środa, 18 maja 2016

Baby Buu~!- Rozdział 8

Ohayo~! ^w^
Przybywam z ostatnim rozdziałem Baby Buu~! ;-;
No będzie jeszcze Epilog i może jeszcze jakieś Extra, no ale to ostatni rozdział~!
Czyli chyba wiadomo co się stanie~?! o.O
Powiem szczerze, że na końcówce miałam łzy w oczach ;-;
Ale cóż poradzić?? :3
Opowiadanie pisane od 22.11.15r. do 18.05.16r. ^^ Czyli 6 miesięcy :p 
A mogłam przedłużyć to z jeszcze 3 XD 
Jednak wiem, że już nie mogliście się doczekać, także TA-DAM~! ^w^
Życzę miłego czytania moi kochani i zostawiam chusteczki :,)
Do zobaczenia niebawem~! ^^
#Kimie

Kolejne trzy tygodnie minęło bardzo szybko. Aomine miał dużo pracy, przez co często wracał późno do domu. Nie chciałem go przemęczać swoimi zachciankami lecz on sam często pytał się, czy czegoś nie potrzebuję. Jak nie mógł czegoś przywieść, przez pracę to dzwonił do kogoś- zazwyczaj Kagamiego- aby mi przywiózł. To było bardzo miłe z jego strony, że się mną tak opiekuje. Ja również pracowałem, na swój zwariowany sposób. Jednak ostatnio musiałem przystopować, gdyż Maleństwa często dawały o sobie znać mocnymi kopniakami. Zwłaszcza, jak trafili w kręgosłup to wręcz zwijałem się z bólu. Jak się dowiedziałem od lekarza to normalne, gdyż dzieci powoli układają się w odpowiednią stronę. Nie miałem innego wyboru jak wytrzymywać to i skurcze. Tak, czasami je mam lecz są one delikatne. Raz jak dostałem nieco mocniejszy to Aomine bardzo się przestraszył i już chciał mnie do szpitala wieść. Uspokoiłem go jednak i teraz wie, że to nic poważnego. Głaszcze wtedy mój brzuch i mówi spokojnie do Maluchów, przy czym ja sam się rozluźniam. A co do humorków to jestem teraz bardzo marudny i niepewny siebie. Bo jak patrzę ile przytyłem to aż jestem przerażony. Czasami nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. I nawet słowa Aominecchiego, że jestem piękny nie pomagają. No może na chwilę. I jak widzę, jak Maluchy kopią to też pomaga. Ale przez ten duży już brzuch nie mogę nosić bluzek Aomine. O swoich starych już nie wspomnę. Dobra, przestanę lepiej się nad sobą użalać. Najważniejsze, że już niedługo zobaczę te dwa urwisy.

W ten weekend Aomine postanowił przygotować pokój dla Maluszków. Wcześniej nie miał na to czasu, plus wolał wiedzieć co nas czeka. Na dodatek zabronił mi w to ingerować. No ja mam tu mnóstwo planów na pokój i nawet kilka kolorów już wybrałem, a ten nie. Uparł się, że sam to zrobi. Stałem oparty o ścianę i przyglądałem się, jak wnosi do pokoju drabinę i inne narzędzia.
-Oi Kise.- Aomine odłożył jakieś pudełko i podszedł do mnie, obejmując mnie w miarę możliwości.- Nie fochaj się. Obiecuję, że będzie ładnie. Bez szaleństw i głupstw.- Uśmiechnął się do mnie. No i co ja miałem zrobić w tej sytuacji~??! Odwzajemniłem uśmiech, głaszcząc go po policzku.
-No dobrze no~! Postaram się. Lecz wiedz, że jeśli będzie brzydko to będziemy malować to na nowo, nawet gdybym miał zacząć rodzić na drabinie.- Powiedziałem z powagą lecz przez śmiech mi nie wyszło.
-Nic takiego się nie stanie. Na pewno. Więc pozwól mi pracować i zrelaksuj się w tym czasie.- Pochylił się i pocałował mnie. Oddałem ochoczo pocałunek. No co~?! Hormony dalej mi szaleją, więc mój popęd na Aomine trwa dalej. I właśnie on w tej chwili pogłębił pocałunek. I jak tu przerwać, jak całuje tak bosko?!
-Oj Gołąbki, bez takich mi tu.- Usłyszeliśmy, więc niechętnie się od siebie oderwaliśmy.
-Oj zamknij się Bakagami. Mogę całować swojego narzeczonego gdzie chcę i kiedy chcę.- Powiedział Aomine stanowczo, na co uśmiechnąłem się szeroko. Od momentu cudnych zaręczyn po prostu szczerze się jak głupi, a zwłaszcza jak Aomine mówi na mnie „mój narzeczony”. Gdybym mógł skakałbym z radości. A tak pozostaje mi się szczerzyć i rumienić.
-No dobra, dobra~! Więc pocałuj swojego narzeczonego po raz ostatni i chodź, bo mamy dużo do roboty.- Powiedział Kagami, a ja widziałem ten lekki uśmiech na jego twarz. Gdy Kagami zniknął w pokoju Aomine pocałował mnie namiętnie. I on ma teraz remontować pokój~?! Nie, ja nie pozwalam~! Może Kagamicchi się nie obrazi, jak znikniemy na godzinę albo dwie~??
-Dobra, wystarczy mi na jakiś czas.- Powiedział Aomine, gdy oderwał się od moich ust.- Za jakąś godzinę przyjdzie Tetsu, więc nie będziesz się nudził.
-A tą godzinę jak mam wykorzystać~?? Bez ciebie nie da rady.- Powiedziałem z figlarnym uśmieszkiem.
-Wiesz, po pracy będę potrzebował nieco odpoczynku ale chętnie się tobą zajmę, Ryouta.- Powiedział namiętnie, ściskając mój pośladek. No po prostu cios poniżej pasa~! Najpierw mówi mi po imieniu, a później to. Czy on wie jak duży jest mój popęd seksualny??
-To lepiej już idź, zanim zmienię zdanie.- Powiedziałem z uśmiechem. Pocałował mnie jeszcze krótko, pogłaskał brzuch, po czym wziął pudło i zamknął się w pokoju. Odetchnąłem i poszedłem do kuchni. Nalałem sobie soku wiśniowego i wziąłem cukierki o smaku toffi i poszedłem do salonu. Teraz miał lecieć program dla przyszłych mam, więc sobie pooglądam.

Po godzinie, jak mówił Aomine przyszedł Kurokocchi. Miał już delikatny brzuszek ale przez duże bluzki nie było tego widać. Dzisiaj wyjątkowo założył bardziej obcisłą, przez co widziałem jaki jest malutki. Mój był zdecydowanie większy, no ale cóż się dziwić skoro ja noszę dwójkę Maluchów.
-Ohayo Kurokocchi~!- Przywitałem się z nim. Wstałbym i go przytulił lecz miałem lenia.
-Witaj Kise-kun.- Powiedział spokojnie, siadając obok mnie. O dziwo mimo ciąży nadal był dość spokojny. No słyszałem, że ostatnio często się obrażał albo był niezdecydowany, jednak nadal spokojny.
-Jak się czujecie?- Spytałem z uśmiechem.
-Dobrze. Oprócz lekkich mdłości oczywiście.- Uśmiechnął się lekko, głaszcząc swój brzuch.- A jak u was?
-Również dobrze ale Maluchy dalej dają mi w kość. Zwłaszcza jak Aominecchiego nie ma w domu. Urwisy tatusia. Niedługo dowiesz się jaka płeć, co nie?!- Ja wręcz odliczałem dni do tego ważnego USG.
-Tak ale domyślam się, co będzie.
-Co? Co? Co??
-Dziewczynka. Tylko nie mów nic Kagamiemu, chce żeby miał niespodziankę.- Jej~! Mała Kurosia~! Oby tylko Aomine nie zawróciła w głowie.
-Dobrze, dobrze~! Czyli chłopcy będą mieć kuzyneczkę~!- Zaśmiałem się. Po tym rozmawialiśmy o ciąży, gdyż Kuroko chciał się dowiedzieć jak radziłem sobie w niektórych przypadkach. Wtem poczułem mocne kopnięcie w krzyż i aż syknąłem z bólu.
-Kise-kun wszystko w porządku?- Zapytał zmartwiony Kuroko.
-Tak, tak. Jak wspomniałem Maluchy dają w kość.- Syknąłem ponownie. Mocny był ten kopniak.
-To może się położysz?!- Zaproponował Kuroko wstając od razu i układając poduszki. Położyłem się powoli, oddychając głęboko. Dobrze, że siedziałem, bo gdybym stał to bym upadł. Jak to boli~! Leżałem tak z pięć minut, gdy do salonu wszedł Aominecchi i Kagamicchi. Aomine widząc mnie od razu podszedł.
-Kise co jest? Wszystko w porządku?!- Zapytał przykucając przy mnie i łapiąc moją dłoń.
-Tak, po prostu Maluchy znowu kopią nie tam gdzie trzeba.- Mruknąłem, krzywiąc się z bólu. Aomine położył drugą dłoń na moich brzuchu, głaszcząc delikatnie.
-Oj Łobuzy~! Chwilę mnie nie ma, a wy już broicie. Nieładnie jest tak kopać. Uspokójcie się.- Powiedział, po czym pocałował brzuch dwa razy. Nawet poczułem się nieco lepiej.
-Już dobrze. Dziękuje.- Uśmiechnąłem się lekko.
-Potrzebujesz czegoś Kise? Może herbaty?- Spytał Kagami.
-Pójdę zrobić.- Powiedział Aomine i chciał wstać lecz Kuroko go zatrzymał.
-Zostań. Ja zrobię. Wy jesteście brudni, więc...- Kuroko uśmiechnął się lekko, po czym cmoknął Kagamiego w policzek i poszedł do kuchni. Aomine miział mnie po boku, co nieco złagodziło ból.
-Lepiej?!
-Mhm~! Dziękuje. Jesteś kochany.- Uśmiechnąłem się do niego. Wtedy Kuroko przyniósł herbatę, więc usiadłem powoli, znaczy półleżałem, bo nadal czułem ból.
-Spokojnie Aomine-kun. Już jest dobrze, więc idźcie dalej robić. Ja nigdzie się nie wybieram.- Powiedział Kuroko z uśmiechem. Aomine chwilę się wahał.
-No dobrze. Za pół godziny Kise musi wziąć leki. Chociaż może wziąć je już teraz. Są w kuchni obok ekspresu.- Aomine westchnął, po czym cmoknął mnie w policzek.- Leż i odpoczywaj. Możesz się nawet zdrzemnąć, nie będziemy zbytnio hałasować.- Uśmiechnął się i pocałował mnie ponownie.
-Dobrze. Idźcie już, poradzimy sobie.- Powiedziałem. Aomine jeszcze pogłaskał brzuch, po czym odkleił Kagamiego od Kuroko i poszli na górę. Kuroko zaś poszedł po moje lekarstwa. Poczułem się po nich lepiej ale posłuchałem Aomine i leżałem. Kuroko głaskał mnie po brzuchu, co uspokoiło Maleństwa. Nagle tak bardzo stęskniły się za tatusiem. Późnym wieczorem Aomine i Kagami skończyli część remontu. Plus Kurokocchi był już zmęczony, więc pojechali do domu. Ja sam czułem się zmęczony, więc wziąłem prysznic i położyłem się. Aomine głaskał i całował mój brzuch aby uspokoić Maluchy. Jednak widząc, że ziewam coraz częściej podniósł się wyżej, dzięki czemu mogłem się do niego przytulić. A czując jego ciepło zasnąłem od razu.

Kilka dni później siedziałem na kanapie i oglądałem film. Było piękne popołudnie i myślałem nawet o spacerze, jednak byłem na to zbyt zmęczony. I nogi mnie bolały, więc zero ruchu. Aominecchi wyskoczył do sklepu, bo mi zachciało się kakao. Chociaż lepiej powiedzieć, że Maluchom się zachciało. Siedziałem i tak jakoś zamiast patrzeć na film myślałem. O tym co się teraz dzieje. Że niedługo urodzą się dzieci, że jestem zaręczony z Aominecchim. Jednak myśl o dzieciach była większa.
-Kise wróciłem~!- Usłyszałem jak za mgłą. Odwróciłem głowę w stronę drzwi, w których po chwili pojawił się Aomine.- Kupiłem ci kakao i jeszcze trochę owoców, zwłaszcza wiśni i.... Kise dlaczego płaczesz?- Zapytał. Dotknąłem swojego policzka, który był mokry.
-T-To nic....- Powiedziałem drżącym głosem, wycierając rękawem oczy. Aomine podszedł i usiadł obok, przytulając mnie.
-Oj, co jest?? Bo wątpię, że to przez film.- Powiedział, głaszcząc mnie po plecach.
-Boję się.- Powiedziałem w jego koszulkę.- Boję się porodu. Wiem, że z Maluszkami wszystko w porządku, jednak boję się. Jak coś się stanie to...to...- Nie dokończyłem, gdyż się rozpłakałem. Aomine przytulił mnie do siebie mocno.
-Cii~! Już dobrze. Nie musisz się bać. Wiem, że wszystko będzie dobrze i urodzisz te dwa Łobuzy. I ani tobie, ani im nic się nie stanie.- Powiedział Aomine, całując mnie w czółko. Przytaknąłem lecz nadal obejmowałem go mocno. W końcu przy nim czułem się najbezpieczniej.
-Dziękuje.- Wyszeptałem. Aomine na moje słowa pocałował mnie w policzek i pogłaskał po plecach.
-Wiesz co?! Chodź. Już teraz pokarzę ci niespodziankę.- Stwierdził wstając z kanapy i pomagając mi wstać. Spojrzałem na niego zdziwiony lecz nic nie powiedziałem tylko poszedłem z nim na górę. Aomine przystaną przy drzwiach do pokoju dzieci. Wcześniej powiedział, że dopiero po porodzie zobaczę jak go urządził. Najwidoczniej zmienił zdanie.- Zamknij oczy.- Powiedział, więc tak zrobiłem. Usłyszałem szczęk zamka, a potem poczułem jak łapie mnie za rękę i wprowadza do pokoju.- Możesz otworzyć oczy.- Szybko otworzyłem je i aż zaniemówiłem. Pokój był naprawdę piękny. Jasnoniebieskie ściany, jasne meble, dwa łóżeczka, dwa przewijaki, bliźniaczy wózek. Na parapecie pełno misiów. Otworzyłem szafę, gdzie były dla niech ubranka. I dopiero wtedy zauważyłem, że na ścianie jest pełno gwiazd.
-Dopiero wieczorem możesz zobaczyć jak świecą. Wiesz, dzieci lubią spać przy świetle, a to nie jest rażące.- Wyjaśnił Aomine, obejmując mnie od tyłu. I to wszystko dla dzieci. Obróciłem się i pocałowałem go w usta.
-To najpiękniejszy pokój dziecięcy jaki widziałem.- Stwierdziłem z szerokim uśmiechem. Aomine na moje słowa również się uśmiechnął.
-A tak się bałeś, że brzydko wyjdzie.- Powiedział niby z wyrzutem.
-Oj tam~! Było, minęło.- Zaśmiałem się. I dopiero wtedy zauważyłem dwie duże poduchy na wzór piłki do kosza.- A to co?- Zapytałem, wskazując je. Aomine spojrzał się w tamto miejsce i uśmiechnął.
-A bo jak pojechałem z Kagamim po zakupy na wykończenie pokoju to zauważyliśmy te poduchy. Na początku chciałem wziąć inne, jednak stwierdziłem, że Maluchy mają zajebistego ojca koszykarza i równie dobrą mamusię. I masę wujków koszykarzy~! Więc te poduchy pasują idealnie~!- Powiedział z dumą, a ja się zaśmiałem. No ale cóż, dzieci zapewne również zainteresują się koszykówką.
-Dobrze, dobrze~! Nawet tu pasują. A teraz chodź do salonu. Znaczy ty idziesz do kuchni zrobić mi kakao~!- Powiedziałem z uśmiechem, cmokając go w nos.
-A może zamiast do salonu pójdziemy do sypialni?- Zaproponował.
-Nie, najpierw salon~!- Powiedziałem ze śmiechem.
-Czyli jak wypijesz kakao to idziemy do sypialni. Może być. To chodź szybko.- Pociągnął mnie za rękę.
-Powoli, z tym brzuchem biegać nie mogę.- Powiedziałem niby to z wyrzutem. I tak zeszliśmy na dół, wypiłem kakao, po czym udaliśmy się do sypialni i oddaliśmy rozkoszy. Naprawdę miłe popołudnie.

Kolejne dni szybko nam zleciały. Aomine pracował, ja odpoczywałem. Dzieci się uspokoiły lecz mnie często bolał kręgosłup. W końcu noszę te dwa Łobuzy, które bardzo przytyły. Mogłem jedynie siedzieć, a najlepiej półleżeć aby odpocząć. Dzisiejszy dzień był bardzo słoneczny. Ale cóż się dziwić, jak lato już blisko. Odwiedził nas Nijimura z Haizaki. Nijimura był bardzo radosny zaś Haizaki zmęczony. Jak się dowiedziałem to ma już dość zwariowanych pomysłów swojego chłopaka. I tego, że wykorzystuje jego chcice. Mimo to Haizaki był szczęśliwy, co było widać po jego uśmiechu, gdy głaskał swój brzuch. Nijimura pochwalił się, że będzie miał synka. Wręcz skakał z radości i omal nie stłukł wazonu. Po tym zobaczyli pokój dla dzieci, na co Haizkai stwierdził Nijimurze, że to jest normalny pokój, a nie tęcza na ścianach. Po tym ja i Haizaki poszliśmy do salonu, a Aomine i Nijimura do pokoju gościnnego. Aomine potrzebował pomocy przy montażu półki. Także rozmawiałem sobie miło z Haizkim, gdy nagle poczułem niewyobrażalny ból w podbrzuszu. Aż się skuliłem na kanapie.
-Kise wszystko dobrze? Kise? Aomine! Kise coś jest!- Krzyknął Haizaki, przykucając przy mnie. Aomine i Nijimura szybko znaleźli się w salonie.
-Kise co się dzieje?!- Zapytał zmartwiony, przykucając przy mnie. Już chciałem mu powiedzieć lecz ponownie dostałem silnego skurczu.
-Ah~!- Krzyknąłem.- Aominecchi ja chyba rodzę.- Wydyszałem.
-Rodzisz~?! O matko.... Nijimura! Weź torby z sypialni. Haizaki idź otwórz bagażnik i drzwi.- Powiedział szybko Aominecchi. Nijimura pobiegł na górę, a Haizkai do samochodu.- Spokojnie Kise. Oddychaj. Ale złap mnie za szyję, dobrze? Zaniosę cię do auta.- Powiedział nieco spanikowanym głosem. Przytaknąłem i objąłem jego szyję. Aomine powoli wstał i szybkim krokiem zaniósł mnie do auta. W tym czasie Nijimura spakował torby do bagażnika i razem z Haizakim wsiedli do samochodu. Aomine usiadł za kierownicą i ruszyliśmy. W drodze ponownie dostałem mocnego skurczu.
-Aaa~!- Krzyknąłem. Haizaki trzymał mnie za rękę i coś mówił. Ja ledwo go zrozumiałem. To tak boli~! Do szpitala dotarliśmy z zawrotną prędkością. Może Aomine włączył syrenę?
-Rodzi!- Krzyknął, wychodząc z auta. W mgnieniu oka pojawił się lekarz i kilka pielęgniarek z wózkiem. Powoli wyszedłem i usiadłem, przy czy dostałem kolejny skurcz. Szybko znalazłem się w jakieś sali, gdzie zaczęli podpinać mnie do tych maszyn.
-Który to tydzień?- Zapytał lekarz, podwijając moją bluzkę.
-Trzydziesty ósmy.- Doktorze, co z nim?- Zapytał przestraszony Aomine. Lekarz chwilę nic nie mówił, tylko robił USG i patrzał na jakieś wykresy. Ja w tym czasie ponownie dostałem skurcz.
-Jedziemy na salę operacyjną. Będziemy ciąć.- Powiedział lekarz, na co znowu zrobił się harmider.
-Jak to ciąć~?!!- Krzyknął Aomine.
-Pana partner zaczyna rodzić. Jest mężczyzną, więc nie urodzi naturalnie. Musimy zrobić cesarskie cięcie aby wyciągnąć Maluchy. Spokojnie, z nimi jest wszystko w porządku. A teraz niech pan wybaczy.- Powiedział lekarz i już po chwili byłem wożony na salę operacyjną. Aomine szedł obok i trzymał mnie za rękę.
-Spokojnie Kise. Wszystko będzie dobrze.- Usłyszałem, na co uśmiechnąłem się delikatnie.
-Przepraszam ale pan nie może tu wejść.- Powiedziała jedna z pielęgniarek, zatrzymując Aomine. Widziałem jego zmartwioną minę. Chciałem powiedzieć, że będzie dobrze, jednak kolejny skurcz mi to uniemożliwił. Maluchy jeszcze chwilę, jeszcze chwilę....


Łaziłem przed salą operacyjną w tę i z powrotem. Dlaczego mnie nie wpuścili~?!! Ja tu się martwię jak cholera o moje Skarby~! Już nawet Nijimura nie kazał mi usiąść. Siedział wraz z Haizakim i również czekali. Nijimura nawet zadzwonił za mnie do moich rodziców i mamy Kise. Ja byłem zbyt roztrzęsiony i spanikowany. Nadal mi się ręce trzęsą. No co tak długo??! Mam nadzieję, że nie stanie się nic złego....

Nie wiem ile tak łaziłem i wyzywałem w myślach na cały świat. Dopiero słowa pielęgniarki mnie otrzeźwiły.
-Gratulację. Został pan ojcem. Maluszki i mamusia mają się dobrze. Pana partner za chwile zostanie przewieziony do sali.- Po tych słowach odeszła, a ja usiadłem na krześle. Uśmiechnąłem się szeroko, a łzy leciały mi po policzkach.
-Zostałem ojcem~!- Krzyknąłem, na co Nijimura i Haizaki zaczęli klaskać.
-Gratuluję.- Powiedział Nijimura, klepiąc mnie po plecach. Po kilku minutach Kise wyjechał z sali operacyjnej. Od razu do niego podbiegłem. Był cały spocony lecz szczęśliwy.
-Kise udało się.- Powiedziałem szczęśliwy. Kise uśmiechnął się szeroko i nawet kilka łez spłynęło mu po policzku.
-Gdzie dzieci?- Zapytał cicho.
-Za chwilkę pielęgniarka przyniesie je do pokoju.- Powiedział lekarz. Gdy byliśmy już w pokoju usiadłem przy Kise i mocno go uścisnąłem.
-Bałem się o ciebie.- Przyznałem.
-Ja też się bałem. Ale teraz mogę skakać z radości. Ale to później, bo jestem wykończony i nieco śpiący.- Po tych słowach przyszły pielęgniarki. Jeden maluch trafił w ręce Kise, a drugi w moje. Ja trzymałem Daikiego Juniora. Był strasznie do mnie podobny. A Ryouta Junior do Kise. Dzieci nie spały, więc teraz patrzały na mnie ciemnoniebieskie oczy.
-Cześć Łobuzie. Witaj na świecie.- Powiedziałem z uśmiechem. Daiki Junior złapał mój palec i uśmiechnął się. Boże~! Jaki to cudowny widok~!- A co u drugiego Malucha?- Spojrzałem się na drugiego Malucha, który leżał spokojnie. No tak, nagła zmiana miejsca. Wtem do pokoju weszli moi rodzice i mama Kise.
-O mój Bozi....- Powiedziała moja mama. Wstałem i dałem jej Malucha. Patrzała na niego z uśmiechem i widziałem, że powstrzymuje się od płaczu.
-Gratuluję synu.- Powiedział ojciec, klepiąc mnie po plecach i patrząc z rozczuleniem na Malucha. Wtem usłyszałem płacz. To mama Kise trzymała dziecko i łkała. Wziąłem więc od niej malucha aby mogła przytulić Kise.
-Jakie dacie im imiona?- Zapytała moja mama.
-Trzymasz na rękach Seijiego, a ja Yuichiego.- Powiedziałem na co Kise uśmiechnął się szeroko. W końcu Yuichi to imię ojca Kise.
-Mamo, mam do ciebie pytanie.- Powiedział Kise.- Zgodzisz się zostać matką chrzestną dla Yuichiego?- Zapytał. Na odpowiedź długo nie czekał, gdyż Mineko szybko pokiwała głową na tak, po czym ponownie się rozpłakała. Kilka minut później przyszły pielęgniarki aby zabrać dzieci. W końcu i oni i Kise muszą odpocząć. Także pielęgniarki, Seiji i Yuichi oraz dziadkowie wyszli, a ja zostałem sam z Kise. Usiadłem obok niego i pocałowałem go namiętnie.
-Dziękuje.- Powiedziałem odrywając się od niego.
-Za co?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Za to, że wytrwałeś. I urodziłeś. Matko~! Kocham Cię Ryouta.- Powiedziałem z uśmiechem, na co Kise zarumienił się.
-Ja też Cię Kocham Daiki.- Przytulił się do mnie mocno. Odwzajemniłem jego uścisk, całując go przy tym delikatnie w usta. W słoneczny dzień poznałem Kise. W słoneczny dzień poprosiłem go o chodzenie. W słoneczny dzień urodził nasze dzieci. I w słoneczny dzień złożymy sobie przysięgę. Tak, słonce przynosi mi dużo szczęścia. A raczej to osobiste słońce, które właśnie trzymam w ramionach. 



 

niedziela, 15 maja 2016

Twin Blood 2- Rozdział 13

Ohayo~! ^w^
Przybywam z kolejnym rozdziałem TB~! ^^
Ogółem to chciałam wstawić rozdział z BB albo z BwM ale nie mam z nich nawet strony xp
Jak tylko skończę pewną rzecz to się wezmę za jedno ;)
A teraz kolejny rozdział~! Mogłam go wstawić w piątek 13 :p
Mieliście pechowy ten dzień czy wręcz przeciwnie?! O.o
Nie przedłużając zapraszam do czytania i sprawdzenia czy ta 13 jest pechowa :p
Miłego popołudnia kochani~! ^w^
#Kimie

Następnego dnia po szkole wybrałam się z Megumi i Yuko na zakupy. Jason i Joni stwierdzili, że muszą sprawdzić co się dzieje w klanie i takie tam, a Kiyoshi miał już jakieś plany. Rune wyglądał jakby bujał w obłokach, więc nie pytałyśmy się go o wyjście z nami. Louis powiedział, że dzisiaj spędza dzień ze swoimi elfikami. Shun oczywiście popędził na trening, po drodze mówiąc coś o nauce. Ano tak. Chemia jest dla Shuna przekleństwem, przedmiotem, który został wymyślony przez samego diabła. Tak więc w trójkę wyruszyłyśmy na podbój sklepów. Jak zwykle miałyśmy dużo ubawu z przymierzania ubrań. Chociaż najfajniejsze było, gdy kazaliśmy Megi ubrać się w strój kotka i stwierdziliśmy, że powinna go kupić. Gdy spytała się dlaczego to odpowiedziałyśmy „Gdy Kiyoshi cię zobaczy to cię pożre w całości.” Oczywiście krył się tu czysty podtekst, który Megi dobrze zrozumiała pokazując niezły rumieniec na twarzy. Odburknęła, że mamy nieczyste myśli w głowie i poszła się przebrać. Megi odegrała się Yuko mówiąc jej, że powinna oblać się czekoladą, a Joni zrobi co trzeba. Yuko była wręcz cała czerwona na twarzy i aż nie mogła zjeść swojej mufinki. Mi się odegrały, gdy przymierzałam jedną sukienkę. Była ona rozpinana z przodu na całej długości. Gdy przyglądałam się w lustrze Yuko powiedziała „Kup ją. Ubierz. Idź do Jasona. Rozepnij ją, gdy będziecie sami, a pod spodem nie miej nic.” Mimowolnie się zasłoniłam, a one zaczęły się śmiać. Wychodząc ze sklepu miałam rumieńce na twarzy i tą sukienkę w ręce. Po obejrzeniu już kilkunastu sklepów postanowiłyśmy zrobić sobie przerwę i iść do naszej ulubionej kawiarni. Szliśmy przez miasto rozmawiając.
-Mari rozumiem, że planujesz jakiś romantyczny wieczór skoro kupiłaś tą sukienkę.- Yuko wyszczerzyła się do mnie niewinnie.
-Nie, nic nie planuję. Za to ty uważaj, bo raz skapnie ci czekolada o tą małą odrobiną zostaniesz zjedzona przez Joniego.- Zaśmiałyśmy się razem. I teraz kto tu jest bardziej zboczony: mężczyźni czy kobiety?
-Ej! Czy to nie Kiyoshi?- Yuko wskazała go palcem i miała rację. Kiyoshi stał jakieś 7 metrów od nas oparty o murek, sprawdzając coś na telefonie. Megi od razu go widząc rozpromieniła się i wręcz chciała do niego biec sprintem. Już chciałam go zawołać lecz powstrzymałam się. Z budynku wyszła jakaś młoda kobieta z pokaźnym brzuszkiem i podeszła do niego. On od razu schował telefon do kieszeni i odepchnął się od ściany. My natomiast spojrzałyśmy po sobie porozumiewawczo i dyskretnie podeszłyśmy bliżej. Nie zdążyłyśmy nic podsłuchać, gdyż przeszli na drugą stronę do parku.
-Mam pomysł!- Yuko przeszła szybko na drugą stronę. Tam za drzewem założyła kapelusik i okulary oraz bluzę, którą kupiła.
-Wy idźcie za mną w odstępie 3 metrów, a ja będę szła tuż za nimi. Włączę dyktafon i wszystko spróbuję nagrać.- Już się nawet nie zapytałam, dlaczego nosi przy sobie taki bardziej podsłuch tylko pokiwałam głową na zgodę. Yuko popędziła za Kiyoshim i nieznajomą dziewczyną w ciąży, a ja z Megi szłyśmy powoli za nimi. Po jakiś 3 minutach przyszła Yuko i pociągnęła nas na ławkę.
-I co? Nagrałaś coś?- Spytała już niecierpliwa Megi.
-Spokojnie. Usiedli na ławce, więc podsunęłam tam dyktafon. Siedzą tam.- Wskazała nam palcem.- Więc możemy słuchać i patrzeć.- Uśmiechnęła się krótko, po czym wcisnęła „Głośno mówiący”.
-I jak? Z maluchem wszystko w porządku?
=W jak najlepszym. Chłopczyk rozwija się prawidłowo. Chcesz zobaczyć zdjęcia?- Kiyoshi pokiwał głową, że chce.
-Jaki on już duży! Ile moja mama by dała za moje takie zdjęcie.- Usłyszeliśmy śmiech dziewczyny.
=Na pewno ucieszy się, gdy pokażemy jej to.- Dziewczyna poklepała go po ramieniu i schowała zdjęcie do torebki.
-Ucieszy, a po tym będzie wspominać jaki to ja malutki byłem, gdy się urodziłem, bla, bla, bla. Ewakuacja na miejscu.- Dziewczyna zaśmiała się, a Kiyoshi uśmiechnął.
=Jeśli nasz synuś będzie wyglądał jak ty to ma przechlapane. Babcia pomyli go jeszcze ze swoim synusiem.- Obaj się zaśmiali, a nas zmroziło.
-Jeśli tylko nie będzie miał białych włosów to będzie spokój. Chociaż z drugiej strony jak babcia go tak pokocha to nie będzie problemów z opieką, gdy my będziemy zajęci.
=Masz rację. Albo gdy będziemy wyczerpani nocnym chodzeniem do maluszka.- Dziewczyna pogłaskała swój brzuch.- Daj rękę!- Kiyoshi podał jej dłoń, a ona przyłożyła ją do swojego brzucha.
-Oho~! Jak myślisz: piłkarz czy biegacz?
=Przystojny wilczur.- Uśmiechnęła się do niego szeroko.
-To to ja wiem. Geny przecież robią swoje.- Kiyoshi uśmiechnął się zadziornie.
=A no racja, racja. Albo po prostu śpieszy mu się do wyjścia.
-Młody poczekaj jeszcze trochę! Cyca będziesz miał 24 godziny na dobę, więc nie musisz się martwić.- Dziewczyna uderzyła go w ramię, a Kiyoshi się zaśmiał.
=Jesteś niemożliwy.
-Znasz mnie. Przecież to ja.- Szeroki uśmiech.
=Taa. Kochany tatuś.- Zaśmiała się, po czym pocałowała go w policzek.
-A to za co?
=A tak po prostu. Kobiece humorki ciążowe.
-Lepsze to niż okresowe.- Dziewczyna tym razem uderzyła go w głowę na co Kiyoshi się zaśmiał.
=Wredotus pospolitus.- Kiyoshi się śmiał, a ona niedowierzająco kiwała głową na boki.
-No dobra. To co? Idziemy do sklepu? W ogóle to jest coś nam potrzebne?
=Chłopaki robili wczoraj zakupy, więc nie sądzę.- Chwile siedzieli w ciszy, jakby się nad tym zastanawiając.
-Chodź.- Kiyoshi wstał i rozciągnął się.- Kupię ci czekolady. Duuużo czekolady.
=Jej~!- Dziewczyna uniosła ręce w górę w oznace radości.- Poczekaj chwilę, bo jednak z tym brzuchem ciężko się wstaje.- Wstała powoli poprawiając swój strój.
-Mi się nigdzie nie spieszy. A później to mogę cię nawet zanieść do domu.- Kiyoshi podszedł do niej i odgarnął jej kosmyk włosów z czoła.
=To kupujemy czekoladę, a po tym ty zanosisz mnie do domu. No bardziej nas.- Dziewczyna złapała się ręki Kiyoshiego i tak poszli w kierunku sklepów. Nic więcej już nie było słychać. Spojrzałam na Megi, której mina zrzedła. Yuko w tym czasie podreptała po dyktafon. Po tym udaliśmy się powoli w drogę powrotną.
-Myślicie, że to prawda?- Spytałam. Byłam jakby niepewna tego.
-Przecież sama słyszałaś. Powiedział „nasz synuś”. Czyli jego i tej dziewczyny, która prawdopodobnie jest wilczycą z jego stada.- Yuko najwyraźniej wkurzyła postawa Kiyoshiego.
-Megi trzymasz się jakoś?- Spytałam się głaszcząc ją pocieszająco po ramieniu.
-Taa. Jakoś.- Westchnęła głośno i dalej szła wpatrzona w chodnik.
-Co teraz zrobisz?- Spytała się Yuko.
-Nie wiem. Nadal jestem zszokowana tym co widziałam i słyszałam. Najpierw chcę to przemyśleć.- Megi przetarła pierwsze łzy. Widząc to od razu się do niej przytuliłyśmy. Słałybyśmy tak dłużej lecz rozbrzmiał mój telefon. Był to Jason. Chwilę z nim porozmawiałam.
-Coś się stało?- Spytała cicho Megi.
-Nie~! Po prostu chłopaki się nudzą, bo wręcz nikogo z klanu nie ma i pytał się czy przyjdziemy.- Tu spojrzałam na Yuko, a ona na Megi.
-Nie przejmujcie się mną. Idźcie. Jak coś to będę dzwonić.- Uśmiechnęła się lekko.
-Na pewno?- Spojrzałam na nią niepewnie. Ona pokiwała potwierdzająco głową. Przytuliłyśmy się ostatni raz, po czym Meg udała się do domu, a my do chłopaków. Yuko najwyraźniej nie chciała pokazywać, że coś się stało, bo gdy tylko znalazłyśmy się u nich to z uśmiechem na twarzy w podskokach podeszła do Joniego. Ci od razu udali się na górę, gdyż Yuko chciała się pochwalić swoimi „zdobyczami”. Ja natomiast usiadłam obok Jasona na kanapie przytulając się do jego boku. Siedzieliśmy tak, a Jason opowiadał o dzisiejszej inspekcji. Ja słuchałam i w myślach trzymałam kciuki z Megumi.


Od razu udałam się do swojego pokoju rzucając się na łóżko. Przytuliłam się do poduszki, kładąc się w pozycji embrionalnej. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jednego dnia przytulam się z Kiyoshim, całujemy się, a następnego dowiaduje się, że zostanie ojcem. Miałam totalny mętlik w głowie. Mówił, że mnie kocha, że chcę się ze mną ożenić, a mnie zdradza. Leżałam tak i rozmyślałam dopóki nie zadzwonił telefon. Odebrałam nie patrząc kto dzwoni, gdyż myślałam, że to Mari albo Yuko.
-Halo?
=Część Skarbie. Co tam? Porabiasz coś ciekawego?- Aż lekko podskoczyłam, gdy usłyszałam jego głos.
-Hej. A nic ciekawego. Jestem już w domu i się nudzę.- Moje serce waliło jak oszalałe.
=To może przejdziemy się gdzieś? Pogoda dopisuje więc warto skorzystać. Co ty na to?- Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Moje myśli błądziły z jednego rozwiązania na drugie. Minęła kilkanaście sekund, a dla mnie godzin, gdy podjęłam decyzję.
-Pewnie. To podejdź po mnie. Dobrze?
=Pewnie. To za chwilkę będę. Do zobaczenia.- Odetchnęłam głośno, gdy usłyszałam koniec rozmowy. Zeszłam do kuchni i nalałam sobie szklankę wody. Nie wiedziałam kiedy zrobiło mi się sucho w gardle. Odetchnęłam jeszcze kilka razy, po czym wyszłam z domu. Gdy tylko przeszłam przez bramkę zauważyłam Kiyoshiego.
-Cześć Megi.- Podszedł do mnie z uśmiechem przytulając mnie i całując w czoło.- Jak zakupy? Kupiłaś coś sobie?- Stałam tak ze spuszczoną głową prawie go nie słuchając.- Megi?! Hej~! Stało się coś?- Kiyoshi schylił się aby zobaczyć moją twarz.
-Zerwijmy.- Powiedziałam w miarę głośno. Zapadał cisza.
-Co?- Nie mogłam mu spojrzeć w oczy. To i tak już za bardzo bolało.
-To koniec.- Powiedziałam i uciekłam do domu.
-Hej! Megi! Dlaczego koniec?!! Megi!!- Zamknęłam za sobą drzwi i pobiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i dopiero wtedy emocje puściły. Rozpłakałam się tuląc do siebie poduszkę. Nie mogłabym tak. Kocham go ale nie mogę z nim być. Przytuliłam się mocniej do poduszki płacząc dalej.


W jednej chwili mój świat runął. Nie wiem co się stało. Nie wiem, dlaczego ze mną zerwała. Przecież w szkole było wszystko w porządku .Co się stało przed ten czas, że postanowiła ze mną zerwać? Smutny i zły postanowiłem iść do chłopaków. Nie chciałem wracać do watahy, gdyż mogłoby to się źle skończyć.


Siedziałam wraz z Jasonem i Runim w salonie miło sobie rozmawiając. Rune wrócił jakieś 10 minut temu i dosiadł się do nas. Przy okazji Jason mógł się dowiedzieć, czy coś ciekawego się dzieje w klanie. Ja natomiast mogłam się rozkoszować ciastem marchewkowo-orzechowym, którym poczęstował nas Runi. Ciekawa jestem gdzie nauczył się tak piec. Nagle drzwi trzasnęły i do salonu wszedł wściekły Kiyoshi.
-Siemka Kiyoshi. Co tam?- Zapytał wesoło Jason. Kiyoshi westchnął i oparł się o oparcie fotela.
-Mam dla was wiadomość. Od dzisiaj jestem singlem. Dziękuje za uwagę.- Wściekły wszedł do kuchni, a mnie zamurowało. Zerwali?
-Czekaj, czekaj! Jak to singlem?- Spytał się zszokowany Jason.
-No normalnie. Dzwonię do Megi z pytaniem, czy się spotkamy. Ona się zgadza, więc idę pod jej dom. Tam ni z tego ni z owego mówi mi, że powinniśmy zerwać. Przez chwilę myślałem, że się przesłyszałem. Lecz słyszę jeszcze, że to koniec i Megi ucieka do domu. Tak więc ponownie jestem singlem.- Kiyoshi nalał sobie do szklanki whisky i od razu ją wypił. My natomiast siedzieliśmy zszokowani w salonie.
-Ale dlaczego zerwaliście? Przecież w szkole wszystko było dobrze?- Jason również nie dowierzał, że zerwali.
-A bo ja wiem?!! Rano całuję moją dziewczynę, a po południu jestem już singlem!!- Runi podszedł do niego i zaczął masować jego ramiona. Widać było, że jest mu go żal.
-To ty do tego doprowadziłeś.- Palnęłam zanim ugryzłam się w język. Wszystkie spojrzenia padły od razu na mnie.
-Jak niby?- Spytał się o dziwo spokojnie Kiyoshi. Chwilę się zastanawiałam, czy powiedzieć. Postanowiłam być jednak uczciwa.
-Widzieliśmy cię dzisiaj z dziewczyną w ciąży. Trochę nas to zastanowiło, więc postanowiłyśmy cię śledzić. No i dowiedziałyśmy się, że zostaniesz ojcem. Więc jak sądzisz jak mogła na to zareagować Megi, gdy to usłyszała? Zdradziłeś ją i zamierzałeś to ukryć?!- Kiyoshi schował twarz w dłoniach, a Runi z uśmiechem poklepał go po plecach, co mnie nieco zdziwiło.
-Więc to o to chodzi?!! Matko! Ja jej to muszę wytłumaczyć! Trzymajcie kciuki!- Kiyoshi szybko wybiegł z willi. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi.
-Ktoś mi to wytłumaczy?- Spojrzałam się na chłopaków, którzy uśmiechali się do siebie.
-Trochę musimy sprostować waszą teorię.- Powiedział Runi, po czym napił się herbaty, a ja zamieniłam się w słuch.


Leżałam i wypłakiwałam się w poduszkę. Nie miałam nawet siły aby zadzwonić do Mari i Yuko aby powiedzieć, że zerwałam z Kiyoshim. Miałam ochotę leżeć tu i nie wychodzić z pokoju przez minimum miesiąc. A z domu tym bardziej. Wtuliłam się bardziej w poduszkę próbując chociaż trochę zapomnieć.
-Megumi?!- Uniosłam się szybko patrząc w okno. Na parapecie siedział Kiyoshi z niepewną miną.
-Co.....Co tu r-robisz?- Gardło miałam ściśnięte, oczy załzawione, czerwone policzki, a moje serce waliło jak oszalałe.
-Chciałem ci coś wytłumaczyć.- Powiedział spokojnie i wszedł do środka. Podszedł do mojego łóżka i usiadł na brzegu. Miałam ochotę przytulić się do niego i zostać w jego ramionach już na zawsze.
-Co niby?- Usiadłam w pozycji embrionalnej tuląc do siebie poduszkę i wycierając szybko łzy.
-Sytuację z dzieckiem.- Na jego słowa wzdrygnęłam się, a moje łzy ponownie chciały wypłynąć ale powstrzymałam je.- Nie zdradziłem cię. To nie moje dziecko.- Od razu przypomniały mi się jego słowa i tej dziewczyny. Kilka łez popłynęło mi po policzkach.
-Ja słyszałam co innego.- Wymamrotała spuszczając głowę. To bolało i to bardzo.
-Ta dziewczyna to Chiyo. Jest moją podopieczną. Wpadła z jakimś chłopakiem z imprezy. Na początku była cała roztrzęsiona ale teraz jest już wszystko w porządku. A co do ojca dziecka to ja będę zapisany w papierach ale to tylko dlatego, że tamten chłopak jest młody i nie chcemy aby miał kłopoty. Plus nie wiem nawet, czy będzie chciał wychowywać to dziecko czy nie. Razem z Chiyo zdecydowaliśmy, że po porodzie z nim porozmawiamy. A z tym, że dziecko miałoby być podobne do mnie to tylko żarty. Z Chiyo znam się już długi czas i robi za taką mamusię w klanie. Zazwyczaj pilnuje najmłodszych pod moją nieobecność. Mogę cię do niej zaprowadzić i powie ci dokładnie to samo. Możesz nawet chłopaków się spytać, bo oni o tym wiedzą.- Moje serce zaczęło szybciej bić, a myśli wirowały. Ojciec zastępczy? Po prostu pomoc?!
-To dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?- Spojrzałam się na niego ze smutnym uśmiechem.
-Sam nie wiem. Chociaż w ten dzień kiedy dowiedziałem się o jej ciąży do obozu przyszedł mój ojciec. Byłem tak zszokowany, a później wściekły i smutny, że mogło mi to wylecieć z głowy. Megumi.- Kiyoshi przybliżył się i złapał mnie za dłoń.- Nie zdradziłem cię. To ciebie Kocham i nikogo innego. To z tobą chcę mieć dzieci. Przecież wiele razy ci to mówiłem, pamiętasz?!- Najpierw patrzałam się na nasze splecione dłonie. Dopiero po jego słowach spojrzałam na niego. Mówił prawdę. Widziałam to w jego złotych oczach. Łzy ponownie zaczęły płynąć po moich policzkach. Te jednak były ze szczęścia, a nie ze smutku. Odłożyłam poduszkę i przysunęłam się do niego. Kiyoshi od razu mnie objął całując w czoło.
Ja tylko mogłam się mocno do niego przytulić i płakać w jego ramię.
-Cii~. Już dobrze. Jestem tu i nigdy cię nie zostawię.- Podniosłam głowę i pocałowałam go delikatnie w usta.
-Ja też cię Kocham. I na zawsze zostanę przy tobie.- Wyszeptałam jakby ktoś nas podsłuchiwał. Kiyoshi uśmiechnął się delikatnie i pocałował mnie. Nie wiedziałam, że przez tak krótki czas mogę się za tym stęsknić.
-Wiesz co? Brakuje tylko pierścionka i mielibyśmy zaręczyny.- Przez chwilę patrzałam się na niego zaskoczona, po chwili jednak uderzyłam go w ramię i ponownie się przytuliłam z rumieńcem na twarzy. Usłyszałam śmiech Kiyoshiego.
-Jeszcze nie możesz mi się oświadczyć.- Powiedziałam odklejając się od niego, biorąc chusteczki z szafki.
-Dlaczego?- Spytał zdziwiony.
-Musisz najpierw poznać moich rodziców, a ja twoich. No bardziej twoją mamę, bo ojca już znam.- Wytarłam policzki i ponownie się do niego przytuliłam.
-Są twoi rodzice? To od razu się przedstawię, po tym pójdziemy do moich i zaręczyny gotowe.- Nie musiałam na niego patrzeć żeby wiedzieć, że szeroko się teraz uśmiecha. Westchnęłam i spojrzałam się na niego.
-Ja chcę mieć piękne zaręczyny, a nie takie szybkie. Więc bez pierścionka i bukietu kwiatów oraz garnituru nie masz na co liczyć.- Kiyoshi patrzał na mnie chwilę zszokowany, po czym zaczął się śmiać. Co w tym takiego śmiesznego?
-No dobrze, dobrze. Więc za rok na zakończeniu szkoły oczekuj, że oświadczę ci się przed całą szkołą.- Na jego słowa spaliłam buraka. Gdyby on to zrobił to bym tam zapłonęła ze wstydu i szczęścia zarazem.
-Głupek.- Odwróciłam wzrok próbując ukryć zażenowanie.
-Ale twój.- Kiyoshi złapał mnie za podbródek obracając moją głowę w jego stronę, po czym wpił się w moje usta. Westchnęłam dając ponieść się chwili. Poczułam dłonie na swojej tali, które przyciągnęły mnie bliżej niego. Zarzuciłam ręce na jego szyję, wplatając dłonie w jego włosy. Jak zawsze były one miękkie i gęste. Opadliśmy na łóżko nie przerywając pocałunku. Po chwili jednak odsunęłam go od siebie.
-Kiyoshi nie możemy. Seks na zgodzę jest nie wskazany. Plus ja no....wiesz......- Spaliłam buraka patrząc się na niego niepewnie. Kiyoshi zaś uśmiechnął i pocałował w policzki.
-Wiem, wiem. Ale wiedz, że pewnego dnia lub wieczoru sprawię ci taką przyjemność, że poczujesz się niczym w niebie.- Na jego słowa wzięłam poduszkę i przykryłam nią twarz.
-Kiyoshi nie mów takich rzeczy, bo przez ciebie uszy mi się rozpuszczą, a twarz spłonie.- Wymamrotałam jednak wiedział, że usłyszał, gdyż zaśmiał się krótko.
-Mogę nie mówić za to mogę to uczynić.
-Kiyoshi!!- Kiyoshi wybuchnął salwą śmiechu, a ja próbowałam unormować szybkie bicie serca. Po chwili poczułam jak Kiyoshi zabiera delikatnie poduszkę z mojej twarzy i całuje w czoło.
-Jesteś przeurocza, gdy się rumienisz.- Uśmiechał się delikatnie głaszczą mój policzek.
-A ty gdy się śmiejesz.- Wymamrotałam, po czym uśmiechnęłam się. Usiadłam i ponownie się do niego przytuliłam.
-Czy księżniczka pójdzie ze mną na spacer i lody w ten piękny dzień?- Wymamrotałam krótkie „Tak.’. Odsunęłam się od niego i poszłam do łazienki się ogarnąć. Przecież z rozmytym makijażem nie pójdę.
-Skarbie a co sobie kupiłaś? Może ubierzesz się w nowe ubrania i mi się pokażesz? Ale TYLKO w tym co kupiłaś.- Usłyszałam i chwilę się zastanowiłam. Przypomniałam sobie, że kupiłam tunikę, zakolanówki, kapelusik i bransoletki. A skoro tylko to, to pewnie bielizny nie mogłam mieć ubranej. Wyszłam z łazienki cała czerwona.
-Nie. Skoro tylko to co kupiłam to nie.- Kiyoshi uśmiechnął się zadziornie, a ja miałam ochotę walnąć go w ten zboczony łeb. Powstrzymałam się jednak, wzięłam cichy na przebranie i pognałam do łazienki. Ubrałam nową tunikę, która była w kolorowe paski, do tego białe legginsy ¾ i buty na koturnie. Włosy spięłam klamrą i wpięłam kilka spinek. Do tego malutkie kolczyki w motylki, gdyż pasowały do naszyjnika. Tak weszłam do pokoju i zaśmiałam się z miny Kiyoshiego.
-Łał~! Wyglądasz przepięknie. Ja chyba zaraz pójdę przebrać się w garnitur, do jubiler i kwiaciarni i.....- Nie dokończył, gdyż uderzyłam go poduszką. Ten zaśmiał się tylko, złapał mnie za rękę ciągnąc do siebie i całując.- No dobra. Chodź moja piękna przyszła żono.- Pociągnął mnie za rękę, a ja tylko burknęłam, że nie powinien tak mówić mimo iż miło się tego słuchało. Udaliśmy się powolnym krokiem w stronę lodziarni szczęśliwi trzymając się za ręce.


Ubierałam w miarę szybko nowo zakupione rzeczy, czyli jasnożółtą bluzkę bez rękawów ani ramiączek, czerwono-białe zakolanówki (Wyglądały jak lizaki, dlatego je kupiłam.), słomiany kapelusik z jasnoróżową wstążką i białymi kwiatami, tęczowy pasek, kilkanaście bransoletek z różnymi motywami i pierścionek z mufinką. Tak ubrana wyszłam z łazienki- oczywiście mając na sobie jeszcze moją dżinsową spódniczkę- pokazując się swojemu chłopakowi, który siedział sobie wygodnie na łóżku, czekając na mnie.
-I jak wyglądam~?- Obróciłam się wokół własnej osi, robiąc na końcu „Ta-dam~!”. Joni przyglądał mi się chwilę z uwagą, po czym uśmiechnął się szeroko.
-Wyglądasz przepięknie~!- Podskoczyłam ze szczęścia, po czym zrobiłam poważną minę i chodziłam od łóżka do drzwi niczym modelka na wybiegu.
-Moim marzeniem było zostać modelką.- Powiedziałam z powagą i tuż po chwili roześmiałam się głośno.
-No wiesz nadajesz się na modelkę. Ale wiedz, że będę wtedy bardzo zazdrosny i nie pozwalałbym abyś pozowała w bieliźnie.- Uśmiechnął się zadziornie, na co zarumieniłam się lekko. Podeszłam do niego siadając mu na kolanie i obejmując lekko jego szyję.
-Nie chcę być modelką. Zostanę cukiernikiem i będę codziennie piekła dla ciebie jakieś słodkie ciacho~!- Joni na to uśmiechnął się szeroko i objął mnie w pasie.
-Ale ty jesteś moim najsłodszym ciasteczkiem.- Ponownie się zarumieniłam. Joni przybliżył się i musnął wręcz moje usta, całując po chwili delikatnie i z każdą chwilą sprawiając, że ten pocałunek stawał się namiętniejszy. Objęłam mocniej jego szyję, a on zaczął gładzić moje plecy. Położył mnie na łóżko, zwisając nade mną. Czułam jego dłonie sunące po mojej tali i udach. Mruknęłam w jego usta. Chciałam na chwilę oderwać się od jego ust i coś powiedzieć lecz, gdy tylko otworzyłam usta on wtargnął do nich językiem. Jęknęłam z przyjemności ściskając dłonie na jego koszulce. Po chwili Joni przerwał pocałunek i zszedł z nimi na moją szyję i dekolt. Zsunął ramiączko od stanika z mojego ramienia i złożył tam kilka delikatnych pocałunków. Podsunął moją bluzkę troszkę do góry całując moje żebra i brzuch. Sapnęłam i westchnęłam zarazem, gdyż było to bardzo przyjemne. Po tym powrócił do całowania mojej szyi. Pisnęłam, gdy ugryzł mnie trochę poniżej ucha. Tuż po tym wpił się ponownie w moje usta, czasami je kąsając. Gdy pocałował mnie ostatni raz i spojrzał na mnie mógł się przyjrzeć moim zarumienionym policzkom, lekko przymkniętym oczom i soczyście czerwonym ustom.
-Wyglądasz teraz przecudownie.- Wyszeptał po czym pocałował mnie w nosek. Chwilę mu się przyglądałam. Jego blond włosy jak zwykle mieniły się różnymi odcieniami, jakby były farbowane. W jego niebieskich niczym morze oczach widziałam iskierki radości i miłości. Na jego lekko różowych ustach dalej gościł lekki uśmiech. Uśmiechnęłam się na ten widok słodko kładąc dłonie na jego policzkach i składając pocałunek na jego ustach.
-A ty Joniś jesteś jak zawsze baaardzo przystojny~!- Zaskoczyło go to lecz już po chwili uśmiechnął się szeroko, pocałował mnie w czółko i położył głowę na moim brzuchu, oplatając mnie rękoma w talii. Od razu zaczęłam bawić się jego włosami. Były one gęste i mięciutkie w dotyku.
-Niedługo będziemy musieli zejść na dół.- Powiedziałam. Byłam ciekawa, czy Mari coś wie o Megumi.
-Zejdziemy na dół, gdy usłyszymy głos Runiego i słowo „Podwieczorek.”- Zaśmiałam się pod nosem na stwierdzenie mojego chłopaka. Leżeliśmy tak i czasami odezwaliśmy się do siebie szeptem.


Siedziałem i rozmawiałem z Jasonem i Mari, gdy poczułem wibracje w kieszeni. Szybko wyciągnąłem telefon myśląc, że to Isey lecz okazała się to wiadomość od Kiyoshiego.

Od: Kiyoshi
Do: Rune
Temat: <3 <3 <3
Treść: ^.^

Patrzałem się chwilę lekko zdumiony tą wiadomością.
-Coś się stało Runi?- Spytał Jason widząc moją minę.
-Jak myślisz, serduszka wysłane przez Kiyoshiego oznaczają, że mnie kocha, czy to, że jego miłość powróciła?- Zapytałem, a na ich twarzach zagościł uśmiech.
-Bardziej był strzelał na to drugie.- Odpowiedział lekko rozbawiony Jason, a ja w tym czasie dostałem kolejną wiadomość. Było to zdjęcie, na którym Kiyoshi przytula się uśmiechnięty do pleców Megumi, która trzyma lizaka w kształcie serca. Mimowolnie uśmiechnąłem się na ten widok, po chwili wstając i pokazując je Jasonowi i Mariko.
-No to nie spodziewajmy się, że dzisiaj nasze gołąbki tu przyjdą.- Stwierdził Jason, a ja ponownie zasiadłem na fotelu. Gdy tylko usiadłem telefon zawibrował ponownie. Myślałem już, że to Kiyoshi śle mi więcej serduszek lecz się pomyliłem.

Od: Pan Uroczy
Do: Rune
Temat: Spotkanie w parku :)
Treść: Czy Pan Piekarz ma czas i przyjdzie do Pana Uroczego, który aktualnie przebywa w parku i pójdzie z nim na mrożoną kawę i czekoladowego mufinka?! (*-*)

Musiałem powstrzymać się od uśmiechu w towarzystwie, jednak mentalnie szeroko się uśmiechałem. Dzięki niemu mogłem zostawić zakochaną parkę i spotkać się z tym diabełkiem.

Od: Rune
Do: Pan Uroczy
Temat: Bardzo chętnie. ^^
Treść: Spędzę z Panem Uroczym to miłe popołudnie jeżeli zgodzi się na spacerek po okolicy. ;)

Spojrzałem się na Jasona i Mari lecz ci byli zajęci sobą, czyli Jason szeptał coś Mari do ucha, a ta rumieniła się lekko.

Od: Pan Uroczy
Do: Rune
Temat: Kicam z radości~! ^^
Treść: Pan Uroczy oczekuje Pana w cieniu drzewka za 15 minut. :D Do zobaczenia niedługo~! ^-^

Wsunąłem telefon do kieszeni i wstałem. Dopiero wtedy zakochani przypomnieli sobie o moim istnieniu. Jason już chciał coś powiedzieć lecz przeszkodziłem mu.
-Nie przeszkadzajcie sobie. Ja idę na spacerek. Do zobaczenia zapewne dopiero jutro.- Pomachałem im jeszcze i już po chwili byłem na świeżym powietrzu, kierując się w stronę parku.