Witam was w ten głupi poniedziałek. Dla mnie zwariowany i śmieszny. Dlaczego?? Ja + LovelyxAsuna + nuda na lekcji = Totalna Głupawka :P A jak wam minął dzionek???
Na rozweselenie następny rozdział ^.^
Niech Bóg Izaya Orihara będzie z Wami :@ <heheszki>
Pozdrówka od #Kimie & LovelyxAsuna :*
Miłego czytanka :*
Dni mijały spokojnie.
Umeko już nie robiła mi psikusów. Ciekawe co jej wtedy Jonathan powiedział.
Jest już październik, więc zaczyna się robić coraz zimniej i deszczowo.
Najbardziej na to marudzi Shunsuke, gdyż uwielbia grać na świeżym powietrzu. A
z racji złej pogody trener zakazał gry na boisku. Lecz pewnego dnia, gdy pogoda
dopisywała pojawił się nieznajomy......
Ja, Megumi i Yuko szłyśmy
w stronę placu szkoły, gdy wpadłyśmy na naszą koleżankę z klasy.
-Przepraszam.- Powiedziałam
do Tomomi.
-Nic się nie stało.-
Uśmiechnęła się do nas życzliwie.
-Gdzie ci się tak śpieszy
Tomi-chan?- Spytała Megi.
-Bo jakiś tajemniczy
chłopak jest na placu szkoły. Jestem ciekawa kto to.- Najwidoczniej nie
ma na sobie mundurka, że jest tajemniczy.
-To chodźmy razem.-
Stwierdziła Yuko. Wszystkie się z nią zgodziłyśmy i poszłyśmy na plac szkoły.
Zebrała się tam już spora grupka uczniów, zwłaszcza dziewcząt. O drzewo
niedaleko placu opierał się chłopak. Miał on białe włosy i złote oczy. Ubrany
był w czarne przylegające jeansy, czerwoną luźną koszulkę i skórzaną kurtkę, na
nogach czarno-białe trampki. Mogę stwierdzić iż był przystojny. Z budynku
szkoły wyszli bliźniacy, nie przejmując się sytuacją. Wyszli przed tłum i
dopiero wtedy zauważyli tajemniczego przybysza. On spojrzał się na nich. Za to
inni patrzeli się to na nich to na niego. Po chwili Jason uśmiechnął się i
zaczął iść w stronę przybysza. To samo po chwili zrobił Joni. Przybysz odsunął
się od drzewa i uśmiechnął. Jason podszedł do niego i przywitali się „po
męsku”. To samo zrobił drugi. Nie zwracając uwagi na resztę wyszli za mury
szkoły. Po tym na placu zapanował gwar. Wszyscy rozmawiali o tym, kim mógł być
ten chłopak i skąd go zna Jason i Jonathan. Ja i moje przyjaciółki nie
zastanawiałyśmy się zbytnio nad tym i poszłyśmy do domu.
Następnego dnia pierwszą
lekcję mieliśmy mieć z panią Kanegawą. I znowu postanowiła zrobić nam
niespodziankę.
-Moi drodzy, dzisiaj
ponownie do naszej klasy dołącza uczeń. Mam nadzieję, że przywitacie go równie
miło jak Jasona i Jonathana.- Powiedziała milusińskim głosem.- Możesz wejść.
Do sali
wszedł......tajemniczy chłopak z wczoraj. Tylko tym razem był ubrany w mundurek
szkolny. Ustał przed klasą i lekko się uśmiechnął. Nagle po klasie zaczęły
roznosić się salwy śmiechu ze strony bliźniaków. Z czego oni się śmieją?
Nowo przybyły zrobił skwaszoną minę.
-Jason, Jonathan!
Uspokójcie się. Możesz się przedstawić.- Powiedziała nauczycielka.
-Nazywam się Kiyoshi
Ishikawa. Miło was poznać.- Uśmiechnął się szerzej co wywołało pisk dziewczyn.
Za to bliźniacy nadal chichrali się pod nosem.
-Miło cię poznać Kiyoshi.
Proszę zajmij miejsce obok Jonathana.- Powiedziała, wskazując mu miejsce.
Kiyoshi szedł w ich stronę z lodowatym spojrzeniem. Na chwilę zapadła cisza,
gdy siadał na swoje miejsce. Gdy spojrzał się na swojego kolegę z ławki, salwy
bliźniaków ponownie rozniosły się po sali. Kiyoshi na to zrobił tylko face palm`a.
Na długiej przerwie ja z
dziewczynami i Shunem czekaliśmy na bliźniaków na dachu szkoły. Zjawili się oni
z Kiyoshim u boku.
-No to czas abyś poznał
naszą paczkę.- Stwierdził Jason.
-To jest Shunsuke.-
Powiedział wskazując na niego.
-Siemka.- Przywitał się
chłopak.
-To jest Yuko.
-Miło poznać.- Powiedział
szczerząc się do niej.
-Ciebie również.- Odpowiedziała
mu tym samym.
-To jest Megumi.- Wskazał
na czarnowłosą.
-Miło cię poznać,
Megi-chan.- Powiedział również się uśmiechając.
-Ciebie również,
Kiyoshi-san.- Powiedziała zawstydzona Megi.
-No i Mariko.- Dodał na
koniec Jason.
-Miło poznać.- Powiedział
nadal uśmiechnięty.
-Moja dziewczyna.- Dodał
Jason.
-Co? Niedawno co się
przeprowadziłeś i już masz dziewczynę?! Szybki jesteś. Ale gratuluję i
szczęścia życzę.- Najpierw był zaskoczony tą wiadomością, lecz potem wrócił mu
uśmiech.
-A skąd wy się znacie??- No
co? Ciekawska jestem.
-Z Francji. Chodziliśmy
razem do szkoły. Chociaż i tak poznaliśmy się już o wiele wcześniej.-
Odpowiedział mi Kiyoshi.
-Jason, a z czego
śmialiście się na lekcji??- Nadal nie wiem co mogło ich rozśmieszyć.
-Z Kiyoshiego.- Hee?!-
Mundurek jakoś do niego nie pasuje.- Dodał szczerząc się. Za to dostał kuksańca
od Kiyoshiego.
-I to się nazywa
przyjaciel.- westchnął na to chłopak. Za to bliźniacy zaczęli się ponownie
śmiać.
-Dobra, przestańcie się
ze mnie nabijać i zacznijmy jeść. Przez przeprowadzkę dużo nie jadłem.- I tak
się stało. Chłopacy opowiadali nam historię z życia szkolnego we Francji.
Później ( z inicjatywy Yuko), poszliśmy do kawiarni, aby przywitać
Kiyoshiego w Japonii. Jestem ciekawa czy nasza grupka jeszcze się
powiększy??
Co za dzień. Gdy
zobaczyłem Kiyoshiego opierającego się o drzewo, myślałem czy nie mam zwidów.
Lecz jednak nie - Kiyoshi przeprowadził się do Japonii. Oczywiście od razu
musieliśmy pogadać. Ale na szczęście nic się nie zmienił. Zwłaszcza jego
charakter. Poznaliśmy się, gdy miałem 25 lat. Lecz wtedy chował swoje włosy pod
czarną peruką. Szybko przyznaliśmy się sobie kim naprawdę jesteśmy. Tak,
Kiyoshi nie jest normalnym chłopakiem. Ale nie jest wampirem - tylko wilkołakiem.
Tworzyliśmy zgraną trójcę. Później ja zaprzyjaźniłem się z innymi wampirami i
stworzyłem klan. A on zabił jednego wilkołaka, który okazał się być wodzem
watahy. Został wodzem. Na początku dużo osób się buntowało, lecz każdy skończył
tak samo - śmiercią z ręki Kiyoshiego. Duża grupa osób sprzecza się, że wampiry
i wilkołaki są ze sobą w konflikcie. Gdyby tylko zobaczyli jak ja i Kiyoshi się
dogadujemy musieliby zbierać szczęki z podłogi. Gdy następnego dnia wszedł do
sali w mundurku szkolnym, nie mogłem wytrzymać ze śmiechu. Otóż Kiyoshi nienawidzi
garniturów i mundurków. Po prostu to do niego nie pasuje. Chociaż cieszę się,
że inni szybko go zaakceptowali.
Przyleciałem do Japonii z
całym moim oddziałem. I moje pierwsze pytanie było następujące: Gdzie kurwa
znaleźć ustronne miejsce dla 50 osób?? No pytam się, gdzie? Otóż wataha
trzyma się zawsze razem. Jesteśmy jak jedna, wielka rodzinka. Tylko matki brak.
By ich jeszcze rozpieściła. We Francji mieliśmy fajne obozowisko w górach. A
tu? Dobra Kiyoshi. Znajdź Jasona i Jonathana to ci pomogą. Już trochę tu są,
to pewnie miasto znają. Tylko gdzie oni mogą być?? Yhhhh! Wdech- wydech, wdech-
wydech......Pora na rozkazy.
-Słuchajcie. Teraz znajdę
wam jakieś miejsce, w którym możecie odpocząć po podróży. I wara mi się od
niego oddalać dopóki nie przyjdę. Ja idę się rozejrzeć. Zrozumiano?- Wszyscy
zgodnie pokiwali głowami. Zabrałem ich z lotniska i ruszyłem w miasto. Po jakichś
25 minutach znalazłem przestronny park.
-Dobra, tu zostajecie.
Ewentualnie możecie iść kupić sobie coś do jedzenia w pobliskich sklepach. I
bądźcie grzeczni, bo za was odpowiadam.
-Tak jest Ojcze.-
Zasalutowali. Dobrze, że zrozumieli bo gdyby nie....
-Kiyoshi-sama, mogę iść z
tobą??- Zapytała Ayako.
Ayako Rivarol (riwarol)
“17” lat
18.02.1997r.
Wzrost: 1,74
Kraj: Japonia, Francja
Białe włosy, brązowe oczy
Hobby: sztuki walki,
sport, pieski
-Nie, Ayako. Zostajesz tutaj. Miej wszystkich na oku.-
Spojrzałem jeszcze na swoich ludzi.
-A-Ale....
-Nie
ma żadnego „ale”. Zostajesz tu albo wracasz do Francji.- Zrobiła wkurzoną minę,
obróciła się na pięcie i poszła. Ja tymczasem wyruszyłem na poszukiwanie
kiełka. Szukałem z jakieś 3 godziny, zanim sobie przypomniałem nazwę szkoły. Od
razu się tam wybrałem. Oparłem się o pień drzewa i czekałem na niego razy dwa.
W końcu się zjawił. Patrzył na mnie jakby niedowierzał, że tu jestem. Jednak
szybko to minęło, uśmiechnął się w ten swój sposób i podszedł. Przywitałem się
z nimi i poszliśmy do baru, gdyż mój żołądek domagał się papu.
-A
jednak zdecydowałeś się na przeprowadzkę.- Powiedział Jason, gdy już
zamówiliśmy.
-We
Francji zrobiło się nudno. Nie można być cały czas w jednym miejscu.-
Zwłaszcza, że nie miałem z kim się podroczyć.
-Cieszę
się, że przyjechałeś. Przynajmniej nie będę miał wysokich rachunków za
telefon.- Uśmiechnął się pan żartowniś.
-A
gdzie reszta rodzinki?- Spytał się Joni. A i nie pytajcie skąd wiem który to
który. To moja słodka tajemnica, heheh. W tym czasie kelnerka przyniosła
nam nasze zamówienie. Ja od razu zabrałem się za jedzenie, wiec zapadła chwila
ciszy.
-Zostawiłem
ich w parku.- Powiedziałem po skończonym posiłku.
-Dlaczego?-
Zdziwił się Jason. Mało co zostawiam ich samych.
-I
tu mam do was prośbę. Muszę znaleźć jakieś lokum dla mojej watahy. Najlepiej gdzieś
w lesie lub w górach. Hotel stanowczo odpada.- Skwitowałem. Hotel odpada, gdyż
zazwyczaj są one w środku miasta. A my wilki uwielbiamy świeże powietrze, jak i
ogniska.
-Powiem
ci, że coś znalazłem, gdy przechadzałem się po mieście.- On chyba przeczuwał,
że przyjadę.
-Więc chodźmy. Im szybciej, tym szybciej pójdę spać.-
Powiedziałem, wstając od stolika i płacąc za swój obiad.
-Oż
ty śpiochu. No ale nic. Ruszajmy.- Powiedział, zapłacili za obiad i ruszyliśmy.
Po jakichś 45 minutach byliśmy gdzieś w środku
lasu, gdzie było wybudowane obozowisko. Było to 15 domków, plus jeden większy.
Każdy zrobiony z drewna. Od razu poczułem się lepiej, czując zapach lasu.
-I
jak? Podoba się?- Spytał Jason po chwili. Spojrzałem na niego najpierw z
obojętnością, potem z uśmiechem na ustach.
-Podoba
i pasuje. Wszyscy się zmieszczą.- Skwitowałem to miejsce. Zauważyłem jak w
naszą stronę zbliża się jakiś facet. Pewnie właściciel.
-Witam
Szanownych Panów. Jak widzę jesteście zainteresowani tym miejscem. Zostało ono
niedawno co wybudowane. Jesteście naszymi pierwszymi klientami.- Przywitał nas
miło.
-Co
mi pan może opowiedzieć o tym miejscu?- Trzeba być zainteresowanym.
-Jest ono w dobrym położeniu. Niedaleko stąd jest
jezioro, góry. Najbliższy przystanek autobusowy jest 10 min drogi stąd. Domki
są przytulnie urządzone. Każdy ma centralne ogrzewanie oraz bieżącą wodę i
prąd. Wszystko sprzyjające naturze.- Poinformował mnie właściciel. Chociaż
najbardziej zainteresowało mnie jezioro.
-Więc?-
Spytał Joni.
-Więc
wprowadzam się tu z moją bandą.- Powiedziałem z lekkim uśmiechem na ustach.
-A
ile osób tu będzie mieszkać?- Spytał właściciel.
-Około
50.- Dołączyło kilka osób, więc się teraz nie orientuję.
-A
na jak długo?- Dopytywał.
-Może
na zawsze. Nie wiem. Zobaczy się.- Właściciel zrobił zszokowaną minę. Przecież
powiedziałem prawdę. Nie będę się wprowadzał na miesiąc.
-A-Ale
tak nie można. Najdłużej można na 2 miesiące.- Powiedział poważnie.
-Słuchaj
gościu. Ja za to płacę. Więc możesz sobie wybudować taki obóz gdzieś indziej.
Więc dawaj mi papiery własnościowe i wynocha.- Nie dość, że leciałem kilka godzin
w samolocie w akompaniamencie dziecięcego płaczu to ten mi się jeszcze
sprzeciwia. Dobrze, że są tu ze mną bliźniacy, bo pewnie byłby już rozszarpany
na strzępy.
-Jak
pan śmie tak do mnie mówić. Ten obóz nie jest na sprzedaż tylko na wynajem.
Więc albo pan wynajmuje albo....- Aż się zamknął, gdy zobaczył moje groźne
spojrzenie.
-Ależ
możemy się dogadać.- Powiedział Jason ciągnąc nas do jednego z domków.
Weszliśmy do środka. Słyszałem jak Jonathan zamyka drzwi na klucz. Jason kazał
usiąść właścicielowi na fotelu.
-No
dobrze. Więc jakie są....- Zamilkł. Dlaczego? Otóż oczy zmieniające swoją barwę
i kły robią swoje. Patrzył na Jasona z szokiem i przerażeniem.
-To
jakaś sztuczka? Chcecie mnie nastraszyć?- Ale ten właściciel głupi.
-Jeśli
to sztuczka to może wypiję twoją krew i wtedy się przekonasz.-Powiedział Jason,
patrząc mu w oczy. Widziałem jak zadrżał.
-A
teraz posłuchaj. Mój kumpel zapłaci ci za te domki, a ty nie piśniesz ani słowa
o tym, co się tu wydarzyło. Zrozumiałeś?- Spytał się wampirek, pokazując w
uśmiechu swoje kiełki. Ten tylko pokiwał głową, że zrozumiał. Od razu poszedłem
z nim, podpisałem potrzebne papiery i zapłaciłem. Nie pytajcie się skąd mam
kasę.
-Wielkie
dzięki za pomoc.- Powiedziałem do kumpli, gdy wychodziłem z biura.
-Nie
ma za co. A teraz idź po swoją rodzinkę i się wprowadzajcie.- Powiedział z
uśmiechem starszy bliźniak.
-I
nie zapomnij zaprosić nas na imprezkę.- Dodał drugi.
-Spoczko. To idę was kawałek odprowadzić i idę po
swoich.- Skwitowałem i poszliśmy. Słońce powoli zachodziło, gdy doszedłem do
parku. Gdy wszyscy mnie zobaczyli, zebrali się w grupie.
-Znalazłem
miejscówkę. Więc grzecznie za mną. Mam nadzieję, że wszyscy są.- Pokiwali
głowami, że tak. Dojście do obozu nie zajęło nam dużo czasu. Każdemu się
spodobał.
-Przypomnę
zasady. Chłopcy i dziewczęta osobno. Jutro powieszę listę dyżurów. Teraz się
rozpakujcie i odpocznijcie. Te osoby, które mają resztę mojego bagażu niech
zaniosą do mojej siedziby. Jeśli ktoś ma pytania, niech przyjdzie do mnie za
pół godziny!- Wszyscy krzyknęli „Tak jest” i zaczęli się rozchodzić. Ja również
postanowiłem się ogarnąć. Wlazłem do swojej chałupki. Najpierw całą ją
obejrzałem. Na parterze był salon, połączony z małą kuchnią. Na piętrze była
duża sypialnia, łazienka i garderoba oraz taras z widokiem na całe obozowisko.
Zszedłem na dół i zacząłem się rozpakowywać. Przerwałem na chwilę, gdyż kilka
osób miało do mnie sprawę. Byli to w większości nowicjusze, którzy nie do końca
znali regulamin. Nie był on jakiś długi i surowy. Znajdowały się w nim
następujące rzeczy:
1.
Chłopcy
i dziewczęta mają osobne pokoje.
2.
Każdy
ma swój dyżur w kuchni i sprzątaniu.
3.
Słuchać
się rozkazów wodza.
4.
Nie
atakować niepotrzebnie.
I
to by było chyba na tyle. No nic Po jakiejś godzinie ogarnięcia swoich rzeczy,
wyszedłem aby sprawdzić czy wszyscy już się zaaklimatyzowali. Niektóre osoby
zaczęły już przygotowywać ognisko. Inne szykowały jedzenie. A reszta albo się
obijała albo wygłupiała. Moją watahę traktuję jak rodzinę. Nie ma między nami
sporów, a jak już są, to o jakieś głupoty. Dogadujemy się, robimy razem mnóstwo
rzeczy. Oczywiście, gdy ktoś mnie wkurzy, może za to nieźle zapłacić. Ale jak
na razie nikogo z rodzinki nie zabiłem.
-Witaj
Wodzu.
-Cześć
Eiichi.- Przywitałem „syneczka”.
Eiichi Ueda
„17”
lat
27.07.1997r.
Wzrost:
1,80
Kraj:
Japonia
Niebieskie
włosy, brązowe oczy
Hobby:
rzeźba, pływanie, słodkości, PS3
-I
jak? Podoba się?- Pora na wywiad środowiskowy.
-I
to bardzo. Innym też. Eee....Wodzu...?!- Zająkał się.
-Tak?-
Ciekawe o co chce się zapytać.
-A
tu tak samo będziemy chodzić na wycieczki? Bo wiem, że idziesz do szkoły i
pewnie nie będziesz miał czasu więc...Ała!- Właśnie go delikatnie uderzyłem.-
Za co?- I jeszcze się pytasz?!
-To,
że idę do szkoły nie znaczy, że was oleję. Nadal będziemy robić wycieczki i
inne tego typu rzeczy. Ale jak będziecie mnie wkurzać to nic nie będzie.-
Dosłownie jak z dziećmi. Eiichi patrzał na mnie jak na jakieś UFO. Po chwili
prawie się na mnie rzucił, przytulając się.
-Dzięki,
Tatku.- Uśmiechnąłem się na to i też trochę przytuliłem. Odkleił się ode mnie,
uśmiechnął się i pobiegł pomóc przy rozpalaniu ogniska. Właśnie taka jest ta wataha.
Potrafi być groźna i niemiła wobec innych, lecz między sobą milutka. I przyznam
się, że wolę jak mówią do mnie „tatku” lub „ojcze” niźli „wodzu”. Może tu
rządzę, ale nie jestem dla nich obcy.
Do późna siedzieliśmy przy ognisku rozmawiając i śmiejąc się. Za nic nie
zmieniłbym takiej rodzinki.
Zabiję
tych bliźniaków za nabijanie się ze mnie! Nie tak źle wyglądałem w tym mundurku.
Później poznałem ich bliższych znajomych oraz dziewczynę Jasona. Lecz mi ktoś
inny wpadł w oko.....


Hej,
OdpowiedzUsuńrozkręca się, polubiłam Kiyoshiego coś si nich dowiedzieliśmy, a Mariko jak zareaguje?
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejo~! ^^
UsuńPowolutku, coraz więcej wiadomości ^^ Kiyoshiego chyba wszyscy lubią :p
Dziękuje i również pozdrawiam~! :*
#Kimie
Hejka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, polubiłam bardzo Kiyosh'iego... dowiedzieliśmy się co nieco o nich, a ciekawe Mariko jak zareaguje?
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, bardzo polubiłam Kiyosh'iego... dowiedzieliśmy się trochę o nich, a ciekawe Mariko jak zareaguje?
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia