niedziela, 9 listopada 2014

Twin blood- rozdział 15

Ohayo~! ^.^
Ja tu tylko na chwilkę bo za jakąś godzinkę wracam ponownie z niespodzianką. Właśnie ją przepisuje więc wy w tym czasie możecie sobie przeczytać kolejny rozdział TB :p
Do zobaczenia~!  #Kimie ;)

No i mamy poniedziałek. Od razu wszystko wyjaśniłam Megumi i Yuko. Oczywiście nie powiedziałam, że Jason i Jonathan są wampirami, Kiyoshi wilkiem a Louis elfem. Nawet Shunsuke tego nie powiedziałam. To ich decyzja kiedy im powiedzą. Jak na razie to taka tajemnica. Wszystko znowu jest po staremu. Aktualnie są teraz WF-y. Dopiero się rozpoczęły więc nic ciekawego na razie nie ma. Oczywiście Kiyoshi i Louis muszą się pokazać nauczycielowi. 
-No dobrze. Więc niech najpierw pokaże mi się Louis....- Najwidoczniej pan Tamuro nie może wyczytać jego nazwiska.
-Guattari (Gatari).- Powiedział Louis wyłaniając się z tłumu. Uśmiechnął się do nauczyciela.
-Więc to ty jesteś Louis. Miło poznać.- Powiedział pan Tomuro z uśmiechem.- A teraz Kiyoshi Ishikawa.- Dodał. Kiyoshi wyłonił się z tłumu i spojrzał się na nauczyciela. Miał on bardziej poważne spojrzenie.
-Coś ci zrobiłem, że patrzysz na mnie takim morderczym spojrzeniem?- Powiedział przestraszony pan Tamuro. Muszę przyznać mu rację. Kiyoshi patrzał się tak, jakby chciał zabić nauczyciela wzrokiem. Na jego słowa zdziwił się lecz po chwili uśmiechnął przyjacielsko.
-Nie, nie. Wszystko dobrze.- Uśmiechnął się szerzej.
-To dobrze. Ciebie również miło poznać. A teraz słuchajcie. Najpierw każdy robi swoją własną rozgrzewkę a potem robimy wyścigi. Więc do pracy.- Powiedział nauczyciel i każdy zabrał się za rozgrzewkę. Po jakiś 20 minutach ponownie zebraliśmy się przy wuefiście.
-Jeśli chcecie to możecie dobrać się z osobą, z którą chcecie się ścigać.- Kila osób to zrobiło. W tym Kiyoshi i Jason.
-Więc, kto pierwszy?- spytał wesoło pan Tamuro.
-My.- Powiedzieli zgodnie Kiyoshi i Jason. Patrzeli się na siebie z zamiarem mordu. Do tego chytry uśmieszek. Stanęli na linii startowej.
-No dobrze. Ustawcie się. Zrobicie 2 okrążenia.- Powiedział lekko zaniepokojony nauczyciel. Chłopcy ustawili się. Inni chłopacy z klasy zakładali się, który z nich wygra.
-Gotowi, do startu.....START!- Krzyknął nauczyciel i zagwizdał. Biegli łeb w łeb. Cała klasa ich dopingowała. Zrobili już jedno okrążenie. Nawet drugie ale biegli dalej. Mimo iż nauczyciel kazał tylko 2. Nadal nie było widać kto wygra. Razem przebiegli 8 kółek. A nasz stadion ma 600m. Czyli to daje....4,8 km!! I mimo to był remis. Nauczyciel był w szoku.
-Mimo iż jest remis obaj dostajecie celujący.- Stwierdził pan Tamuro z uśmiechem. 
-Niech teraz pan wytyczy najlepszego z reszty grupy. Wtedy w 3 będziemy się ścigać.- Powiedział Kiyoshi. Widać było w jego oczach chęć rywalizacji. I tak się stało. Każdy biegł i powoli wyznaczał się najlepszy. Okazał się nim Shunsuke. Pewnie się dziwicie, dlaczego nie Joni?! Otóż później Kiyoshi stwierdził, że Joni biega tak samo jak Jason. Dlatego przebiegł się z jednym z chłopaków i wygrał. Po tym cały czas siedział na ławce i prowadził pogaduszki z braciszkiem i Kiyoshim. Trójka finalistów ustawiła się na starcie i po usłyszeniu gwizdka ruszyli. Oczywiście teraz mieli przebiec tylko 2 kółka. Najpierw szli łeb w łeb. Lecz ponownie Kiyoshi z Jasonem zremisowali i to oni zwyciężyli. Na początku myślałam, że Shun załamie się przegraną. A to go jeszcze bardziej nakręciło. Powiedział, że będzie tak trenował, że pewnego razu ich przegoni. Później oni odpoczywali a dziewczyny biegały truchcikiem. Podczas naszego biegu Megumi się wywróciła.
-Megumi!- Od razu usłyszeliśmy krzyk Kiyoshiego. W mgnieniu oka znalazł się przy niej.- Coś cię boli?- Spytał.
-Kostka.- Odpowiedziała Megi z jękiem bólu. Gdy dotknął jej kostki ona aż krzyknęła z bólu.
-Najwidoczniej jest lekko skręcona. Zabiorę ją do pielęgniarki.- Powiedział Kiyoshi do nauczyciela i wziął Megi na ręce.
-Dobrze, dobrze. Ja przyjdę tam za chwilę, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.- Powiedział nauczyciel z troską.
-Dobrze.- I poszli. Biedna Megi. Jason widząc moje zmartwienie przytulił mnie do siebie od tyłu.
-Wszystko będzie dobrze. To tylko lekkie skręcenie. Nie martw się tak.- Powiedział mi do ucha. Uspokoiłam się na te słowa. Trener kazał nam iść do szatni a sam udał się do pielęgniarki. Przebrałam się w miarę szybko i wraz z Jasonem, Jonim, Yuko, Louisem i Shunem czekaliśmy na nich przy bramie szkoły. Mam nadzieje, że wszystko w porządku.

Od razu, gdy zobaczyłem, że Megumi przewróciła się podbiegłem do niej. Miałem nadzieje, że nic jej się nie stało.
-Megumi!- Krzyknąłem. Bałem się o swoja dziewczynę. W mgnieniu oka znalazłem się przy niej.- Coś cię boli?- Spytałem.
-Kostka.- Odpowiedziała Megi z jękiem bólu. Gdy dotknąłem jej kostki ona aż krzyknęła z bólu.
-Najwidoczniej jest lekko skręcona. Zabiorę ją do pielęgniarki.- Powiedziałem do nauczyciela i wziąłem Megi na ręce.
-Dobrze, dobrze. Ja przyjdę tam za chwilę, aby sprawdzić czy wszystko w porządku.- Powiedział nauczyciel z troską.
-Dobrze.- Powiedziałem i ruszyłem do pielęgniarki. Gdy weszliśmy położyłem ja na jednym z łóżek. Ponownie krzyknęła z bólu, gdy lekarz dotknął jej kostki. Dzisiaj był, gdyż jest to mąż pielęgniarki.
-Jest tylko lekko skręcona. Dam ci coś przeciwbólowego i ją nastawię.- Powiedział lekarz i po chwili dawał jej zastrzyk.
-Nie, nie. Ja nie chcę.- Mówiła w płaczu Megi.
-Nie bój się Megumi. Jestem tu z tobą. Nigdzie się nie wybieram. Możesz mnie trzymać za rękę.- Musiałem ją jakoś uspokoić. Wzięła mnie za rękę i lekko się przytuliła. W tym czasie lekarz nastawił jej kostkę. Obwinął ją bandażem i kazał iść z tym do szpitala. Powiedziałem, że ją tam zaprowadzę. Starłem Megi łzy z twarzy i ponownie wziąłem na ręce. Przy bramie czekała na nas nasza trupa.
-I jak? I jak?- Od razu spytała się Mari. Widać bardzo martwiła się o przyjaciółkę.
-Trzeba ją zawieść do szpitala. Tam pewnie założą jej gips. Ale to tylko lekkie skręcenie.- Powiedziałem. Widziałem małe przerażenie w ich oczach.
-Chodźmy do pana Tamuro. On jeszcze nie pojechał do domu więc może nas podwieźć.- Powiedział Shunsuke. Nie powiem, był to dobry pomysł.
-Zróbmy tak. Ja pojadę z panem Tamuro aby zawieść Megi. A wy idźcie do domu. Zawiadomię was jak już wszystko będzie w porządku.- Bo przecież wszyscy nie zmieścimy się w 5-osobowym samochodzie. Mariko chciała się sprzeciwić, lecz Jason jej to uniemożliwił. Oni poszli do domu a ja z Megumi na rękach na parking. Tam- jak się spodziewałem- spotkałem pana Tamuro. Nie musiałem mu wszystkiego wyjaśniać. Od razu zawiózł nas do szpitala. Polubiłem go. Zwłaszcza za tak szybką jazdę samochodem. W szpitalu nie opuszczałem Megi na krok. Nawet ona się ode mnie nie odczepiała. Po założeniu gipsu pan Tamuro zawiózł nas pod dom Megumi. Podziękowałem mu za pomoc. Chciał mnie odwieźć ale odmówiłem. Powiedziałem, że mam coś jeszcze do załatwienia. Zaniosłem Megi do domu.
-Dziękuje ci za pomoc.- Powiedziała, gdy posadziłem ją na jej łóżku.
-Nie ma za co. Przecież jesteś moją dziewczyną. I martwię się o ciebie. Przynieść ci coś? Pewnie jesteś głodna. Nie ruszaj się stąd. Za chwilę przyjdę.- Powiedziałem i ruszyłem do kuchni. Przygotowałem kilka kanapek i herbatę. Gdy wróciłem do pokoju, Megumi leżała na łóżku z zamkniętymi oczami. Wyglądała naprawdę słodko. Postawiłem tackę z jedzeniem na stoliku nocnym. Usiadłem obok niej i odgarnąłem jej włosy z oczu. Na ten gest lekko otworzyła oczy.
-Nie ma jeszcze spania Śpioszku. Najpierw zjedz i się przebierz. Wtedy możesz iść spać. – Powiedziałem z uśmiechem.
-No dobrze.- Powiedziała z lekką niechęcią. Zostałem dopóki nie zjadła i się nie przebrała. Gdy poszła się myć, ja umyłem naczynia. Wróciłem do pokoju i czekałem aż wyjdzie z łazienki.
-Możesz już iść do domu.- Usłyszałem z łazienki po jakichś 10 minutach.
-Jeśli się wstydzisz to mogę wyjść na chwilę z pokoju.- Odpowiedziałem, uśmiechając się na jej słowa. Po chwili jednak wyszła z łazienki. Miała śliczną piżamkę. Bluzeczka z krótkim rękawkiem i do tego krótkie spodenki. Całość w kolorze brzoskwini. Na jej twarzy widniał rumieniec. Wstałem z łóżka i pomogłem jej dojść do niego. Od razu się położyła i przykryła pod sam nos.
-No wiesz co. Tak się chować przede mną.- Zaśmiałem się pod nosem i przytuliłem ją przez kołdrę. Gdy chciałem wstać, poczułem jak ktoś łapie mnie za ramię. Była to oczywiście Megumi, która postanowiła jednak trochę się odsłonić. Usiadłem z powrotem a ona od razu się do mnie przytuliła.
-Dziękuję za opiekę.- Powiedziała a jej głos stłumiła moja koszulka.
-Nie musisz. Wszystko w porządku?- Spytałem, a ona odkleiła się ode mnie. Kiwnęła tylko głową, że tak. Patrzeliśmy sobie w oczy. Pocałowałem ją delikatnie w usta. Po chwili ponownie to zrobiłem lecz nie oderwałem się od jej ust. Przytuliłem ją do siebie mocniej. Po jakiejś chwili pchnąłem ją aby się położyła. Nie oderwałem się od jej ust. Dopiero po chwili to zrobiłem. Na jej twarzy widniał rumieniec. Zasłoniła się do szyi. Zaśmiałem się lekko.
-Nie bój się. Nic ci nie zrobię bez twojej zgody.- Powiedziałem i dałem jej całusa w czoło. Uśmiechnęła się na te słowa.
-No dobrze. Starczy już. A teraz zmykaj do domu bo będziesz jeszcze spał na siedząco w szkole.- Zaśmiała się na to. Zrobiłem to samo.
-Dobrze. Dobranoc Słońce. Dałem jej ostatniego całusa dzisiaj i poszedłem do siebie. Po drodze napisałem SMS`a do wszystkich, że wszystko w porządku.

-Tatuś~!- Usłyszałem i zobaczyłem biegnącą w moją stronę Emiko.
-Cześć Skarbie.- Uśmiechnąłem się do niej i wziąłem na ręce.- Co dzisiaj porabiałaś?- W końcu tatuś musi wiedzieć co jego córeczka robiła.
-Byłam w szkole a później pomogłam przy kolacji i pobawiłam się z Eiichi-kunem.- Powiedziała radośnie.
-To dobrze. Przynajmniej się nie nudziłaś. A stęskniłaś się za mną?- Nadal ma siły?! Ja po szkole czuję się z nich wypompowany.
-Tak~! A gdzie Tatuś był, że tak późno wrócił?- Spytała z zaciekawioną minką.
-W szpitalu. Moja koleżanka z klasy skręciła sobie kostkę i musiałem jej pomóc.- Przecież nie powiem jej, że mam dziewczynę.
-Ojojoj~! Oby szybko wyzdrowiała.- Powiedziała z uśmiechem.
-Też tak myślę. A teraz chodźmy coś zjeść.- Powiedziałem i ruszyłem wraz z Emiko do jadalni. Wieczór szybko minął. Porozmawialiśmy, pośmialiśmy się. Powiedziałem wszystkim „Dobranoc!” i sam udałem się do swojego domku. Zasnąłem w mgnieniu oka.


Aktualnie byłem w willi. Właśnie rozmawiałem z Willem. Zadzwonił on do mnie abym jak najszybciej się zjawił.
-Co się stało?- Spytałem od razu.
-Wczoraj przyszedł tu jeden gościu. Powiedział, że jeśli nie damy mu „ofiary” to nas zniszczy.- Przekazał mi Will.
-Że co? Co on sobie myśli?! Gdzie on mieszka?!- Spytałem od razu. Nie będę robił za sługę.
-Mamy się z nim jutro spotkać o 22 na opuszczonym cmentarzu.- Odpowiedział mi.
-Widać wybrał sobie miejsce pochówku.- Stwierdziłem na co Will się uśmiechnął.
-Co się stało, że przyszli? Przecież wcześniej tego nie robili?- Zapytał się Joni. To prawda. I było to trochę dziwne.
-Może nie chcą mieć konkurencji. Albo po prostu się nudzą.- Odpowiedział mu Doktorek.
-Coś się stało Niko?- Nie wyglądał najlepiej. Był bledszy niż zazwyczaj.
-Nie, nic. Po prostu jestem zmęczony. Zacząłem pracować w szpitalu.- Prawda. Kiedyś szpitale były całkiem inne. Teraz to lekarze harują po kilkanaście godzin dziennie.
-Idź spać. Jutro ja, Joni i Will pójdziemy na spotkanie. Opowiemy ci wszystko, gdy wrócimy.- Nie chcę zabierać zombiaka na spotkanko. A i tak nie potrzeba dużo osób. Ukłonił się lekko i poszedł do siebie. My z Jonim również to zrobiliśmy. Ale poszliśmy do drugiego domu.

Uśmiechałem się, gdy dostałem SMS`a od Kiyoshiego. Wróciwszy do domu zjadłem kolację, umyłem się, przebrałem i położyłem się w łóżku. Dzisiaj wyjątkowo spałem sam. Najwidoczniej Joni był tak zmęczony, że nie dotarł do mojego pokoju. Heh, mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów. 

niedziela, 2 listopada 2014

Twin blood- rozdział 14

Gomene~! Miała być dzisiaj niespodzianka ale wczoraj rodzinka się zebrała i nawet nie włączyłam komputerka :( Więc nie przepisałam niespodzianki :( Już niedługo ją wstawię, na pewno~! :D
Możecie mnie zbesztać za to :p A teraz miłego czytania kolejnego rozdziału TB ^.^
Enjoy ;)

Nie czekałem długo. Gdy ją zobaczyłem serce zaczęło mi szybciej bić. Jak zawsze była piękna. Chociaż widziałem jej zdenerwowanie. Ja również byłem zdenerwowany. Czekałem na jej decyzję 3 dni. Teraz dowiem się, czy będę skakał z radości i kradł pocałunki ukochanej, czy będę próbował zszywać serce. Podeszła do mnie i spojrzała prosto w oczy. Chyba się rozpłynę w tych różowych oczętach.
-Hej.- Mruknąłem na powitanie.
-Hej.- Powiedziała i westchnęła ciężko.
-Więc?- W tym momencie stałem się bardziej niecierpliwy.
-Długo nad tym myślałam. Myślałam i myślałam. Robiłam „za” i „przeciw”. I w końcu zdecydowałam, że.......- Powiedz, bo padnę na zawał.-.....Kocham Cię Jason takim jakim jesteś i chcę być z Tobą.- Powiedziała na wdechu. A mnie zatkało. Chyba za bardzo spodziewałem się tej gorszej decyzji. Lecz, gdy jej słowa dotarły do mnie......cieszyłem się jak głupi. Uśmiech od razu pojawił mi się na twarz. Objąłem ją w pasie, podniosłem i zacząłem kręcić w kółko.


W końcu mu powiedziałam. Na początku zdziwił mnie jego wyraz twarzy. Lecz, gdy się uśmiechnął, podniósł mnie i zaczął się kręcić wiedziałam, że się cieszy. Ja też na samą myśl, że go nie stracę uśmiechnęłam się. Po chwili postawił mnie na ziemi ale nie puszczał z objęcia. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy. Widziałam w tym błękicie iskierki radości. Patrzałam się w niego, by po chwili zamknąć oczy do pocałunku. Całowaliśmy się. Ale się za tym stęskniłam. Zwłaszcza za jego atakami całusów, szeptami do ucha, podkradaniem jedzenia, spacerami, rozmowami, uśmiechami. Za całym nim. Po jakichś 4 minutach odkleiliśmy się od siebie. Tuliliśmy się do siebie. Nacieszaliśmy się sobą. W końcu trzymaliśmy się za ręce patrząc na siebie.
-Oj Skarbie. Jak ja cię Kooocham. A jak się za Tobą stęskniłem. Długo by opowiadać. Ale cieszę się, że nadal chcesz być ze mną.- Jasonowi uśmiech nie schodził z twarzy. Aby jeszcze bardziej go powiększyć, uraczyłam go rumieńcem.
-Ja też cię Kocham i też tęskniłam. Ale chcę się o tobie dowiedzieć wszystkiego. Dobrze?- I słodka minka małego pieska.
-Dobrze, dobrze. To chodźmy gdzieś usiąść i wtedy odpowiem na wszystkie twoje pytania.- Powiedział i po chwili szliśmy za rękę w stronę kawiarni. Usiedliśmy na tarasie, naprzeciwko siebie z dala od innych. I tak było mało osób. Zamówiliśmy po herbacie i ciastku. Dopiero gdy kelnerka przyniosła nam zamówienie, zaczęliśmy rozmawiać.
-A więc. Ile tak naprawdę masz lat?- Bo na pewno nie 17.
-Na serio chcesz wiedzieć?- Chwila zastanowienia z mojej strony...
-Tak.- Powiedziałam, nawet kiwając głową.
-Tylko 306.- Powiedział z uśmiechem. Dosłownie szok! Aż buzię otworzyłam ze zdziwienia.
-Aha. Spoko.- Otrząśnięcie się.- Następne pytanie. Dlaczego nie śpisz w dzień? Dlaczego nie spalasz się na słońcu? Dlaczego bije ci serce?- Miało być jedno a tu wyszły 3. Hehehe.
-Pierwsze - na początku byłem człowiekiem i przyzwyczaiłem się do takiego trybu życia. Drugie - to jest jakaś bajeczka ze spalaniem się na słońcu. Przecież ja nawet blady nie jestem. I trzecie - bije bo jestem w tobie zakochany i na twój widok wręcz przyspiesza.- Odpowiedział po kolei. Na ostatnią odpowiedź zarumieniłam się.
-Są jeszcze jakieś inne stworzenia? I czy znasz inne wampiry?- Często się nad tym zastanawiałam będąc w domu.
-Jeden nawet bardzo blisko.- Zrobiłam zdziwioną minę.- Jonathan.- Odpowiedział na moje nieme pytanie.
-Serio? On też jest wampirem?- Jason aż zaśmiał się pod nosem na moją fascynację tym tematem.
-Tak. Przecież to mój brat bliźniak. I znam inne wampiry. Przedstawię ci je niedługo. A inne stworzenia? Tak, są. I też nie trzeba daleko szukać.- Ale on mnie zaciekawił.
-Kto? Kto? Kto?- Dosłownie jak małe dziecko.
-Kiyoshi i Louis.- Odpowiedział z uśmiechem.
-Kim oni są?- Bo na pewno nie wampirami. Ewentualnie Kiyoshi mógłby nim być. Ale do Louisa to nie pasuje.
-Louis jest elfem a Kiyoshi wilkiem.- S-S-Serio? Chciałabym ich zobaczyć w innych postaciach.
-A będę mogła zobaczyć ich w innej postaci? Proszę~!- Teraz to istne dziecko. No co? Ciekawska jestem.
-Mogę do nich zadzwonić i się spotkamy. Co ty na to?- Wprawdzie jest dopiero 17. Więc późno nie jest.
-To dzwoń. A ja przy okazji zjem ciastko.- Powiedziałam z chytrym uśmieszkiem i zaczęłam jeść. Jason zadzwonił i po zjedzeniu ciastka (którym musiałam się podzielić z Misiem :P), poszliśmy na spotkanie.

Byliśmy w lesie. Na początku się przeraziłam, bo mogliśmy się zgubić. Lecz Jason uspokoił mnie mówiąc, że dobrze zna ten teren tak samo jak Kiyoshi. Mieliśmy się spotkać na skraju łąki przy górach. Gdy tam dochodziliśmy widziałam, że Joni już na nas czeka. Uśmiechnął się na nasz widok.
-Aż miło na was patrzeć, gdy ponownie trzymacie się za ręce.- Powiedział, gdy byliśmy już obok niego. Widział jak patrzę na niego. On się tylko zaśmiał i zmienił się w wampirka. Nie powiem, wyglądał dobrze.- Widać tą twoją ciekawość w oczach.- Powiedział z uśmiechem. Fajnie to wyglądało. Takie dwa kiełki ^.^
-Ale Joni ty nie wyglądasz strasznie jako wampir. Bardziej zabawnie.- Powiedziałam, a Jason zaczął się chichrać pod nosem. Jonathan najpierw zrobił zdziwioną minę, lecz szybko zamienił ją w uśmiech.
-Oj Mari. Potrafię być straszny, lecz teraz wolę być wesoły.- Najwidoczniej nie chciał mnie przestraszyć.
-Mam nadzieję, że codziennie będę widział was tak zakochanych Gołąbeczki.- Powiedział Louis, którego zauważyłam po chwili. Siedział na skale. Ale wyglądał cudnie. Miał na sobie ciemnozielone spodnie, brązowe buty, luźną zieloną bluzkę z rękawami ¾. Do tego te uszy, zielono-złote skrzydła, makijaż z boku oka, błyszczące ciało i łuk- Jak nie z tej ziemi. Zleciał do nas i ustał obok Joniego.
-I jak?- Spytał się najwyraźniej mnie.
-Jak wyciągnięty z mangi.- Stwierdziłam, gdyż przypomniałam sobie, że chyba coś tam raz takiego było. On na to szeroko się uśmiechnął.
-Cieszę się.- Powiedział Lou. Nagle usłyszałam piękne wycie wilka. Aż zaczęłam się rozglądać na wszystkie strony aby go zobaczyć. Po chwili ujrzałam. W naszą stronę biegł biały wilk o złotych oczach. Był on z dwa razy większy od normalnych wilków. Prezentował się wspaniale. Gdy już prawie przy nas był zamienił się w człowieka. Kiyoshi jak zwykle ubrany był w czarne jeansy, białe buty, białą bluzkę i skórę. Widać miał dobry humor.
-Zamień się jeszcze raz i pobiegaj tak jeszcze kilka razy i powyj trochę. Wtedy napatrzę się wystarczająco.- Na moje słowa wszyscy zaczęli się śmiać. No co?! Nie moja wina, że Kiyoshi tak dobrze wygląda jako wilk. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie widziałam białego wilka. Jego futro wręcz lśniło. A gdy wył to ciarki przechodziły mi po plecach.
-Widzisz Jason. Podobam się bardziej Mari niż ty.- Stwierdził Kiyoshi.
-Ne~! Jason podoba mi się najbardziej. I ugryzie cię jeśli będziesz mnie podrywał.- Powiedziałam wtulona w swojego chłopaka.
-Słyszysz. Więc lepiej uważaj.- Stwierdził z uśmiechem Jason.
-No dobra, dobra. To idziemy czy będziemy tu stać jak kołki?!- He?!
-Gdzie mamy iść?- Spytałam się Jasona
-Poznasz resztę wampirów z mojego klanu. To jest taka moja rodzinka.- Stwierdził z uśmiechem.  Nie wiedziałam, że tak szybko ich poznam.
-Mari-chi~! A chcesz się przejechać na moim grzbiecie?!- Spytał Kiyoshi z wrednym uśmieszkiem. Spojrzałam na Jasona z maślanymi oczkami. On na to wywrócił oczami i się zgodził. Wszyscy znowu zaczęli się śmiać z mojej ekscytacji. Kiyoshi zamienił się w wilka i usiadłam mu na grzbiecie. Jego futerko było bardzo mięciutkie i milutkie. Aż mi się przypomniało. Zaczęłam drapać go za uchem. Lecz przeraziłam się, gdy zawarczał na mnie złowieszczo. Szybko odsunęłam rękę.
-Kiyoshi! Nie strasz mojej dziewczyny. I Mari musisz zapamiętać jedno. Za uchem może go drapać tylko Megumi.- Powiedział najpierw ze złością lecz potem z uśmiechem Jason. Zaśmiałam się na jego słowa, ale zrozumiałam. Złapałam się mocniej futerka aby nie spaść i ruszyliśmy. Po drodze musieliśmy się trochę powygłupiać. Raz Kiyoshi pobiegł trochę dalej i zwalił mnie z siebie. Położył swój pysk na moim brzuchu i czekał. Po chwili moim oczom ukazała się gonitwa. Widać Kiyoshi chciał po prostu pogonić się z Jasonem. Po 5 minutach gonitwy szliśmy dalej. Dowiedziałam się trochę więcej. Jason i Jonathan mają klan, Kiyoshi watahę a Louis wioskę. Nie wiem dlaczego na każde jest inna nazwa. Powiedzieli, że raz mi je pokażą. Trzymam za słowo. Po drodze zmienili się w zwyczajnych ludzi.  Szliśmy jakieś 20 minut zanim doszliśmy do.......Najpiękniejszego miejsca jakie do tej pory widziałam. Willa, jezioro, góry i las. To wszystko wyglądało przepięknie. Musieli na mnie czekać aż otrząsnę się z szoku. Weszliśmy do willi i od razu skierowaliśmy się do salonu. Tam siedział chłopak, którego widziałam, gdy z dziewczynami śledziłam Jasona. Więc on też jest wampirem?! Na początku tylko na chwilę oderwał swoje oczy od gazety. Lecz gdy dotarło do niego kto przyszedł od razu odłożył gazetę. Wstał i podszedł do nas.
-Widzę, że wszystko dobrze się ułożyło.- Powiedział do Jasona.
-Tak, tak. Mari. To jest William. Willi. To jest Mariko. Moja dziewczyna.- Przedstawił nam sobie Jason. Uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Więc to ty tak zawróciłaś mu w głowie?! Nie dziwię się. Jason ma szczęście mieć taką piękną dziewczynę.- Uśmiechnęłam się na jego słowa delikatnie. Po przywitaniu wszyscy usiedliśmy na sofach. Oczywiście zaczęliśmy rozmawiać.
-A co tu nagle się taki gwar zrobił?!- Powiedział chłopak w okularach i kitlu. Najpierw patrzał na zebranych. Gdy mnie dostrzegł znalazł się przede mną w kilka sekund. Po chwili trzymał moją dłoń w geście przywitania.
-Więc w końcu przyszłaś.- Powiedział z radością.
-Mari, to jest Nicko. Nicko, to jest Mari.- Powiedział w skrócie Jason.
-Miło cię poznać Mari-chan. Możesz mi mówić Nicko albo Doktorek.- Powiedział, nadal mnie witając.
-Ciebie również.- Powiedziałam z uśmiechem. W końcu puścił moją dłoń i usiadł w fotelu. Również miał blond włosy i niebieskie oczy jak Jason. Ale Jason jest od niego o wiele przystojniejszy. No co? Mój Jason ;*. Miło się z nim rozmawiało. Jak również z Willem.
-Wy na targu jesteście, że tak rozmawiacie?- Powiedziała dziewczyna wchodząc do pokoju. Od razu ją poznałam. Była to ta, która spotkała się wcześniej z Jasonem. Najpierw patrzałyśmy na siebie. Po chwili podbiegła z piskiem i rzuciła mi się na szyję. Byłam wręcz sparaliżowana. Jednak po chwili puściła mnie. Miała wielki uśmiech na buzi.
-Mari, to jest Juri. Juri, to Mariko.- Powiedział Jason wręcz się śmiejąc.
-W końcu cię poznałam Mari-chan. Na pewno się zaprzyjaźnimy i zostaniemy przyjaciółkami.- Bardzo przypominała mi Yuko.
-Właśnie Juri-chi.- Odezwał się do niej Jason.- Teraz nie możesz się na mnie rzucać i tulić bez pozwolenia.- Powiedział z lekko poważną miną.
-Co?! Dlaczeeego???- Aż zajęczała z niezadowolenia Juri.
-Bo moja dziewczyna jeszcze pomyśli, że ją zdradzam. Dlatego bez jej pozwolenia nie ma misiaków.- Stwierdził z chytrym uśmieszkiem. Gdy spojrzałam się na Juri, ona patrzała się na mnie z maślanymi oczkami. Widać, że chciała jednak rzucać się na Jasona.
-Możesz się do niego przytulać, ale czasami. Dobrze?- W odpowiedzi rzuciła się na mnie, później na Jasona. W końcu usiadła i dalej rozmawialiśmy. Po jakichś 30 minutach ja z Jasonem poszliśmy do jego pokoju. Powiedział, że jeszcze kogoś muszę poznać. Ciekawe kogo?!
Weszliśmy do jego pokoju i omal nie pisnęłam z radości. Na łóżku leżał przesłodki kotek. Gdy usłyszał, że ktoś wchodzi obudził się i usiadł. Miał kremowe futerko i ciemne oczy. Był cudny. Usiadłam na łóżku i zaczęłam go głaskać i drapać za uszkiem.
-To jest Shira. Znalazłem ją jakieś 2 tygodnie przed wyjazdem do Japonii.- Powiedział Jason a ja dalej pieściłam kotka. Usiadła mi na kolanach i cicho pomrukiwała.- Ej! Bo będę zazdrosny.- Stwierdził ze śmiechem Jason.
-Jest prześliczna i przesłodka. I nie musisz być zazdrosny. Bo ciebie Kocham.- Powiedziałam szczerze i uśmiechnęłam się do niego. On odpowiedziałTo był wspaniały dzień. Poznałam „rodzinę” Jasona i Jonathana. I małą tajemnicę. Mam nadzieję, że będziemy żyć szczęśliwie.

                          
                                                                        Shira ^.^ 

P.S. Zostawcie jakiś komentarz po sobie ;p #Kimie

piątek, 31 października 2014

Halloween

Buu~!! :p
Witam was w ten dzień popularnie zwany Halloween :o Co do notek to jutro pojawią się dwie :D
A co do dzisiaj to Happy Halloween ^.^ Obchodzicie to święto?? Czy jednak jesteście przeciw?? o.O
Piszcie w komentarzach~! :*
Rozkudłana czarownica,
Wilk wyjący do księżyca, 
Diabeł rodem aż z Tasmanii
I Drakula z Transylwanii.
Wampir wielki jak kanapa,
Wielka Stopa, Czarna Łapa, 
Wilkołaki z jednej paki
I skrzeczące rybo-ptaki.
Paskudne trzy ropuchy
I ryczące wściekłe duchy,
I straszydeł zastęp spory,
I potwory, i upiory,
I ziejące ogniem smoki
Oraz inne obiboki.
Jeśli nie chcesz ich się bać-
Musisz im cukierka dać ;)
Happy Halloween
#Kimie   #LovelyxAsuna

Tak żeby nie było nudno to kilka obrazków ;)

















Good night ^o^