piątek, 12 września 2014

Urodzinowo z Twin Blood ^.^

Ohayo~!
Witam wszystkich w ten piękny dzień zwany piątkiem :D Mam dla Was niespodziankę, czyli one-shota na urodziny Mariko <fanfary>
Więc Wszystkiego Najlepszego dla Naszej kochanej otaku o różowych oczkach ^.^
I oczywiście Wszystkiego NajNajNaj dla osób które dziś i w weekend obchodzą urodzinki *.*
Cieszę się, że coraz więcej osób tu zagląda :)
Do zobaczyska w brzydki poniedziałek :P
                                                          Miłego czytania i Weekendu   #Kimie



Był słoneczny i ciepły wrześniowy dzień. Ptaki dawały swój mały lecz zarazem piękny koncert. Dołączyły do nich żaby, które skrzeczały w małym stawie. Z pobliskiego drzewa powoli opadały złoto-czerwone liście. Chłodnawy jesienny wiatr smyrał delikatnie skórę. W tym niedużym ogrodzie słychać było wesoły głos dziewczynki. Sześcioletnia dziewczynka próbowała złapać małego motylka. Miała na sobie biało-różową sukienkę z falbankami a na głowie swoją ulubiona opaskę z gwiazdkami. Jej śmiech był bardzo radosny. Właśnie dziś obchodziła swoje urodziny. Za kilka godzin przyjdzie jej rodzina i razem z nią będą świętować ten radosny dzień. Dziewczynka zaprzestała swoich łowów i usiadła koło swojej babci na werandzie. To właśnie u niej było wyprawiane przyjęcie. Uśmiechnęła się szeroko do niej a ta pogłaskała ją po głowie.
-Babciu a dlaczego nie mogę złapać motylka??- Spytała z lekkim zawiedzeniem w głosie.
-Może motylek nie chce być złapany. Jeśli będziesz siedziała spokojnie i nie wykonywała nagłych ruchów to sam do ciebie przyleci.- Uśmiechnęła się starsza kobieta. Dziewczynka bardzo kochała swoją babcię. Zabierała małą na spacery, lody, na plac zabaw. Dziewczynka lubiła jak siadały późnym popołudniem na werandzie i starsza kobieta opowiadała jej różne historie. Opowiadała o tym jak poznała swojego męża i miłe chwile z nim spędzone. Dziewczynka nie poznała swojego dziadka. Zmarł jeszcze zanim jej mama zaszła w ciążę. Opowiadała jej różne historie, ale jedną lubiła najbardziej.......
-Babciu a opowiesz mi tą historię o Księciu?!- Spytała się dziewczynka, wesoło machając nogami.
-Jeszcze raz?! Nie znudziła ci się ona?- Zapytała się starsza pani lecz doskonale wiedziała, jak jej wnuczka uwielbia tą historię.
-Nie~! Prooooszę~! No opowiedz~.- Zajęczała mała dziewczynka prosząco i zrobiła maślane oczka. Jej babcia widząc to, nie mogła nie opowiedzieć swojej ślicznej wnuczce tej historii.
-No dobrze, dobrze. Więc usiądź wygodnie i słuchaj.- Dziewczynka na jej słowa uśmiechnęła się szeroko. Usadowiła się wygodniej na ławeczce i czekała na historię.

Dawno temu w czasach, kiedy kobiety nosiły piękne suknie i chowały swe spojrzenie za wachlarzami a mężczyźni chodzili elegancko ubrani i całowali damy na przywitanie w rękę, żył pewien Książę. Miał on włosy w kolorze złota a jego oczy przypominały ocean w piękną, słoneczną pogodę. Kobiety na jego widok mdlały lub piszczały z zachwytu. Mężczyźni zaś podziwiali jego talent i inteligencję. Mieszkał on w przepięknym pałacu wśród lasu z kochającymi rodzicami. Miał wszystko czego dusza zapragnie. Lecz nie był on szczęśliwy. Brakowało mu miłości - namiętnej, zapierającej dech w piersi. Dającej poczucie szczęścia, wyrozumiałej, szczerej. Chciał kochać i być kochanym. Chciał dzielić swój świat, swoje życie i swoje serce z tą osobą. Lecz nigdzie nie mógł znaleźć tej jednej jedynej. Spotykał wiele pięknych, utalentowanych i inteligentnych kobiet. Żadna z nich jednak nie wywołała u niego żadnego uczucia. Gdy skończył 18 lat jego rodzice nakazali się mu ożenić. Zapraszali wiele pięknych szlachcianek i księżniczek aby ich syn, mógł którąś wybrać na żonę. Mimo wielu poznanych dam nie znalazł tej jedynej. Pewnego dnia wybrał się na spacer aby odpocząć od tego stresu i napięcia. Przechadzał się po dobrze znanej szosie, gdy nagle coś na niego wskoczyło. Był to pies, który wesoło merdając ogonem, zaczął go lizać po twarzy.
-Leo, przestań!- Usłyszał kobiecy głos. Gdy pies został od niego odciągnięty, chciał zobaczyć, kim jest jego właścicielka. Spojrzawszy na nią serce mu aż zamarło. Patrzał na młodą kobietę o długich, kasztanowych włosach i oczach koloru trawy. Miała na sobie skromną zielono-białą sukienkę. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Wyciągnęła do niego dłoń aby pomóc mu wstać. Książę skorzystał z jej pomocy. Pod swoimi palcami poczuł delikatną skórę. Stali naprzeciw siebie patrząc sobie w oczy. Dziewczyna uśmiechała się delikatnie a on nie mógł wydobyć z siebie żadnego słowa.
-Przepraszam za Leo.- Odezwała się jako pierwsza.- Ma w sobie dużo energii i jest bardzo niesforny. Naprawdę przepraszam.- Na te słowa spuściła głowę, tępo wpatrując się w swoje buty. Do Księcia ledwo dotarły jej słowa. Jej głos był niczym śpiew ptaków o poranku. Książę chwilę wpatrywał się w dziewczynę. Po chwili ukucnął i pogłaskał psa po głowie.
-Więc nazywasz się Leo. Znam imię twego psa a nie znam imienia tak pięknej damy.- Mówiąc to, uśmiechnął się do niej delikatnie. Dziewczynę zdziwiła jego wypowiedź lecz  odwzajemniła uśmiech.
-Katrina- Powiedziała i wyciągnęła do niego dłoń. On wstał i jak na dżentelmena przystało ucałował ją w jej wierzch.
-Katrina. Przepiękne a zarazem tak tajemnicze imię.- Powiedział nadal nie puszczając jej dłoni. Dziewczyna na te słowa zarumieniła się lekko.
-Więc....- Zabrała dłoń z jego dłoni. Trochę ją krępowało jego spojrzenie.- Nic ci nie jest??- Zapytała nie wiedząc, co dokładnie ma powiedzieć i zrobić. Książę dokładnie przyglądał się jej i jej odruchom.
-Zostałem tylko lekko poturbowany. Oczekuję za to zadośćuczynienia.- Jego słowa bardzo ją zdziwiły. Myślała, że jest miłym człowiekiem.
-Czego ode mnie chcesz?- Spytała z żalem i ironią w głosie.
-Chciałbym abyś wybrała się ze mną na spacer.- Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Nie mogła w to uwierzyć. O swoim istnieniu przypomniał im Leo. Książę ponownie przykucnął i pogłaskał psiaka.- Nie bój się. Ty również idziesz.- Na jego słowa pies ponownie się na niego rzucił i zaczął lizać z wdzięczności. Na jego zachowanie oboje zaczęli się śmiać.

Po tym małym incydencie często chodzili razem na spacery. Długo rozmawiali na najróżniejsze tematy. Oboje uwielbiali jazdę konną i słodkości. Rodzice Księcia nie wiedzieli co się stało. Zauważyli tylko, że staje się on szczęśliwszy z dnia na dzień. Pewnego dnia spacerowali po plaży późnym wieczorem. Usiedli na piasku. Słońce powoli zaczęło się chować za horyzont. Ich to jednak nie interesowało. Patrzeli na siebie namiętnie. Ich przyspieszone bicie serc i przyśpieszony oddech łączyły się w jedno. Ich wargi złączyły się w delikatnym pocałunku aby następnie przerodzić się w bardziej namiętny. Słońce dawno już poszło spać lecz dwójka zakochanych nie przejęła się tym. Tę noc spędzili razem pośród gwiazd, świetlików i rechotu żab. Tej nocy ich ciała i serca złączyły się w jedno. Tej nocy nie liczył się nikt inny tylko oni. Tej nocy wszystko się zmieniło.

Po tej nocy Książę przedstawił Katrinę swoim rodzicom. Powiedział im, że to ją wybrał na swoją żonę i matkę swoich dzieci. Rodzice z małym żalem - gdyż ukochana ich syna nie była nawet szlachcianką - ale z radością zgodzili się na ich ślub. Dzień ten był bardzo wyjątkowy dla zakochanych, jak i dla całego miasteczka. Osoby ich znające cieszyły się ich szczęściem, gratulowali i życzyli wiecznej miłości i szczęścia. Po kilku dniach okazało się, że Katrina spodziewa się potomka. Książę nie mógł się już doczekać narodzin ich symbolu miłości. Tygodnie mijały im w miłości, szczęściu i nadziei. W końcu nadszedł ten oczekiwany dzień i na świat przyszła im córeczka - Clara (klara). Wszyscy byli szczęśliwi: rodzice z narodzin córki, dziadkowie z narodzin wnuczki a inni z narodzin ślicznej pociechy. Można by zakończyć tą historię „I żyli długo i szczęśliwie” lecz nie dane było im tego zaznać. Po kilku dniach od narodzenia Clary matkę dziewczynki, Katrinę oskarżono o uprawianie magii. W tamtych czasach było to bardzo poważne oskarżenie i groziło śmiercią. Książę próbował ratować swoją ukochaną. Jego rodzice, jak również szlachta stwierdziła, że został on przez nią otumaniony i nie wie co mówi. Katrina została skazana na śmierć poprzez spalenie na stosie. Nastąpiło to o świcie dnia następnego. Obecny był przy tym również Książę. Nic nie mówił tylko patrzył, jak jego najdroższa umiera. Uronił tylko kilka łez. Na szczęście Clara pozostała z nim i z dziadkami. Krótko po śmierci Katriny zniknął Książę. Zostawił on tylko krótki list, w którym prosił rodziców aby zaopiekowali się Clarą. Nikt nie wie co się z nim stało. Jedna wersja głosiła, że popełnił samobójstwo z rozpaczy za ukochaną i ich dusze połączyły się w niebie. Inna wersja mówiła, że wyruszył na poszukiwania Katriny. Podobno uratowała się od śmierci i czeka na niego na krańcu świata.
Mówi się, że do dziś szuka Katriny. Nie wiadomo co jest prawdą a co kłamstwem. Wiadomo jednak, że płomień ich miłości nadal płonie, a jej symbol czeka na ponowne spotkanie.

-Jak myślisz babciu, czy ja też spotkam swojego Księcia??- Spytała zaciekawiona dziewczynka. Babcia uśmiechnęła się do swojej wnuczki i przytuliła do siebie.
-Pewnie, że spotkasz swojego Księcia. Tylko ty ze swoim księciem będziesz żyła długo i szczęśliwie. Tylko pamiętaj aby się nie poddawać w trudnych sytuacjach i cieszyć się z każdej chwili spędzonej z tym ukochanym.- Powiedziała i ucałowała swoją wnuczkę w czoło. Siedziały tak chwilę w ciszy, podziwiając piękno późnego lata. Równo sześć lat później kobieta zmarła w swoim domu. Znalazł ją sąsiad jak siedziała z zamkniętymi oczami na werandzie. Dziewczynka płakała po stracie babci. Z drugiej strony cieszyła się, że spędziła z nią miłe chwile. Pewnego dnia, gdy szła na grób swojej babci zobaczyła nad nim pewnego chłopca. Wyglądem przypominał Księcia z opowiadania babci. Nim zdołała się obejrzeć nie było już go. Podeszła do mogiły babci. Na nagrobku leżała róża i list. Dziewczyna zostawiła przyniesione przez siebie kwiaty a list zabrała do domu. Otworzywszy go i przeczytawszy zamarła.

Ponownie mi uciekłaś moja Claro. Nie martw się. Znajdę twą matkę a mą ukochana Katrinę i ponownie będziemy razem.”
                                                                                 Książę.

Nie wiedziała co o tym myśleć. Zastanawiała się, czy ta historia to prawda czy wymysł starszej pani. List zakopała przy mogile jej babci. Życzyła temu Księciu aby znalazł w końcu to czego szuka.


   ...............5 lat później.............
-Mari.....Mari?! Mari!- Usłyszała jak ktoś wypowiada jej imię. Siedziała na dachu a obok niej był Jason. Patrzył na nią z uśmiechem.
-Coś się stało?- Zapytała trochę zbita z tropu.
-Tak. Mówię do ciebie od jakichś 10 minut a ty bujasz w obłokach. Mam nadzieję, że o mnie bo jak nie to nie wybaczę.- Oboje zaśmiali się na jego słowa.

-Tak, tak. O tobie.- Wstała i przełożyła torbę przez ramię. Wyciągnęła do niego rękę.- Mój Książę.- Patrzał na nią z lekkim zdziwieniem. Szybko się otrząsnął i z jej pomocą wstał. Złapali się za ręce i razem poszli na lekcje, do swoich przyjaciół. Życie toczy się dalej......

poniedziałek, 1 września 2014

Twin blood- rozdział 6

 Dzień Doberek~! ^.^
Witam was w ten ponury dzień, w którym rozpoczął się nowy rok szkolny. Buuuu~! ;_;
Więc ja Kimi aby was rozweselić wstawiam nowy rozdział :D Cieszycie się??? :)
I mogę powiedzieć z czystym sumieniem iż następny pojawi się za tydzień *.*
I mam taką małą nadzieję, że może teraz ktoś zostawi po sobie komentarz :*  
Z góry dziękuję i życzę przetrwania w szkole :P
Enjoy  -.o    #Kimie
                 
Na długiej przerwie ja, Yuko, Megumi i Shunsuke poszliśmy na dach.
Nie wiedzieliśmy co na ten temat powiedzieć. Nagle zobaczyliśmy bliźniaków idących w naszą stronę. Nawet nie wiedziałam, który to który. Jeden z nich podbiegł do mnie i przytulił od tyłu.
-Cześć Skarbie.- Więc to jest Jason. Odsunął się ode mnie i ustał obok brata. Patrzeliśmy na nich nie wiedząc co powiedzieć.
-No dobra, więc czas abyś wszystkich poznał.- Stwierdził Jason.
-A więc to jest Yuko. Yuko to jest Jonathan.- Wskazał na nią.
-Miło mi cię poznać Yuko-san.- Powiedział Jonathan z uśmiechem.
-To jest Megumi.- Teraz wskazał moją drugą przyjaciółkę.
-Ciebie również miło poznać Megi-chi.- Powiedział nadal się szczerząc.
-C-Ciebie również Jonathan-kun.- Odpowiedziała cicho, zawstydzając się.
-A to jest Shunsuke-kun.- Stwierdził z zadowoleniem Jason.
-Hejo Shun-san.- Nadal uśmiechnięty.
-Na koniec poznaj moją dziewczynę Mariko-chi.- Powiedział Jason puszczając do mnie oczko.
-Miło mi cię poznać Mari-chan.- Stwierdził, wziął moją dłoń i ucałował. Przypomniało mi się przywitanie z Jasonem tydzień temu.
Puścił moją dłoń i ustał koło brata.
-Więc to ona jest tą, co skradła ci serce? Nie dziwię się. Jest bardzo ładna. I miałeś rację z tymi oczami.- Na mojej twarzy zagościł rumieniec.- I jeszcze ten rumieniec. Ty to jesteś szczęściarzem.- Stwierdził nadal uśmiechnięty.
-Przecież ci mówiłem.- Aż mnie ciekawi co Jason powiedział swojemu bratu o mnie. W tym momencie z szoku wyszedł Shunsuke.
-Jesteście jak dwie krople wody. Jason-san dlaczego wcześniej nie powiedziałeś, że masz brata bliźniaka?- Zapytał Shun. Sama chciałam to wiedzieć, więc czekałam na odpowiedź.
-Chciałem zobaczyć wasze miny. Plus myślałem, że nas jakoś rozróżnicie. Jednak chyba jesteśmy aż nadto do siebie podobni.- Dla mnie na początku byliście dwoma Jasonami. Ale nawet jak się przyjrzeć to nie widać między nimi różnicy.
-A dlaczego Jonathan-san nie dołączył do naszej klasy z tobą tylko teraz?- Spytała Megumi trochę zawstydzona.
-Trochę się rozchorowałem, więc mama stwierdziła, że dopiero gdy wyzdrowieję pójdę do szkoły.- Odpowiedział jej Jonathan. – A i możecie mi mówić Joni (dżoni) albo Jon (dżon).- Uśmiechnął się szczerze.
-A który z was jest starszy??- Spytałam. No co? Trochę mnie to ciekawi. Pierwszy raz widzę bliźniaki tak do siebie podobne.
-Jason.- Stwierdził Joni. Więc chodzę z tym starszym. Właśnie. W niedzielę więc widziałam Jonathania a nie Jasona. Dlatego mnie nie poznał, bo się nie znaliśmy. Więc jestem dziewczyną Jasona i mi się to nie śniło. Uśmiechnęłam się na tą myśl i przytuliłam do MOJEGO CHŁOPAKA. Trochę się zdziwił na to, lecz również przytulił.
-Aż tak bardzo się za mną stęskniłaś??- Spytał rozbawiony.
-Nie, po prostu myślała, że wszystko jej się śniło. Spotkałem ją wczoraj w centrum handlowym. Pomyliła mnie z tobą. Nie chciałem jej wszystkiego wtedy tłumaczyć, więc mogła się trochę zmartwić.- Na słowa Joniego aż zdębiałam. To on wiedział kim jestem? I zauważył moje zmartwienie.
-Serio? Dlaczego mi nie powiedziałeś?- Spytał się z wyrzutem Jason braciszka.
-Sam nie wiem. Najważniejsze, że wszystko się wyjaśniło.- Powiedział z uśmiechem.
-Przepraszam cię Skarbie za mojego braciszka. Będzie miał małe tortury w domu ode mnie.- Powiedział i cmoknął mnie w czoło.
Po chwili powiedział mi do ucha.- Jonathan ma łaskotki.- Aaaaa! Oj, współczuję mu. Odkleiłam się od Jasona i ustałam obok niego.
-Mari-chi. Ale musisz nam coś wytłumaczyć.- Stwierdziła Yuko. Ciekawe co??- Od kiedy ty i Jason jesteście parą? Byłaś z nim na randce i nic nam nie powiedziałaś?! Masz się nam wytłumaczyć, bo jak nie to ciężkie będzie twoje życie.- Powiedziała Yuko. Patrzałam się na nią w szoku. Ale to co powiedziała jest prawdą. Nie powiedziałam jej ani Megumi o mojej randce z Jasonem. Na jej słowa bliźniaki zaczęły się śmiać do rozpuku. Trwało to jakieś 3 minuty.
-No wiesz co, Skarbie? Nie powiedzieć o naszej randce przyjaciółkom? Za to wszyscy po szkole idziemy do kawiarni i opowiadamy im wszystko ze szczegółami. Więc do zobaczenia po szkole.- Powiedział na odchodnym i poszedł gdzieś z braciszkiem. Aż mnie wmurowało. Zaraz......ŻE CO?!! Wszystko ze SZCZEGÓŁAMI?!!! Stałam tam z otwartą buzią. No co za.......


Nigdy nie zapomnę min całej klasy, gdy zobaczyli mnie i Jonathana. Ciekawe, czy ktoś się domyślił, że jesteśmy bliźniakami zanim to powiedziałem?? Nieważne. I tak dziewczyny miały dwie osoby do wzdychań. Szybko polubiły Jonathana a on je. Umeko chciała go poderwać, lecz on już na starcie ją olał. I jak tu nie kochać swojego braciszka? Na dużej przerwie wybraliśmy się na dach. Miałem nadzieję spotkać tam moje kochanie i innych. I się nie myliłem. Przedstawiłem wszystkich braciszkowi. Najwidoczniej nadal nie mogli otrząsnąć się z szoku. Zdziwiłem się, gdy Mari się do mnie przytuliła, lecz to uczucie szybko wywiało i zamieniło się w szczęście. Gdy braciszek powiedział, że wczoraj spotkał moją dziewczynę zdziwiłem się. I za to, że jej od razu wszystkiego nie wytłumaczył będzie miał tortury w postaci łaskotek. Nie będzie litości, hehehe. Gdy Yuko wypowiedziała swoją kwestię nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Myślałem, że Mariko opowiedziała im już wszystko. Musiałem ją trochę ukarać dlatego ta kara była idealna. Już jestem ciekaw co będzie robiła, abym nie mówił pewnych szczegółów. I rumieniec na jej twarzy pewnie nie będzie znikać. Wziąłem Joniego aby oprowadzić go po szkole. Nie zabrakło przy tym naszego Fanclubu.

Tak jak się umawialiśmy, po szkole poszliśmy do kawiarni. Już od początku każdy miał dobry humor. Zwłaszcza, gdy Joni i Yuko nie mogli się zdecydować co sobie wziąć. Gdy każdy miał przed sobą ciastko i picie, Mariko i ja zaczęliśmy opowiadać o naszej randce. I jak się nie myliłem, jej rumieniec nie znikał z twarzy. Czasami wręcz się powiększał. Gdy chciałem opowiedzieć o scenie pod drzewem (scena pocałunku i wyznania miłości :P), Mari zamknęła mi buzię ciastkiem.
-Wiesz co? Chyba jesteś głodny. Najpierw zjedz a później pogadamy.- Stwierdziła z uśmiechem. Podchodził pod bardziej wredny.
-Skarbie, jak mogę przerwać w takiej chwili??- Ciekawe co odpowie.
-Normalnie. Nie muszą wiedzieć wszystkiego.- Powiedziała i zaczęła jeść swoje truskawkowe ciastko.
-No to powiem w skrócie. Wyznałem Mari swoje uczucia, spytałem czy zostanie moją dziewczyną, zgodziła się i wyznała co do mnie czuje, pocałowaliśmy się, przytuliliśmy się, odprowadziłem ją do domu, omal nie odtańczyłem kankana wracając do siebie.- Powiedziałem na wdechu. Mariko aż zaczęła krztusić się ciastkiem. Reszta aż zastygła ze zdziwienia. Oprócz mojego braciszka oczywiście, który już wszystko wiedział i uśmiechał się na tą scenę
-Weee~! To takie romantyczne~! Zwłaszcza, że Jason ukradł ci twój pierwszy pocałunek~!- Wszyscy w jednym momencie spojrzeliśmy się na Yuko. Ona dopiero po chwili skapnęła się co powiedziała. Spojrzałem się na Mari, która zrobiła się cała czerwona i widać było, że jest zła na Yuko.
-Ups~. Wymsknęło mi się. Przepraszam.- Powiedziała Yuko ze smutną miną.
-Jak mogłaś powiedzieć, że....- Nie dokończyła swojej wypowiedzi Mari, gdyż zatkałem jej usta własnymi.
-No i drugi buziak również skradziony przez moją osobę.- Skwitowałem patrząc na zaskoczoną i zawstydzoną twarz Skarba.


Ja ją dosłownie zabiję! Jak mogła powiedzieć przy wszystkich, że się wcześniej nie całowałam.
-Jak mogłaś powiedzieć, że....- Nie skończyłam, gdyż usta Jasona nie pozwoliły mi na to. Czułam jak mój rumieniec powiększał się ze zdwojoną siłą. Gdy przestał i stwierdził kradzież drugiego pocałunku myślałam, że go zabiję. Pocałował mnie przy moich przyjaciółkach, przyjacielu i swoim bracie.
-Idę się zabić.- Skwitowałam i chciałam odejść od stolika. Lecz ręka Jasona uniemożliwiła mi to. Z powrotem usiadłam na swoje miejsce, dodatkowo opierając się o Jasona, który mnie obejmował.
-Oj Mari-chan. Nie musisz się przy nas tego wstydzić. To normalne. Przecież nie palniesz buraka, gdy będziesz się całowała z Jasonem na ślubie i mnóstwo osób będzie się na was patrzeć.- Skwitował Jonathan. Czekaj, chwila.....czy on powiedział o ślubie moim i Jasona???
-Naprawdę słodko razem wyglądacie. Więc nie wstydźcie się okazywać swoich uczuć w stosunku do siebie.- I komentarz Megumi.
-Joni-kun i Megi-chi mają rację. Jesteś największą szczęściarą w szkole, bo chodzisz z chłopakiem, za którym uganiają się wszystkie dziewczyny w szkole.- A teraz komentarz Shuna.
-Właśnie Mari-chan. Już wcześniej było widać, że Jason-kun coś do ciebie czuje. I pamiętam co o nim mówiłaś więc się z nami nie wykłócaj.- Na deser komentarz Yuko.
-Widzisz Skarbie. Wszyscy się cieszą z naszego szczęścia.- No i na koniec Jason. Chociaż to prawda. Od początku Jason mi się podobał. Od początku nie chciałam aby chodził z Umeko. Byłam o niego zazdrosna. Nie odepchnęłam go, gdy złapał mnie za rękę, bo mi się to podobało. Ja naprawdę go kocham.
-Tańczyłeś kankana po drodze??- Zdziwiło go to pytanie.
-Byłem tak szczęśliwy, że mogłem góry przenosić.- Stwierdził uśmiechając się i przytulając bardziej.
-Gdy mi o wszystkim opowiadał uśmiech nie schodził z jego twarzy. Był cały w skowronkach.- Potwierdził Joni. Wzięłam rękę Jasona i splotłam ze swoją. Obróciłam do niego głowę i dałam buziaka w policzek.
-Głupol z ciebie.
-Przy tobie tak jakoś.- Uśmiechnął się szerzej i również dał buziaka w policzek.
-Ale wy przesłodko wyglądacie. Dosłownie kawaiii~!- Yuko aż nie mogła powstrzymać się od pisków, co wywołało u nas salwę śmiechu.

Po kawiarni zostałam odprowadzona przez bliźniaków do domu. Do końca dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy. Ciekawa jestem, co będzie gdy dziewczyny ze szkoły się dowiedzą? Mam nadzieję, że mi wybaczą.

Chodzę już z Jasonem 2 tygodnie. I pewnie chcecie wiedzieć co się do tej pory wydarzyło? Nic wielkiego. Dziewczyny z jego Fanclubu zaakceptowały to, że zostałam jego dziewczyną. Ufff! Chciały abym powiedziała jak wyglądała moja randka z nim. Zadawały też mnóstwo pytań. Na moje szczęście pojawił się Jonathan i wyprowadził mnie z opresji. Zaprzyjaźniłam się z nim. Często opowiada mi o życiu we Francji i swoim braciszku. Ja, Yuko, Megumi, Shunsuke, Jason i Jonathan staliśmy się zgraną paczką. Zawsze jemy razem obiady i chodzimy do kawiarni. Raz nawet poszliśmy do kina.

Dzisiaj miały się odbyć pierwsze w-fy. Prowadził je pan Tamuro. Jest bardzo miłym nauczycielem. Zawsze można z nim pogadać. Gdy będzie się starać na jego lekcjach, on to doceni. Największy i najlepszy kontakt ma z nim Shunsuke ( możecie się domyślić dlaczego ;p). Wszyscy przebrani i gotowi stawiliśmy się na boisku szkolnym. Było ciepło więc nie musieliśmy ćwiczyć na sali.
-Witam was wszystkich.- Przywitał nas pan Tamuro.
-Dzień dobry Sensei.- Opowiedzieliśmy chórem.
-Dawnośmy się nie wydzieli. Mam nadzieję, że jesteście zwarci i gotowi. Ale przed tym, chciałbym poznać nowicjuszy.- Powiedział z zadowoleniem. Jason i Jonathan stanęli przed grupą. Pan Tamuro zrobił wielkie oczy ze zdziwienia i aż zamilkł.
-Więc......może się przedstawicie?- Zachęcił nauczyciel będąc nadal w szoku.
-Jason.
-Jonathan.- powiedzieli po krótce.- Bliźniacy.- dodali równocześnie.
-Aaaaa możecie coś zrobić, żebym mógł was rozróżnić?? Bo dosłownie wyglądacie jak klony.- Stwierdził, uśmiechając się głupkowato. Jason podszedł do jednej z dziewczyn i zabrał jej niebieską wstążkę. Następnie podszedł do brata i zrobił mu kucyka, zostawiając kilka pasm z przodu.
-Więc ten z kucykiem to Joni.- Stwierdził do nauczyciela uśmiechając się. Dziewczyny zaczęły piszczeć na wygląd Joniego.
-No dobra. Więc zaczynajmy. Najpierw rozgrzewka. Później chłopcy grają w piłkę nożną a dziewczęta opowiedzą mi co do tej pory wydarzyło się w szkole.- Może to wydawało się nie fair, ale pan Tamuro twierdzi, iż dziewczyny wszystkiego się dowiedzą. Tak jak pan powiedział, tak się stało. Najpierw rozgrzewka,  gra i pogaduchy. Gdy drużyny zostały wybrane, okazało się, że bliźniacy są w osobnych drużynach. Chłopcy grali a my opowiadałyśmy o szkolnym życiu. Najwięcej było mowy oczywiście o bliźniakach. Przy okazji pan Tamuro życzył mi szczęścia z Jasonem. Mecz skończył się remisem. Wszystkie zgodnie stwierdziłyśmy, że gdyby bliźniacy i Shunsuke grali w jednej drużynie, mecz byłby przesądzony. Lecz na koniec była mała niespodzianka dla fanek bliźniaków. Otóż ściągnęli oni koszulki ukazując swoje szczupłe, wysportowane męskie ciało. Piszczały i krzyczały z zachwytu. Ja natomiast miałam otwartą gębę i byłam zarumieniona. Wymienili się nimi jak po prawdziwym meczu ale ich już nie zakładali. Poszli do szatni nie zachwycając swoich fanek uśmiechem. Trener na to tylko się zaśmiał i kazał iść chłopcom do szatni. My musiałyśmy zrobić jeszcze dwa kółeczka i koniec. Ja poszłam do szatni ostatnia, gdyż musiałam jeszcze zanieść piłki. Nikogo wręcz już w szatni nie było, gdy brałam prysznic. W samym ręczniku podeszłam do swojej szafki aby się przebrać, ale moich ciuchów tam nie było. Pomyliłam szafkę?? Zaczęłam przeszukiwać wszystkie szafki ale ich nie znalazłam No pięknie! Jak ja teraz wrócę do domu?! Usiadłam zrezygnowana, zastanawiając się co dalej.
-Dlaczego się jeszcze nie przebrałaś?- Aż podskoczyłam, gdy usłyszałam czyjś głos. Spojrzałam, kto zadał mi pytanie.....Jason?! W mgnieniu oka przypomniałam sobie, że jestem w samym ręczniku. Szybko schowałam się obok szafki. Jason tylko na mnie patrzał.
-No bo ktoś chyba ukradł mi ciuchy.- Powiedziałam zawstydzona.
-Poczekaj chwilę.- Powiedział i wyszedł z szatni. Po chwili wrócił z jakimiś ubraniami.
-Ubierz to. Poczekam na zewnątrz.- Wyszedł nie mówiąc nic więcej. Wyszłam zza szafki i zobaczyłam co mi przyniósł. Były to krótkie spodenki (Pewnie pożyczył od jakiejś dziewczyny), za duży podkoszulek i bluza. Wzięłam bluzę do rąk i powąchałam. Pachniała jak Jason, więc musiała być jego. Szybko ubrałam się w nie i wyszłam z szatni. Trochę dziwnie się czułam bez bielizny. Na zewnątrz spotkałam Jasona.
-Słodko wyglądasz w tej bluzie.- Stwierdził lustrując mnie wzrokiem. Miałam nadzieję, że nie ma żadnego rentgenu w oczach. Złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę wyjścia. Przy bramie stał Jonathan ze swoją torbą i jakąś jeszcze. Gdy nas zobaczył uśmiechnął się.
-Mari-chi trzymaj. To chyba twoje.- Powiedział, podając mi torbę. Dopiero wtedy rozpoznałam, że to moja.
-Skąd ty to masz?- Spytałam zdziwiona.
-Szybko domyśliłem się kto mógł ci ukraść torbę, więc poszedłem po nią.- Mam nadzieję, że do niej nie zaglądał.
-Kto to zrobił?- Nikt nie przychodził mi do głowy.
-A jak myślisz?! Umeko-san.- Co za żmija!

-Dobra, chodźmy do domu. Chyba się nie chcesz przewietrzyć Skarbie?- Powiedział Jason. O co mu.....Mój rumieniec zjawił się w sekundę w 100%. Bliźniacy na ten widok zaczęli się chichrać pod nosem. Pociągnęłam Jasona w stronę domu. Jak zwykle odprowadzili mnie pod sam dom. Gdy wróciłam od razu się przebrałam. Mam nadzieję, że to się nie rozpowie. 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Twin blood- rozdział 5

 Ohayo~! *.*
Wstawiam wam ten rozdział, który sama poprawiałam, bo LovelyxAsuna nie miała czasu :/ A pewnie nie mogliście się doczekać przebiegu randki Jasona i Mariko :D Mam nadzieję, że się spodoba i pozostawicie jakieś komentarze ^.^
Miłego czytanka :*    #Kimie

Czekałem na nią na stacji o umówionej godzinie. Gdy ją zobaczyłem, poczułem jak moje nogi zamieniają się w watę. Była ubrana w fioletową krótką sukienkę, czarny sweterek, buty na koturnie. Proste włosy zamieniła na loczki. Do tego delikatny makijaż. Dosłownie aż mnie zatkało.
-Hej Jason.- Przywitała się będąc już obok mnie.
-Hej Mari. Wyglądasz dosłownie przecudnie.- Mówiłem jak zahipnotyzowany.
-Dziękuję. Ty również dobrze wyglądasz.- I do tego wszystkiego jeszcze ten rumieniec. Chyba się rozpuszczam. Otrząsnąłem się, chociaż mógłbym patrzeć tak na nią cały czas.
-Więc idziemy. Zaplanowałem dla nas dzień pełen wrażeń.- Uśmiechnąłem się i użyczyłem jej swoje ramie.
-D-Dobrze. Więc prowadź.- Powiedziała i złapała mnie za ramię. Randka się rozpoczęła.


Ujrzałam go stojącego na stacji. Wyglądał jeszcze przystojniej. Nie spodziewałam się, że powie iż wyglądam przecudnie. Spodziewałam się „ładnie” albo chociaż „pięknie” ale nie przecudnie. Zarumieniłam się- chyba już z przyzwyczajenia w jego obecności. Gdy użyczył mi swojego ramienia trochę się wstydziłam lecz położyłam na nim rękę.
Nie wiedziałam, gdzie mnie zabiera więc byłam bardzo zaciekawiona. Najpierw poszliśmy do kina na horror. Nie przepadam za nimi, więc w pewnych momentach aż podskakiwałam w fotelu. Lecz, gdy Jason złapał mnie za rękę i przychylił tak, abym oparła się o jego tors, uspokoiłam się. Wyglądaliśmy wtedy jak para.

Po kinie poszliśmy do małej kawiarenki. Była bardzo piękna. Drewniane stoły i krzesła a dookoła pełno kwiatów. Wtedy czułam się swobodnie rozmawiając z Jasonem. Zarumieniłam się ponownie, gdy starł z kącika moich ust piankę, którą zamiast wytrzeć w chusteczkę zjadł. Wychodząc wplótł mi we włosy białą lilie.

Gdy spacerowaliśmy po parku zauważyliśmy mężczyznę robiącego ludziom zdjęcia za pieniądze.
-Chodź, zrobimy sobie zdjęcie.- Powiedział Jason i zaczął mnie ciągnąć.
-A-Ale....
-Nie ma żadnego ale. Chodź.- Posłusznie poszłam za nim. Starszy mężczyzna był bardzo miły i kazał nam się ustawić. Jason objął mnie w tali a mi kazał się do siebie przytulić. Położyłam ręce na jego torsie i spojrzałam na niego. Przybliżył swoją twarz do mnie tak, że stykaliśmy się nosami. I znowu ten rumieniec.
-Jak wy pięknie wyglądacie razem. Już zrobiłem zdjęcie.- Powiedział starszy mężczyzna z uśmiechem. Nawet nie wiedziałam kiedy je zrobił. Zanim odczepiłam się od Jasona dostałam całusa w policzek.
Złapał mnie za rękę i podszedł do mężczyzny po zdjęcie.
-Ile płace?- Spytał Jason wyciągając portfel.
-Nic a nic. Za darmo. Robić zdjęcia tak pięknej parze to aż przyjemność. Szczęścia wam życzę gołąbki.- Jego uśmiech nie schodził z twarzy.
-Dziękujemy bardzo. I dziękujemy również za życzenia. Dowidzenia i życzę panu miłego dnia.
-Nie ma za co. Dziękuję i nawzajem.- Powiedział machając nam na pożegnanie. Dopiero gdy odeszliśmy skapnęłam się, że ten facet nazwał nas „parą”.
-Jason ale przecież my.....- Słowa nie chciały wyjść z mojego gardła.
-Co??
-Nie, już nic.- Dalej szłam z Jasonem za rękę. Była taka ciepła, że nie chciałam jej puścić.

Następny przystanek- wesołe miasteczko. Poszliśmy na kilka zjeżdżalni, do domu strachów( omal nie wskoczyłam na Jasona), do domu luster( i te głupie miny ;p). Jason wygrał dla mnie średniej wielkości misia. Na końcu poszliśmy jeszcze na diabelski młyn i watę cukrową. Było już późno lecz wybraliśmy się na ponowny spacer do parku. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Ustaliśmy przy dużej, starej wierzbie. Ja oparłam się o nie a Jason stał przed mną.
-I jak? Podołało się?- Spytał zaciekawiony.
-Bardzo. Tylko następnym razem ja wybieram film.- Zaraz, czy ja powiedziałam „następnym”?
-No dobrze, dobrze. Ale cieszę się, że się podobało. Bo ja pierwszy raz się tak bawiłem od przyjazdu tutaj.- Stwierdził z szerokim uśmiechem.
-Wcześniej nie miałeś czasu?- Ciekawe, kiedy przyjechał?
-Sprawa z przeprowadzka, szkoła.....trochę to zajęło a jestem tu dopiero 2 tygodnie.- Tak krótko.- Ale nie żałuję, że się tu przeprowadziłem. Bo gdybym tego nie zrobił nie poznałbym ciebie.- Spojrzał na mnie a ja się zarumieniłam. Podszedł do mnie i objął w pasie jedną ręką, drugą gładząc mój policzek.
-Mariko, gdy cię ujrzałem aż mnie zatkało. Zwłaszcza te twoje oczy. Przypominają mi kwiaty wiśni i porę roku, którą tak bardzo lubię. Ja.....ja się chyba w tobie zakochałam. Mariko czy......zostaniesz moja dziewczyną??- Czułam, jak moje serce bije coraz szybciej. On....się we mnie zakochał? Chce abym została jego dziewczyną? Patrzałam na niego w osłupieniu. Aż mnie zatkało. Czy to się dzieje naprawdę?? A może ja jeszcze śpię i dopiero co mam iść z nim na randkę?? Nie Mariko, to się dzieje naprawdę. I wiesz to bardzo dobrze. I wiesz, że.....
-Jason, ja.........tak, zostanę twoja dziewczyną, bo chyba też cię kocham.- Powiedziałam cicho nadal patrząc mu w oczy. Widać trochę go zszokowałam, lecz po chwili uśmiechnął się do mnie delikatnie.
-Mariko, czy mogę cię pocałować?- Spytał, gdy jego usta były kilka centymetrów od moich. Kiwnęłam tylko głową na pozwolenie. Poczułam jak ciepłe, miękkie wargi Jasona całują mnie. Objęłam jego szyje rękami, by nie przestawał pocałunku. Całowaliśmy się chwile, delikatnie lecz z namiętnością. Czułam jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Gdy już przestaliśmy, patrzeliśmy się na siebie nadal przytuleni. Trwało to tylko chwilę, gdyż przytuliłam się do niego. W jego ramionach poczułam się bezpiecznie.


Dosłownie czułem się jak w niebie. Nie spodziewałem się tego. Najpierw w kinie, że mnie nie odrzuciła gdy złapałem ją za rękę. Później, gdy ją pocałowałem w policzek. Gdy szliśmy za rękę  Gdy normalnie rozmawialiśmy. Jej śmiech, rumieńce, dotyk........A gdy powiedziała, że chyba też się we mnie zakochała i zgodziła się być moją dziewczyną- obłęd. A gdy pozwoliła się pocałować, zarzuciła mi ręce na ramiona abym nie przestawał, jej przymknięte oczka zasłonięte mgiełką i rumieńce i przytulenie.......Ja chyba umarłem. Czułem jak moje serce wali jak szalone. Przytulałem ja do siebie modląc się( modlący się wampir?!) aby ta chwila trwała wiecznie. Gdy już się od siebie odkleiliśmy, spojrzałem jeszcze na nią i pocałowałem w czoło.
-Chodź, odprowadzę cię do domu.- Powiedziałem opierając się o nią czołem. Czułem jej słodki zapach( nie chodzi o krew).
-Dobrze.- Powiedziała cicho i ruszyliśmy, nadal trzymając się za ręce.
Po drodze wręcz nic nie mówiliśmy. Patrzeliśmy się na siebie i uśmiechaliśmy co chwila.
-Nigdy się nie spodziewałam.- Powiedziała po jakimś czasie, patrząc przed siebie.
-Czego?
-Tego, że zostanę dziewczyna takiego przystojniaka.- Zaśmiała się delikatnie.
-Naprawdę jestem przystojny??- Zapytałem z lekka ironią.
-I jeszcze się pytasz? Gdybyś nie był dziewczyny nie chodziły by za tobą a Umeko nie podrywała by cię.- Stwierdziła z przekąsem.
-Mnie to nie obchodzi. Dla mnie najważniejsza jest moja dziewczyna.- Powiedziałem uśmiechając się do niej. Ona za to ponownie zaszczyciła mnie rumieńcem. Przystaliśmy kawałek od jej domu. Staliśmy, trzymając się za ręce.
-Więc, do zobaczenia.- Powiedziała i ponownie dzisiejszego dnia wtuliła się we mnie. Również ja przytuliłem całując w czółko.
-Do zobaczenia, dobranoc i słodkich snów.- Powiedziałem, gdy ponownie staliśmy przed sobą. Pocałowałem ją jeszcze delikatnie w usta. Gdy Mari była przed furtką, spojrzała na mnie i pomachała z uśmiechem po czym weszła. Również jej odmachałem i ruszyłem do domu.

Po drodze do domu omal nie zacząłem tańczyć deszczowej piosenki. Czułem się jakbym latał. Wszedłem do domu po cichu od razu kierując się do swojego pokoju. Zamknąłem po cichu drzwi i ustałem koło łóżka patrząc na słodko śpiącego braciszka. Miał on na sobie tylko w bokserki, na dodatek był ubrudzony na twarzy od czekolady.
-Witaj mój najukochańszy braciszku.- Powiedziałem, gdy wskoczyłem mu na biodra.
-O, już wróciłeś.- Powiedział przecierając oczy.- I co się stało, że tak miło mnie witasz?- Najwidoczniej trochę go zaskoczyłem.
-A nic takiego. Tylko od dzisiaj mam dziewczynę.- Powiedziałem jakby z obojętnością. Na te słowa Joni otworzył szeroko oczy i podniósł się do siadu.
-Że co?!- Spytał się nieźle zdziwiony.
-Że to. Moja ukochana została oficjalnie moja dziewczyną.- Powiedziałem wręcz z dumą.
-To trzeba to uczcić.- Powiedział, zepchnął mnie z siebie i poszedł gdzieś w samych bokserkach. Wrócił z dwoma lampkami wina i wgramolił się na łóżko.
-Może tylko jedna lampka ale zawsze coś. A teraz opowiadaj tak jak obiecałeś.- Powiedział i ułożył się wygodnie. Opowiedziałem mu wszystko od początku. Na końcu mojego opowiadania leżałem na łóżku cały happy.
-No, no braciszku. Widzę, że ty naprawdę jesteś w niej zakochany. Cieszę się twoim szczęściem. Ale zapamiętaj sobie jeno. Do ślubu nadal jesteś moją podusią i ciepełkiem.- Powiedział Jonathan po moim wykładzie. Uśmiechnąłem się na te słowa.
-Wiem i dziękuje. A teraz daj mi się umyć i pójść spać bo chyba wykituje.- Wstałem z łóżka idąc w stronę łazienki. Mój braciszek zaśmiał się na to.
-Oki. Tylko wracaj szybko, bo zimno mi.-Powiedział z przekąsem. Szybko się ogarnąłem i szybko zasnąłem przepełniony myślami o mojej ukochanej. Oczywiście z przylepom u boku.


Gdy wróciłam położyłam się na swoje łóżko patrząc w sufit. Po chwili uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam, prawie skacząc ze szczęścia. Mariko, chyba nie będziesz mogła zasnąć tej nocy. Po krótkim zastrzyku szczęścia poszłam się umyć. Położyłam się na łóżku i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Zasnęłam z uśmiechem na ustach.

Następnego dnia wybrałam się z mamą na zakupy. Poszłam sobie coś kupić do picia, gdy moja mama spotkała w jednym ze sklepów swoja przyjaciółkę. Wtedy zauważyłam Jasona stojącego przed jednym ze sklepów. Postanowiłam do niego podejść, w końcu był moim chłopakiem.
-Cześć Jason.- Przywitałam go z wielkim uśmiechem.
-Cześć. A my się w ogóle znamy??- Spytał. Nie rozumiem. Co jest grane??
-No tak. Nie poznajesz mnie?- Spytałam bardzo zdziwiona.
-Pierwszy raz cię na oczy widzę. A teraz sorki, ale spieszę się.- Powiedział i poszedł. Ale jak to? Przecież wczoraj byliśmy na randce. Zgodziłam się być jego dziewczyną. Nie rozumiem tego. Czy on to zrobił dla jakiegoś zakładu?? Z moich rozmyślań wybudziła mnie mama, która oznajmiła, że wracamy do domu. Przez resztę dnia zastanawiałam się nad tym wszystkim.

W poniedziałek normalnie poszłam do szkoły ale nadal byłam smutna. Przed dziewczynami udawałam, że wszystko jest w porządku. Tylko Shunsuke patrzał się na mnie podejrzliwie. Gdy weszłam do klasy Jasona jeszcze nie było. Nie wiedziałam jak zareagować, gdy go zobaczę.
Zabrzmiał dzwonek. Wszyscy usiedli na swoje miejsce, gdy weszła pani Kanegawa. Jasona nadal nie ma.
-Słuchajcie. Nasza klasa ponownie się powiększy o jednego ucznia. Mam nadzieje, że miło go przyjmiecie. Możesz wejść.- Powiedziała rozweselona. Do sali wszedł....Jason?! Wszyscy byli trochę zaskoczeni.
-Jasonie, siadaj na swoje miejsce bo za chwile przywitamy nowego ucznia.- Powiedziała nauczycielka.
-Ale ja nie jestem Jason.- Hę?? Wszyscy byli zaskoczeni jego odpowiedzią. Po chwili drzwi ponownie się otworzyły i stał w nich....Jason? Co tu jest grane?
-Przepraszam za spóźnienie.- Powiedział i dopiero wtedy zauważył gościa. Każdy patrzał na dwóch Jasonów. Nawet nauczycielka nie wiedziała co powiedzieć. Jason i Jason patrzeli na siebie. Po chwili ten co stał w drzwiach uśmiechnął się, podszedł do drugiego i objął go ramieniem.
-I co? Przywitałeś się już?- Spytał się go.
-Jeszcze nie bo zrobiłeś wejście smoka i nie pozwoliłeś mi.- Zaśmiał się drugi.
-Oj tam, oj tam.- Zaśmiali się razem.
-Co-Co tu się dzieje?- Spytała pani Kanegawa.
-Za chwilę wszystko się wyjaśni proszę pani, gdy nowy się przedstawi.- Powiedział Jason. Drugi spojrzał się na klasę i powiedział.
-Nazywam się Jonathan Kamachi. Miło mi was poznać.- I tak dalej nic z tego nie rozumiałam. Najwyraźniej zauważyli to Jason bo powiedział.
-Jonathan i ja jesteśmy braćmi bliźniakami.- Bliźniacy?! Więc wczoraj....to był jego bliźniak. Pierwsza z szoku otrząsnęła się wychowawczyni.
-Witaj w naszej klasie Jonathanie. Mam do was prośbę chłopcy. Możecie coś zrobić aby można było was odróżnić?- Spytała się bliźniaków.
-Zobaczy się.- Powiedzieli równocześnie i usiedli razem. Przez całą lekcję nikt nie mógł się do nich przyzwyczaić.