czwartek, 13 sierpnia 2015

"Wakacyjna gorączka" by Jason & Jonathan z Twin Blood

Hej~! Ho~! Cześć i czołem~! ^.^
Kimie jak zwykle nie śpi tylko słucha muzyki i pisze.
Tym razem one-shot i to nie byle jaki!
Nasze kochane bliźniaki w roli seme i uke!!
J&J jako yaoi, czyli men x men.
Uwagi to tylko, że +18 :p
Chociaż to nie uwaga, gdyż kto nie kocha seksów?! *.*
 Pomysł wpadł dzięki Julci N., dlatego ten one-shot jest specjalnie dla niej. :*
Pisane przy piosenkach z lat '80 i '90.
Kimie powróciła do starszych piosenek, a była wtedy dzieckiem.
Ale od czego jest tatuś, który wpoił córeczce dobry bit. :D
Ogółem to zapraszam w środę, gdyż będzie Niespodzianka~!!!
Mogę tylko powiedzieć, że lepiej szykujcie chusteczki. >.<
Tak więc życzę miłego weekendu i do zobaczenia wkrótce. ;)
Enjoy~! #Kimie



Po miesiącach nauki nadeszło w końcu lato, a z nim wakacje. Plaża, słońce, morze, drinki i dobra zabawa. Bardzo chciałbym się właśnie w takim miejscu znajdować ale nie. Mój organizm jak na złość się zbuntował i leżę teraz chory w łóżku. Chciałem iść do Niko aby mnie zbadał i dał jakieś leki abym szybko wyzdrowiał. Moje nieszczęście jednak mnie nie opuszczało i jak na złość rodzice to zauważyli. Wzięli do normalnego lekarza, przepisał on mi jakieś antybiotyki i kazał leżeć w łóżku przez jakieś 2 tygodnie. Tabletki, ciepła herbatka, owsianka, łóżko i ja. Tak więc zamiast wylegiwać się na Lazurowym Wybrzeżu zostałem uziemiony przez jakąś głupią gorączkę i kaszel! Na dodatek nie mogę jeść nic słodkiego. Nic. Ani odrobinki. Umrę tutaj na niedobór cukru. Nawet cukru nie mogę jeść. Jason i tak potajemnie wsypuje mi do miseczki owsianki 2 łyżeczki. I tyle z mojego słodkiego życia. No pozostaje jeszcze łyżeczka miodu do herbaty ale to nie to samo co czekolada. Słodka czekolada rozpływająca się w ustach. Umieram. Umieram~!!! Dajcie mi chociaż odrobinę to powrócę do życia z zawrotną szybkością. Na pocieszenie mój kochany braciszek powiedział mi, że gdy wyzdrowieję to dostanę czekoladki i tort czekoladowy od Runiego. Tak się ucieszyłem, że bez marudzenia poszedłem grzecznie spać. U mnie to wiele w trakcie przeziębienia, gdyż marudzę na wszystko co wcześniej mi nie przeszkadzało. Źle ułożone książki, za mało kwiatów w wazonie, drobinki kurzu na komodzie, za głośny telewizor, za jasne słońce, nie taki kolor poduszki, okruszki na dywanie. Leżałem i marudziłem na wszystkie te rzeczy. Jason jednak był przy mnie i wysłuchiwał mnie, opiekował się mną i mimo choroby robił za termosik. Nie żebym go przytrzymywał. Sam mu nawet powiedziałem aby korzystał z uroków lata, a ten nie. Powiedział, że się mną zaopiekuje i jak wyzdrowieję to razem pójdziemy nad morze. Zacząłem wtedy ponownie marudzić na swoje przeziębienie czym wywołałem śmiech u braciszka.



Tak minęły niecałe dwa tygodnie, a ja czułem się o wiele lepiej. Oczywiście to nie za sprawą leków od lekarza, tylko leków od Doktorka. Po wizycie u lekarza przyszedł w nocy i sam mnie zbadał. Dał jakieś tabletki i syropek oraz oczywiście musiałem częściej pić krew. Przez to na początku byłem czerwony, jakbym opalił sobie twarz. Na szczęście już moja cera powróciła do normy. Głos powrócił do normy, a po gorączce ani śladu. Siedziałem jednak jeszcze w domu, gdyż mamusia była zbyt wrażliwa na punkcie mojego zdrowia. Mi to nie przeszkadzało, gdyż musiałem coś zrobić, a dokładniej podziękować ślicznie kochanemu braciszkowi za opiekę. I czekoladowego mufinka, którego raz zdołał dla mnie przemycić. Rozmyślałem od dwóch dni co mógłbym mu dać. Słodycze odpadały, gdyż szybciej ja je zjem niż on, plus i tak pewnie kazałby mi się nimi częstować. Broń też odpada, gdyż ma już niezłą kolekcję. Biżuteria?! Nie~! Rzadko ją nosi. Perfumy? Nie, to zawsze kupujemy razem, więc to trochę głupie. Coś ręcznie robionego? Nie, to też odpada. Zawsze coś robię mu na święta, więc ma tego mnóstwo. Kocyk? Nie, mi by bardziej się przydał. Pochyliłem się więc sięgając kocyk z krzesła. Nie chciało mi się schodzić z łóżka. Owinąłem się nim i myślałem dalej. Idealny prezent dla Jasona. Coś co mu się bardzo spodoba. Coś co mogę dać mu tylko ja.........Schowałem się pod kocykiem kryjąc swojego buraka. Tak, ja Joni mam zbereźne myśli. Prezent, który spełnia te kryteria to ja, a dokładniej moje dziewictwo. Prawiczkiem nie jestem ale z facetem jeszcze tego nie robiłem. A po krótkim przemyśleniu Jason nadawał się idealnie. Tylko czy przyjąłby taki prezent? Westchnąłem głośno opadając na pościel.

-Co tak wzdychasz?- Podskoczyłem aż na głos Jasona. Ten odłożył miseczki z sałatką owocową i położył się obok mnie.

-A tak po prostu. Już nie mogę się doczekać słodkości.- Zaśmialiśmy się patrząc się w sufit. Oczywiście słodkości poszył na drugi plan przez prezent dla niego.

-Zimo ci?!- Jason spojrzał się na mnie trochę zdziwiony.

-Odrobinkę.- Uśmiechnąłem się szeroko wtulając w jakże puchaty kocyk w kolorze błękitu. Mamusia kupiła go, gdyż przypominał jej nasze oczy. Tak więc po jednej ze szkolnych wycieczek zastaliśmy w pokoju owy kocyk. Tak nam się spodobał, że zasnęliśmy pod nim. Oczywiście nieświadomi mieliśmy zrobione zdjęcie, które w chwilę dostało miano przeuroczego. Dosyć mowy o kocyku, gdyż w tym momencie Jason przysunął mnie do siebie. Skorzystałem z tego i wtuliłem się w jego bok.

-Właśnie! Rodzice gdzieś dzisiaj jadą i wrócą jutro popołudniu. Tak więc dom jest nasz.- No i pięknie. Nawet rodzice ułatwiają mi sprawę przespania się z własnym bratem. Tak więc dzisiejszej nocy prawdopodobnie stracę swoje dziewictwo. Leżeliśmy jeszcze tak kilka minut, po tym zjedliśmy sałatkę i pograliśmy w szachy. Mimo iż przegrałem to dostałem ciasteczko orzechowe. Mój zakaz na słodycze powoli się kończy, a dobroć mojego brata wobec mnie jest ogromna. Tak więc pożegnaliśmy się po tym z rodzicami i zjedliśmy kolację. Wypiliśmy porcje krwi i udaliśmy się do łazienki. Ja nalałem wody do wanny dodając do niej płynu o zapachu truskawek i wylegiwałem się w cieplutkiej wodzie. Jason natomiast poszedł pod prysznic, więc mogłem trochę pooglądać swojego braciszka. Mimo iż wyglądamy tak samo to w tym momencie stwierdziłem, że się różnimy. Jason wydawał mi się bardziej umięśniony, trochę starszy, bardziej męski. Czułem się jakbym był chuderlakiem. To, że jesteśmy do siebie podobni jest zadziwiające. Przez to wszystko zaczynam mieć słabą samoocenę.

-Joni~! Bo się zaraz utopisz.- Ocknąłem się z letargu i spojrzałem na Jasona. Nie wiem kiedy wyszedł spod prysznica, wytarł się i ubrał bokserki.- Wychodzisz?- Jason przysiadł na brzegu wanny bawiąc się pianą.

-Za chwilę. Woda jest jeszcze cieplutka~!- Uśmiechnąłem się i rzuciłem w niego pianą. Na moje nieszczęście dostał tylko w ramię, a ja w nos. Tak więc siedziałem i zezowałem na pianę, a Jason śmiał się pod nosem.

-To ja idę wygrzać dla ciebie miejsce, a ty się pluskaj. Tylko nie za długo, bo się zestarzejesz.- Zaśmiał się krótko, wytarł rękę i wyszedł z łazienki. Ja odetchnąłem, na szybko przemyślałem całą sprawę i postanowiłem jednak działać. Umyłem się dokładnie, wytarłem i ubrałem w szlafroczek. Odetchnąłem kilka razy aby się jako tako uspokoić i na trzęsących się nogach poszedłem do pokoju. Jason siedział na łóżku i przeglądał jakieś czasopismo.

-W końcu wyszedłeś. Już myślałem, że zasnąłeś. Chodź do łóżka, bo pewnie ci zimno.- Poklepał miejsce obok siebie z uśmiechem. Ja natomiast postanowiłem działać. Stojąc obok łóżka zsunąłem z siebie szlafrok. Jason od razu zauważył, że jestem nagi, aż na chwile go chyba zmroziło.- Joni! Dlaczego się nie ubrałeś? Wiesz, że jeszcze do końca nie wyzdrowiałeś.- Wziął koc i już chciał wstać aby mnie nim okryć lecz moje słowa mu na to nie pozwoliły.

-Kochaj się ze mną.- Jason spojrzał na mnie zszokowany. Tak, wiem drogi braciszku, że jest to dla ciebie zaskakujące ale całkiem szczere.

-Co?- Wydukał po dłuższej chwili.

-Kochaj się ze mną.- Powtórzyłem i ponownie zapadła cisza. Niech ta wiadomość szybciej do niego dochodzi, bo ja tu się stresuje swoim pierwszym razem.

-Joni ale....- Dopiero teraz doszło do mnie, że nie powiedziałem mu o co tu tak naprawdę chodzi.

-Jason to nie tak jak myślisz.- Usiadłem obok niego, gdyż moje nogi stały się niczym wata.- Ja chciałem ci podziękować za to, że się tak o mnie troszczysz i opiekujesz się mną. I myśląc co bym mógł ci dać wpadłem na to, że po prostu siebie. Nie wiem czy moje dziewictwo to idealny prezent ale mimo to chce ci je dać. Chcę abyś kochał się za mną. Zrozumiem jeśli nie chcesz. Nie będę cię przecież zmuszał.- Trzymałem skrawek koca w dłoniach czując coraz większy wstyd. Wtem poczułem dłoń na policzku. Spojrzałem się na Jasona, który uśmiechał się lekko.

-Oj Joni, Joni. Po pierwsze nie musisz mi dziękować za troskę i opiekę. Jesteś moim bratem. Robię to wręcz z radością, bo cię Kocham. I nic tego nie zmieni. A po drugie to twoje dziewictwo jest bardzo cenne i jest idealnym prezentem. Prawidłowo nie powinienem go przyjmować ze względu iż jesteśmy braćmi. Ale wiedząc, że pewnie się do tego jakoś przyszykowałeś to się zgodzę.- Patrzyłem się zszokowany z rumieńcami na policzkach na Jasona. On popchnął mnie lekko tak, że leżałem na łóżku nie wiedząc co teraz. Jason zawisł nade mną. Najpierw składał krótkie pocałunki na moich ustach, które z każdą sekundą stawały coraz bardziej namiętne. Uchyliłem lekko wargi i już po chwili jego język badał moje podniebienie. Muszę przyznać, że Jason całował wspaniale. Jego dłonie błądziły po moim ciele. Jedną dłoń położyłem na jego karku, a drugą na plecach. Jason oderwał się od moich ust i pocałunkami zaczął schodzić niżej. Zadrżałem, gdy podgryzał lekko moją szyję. Cichy jęk wydobył się spomiędzy moich warg, gdy Jason zaczął ssać i podgryzać mojego sutka, drugiego stymulując palcami. Dłońmi przeczesywałem jego włosy, nieświadomie się o niego ocierając.

-Mmmm......Braciszku. Jesteś lubieżny.- Już chciałem zapytać o co mu chodzi lecz jego ręka na moim członku skutecznie mi to uniemożliwiła. Rozłożyłem chętnie nóżki aby miał do mnie lepszy dostęp. Już po chwili wciągnąłem powietrze zaciskając palce na pościeli. Wystarczyło kilka liźnięć i już tracę zmysły. Jason poruszał rytmicznie głową w górę i w dół, dłonią pieszcząc moje jądra. Jęczałem i wzdychałem wypychając biodra ku górze. Gdy przestał jęknąłem z niezadowoleniem. Jason uśmiechnął się i wyciągnął coś z szafeczki. Chwilę później poczułem jak robi kółeczka wokół mojego wejścia, a następnie wkłada zimny palec. Był on zimny przez żel. Jason powoli mnie rozciągał tam na dole ustami pieszcząc moje sutki. Pojękiwałem i drapałem go po plecach, a zwłaszcza karku, gdyż dzięki temu pomrukiwał niczym rasowy kot. Po chwili doszedł następny palec, a po nim kolejny. Wtedy właśnie Jason trafił w czuły punkt, na który jęknąłem głośno wyginając się w lekki łuk i wbijając paznokcie w jego plecy. Jason wyjął palce i wpił się w moje usta. Ja wykorzystałem ten moment i zamieniłem nas miejscami, ocierając się o jego krocze. Zarumieniłem się czują jego twardego członka. Chciałem mu sprawić przyjemność, więc pocałunkami schodziłem coraz to niżej. Zsunąłem z niego bokserki i zacząłem lizać jego członka po całej długości. Słysząc westchnienia Jasona postanowiłem iść dalej biorąc samą główkę do buzi, ssąc i robiąc kółeczka językiem. Po tym powoli brałem go coraz głębiej, dłonią pieszcząc jądra. Nie wiem dlaczego ale zadrżałem, gdy Jason jęknął. Po kilku minutach odsunąłem się od jego krocza, usiadłem mu na biodrach i ocierałem się o niego, patrząc w jego oczy zamglonym spojrzeniem. Jason złapał mnie za kark i przyciągnął do namiętnego pocałunku. Ciało ocierało się o ciało, dłonie pieściły drugie ciało, nierówne oddechy i języki splatające się w tańcu namiętności. Już po chwili ponownie leżałem na plecach ocierając się zachęcająco o Jasona. Ten podłożył pod moją pupę poduszkę i nadal mnie całując zaczął powoli we mnie wchodzić. Na początku to uczucie nie było zbyt ciekawe lecz, gdy już cały był we mnie zadrżałem i przytuliłem się do niego mocno. Początkowe ruchy były wolne i delikatne. Z każdą chwilą namiętność i żar naszych ciał brał górę. Jason ruszał biodrami stanowczo głęboko we mnie wchodząc. Po kilku takich ruchach trafił w ten splot nerwów, na co krzyknąłem i niespodziewanie doszedłem. Jason też doszedł, gdyż zacisnąłem się na nim mocno. Leżeliśmy tak w swoich objęciach.

-Jason.....Jeszcze. Daj mi więcej.- Powiedziałem błagalnym, chrapliwym głosem. Spojrzenie miałem zamglone, policzki mnie piekły, a usta były nabrzmiałe od pocałunków. Jason patrzał na mnie chwilę. Na szczęście nie trwało to długo, a już po tej chwili nasze wargi ponownie się złączyły, a ciało nie chciało odejść od tego drugiego. Nie spieszyliśmy się. Powoli poznawaliśmy nasze ciała w ten inny sposób, sprawdzaliśmy co przynosi nam największą przyjemność. Doszedłem chyba jeszcze z 5 razy, zanim wymęczony przytuliłem się do boku Jasona. On objął mnie i pocałował w policzek i po tym obaj zapadliśmy w sen.



Było około 10 rano, gdy otworzyłem swoje jakże piękne oczęta. Jak zwykle wtulony byłem w jego tors. Jason spał sobie nadal słodko. Chciałem położyć się jakoś z boczku lecz, gdy tylko się ruszyłem poczułem wynik wczorajszej nocy. Opadłem na Jasona z cichym jękiem. Poczułem po chwili dłoń przeczesującą moje blond kłaczki.

-Dzień dobry. Jak się czujesz?- Usłyszałem, więc postanowiłem spojrzeć na brata. Uśmiechał się delikatnie, co odwzajemniłem.

-Dobry~! Czuję się dobrze ale nazbyt czuję skutki wczorajszej nocy.- Wymamrotałem robiąc na końcu dzióbek.

-No wiesz, za 3 razem tak słodko jęczałeś i błagałeś abym nie przestawał.- Po tych słowach spaliłem buraka uderzając brata w klatę.

-Tak, wiem, wiem. Było niesamowicie ale przez to nie mogę chodzić.- Wyburkałem robiąc kółeczka na jego szyi. Jason przysunął mnie tak, że wręcz zwisałem nad nim i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.

-Więc dzisiaj odpoczywamy, a jutro jak będziesz czuł się wręcz świetnie to pójdziemy do willi. Napiszę do Runiego, że ma szykować dla ciebie słodkości. Co ty na to braciszku?- Nie musiał długo czekać na moją odpowiedź. Przytuliłem go mocno z piskiem, po czym syknąłem, gdyż gwałtowne ruchy w tym stanie nie są dla mnie. Po tym zostałem zaniesiony do łazienki i o dziwo zdołałem ustać pod prysznicem. Z małą pomocą Jasona- i uderzeniu go za dobieranie się do mnie w tym stanie- umyłem się, ubrałem i zszedłem na śniadanie. Było trochę ciężko siedzieć na krześle ale kolana braciszka to co innego. Po tym oczywiście się leniliśmy, gdyż było za gorąco na cokolwiek. Następnego dnia czułem się tak dobrze, że wręcz biegłem po moje słodkości. Wręcz się rozpływałem po zjedzeniu 2 czekoladek. Reszta miała za mnie niezły ubaw ale mało mnie to obchodziło. Po zjedzeniu całego opakowania czekoladek przyszedł czas na tort. Wręcz mnie zmroziło, gdy go zobaczyłem. Zamiast torcika był duży tort, a Runi na dokładkę zrobił dla mnie bułeczki z czekoladą i koszyk pełen ciasteczek. Wręcz rzuciłem się na niego w podziękowaniu, po tym zajadając się słodkościami. Oczywiście tortem się podzieliłem, a reszta słodkości została na później. Wybraliśmy się jeszcze na plażę tak więc w końcu mogłem posmakować uroków lata. Oczywiście tamta noc pozostała naszym sekretem, który niedługo się powtórzył.

5 komentarzy:

  1. O boże, straciłam za dużo krwi xdd
    Joni tak bardzo pomysłowy >w<
    A no i oczywiście dziękuje za dedyka kochana <3
    One-shot'cik wyborny niczym dania Magdy Gessler XD zajebisty ♨♥
    Ja chce już środe xd
    Dużo weny i czytelników (i jedzenia xd cicho >o< jedzenia nigdy mało xd)
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, zapomniałam powiedzieć, że trzeba mieć przy sobie paczkę chusteczek. :p
      Nie ma za co, w końcu to ty mi wręcz podsunęłaś pomysł :*
      Rozjebałaś mnie tym tekstem XD Heheheszki~! :p
      Na środę szykuj duuużo chusteczek~! >.< Więcej nie powiem. :D
      Dziękuje ślicznie za wenę i jedzonko ^.^
      Pozdrawiam kochaną Julcię~! *.* #Kimie

      Usuń
  2. Cieszę się, że chcesz więcej po przeczytaniu 25 rozdziału "Spotkania" :) Co do kolejnego tekstu - jeszcze nad tym myślę. Ze względu na wiele różnych rzeczy.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się twoim cieszeniem :P Hehehe :D Mam nadzieję, że jednak się zdecydujesz na kolejne opowiadanie, bo masz bardzo fajne pomysły. ^.^
      Pozdrawiam również~! #Kimie

      Usuń
  3. Hej,
    o Jason wspaniale opiekował się swoim braciszkiem, a ten prezent...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń