Ohayo~! ^w^
Przybywam z ostatnim rozdziałem Baby Buu~! ;-;
No będzie jeszcze Epilog i może jeszcze jakieś Extra, no ale to ostatni rozdział~!
Czyli chyba wiadomo co się stanie~?! o.O
Powiem szczerze, że na końcówce miałam łzy w oczach ;-;
Ale cóż poradzić?? :3
Opowiadanie pisane od 22.11.15r. do 18.05.16r. ^^ Czyli 6 miesięcy :p
A mogłam przedłużyć to z jeszcze 3 XD
Jednak wiem, że już nie mogliście się doczekać, także TA-DAM~! ^w^
Życzę miłego czytania moi kochani i zostawiam chusteczki :,)
Do zobaczenia niebawem~! ^^
#Kimie
Kolejne
trzy tygodnie minęło bardzo szybko. Aomine miał dużo pracy, przez
co często wracał późno do domu. Nie chciałem go przemęczać
swoimi zachciankami lecz on sam często pytał się, czy czegoś nie
potrzebuję. Jak nie mógł czegoś przywieść, przez pracę to
dzwonił do kogoś- zazwyczaj Kagamiego- aby mi przywiózł. To było
bardzo miłe z jego strony, że się mną tak opiekuje. Ja również
pracowałem, na swój zwariowany sposób. Jednak ostatnio musiałem
przystopować, gdyż Maleństwa często dawały o sobie znać mocnymi
kopniakami. Zwłaszcza, jak trafili w kręgosłup to wręcz zwijałem
się z bólu. Jak się dowiedziałem od lekarza to normalne, gdyż
dzieci powoli układają się w odpowiednią stronę. Nie miałem
innego wyboru jak wytrzymywać to i skurcze. Tak, czasami je mam lecz
są one delikatne. Raz jak dostałem nieco mocniejszy to Aomine
bardzo się przestraszył i już chciał mnie do szpitala wieść.
Uspokoiłem go jednak i teraz wie, że to nic poważnego. Głaszcze
wtedy mój brzuch i mówi spokojnie do Maluchów, przy czym ja sam
się rozluźniam. A co do humorków to jestem teraz bardzo marudny i
niepewny siebie. Bo jak patrzę ile przytyłem to aż jestem
przerażony. Czasami nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. I nawet
słowa Aominecchiego, że jestem piękny nie pomagają. No może na
chwilę. I jak widzę, jak Maluchy kopią to też pomaga. Ale przez
ten duży już brzuch nie mogę nosić bluzek Aomine. O swoich
starych już nie wspomnę. Dobra, przestanę lepiej się nad sobą
użalać. Najważniejsze, że już niedługo zobaczę te dwa urwisy.
W
ten weekend Aomine postanowił przygotować pokój dla Maluszków.
Wcześniej nie miał na to czasu, plus wolał wiedzieć co nas czeka.
Na dodatek zabronił mi w to ingerować. No ja mam tu mnóstwo planów
na pokój i nawet kilka kolorów już wybrałem, a ten nie. Uparł
się, że sam to zrobi. Stałem oparty o ścianę i przyglądałem
się, jak wnosi do pokoju drabinę i inne narzędzia.
-Oi
Kise.- Aomine odłożył jakieś pudełko i podszedł do mnie,
obejmując mnie w miarę możliwości.- Nie fochaj się. Obiecuję,
że będzie ładnie. Bez szaleństw i głupstw.- Uśmiechnął się
do mnie. No i co ja miałem zrobić w tej sytuacji~??! Odwzajemniłem
uśmiech, głaszcząc go po policzku.
-No
dobrze no~! Postaram się. Lecz wiedz, że jeśli będzie brzydko to
będziemy malować to na nowo, nawet gdybym miał zacząć rodzić na
drabinie.- Powiedziałem z powagą lecz przez śmiech mi nie wyszło.
-Nic
takiego się nie stanie. Na pewno. Więc pozwól mi pracować i
zrelaksuj się w tym czasie.- Pochylił się i pocałował mnie.
Oddałem ochoczo pocałunek. No co~?! Hormony dalej mi szaleją, więc
mój popęd na Aomine trwa dalej. I właśnie on w tej chwili
pogłębił pocałunek. I jak tu przerwać, jak całuje tak bosko?!
-Oj
Gołąbki, bez takich mi tu.- Usłyszeliśmy, więc niechętnie się
od siebie oderwaliśmy.
-Oj
zamknij się Bakagami. Mogę całować swojego narzeczonego gdzie
chcę i kiedy chcę.- Powiedział Aomine stanowczo, na co
uśmiechnąłem się szeroko. Od momentu cudnych zaręczyn po prostu
szczerze się jak głupi, a zwłaszcza jak Aomine mówi na mnie „mój
narzeczony”. Gdybym mógł skakałbym z radości. A tak pozostaje
mi się szczerzyć i rumienić.
-No
dobra, dobra~! Więc pocałuj swojego narzeczonego po raz ostatni i
chodź, bo mamy dużo do roboty.- Powiedział Kagami, a ja widziałem
ten lekki uśmiech na jego twarz. Gdy Kagami zniknął w pokoju
Aomine pocałował mnie namiętnie. I on ma teraz remontować
pokój~?! Nie, ja nie pozwalam~! Może Kagamicchi się nie obrazi,
jak znikniemy na godzinę albo dwie~??
-Dobra,
wystarczy mi na jakiś czas.- Powiedział Aomine, gdy oderwał się
od moich ust.- Za jakąś godzinę przyjdzie Tetsu, więc nie
będziesz się nudził.
-A
tą godzinę jak mam wykorzystać~?? Bez ciebie nie da rady.-
Powiedziałem z figlarnym uśmieszkiem.
-Wiesz,
po pracy będę potrzebował nieco odpoczynku ale chętnie się tobą
zajmę, Ryouta.- Powiedział namiętnie, ściskając mój pośladek.
No po prostu cios poniżej pasa~! Najpierw mówi mi po imieniu, a
później to. Czy on wie jak duży jest mój popęd seksualny??
-To
lepiej już idź, zanim zmienię zdanie.- Powiedziałem z uśmiechem.
Pocałował mnie jeszcze krótko, pogłaskał brzuch, po czym wziął
pudło i zamknął się w pokoju. Odetchnąłem i poszedłem do
kuchni. Nalałem sobie soku wiśniowego i wziąłem cukierki o smaku
toffi i poszedłem do salonu. Teraz miał lecieć program dla
przyszłych mam, więc sobie pooglądam.
Po
godzinie, jak mówił Aomine przyszedł Kurokocchi. Miał już
delikatny brzuszek ale przez duże bluzki nie było tego widać.
Dzisiaj wyjątkowo założył bardziej obcisłą, przez co widziałem
jaki jest malutki. Mój był zdecydowanie większy, no ale cóż się
dziwić skoro ja noszę dwójkę Maluchów.
-Ohayo
Kurokocchi~!- Przywitałem się z nim. Wstałbym i go przytulił lecz
miałem lenia.
-Witaj
Kise-kun.- Powiedział spokojnie, siadając obok mnie. O dziwo mimo
ciąży nadal był dość spokojny. No słyszałem, że ostatnio
często się obrażał albo był niezdecydowany, jednak nadal
spokojny.
-Jak
się czujecie?- Spytałem z uśmiechem.
-Dobrze.
Oprócz lekkich mdłości oczywiście.- Uśmiechnął się lekko,
głaszcząc swój brzuch.- A jak u was?
-Również
dobrze ale Maluchy dalej dają mi w kość. Zwłaszcza jak
Aominecchiego nie ma w domu. Urwisy tatusia. Niedługo dowiesz się
jaka płeć, co nie?!- Ja wręcz odliczałem dni do tego ważnego
USG.
-Tak
ale domyślam się, co będzie.
-Co?
Co? Co??
-Dziewczynka.
Tylko nie mów nic Kagamiemu, chce żeby miał niespodziankę.- Jej~!
Mała Kurosia~! Oby tylko Aomine nie zawróciła w głowie.
-Dobrze,
dobrze~! Czyli chłopcy będą mieć kuzyneczkę~!- Zaśmiałem się.
Po tym rozmawialiśmy o ciąży, gdyż Kuroko chciał się dowiedzieć
jak radziłem sobie w niektórych przypadkach. Wtem poczułem mocne
kopnięcie w krzyż i aż syknąłem z bólu.
-Kise-kun
wszystko w porządku?- Zapytał zmartwiony Kuroko.
-Tak,
tak. Jak wspomniałem Maluchy dają w kość.- Syknąłem ponownie.
Mocny był ten kopniak.
-To
może się położysz?!- Zaproponował Kuroko wstając od razu i
układając poduszki. Położyłem się powoli, oddychając głęboko.
Dobrze, że siedziałem, bo gdybym stał to bym upadł. Jak to boli~!
Leżałem tak z pięć minut, gdy do salonu wszedł Aominecchi i
Kagamicchi. Aomine widząc mnie od razu podszedł.
-Kise
co jest? Wszystko w porządku?!- Zapytał przykucając przy mnie i
łapiąc moją dłoń.
-Tak,
po prostu Maluchy znowu kopią nie tam gdzie trzeba.- Mruknąłem,
krzywiąc się z bólu. Aomine położył drugą dłoń na moich
brzuchu, głaszcząc delikatnie.
-Oj
Łobuzy~! Chwilę mnie nie ma, a wy już broicie. Nieładnie jest tak
kopać. Uspokójcie się.- Powiedział, po czym pocałował brzuch
dwa razy. Nawet poczułem się nieco lepiej.
-Już
dobrze. Dziękuje.- Uśmiechnąłem się lekko.
-Potrzebujesz
czegoś Kise? Może herbaty?- Spytał Kagami.
-Pójdę
zrobić.- Powiedział Aomine i chciał wstać lecz Kuroko go
zatrzymał.
-Zostań.
Ja zrobię. Wy jesteście brudni, więc...- Kuroko uśmiechnął się
lekko, po czym cmoknął Kagamiego w policzek i poszedł do kuchni.
Aomine miział mnie po boku, co nieco złagodziło ból.
-Lepiej?!
-Mhm~!
Dziękuje. Jesteś kochany.- Uśmiechnąłem się do niego. Wtedy
Kuroko przyniósł herbatę, więc usiadłem powoli, znaczy
półleżałem, bo nadal czułem ból.
-Spokojnie
Aomine-kun. Już jest dobrze, więc idźcie dalej robić. Ja nigdzie
się nie wybieram.- Powiedział Kuroko z uśmiechem. Aomine chwilę
się wahał.
-No
dobrze. Za pół godziny Kise musi wziąć leki. Chociaż może wziąć
je już teraz. Są w kuchni obok ekspresu.- Aomine westchnął, po
czym cmoknął mnie w policzek.- Leż i odpoczywaj. Możesz się
nawet zdrzemnąć, nie będziemy zbytnio hałasować.- Uśmiechnął
się i pocałował mnie ponownie.
-Dobrze.
Idźcie już, poradzimy sobie.- Powiedziałem. Aomine jeszcze
pogłaskał brzuch, po czym odkleił Kagamiego od Kuroko i poszli na
górę. Kuroko zaś poszedł po moje lekarstwa. Poczułem się po
nich lepiej ale posłuchałem Aomine i leżałem. Kuroko głaskał
mnie po brzuchu, co uspokoiło Maleństwa. Nagle tak bardzo stęskniły
się za tatusiem. Późnym wieczorem Aomine i Kagami skończyli część
remontu. Plus Kurokocchi był już zmęczony, więc pojechali do
domu. Ja sam czułem się zmęczony, więc wziąłem prysznic i
położyłem się. Aomine głaskał i całował mój brzuch aby
uspokoić Maluchy. Jednak widząc, że ziewam coraz częściej
podniósł się wyżej, dzięki czemu mogłem się do niego
przytulić. A czując jego ciepło zasnąłem od razu.
Kilka
dni później siedziałem na kanapie i oglądałem film. Było piękne
popołudnie i myślałem nawet o spacerze, jednak byłem na to zbyt
zmęczony. I nogi mnie bolały, więc zero ruchu. Aominecchi
wyskoczył do sklepu, bo mi zachciało się kakao. Chociaż lepiej
powiedzieć, że Maluchom się zachciało. Siedziałem i tak jakoś
zamiast patrzeć na film myślałem. O tym co się teraz dzieje. Że
niedługo urodzą się dzieci, że jestem zaręczony z Aominecchim.
Jednak myśl o dzieciach była większa.
-Kise
wróciłem~!- Usłyszałem jak za mgłą. Odwróciłem głowę w
stronę drzwi, w których po chwili pojawił się Aomine.- Kupiłem
ci kakao i jeszcze trochę owoców, zwłaszcza wiśni i.... Kise
dlaczego płaczesz?- Zapytał. Dotknąłem swojego policzka, który
był mokry.
-T-To
nic....- Powiedziałem drżącym głosem, wycierając rękawem oczy.
Aomine podszedł i usiadł obok, przytulając mnie.
-Oj,
co jest?? Bo wątpię, że to przez film.- Powiedział, głaszcząc
mnie po plecach.
-Boję
się.- Powiedziałem w jego koszulkę.- Boję się porodu. Wiem, że
z Maluszkami wszystko w porządku, jednak boję się. Jak coś się
stanie to...to...- Nie dokończyłem, gdyż się rozpłakałem.
Aomine przytulił mnie do siebie mocno.
-Cii~!
Już dobrze. Nie musisz się bać. Wiem, że wszystko będzie dobrze
i urodzisz te dwa Łobuzy. I ani tobie, ani im nic się nie stanie.-
Powiedział Aomine, całując mnie w czółko. Przytaknąłem lecz
nadal obejmowałem go mocno. W końcu przy nim czułem się
najbezpieczniej.
-Dziękuje.-
Wyszeptałem. Aomine na moje słowa pocałował mnie w policzek i
pogłaskał po plecach.
-Wiesz
co?! Chodź. Już teraz pokarzę ci niespodziankę.- Stwierdził
wstając z kanapy i pomagając mi wstać. Spojrzałem na niego
zdziwiony lecz nic nie powiedziałem tylko poszedłem z nim na górę.
Aomine przystaną przy drzwiach do pokoju dzieci. Wcześniej
powiedział, że dopiero po porodzie zobaczę jak go urządził.
Najwidoczniej zmienił zdanie.- Zamknij oczy.- Powiedział, więc tak
zrobiłem. Usłyszałem szczęk zamka, a potem poczułem jak łapie
mnie za rękę i wprowadza do pokoju.- Możesz otworzyć oczy.-
Szybko otworzyłem je i aż zaniemówiłem. Pokój był naprawdę
piękny. Jasnoniebieskie ściany, jasne meble, dwa łóżeczka, dwa
przewijaki, bliźniaczy wózek. Na parapecie pełno misiów.
Otworzyłem szafę, gdzie były dla niech ubranka. I dopiero wtedy
zauważyłem, że na ścianie jest pełno gwiazd.
-Dopiero
wieczorem możesz zobaczyć jak świecą. Wiesz, dzieci lubią spać
przy świetle, a to nie jest rażące.- Wyjaśnił Aomine, obejmując
mnie od tyłu. I to wszystko dla dzieci. Obróciłem się i
pocałowałem go w usta.
-To
najpiękniejszy pokój dziecięcy jaki widziałem.- Stwierdziłem z
szerokim uśmiechem. Aomine na moje słowa również się uśmiechnął.
-A
tak się bałeś, że brzydko wyjdzie.- Powiedział niby z wyrzutem.
-Oj
tam~! Było, minęło.- Zaśmiałem się. I dopiero wtedy zauważyłem
dwie duże poduchy na wzór piłki do kosza.- A to co?- Zapytałem,
wskazując je. Aomine spojrzał się w tamto miejsce i uśmiechnął.
-A
bo jak pojechałem z Kagamim po zakupy na wykończenie pokoju to
zauważyliśmy te poduchy. Na początku chciałem wziąć inne,
jednak stwierdziłem, że Maluchy mają zajebistego ojca koszykarza i
równie dobrą mamusię. I masę wujków koszykarzy~! Więc te
poduchy pasują idealnie~!- Powiedział z dumą, a ja się zaśmiałem.
No ale cóż, dzieci zapewne również zainteresują się koszykówką.
-Dobrze,
dobrze~! Nawet tu pasują. A teraz chodź do salonu. Znaczy ty
idziesz do kuchni zrobić mi kakao~!- Powiedziałem z uśmiechem,
cmokając go w nos.
-A
może zamiast do salonu pójdziemy do sypialni?- Zaproponował.
-Nie,
najpierw salon~!- Powiedziałem ze śmiechem.
-Czyli
jak wypijesz kakao to idziemy do sypialni. Może być. To chodź
szybko.- Pociągnął mnie za rękę.
-Powoli,
z tym brzuchem biegać nie mogę.- Powiedziałem niby to z wyrzutem.
I tak zeszliśmy na dół, wypiłem kakao, po czym udaliśmy się do
sypialni i oddaliśmy rozkoszy. Naprawdę miłe popołudnie.
Kolejne
dni szybko nam zleciały. Aomine pracował, ja odpoczywałem. Dzieci
się uspokoiły lecz mnie często bolał kręgosłup. W końcu noszę
te dwa Łobuzy, które bardzo przytyły. Mogłem jedynie siedzieć, a
najlepiej półleżeć aby odpocząć. Dzisiejszy dzień był bardzo
słoneczny. Ale cóż się dziwić, jak lato już blisko. Odwiedził
nas Nijimura z Haizaki. Nijimura był bardzo radosny zaś Haizaki
zmęczony. Jak się dowiedziałem to ma już dość zwariowanych
pomysłów swojego chłopaka. I tego, że wykorzystuje jego chcice.
Mimo to Haizaki był szczęśliwy, co było widać po jego uśmiechu,
gdy głaskał swój brzuch. Nijimura pochwalił się, że będzie
miał synka. Wręcz skakał z radości i omal nie stłukł wazonu. Po
tym zobaczyli pokój dla dzieci, na co Haizkai stwierdził Nijimurze,
że to jest normalny pokój, a nie tęcza na ścianach. Po tym ja i
Haizaki poszliśmy do salonu, a Aomine i Nijimura do pokoju
gościnnego. Aomine potrzebował pomocy przy montażu półki. Także
rozmawiałem sobie miło z Haizkim, gdy nagle poczułem
niewyobrażalny ból w podbrzuszu. Aż się skuliłem na kanapie.
-Kise
wszystko dobrze? Kise? Aomine! Kise coś jest!- Krzyknął Haizaki,
przykucając przy mnie. Aomine i Nijimura szybko znaleźli się w
salonie.
-Kise
co się dzieje?!- Zapytał zmartwiony, przykucając przy mnie. Już
chciałem mu powiedzieć lecz ponownie dostałem silnego skurczu.
-Ah~!-
Krzyknąłem.- Aominecchi ja chyba rodzę.- Wydyszałem.
-Rodzisz~?!
O matko.... Nijimura! Weź torby z sypialni. Haizaki idź otwórz
bagażnik i drzwi.- Powiedział szybko Aominecchi. Nijimura pobiegł
na górę, a Haizkai do samochodu.- Spokojnie Kise. Oddychaj. Ale
złap mnie za szyję, dobrze? Zaniosę cię do auta.- Powiedział
nieco spanikowanym głosem. Przytaknąłem i objąłem jego szyję.
Aomine powoli wstał i szybkim krokiem zaniósł mnie do auta. W tym
czasie Nijimura spakował torby do bagażnika i razem z Haizakim
wsiedli do samochodu. Aomine usiadł za kierownicą i ruszyliśmy. W
drodze ponownie dostałem mocnego skurczu.
-Aaa~!-
Krzyknąłem. Haizaki trzymał mnie za rękę i coś mówił. Ja
ledwo go zrozumiałem. To tak boli~! Do szpitala dotarliśmy z
zawrotną prędkością. Może Aomine włączył syrenę?
-Rodzi!-
Krzyknął, wychodząc z auta. W mgnieniu oka pojawił się lekarz i
kilka pielęgniarek z wózkiem. Powoli wyszedłem i usiadłem, przy
czy dostałem kolejny skurcz. Szybko znalazłem się w jakieś sali,
gdzie zaczęli podpinać mnie do tych maszyn.
-Który
to tydzień?- Zapytał lekarz, podwijając moją bluzkę.
-Trzydziesty
ósmy.- Doktorze, co z nim?- Zapytał przestraszony Aomine. Lekarz
chwilę nic nie mówił, tylko robił USG i patrzał na jakieś
wykresy. Ja w tym czasie ponownie dostałem skurcz.
-Jedziemy
na salę operacyjną. Będziemy ciąć.- Powiedział lekarz, na co
znowu zrobił się harmider.
-Jak
to ciąć~?!!- Krzyknął Aomine.
-Pana
partner zaczyna rodzić. Jest mężczyzną, więc nie urodzi
naturalnie. Musimy zrobić cesarskie cięcie aby wyciągnąć
Maluchy. Spokojnie, z nimi jest wszystko w porządku. A teraz niech
pan wybaczy.- Powiedział lekarz i już po chwili byłem wożony na
salę operacyjną. Aomine szedł obok i trzymał mnie za rękę.
-Spokojnie
Kise. Wszystko będzie dobrze.- Usłyszałem, na co uśmiechnąłem
się delikatnie.
-Przepraszam
ale pan nie może tu wejść.- Powiedziała jedna z pielęgniarek,
zatrzymując Aomine. Widziałem jego zmartwioną minę. Chciałem
powiedzieć, że będzie dobrze, jednak kolejny skurcz mi to
uniemożliwił. Maluchy jeszcze chwilę, jeszcze chwilę....
Łaziłem
przed salą operacyjną w tę i z powrotem. Dlaczego mnie nie
wpuścili~?!! Ja tu się martwię jak cholera o moje Skarby~! Już
nawet Nijimura nie kazał mi usiąść. Siedział wraz z Haizakim i
również czekali. Nijimura nawet zadzwonił za mnie do moich
rodziców i mamy Kise. Ja byłem zbyt roztrzęsiony i spanikowany.
Nadal mi się ręce trzęsą. No co tak długo??! Mam nadzieję, że
nie stanie się nic złego....
Nie
wiem ile tak łaziłem i wyzywałem w myślach na cały świat.
Dopiero słowa pielęgniarki mnie otrzeźwiły.
-Gratulację.
Został pan ojcem. Maluszki i mamusia mają się dobrze. Pana partner
za chwile zostanie przewieziony do sali.- Po tych słowach odeszła,
a ja usiadłem na krześle. Uśmiechnąłem się szeroko, a łzy
leciały mi po policzkach.
-Zostałem
ojcem~!- Krzyknąłem, na co Nijimura i Haizaki zaczęli klaskać.
-Gratuluję.-
Powiedział Nijimura, klepiąc mnie po plecach. Po kilku minutach
Kise wyjechał z sali operacyjnej. Od razu do niego podbiegłem. Był
cały spocony lecz szczęśliwy.
-Kise
udało się.- Powiedziałem szczęśliwy. Kise uśmiechnął się
szeroko i nawet kilka łez spłynęło mu po policzku.
-Gdzie
dzieci?- Zapytał cicho.
-Za
chwilkę pielęgniarka przyniesie je do pokoju.- Powiedział lekarz.
Gdy byliśmy już w pokoju usiadłem przy Kise i mocno go uścisnąłem.
-Bałem
się o ciebie.- Przyznałem.
-Ja
też się bałem. Ale teraz mogę skakać z radości. Ale to później,
bo jestem wykończony i nieco śpiący.- Po tych słowach przyszły
pielęgniarki. Jeden maluch trafił w ręce Kise, a drugi w moje. Ja
trzymałem Daikiego Juniora. Był strasznie do mnie podobny. A Ryouta
Junior do Kise. Dzieci nie spały, więc teraz patrzały na mnie
ciemnoniebieskie oczy.
-Cześć
Łobuzie. Witaj na świecie.- Powiedziałem z uśmiechem. Daiki
Junior złapał mój palec i uśmiechnął się. Boże~! Jaki to
cudowny widok~!- A co u drugiego Malucha?- Spojrzałem się na
drugiego Malucha, który leżał spokojnie. No tak, nagła zmiana
miejsca. Wtem do pokoju weszli moi rodzice i mama Kise.
-O
mój Bozi....- Powiedziała moja mama. Wstałem i dałem jej Malucha.
Patrzała na niego z uśmiechem i widziałem, że powstrzymuje się
od płaczu.
-Gratuluję
synu.- Powiedział ojciec, klepiąc mnie po plecach i patrząc z
rozczuleniem na Malucha. Wtem usłyszałem płacz. To mama Kise
trzymała dziecko i łkała. Wziąłem więc od niej malucha aby
mogła przytulić Kise.
-Jakie
dacie im imiona?- Zapytała moja mama.
-Trzymasz
na rękach Seijiego, a ja Yuichiego.- Powiedziałem na co Kise
uśmiechnął się szeroko. W końcu Yuichi to imię ojca Kise.
-Mamo,
mam do ciebie pytanie.- Powiedział Kise.- Zgodzisz się zostać
matką chrzestną dla Yuichiego?- Zapytał. Na odpowiedź długo nie
czekał, gdyż Mineko szybko pokiwała głową na tak, po czym
ponownie się rozpłakała. Kilka minut później przyszły
pielęgniarki aby zabrać dzieci. W końcu i oni i Kise muszą
odpocząć. Także pielęgniarki, Seiji i Yuichi oraz dziadkowie
wyszli, a ja zostałem sam z Kise. Usiadłem obok niego i pocałowałem
go namiętnie.
-Dziękuje.-
Powiedziałem odrywając się od niego.
-Za
co?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Za
to, że wytrwałeś. I urodziłeś. Matko~! Kocham Cię Ryouta.-
Powiedziałem z uśmiechem, na co Kise zarumienił się.
-Ja
też Cię Kocham Daiki.- Przytulił się do mnie mocno. Odwzajemniłem
jego uścisk, całując go przy tym delikatnie w usta. W słoneczny
dzień poznałem Kise. W słoneczny dzień poprosiłem go o
chodzenie. W słoneczny dzień urodził nasze dzieci. I w słoneczny
dzień złożymy sobie przysięgę. Tak, słonce przynosi mi dużo
szczęścia. A raczej to osobiste słońce, które właśnie trzymam
w ramionach.





