poniedziałek, 13 lipca 2015

Cukierek- Aomine x Kise

Ohayo~!
Witam bardzo serdecznie. 
I mam pytanie. Czy u was również mimo lata leje i grzmi??
Lubię deszcz ale trochę słońca by się przydało :p
Mam nadzieję, że się nie gniewacie za brak miniaturki w tamtym tygodniu.
Tak się akurat zdarzyło, że bratanka pilnowałam i w niedzielę nie miałam siły
aby napisać cokolwiek. =.=
Jednak dzisiaj skoczyłam i świeżutki wstawiam. :)
Dzisiaj paring z Kuroko no Basket ^.^
Ostatnio tak sobie czytałam o nich i jakoś tak samo wyszło.
I jest to bardziej one-shot niż miniaturka ale to taki mały szczegół.

Mam dla was fajną wiadomość!!!!
Kimi zabrała się za nowe opowiadanko~! ^.^
Więc niedługo spodziewajcie się go na blogu

I takie pytanko:
Kto oglądał już pierwsze odcinki Durarary!!x2:Ten i
Junjou Romantica 3??
Ja tak i polecam ślicznie. ^.^ 

Już nie przedłużam.
Enjoy~! ;) 

Wakacje- ulubiona „pora” roku dla każdego ucznia. Można się odprężyć i nie myśleć o zadaniach domowych. Jednak dla Pokolenia Cudów wakacji nie ma. Przecież „trening czyni mistrza” i dla sportowców nie ma odpoczynku. Zwłaszcza jak jest się najlepszym i chce się takim pozostać. Już w pierwszy dzień wakacji Akashi nie dał nam chwili przerwy, trzymając nas w sali gimnastycznej przez 5 godzin. Po treningu każdy leżał na podłodze nie mogąc ruszyć nawet palcem.
–Wstawać! Nie pora na leżakowanie.- Łypał na nas groźnie w ręce trzymając swoje czerwone nożyczki.
-Akashi-kun nikt nie ma już siły na dalszy trening.- Powiedział spokojnym głosem Kuroko, leżąc na podłodze z zamkniętymi oczami.
-Aka-chin, jeść~!!- Zawył Murasakibara, któremu Akashi nie pozwolił chociaż na chwilę się lenić.
-Akashi jeśli trening będzie jeszcze trwał to nasza blond modelka nie będzie miała siły pozować.- Aomine mimo zmęczenia uśmiechnął się szeroko do kapitana.
-Wredziol!- Łypnąłem na niego groźnie z ławki, na której leżałem. Była niewygodna ale byłem tak zmęczony, że mało mnie to obchodziło. Akashi stał chwilę patrząc na nas uważnie, przy okazji obracając nożyczkami w dłoni.
-No dobra. Niech wam będzie. Koniec na dzisiaj. Ale jeśli w poniedziałek któryś z was się spóźni to powieszę jego flaki w holu głównym.- Jego oczy błysnęły czystym sadyzmem. Nikt i tak nie podważał jego słów, nie chcąc być wykastrowanym plastikowym widelcem. Wszyscy wręcz z ulgą wstali kierując się do szatni. Tylko Aomine musiał zostać na chwilę i posprzątać piłki. Chciał się sprzeciwić ale widząc minę Akashiego westchnął tylko głośno i zabrał się za zbieranie piłek z całej sali. Reszta zwinnie udała się do szatni. Ja natomiast szedłem powoli za nimi. Nie chodzi tu o to, że byłem tak zmęczony, że omal nie czołgałem się do niej. Po prostu chciałem popatrzeć na Aomine. Dziwne, co nie?! Dlaczego miałbym patrzeć się na tego granatowo włosego faceta o ciemnej karnacji. Otóż zakochałem się w nim. Tak, ja Kise Ryouta zakochałem się w Aomine Daikim, który jest facetem. I ja też nim jestem. Wygląda na to, że jestem gejem. Odkrycie roku. Wydanie specjalne magazynu „NeXt”. Wywiad za wywiadem jak to słynny model Kise Ryouta woli mężczyzn i zakochał się w kumplu z drużyny. Chociaż pociąga mnie tylko Aominecchi. Jest jakaś nazwa na osobę, którą pociąga tylko jedna osoba? Postronny gej, jednostronny gej, modelowy gej? No dobra, nie ważne. Ważne, że mam zboczone myśli, gdy tylko widzę go w samych spodenkach. Chociaż nawet w stroju sportowy jest pociągający zwłaszcza, gdy kropelki potu wędrują po jego ciele. Albo podczas gry, gdy wymija wszystkich z uśmiechem i szaleństwem w oczach. Albo gdy......Dobra Kise. Ogarnij się bo ci jeszcze stanie i to na dodatek przy wszystkich. Niechętnie poszedłem do szatni, leniwie ściągając strój sportowy i biorąc prysznic. Oczywiście byłem ostatni, gdyż reszcie o dziwo spieszyło się do domów. Gdy wyszedłem spod prysznica do szatni wparował Aomine.
-Jakoś długo ci to zeszło.- Stwierdziłem z próbą nie przejmowania się, że jestem w samym ręczniku, a tuż przede mną prezentuje się na wpół nagi Aomine.
-Ta czerwona gnida kazała mi jeszcze ładnie pokładać w składziku. Jakby sam nie mógł tego zrobić albo kazać Momoi tego ułożyć.- Westchnął zrezygnowany i poszedł pod prysznic. Powstrzymałem chęć pójścia za nim i spytanie, czy nie umyć mu plecków i postanowiłem się jednak ubrać. Paradowanie w samym ręczniku przed Aominecchim jest dla mnie zawstydzające. Po kilku minutach siedziałem na ławce zawiązując buty, a spod prysznica wrócił Aomine. Musiałem szybko odwrócić wzrok, gdyż nie wytarł się dokładnie i kropelki wody zdobiły jego umięśnione ciało. Plus fakt ręcznika na biodrach był dla mnie wynikiem rumieńców na twarzy i zboczonych myśli.
-Co będziesz robił w weekend Aominecchi?- Spytałem myśląc o tym jak by to wyglądało, gdybyśmy mogli go spędzić razem.
-Nie wiem. Nie mam planów. Moim najbliższym planem jest pójść do domu, nażreć się mięsa, pooglądać jędrne cycuszki Horikity Mai, przy okazji zwalając sobie ręką. A po tym zasnąć i spać do południa.- Uśmiechnął się na samą myśl, a ja musiałem sam siebie skarcić. Przez myśl przeszedł mi Aomine masturbujący się tuz przede mną. Dobrze, ze miałem na sobie ciasne jeansy.- A ty Kise pewnie masz jakąś sesję zdjęciową co nie?- Usiadł naprzeciwko mnie zakładając buty.
-Nie, nie mam. Rzadko kiedy zdarzają się sesje w weekendy.- Zaśmiałem się cicho widząc jak Aomine źle założył buta. Chwilę patrzałem się na niego w zastanowieniu ale postanowiłem zaryzykować.- A może wpadłbyś do mnie?- Spytałem przykrzywiając głowę w bok z głupkowatym uśmiechem.
-Niby po co? I co mielibyśmy u ciebie robić?- Spytał zza ramienia pakując swoje ciuchy. W porę ugryzłem się w język, bo bym palną „Byśmy seksili się aż nam zabraknie sił”. Oj Kise. Ty dobrze wiesz, że nie mógłbyś chodzić po takim dniu, a mimo to sam takie niemoralne rzeczy proponujesz.
-Kupiłem sobie ostatnio fajną grę na PS3, mam pełno mięcha w lodówce, które dostałem po ostatniej sesji w prezencie, a sam tego nie zjem. Muszę przecież dbać o linię. No i ogólny fakt, że żaden z nas nie ma planów, a razem raźniej.- Nadal pamiętam jak dali mi reklamówki pełne mięsa. Ledwo co to uniosłem. A gotować umiem, więc coś pysznego przyrządzić się da. No ale ja wolę kurczaka i sałatkę do tego.
-Kise.- Odezwał się po dłuższej chwili Aomine. -Mam dla ciebie radę. Jak chcesz mnie do siebie zaprosić to mówisz: „Dużo mięcha, fajna gra i wygodne łóżko jutro po południu. Zrozumiałeś?
-T-Tak.- Pokiwałem jeszcze głową na potwierdzenie. Słowo „łóżko” jest dla mnie bardzo dwuznaczne w jego ustach.
-No więc tak.- Powiedział Aomine zamykając szafkę.
-He?- Spojrzałem się na niego niezrozumiale. O co mu chodzi z „No więc tak”?? Aominecchi widząc moją minę westchnął głośno i podszedł do mnie. Jego ręka wylądowała na mojej głowie czochrając moje włosy.
-To znaczy, że masz się mnie jutro o 13 spodziewać u siebie. Więc na stole ma już czekać pełno mięcha.- Zaśmiał się i wyszedł, a ja siedziałem chwilę skołowany. Gdy dotarło do mnie, że Aominecchi odwiedzi mnie jutro ucieszyłem się jak idiota i cały w skowronkach wróciłem do domu. Po sprawdzeniu lodówki dokupiłem jeszcze kilka rzeczy i zamarynowałem mięsko. Na mojej twarzy cały czas gościł uśmiech. Już nie mogę się doczekać.

Wstałem wcześnie rano aby wszystko przyszykować. Zmieniłem pościel, podłączyłem PS3, posprzątałem i przyszykowałem jedzenie. Pewnie się zastanawiacie, gdzie moi rodzice? Otóż mieszkam sam, gdyż mam dzięki temu bliżej do szkoły i na sesje zdjęciowe. No i często późno wracam ich trochę irytowało. Mi się podoba tak jak jest. Przynajmniej będę mógł pieprzyć się z Aominecchim kiedy chcę. Uznajmy, że tamtego zdania nie było. Aominecchi przyszedł trochę przed czasem ale nie przeszkadzało mi to.
-Hejka~.- Otworzyłem mu z uśmiechem na ustach.- Wejdź.
-Yo. Dzięki. Dzień dobry.- Powiedział głośniej wchodząc i od razu zdejmując buty.
-Do kogo ty to mówisz?
-Do twoich rodziców.
-Ale ja mieszkam sam.
-.....
-.....
-I ja dopiero teraz się o tym dowiaduje.
-Nigdy nie pytałeś.- Wzruszyłem ramionami.- A to coś zmienia?
-Pewnie. Wpadał bym do ciebie z niezapowiedzianą wizytą o każdej porze dnia i nocy.- Uśmiechnął się szeroko i poszedł w głąb mieszkania. Ja stałem tak chwilę skołowany nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem. Wyobraźnia działała na największych obrotach. Potrząsnąłem głową roztrzepując brudne myśli i polazłem za nim. Aomine stał w kuchni i grzebał w mojej lodówce.
-Jak już coś tam ciekawego sobie wygrzebiesz to idź do pokoju. Ja za chwilę przyjdę tylko wyciągnę mięso z piekarnika.- Na potwierdzenie słów założyłem rękawice i otworzyłem piekarnik. Buchnęła para a wraz z nią pyszny zapach. Aomine ukucnął obok mnie ze puszką coli i powąchał mięso z daleka.
-Jeśli to smakuje tak samo jak pachnie to nadajesz się na kucharkę.- Poczochrał moje włosy i wstał.- Pospiesz się, bo nic od rana nie jadłem.- Rzucił na odchodnym i zniknął za ścianą. Ja szybko wyciągnąłem mięso nie komentując słowa „kucharka”. Nałożyłem na dwa talerze ryż i porcję mięsa. Oczywiście porcja Aominecchiego była o jakieś 3 razy większa od mojej. I tak uzbrojony dodatkowo w pałeczki ruszyłem do pokoju. Aominecchi siedział na ziemi oparty o moje łóżko i przeglądał moje gry.
-Jakim cudem masz grę, która sprzedała się w jakąś godzinę i ciężko ją było później zdobyć?- Spytał szczerze zdziwiony. Ja podszedłem do niego kładąc talerze na małym stoliku i siadając naprzeciwko.
-Dostałem po jednej sesji zdjęciowej za dobrze wykonaną pracę.- Powiedziałem najnormalniej w świecie.
-To wiedz, że będę do ciebie często przychodził. Może akurat dostaniesz coś tak ciekawego jak ta gra, a nie błyszczyk do ust.- Uśmiechnął się wrednie w moją stronę, odkładając gry.
-Wredziol. Dla twojej wiadomości nigdy nie dostałem żadnego błyszczyka. Plus co do twoich planowanych wizyt to mnie często nie ma w domu, bo jak ci już wiadomo mam sesje zdjęciowe.- Które najchętniej bym odwołał aby spędzić z tobą więcej czasu.
-To zamieszkam z tobą.- Patrzałem się na niego zszokowany. Moje myśli pofrunęły do wspólnych poranków, leniwych popołudni i aktywnie spędzonych nocy w łóżku.
-Głupek. Smacznego.- Zarumieniłem się delikatnie próbując zasłonić to grzywką. Aby już na mnie nie patrzał zabrałem się za jedzenie.
-Smacznego.- Po tym nastała trochę niezręczna cisza. Ja błądziłem myślami, a Aominecchi jadł swoje kochane mięso. Po posiłku- z podwójną dokładką Aominecchiego- dopiero zaczęliśmy rozmawiać.
-Ale się nażarłem!- Aominecchi rozwalił się na moim łóżku głaszcząc się po pełnym brzuchu.
-Wyjadłeś wręcz ¾ całego mięsa.
-Dobrze przyrządzonego mięska.
-Cieszę się, że ci smakowało.- Uśmiechnąłem się i usiadłem na podłodze, opierając się o łóżko.
-Kise.
-Co?
-Ty żonko prawie idealna.
-Że co?!
-Taka prawda. Dobrze gotujesz, sprzątasz, wykonujesz wszystkie prace domowe, dobrze wyglądasz. Istna żona.
-Czego mi brakuje do bycia idealną żoną?
-Dużych cycków.- Aomine aż się rozmarzył na samą myśl, a ja pokręciłem niedowierzająco głową. Aominecchiemu tylko trzy rzeczy są potrzebne do szczęścia: mięcho, cycki i koszykówka. Westchnąłem opierając sobie głowę na łóżku.
-Wiesz mógłbym zrobić sobie operację i stałbym się idealną kandydatką na żonę.- Zażartowałem z lekkim uśmiechem.
-Kise.
-Tak?
-Powiedz mi, gdzie tu jest najbliższy jubiler.
-A po co ci teraz jubiler?
-Kupię pierścionek zaręczynowy i ci się oświadczę pod warunkiem, że zrobisz sobie takie duże cycki.
-.....
-.....
-.....
-.....
-.....
-......
-Jednak zrezygnuję. Dziękuję za ofertę ale nie.- Aomine zaśmiał się z mojej nadąsanej miny, po czym poczochrał moje włosy.
-Modelka niech nie strzela focha, bo ja mam ochotę zlać cię w grze.- Aomine usiadł i rozciągnął się. Ja tylko prychnąłem, po czym wziąłem grę z zamiarem jej włączenia. Dopiero wtedy zauważyłem reklamówkę leżąca przy szafie.
-Co to jest?- Spytałem zerkając do reklamówki.
-Nie chciałem przychodzić z pustymi rękoma więc kupiłem małe co nieco po drodze.- W reklamówce znajdowało się  2 opakowania żelek i jakieś 3 cukierków. Na dodatek moich ulubionych.
-Skąd wiesz jakie cukierki lubię?- Spytałem przekręcając łepek w bok.
-Kilka razy widziałem jak się nimi zajadasz. Plus ja też je lubię, więc postanowiłem je kupić.- Mimowolnie się zarumieniłem. No cóż nie codziennie się dowiaduje, że obiekt twoich westchnień lubi to samo co ty.
-To ja idę wsypać żelki i cukierki do miseczek, a ty odpal grę.- Już po chwili siedzieliśmy przed telewizorem i graliśmy. Śmialiśmy się, popychaliśmy nawzajem, krzyczeliśmy i wcinaliśmy cukierki. Żelki zostały zjedzone przez Aominecchiego zanim gra się włączyła. Po skończeniu kolejnego poziomu postanowiliśmy zrobić sobie krótką przerwę.
-Razem gra się o wiele lepiej.- Stwierdził Aomine leżąc na podłodze. Najwyraźniej nie chciało mu się wstawać aby położyć się na łóżku.
-Samemu nie ma takiej rywalizacji.- Stwierdziłem i już chciałem wziąć ostatniego cukierka o jabłkowym smaku lecz Aomine był szybszy.
-Oddawaj. On jest mój.- Wyciągnąłem rękę w jego kierunku.
-Nie. Ja byłem szybszy. Jest mój.- Po tym włożył cukierka do ust.
-Aominecchi!
-Jeśli go chcesz to mi go zabierz.- Leżał z zamkniętymi oczami oraz lekkim uśmiechem. Ja chwilę się zastanawiałem nad zaistniałą sytuacją. Przełknąłem głośno ślinę i postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Pochyliłem się i złączyłem nasze usta w pocałunku, po chwili wdzierając się językiem aby odebrać cukierek. Poszło mi o dziwo łatwo ale nie to stanowiło problem. Gdy odsunąłem się od jego ust ujrzałem zszokowaną twarz Aominecchiego. Na mojej twarzy rozkwitł rumieniec. Matko! Zrobiłem to! Tylko co teraz?
-No więc ja....- Przerwałem głuchą ciszę panującą od kilku chwil między nami.- Lubię cię Aominecchi.- Spuściłem głowę w dół aby nie widział moich rumieńców. Po chwili poczułem pchnięcie, które powaliło mnie na ziemię. Spodziewałem się wrzasków i uderzenia ale to co się stało wręcz mnie wmurowało. Aomine zawisł nade mną chwilę taksując mnie wzrokiem. Następnie pochylił się i złączył nasze usta. Zadrżałem, gdy jego język zaczął ocierać się o mój własny. Cukierek rozpłynął się pod wpływem naszej śliny. Gdy Aomine przestał penetrować moje usta mogłem nabrać powietrza. Było mi gorąco, szumiało w uszach, a moje krocze domagało się uwagi. Trwaliśmy w takiej pozycji patrząc sobie w oczy.
-Jakoś to przetrwam.- Powiedział Aomine po chwili.
-He?! Co przetrwasz?- Powiedziałem lekko zachrypniętym głosem.
-To, że masz rozmiar SS.
-Rozmiar SS?
-Same suty.- Aomine uśmiechnął się szeroko widząc moją minę.
-A co ma mój rozmiar do przetrwania?- Spytałem zbity z tropu.
-To, że ja też cię lubię Kise. Nie wiem jakim cudem ale lubię.- Patrzałem się na niego zszokowany. Aominecchi mnie lubi? Dopiero po dłuższej chwili ta wiadomość do mnie dotarła, a ja miałem ochotę skakać ze szczęścia. Już chciałem coś powiedzieć lecz wargi Aominecchiego skutecznie mi to uniemożliwiły. Zarzuciłem ręce na jego szyję przyciągając go do siebie bliżej. Gdy włożyłem rękę pod jego koszulkę ten od razu przestał mnie całować.
-Oj nie. Nie dzisiaj.
-Dlaczego?!
-Bo jest za gorąco.
-Mi to nie przeszkadza.
-A mi tak.
-Aominecchi!
-Nie i już.
-A jeśli zrobię ci pyszną kolację?
-Hmmm......
-Możesz też zostać na noc. Ja na jutro nie mam żadnych planów. Zrobi ci wtedy jajecznicę na śniadanie z bekonem. Co ty na to?
-Kise.
-Tak?
-Gdzie jest ten jubiler?
-Baka~!- Walnąłem go w ten głupi łeb, a ten się zaśmiał. Pocałował mnie krótko w usta, po czym przeturlał na plecy. Wtuliłem się w niego i zacząłem mruczeć niczym rasowy kot, gdy zaczął drapać mnie po plecach.
-Spedaliła mnie blond ciota. Świat się wali. Mamo ja nie chce umierać! Jestem zbyt młody i przystojny na śmierć. Pomocy~!- Zawył jakby się paliło.
-Aominecchi ty to potrafisz zepsuć chwilę romantyzmu.- Stwierdziłem z głośnym westchnieniem. Nagle poczułem jak dłonie Aomine zaciskając się na moich pośladkach, przez co pisnąłem.

-Ryouta za chwilę będziesz pode mną jęczał, więc to były twoje ostatnie słowa na dziś.- Zarumieniłem się po same uszy z cichym jękiem. Ponownie zostałem powalony na plecy i uciszony pocałunkiem. Po kilku minutach z mojej sypialni dochodziły tylko jęki i westchnienia oraz krzyk, gdy doszedłem w jego ramionach. Na jednym razie nie poprzestaliśmy, przez co zasnęliśmy dopiero o 4 nad ranem. Rano z bolącym tyłkiem i na chwiejnych nogach poszedłem zrobić śniadanie. Po nim ponownie to zrobiliśmy tym razem na blacie kuchennym. Spędziliśmy ze sobą cały dzień. Bardzo aktywnie, gdyż robiliśmy to gdzie tylko się dało: w łazience, na kanapie, na dywanie, w korytarzu, przy ścianie itd. Trochę żałowałem tego iż pozwoliłem mu na te wszystkie rzeczy. Zwłaszcza, że w poniedziałek nie ledwo co chodziłem o siadaniu nie wspominając. Trening ledwo co przetrwałem. Wręcz padłem na ziemię z braku sił. Wtedy zdarzyła się rzecz niespodziewana. Akashicchi uderzył Aominecchiego, po czym kazał Murasakibarze zanieść mnie do szatni. Jak się później dowiedziałem od Aomine, Akashi nawrzeszczał na niego za to, że mnie przeforsował. Zakazał mu sypiania ze mną przez tydzień i dał mu dodatkowe treningi za karę. Skąd on to wiedział tego nigdy się nie dowiemy. Za to dał wszystkim 2 tygodnie wakacji które wykorzystaliśmy w całości. Wypoczęci, szczęśliwi i w moim przypadku zakochani powróciliśmy na treningi. 


niedziela, 5 lipca 2015

Twin Blood 2- rozdział 3

Ohayo~! ^.^
Witam Was w jakże upalny dzień~! Nie wiem jak wy ale ja się roztapiam. -.-
Gomene za nie dodawanie rozdziałów ale chciałam wstawić niespodziankę, 
jednakże muszę ją znowu przełożyć. :(
Mam jakieś 3/4 do przepisania, bo jak zwykle coś wypada.
Kimi obiecuje poprawę ^.^ 
I ma taką wiadomość- uznaję ją za fajną- iż będę dodawać miniaturki.
Minimum jedna na tydzień, więc będzie co do poczytania. :)
Tematyka różna od TB przez anime do wymyślonych. *.*

Rozdział dedykuję Juli N.- Adminka czuje się kochana *.*
Miłego czytanka w ten upał~......

Co za idiota! Uhh~!!!! Spojrzałem się za siebie. Westchnąłem głośnio i poszedłem za swoim gościem per intruzem. Ustałem przed nim, wręcz kipiąc z wściekłości.
-Czego chciałeś?!- Powiedziałem chłodno.
-Porozmawiać Kiyoshi.- Uśmiechnął się do mnie. Bezszczelny.- Kiyoshi. Jak to dobrze cię widzieć.- Powiedział wręcz z ulgą. Najwidoczniej chciał mnie przytulić ale odsunąłem się.
-Zobaczyłeś mnie, więc już idź stąd sobie.- Nie odpuszczałem.
-Kiyoshi. Ja chcę ci to wszystko wytłumaczyć.- Powiedział nazbyt spokojnie.
-Co wytłumaczyć?!!- Wkurzyłem się.- Hmmm....Niech się zastanowię. A może to, że porzuciliście mnie z matką, gdy byłem mały?!! To chcesz wytłumaczyć!! „Synku idziemy na polowanie. Niedługo wrócimy”. I co?! I nie wróciliście! A ja głupi czekałem ponad rok na was w obozie. Czekałem! A rodziców jak nie było tak nie ma! I co mi teraz powiesz?! Że to miała być szkoła przetrwania czy nie byliście gotowi na rodzicielstwo?!!- W końcu mu to powiedziałem.- A może.....
-Kiyoshi dosyć!!!!!- Wrzasnął.- Siadaj!!- Posłusznie usiadłem na kanapie. Jego złość budziła we mnie posłuszeństwo.
-Słucham. Co chcesz mi powiedzieć??- Powiedziałem w miarę spokojnie.
-Chcę ci to wytłumaczyć. Chcę ci wytłumaczyć, że cię nie porzuciliśmy.- Powiedział już spokojnie.
-To niby co?- Widząc jego spojrzenie zamilkłem.
-Wtedy my naprawdę poszliśmy na polowanie.- Zaczął.- Ale zostaliśmy zaatakowani. Ich było o wiele więcej. Porwali nas. Próbowaliśmy się wydostać ale wszystko na nic. Dopiero po ponad  2 latach nam się udało. Gdy przyszliśmy do obozu nikogo tam nie było. Zastaliśmy tylko kilka trupów. Ciebie zaczęliśmy szukać. Na początku myśleliśmy, że cię porwali. Chodziliśmy po różnych klanach ale tam cię nie było. Więc po kryjomu zaczęliśmy o ciebie pytać. Dopiero po długim czasie jedna kobieta nam powiedział, że cię widziała w jednej gospodzie. Poszliśmy tam i spytaliśmy o ciebie. Powiedzieli, że mieszkałeś tu trochę ale wyjechałeś już jakiś czas temu. Byliśmy szczęśliwi, że gdzieś tam jednak żyjesz. Najpierw obszukaliśmy cały kontynent. Ale ślad po tobie zaginał. Więc wyjechaliśmy za granicę. Przez cały ten czas szukaliśmy ciebie. Czasami traciliśmy nadzieje, że cię znajdziemy. Myśleliśmy nawet, że umarłeś. Ale zawsze dowiadywaliśmy się czegoś o tobie i nadzieja powracała. A gdy ostatnio cię zobaczyłem to nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Jednak ty nie chciałeś mnie widzieć, więc poczekałem aż wszystko sobie przemyślisz. Kiyoshi. Ja i mama naprawdę cię Kochamy. Nadal jesteś naszym synkiem. Uwierz moim słowom.- W mojej głowie nastąpił chaos. Szukali mnie? Przez te całe 300 lat?!! To nie możliwe.
-Ta. I może byliście w 1768 w Anglii?!!- Zażartowałem.
-Byliśmy. Shiki został wtedy ranny.- Spojrzałem się na niego zszokowany.- Co?!- Spytał.
-Ja byłem w Anglii w 1768. I widziałem go. Ale myślałem, że mam zwidy i wyjechałem niedługo po tym.- Wymamrotałem.
-Więc masz małe potwierdzenie, że jednak szukaliśmy.- Więc jednak to prawda. Spuściłem głowę w dół i wstałem. Podszedłem do ojca.
-Kiyoshi?! Wszystko w porządku??- Spytał zmartwiony. Ja na to przytuliłem się do niego.
-Cześć Tato.- Wymamrotałem. Nie widziałem uśmiechniętej twarzy mojego ojca. Poczułem tylko jak przytula mnie do siebie.
-Cześć synku.- Kilka łez poleciało mi po policzkach. Odzyskałem rodziców, rodzinę. Staliśmy tak chwilę, wtuleni w siebie. Odsunąłem się od niego i uśmiechnąłem.
-Co u mamy?- Spytałem już normalnie.
-Dowiesz się jak przyjdziesz. Ale nie powiedziałem jej, że cię znalazłem.- Powiedział z uśmiechem.- Aleś ty wyrósł.- Stwierdził, przyglądając mi się.
-No przecież jakiś czas się nie widzieliśmy.- Stwierdziłem ze śmiechem.
-Jakoś to odrobimy.- Muszę wyglądać jak jakiś dziwak tak cały czas się uśmiechając.
-Chodźmy. Trzeba to wyjaśnić.- Postanowiłem jednak na małe aktorstwo. Uchyliłem najpierw drzwi aby sprawdzić, czy Jason nadal przed nimi sterczy. Na moje szczęście nie. Stał on kawałek przed chatką. Obrócił się słysząc dźwięk otwieranych drzwi. Wyszedłem z mordem w oczach.- Jason.- Powiedziałem ostro.
-Ups. Chyba zostanę zabity.- Rzucił się do ucieczki, a ja zacząłem go gonić.


Zobaczyłam jak Kiyoshi z chęcią mordu goni Jasona. Chyba rozmowa nie najlepiej poszła. Nagle Kiyoshi złapał Jasona i powalił go na ziemie. Usiadł mu na biodrach, patrząc prosto w oczy.
-Kiyoshi no. Zlituj się.- Kiyoshi jakby zamachnął się lecz zamiast go uderzyć to się do niego przytulił. Usłyszałam ciche „Dziękuje” z ust Kiyoshiego. Jason na te słowa opadł bezwładnie.
-Umarłem.- Stwierdził zdyszany. Kiyoshi z uśmiechem wstał i pomógł Jasonowi. Otrzepali się z kurzu. Kiyoshi podszedł do białowłosego mężczyzny.
-Słuchajcie!- Krzyknął na co wszyscy zwrócili na nich uwagę.- Chciałem wam kogoś przedstawić. Oto Yoshiniori Ishikawa.- Spojrzał się na niego z uśmiechem.- Mój ojciec.- Aż szczęka mi opadła. To jest ojciec Kiyoshiego?!!- Macie odnosić się do niego z szacunkiem. A! I zapomnijcie to co było wcześniej i przed chwilą. To wszystko.-Pociągnął swojego ojca w naszą stronę. Obu uśmiech nie schodził z twarzy.
-Tato. To jest Jason, Jonathan, Mariko, Yuko, Rune, Louis i Megumi. Moi przyjaciele. Poznajcie mojego ojczulka.- Przedstawił nas Kiyoshi.
-Miło was poznać.- Powiedział z uśmiechem.
-Pana również.- Stwierdził Jason.
-Kiyoshi. Dlaczego się na niego rzuciłeś?- Tu wskazał Jasona.
-Bo musiałem mu jakoś podziękować za to, że zmusił mnie do rozmowy z tobą. – Powiedział nadal uśmiechnięty Kiyoshi.
-Widzisz?! Co ty byś beze mnie zrobił?!- Stwierdził Jason opierając się o jego ramię.
-Już się tak nie wywyższaj.- Zaśmialiśmy się na ich zachowanie. Kiyoshi podszedł do Megumi, wziął ja za rękę i podszedł do ojca.
-Tatko, to jest Megumi. Twoja przyszła synowa.- Stwierdził.
-Miło poznać.- Pan Ishikawa uścisnął jej dłoń.
-Pana również.- Powiedziała trochę skrępowana Megumi. Kiyoshi natomiast liczył coś na palcach.
-Co?!- Prawie krzyknął pan Ishikawa, gdy Kiyoshi doliczył do 10. Nie wiadomo dlaczego Kiyoshi zaczął się śmiać.
-Nadal masz reakcje po 10 sekundach. Więc jednak się nie zmieniłeś.- Powiedział nadal się śmiejąc. Pan Ishikawa spojrzał na niego. Wyciągnął rękę i położył rękę na jego karku.
-Ał, ał, ał.- Kiyoshi zaczął się kulić.- No dobra. Starczy. Przestań!- Krzyknął na co tym razem jego ojciec zaczął się śmiać.
-A ty za to nadal kulisz się, gdy złapię cię z kark.- Kiyoshi spojrzał na niego z pretensją.
-Jak pan to zrobił?! Niech mnie pan nauczy.- Stwierdził lekko zszokowany Jason.
-Tylko spróbuj, a na pewno mnie już nie zobaczysz.- Spojrzał z wściekłością na swojego ojca.
-No dobra. Tego mu nie pokażę.- Kiyoshi westchnął z ulgą.- Za to powiem mu jaki to był z ciebie słodki bobas.- Kiyoshi na te słowa spojrzał się na niego zszokowany.
-Tak, tak~! Mały Kiyoshi~!- Aż podskoczyła z radości Yuko.
-Hmmm.......To może być ciekawe.- Stwierdził Jason z uśmiechem.
-Tato~!!- Krzyknął Kiyoshi.
-Słucham cię synku.- Uśmiechnął się pan Ishikawa.
-Idź się powieś.- Stwierdził i udał obrażonego.
-Wiesz, ze nie mogę tego zrobić. Co by mój kochany syneczek zrobił bez swojego tatusia?!- Wszyscy zaczęliśmy się chichrać pod nosem.
-Chyba wiem po kim odziedziczyłem charakter.- Stwierdził Kiyoshi.- No dobra. Nie musisz się powieszać. Ale lepiej idź już sobie.- Zaczął popychać go w stronę lasu.
-Kiyoshi, wyganiasz własnego ojca?- Spytał Louis.
-Tak. Później nie da mi spokoju, więc muszę się dzisiaj nacieszyć wolnością.- Uśmiechnął się szeroko.
-No dobra, dobra. To przyjdź tak za dwa dni.- Stwierdził pan Ishikawa.
-Dobra, dobra. Papa.- Kiyoshi stanął i spojrzał się na niego z uśmiechem.
-Do widzenia~!- Krzyknęliśmy chórem.
-Do widzenia.- Uśmiechnął się do nas miło.- Do zobaczenia synek.-  Stwierdził do Kiyoshiego.
-Do zobaczenia Papo.- Widać było, jakby Kiyoshiemu kamień spadł z serca. Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. Gdy pan Ishikawa zagłębił się w las Kiyoshi obrócił się do nas z uśmiechem.- No dobra. To teraz chodźmy do mojej chatki. Do imprezy mamy sporo czasu.- Stwierdził i ruszył w stronę domku. Posłusznie podreptaliśmy za nim.


Weszliśmy do chatki i każdy rozsiadł się na kanapach. No może nie do końca. Joni usiadł na kanapie, a Yuko usiadła mu na kolanach. Obok nich usiadł Louis. Ja natomiast usiadłam naprzeciw nich, a Mari położyła się, kładąc głowę na moich kolanach. Kiyoshi usiadł w fotelu po mojej lewej stronie. Zaś Jason i Runi poszli do kuchni. Nalali sobie po szklance jakiegoś soku, po czym oparli się o blat w naszą stronę.
-To teraz Kiyoshi opowie krótką historie na temat jego początkowego życia.- Stwierdził Rune z lekkim uśmiechem. Wszyscy skierowaliśmy wzrok na Kiyoshiego.
-Dziękuję za wstęp Runi.- Puścili sobie oczko. Kiyoshi westchnął głośno i usadowił się wygodniej w fotelu.- No więc.....Aż nie wiem jak zacząć. Jak już wiecie jestem wilkiem i można powiedzieć, że rasowym, czyli moi rodzice również są wilkami. Byłem ja, moi rodzice i przybrani wujkowie, czyli klan. Mieszkaliśmy oczywiście w lesie. Urodziłem się, każdy był happy. Spokojnie dorastałem w gronie najbliższych. Gdy miałem dziesięć lat rodzice powiedzieli mi, że wybierają się na polowanie. Oczywiście ja nie mogłem iść, bo byłem za młody. Wyruszyli ekipą na polowanie, wiec z moich kalkulacji mieli wrócić późnym wieczorem. Cały dzień bawiłem się ze starszym kuzynem, więc padłem ze zmęczenia zanim rodzice wrócili. Zasnąłem z myślą, że zobaczę ich rano. Ale tak się nie stało. Gdy wstałem w obozie nikogo nie było. Znalazłem tylko dwa trupy. Trochę zmartwiony postanowiłem poczekać. Miałem zapasy na 2 tygodnie. One minęły, a rodzice nadal nie wrócili. Nikt nie wrócił. Zapolowałem na jakąś mniejszą zwierzynę, gdyż postanowiłem jeszcze na nich poczekać. Jednak minęło półtora roku, a oni nie wrócili. Nie mając innego wyboru postanowiłem ich poszukać. Z jakieś 3 miesiące łaziłem po lesie ale bez skutku. Udałem się do miasta, Tam ukradłem trochę pieniędzy aby przespać się w gospodzie. Po tym wyruszyłem w dalszą drogę. Szukałem ich po całej okolicy ale ślad po nich zaginął. Do szesnastego roku życia mieszkałem u pewnej babci. Potem wyjechałem za granicę. Tam zacząłem się uczyć, poszedłem na studia i spotkałem bliźniaków. Przez ten cały czas myślałem, że rodzice mnie porzucili. Albo, że wystawili mnie na jakąś próbę. Jakieś dwa miesiące temu ojciec przyszedł tutaj. Nie wszedł do obozu, po prostu był blisko. Byłem na niego wściekły. Kazałem mu się wynieść. Nie wiedziałem po co wrócił. Myślałem „Co, nagle sobie przypomniał, że ma syna?!!”. Jednak teraz mi wszystko wytłumaczył. Okazało się, że zostali porwani. Wróg był zbyt silny, nie mogli się wydostać. Dopiero po dwóch latach im się udało. Ale jak przyszli do wioski to nikogo tam nie zastali. Zaczęli mnie szukać. Pytali w różnych klanach ale nikt mnie nie widział. Myśleli, że zostałem porwany albo, że umarłem. Czasami jednak trafiali na mój ślad. Szukali mnie po całym świeci. Czasami byli tak blisko. Ojciec, gdy mnie w końcu znalazł zrozumiał, co mogę czuć więc postanowił poczekać. Na szczęście wszystko sobie wytłumaczyliśmy i,i......I ponownie mam rodzinę.- Kiyoshi uśmiechnął się szeroko. Współczułam mu. Od 10 roku życia musiał sobie radzić sam. Nie wiedział, czy jego rodzice żyją, czy też nie. Na szczęście odnaleźli się i ponownie mogą być razem. Wstałam z kanapy, podeszłam do Kiyoshiego, usiadłam mu na kolanach i mocno go przytuliłam. On oczywiście odwzajemnił ten uścisk.
-Gdybyś na nich jeszcze te pół roku poczekał to nie musiałbyś ich szukać ani nigdzie nie wyjeżdżać. Nie bylibyście rozłączeni.- Stwierdziła Yuko, tuląc się do swojego chłopaka jak do misia.
-Chociaż to nawet dobrze, że tak się stało. Przynajmniej poznałem wielu fajnych ludzi, w tym tych idiotów.- Spojrzał się na bliźniaków, Runiego i Louisa.
-Też cię kochamy palancie.- Stwierdził z uśmiechem Rune, na co Yuko zaświeciły się oczy.- Nie, nie Yuko. Nie w takim sensie jakim myślisz.- Powiedział szybko Runi, na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Jesteś zdenerwowany przed spotkaniem z nimi?- Spytałam, przeczesując jego włosy.
-Niezbyt. Jakoś wiem jakie będą reakcje. Mama się pewnie popłacze, wycałuje i wyściska mnie zer wszelkie czasy. Pewnie kilka osób się wzruszy, a tak to wszyscy będą się cieszyć. Już wiem, że szybko mnie nie wypuszczą.- Spojrzał się na mnie z zadziornym uśmieszkiem.- Tylko muszę pamiętać aby nie mówić jej, że byłem w szpitalu.
-Dlaczego?- Spytała zdziwiona Yuko.
-Bo jest przewrażliwiona. Pamiętam, jak zdarłem sobie raz lekko kolano. Od razu leciała do mnie z bandażem.- Powiedział.
-A ty co na to?- Zapytał Lou.
-Ja uciekałem i chowałem się za ojca. On szybko uspokajał mamę, a potem przemywał mi po prostu ranę. Po ty mówił żebym na siebie bardziej uważał, dawał buziaka w czółku i mogłem dalej się bawić.- Zaśmiał się krótko na to wspomnienie.
-Awww~! Kiyoshi musiał być taki słodziutki, gdy był malutkim wilczkiem~!- Stwierdziła Yuko zachwycona.
-Słodziutki?! Yuko, padłabyś na mój widok. Pamiętam, gdy miałem pięć latem bawiłem się w kupie liści. Moje ciotki piszczały z zachwytu. Albo jak mój ojciec spał w wilczej postaci, a ja się do niego przytuliłem. Miałem wtedy trzy lata. Chyba z godzinę siedziały i patrzały na ten widok.- Chłopcy zaśmiali się na jego wspomnienia.
-Iiii~! Ja chcę zobaczyć taki widok i chcę mieć tego widoku zdjęcie.- Stwierdziła z głośnym piskiem Yuko.
-Będziecie mieli co wspominać.- Stwierdziła Mari nadal leżąc na kanapie.
-Oj tak, tak.- Stwierdził z dużym uśmiechem Kiyoshi.
-Będą zawiedzeni, gdy zobaczą jakiego charakterku nabyłeś.- Stwierdził wesoło Joni.
-Nie zawiodą się. Charakter w połowie mam po tacie, a w drugiej połowie po mamie.- Stwierdził z dumą.
-Czyli spokój nabyłeś po mamusi.- Bardziej stwierdził niż spytał Lou.
-Moja mama i spokój? Ty na serio nie znasz mojej mamy. Na pierwszy rzut oka wydaje się być miła, spokojna i sympatyczna.
-Ale spróbuj zranić jej synka to długo nie pożyjesz.- Dokończył za niego Runi, a my zaczęliśmy się śmiać.
-Serio?- Zapytał Lou.
-Serio, serio. Charakterek to ona ma.- Stwierdził wesoło Kiyoshi.
-A jak myślisz. Co by było, gdyby jednak normalnie wrócili po polowaniu??- Spytał spokojnie Jason.
-Pewnie teraz miałbym już żonę i gromadkę dzieci, a może nawet i dziadkiem bym był. Ale mi się nie spieszy. Megi najpierw musi być pełnoletnia, a potem pomyślimy o rodzicielstwie.- Stwierdził z uśmieszkiem. Dopiero po chwili doszło do mnie co powiedział.
-Ej!- Pacnęłam go w głowę.- Ty już tu tak nie planuj. Bo będziesz miał abstynencje do końca moich studiów, a będą one trwały pięć lat.- Pogroziłam mu palcem, po czym obróciłam się do niego plecami. Co za wredny! Żeby mnie tak zawstydzać.
-Oj Skarbie.- Przytulił się do moich pleców.- Ja nic nie planuję. Po prostu stwierdzam fakty.- Stwierdził Kiyoshi.
-Niby jakie?!- Prychnęłam.
-A takie, że chciałbym się w przyszłości z tobą ożenić. A jeśli się zgodzisz i zostaniesz moja żoną to logicznym jest, że będę chciał mieć z tobą dziecko. Więc nie fochaj się i nie karz mnie ta okrutnie.- Przez jego słowa zrobiłam się cała czerwona, a dziewczyny zareagowały głośnym „Ooch~!”. Obróciłam się do niego bokiem i mocno wtuliłam w jego tors.
-Baka.- Powiedziałam cicho. On na to zaśmiał się krótko i przytulił mnie mocniej do siebie.
-Tez cię kocham.- Powiedział i pocałował mnie w czółko.
-No dobra. Dość tych wzruszeń i czułości. Za jakieś pół godzinki impreza.- Powiedział wesoło Rune. Jason natomiast podszedł do Mari i zawisł nad nią.
-Ale ja jeszcze nie wytuliłem mojego Skarba.- Stwierdził Jason, po czym mocno przytulił się do Mariko. Ona zaśmiała się na jego zachowanie lecz mocno wtuliła się w niego.
-Mojemu Misiaczkowi brakuje pieszczoch.- Runi uniósł teatralnie oczy i poszedł do jakiegoś pokoju. My za to siedzieliśmy tak przez te pół godziny rozmawiając. Potem wyszliśmy z domku, gdyż impreza się zaczęła. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy i śmialiśmy się na całego. Gdy zrobiło się już późno chłopcy postanowili odprowadzić nas do domu. Louis i Rune zostali na imprezie. Yuko wręcz spała, dlatego Joni niósł ja na rękach. Mari natomiast przykleiła się do Jasona, a on do niej. Czasami zatrzymywali się oby pocałować się na dłużej. Oczywiście na zakręcie się rozeszliśmy. Jak zwykle z Kiyoshim przystanęliśmy blisko mojego domu. Wręcz od razu Kiyoshi przytulił się do mnie.
-Megumi~! Twoi rodzice są w domu?- Spytał, gdy się ode mnie odkleił, lecz ręce trzymał na mojej tali.
-Chyba nie. Jak się nie mylę to wrócą jutro rano.- Powiedziałam po chwili zastanowienia.
-Ooo....- Kiyoshi uśmiechnął się do mnie zadziornie. O co mu.....
-Ty zboczeńcu jeden. Tylko jedno ci w głowie!- Zaśmiałam się mimo wszystko.
-Oj tam, oj tam. Ale takiego mnie kochasz. A trochę czułości nigdy nie zaszkodzi.- Przybliżył się do mnie ponownie.- Megumi....- Szepnął mi do ucha, po czym ugryzł je delikatnie. Zadrżałam lekko na jego poczynania.
-Kiyoshi...- Zdołałam powiedzieć, nim wpił się w moje usta. Objęłam go rękami wokół szyi aby nie zaprzestawał pocałunku. O mój Boże! Jak ja się za nim stęskniłam. Dość długo się całowaliśmy. Gdy się od siebie oderwaliśmy, powstała między nami strużka śliny. Kiyoshi nie zaprzestał na tym. Zaczął całować mnie po szyi.
-Ach.- Jęknęłam cicho. To było takie przyjemne. Kiyoshi zaprzestał swoją czynność, po czym wziął mnie na ręce i wprowadził do domu. Wszedł zamykając za sobą drzwi i udaliśmy się do mojego pokoju. Tam położył mnie na łóżku, siadając na moich biodrach. Ponownie wpił się w moje usta. Nie wiedziałam co robię. Przyciągnęłam go bliżej siebie. Kiyoshi przerwał pocałunek, by ponownie całować mnie po szyi, dłońmi sunąć po mojej tali. Po chwili oderwał się od mojej szyi. Zsunął się trochę, podciągnął wyżej moja bluzeczkę i zaczął całować mój brzuch.
-Ach!- Jęknęłam, gdy zatopił język w moi pępku. Nie wiedziałam, że to może być takie przyjemne. Zaprzestał i ponownie wpił się w moje usta.
-Na dzisiaj już starczy.- Powiedział ochrypniętym lekko głosem. Pocałował mnie krótko, po czym wstał.- Dobranoc Megumi. Słodkich snów.- Pocałował mnie jeszcze w nosek i podszedł do okna, otwierając je. Uśmiechnął się jeszcze, by po chwili już zniknąć. Leżałam na łóżku i patrzał się w okno. Powoli docierało do mnie co się przed chwilą stało. Przytuliłam się do poduszki, rumieniąc się siarczyście.
-Głupi Kiyoshi! Doprowadzać mnie do takiego stanu.- Jęknęłam niby niepocieszona, po czym wstałam i poszłam do łazienki. Przygotowałam sobie gorącą kąpiel. Leżąc w wannie myślałam o tym wszystkim.

-Tylko mnie całował a mi było tak przyjemnie. A jak posunie się dalej....- Szybko ochlapałam twarz wodą aby odgonić te myśli.- Głupi, przystojny Kiyoshi.- Wymamrotałam i uśmiechnęłam się lekko. 

Kto cieszy się z 2 części 2 sezonu Durarary!? ^.^
Wyczekujecie jakiegoś anime?? o.O 

piątek, 12 czerwca 2015

Twin Blood 2- rozdział 2

Witam serdecznie w ten ciepły ale burzowo- deszczowy dzień~! >.<
Nie będę się długo rozpisywać, bo nie ma o czym.
Mogę tylko powiedzieć, że niespodzianka
PRAWDOPODOBNIE
będzie pod koniec czerwca. Tak na wakacje~! ^.^

Czytajcie i komentujcie~!
Enjoy~.....


Coraz bardziej niecierpliwiłam się przed rozmową z Kiyoshim. Nie wiedziałam dokładnie co chce mi powiedzieć. Czy zerwie ze mną? A może jednak nadal chce ze mną być?? Czy chce mi się wytłumaczyć? Czy chce mnie do czegoś przekonywać? Mariko i Yuko próbowały uspokoić mnie jakoś. Mari nawet ze szczegółami opowiedziała mi jak to było w jej przypadku. Chciałam dopytać się trochę Jasona ale go nadal nie było w szkole. Z wielka niewiadomą czekałam.....

Kilka dni później po lekcjach szłyśmy z dziewczynami po placu szkoły. Nagle Mari zaczęła biec. Dopiero wtedy zauważyłam Jasona stojącego przed bramą szkoły. Mari przytuliła się do niego mocno. Najwidoczniej nie spotykają się tak często.
-Ohayo Jason~!- Przywitała go wesoło Yuko.
-Hejka.- Również jako tako byłam szczęśliwa, że go widzę.
-Hej, hej. To aż niemożliwe, że jesteście tak szczęśliwe po lekcjach.- Zaśmiałyśmy się krótko.
-A co ty tu robisz?- Spytała Mari nadal w niego wtulona.
-Przyszedłem po Megi. Kiyoshi czuje się dość dobrze i stwierdziłem, że może przyjść i z nim porozmawiać.- Spojrzał na mnie, oczekując odpowiedzi. Zmieszałam się trochę. Nie spodziewałam się, że to dzisiaj się stanie. Chociaż to tylko rozmowa.
-Dobrze. Przyjdę.- Czułam się jakbym szła na skazanie.
-Chodźcie ze mną. Przyjechałem samochodem to pojedziemy razem.- Stwierdził z uśmiechem, a mi na chwile przestało bić serce. Teraz?!! Dobra Megumi. Uspokój się.
-Ja się piszę. W końcu zobaczę się z moim Jonim~.- Rozmarzyła się trochę Yuko. Mari tylko bardziej wtuliła się w swojego chłopaka.
-To jedziemy.- Ruszyliśmy na parking. Wsiedliśmy do auta i chwilę potem Jason zaparkował na parkingu szpitala. Serce waliło mi tak, jakby miało za chwile wylecieć z piersi. Nawet nie zauważyłam, że Jason idzie obok mnie, a dziewczyny są daleko z przodu.
-Nie martw się.- Podskoczyłam na jego głos.
-Co?- Spytałam i spojrzałam się na niego jakby nieobecnym wzrokiem.
-Nie martw się tak. Wszystko będzie dobrze. Weź kilka głębszych oddechów i spokojnie z nim porozmawiaj.- Jason uśmiechnął się..... uspokajająco?? Odetchnęłam kilka razy i jako tako się uspokoiłam.
-Dziękuje.- Powiedział z uśmiechem. Weszliśmy do szpitala i skierowaliśmy się na jego piętro. Przystaliśmy na chwilę pod sala.
-Idź do niego. My jak coś jesteśmy w gabinecie Niko. Powodzenia.- Powiedział Jason z uśmiechem. Wziął Mari za rękę i poszli. Mari tylko uśmiechnęła się szeroko.
-Powodzonka~!.- Stwierdziła Yuko i przytuliła mnie. Po chwili biegła już za Jasonem i Mari.- Joni~!!- Można uznać, że leciała do niego na skrzydłach miłości. Westchnęłam ostatni raz i weszłam do pokoju. Kiyoshi pół leżał na łóżku. W niektórych miejscach nadal miał bandaż. Mimo to nadal wyglądał tak samo jak go pamiętałam.
-Hej.- Powiedziałam cicho i podeszłam do łóżka.
-Hej.- Uśmiechnął się do mnie. Jego głos był nieco chrapliwy. Albo mi się zdawało??
-No więc.....ja.....- Sama nie widziałam co powiedzieć. Usiadłam obok łóżka ze spuszczoną głową. Nagle poczułam, że dotyka mojego ramienia. Spojrzałam w górę. Kiyoshi patrzał na mnie przenikliwie. Jego dłoń zsunęła się na moją.
-Pozwól, że ja zacznę.- Kiwnęłam tylko głowa na zgodę.- No więc jak już mogłaś sama zobaczyć nie jestem do końca człowiekiem. Jestem wilkiem. Powinienem ci już to wcześnie wyznać ale nie wiedziałem jak. Już nie jeden raz chciałem powiedzieć „Megumi posłuchaj. Jestem wilkiem”. Pierwszy raz jednak bałem się tego powiedzieć. Myślałem, że mnie odrzucisz. Powiesz, że jestem ohydny i żebym nigdy więcej się do ciebie nie zbliżyłam. Chyba jestem za bardzo pesymistyczny. Albo za bardzo zakochany. Wyznam ci, że w całym swoim życiu- a młody nie jestem, nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Takiej niewinnej, a zarazem tak przebojowej i nieprzewidywalnej. Kocham Cię i nadal chcę być z Tobą. Więc mam nadzieje, że......że nadal lubisz mnie za to kim jestem.- Mówiąc to wpatrywał się tępo w pościel. Ale było słychać, że mówi prawdę. Spojrzał na mnie i aż otworzył oczy ze zdziwienia. Z moich oczu leciały łzy.- Megumi ja prze....- Nie dokończył, gdyż rzuciłam mu się na szyję. Objęłam go mocno, szlochając w jego ramię.
-Nigdy więcej.- Podniosłam się tak aby patrzeć mu w oczy.- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. I jak coś cię trapi to masz mi od razu powiedzieć. Bałam się o ciebie. Myślałam.......Myślałam, że zginiesz. I ja ciebie nie lubię, bo cię Kocham idioto. Kocham Cię takiego jakim jesteś! Głupek.- Ponownie zaczęłam szlochać w jego ramię. Poczułam jak ręką głaska mnie po głowę, druga obejmując w pasie.
-Obiecuje już cię tak więcej nie straszyć. Megumi, Kocham Cię.- Ucałował mnie w czoło. Po chwili uspokoiłam się i ponownie na niego spojrzałam. Na jego twarzy widniał uśmiech.
-Jak się czujesz?- Spytałam, splatając nasze palce.
-Teraz to o wiele lepiej. Mogę skakać z radości.- Uśmiechnął się szeroko.- I gdy tylko wyjdę z tego wariatkowa to zabiorę cię na długi spacer i wszystko ci opowiem. Już nie będę tego przed tobą krył.- Uśmiechnęłam się na jego słowa i przytuliłam do jego klatki piersiowej.
-Będę tu codziennie przychodzić, wiec wytrzymasz.- Oboje zaśmialiśmy się na te proste słowa.
-Będę wyczekiwał cię z niecierpliwością.- Stwierdził i przytulił mnie.
-Poczekaj.- Odkleiłam się od niego i położyłam tuż obok. Patrzał na mnie zdziwiony.- Połóż tu głowę.- Powiedziałam klepiąc się po brzuchu. Posłusznie to zrobił. Zaczęłam go drapać za uchem. On na ten gest uśmiechnął się szeroko i przymknął oczy, wtulając się we mnie.
-Z taka terapią wyjdę o wiele wcześniej niż sadziłem. Ale wiesz, że nawet jeśli stąd wyjdę to terapia musi być powtarzana.- Wręcz wymruczał.
-Wiem, wiem. Chociaż teraz zachowujesz się bardziej jak kotek niż wilk.- Zaśmiałam się przypominając sobie, że tak na początku myślałam. Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Kotek?! Kotek to ty jesteś. I tego kotka za chwile zjem.- Podniósł się i zaczął gryźć mnie w szyję.
-Kiyoshi!- Pisnęłam- Przestań~!- Wywoływało to u mnie łaskotki, a nie ból. Oderwał się od mojej szyi i spojrzał głęboko w oczy. Jego złote oczy jak zwykle przyciągały moje spojrzenie. Pochylił się i pocałował mnie. Za tym chyba stęskniłam się najbardziej.
-A gdzie reszta?- Spytał nadal wisząc nade mną.
-W gabinecie Niko.- Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Przejdziemy się do nich?- Spytał podnosząc się do siadu.
-Oj nie. Ty masz tu leżeć, a nie spacerować po szpitalu.- Stwierdziła  poważnie.
-A jeśli zawieziesz mnie tam na wózku, a ja opatulę się grzecznie kocem to się zgodzisz?!- Powiedział milutko patrząc się prosto na mnie. Te oczy są jednak czasami wredne.
-No dobrze.- Zgodziłam się niechętnie. Wstałam i podsunęłam wózek obok łóżka. Kiyoshi powoli wstał i usiadł na nim. Przykryłam go grubym kocem i pojechaliśmy do gabinetu.
-Hej.- Przywitał wszystkich Kiyoshi. Wszyscy mieli zdziwione miny. Zrobiliśmy im taką małą niespodziankę.
-Kiyoshi, a ty wiesz, że masz leżeć w łóżku?!!- Stwierdził Jason i podszedł do nas.
-Mam gruby koc i grzecznie siedzę na wózku wiec nie marudź.- Spojrzał na niego bykiem.
-No dobra, dobra. Przynajmniej widać, że u was już wszystko w porządku.- Uśmiechnął się. Yuko za to w podskokach do nas podeszła i przytuliła Kiyoshiego.
-Kiyoshi~!- Ona naprawdę czasami zachowuje się jak dziecko.
-Ej Yuko. Nie przytulaj się tak do Kiyoshiego.- Joni zrobił obrażoną minkę. Yuko szybko się od Kiyoshiego odkleiła i ponownie usiadła na kolanach Joniego, przytulając go mocno. Zaśmialiśmy się na jej zachowanie.
-Od razu lepiej wyglądasz. Już nawet nie jesteś taki blady.- Stwierdził Jason i usiadł na krześle obok.
-Serio?!- Spytał zdziwiony Kiyoshi.
-Serio, serio. Teraz jesteś bardziej blado- różowy.- Kiyoshi na te słowa spojrzał się na niego z mordem w oczach, a Jason zaśmiał się krótko.
-To i tak dobrze. Jeszcze trochę i wyjdzie przynajmniej ze szpitala.- Stwierdziła Mari i usiadła Jasonowi na kolanach.
-Ja bym już wyszedł ale ten uparciuch....- Tu wskazał na Jasona.- ...twierdzi, że dopóki nie będę chodził prosto i nie zgoją mi się rany to stąd nie wyjdę.- Powiedział z niezadowoleniem.
-Bo taka prawda. Znając ciebie to ledwo wrócisz do obozu to wróci ci chęć mordu.- Spojrzałam się na Jasona zszokowana.
-Jak ktoś chce mnie zabić albo kogoś mi bliskiego to się z nim nie patyczkuje tylko zabijam.- Teraz patrzałam się z szokiem w oczach na ich obu.
-Chociaż przyznam, że chętnie powtórzył bym to co zrobiliśmy w 1834 roku.- Stwierdził z uśmiechem Jason.
-To były czasy. Heh.- Rozmarzył się wręcz Kiyoshi.
-Co się stało w 1834 roku?!- Spytała Mariko.
-Tajemnica.- Powiedzieli chórkiem Jason, Joni i Kiyoshi.
-Kiyoshi. Obiecałeś mi wszystko mówić.- Powiedziałam i ustałam przed nim z założonymi rękami.
-Ale mnie to nie trapi Kotek.- Wyszczerzył się do mnie.- Plus na pewno nie chcesz wiedzieć.- Powiedział przekonywująco.
-No niech ci będzie.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Do pokoju w tym czasie wszedł Runi. Nie wyglądał on najlepiej.
-O! Hej Runi. Coś się stało, że masz taka minę?!- Zapytał wesoło Kiyoshi. Rune podszedł do niego i spojrzał niemrawo.
-Wracasz do pokoju.- Powiedział i zaczął go pchać w stronę drzwi.
-Dlaczego? Co się stało?!- Spytał zdziwiony jego zachowaniem.
-Bo za chwile przyjdzie nauczycielka ze szkoły. Nie dostała ona żadnego powiadomienia od twoich rodziców. Kanna czeka już w pokoju. Pomoże nam.- Kiyoshiemu zrzedła mina i dał posłusznie się prowadzić. Nie pożegnali się z nami tylko po prostu wyszli.
-Kanna to mama Kiyoshiego?- Spytała Jasona Mariko.
-Nie. To ich koleżanka.- Stwierdził trochę bez życia Jason.
-To dlaczego rodzice nie powiedzieli w szkole, że Kiyoshi jest w szpitalu?- Zdziwiłam się. Chociaż Kiyoshi nigdy nic nie mówił o swoich rodzicach.
-Bo Kiyoshi nie ma rodziców.- Powiedział smutno Jason i wstał. Jak to? Nie ma rodziców?! Już chciałam zadać te pytania lecz Jason dodał.- Nie pytajcie się o to. Jeśli będzie chciał to sam powie.- Stwierdził i wyszedł z gabinetu. Spojrzałam się na Mari. Ona również była w szoku.

W weekend urządziłyśmy sobie z dziewczynami piknik. Pogoda była piękna, więc aż żal by było jej nie wykorzystać. Wybrałyśmy się na polankę za miastem. Usiadłyśmy na kocu i zaczęłyśmy plotkować o wszystkim.
-Jak myślicie, Kiyoshi naprawdę nie ma rodziców??- Zapytała Yuko.
-Sama nie wiem. Nigdy nie słyszałam aby o nich mówił. Plus jak byłyśmy u niego to powiedział, że wyjechali. Lecz mogło być to kłamstwo.- Stwierdziłam trochę smętnie. No bo w końcu rodzice to rodzice. Ja bym nie mogła bez nich normalnie funkcjonować.
-Jednak to może być prawda.- Stwierdziła zamyślona Mari. Od razu na nią spojrzałyśmy.
-Dlaczego tak uważasz?- Może jednak wie coś na ten temat?!
-Bo na tej wycieczce podsłuchałam rozmowę Jasona z Kiyoshim. Jason spytał się go, jak się czuje po słowach pana Tamuro. On odpowiedział, że dobrze i, że nie może powiedzieć prawdy. A ta prawda mogło być to, że nie ma rodziców. Gdyby szkoła się dowiedziała wysłali by go do domu dziecka.- Powiedział Mari kojarząc fakty. Trochę żal mi się go zrobiło.
-Pewnie nie żyją.- Powiedział wyraźnie smutna Yuko.
-Pewnie tak. Dobra. Przestańmy gadać na takie smętne tematy. Pogadajmy o czymś ciekawszym. Na przykład co działo się w sali u Kiyoshiego, gdy został on sam na sam z Megumi.- Mari uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na mnie wyczekująco.
-Właśnie, właśnie.- Yuko aż z ciekawości przybliżyła się do mnie.
-No co się działo?? Nic się nie działo. Po prostu rozmawialiśmy.- Powiedziałam szczera prawdę.
-Rozmawialiście. To dlaczego aż się zarumieniłaś??- Cholerne rumieńce! Muszą zdradzić człowieka. Nie mając drogi ucieczki musiałam im wszystko powiedzieć. Yuko za dużo sobie wyobraziła, bo aż zaczerwieniał się cała. Cieszę się, że wszystko wraca do normy.


Po 2 tygodniach Kiyoshi mógł już wyjść ze szpitala. Właśnie szedłem do niego i usłyszałem warczenie. Wszedłem do jego pokoju i ujrzałem śmieszny widok. Kiyoshi siedział na łóżku i warczał na pielęgniarkę, która stała w rogu przestraszona.
-Kiyoshi, przestań warczeć na ludzi. Zachowuj się.- Zaśmiałem się i podszedłem do niego.
-Jak mam nie warczeć jak słyszę, że może zostanę jeszcze kilka dni w tym wariatkowie.- Stwierdził zły.
-Nie zostaniesz, nie zostaniesz.- Stwierdził Doktorek, czyli Niko, który właśnie wszedł do sali.- Wszystko już z tobą w porządku. Masz tylko brać przepisane leki i smarować się tą maścią. A tak to już może cię Jason stąd zabrać.- Stwierdził z uśmiechem.
-Podejdź to cię uściskam.- Stwierdził z wyciągniętymi do niego ramionami. Niko zaśmiał się na jego zachowanie ale posłusznie podszedł i dał się uściskać.
-To ubieraj się i mykaj. Do zobaczenia później.- I już go nie było. Pielęgniarka wręcz wybiegła za nim z pokoju. Kiyoshi natomiast od razu zszedł z łóżka i podszedł do torby po ubrania.
-To szybko się ubieraj, bo dziewczyny będą na nas czekały przed wejściem do lasu.- Na moje słowa szybko wziął ubrania i bez krępacji zaczął się przebierać. Pomogłem mu się spakować i wyszliśmy.


Ja, Yuko, Megumi i Louis czekaliśmy przed wejściem do lasu na Jasona, Kiyoshiego, Joniego i Runiego. Megumi była bardzo szczęśliwa, że jej chłopak wychodzi już ze szpitala. Po krótkiej chwili podjechali. Kiyoshi jako pierwszy wyszedł z auta, napawając się świeżym powietrzem. Podszedł do Megumi i przytulił ja mocno.
-Nigdy więcej szpitali.- Powiedział stanowczo Kiyoshi.
-Czy jak będziesz umierający to mam cię tak zostawić?!- Spytał Jason, podchodząc do mnie.
-Nie. Masz zanieść mnie do Niko ale nie do szpitala.- Powiedział witając się ze mną.
-No niech ci będzie.- Zaśmialiśmy się na ich zachowanie i ruszyliśmy do obozu. Kiyoshi szedł zadowolony, nadal wdychając leśne powietrze. Po chwili jednak zniknął mi z oczu.
-Jaj~!- Usłyszałam pisk Megumi. Kiyoshi w formie wilka dotknął pyskiem jej pleców, na co ona najwidoczniej się przestraszyła.
-Kiyoshi~!- Zapiszczała z radości Yuko. Podbiegła do Kiyoshiego z zamiarem wytulenia go i wygłaskania na śmierć ale ten zaczął przed nią uciekać. Po tej krótkiej gonitwie Yuko postanowił zrezygnować i z nadąsana miną szła obok Joniego. Kiyoshiemu najwidoczniej zrobiło jej się żal, gdyż podszedł do niej i pozwolił się pogłaskać. Yuko cieszyła się jak mała dziewczynka. Po tym Kiyoshi pobiegł gdzieś w las, a my na spokojnie dalej szliśmy ścieżką. Dotarliśmy do obozu. Po chwili wbiegł Kiyoshi i zmienił się z powrotem w człowieka.
-Jak dobrze być już w domu.- Stwierdził z uśmiechem, rozciągając się. Wszyscy zebrani patrzeli na niego jak na ducha. Kiyoshi spojrzał na nich zdziwiony.- No co? Nie przywitacie mnie?- Spytał.
-Tata!!!- Krzyknęli chórem i podbiegli do niego, mocno się wtulając. To była taka słodka chwila. Zauważyłam, że ktoś wychodzi z jego domku. Od razu rozpoznałam Emiko. Spojrzała się na to zdziwiona. Dopiero po chwili zobaczyła Kiyoshiego. On za to obrócił się w jej stronę z uśmiechem.
-Tatuś~!- Krzyknęła biegnąc do niego. Rzuciła mu się w ramiona. Kiyoshi mocno ja do siebie przytulił.
-Moja córeczka. Ale ja się za tobą stęskniłem.- Dobra. Ta scena była baaaardzo słodka. Aż uśmiechnęłam się szeroko. Spojrzałam na dziewczyny. Były zszokowane. W końcu zamiast siostrzyczki słyszą córeczka. Kiyoshi postawił Emi na ziemi. Nagle spojrzał się jakby w nasza stronę i mina mu zrzedła. Wręcz było widać, że się wściekł. Spojrzałam za siebie. Zobaczyła młodego mężczyznę. Miał on włosy takiego samego koloru jak Kiyoshiego.

Kiyoshi zaczął iść w jego stronę z wściekłością.
-Co ty tu robisz?!! Czy wcześniej nie wyraziłem się jasno?!!! Wynoś się stąd!!!- Aż się przeraziłam. Kiyoshi był bardzo wściekły.
-Przyszedłem porozmawiać.- Powiedział spokojnie mężczyzna, podchodząc bliżej.
-Nie mamy o czym rozmawiać.- Wysyczał Kiyoshi. Jason westchnął głośno. Spojrzałam się na niego zdziwiona.
-Co za idiota.- Powiedział cicho. Podszedł do Kiyoshiego i przewiesił go sobie przez ramię.
-Idioto! Co ty robisz?!!- Spytał wściekły i zdziwiony Kiyoshi. Jason nic nie mówiąc podszedł do mężczyzny i pociągnął go za bluzkę. Podszedł do domku Kiyoshiego. Otworzył drzwi, wepchnął tam tego faceta i Kiyoshiego. Szybko zamknął drzwi i oparł się o nie.

-Nie wyjdziecie stąd, dopóki nie porozmawiacie. Mam zakładników, więc nawet nie próbuj wychodzić oknem Kiyoshi.- Powiedział dość głośno. Wszyscy byliśmy ciekawi, kim jest tan facet. Mimo to czekaliśmy na rozwiązanie tej sprawy.