Jak Wam minął dzionek?? Ogółem to nic ciekawego Wam dzisiaj nie powiem. Co do one shotów to nie wiem, bo coś tam mam gdzieś napisane ale muszę poszukać i przepisać XD
Żeby nie zanudzać to po prostu życzę wam miłego czytania :p
Ferie
się skończyły i ponownie trzeba wrócić do szkoły. Bardziej się cieszyłam z
tego, że ponownie spotkam się z przyjaciółmi niż z samej szkoły. Szłam sobie
spokojnie, gdy ktoś nagle mnie przytulił. Obróciłam się szybko i ujrzałam
Jasona.
-Cześć
Skarbie.- Powiedział z uśmiechem.
-Jaason~!-
Powiedziałam i wtuliłam się w niego.
-Jak
się czujesz?- Zapytał, gdy już się odkleiłam.
-Znacznie
lepiej. A gdzie Joni?- Spytałam i zaczęłam wypatrywać drugiego bliźniaka.
-Tutaj~!-
Usłyszałam za sobą i zostałam zmiażdżona w uścisku.
-Joni~!-
Zaczęłam się śmiać z jego przytulasów. Odczepił się ode mnie i ustał obok brata.
-Co
tam? Jak tam? Ile słodyczy zjadłaś?- Zasypał mnie pytaniami.
-Dobrze,
dobrze. I niewiele, bo większość brat zjadł.- Wręcz na kolanach prosił abym
dała mu swoje słodycze.
-Ty
masz brata?- Spytał się Jason.
-Tak.
Isey. O rok młodszy. Później go poznasz.- Powiedziałam nadal z uśmiechem.
-Ohayo~!-
Przywitała nas Megumi.
-Megi~!-
Powiedział radośnie Joni i się przytulił.
-Tak,
tak. Ja też bardzo tęskniłam.- Powiedziała rozbawiona.
-Hejo~!-
Usłyszeliśmy głos Yuko. Biegła w naszą stronę z dużym uśmiechem.
-Yuko~!-
Prawie krzyknął Jonathan i podbiegł do niej, aż podnosząc ją ze szczęścia. Gdy
już się wytulali podeszli do nas. Yuko musiała do wszystkich się poprzytulać.
-Jak
ci minęły święta?- Spytałam.
-Bardzo
dobrze~! Dostałam tyle słodyczy, że trochę przyniosłam dzisiaj ze sobą~!-
Powiedziała z radością. Joniemu aż oczy się zaświeciły. Te dwa głodomory.
-A
co to za zebranie?- Spytał Kiyoshi, który pojawił się wręcz znikąd.
-Poświąteczne.-
Stwierdził Jason. Kiyoshi podszedł do Megumi i przytulił się do niej.
-Megi,
masz u mnie dług.- Powiedział.
-Jaki?-
Zdziwiła się na jego słowa, tak samo jak ja.
-Nie
miał kto mnie drapać.- Na jego słowa zaczęliśmy się śmiać.
-To
może już zacznę teraz.- Odparła wesoła i zaczęła drapać go po głowie. Kiyoshi
tylko bardziej wtulił się w nią. Nagle jakbym straciła równowagę. Ktoś bardzo
mocno się do mnie przytulił. Tylko kto?
-Mari-chan~!-
Usłyszałam przy uchu.
-Shunsuke~!-
Odparłam, również się przytuliłam. Jak ja go dawno nie widziałam. Odkleił się i
tak jak Yuko zaczął się z wszystkimi witać. Nie wiedział jak przywitać się z
Megumi i Kiyoshim, gdyż nadal się do siebie tulili. Na szczęście Jason przypomniał
im gdzie są i odsunęli się od siebie.
-Widzę,
że wszyscy cali i zdrowi.- Powiedział mi znajomy głos.
-Fizycznie
tak, ale psychicznie to bym się nad niektórymi zastanawiał.- Stwierdził do
Louisa Kiyoshi.
-Lou~!-
Powiedziałyśmy w trójkę i przytuliłyśmy się do niego mocno. Nie widziałam go od
czasu wspólnej wigilii.
-Ale
miłe przywitanie.- Skwitował z uśmiechem.
-Gdzieś
ty był? Dzwoniłem chyba z milion razy.- Powiedział Jason.
-Wyjechałem
do takiego kurortu. A telefon zostawiłem w domu. Widziałem, że próbowaliście
się ze mną skontaktować. Myślałem żeby oddzwonić ale stwierdziłem, że i tak za
2 dni się spotkamy więc sam wiesz.- Wytłumaczył się Lou.
-Zebranie
zarządu czy protest?- Spytał się Rune. Kiedy on się tu zjawił.
-Rune~!-
Pisnęła wręcz Yuko i rzuciła się na niego. Na początku go to zszokowało lecz i
tak się przytulił.
-A
ty gdzieś się włóczył?- Spytał rozbawiony Kiyoshi.
-A
dlaczego mam się tłumaczyć?!- Spytał rozbawiony i pokazał mu język. Po tym
krótkim przywitaniu wszyscy poszliśmy na lekcje.
Na
przerwach buzie się nam nie zamykały. Każdy opowiadał co robił w ferie.
Shunsuke - jak można się domyślać - wyjechał na obóz sportowy w góry. Louis był
w kurorcie a Rune wybrał się w kilka miejsc, w tym do gorących źródeł. Megumi
spędziła święta ze swoją rodziną w Osace. Yuko była na nartach a tak resztę
świąt spędziła w domu. Nie mogła się spotkać z Jonim, gdyż przyjechało do niej
kuzynostwo. Reszta spędziła te święta w domu. Oczywiście nie powiedziałam
dziewczynom co stało się pomiędzy mną a Jasonem. Tym bardziej co mogło się zdarzyć. Po lekcjach wybraliśmy się do
naszej ulubionej kawiarni, gdyż nikt z nas jeszcze wszystkiego nie powiedział.
Nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu, gdy Kiyoshi chciał zabrać Runiemu
ciastko a ten warczał na niego. I tak mu się to nie udało lecz w zamian dostał
ciastko od Megumi. Wszyscy pożegnaliśmy się z dobrym humorem.
Stary,
opuszczony magazyn, znajdujący się niedaleko portu. Mógłby być zwyczajnym
magazynem gdyby nie to, że było tam pełno krwi. Była ona na podłodze, ścianach
i innych rzeczach. Pełno ciał waliło się dookoła. To tu - ja, Joni, Kiyoshi,
Will i Rune walczyliśmy z bandą Rivery. A bardziej z jego częścią. Każdy
oddychał niespokojnie po walce. Nie wiem ilu ich dokładnie było. Wiem tylko, że
były to wampiry, elfy, wilkołaki i różne inne stwory.
-Nareszcie
koniec.- Stwierdził Kiyoshi, przy okazji dobijając jakiegoś wampira wbijając mu
miecz prosto w klatkę piersiową.
Jak
to była jedna część to pomyśl ilu ich jest ogółem.- Powiedział Will i usiadł na
jakiejś skrzyni.
-Lepiej
nie mów.- Skwitował Joni oparty o ścianę.
-Zostawcie
to i idziemy. Trzeba się ogarnąć.- Powiedziałem i wszyscy ruszyliśmy do willi.
Tam porządnie się umyliśmy. Niko opatrzył nam rany. Były to w większości
siniaki, otarcia lub drobne skaleczenia. Każdy z nas, oprócz Kiyoshiego
uzupełnił braki krwi.
-Jak
myślicie, kiedy zaatakują po raz kolejny?- Zapytał Will leżąc na kanapie.
-Nie
wiem. Teraz to mam tylko ochotę na spanie.- Stwierdził Kiyoshi, który prawie
przysypiał na fotelu.
-Mam
tylko nadzieję, że będą atakować w nocy.- Stwierdziłem równie śpiący co inni.
-Dlaczego?-
Spytał się Joni.
-Pomyśl
sobie. Idziesz sobie spacerkiem z Yuko a tu nagle wychodzi banda tych stworów.
Co robisz?!- Pytanie oczywiście retoryczne.
-Też
racja.- Opierał się o ścianę i leniwie mieszał herbatę.
-Nie
wiem jak wy, ale ja wracam do domu. Nie chcę zasnąć na fotelu.- Stwierdził
Kiyoshi, wstał i przeciągnął się. My również woleliśmy wrócić do domu. Byliśmy
tak zmęczeni, że droga do domu zajęła nam prawie godzinę. Bo normalnie idziemy
jakieś pół godziny. Wraz z dotknięciem poduszki udaliśmy się w objęcia
Morfeusza.
Od
bójki minęło kilka dni. Jak na razie nikt nie zaatakował. Chociaż dobrze, bo
źle się ostatnio czuję i nie mam ochoty na bójki. Aktualnie były wf-y i siedzę
sobie na ławce. Dzisiaj pan Tamuro zrobił lekcję ze skakania przez kozioł. Ja i
reszta chłopaków poszliśmy na pierwszy ogień więc teraz dziewczyny próbowały.
Ja oczywiście skupiałem swój wzrok na Mari. Miała na sobie zwykłą, białą
koszulkę i krótkie, granatowe spodenki. Włosy związane w kitkę. Rozmawiała z
jakąś dziewczyną. O, właśnie się na mnie patrzy. Patrzała na mnie by po
chwili się uśmiechnąć i pomachać w moją stronę. Odmachałem jej i również
się uśmiechnąłem. Nadeszła jej kolej. Odrzuciłem głowę w tył i odetchnąłem
ciężko.
-Dobrze
się czujesz??- Zapytał Lou, który siedział za mną.
-Tak.
Po prostu się nie wyspałem.- Powiedziałem i przymknąłem oczy. Ten ból głowy
jest wkurzający. Po lekcjach chciałem iść z Mariko na spacer lecz ona
musiała być dzisiaj wcześniej w domu. Jak się nie mylę to ktoś do niej
przyjechał. Zamiast do domu poszedłem do willi. Udałem się prosto do swojego
pokoju i zasnąłem ze zmęczenia i bólu.
Po
miłym spędzeniu czasu z Yuko chciałem wrócić do domu. Zadzwoniłem do swojego
braciszka ale on nie odbierał. Dziwne. Zawsze, gdy dzwonię odbiera. Przecież
nie spotkał się dzisiaj z Mariko. Zadzwoniłem do Willa i spytałem się, czy
Jason jest w willi. Oczywiście potwierdził to i powiedział, że chyba poszedł
spać. To stało się jeszcze bardziej dziwne, gdyż Jason prawie wcale nie chodzi
tak wcześnie spać. Poszedłem do willi i od razu skierowałem się do jego pokoju.
Zapukałem ale nikt nie odpowiadał więc wszedłem bez pytania. Zobaczyłem mojego
brata śpiącego z kołdrą aż po głowę. Zaśmiałem się na ten widok. Podszedłem do
niego i usiadłem na łóżku.
-Jason!
Wstawaj!- Powiedziałem i zsunąłem kołdrę z jego twarzy. To co zobaczyłem,
doprowadziło mnie do dreszczy.
Siedziałem
u siebie na werandzie i bawiłem się z Emiko, gdy nagle zadzwonił telefon.
-Halo?-
Nie chciało mi się patrzeć kto dzwoni.
=K......K....Kiyoshi....
- Usłyszałem przerażony głos Jonathana.
-Joni.
Co ci jest? Coś się stało?- Na te słowa Emi spojrzała się na mnie. Pogłaskałem
ją po głowie z lekkim uśmiechem.
=J....J.....Jason
- Wydukał do słuchawki.
-Co
Jason? Coś mu jest?- Spytałem coraz bardziej zmartwiony tą sytuacją.
=Pomóż.......-
Powiedział cicho, wręcz się rozpłakując.
-Gdzie
jesteście?- Spytałem i poszedłem do domku po swoją kurtkę.
=Willa.-
Powiedział w miarę spokojnie Joni.
-Już
lecę.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Kazałem pilnować obozu i w postaci wilka
pobiegłem do nich. Już w ludzkiej postaci pobiegłem do pokoju. Bez pukania
wszedłem. Ujrzałem Jonathana kulącego się przy łóżku i cicho łkającego. Na
łóżko widziałem sylwetkę Jasona. Ukucnąłem przy Jonim.
-Co
się stało?- Spytałem się go, a on wskazał tylko Jasona. Podszedłem tam i
odkryłem go aż do pasa. To co ujrzałem zmroziło mi krew w żyłach. Zamiast
Jasona nastolatka ujrzałem Jasona staruszka. Przez chwilę myślałem, że to maska
ale wyglądała zbyt realistycznie.
-Jak.....Jak
to się stało?- Spytałem, nie odrywając wzroku od niego.
-Nie
wiem.- Załkał Joni.- Przyszedłem tu i takiego go zobaczyłem. Nie wiem co mu się
stało. Kiyoshi pomóż.- Powiedział Jonathan i spojrzał na mnie ze łzami w
oczach.
-Niko!!-
Wydarłem się najgłośniej jak mogłem. Już po krótkiej chwili zjawił się
Doktorek.
-Co
się stało?- Spytał sennym głosem. Podszedłem do niego i zacząłem popychać w
stronę łóżka.
-To
się stało.- Dopiero wtedy Niko spojrzał na Jasona. Jego oczy rozszerzyły się w
nie małym szoku.- I mam nadzieję, że masz na to jakieś lekarstwo.- Po moich
słowach Doktorek wybiegł i wrócił ze swoją torbą. Zaczął go dokładnie badać.
-Trucizna.-
Stwierdził po jakiejś godzinie.
-Co?-
Zdziwił się Joni.
-Najwidoczniej
ktoś musiał ją podać podczas ostatniej walki.
-Da
się go wyleczyć?- Zadałem najważniejsze pytanie. Niko chwilę patrzał na Jasona
i odetchnął głęboko.
-Nie
wiem. Muszę poszukać w księgach. Dajcie mi trochę czasu.- Po tych słowach wyszedł
do swojego gabinetu. Ja usiadłem w fotelu i westchnąłem ciężko. Joni zaś usiadł
obok swojego brata i głaskał go po głowie.
-Nie
martw się Joni. Jason wyzdrowieje.- Powiedziałem i usiadłem obok niego. Po jego
policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Mam
tylko jego. Nie chcę zostać sam. Nie dam sobie rady. Jason, proszę. Zostań ze
mną.- Gdy to mówił, łzy spływały po jego policzkach. Schylił się i przytulił do
niego. Wiem ile oni przeszli. Gdyby Jason zmarł Joni totalnie by się załamał.
Nagle zadzwonił telefon. Był to telefon Jasona. Wziąłem go do ręki i spojrzałem
kto dzwonił - Mariko. Musiałem jej powiedzieć co się stało.
-Cześć
Mari.
=Kiyoshi?
Możesz mi podać Jasona?- Spytała.
-Przykro
mi, ale nie mogę tego zrobić.- Powiedziałem z powagą.
=Dlaczego?
-Mari
muszę ci coś powiedzieć.- Odetchnąłem głęboko.
=Co
takiego? Coś się stało?- W jej głosie było słychać zmartwienie.
-Jason
jest ciężko chory i może nawet nie przeżyć.- Nie lubię mówić wykrętnych
odpowiedzi, więc powiedziałem jak jest.
=.......-
Mariko nic nie odpowiedziała. Na pewno zszokowała ją ta wiadomość.
-Mariko.
Jesteś tam?- Jakoś długo się nie odzywa.
=Co-Co
mu jest?- Spytała z żalem.
-Został
otruty. Jeśli możesz lub chcesz, to przyjdź do willi. To nie jest rozmowa na
telefon.
=Dzisiaj
już nie mogę ale będę z samego rana.- Powiedziała szybko.
-Dobrze.
Jak coś to będę cię informował.- Mam nadzieję, że nie zdechnie on przez noc.
=Dobrze.
Do zobaczenia.- Powiedziała i rozłączyła się.
Później
Joni zadzwonił do mamy i powiedział, że razem z Jasonem nocują u kolegi.
Kazałem Joniemu wziąć prysznic a sam poszedłem robić kanapki. Przez całą noc
siedzieliśmy przy nim. Raz poszedłem do Doktorka spytać się, czy już coś
znalazł. Powiedział, że nadal nic.
Joni
z wymęczenia zasnął przy łóżku Jasona. Wziąłem go na ręce i przeniosłem do
sąsiedniego pokoju a sam dalej czatowałem. Modliłem się aby przeżył.
Plose o komentarze~!!! :* Plose o komentarze~!!!!! :* Plose o komentarze~! :*