiła list, w którym wyznała dozgonną
miłość tamtemu mężczyźnie i obiecała, że w niebie na pewno będą razem. Podczas
jej pogrzebu był oczywiście grabarz wraz z synem, który pomagał ojcu. Stał z
boku i płakał nad jej mogiłą. Tydzień później powiesił się na pobliskim
drzewie.- Wskazała drzewo, o które opierałam się wraz z Panem Zagadką.- Rodzina
nie zgodziła się aby został on tutaj pochowany lecz podobno ojciec jego po
kilku latach przyniósł tu jego kości i zakopał. Nie wiadomo czy to prawda, gdyż
nikt nie chce naruszać spokoju zmarłej. Chociaż w jedną noc w roku podobno
kochankowie pojawiają się jako duchy pod drzewem rozmawiając, a później tańcząc
z uśmiechem.- Popatrzyła na mogiłę z uśmiechem jakby wyobrażając sobie taką
chwilę. Ja natomiast spojrzałam się na niego z niemym pytaniem, czy to on jest
tym mężczyzną. Ten jednak zaprzeczył, zamrugał rzęsami z uśmiechem, pokazał na
siebie i udawał, że się śmieje. Przewróciłam oczami i z uśmiechem spojrzałam na
Nunę.
-Naprawdę
piękna historia. Ciekawe czy udałoby mi się zobaczyć ich tańczących pod
drzewem?- Zrobiłam kilka kroków w bok aby być przed kolejnym nagrobkiem.
-Nie
wiem. Ja wiem, że na pewno w lato i jesień ich nie spotkasz, bo sama codziennie
to sprawdzałam. Więc pozostaje ci sprawdzić zimę i wiosnę.- Uśmiechnęła się do
mnie, po czym złapała za rękę i poprowadziła dalej.
-Coś
sądzę, że to może być w wiosnę. W końcu wszystko rozkwita, więc może ich miłość
również.- Uśmiechnęłam się lekko. Intuicja nagle kazała mi się odwrócić.
Zrobiłam to i zauważyłam jak Pan Zagadka zwija się wręcz z niemego śmiechu
trzymając się za brzuch. Gdy ponownie będziemy sam na sam to go za to uderzę.
-No
to musimy poczekać cały rok. W końcu jest maj, więc wiosny prawie już koniec. Z
tej ciekawości warto poczekać na taki widok.- Nuna uśmiechnęła się i dalej
porządkowała groby. Podeszłam do niej powoli i zimny dreszcz przeszedł mi po
plecach. Obróciłam się lekko. On stał za mną z miną bez emocji. Obszedł mnie i
ustał przed Nuną. Ta chwilę patrzała się na nagrobek, po czym ruszyła do
następnego lecz zatrzymała się i zatrzęsła.
-Brr.
Jakiś dziwny dreszcz przeze mnie przeszedł. Dziwne. Pogoda ładna, a mi się
zimno zrobiło.- Rozejrzała się dookoła i powróciła do pracy. Spojrzałam na
niego wściekła, że się tak psoci. Ten nic sobie z tego nie zrobił. Pobiegł za
to w stronę. Nagle zerwał się wiatr i płatki kwiatów fruwały w powietrzu. Już
chciałam posłać mu ponownie wściekłe spojrzenie lecz powstrzymały mnie słowa
Nuny.
-Jakie
to piękne.- Patrzała się zafascynowana na fruwające płatki czerwonych róż w
świetle słońca. Przyjrzałam się im ponownie i miała rację. Ślicznie to wyglądało,
zwłaszcza, że ogród o tej porze roku był kolorowy. Uśmiechnęłam się na ten
widok. Podeszłam do Nuny i położyłam podbródek na jej ramieniu.
-Możesz
mnie uznać za wariatkę ale według mnie to kochankowie wirują szczęśliwi w
powietrzu.- Zignorowałam Pana Zagadkę, który gdzieś tam siedział i się zapewne
śmiał z moich słów. Teraz skupiłam się na tym widoku i śpiewie ptaków.
-Jeśli
tak uważasz to obie jesteśmy wariatkami.- Zaśmiałyśmy się i po chwili
wróciłyśmy do porządkowania. Po wykonanej pracy ja usiadłam w altanie, a po
chwili podano mi herbatę i owoce. Nuna nie mogła ze mną usiąść, gdyż miała
obowiązki. Wiedziałam jednak, że nie będę się nudzić. Po kilku minutach
podszedł Pan Zagadka, usiadł obok mnie i wziął sobie pomarańczę. Nie zdążył
zacząć jej obierać, a ja uderzyłam go w ramię. Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Dlaczego
ty mnie bijesz?- Spytał zirytowany zaczynając obierać pomarańczę.
-To
za śmianie się. To, że ty nie lubisz romansideł nie znaczy, że możesz się z
nich naśmiewać.- Spojrzałam na niego z ukosa pijąc herbatę. Ten o dziwo
parsknął pod nosem i usadowił się wygodniej.
-Mogę
robić co mi się podoba. Mogę śmiać się z czego chcę i ty mi tego nie zabronisz.
I uderz mnie jeszcze raz, a utnę ci tą rączkę.- Wzdrygnęłam się na jego słowa.
Lepiej nie przeginać, bo z nim nigdy nie wiadomo. Spojrzałam się na jego
dłonie, w których trzymał pomarańczę. Obrał ją tak, że wyglądała jak kwiat.
Uśmiechnęłam się widząc jego arcydzieło.- Co się tak na mnie patrzysz?- Odsunął
się lekko ode mnie patrząc jak na jakąś dziwaczkę.
-Nic.
Po prostu widzę, że masz wyczucie piękna.- Spojrzał się na mnie jakby nie
wiedział o co chodzi. Po chwili jednak spojrzał się na trzymaną pomarańczę i
wyciągnął ją w moją stronę.
-Skoro
ci się tak podoba to masz.- Byłam zaskoczona jednak przyjęłam owoc. Chwilę
trzymałam ją w dłoni, po czym wzięłam jedną cząstkę. Była idealna w smaku. Nie
za słodka, nie za kwaśna i nie za mdła. Nagle wpadł mi do głowy jeden pomysł
ale bałam się to zrobić. Zebrałam jednak całą swoją odwagę, a wstyd schowałam
do kieszeni i wzięłam jedną cząstkę podsuwając pod jego usta. Zaskoczyłam go
tym najwyraźniej, gdyż chwilę patrzał na nią jakby zastanawiając się, czy ją
zjeść. Po chwili jednak pochylił się lekko i ujął cząstkę w swoje usta.
Chciałam odsunąć dłoń lecz on złapał mnie za nadgarstek i polizał palce,
którymi trzymałam owoc. Patrzał się przy tym na mnie tak uważnie, że po plecach
przeszedł mnie dreszcz, a twarz zrobiła się gorąca.
-Wiesz,
jesteśmy w tej chwili niczym Adam i Ewa w raju jedząc zakazany owoc.- Wyszeptał
przybliżając się do mnie. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej. Stykaliśmy się
nosami patrząc sobie głęboko w oczy. Splótł nasze dłonie i nadal patrząc w moje
oczy ucałował jej wierzch. Miałam chaos w głowie, a ciało odmówiło
posłuszeństwo. Moje niebieskie oczy są skupione na tych czarnych. Oddech nie
może utrzymać równego rytmu.- Tylko ty i ja. W tej pięknej krainie, gdzie nikt
nam nie przeszkadza. Gdzie możemy nadzy usiąść przy strumyku, który szumi
cicho. Przy drzewie, gdzie pisklęta domagają się jedzenia, a wiewiórka chowa
swoje orzechy. Przy zielonej łące, na której nieopodal nas pasą się sarenki, a
na kamieniu wyleguje się wilk. My nadzy, a wokół nas kwiaty we wszystkich
kolorach jakie sobie zapragniemy. Patrząc sobie w oczy tak jak teraz. Trzymając
się za ręce z lekkim uśmiechem na ustach. Słowa nam niepotrzebne, gdyż każde
uczucie do siebie wyczytujemy z naszych oczu. Jesteśmy dla siebie niczym dwie
otwarte księgi. Tylko my, zwierzęta i natura. Tylko my i nasze uczucia.- Jego
szept rozbrzmiewał w mojej głowie. Czułam się tak, jakbym znajdowała się w tym
raju. Zrobiło mi się gorąco i zapragnęłam być w jego ramionach. Przytulić się
do niego i zapomnieć o świecie.- Tylko my. Będący w takiej chwili i cicho
modlący się w myślach aby ta chwila trwała wiecznie. Aby nikt nam jej nie
zniszczył. Aby została ona wieczna nie tylko w naszych umysłach ale i sercach.-
Przymknięte powieki, oddechy w tym samym rytmie, rozszalałe serca,
spierzchnięte usta, które ciągną się ku sobie. Nagły stukot i powrót do
rzeczywistości. Odsuwamy się od siebie jak oparzeni. On wstaje i idzie w stronę
cmentarza, a ja siedzę i próbuję uporządkować myśli. Po chwili pojawia się
Nuna.
-Panienko
Lilian. Podano do stołu. Stało się coś?- Spytała widząc moją zmieszaną minę.
-Nie,
nie. Po prostu się zamyśliłam.- Nuna tylko przytaknęła i poszła. Ja wstałam i
spojrzałam się na cmentarza. Nie ma go. Albo jest trochę dalej. Czy to stało
się naprawdę? Czy to był sen czy jawa? Z takimi pytaniami i wieloma innymi
udałam się na posiłek.
Leżałam
w łóżku już dłuższy czas ale nie mogłam zasnąć. Dzisiejsza sytuacja kręciła się
po mojej głowie. Na samą myśl robiło mi się gorąco, a serce zaczynało bić
szybciej. Wierciłam się na łóżku i po jakieś godzinie zasnęłam wpatrzona w księżyc.
Gdzie
ja jestem? Rozglądam się na boki. Chyba to jakaś jaskinia. Zauważam, że nie mam
na sobie ubrań. Rozglądam się ponownie ale żadnych nie widzę. Nie mając innego
wyboru wychodzę z jaskini. Na chwilę oślepia mnie blask słońca. Po chwili mogę
się przyglądać zielonym drzewom, kolorowym kwiatom, błękitnemu niebu, koniach
biegnących przez polanę. Słuchać ćwierkających ptaków, szumu drzew i plusku
wody, w których pływają tęczowe ryby. Idę powoli przed siebie po miękkiej,
zielonej trawie. Delikatny uśmiech błąka się po mojej twarz. Rozglądam się
uważnie naokoło. Na wzgórzu małe wilczki bawią się pod czujnym okiem matki. W
rzece niedaleko wodospadu pluskają się słonie. Małpki wesoło skaczą z drzewa na
drzewo. W jeziorku nieopodal góry stoją flamingi przeczesując swoje różowe
piórka. Nie wiem, gdzie dokładnie byłam ale było tu przepięknie. Przykucnęłam
przy rzece i włożyłam do niej dłonie. Woda była lekko chłodna, czyli idealna w
taki słoneczny dzień. Obmyłam sobie twarz i przysiadłam na kamieniu. Zerwałam pobliski
kwiat i włożyłam go sobie we włosy. Rześkie powietrze, promienie słońca
grzejące moją skórę. Cisza przerywana dźwiękami natury i zwierząt. Nagle
poczułam chłód przechodzący po moich plecach. Chciałam się odwrócić lecz czyjeś
ramiona mi to uniemożliwiły. Siedziałam tak nie wiedząc co zrobić. Dłonie
nieznajomego znalazły się na mojej tali obracając mnie w bok. Rozszerzyłam
szeroko oczy w zaskoczeniu. Pan Zagadka patrzał się na mnie spod w pół
przymkniętych powiek. Jego usta były lekko otwarte, tak jakby chciał coś
powiedzieć. Przybliżył mnie do siebie tak, że stykaliśmy się nosami. Dopiero
teraz przypomniałam sobie, że jestem naga. Odwróciłam wzrok i chciałam się jakoś wyrwać z jego uścisku lecz on trzymał
mnie mocno. Położył dłoń na moim policzku delikatnie odwracając moją głowę w
jego stronę. Ponownie spojrzałam się w jego oczy, w których się zatraciłam.
Widziałam w nich wiele sprzecznych uczuć. Nasze oddechy ponownie złapały
wspólny rytm, a usta były coraz bliżej siebie. Zamknęłam oczy oczekując na
pocałunek. Usłyszałam jego cichy szept ale nie zrozumiałam co powiedział.
Poczułam dziwny chłód i otworzyłam oczy. Ujrzałam czaszkę całą we krwi, a za
nią płonący las. Krzyknęłam i odchyliłam się w tył wpadając do rzeki.
Usiadłam
szybko cała zdyszana. Serce waliło w mojej piersi. To był tylko sen. Bardzo
realistyczny sen. Dopiero, gdy się uspokoiłam zaczęłam myśleć o tym śnie.
Dlaczego na końcu była ta czaszka i krew oraz ogień? Czy to jakiś znak? Nagle
zrobiło mi się gorąco, gdy pomyślałam o tym, że tuliłam się nago do niego i
pragnęłam pocałunku. Wstałam z łóżka i wyszłam na balkon. Noc była chłodna ale
mi nie było zimno. Myśl o dłoniach, które trzymały mnie zaborczo sprawiała, że
było mi gorąco. Rozejrzałam się wokoło. Wszędzie było ciemno. Na niebie tylko
gwiazdy. Spojrzałam się w stronę cmentarza. Czy on tam jest? Czy drzemie sobie
na jednym z nagrobków czy wszedł do krypty? A może siedzi pod drzewem i patrzy
teraz na mnie? Ale dlaczego miałby to robić? Dlaczego był tego wieczora na
cmentarzu? Dlaczego pojawił się po raz drugi i następny? Dlaczego raz śmieje
się ze mnie, a po chwili mówi jakieś czułe słówka? Aż głowa mnie rozbolała od
tych wszystkich myśli. Westchnęłam i spojrzawszy się ostatni raz w gwiazdy
wróciłam do środka. Wgramoliłam się do łóżka siadając wygodniej i przykrywając
puchatą kołdrą. Przez ten sen nie mogłam zasnąć ponownie.
-Wystarczy
głupi sen, a ty już nie możesz zasnąć?- Podskoczyłam przykrywając się bardziej
kołdrą. Wpatrzyłam się w głąb pokoju wyczekując jakiegoś ruchu.- Na co się tak
patrzysz?- Usłyszałam tuż przy uchu. Pisnęłam i omal nie spadłam z łóżka.
Spojrzałam się w prawdo. On stał tuż obok mojego łóżka i patrzał się na mnie
zdziwiony.
-Co
ty tu robisz?- Spytałam po dłuższej chwili. Patrząc na niego przypomina mi się
chwila z altany oraz krwawiąca czaszka.
-Aktualnie
stoję i patrzę się na ciebie zastanawiając się co ci się musiało przyśnić, że
masz jednocześnie rumieńce na twarzy jak i przerażenie w oczach.- Patrzałam na
niego zszokowana. Jak on to może widzieć? Przecież jest za ciemno aby to
widział. Ale dlaczego ja tak dobrze widzę jego oczy?
-Nie
muszę ci mówić wszystkiego. Więc wyjdź stąd i daj mi spać.- Odwróciłam od niego
wzrok lecz po chwili szybko na niego spojrzałam.- Jak ty tu się w ogóle
dostałeś?!- Uśmiechnął się przebiegle, a jego oczy zaświeciły dziwnie.
-Powiedzmy,
że mam swoje sposoby.- I jak zwykle tajemnica goni tajemnicę.- A ty i tak nie
zaśniesz. Mnie nie okłamiesz, bo ja wiem o tobie wszystko.- Trochę przeraziły
mnie jego słowa. Przerażający i denerwujący to jego dwie główne cechy.
-Ciekawe
skąd o mnie wiesz wszystko. Przecież dopiero niedawno cię poznałam.- Spojrzałam
się na niego hardo. Ten uśmiechnął się tajemniczo i ustał przed moim łóżkiem.
-Mam
swoje źródła. A my się nie poznaliśmy. Gdybyśmy się znali znałabyś moje imię i
jakieś wiadomości z mojego życia. Ty zaś nic o mnie nie wiesz, a ja wiem o
tobie wszystko. Jak można to nazwać?- Jego oczy błysnęły szaleństwem, a ja
przełknęłam głośno ślinę. Nagle zdałam sobie sprawę, że mógłby mnie teraz zabić.
Przecież wszyscy śpią. Przykryłam się szczelniej tak jakby kołdra miała
odepchnąć jego ewentualny atak na mnie.
-Głupi,
wredny, nienormalny potwór.- Wymamrotałam. Myślałam, że tego nie usłyszy lecz
ten zaśmiał się krótko, po czym podszedł do mnie. Przesunęłam się na środek
łóżka aby być jak najdalej od niego. Ten nagle złapał mnie za ręce i
przygwoździł do łóżka. Byłam przerażona. Próbowałam się wyszarpać ale on był
silniejszy. Próbowałam krzyknąć lecz nagle miałam sucho w gardle. Patrzyłam na
niego przerażona. On uśmiechał się za to szeroko.
-Jesteś
bardzo nieuważna. Jeden mój ruch i po tobie. Co zaproponujesz za swoje życie?-
Zaśmiał się, a mnie przeszły ciarki. Łzy zaczęły lecieć po moich policzkach.-
Dlaczego płaczesz? Przecież nie dzieje się nic smutnego. Czyżby to ze strachu,
że nie zobaczysz już swoich najbliższych?- Jego szept był przerażający. Jego
oczy były zafascynowane typ widokiem. Zaczęłam łkać cicho.-Oj. Dziewczynka się
rozpłakała. Przykro mi ale ja nie mam czegoś takiego jak współczucie.- Przytrzymał
jedną ręką moje dłonie, a drugą wyciągną zza płaszcza sztylet. Ten sam, którym
zabił biskupa. Całkiem się przeraziłam. Próbowałam się wyswobodzić, wyszarpać
lecz on trzymał mnie mocno. Nie mogłam go nawet kopnąć, gdyż siedział na moich
biodrach. Chciałam krzyknąć lecz strach, że po tym od razu wbije mi ten sztylet
w serce albo szyję był zbyt wielki. Zaczął jeździć samym czubkiem po moim
policzku. Powoli zjechał na szyję. Zauważyłam jak zaciska rękę na rękojeści.
Zamknęłam oczy myśląc, że wbije mi sztylet w klatkę piersiową lecz ten rozpruł
moją koszule nocną. Czubkiem rozsunął ją tak, że było widać teraz moje piersi.
Przez myśl mi przeszło, że jeszcze zrobi mi to, po czym mnie zabije. Zadrżałam
z samego lęku przed tym.- Boisz się? A czego bardziej? Tego, że cię zabiję czy
tego, że zerżnę cię jak tanią dziwkę?- Uśmiechnął się szeroko, po czym pochylił
i zaczął składać pocałunki na mojej szyi. O dziwo były one bardzo delikatne.
Schodził z pocałunkami coraz niżej. Odłożył sztylet na bok i dotknął mojej
piersi. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku, gdyż miał chłodne dłonie. Pochylił
się i polizał mnie po brodawce, zasysając się na niej delikatnie. Zadrżałam i
westchnęłam. Nie spodziewałam się, że to może być takie przyjemne. Dłonią
przejechał na drugą pierś ściskając ja lekko. Zatraciłam się w tej przyjemności
zapominając o zagrożeniu. Nie wiem ile dokładnie to trwało lecz po chwili to
uczucie zniknęło. Patrzałam na niego spod wpół przymkniętych powiek. On
przybliżył się do mnie patrząc prosto w oczy.- Zacznij być ostrożniejsza, bo
pewnego dnia nim się zorientujesz, a będziesz leżeć martwa na zimnej posadce.-
Po tych słowach przybliżył usta do mojej szyi i ugryzł boleśnie. Syknęłam
zaciskając oczy. Po tym puścił moje ręce i wstał biorąc swój sztylet i chowając
go do płaszcza. Wyszedł na balkon i ustał na balustradzie, obracając się w moją
stronę.
-Życzę
miłej nocy panienko.- Założył jeszcze kapelusz i przechylił się do tyłu.
Przeraziłam się i szybko wbiegłam na balkon patrząc w dół. Nic tam nie
widziała, bo było za ciemno. Spojrzałam się w stronę cmentarza. Księżyc wyszedł
zza chmur ukazując mi jego sylwetkę. Szedł szybkim krokiem w głąb cmentarza i
znikł w cieniu. Odetchnęłam po czym przykucłam. Nie mogłam uwierzyć, że to
zdarzyło się naprawdę. Weszłam do środka i usiadłam na łóżku. Przyjrzałam się
swojej piersi, która była odkryta. Przejechałam po niej palcami przypominając
sobie dotyk jego ust. Sięgnęłam po lusterko i zobaczyłam czerwony ślad na szyi.
Odetchnęłam jeszcze kilka razy po czym przebrałam się w inną koszule i
położyłam się. Zasnęłam dość szybko z lekkim uśmiechem na ustach.
Wstałam
o dziwo wcześnie rano wyspana. Nie przeszła nawet jeszcze Nuna aby pomóc mi
przy ubieraniu i czesaniu. Wstałam i weszłam na balkon podziwiając wschód
słońca. Po tym poszłam się powoli przebierać. Musiałam jednak poczekać na Nunę,
gdyż sama nie ubiorę sobie gorsetu. Po jakieś godzinie przyszła Nuna. Bardzo
zdziwił ją mój widok. Zazwyczaj ciężko mnie obudzić, a co dopiero żeby wstała.
Powiedziałam jej, że miałam koszmar i śnił mi się spalony obiad. Ona zaśmiała
się z tego i stwierdziła, że wyczułam piękny dzień, dlatego wstałam tak szybko.
Nie wykłócałam się z nią i poddałam jej zabiegom ubierania i czesania oraz
nakładania makijażu. Powiedziała mi jeszcze, że po lekcjach jem podwieczorek z
rodzicami. Zdziwiło mnie to troszkę ale pomyślałam, że chcą porozmawiać o
ślubie. Zrzedła mi trochę mina ale nie skomentowałam tego. Tak więc po
śniadaniu i lekcjach usiadłam wraz z rodzicami na tarasie przy herbacie i
ciasteczkach (Szczerze to nie wiem, czy wtedy były jakieś ciastka ale nie chcę
dawać tu zawsze owoców. Więc jakieś ciastka wtedy już były ;)- #Kimie).
Siedzieliśmy w ciszy. Nie odzywałam się, gdyż nic nie miałam im do powiedzenie.
No może oprócz tego, że nie chcę się żenić jednak nie chciałam się z nimi o to
kłócić.
-Jak
tam lekcje Lilian?- Zapytała łagodnie moja mama. Była bardzo piękną kobietą.
Byłam bardzo do niej podobna. Pewnie tak będę wyglądać, gdy będę w jej wieku.
Nie była stara. Urodziła mnie w wieku 15 lat. Również została zmuszona do ślubu
ale nie protestowała. Podobno zakochała się w ojcu jeszcze przed ślubem,
dlatego jest szczęśliwa. Ja jakoś nie mogłam i nie mogę w to uwierzyć. Jak
wygląda ojciec? Gruby, ciemne włosy, broda, brązowe oczy. Starszy od mojej matki
o 20 lat. Tak, moja mama ożeniła się z 35 latkiem. Więc moja mama ma teraz 31,
a ojciec 51. Można powiedzieć, że ja mam szczęście, gdyż mój narzeczony ma 23.
Mimo to nie chciałam się z nim żenić.
-Dobrze.
Robię postępy.- Nie lubiłam takich rozmów. Z mamą jeszcze dało się porozmawiać
ale tylko, gdy ojca nie ma w pobliżu. Mama była radosną kobietą uwielbiającą
kwiaty. Ojciec zaś był gburem dla którego liczyły się tylko pieniądze, majątek,
uznanie i ród.
-Lilian
chcemy z tobą porozmawiać o ślubie i narzeczeństwie z hrabią Elwanem. Za kilka
dni odbędzie się bal, na którym oświadczy się, a ty masz się zgodzić. Po tym
zaczną się przygotowania, które będą trwały góra dwa miesiące. Rozumiemy się?-
Musiałam kilka razy odetchnąć aby nie powiedzieć „Nie”. Szanowałam rodziców, a
zarazem nienawidziłam ich za to co robią. Żałuję, że jestem jedynaczką. Gdybym
miała brata to nim by się zajęli, a nie rujnowali mi życie. Spojrzałam się na
ogród i omal nie spadłam z krzesła. Na brzegu fontanny siedział Pan Zagadka i
przypatrywał mi się z zaciekawieniem. Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały on
uśmiechnął się lekko, po czym wstał i zaczął iść w moją stronę. Przeraziłam się
lecz uspokoiłam po chwili przypominając sobie, że rodzice go nie widzą. Wszedł
na taras i ustał za mną niczym stróż.-Lilian?
-Tak
ojcze. Rozumiem. Zgodzę się wyjść za hrabię Elwana.- Powiedziałam spokojnie
przełykając głośno ślinę. Czułam, że nie zrobi mi nic przy rodzicach ale czułam
ciarki na plecach wiedząc, że jest tuż za mną.
-Cieszę
się, że rozumiesz.- Ojciec uśmiechnął się lekko, chociaż bardziej był to grymas
i skinął na służbę. Mężczyzna podszedł i nalał herbaty do filiżanki. Spojrzałam
się w bok i ujrzałam jego stojącego tuż za moim ojcem. Spojrzał na mnie
figlarnie i pokazał abym była cicho. Gdy ojciec podniósł filiżankę aby się
napić Pan Zagadka pstryknął palcami, a filiżanka rozpadła się na kawałeczki, a
herbata wylała na moje ojca. Krzyknął on szybko wstając. Służba od razu zaczęła
wycierać go i sprzątać pękniętą filiżankę. Ojciec wyszedł aby się przebrać. Gdy
tylko zniknął z pola widzenia spojrzałam na mamę i zaśmiałyśmy się razem.
Wstałyśmy od stołu i poszliśmy przejść się po ogrodzie. Oczywiście Pan Zagadka
szedł za nami. Nie przeszkadzało mi to jednak i ucięłam sobie miłą rozmowę z
rodzicielką. Nie rozmawiałyśmy o nauce ani o ślubie. Rozmawiałyśmy o kwiatach i
historiach miłosnych. Mama przyznała, że chciałaby abym się zakochała i wyszła
za tego mężczyznę i miała z nim dzieci. Nie mogła jednak przekonać do tego
ojca. Gdyż był zbyt narwany i dumny. Przyszedł mi na myśl Pan Zagadka lecz
odrzuciłam tą myśl. Ale dlaczego o nim pomyślałam? To też była zagadka. Po
miłym spacerze ja zostałam w ogrodzie, a mama poszła do ojca. Spojrzałam się za
siebie ale go nie było. Rozejrzałam się i zaważyłam jak opiera się o posąg
anioła. On był niczym anioł. Piękny ale ze zniszczoną duszą. Postanowiłam
dzisiaj nie iść do niego tylko poczytać trochę książek. W końcu czas leciał, a
ja zamierzałam odgadnąć jak ma na imię ten psychopata z wyglądem anioła.
OMG *o* ZAJEBISTE (Kimie moim bogiem xd) Ta scena w nocy (orgazm xd) Czekałam z niecierpliwością i nadal czekam na kolejne rozdziały :**
OdpowiedzUsuńJaram się jak Shizuo na widok Izayi XD (If you know what I mean >.< )
Duuużo weny, komentarzy, mnie, czytelników, mnie, jedzenia xd
~Julia N.
Jej~! Zostałam Bogiem~! ^.^ :D
UsuńKurczę nie wiedziałam, że ta scena może wywołać takie reakcje o.O
Z rozdziałami spokojnie. Kimie ma wszystko pod kontrolą. :p
I know what this mean >.< I tu taka odpowiedź z LA na pierwsze pytanie: 1.Shizou x Izaya 2.Aomine x Kise i 3.Draco x Harry <3 Wielbię, kocham i nie ważne, że mózg się mi już zlansował :p
Wena jak zawsze przydatna, komentarze też, ciebie oczywiście nigdy za wiele <3, czytelnicy są-widać po wyświetleniach, <3 :*
A co do jedzenia to przy pisaniu tego wcinałam ptasie mleczko :p Omniommniom~! ^.^
Pozdrawiam kochaną Julcię, którą hugam mocno~! #Kimie
Hej,
OdpowiedzUsuńno coraz ciekawiej tutaj, a ta akcja w sypialni...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia