Ohayo~! ^w^
Dawno mnie tu nie było, co nie? o.o Cztery tygodnie aż~! :o Ale spokojnie, ja żyję, chociaż moja wena trochę niezbyt żyła XD Ale to też może dlatego, że uparłam się aby skończyć tego shota :p Chociaż do tego dochodzą też inne sprawy, no i jednak brak weny x.x (I przekleństwo YT XD )
Plus nie jest to zwykły post. Ten post jest 200 postem~! O.O
200 postów~! :o
Tylko tyle i aż tyle~! :D
Z tej okazji dziękuje wszystkim Wam, którzy tu zaglądają, czytają, komentują, są i mam nadzieję, że będziecie dalej i dalej będziecie czytać moje teksty <3 :*
Kto przeczytał wszystko jest Mistrzem XD
Bądźcie ze mną dalej~! ^w^
Informacji w sumie nie mam i tylko mogę powiedzieć, że postaram się teraz wstawić coś o wiele wcześniej ale nie wiem co to będzie :p Co będzie to będzie~! :D I tak kochacie moje posty, co nie? :D (Aosiowa skromność XD)
Co do tego shota to jedna uwaga- jest mega słodkie, więc nie radzę jeść nic słodkiego :p
I na pewno pojawi się jeszcze jeden dodatek do BB ;) (Później XD)
Już nie przedłużam i życzę Wam miłego czytania :*
I jeszcze raz dziękuje~! :*
#Kimie
EDIT: Shot miał się pojawić wczoraj ale przy wstawianiu zorientowałam się, że nie napisałam jeden sceny XD (Tak to jest jak pisze się dość późno :p) Z góry przepraszam za błędy ale jest już późno i nie mam siły sprawdzać -.- Dziękuje za wyrozumiałość ^^ #Kimie
EDIT: Shot miał się pojawić wczoraj ale przy wstawianiu zorientowałam się, że nie napisałam jeden sceny XD (Tak to jest jak pisze się dość późno :p) Z góry przepraszam za błędy ale jest już późno i nie mam siły sprawdzać -.- Dziękuje za wyrozumiałość ^^ #Kimie
Kolejne pranie włożone do pralki, więc pora powiesić to wyprane i sprawdzić co już wyschło. Nie zdąrzyłem jednak wyjść na balkon, a usłyszałem płacz. Poszedłem więc do pokoju, sprawdzić co się stało.
-Waaaaa~!- Mika leżała w łóżeczku płacząc głośno, a obok niej leżał smocznek.
-Co tam Malutka? Smoczek ci uciekł?- Spytałem z lekkim uśmiechem biorąc ją na ręce i wkładając do jej buzi smoczek. Od razu się uspokoiła.- Tak lepiej?- Przytuliłem ją do siebie. Chwilę ją bujałem, a gdy zauważyłem, że zasnęła odłożyłem ją z powrotem do łóżeczka i przykryłem pranie włożone do pralki, więc pora powiesić to wyprane i sprawdzić co już wyschło. Nie zdążyłem jednak wyjść na balkon, a usłyszałem płacz. Poszedłem więc do pokoju, sprawdzić ją kocykiem. Wyszedłem po cichu i poszedłem powiesić w końcu pranie. Kagamiego nie było,a musiałem zdążyć zanim Mika się obudzi, bo wtedy już na pewno będzie głodna.
Właśnie wyciągnąłem pranie, gdy usłyszałem szczęk zamka, a następnie dźwięk otwieranych drzwi.
-Tetsu?- Usłyszałem, więc wyszedłem na korytarz.
-Witaj w domu. Mika jeszcze śpi.- Powiedziałem od razu.
-Wróciłem. Dlatego wchodzę po cichu.- Kagami uśmiechnął się, po czym gdy zdjął buty podszedł do mnie i pocałował mnie krótko.- Wezmę szybki prysznic i zrobię nam coś na kolację. Na co masz ochotę?
-Na omlet ryżowy. Więc idź się wykąpać,a ja powieszę to pranie.- Wziąłem kosz z łazienki.
-Tetsu.
-Hm?- Spojrzałem na niego i zostałem jeszcze raz pocałowany.- Później.- Mruknąłem i poszedłem na balkon.
Zdążyłem ściągnąć część prania, gdy Mika znowu zaczęła płakać. Od razu do niej poszedłem. Teraz stała w łóżeczku, trzymając się barierki i patrzała na drzwi.
-Już się wyspałam tak?- Wziąłem ją na ręcę.- Ale najpierw to trzeba zmienić pieluszkę, co nie?- Położyłem ją na przewijaku, a ta od razu zaczęła płakać.- Szybko przebierzymy i pójdziemy się bawić, już, już.- Jak najszybciej się dało zmieniłem jej pieluszkę i śpioszki, po czym wziąłem ją na ręce ale mała i tak była niezadowolona.- A co to za łezki co? Już nie leżysz.- Powiedziałem wycierając jej policzki.
-A kto tu tak płacze?- Spytał Kagami wchodząc do pokoju.
-Mika, Tygrys przyszedł cię zjeść~!- Udałem przerażonego. Mika od razu przestała płakać.
-Zjem za chwilę tego słodziaka~!- Kagami zbliżał się powoli z wyciągnietymi dłońmi.
-Aaa~!- Mika zaśmiała się i próbowała uciekać, więć podreptałam z nią do tyłu.
-Nie.....uciekniesz~!- Powiedział Kagami zabierając ją ode mnie, obkręcając się z nią kilka razy.- Zjem~!- Zaczął udawać, że chce zjeść jej paluszki, a Mika śmiała się wesoło.
-Bada~!- Powiedziała i zasłoniła Kagamiemu usta.
-Nie mogę cię zjeć? A buziaka dostanę?- Wymamrotał Kagami. Mika wzięła rączki i dała mu buziaka.- Ale słodki~! To teraz idziesz z tatą się pobawić tak? Pomożesz mi w robieniu kolacji, co nie?- Spytał się jej.
-Łaaa~! Abu ga ga nii~!- Powiedziała po swojemu Mika.
-Tak, zrobimy pyszne jedzonko.- Zaśmiał się Kagami, dając jej całusa w policzek i ruszył z Małą do kuchni. Ja więc ruszyłem na balkon aby ogarnąć do końca pranie.
Szybko skończyłem i wróciłem do nich. Mika siedziała w swoim krzesełku i jadła jogurcik, chociaż miała go wszędzie. Kagami zaś z drugiej strony robił kolację.
-I co Mika, dobry jogurcik?- Spytał Kagami. Mika wzięła łyżeczkę, po czym zaczęła ją uderzać w miseczkę, przez co ta spadła na podłogę.
-Bum~!- Krzyknęła przechylając się do przodu.
-Miseczka zrobiła bum~! Jednak nie chciałaś jogurciku co?- Zaśmiał się Kagami.
-A bu~! Nana ni lu~!- Powiedziała wesoło Mika.
-To chyba znaczyło, że mama ma posprzątać.- Powiedział Kagami zerkając na mnie.
-Tata i Mika rozrabiają, a Mama ma sprzątać?!- Fuknąłem na nich, jednak podnisłem miseczkę i poszedłem po ręczniki papierowe.
-Ma~!- Krzyknęła Mika, bawiąc się łyżeczką.
-Mika ma łyżeczkę tak?- Spytałem ją, kucając obok niej. Mika chwilę gapiła się na łyżeczkę, po czym podsunęła mi ją pod usta.- Karmisz mnie?- Zaśmiałem się, biorąc łyżeczkę do ust.- Nie przepadasz jednak za serkiem brzoskwiniowym?- Na moje pytanie Mika tylko wytykała język. Zaśmiałem się i posprzątałem, wycierajc jeszcze Mikę z serka.
-Kolacja~!- Powiedział Kagami stawiając dwa omlety na stole.
-A dla Miki? Nie zrobiłeś jej kaszki?- Spytałem siadając do stołu.
-Spróbuję dać jej trochę omletu. Ostatnio jadła w sumie ryż z marchewką.- No tak, Mika już za miesiąc ma mieć roczek, więc dajemy jej więcej kaszek i temu podobnych rzeczy. A że Kagami to świetny kucharz- nawet rzucił pracę strażaka i zaczął pracować w takiej małej restauracji- to często gotuje coś dla Małej.
-Powiedz A~!- Podsunął Mice trochę omletu, który najpierw oczywiście podmuchał. Mika chętnie otworzyła buzię i wzięła omlet.- I jak?- Spytał Kagami po chwili, a Mika uśmiechnęła się szeroko.
-Chyba wszystko co jej dasz będzie jej smakować.- Powiedziałem, po czym nakarmiłem Mike.
-Mamy szczęście, że nie wybrzydza.- Kagami uśmiechnął się i również ją nakarmił.
Po zjedzonej kolacji Kagami chciał pomyć naczynia lecz Mika zaczęła piszczeć i wyciągać do niego rączki.
-Chcesz do Tatusia? Ale Tatuś musi pozmywać.- Odłożył naczynia i wziął ją na ręce.- Pobawisz się chwilę z mamusią, dobrze?
-Gha~! A bu~! Ijau~!- Jęczała Mika, trzymając się kurczowo koszulki Kagamiego.
-Ja już pozmywam. Ciebie nie było prawie cały dzień, więc pobaw się z nią.- Cmoknąłem Mike w rączkę, po czym poszedłem pozmywać.
-Jesteś pewien? Wiesz, ostatnio to tylko ty sprzątasz.- Powiedział Kagami idąc za mną.
-I zajmuję się naszą córeczką, gdy ciebie nie ma. A widzę, że ona za tobą tęskni.- Powiedziałem z uśmiechem, nakładając trochę piany na nos Miki, na co ta się zaśmiała.
-Skoro tak~! Tak bardzo Mika-chan tęskni za Tatusiem~? Trzeba wyłaskotać tą Kruszynkę tak~?- Kagami z uśmiechem zrobiłem jej samolocik.
-Iiiaaaa~!- Mika piszczała szczęśliwa.
-A może poczekamy na Mamusię i się wtedy razem pobawimy? Czy jednak damy Mamie czas wolny aby poleżała trochę w wannie? Jak sądzisz Mika-chan?- Spytał się Małej. Ta patrzała na mnie, trzymając się jednak jego koszulki.
-Tata~!- Krzyknęła wtem, a nas wmórowało. To było jej pierwsze słowo.
-Czy ona właśnie powiedzała "Tata"?- Spytał mnie Kagami, niedowieżając.
-Mhm. Jej pierwsze słowo.- Uśmiechnąłem się i cmoknąłem Mike w nos.- Ślicznie Mika-chan.
-Mama~!- Powiedziała i wyciągnęła do mnie ręce.- Mama~!- Wziąłem ją na ręce i prztuliłem.
-Nasza dziewczynka szybko rośnie, co nie?- Spytał Kagami przytulając mnie od tyłu.
-Jestem pewny, że to ty będziesz płakał, gdy będzie miała iść do przedszkola.
-He?! Tetsu ty....
-Tata~!- Krzyknęła Mika, ciągnąc go za włosy.- Tata~!- Zaczęła się wiercić.
-A no tak, Tatuś miał się pobawić z Miką.- Kagami z uśmiechem wziął ją na ręce.
-Tata~!
-Tak, tak, idziemy się bawić. A co z Mamusią?
-Tata~!- Mika uparła się.
-Mamusia idzie się relaksować w wannie. Córeczka chce się bawić tylko z Tatusiem.- Z lekkim uśmiechem ruszyłem do łazienki.- Gdy zacznie się robić śpiąca to powiedz to przygotuję wodę.
-Hej, to ja mam dzisiaj już wszystko zrobić?- Spytał się Kagami.
-Mhm. Ja na dzisiaj mam wolne.- Powiedziałem i szybko zniknąłem w łazience.
Tak więc Kagami bawił się z Miką, potem ją wykąpał, ubrał, nakarmił i ululał do snu. A Mika ani razu mnie nie zawołała. W końcu to córeczka Tatusia to Tatusia dzisiaj męczyła.
"Smile"
Spałem naprawdę mocno, więc trochę minęło zanim usłyszałem płacz.
-Co....- Mruknąłem przeciągając się i przecierając oczy. Wstałem i zaspany poszedłem do drugiego pokoju.- Co Słoneczko~? Już nie chcę spać? Ale Mamcia bardzo chce~!- Wziąłem płaczącą Natsuki na ręce. Spojrzałem na zegarek- 8:30. Czyli spałem tylko trzy godziny, bo o piątej karmiłem małą.
-A~!- Jęknęła Natsu.
-Pieluszka przecież sucha, na pewno nie jesteś głodna. Stęskniłam się za Mamusią tak? Bo jak Tatuś wychodził do pracy to spałaś.- Wytarłem jej łezki i przytuliłem ją, ruszając do kuchni aby zrobić sobie kawę. Na moje nieszczęście Shin-chan ma dzisiaj poranny dyżur w szpitalu, więc ze spania nici.
-Ma~!- Mruknęła Natsu, po czym zaczęła mi ślinić koszulkę. W końcu ząbki jej wychodzą.
-Ładnie to tak Mamusię ślinić?- Wziąłem gryzaka z kuchni i dałem jej go.- Natsu-chan sobie teraz to pogryzie, grzecznie siedząc na kanapie, a Mamusia zrobi sobie kawę i kanapkę.- Posadziłem ją na kanapie i poszedłem do kuchni. Jak dobrze, że kuchnie i salon mamy połączone.
Zdążyłem zalać sobie kawę i przeciąć bułkę na pół, gdy Natsu zaczęła płakać.
-Co się stało~?- Od razu do niej podszedłem i wziąłem ją na ręce. Od razu się uspokoiła.- Nie chciałaś sama siedzieć?- Ta w odpwiedzi dała mi buziaka.- Ale słodki buziak~! No dobrze, z mamusią zrobisz bułeczkę. I naleję ci soczku do butelki.- Wróciłem do kuchni i jedną ręką zrobiłem sobie bułkę i nalałem soku do butelki, po czym to wszystko zaniosłem do salonu. Położyłem Natsuki na kanapie, opierając ją o poduszki i dałem jej butelkę.
-Przynajmniej śniadanko dasz mi zjeść.- Zaśmiałem się, po czym wgryzłem się w bułkę.
Natsuki była dzisiaj naprawdę marudna i nie opuszczała mnie na krok ale zdołałem chociaż zrobić jakiś obiad i wyprasować jej śpioszki. Byłem naprawdę wykończony i śpiący. Siedziałem na dywanie, opierając się o kanapę, gdy Natsuki skakała sobie w chodaku.
-Babu lalami~!- Mówiła, trzymając misia w rączkach. Miała dziesięć miesięcy ale naprawdę szybko się uczy.
-Opowiadasz misiowi co ci się śniło?- Spytałem ją, ziewając głośno. I nie wiem nawed kiedy, a zasnąłem.
-Wróciłem.- Powiedziałem wchodząc do mieszkania ale nie usłyszałem odpowiedzi. Zdjąłem buty i marynarkę, po czym poszedłem do salonu, gdzie zastałem Takao śpiącego na podłodze i Natsuki siedzącą w chodziku i bawiącą się misiem.
-Abudi~!- Machnęła rączką w moja stronę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej.
-Cieszysz się, że Tatuś wrócił tak? To Tatuś tylko położy Mamusię do łóżka i wtedy pobawi się z Natsuki. Dobrze?- Spytałem, a ta dała mi misia.- Mam dać to Mamusi?- Ta w odpowiedzi zaczęła skakać. Uśmiechnąłem się lekko, po czym wziąłem Takao na ręce i zaniosłem do sypialni. Słyszałem, że wstawał w nocy, więc pewnie Nastuki nie dała mu pospać. Przykryłem go kołdrą i wróciłem do salonu.
-Natsuki a pójdziesz z Tatusiem na spacer?- Spytałem, biorąc Małą na ręce. Ta uroczyła mnie szerokim uśmiechem. Przebrałem więc ją, spakowałem co najważniejsze do wózka i wyszedłem z nią na spacer i na małe zakupy.
Natsuki była bardzo roześmiana i gadatliwa i wszystko ją interesowało. Zdecydowanie miała to po Takao. Z racji iż było ciepło to pochodziliśmy nieco dłużej, po czym wróciłem do domu, nakarmiłem ją, a następnie bawiliśmy się na dywanie. Raczkowała wesoło po nim, a nastepnie siedziała i podawała mi zabawki, śmiejąc się wesoło.
-Nana~! Ninini.- Gadała po swojemu. Wtem wstała lecz zachwiała się ale szybko ją złapałem. Chwilę tak stała zszkowana, po czym uraczyła mnie szerokim uśmiechem. Może miała dopiero pięć ząbków ale jej uśmiech był przeuroczy.
-Chodź do Tatusia.- Wziąłem ją na kolana, przodem do siebie. Ta od razu próbowała ściągnąć moje okulary.- A wiesz, że nie wolno zabierać Tacie okularów, prawda? Masz lalkę.- Dałem jej szmacianą laleczkę, na co bardzo się ucieszyła.
-Natsuki~!- Takao wręcz wybiegł z sypialni przerażony.- Och, Shin-chan. Uff~!- Odetchnął i podszedł do mnie.- Kiedy wróciłeś?
-O drugiej. Zasnąłeś na dywanie.- Na moje słowa spóścił głowę.- To nic. Wiem, że się nie wyspałeś, a Natsuki i tak nic się nie stało. A skoro wstałeś to idź coś zjeść.- Pomiziałem go po głowie.
-Natsu-chan była grzeczna?- Spytał i przybliżył się. Mała od razu się uśmiechnęła i wyciągnęła do niego rączki.
-Tak. Byliśmy na spacerze nawet i była bardzo rozgadana.
-Co wszystkim naopowiadałaś~?- Spytał się Takao z uśmiechem, na co Natsuki się uśmiechnęła tylko.
-Idź jedz, a ja się z nią pobawię.
-Dobrze~! Ale najpierw....- Powiedział Takao, po czym mnie pocałował.- Witaj w domu.
-Wróciłem.- Uśmiechnąłem się lekko, po czym go pocałowałem.
-Aaaa~!- Pisnęła wtem Natsuki, aż się obaj przestraszyliśmy.
-Dopóki nie zaśnie to nie da nam spokoju.- Zaśmiał się Takao, po czym ruszył do kuchni. Natsuki chwilę się rozglądała, po czym wzięła misia i podała mi go z uśmiechem. Moja mała Śmieszka.
"Synuś Mamusi"
Nareszcie do domu~! Myślałem, że to się nigdy nie skończy. Może godzina ósma wieczorem to nie aż tak późno ale bycie od rana w pracy- to męczące.
Gdy wszedłem nie mówiłem nic aby przypadkiem nie obudzić dziecka. Wszedłem więc do salonu i zastałem tam Shougo siedzącego ze skrzyżowanymi nogami na kanapie. Miał na nim kocyk, a na kocyku leżał Takashi, który właśnie był karmiony.
-Jak ty go karmisz?- Spytałem cicho, podchodząc do nich. Haizaki dopiero teraz mnie zauważył.
-Witaj w domu. A karmię go normalnie. Plus jak przysypia to karmienie go trwa dłużej, a mnie wtedy ręka boli. I Taka lubi być tak karmiony.- Uśmiechnął się lekko. Spojrzałem na naszego synka, który jedną nogą był już w krainie snów ale dalej powolutku pił mleczko. Z tą szopą na głowie- ma naprawdę dużo włosów, jak na prawie roczne dziecko, zdecydowanie ma to po Haizakim- i tymi jasnoniebieskimi śpioszkami wyglądał uroczo.
-Chyba już zasnął co?- Spytałem widząc, że nie pije już mleka.
-To teraz mała zamiana.- Haizaki wziął delikatnie butelkę i dał Małemu smoczek.- I do wyrka~!- Wziął go delikatnie aby go nie zbudzić i zaniósł powoli na górę. Poszedłem oczywiście za nim.
Położył Take w łóżeczku, przykrywając go kocykiem i kładąc obok misia.
-Śpij jak najdłużej aby Mamusia się wyspała.- Powiedział, po czym cmoknął go w policzek.
-Rano opowiesz nam co ci się śniło.- Powiedziałem i cmoknąłem go w czółko, po czym razem z Haizakim wyszliśmy z jego pokoju.
-Tak w ogóle to strasznie późno dzisiaj wróciłeś.- Powiedział z niezadowoloną miną Shougo, schodząc na dół.
-Spotkanie mi się przeciągnęło i musiałem jeszcze coś dokończyć. A co? Stęskniłeś się?- Objąłem go od tyłu.
-Może. Ale pamiętasz, że ja jadę jutro do brata i ty zajmujesz się Takashim?
-To już jutro? Spokojnie, nie musisz się martwić. Przecież to mój synek.
-Mam nadzieję, że nie będziesz dzwonić do mnie co pięć minut.- Mruknął.
-Na pewno nie. Więc tęskniłeś czy nie?- Wymruczałem, wkładając dłonie pod jego koszulkę.
-Może troszeczkę.- Mruknął, odwracając głowę w drugą stronę.- Jutro muszę wcześniej wstać więc puść.- Położył dłonie na moich dłoniach, jednak nic nie robił.
-Tylko troszeczkę.- Przymiziałem się do niego bardziej.
-To...To najpierw zjemy kolację i możemy wziąc razem prysznic.- Wymamrotał.
-Dobrze.- Cmoknąłem go w policzek, po czym odkleiłem się od niego i ruszyliśmy do kuchni. Ach~! Uwielbiam takie zakończenia dnia.
Otworzyłem powoli oczy, rozglądając się po pokoju.
-Już się obudziłeś?- Spytał Haizaki wchodząc do pokoju z Taką na rękach.- Wstawaj, bo ja niedługo wychodzę. Taka obudź swojego Tatusia.- Powiedział i z uśmiechem położył mi go na klatce piersiowej.
-Tak, tak. Dzień dobry Misiu~! Ty już broisz?- Objąłem delikatnie Take, całując go w główkę.
-Iaaa~!- Pisnął, śliniąc przy tym moją koszulkę.
-Ładnie to tak?- Spojrzałem na niego ale ten dalej mnie ślinił, co rozbawiło Shougo.
-Już ci radzę zakładać jakieś stare koszulki, bo będziesz się przebierał kilka razy.- Zaśmiał się.- Chodź Taka. Pójdziemy przygotować śniadanie, a Tatuś się ogarnie.- Haizaki wziął małego ode mnie, od razu dając mu pluszaka.
-Ej, a gdzie mój poranny buziak?- Spojrzałem na Haizakiego z uśmiechem.
-Jak wstaniesz to dostaniesz.- Pokazał mi język i ruszył w stronę drzwi. Wredny, specjalnie tak szybko wyszedł.
Wstałem i poszedłem do łazienki, szybko się ogarniając. Gdy wszedłem do kuchni zobaczyłem Takę siedzącego w swoim foteliku, który bawił się kubeczkiem oraz Haizakiego, który właśnie nakładał na talerz jajecznicę.
-To jest naprawdę miły widok.- Mruknąłem z uśmiechem, podchodząc do Haizakiego.
-He?- Ten spojrzał na mnie ze zdziwioną miną.
-Nic takiego Koteczku.- Podszedłem i pocałowałem go, po czym usiadłem aby zjeść śniadanie.
-Ma, ma, ma... ina..uuuu.- Mówił po swojemu Taka, machając kubeczkiem.
-Jak się pije z kubeczka Taka?- Spytał się Haizaki, przykucając przed nim. Takashi chwilę się zastanawiał, po czym upuścił kubek na ziemię.- Tak to się nie robi~!- Shougo wziął kubek i dał mu go. Taka chwilę obracał go w dłoniach, następnie przysunął sobie do ust.- Właśnie tak.- Pochwalił go Haizaki, na co ten się uśmiechnął szeroko i znowu upuścił kubeczek.- Znudziło ci się, mam rozumieć.
-Ma....- Takashi spojrzał na Haizakiego i się nagle rozpłakał.- A~!
-A skąd ten płacz?- Zaśmial się Shougo biorąc go na ręce i przytulając. Taka uczepił się go, powoli się uspokajając.
-Jednak chce z powrotem ten kubeczek.- Zaśmiałem się wstając i biorąc kubek. Wytarłem go i dałem go Takashiemu.- Podoba ci sie taka zabawa, co?- Wziąłem pieluszkę i wytarłem mu łezki.
-Ija mi na luu. Aba buu ni.- Powiedział skupiony na kubeczku i obracaniu go.
-Chyba powiedział, że bardzo lubi kubeczek. Dobrze przetłumaczyłem, co nie?- Spytałem się Haizakiego, a ten wzruszył tylko ramionami.
-Coraz większa gaduła się z niego robi.- Spojrzał na Take z uśmiechem.- A skoro już skończyłeś jeść to już się pobaw z syneczkiem, bo ja muszę się ogarnąć.- Dał mi dziecko i szybko pognał na górę.
-Okey~! Więc my będziemy dalej bawić się kubeczkiem~!- Zrobiłem Tace samolocik, po czym cmoknąłem go w policzek i ruszyłem na kanapę.
-Będę wieczorem. Wiesz gdzie wszystko jest?- Spytał się Haizaki, ubierając buty.
-Tak, wiem. Poradzimy sobie.- Mruknąłem, przy okazji wycierając Tace brodę.
-Okey.- Westchnął Shougo, poprawiając torbę.- Taka, Mamusia już sobie idzie~!- Powiedział, głaszcząc go po policzku.- Zrobisz "Papa"?
-....- Takashi gapił się na niego chwilę.- Ma~!- Uśmiechnął się i wyciągnął do niego rączki.
-Zostajesz z Tatusiem. Mamusia wróci późno, więc bądź grzeczny. Okay~?- Cmoknął go w czółko.- Idę. Jak coś to dzwoń.
-Wiem, wiem. Miłego dnia.- Pocałowaliśmy się, po czym Haizaki machając jeszcze Tace wyszedł.- Więc my idziemy się bawić~!- Chciałem ruszyć do salonu lecz Taka się rozpłakał.- Teraz się zorientowałeś, że Mamusia poczła "Papa"?- Przytuliłem go do siebie.- Już, już~! Przestajemy płakać i idziemy się bawić~!- Bujając go na rękach ruszyłem do salonu.
Po czterech godzinach czułem się zmęczony. Takashi był dzisiaj wyjątkowo marudny. Żadna zabawka nie zainteresowała go dłużej niż pięć minut. Gdy chciałem iść do kuchni aby się napić to ten od razu zaczął płakać. O zrobieniu obiadu nie było mowy, gdyż nawe bajki go nieinteresowały.
-Taka-chan~! Aż tak bardzo tęsknisz za Mamusią?- Spytałem, kręcąc się z nim po pokoju. On nic nie odpowiedział tylko trzymał się mojej koszulki.- Taka~!- Pogłaskałem go po plecach ale ten dalej mnie ignorował. Usłyszałem wtem dzwonek do drzwi, więc poszedłem otworzyć. W końcu dostarczyli moją pizze~! Szybko zapłaciłem i zamknąłem drzwi, gdyż zrobiło się nieco chłodno.
-Ma~!- Krzyknął wtem Taka, wskazując na drzwi.
-Tak, tam poszła Mama. Ale jeszcze nie wróci. Później.- Taka wpatrywał się w drzwi.- Nie możemy iść na spacer~! Tatuś czuje, że będzie padać.- Ruszyłem do salonu, a Taka znowu się rozpłakał.- Heh~!- Westchnąłem, odkładając pizze na stolik i bujając Takę na rękach. Wtem wpadłem na genialny pomysł. Położyłem Takę w nosidełku i szybko pognałem do łazienki, następnie do kuchni i wróciłem do salonu. Wziąłem Takę na ręce i usiadłem ze skrzyżowanymi nogami na kanapie. Na nogach położyłem kocyk, na nim Takę, a obok niego bluzkę Haizakiego i dałem Tace butelkę z mlekiem. Ten od razu się uspokoił i zaczął pić mleczko, powoli przysypiając.
-Jestem Geniuszem.- Wyszeptałem, gdy już zasnął. Położyłem go delikatnie obok.- Teraz mogę zjeść.- Mruknąłem i najciszej jak mogłem sięgnąłem po pizze.
Takashi obudził się godzinę później ale nie był już taki marudny. Powylegiwaliśmy się na kocyku, wygilgotałem go- to stanowczo mu się podobało-, zjadł ładnie kaszkę, następnie wygłupialiśmy się na kanapie, po tym wspólna kąpiel- dużo piany i bąbelków to jest to- a po tym znowu wylegiwaliśmy się na kanapie. O dziwo po wypiciu mleczka nie zasnął, więc położyłem go sobie na swojek klatce piersiowej i głaskałem go po plecach. To poskutkowało, gdyż nieco później już zasnął, śliniąc mi oczywiście koszulkę.
-Co ci się śni Słodziaku? Może twoje ulubione chrupki czekoladowe?- Wyszeptałem, całując go w czółko. W ubraniu kotka wyglądał przesłodko.
Leżałem z nim tak, gdyż nie chciało mi się wstawać chociaż czułem, że przysypiam. Wtem usłyszałem szczęk zamka, a następnie otwieranych drzwi, po chwili widząc Haizakiego zaglądającego do salonu.
-Witaj w domu.- Mruknąłem z uśmiechem.
-Wróciłem. Dlaczego tu leżysz?- Spytał i chyba dopiero teraz zauważył Takę. Uśmiechnął się lekko pdchodząc i przykucając. Pocałował go w rączkę, przyglądając mu się.- Ciężko było?
-Hmm... Nie. Zachowywał się jak ty, więc na spokojnie dałem sobie radę.- Na moje słowa Haizaki wywrócił oczami.
-Weź go do łóżeczka. Widzę, że sam już przysypiasz.- Mruknął wstając i idąc do kuchni.
-Mhm.- Wstałem delikatnie aby nie obudzić Taki.- Idź już do łazienki, ja już posprzątam.- Mruknął do Shougo i ruszyłem na górę. Położyłem Koteczka w łóżeczku, następnie szybko posprzątałem, a później wraz z Shougo położyliśmy się w łóżku, gdyż obaj byliśmy naprawdę zmęczeni.
-Takac-chan śpij długo.- Mruknął Haizaki na co się zaśmiałem. Przytuliłem go i szybko zasnąłem.
Następnego dnia Taka nie dał nam za długo pospać. Chociaż najprawdopodobniej wiedział, że jego kochana Mamusia już wróciła, więc musiał się z nią przywitać.
Robiłem śniadanie, gdy Haizaki trzymał Take na rękach i bawił się z nim misiem.
-Z charakteru cały ty. Mała przylepa Mamy.- Mruknąłem, widząc jak Taka tuli się do Shougo.
-Coś ty. Ja tam uważam, że więcej od ciebie ma z charakteru.- Powiedział Haizaki, podchodząc i zabierając już jedną kanapkę.
-A na jakiej podstawie tak uważasz?
-Taka tuli się do mnie jak tak ja ty to robisz. Sam ile razy mówiłeś, że jestem tylko twój. Teraz jednak musisz się mną dzielić.- Uśmiechnął się, cmokając Take w czółko. Chwilę się na niego gapiłem, po czym odłożyłem nóż i podszedłem do nich, obejmując Haizakiego.
-Z racji iż jest to nasz syn to niech tak będzie.- Z uśmiechem pogłaskałem Takę po policzku.- Ale w nocy jesteś tylko mój.- Wyszeptałem d Haizakiego. Ten zarumienił się i pomamrotał coś pod nosem, po czym pocałował mnie.
-Ma~!- Pisnął Takashi, aż się przestraszyliśmy.
-Teraz jest pora Taki i Mamy, więc... Kończ śniadanie.- Shougo cmoknął mnie w policzek i zadowolony ruszył z Taką do salonu.
-Tati~!- Pisnął Taka, wskazując na mnie.
-Jak Tatuś skończy to przyjdzie i się z nami pobawi. A teraz zrobim..... Hopsy~!- Haizaki zaczął podrzucać Takę i robić mu samolocik, na co ten piszczał szczęśliwy. Zaśmiałem się i wróciłem do robienia kanapek, patrząc na te moje dwa największe Skarby. Niby takie dwie marudy ale wiem, jak bardzo mnie Kochają, bo ja też ich bardzo Kocham.
"Słodka strona"
Po dość długim spacerze wróciłem do domu, po cichu wchodząc do środka aby Sayuri, która spała w wózku się nie obudziła. Zdjąłem kurtkę, szalik oraz buty, po czym wziąłem powoli Malutką na ręce. Ta jednak spała bardzo mocno, więc nie musiałem się martwić, że się zbudzi. Poszedłem z nią na górę do jej pokoju, kładąc ją w łóżeczku. Ściągnąłem jej kombinezon, czapeczkę oraz buty, po czym przykryłem ją kocykiem i wyszedłem.
-Uff~! To pora iść zrobić coś sobie na kolację.- Z lekkim uśmiechem na ustach zszedłem na dół, biorąc zakupy z wózka i ruszając do kuchni. Wolę już teraz coś sobie przyszykować do jedzenia, gdyż Sayuri jest dzisiaj wyjątkowo nieznośna, a Akashi jest w podróży służbowej, więc muszę radzić sobie sam.
Mógłbym w prawdzie iść do swoich rodziców ale oni też pracują, więc nie chcę ich zamęczać chociaż wiem, jak bardzo kochają swoja wnusię i nie mieliby nic przeciwko. Miałem też kilka numerów opiekunek jednak nie chciałem aby ktoś obcy zajmował się moją córeczką. Zgodziłem się tylko na sprzątaczkę, bo Akashi stwierdził, że nie powinienem się przemęczać. W sumie nie narzekam, bo dzięki temu mam więcej czasu dla siebie, gdy Saturi śpi oraz więcej czasu na zabawę z moim Kwiatuszkiem. Jednak czuję się nieco smutny i samotny, gdy nie ma Akashiego. Wiem, że musi pracować ale uwielbiam te momenty, gdy jesteśmy razem w trójkę, gdy Akashi karmi Sayuri, bądź bawi ją albo utula do snu. Ach~!..... Oj, muszę się wziąć za tą kolację, bo nigdy jej nie zrobię.
Od dobrej godziny chodziłem po pokoju, bujając Sayuri na rękach. Już nie płakała ale wiedziałem, że jeśli chociaż spróbuję położyć ją w łóżeczku to zacznie znowu. Nie wiem, czy to przez wychodzące ząbki, czy też kolkę ale Sayu-chan kolejny dzień zachowywała się, jakby wstała lewą nogą. Wcześniej zasnęła chyba ze zmęczenia, a teraz po kąpieli nie chciała pić mleka, tym bardziej iść spać. Spojrzałem na zegarek- dochodziła północ.
-Sayu-chan~! Co z ciebie taka maruda, co? O tej porze to już powinnaś spać. Może się pobawimy?- Usiadłem w fotelu, gdyż ręce i nogi już mnie bolały.
-Łaaa~!- Sayuri rozpłakała się, więc wstałem szybko i znowu zacząłem chodzić po pokoju i bujać ją.
-Już, już~! Nie ma co płakać.- Pogłaskałem ją po pleckach, dając jej buziaka w czółko.
Dopiero coś koło pierwszej w nocy Sayu-chan skusiła się na mleczko i po wypiciu go zasnęła. Gdy tylko położyłem ją w łóżeczku poszedłem do łazienki aby wziąć prysznic i ogarnąć się, a następnie zmęczony i śpiący położyłem się w łóżku, niemal od razu zasypiając.
Otworzyłem powoli oczy, obruciłem się na plecy i przeciągnąłem się. Czułem się wyspany i wypoczęty. Spojrzałem na zegarek- 12:20. Czyli spałem jakieś dziesięć go.... Chwila~!! To niemożliwe~! Sayuri na pewno już nie śpi. Zerwałem się z łóżka i poszedłem szybko do pokoju Malutkiej- nie było jej w łóżeczku. Rozejrzałem się po pokoju ale to było niemożliwe aby wyszła z łóżeczka, bo miała dopiero dziesięć miesięcy. Do głowy od razu wpadł mi nagorszy scenariusz, że Sayuri została porwana. N-Nie... T-Tak n-na pewno się n-nie stało. Może dzisiaj przyszła sprzątaczka i się nią zajmuje? Jednak.... Ach~! Zszedłem szybko na dół, a będąc jeszcze na schodach usłyszałem śmiech mojego Kwiatuszka. Wbiegłem do salonu, gdzie zastałem Akashiego, który karmił właśnie Sayuri.
-A-Akashi?- Jęknąłem zaskoczony.
-Witaj Koki.- Powiedział spokojnie, zerkając na mnie.
-A-Ale.... Co t-ty tu robisz?! Przecież.... Przecież m-miałeś przyjechać za trzy dni~?!- Wyjąkałem, czując przy tym ulgę, że Sayuri jest cała i zdrowa.
-Udało mi się załatwić wszystko szybciej, więc przyjechałem wcześniej. Czy to źle?- Spojrzał na mnie zdziwiony.
-N-Nie, oczywiście, że nie~!- Odpowiedziałem szybko, po czym westchnąłem głośno.- A d-dlaczego mnie nie obudziłeś?
-A po co miałem? Zuważyłem, że założyłeś koszulkę odwrotnie, więc pewnie Sayuri nie pozowliła ci iść wcześniej spać.- Spojrzałem na swoją koszulkę i rzeczywiście, miałem ją źle ubraną.- A gdy zajrzałem do pokoju Sayuri i zauważyłem, że nie śpi to wziąłem ją do salonu i tak sobie siedzimy.- Z lekkim uśmiechem wytarł Małej buzię z kaszki.
Zrobilo mi się nieco głupio, że go tak przepytuję. Powinienem go przywitać i cieszyć się, że Sayuri powrócił humor.
-W-Witaj w domu.- Wymamrotałem, nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy.
-Koki, podejdź tu.- Akashi przywołał mnie ręką. Gdy podszedłem złapał mnie za koszulkę i pociagnął w dół, skaładając poałunek na mych ustach.- Wróciłem Koki.- Zarumieniłem się chyba po same uszy.
-Ae iuu~! Gagau~!- Odezwała się Sayuri, wyciągając w naszą stronę rączki.
-Jeszcze?- Akashi podsunął jej kolejna łyżeczkę kaszki, którą chętnie zjadła.
-Nie jest marudna?- Spytałem, widząc jak grzecznie siedzi i je.
-Ani trochę. A co? Była wcześniej?
-Wczoraj wieczorem to wcale nie chciała iść spać ani pić mleka i tylko na rękach chciała być. Najwidoczniej nie mogła się już doczekać powrotu Tatusia.- Z uśmiechem wytarłem jej brodę.
-Więc dobrze, że wróciłem szybciej.- Akashi pogłaskał ją po policzku. Sayuri złapała jego dłoń i uśmiechnęła się słodko.
-To ja się szybko ogarnę i zrobię jakiś obiad.- Nie czekając na odpowiedź poszedłem na górę z uśmiechem. Widząc Akashiego z Sayuri od razu zrobiło mi się weselej i aż poczułem miłe ciepło w sercu. Ten dzień, jak i cały weekend na pewno będą cudowne.
Siedziałem w fotelu i patrzyłem jak Akashi bawi się z Sayuri na kanapie. I tylko to mogłem robić, bo już trzeci dzień czuję się pominięty. Akashi cały czas zajmuje się Sayuri- bawi się z nią, kąpie ja, karmi, przebiera pieluchy, utula do snu. Od rana do wieczora Sayuri ma Tatusia całego dla siebie. A Akashi jest tak wpatrzony w nasze Słoneczko, że chyba o mnie zapomniał. No w sumie to trzy dni temu, czyli wtedy kiedy wrócił to powiedział, że ja mogę odpocząć, a on zajmnie się Sayuri. Rozumiem, że się stęsknił ale wręcz odsunął mnie od naszej córeczki. Plus... No.... Ja stęskniłem się za nim i w ogóle... No.. Heh~!
Chciałem wstać i pójść się przejść ale wtem rozbrzmiała komórka Akashiego. Ten spojrzał na wyświetlacz i już myślałem, że powie mi abym popilnował Sayuri, bo on musi odebrać lecz tak się nie stało. Wcisnął czerwoną słuchawkę i odłożył telefon. A było tak blisko~!
Po wieczornej kąpieli postanowiłem zajrzeć do pokoju Sayuri. Cały dzień w sumie spędziłem na czytaniu, bo nic innego nie miałem do roboty. Gdy zajrzałem do jej pokoju nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Akashi trzymał na rękach Sayuri, która miała na sobie swój ręczniczek z kapturem i uszkami króliczka. Dawała Akashiemu buziaka i śmiała się, a on robił to samo. To był mega uroczy widok. Aż nie mogłem się na niego złościć za to, że przez te trzy dni nie zwracał na mnie uwagi.
-Oh, Koki. Chodź tu.- Gdy mnie zawołałam aż się wzdrygnąłem z zaskoczenia.
-T-Tak?- Wszedłem do pokoju i podszedłem do niego.
-Magugigoo~!- Wymamrotała Sayuri i wyciągnęła rączki w moją stornę. Wziąłem ją na ręce z uśmiechem.
-Wykąpana jestem, tak? Taka szczęśliwa?- Cmoknąłem ją w policzek, a ta zaśmiała się.
-Ubierzesz ją i położysz do łóżka? Pójdę się już wykąpać.- Akashi zaczął miziać swoimi włosami po szyi Sayuri, na co ta zaczęła się śmiać.
-Pewnie. Idź, woda jest podgrzana.- Zaśmiałem się, poprawiając sobie Sayu-chan na rękach.
-Dobrze.- Akashi cmoknął naszą Księżniczkę w policzek.- Słodkich snów.- Cmoknął ją jeszcze raz i wyszedł.
-Chyba pora ubrać piżamkę, co nie Sayu-chan?- Położyłem ją na przewijaku, a ta ziewnęła szeroko.- Śpiąca? Więc szybko się ubieramy, dostaniesz mleczko i spać.- Pocałowałem ją w brzuszek, na co ta się zaśmiała. Jest taka urocza~!
Ubrałem jej pieluchę, śpiszki, a następnie usiadłem z nią w fotelu, dając jej mleko. Na początku zaciekawiła się moją koszulką, po czym chwilę trzymała swoją butelkę. Gdy wypiła całe mleczko zacząłem ją kołysać. Już w czasie karmienia przysypiała, więc to była kwestia kilku minut i Sayuri już smacznie spała sobie w swoim łóżeczku. Włączyłem jeszcze małą lapkę i wyszedłem po cichu z jej pokoiku.
Wszedłem do sypialni i udałem się w stornę łóżka. W tym właśnie momencie Akashi wyszedł z łazienki w samych bokserkach, wycierając włosy ręcznikiem. Tak się zapatrzyłem, że zamiast wejść na łóżko i się położyć to wplątałem się w kołdrę i spadłem na ziemię.
-Ał.- Jęknąłem, wstając powoli i wyplątując się z kołdry.
-Koki wszystko w porządku?- Akashi podszedł i pomógł mi wstać.
-T-Tak, wszstko dobrze.- Przytaknąłem, nie potrafiąc spojrzeć na niego.
-Koki, a dlaczego na mnie nie patrzysz?- Akashi objął mnie delikatnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie, więc mimowolnie spojrzałem mu w oczy.
-P-Patrzę...- Wyjąkałem.- P-Po-pro-ostu dawno.....- Przełknąłem gulę w gardle, nie wiedząc co zrobić z dłońmi.
-Oh, więc to dlatego.- Powiedział Akashi z lekkim uśmiechem i popchnął mnie na łóżko.- Nie chciałem się z tym spieszyć ale w sumie już możemy.- Wszedł na łóżko, pochylając się nade mną.
-He? Co możemy?- Spojrzałem się na niego nieco zdziowony.
-Postarać się o kolejne dziecko.- Gdy to powiedział to aż mnie zamroziło.
-C-C-C-C-Cooooo~!?- Jęknąłem zaskoczony.
-Sayuri ma prawie roczek, a ja nie chcę aby między naszymi dziećmi była duża różnica wieku.
-D-D-Dziećmi~?!
-Na pewno na dwójce nie poprzestaniemy. Chcę mieć przynajmniej trzech synów.- Powiedział z lekkim uśmiechem, a mnie wmurowało. Wprawdzie chciałem mieć jeszcze synka ale nie trzech~!
-A-A-Ale t-t-o ....- Nie wiedziałem kompletnie co powiedzieć. Wtem mne olśniło.- Nie możemy teraz~!- Prawie, że krzyknąłem.
-Dlaczego?- Spytał Akashi, wkładając dłonie pod moją koszulkę.
-B-Bo najpierw m-musimy się pobrać. A j-ja nie chcę na ślubie być w ciąży. Co inni sobie pomyślą....- Próbowałem ratować jakoś sytuację.
-Prawda, ojciec nie będzie pewnie bardzo z tego zadowolony.- Mruknął Akashi, robiąc niezadowoloną minę, a ja odetchnąłem z ulgą.- Więc teraz przećwiczymy naszą noc poślubną.
-He? Że....- Zszokowany nie zdołałem nic powiedzieć, gdy wpił się w moje usta i zaczął ściągać moje spodnie. Po chwili już zapomniałem o całej tej rozmowie, gdyż rozkosz przyćmiła moje zmysły. Ach~! ...
Leżałem w łóżku niezdolny do ruchu. Akashi nie dał mi w nocy chwili wytchnienia. Chyba słowo "raz" nie istnieje w jego słowniku. Z tego powodu on opiekuje się Sayuri, a ja leżę i próbuję dojść do siebie. Popołudniu udało mi się iść do łazienki, więc wziąłem szybki prysznic, przebrałem się, a następnie znowu położyłem w łóżku. Chwilę później do sypialni przyszedł Akashi z Sayuri.
-Jest Mamusia?- Spytał się Akashi, a Sayuri uśmiechnęła się słodko w moją stronę. Akashi wszedł na łóżko i dał mi nasze Słoneczko.
-Cześć Malutka~! Przyszłaś z Mamusią się pobawić? Czy uciąć sobie drzemkę?- Przytuliłem ją do siebie, całując ją w czółko.
-Ma~! Gaga io naa~!- Powiedziała po swojemu, po czym się zaśmiała.
-Jesteś taka urocza~!- Tyknąłem ją w policzek, na co ponownie się zaśmiała.
-Co jeszcze powiesz?- Spytał ją Akashi. Przysunął się bliżej niej, robiąc z nią noski-noski. Sayuri zaśmiała się i podniosła nieco głowę, robiąc noski-noski, a następnie dając mu całusa. Akashi zaśmiał się i cmoknął ją w policzek. A~! Oni wyglądają razem tak uroczo.
-Ja też chcę całuska.- Przybliżyłem się i zrobiłem z Sayu-chan noski-noski, na co ta zaśmiała się.
Tak miło spędziliśmy całe popołudnie. Sayuri co chwila się uśmiechała bądź śmiała, dając nam całusy i mówiąc coś po swojemu. Ona jest taka urocza~! Już nie mogę się doczekać aż powie pierwsze słowo- zapewne będzie to "Tata", bo jest w niego naprawdę zapatrzona. Ale to nic. Jestem szczęśliwy widząc jak rośnie i dorasta. A każdy jej uśmiechem jest cudowny i po prostu jestem jeszcze bardziej szczęśliwy, że to moja córeczka, którą nosiłem dziewięć miesięcy pod moim sercem. I będę tak samo szczęśliw patrząc na naszego syna..... No może synów. Ach~! Naprawdę muszę porozmaawiać z Akashim co do ilości dzieci. Chociaż nie powiem ale taka gromadka byłaby cudowna... Nie, lepiej nie mówić tego na głos. Zdecydowanie.
"Cake~!"
Spałem sobie smacznie, gdy wtem poczułem, jak ktoś ciągnie mnie za włosy. Mruknąłem niezadowolony, że mnie się budzi i powoli otworzyłem oczy. Widząc te zielone oczy wpatrzone we mnie, a następnie uroczy uśmiech Ryu nie mogłem się złościć ani nawet marudzić, że mnie obudził.
-Dzień dobry Ryu.- Mruknąłem i podniosłem się nieco aby pocałować go w nosek.
-Ma~!- Pisnął szczęśliwy, a następnie zaczął się chować pod kołdrą.
-Ryu-chin~! Obudziłeś już Mamusię~?- Murasakibara wszedł do sypialni.
-A~!- Pisnął Ryu spod kołdry.
-He? A gdzie się podział Ryu-chin~?- Atsushi zaczął się rozglądać, a następnie wpełznął pod kołdrę.- Mam go~!- Powiedział, przy akompaniamencie śmiechu Ryu. Sam zaśmiałem się z tych moich głupoli.
-Iaa~! Papi nu. A gui~!
-He? Nie mogę zjeść Ryu-china~?- Spytał się Atsushi, wyłaniająć się z Ryu spod kołdry.
-Aja~!- Pisnął Ryu i obrócił się na brzuch, pełzając w moją stronę.
-Mamusia ma ratować, tak? No chodź, Mamusia nie pozwoli cię zjeść.- Chciałem go przytulić lecz Ryu postanowił schować się pod moją koszulkę.- Ej~! Do brzuszka już nie możesz wrócić~!- Zaśmiałem się z jego zachowania.
-Dzień dobry Muro-chin~!- Atsushi podsunął się wyżej i cmoknął mnei w usta.
-Dzień dobry Atsushi. Widzę, że z Ryu już broicie od rana.- Powiedziałem, próbując wyciągnąć tego małego urwisa spod koszulki ale ten się uparł i chował się dalej.
-Ryu-chin zjad już śniadanko, a ja przed chwilą skończyłem robić śnaidanie dla nas.
-A dlaczego mnie nie obudziłeś? Pomógłbym ci.
-Ryu-chin był grzeczny, więc nie było potrzeby. Ta kaszka z mango mu posmakowała.
-O~! To dobrze, bo ostatnio to tylko tą z malinam jadł najchętniej.- Powiedziałem, wyciągając w końcu Cukiereczka spod swojej koszulki i kładąc go na swoim torsie.- To co Ryu-chin? Idziemy na bujawkę?
-Iuuu~! Iuuu~!
-To idziemy.- Wstałem powoli, przytulając Ryu.- Atsushi weź Ryu, a ja pójdę się szybko odświeżyć.
-Mhm~! Ryu-chin idziemy robić iuuuu~!- Murasakibara wziął ode mnie Ryu i podniósł go wysoko.
-Jaaa~! Iuuu~!- Zapiszał szczęśliwy.
Udałem się do łazienki, gdzie przebrałem się, umyłem zęby i twarz, po czym poszedłem do jadalni. Musiałem wejść od strony salonu, gdyż w drugim wejściu Ryu już bujał się na chuśtawce. Z uśmiechem usiadłem i wziąłem się za jedzenie.
-Muro-chin, chciałeś gdzieś dzisiaj iść?- Spytał się wtem Murasakibara.
-Nie, niczego nie planowałem. Chociaż pogoda nie jest zła, więc może na spacer z Ryu, a co?
-Zapomniałem o jednym zamówieniu i muszę dzisiaj je zrobić. Nie będziesz miał za złe jak pójdę na trochę do cukierni?
Oh. Nie, idź, idź~! W końcu to ważne. A dlaczego jesteś taki tym przybity?- Spojrzałem na jego smutną minę.
-Bo chciałem spędzić dzisiaj cały dzień z Muro-chinem i Ryu-chinem~!- Jęknął niezadowolony, a ja zaśmiałem cichutko. Atsushi zrobił się trochę bardziej leniwy odkąd urodził się Ryu, z drgiej strony to cieszę się, że chce spędzić ze mną i Ryu więcej czasu.
-Oj, nie smuć się. Gdy wrócisz to pobawisz sie z Ryu. A jak będziesz miał kolejny weekend wolny to gdzieś się wybierzemy we trójkę.- Z uśmiechem pomiziałem go po głowie.
-Postaram się wrócić jak najszybciej. Heh~! Muszę się już zbierać.- Atsushi z jękiem wstał. Nie mogłem się powstrzymać i zaśmiałem się.
-Ryu zrób Tatusiowi "Papa~!"- Powiedziałem. Ryu spojrzał najpierw na mnie, po tym na Atsushiego.
-Da~! Pa~!- Zaczął z uśmiechem machać rączką.
-Ryu-chin~! Taki uśmiech, gdy Tatuś ma wyjść? Tatuś za to chce buziaka.- Murasakibara na chwilę go zatrzymał, a gdy tylko Ryu dał mu buziaka oraz maskotkę to rozbujał go ponownie.- Idę. Mruknął Atsushi w moją stronę.
-Miłej pracy.- Podszedłem i też dałem mu buziaka.
-Muszę iść~?- Jęknął, idąc powoli w stornę korytarza.
-Zapomniałeś o zamówieniu, więc musisz.- Zaśmiałem się i wziąłem brudne talerze i miski do kuchni.
Po pozmywaniu naczyń zrobiłem sobie herbatę i usaidłem przy stole i bujałem Ryu. Dopóki mu się nie znudzi to go nie ruszam. I tak w sumie to p chwili poszedłem do kuchni i zacząłem szykować sobie wszystko do obiadu.
-Maaa~!- Jękną Ryu i zaczął płakać.
-Już ci się znudziło?- Podszedłem i wziąłem go na ręce.- Hmmm..... Chyba ktoś tu ma zdecydowanie za ciężką pieluchę.
-Łaaa~!- Zapłakał głośno.
-Ale dlaczego płaczesz? Już idziemy zmienić pieluszkę na świeżutką.- Pogłaskałem go po plecach, po czym położylem go na przewijaku.- Gdy tylko leżał bez pieluszki to od razu zrobił się radosny.- Pieluchy nie mam i taki radosny jestem~! A co tu jest? Brzusio~!- Pomiziałem go nosem po brzuchu, na co zaśmiał się i zaczął się wiercić.- A co to za malutkie paluszki? A ile paluszków ma Ryu? Policzymy?- Złapałem jego nóżkę i zacząłem liczyć.- Jeden paluszek, drugi paluszek, trzeci paluszek, czwarty i piąty paluszek~!- Pogilgotałem go w stópkę, na co zaśmiał się głośno.
-Oooiiii~! Nana. I~!- Zapiszczał i podniósł drugą nóżkę.
-Tu też mam policzyć? No dobrze~! To jeden paluszek, drugi paluszek, trzeci paluszek, czwarty paluszek i.... piąty paluszek~!- Znowu go połaskotałem.
-Iaaa~!- Zapiszał radośnie.
-A teraz ubieramy pieluszkę i w sumie to się ubierzemy i pójdziemy na spacerek. Zobaczymy jak listki spadają, może wiewiórkę zobaczymy~! A kaczuszki będą? Ryu jak robią kaczuszki?- Spytałem ubierając mu pieluchę i wyciągając ubrania.
-A~!
-Nie, kaczuszki tak nie robią. Kaczuszki robią "Kwa, kwa, kwa~!".
-Wa, wa, wa~!
-No prawie idealnie~!- Zaśmiałem się, ubierając go do końca.
Włożyłem Ryu do wózka, po czym sam ubrałem się ciepło i wyszliśmy na spacer. Ryu był bardzo ciekawski i prawie całą drogę gadał coś po swojemu. Na widok kaczek zapiszczał ale nie chciał do nich podchodzić.
-Plum~!- Pisnął, gdy kaczka wylądowała w fontannie.
-Kaczka się kąpie, tak? Ryu też lubi się kąpać, co nie?- Spytałem się go, poprawiając mu czapeczkę.
-Pljum~! Tati~!
-Z Tatusiem lubisz robić "Plum, plum".- Uśmiechnąłem się, po czym cmoknąłem go w policzek.- Idziemy. Robi się jakoś chłodniej.- Podniosłem go i włożyłem do wózka.- Zrób kaczuszką "Papa".- Pwiedziałem, zapinając go.
-Papapapa~!- Pomachał im i ruszyliśmy dalej. Poszliśmy nieco krótszą drogą, gdyż przeczówałem, że za chwilę tak się stanie. I gdy tylko wróciliśmy do domu to się rozpadalo.
-Uff~! Mieliśmy szczęście.- Gdy tylko się rozebraliśmy z ciepłych ubrań poszliśmy do salonu. Przyciągnąłem pudełko z zabawkami i z Ryu zaczęliśmy się bawić. Po dobrej godzinie Ryu zaczął przysypiać, więc wziąłem go na ręce i zacząłem go kołysać. Chwilę jakby walczył z cięzkimi powiekami ale się poddał i zasnął. Położyłem go w łóżeczku turystycznym, który mamy w salonie
Po zjedzeniu obiadu poszedłem zrobić pranie i przy okazji posprawdzałem, czy czegoś brakuje. Schowałem właśnie ostatnie śpiszki do szafy, gdy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Zszedłem szybko na dół aby powiedzieć Atsushiemu, żeby był cicho ale to nie było potrzebne. Nasz Królewicz już wstał i wyciągał rączki w stronę Tatusia.
-Dzień dobry Ryu-chin~! Wyspałeś się?- Mukkun wziął go od razu na ręce i cmoknął w policzek.
-Wa, wa, wa~!
-Kaczuszki ci się śniły?- Spytałem.
-Wróciłem Muro-chin.- Atsushi podszedł do mnie i dał mi całusa.
-Witaj w domu. Szybko zrobiłeś to zamówienie.
-Po drodze spotkałem Aki-china i zaproponował mi pomoc, więc poszło szybciej.
-To miałeś szczęście? Głodny? Obiad już jest.
-Am, am~!- Powiedzial Ryu.
-Ryu-chin głodny? Więc idziemy jeść.- Atsushi cmoknął go w czółko.
-To pobaw się z nim chwilę to nałożę ci i Smerfikowi obiad.- Cmoknąłem Ryu w policzek i ruszyłem do kuchni. Nałożyłem ryż i curry na talerz, a do miseczki nalałem zupki. Murasakibara wziął się za swój obiad, a ja za karmienie Ryu.
-Dziękuje za posiłek. Było przepyszne.- Powiedział zadowolony Atsushi.
-Ryu też już zjadł i to całą miseczkę zupki. Mój Skarbuś~!- Cmoknąlem go w policzek, gdy tylko wytarłem mu brodę.
-A ja mam coś dla Ryu-china~!- Murasakibara wstał i poszedł do kuchni, wyciągając z reklamówki niewielką paczuszkę. Z niej wyciągnął nieduży torcik.
-A co to za torcik?- Pierszy raz widziałem taki.
-Specjalny dla Ryu-china. Biszkopt nasączony pączem brzoskwioniowym i krem malinowy. Nie dawałem za dużo cukru, aby nie był za słodki.- Atsuchi ukroił kawałek, po czym podszedł do nas i przykucnął obok krzesełka Ryu.- Ryu-chin~! A~!- Podsunął mu kawałek na łyżeczce. Ryu chętnie zjadł.
-Pyszne?- Spytałem.
-Mmmmm~! Miam, miam~!- Pisnął zadowolony i uśmiechnął się szeroko.
-Jak zrobi się wybredny to będzie twoja wina.- Zaśmiałem się.
-Będę mu piekł co tylko będzie chciał.- Powiedział Atsushi z zadowoloną miną.- Chcesz spórbować Muro-chin?- Atsushi podsunął mi kawałek. Posmakowałem i naprawdę to ciasto było pyszne.
-Mógłbyś dodać je do sklepu. I może od razu robić takie małe porcje dla dzieci.
-Tak uważasz? Więc zrobię jutro i dam posmakować innym. I może w innych smakach? Zaczął się zastanawiać.
-Miam, miam, miam~!- Powiedział Ryu, otwierając buzię aby dostać jeszcze.
-Daj mu zjeść ten kawałek i pobaw się z nim, a ja pójdę powiesić pranie.- Cmoknąłem Atsuchiego w policzek i ruszyłem na górę.
Po powieszeniu prania zszedłem na dół i dołączyłem do zabawy na dywanie. Trochę zabawy, chuśtanie, oglądanie bajek, kąpiej Ryu z Tatusiem, mleczko i nasz urwis dalej nie spał. Leżeliśmy we trójkę w łóżku, a Smerfik pełzał to do mnie to do Atsushiego.
-Księciuniu~! A może tak już pójdziesz spać?- Spytałem i ukryłem ziewnięcie.
-Myślisz, że to przez ciasto?- Spytał się Atsushi, patrząc jak Ryu pełza w moją stronę.
-Może. Chociaż wcześniej nawet po zjedzeniu czegoś słodkiego normalnie zasypiał.- Mruknąłem. Wtem Ryu znowu zaczął chować się pod moją koszulkę.- Ryu~! Mówiłem ci, że nie możesz wrócić do brzusia~!- Zaśmiałem się, głaszcząc go po pleckach.
-Bu, bu, bu~!- Mruknął, i przytulił się do mojego brzucha.
-A może.... Może czuje, że będzie miał rodzeństwo?- Spytał Atsushi. Spojrzałem to na niego, to na Ryu i tak kilka razy.
-Ryu tam jest twoja siostrzyczka, tak?- Spytałem z uśmiechem.
-Nana~!- Powiedział i zaśmiał się.
-Chyba jutro będę musiał test zrobić.- Mruknąłem.
-N-Naprawdę możesz być w ciązy?- Spytał zaskoczony Atsushi.
-Przecież i tak chcemy drugie dziecko, a ja się nie zabezpieczałem.- Powiedziałem nieco zaskoczony.
-Muro-chin Kocham Cię~!- Atsushi przytulił mnie, po czym pocałował.
-Ja ciebie też.- Z uśmiechem wtuliłem się w niego.
-Maaa~!- Zajęczał Ryu, wyłaniając się.
-Ciebie też kocham mały Urwisie.- Złapałem go i położyłem między nas, calując go w czółko.
Patrzyłem na tych moich dwóch kochanych facetów. Byłem mega szczęśliwy mając ich. I możliwe, że niebawem będzie jeszcze córeczka, którą bardzo pragnę. Nie wiem, czy jestem w ciąży, czy też Ryu po prostu lubi się chować w moją koszulkę. Ale na pewno chcę mieć jeszcze jedno dziecko i będe je kocham tak samo jak to piersze i to moje duże dziecko- czytaj Atsushi. Pogłaskałem się po moim jeszcze płaskim brzuchu, patrząc jak Smerfik zasypia. Wtem Atsushi pogłaskał mnie po brzuchu i cmoknął w czoło. A gdy spojrzałem na niego i zauważyłem, że ma łzy w oczach, powstrzymałem śmiech u wytarłem mu je. Poczułem, że jestem w idealnym miejcu i nie zmieniłbym je na żadne inne. Bo to miejsce z osobami, które kocham najmocniej, a oni kochają mnie jest najlepsze.
"Urwisy"
Otworzyłem powolo oczy i spojrzałem na zegarek- 6:40. Czyli zdecydowanie mogę się jeszcze zdrzemnąć. No w sumie tak myślałem ale w momencie, gdy chciałem obrócić się na drugi bok, zaskrzypiały drzwi od sypialni. Spojrzałem w tamtą stronę i zobaczyłem, jak Seiji i Yuichi dreptają w stornę łóżka, po czym wspinają się na nie. Gdy Yuichi spostrzegł, że już nie śpię, uśmiechnął się i szybko do mnie podszedł, przytulając się.
-Dzień dobry Słoneczko~!- Powiedziałem nieco śpiącym głosem, dając mu buziaka.
-Mama~! Ja up, up~!- Uśmiechnął się promiennie.
-No widzę, że już wstaliście. A ładnie to tak wychodzić z łóżeczka?- Spytałem, tycając go w policzek, na co się zaśmiał, po czym przytaknął. Seiji w tym czasie położył się na plecach Aominecchiego, gdyż ten spał na brzuchu.
-Tata~! Up, up, up~!- Krzyknął Seiji, klepiąc Daikiego po ręce.
-Mmmm.... Jeszcze pięć minut....- Mruknął Aomine.
-Papa~!- Krzyknął znowu Seiji. Yuichi wtem zszedł ze mnie, podpełznął do Tatusia i dał mu buziaka w policzek. Aomine otworzyl oczy i chwilę się na niego patrzył.
-Słodziaku, a może tak dasz jednak Tatusiowi pospać, co?- Spytał, wyciągając rękę i miziając go po pleckach.
-Up, up, up~!- Seiji zszedł z pleców Aomine i zaczął skakać po łóżku. Yuichi szybko do niego dołączył.
-Ja chcę spać~!- Zajęczał Aomine, chowając twarz w poduszkę.
-Przykro mi ale nic na to nie poradzimy.- Zaśmiałem się i ruszyłem z łóżka.- Chodźcie dzieciaczki, idziemy śniadanko zrobić.- Złapałem tych dwóch Łobuzów i ruszyłem do wyjścia.
-Tata~! Tata~!- Zaczęli krzyczeć obaj.
-Już idę, już~!- Jęknął Daiki i wstał powoli.- To co na śniadanko?- Spytał się, po czym ziewmną, i wziął ode mnie Yuichiego.
-Jako.- Powiedział Yuichi.
-Jabłko? I coś jeszcze?
-Mama~!- Krzyknął Seiji.
-Ja chętnie zjem Maumusię.- Powiedział Daiki, cmokając mnie w szyję.
-Mamusi jeść nie wolno.- Pokazałem mu język i ruszyłem do kuchni.- Seiji i Yuichi oglądając bajką, a Tatuś z Mamusią zrobią śniadko~! Okey-dokey~?- Posadziłem Yuichiego na kanapie, sięgając po pilota.
-Baja~!- Yuichi od razu się ropromienił. Gdy Aominecchi posadził już Seijiego włączyłem telewizor i przełączyłem na kanał dla dzieci, po czym ruszyłem do kuchni.
Bliźniaki zazwyczaj nie budzą się tak wcześnie, po potrafią nawet do dziesiątej spać ale z drugiej strony skoro wstali tak wcześnie to popłudniu zrobią sobie drzemkę. Krótką, bo im dłużej śpią popołudniu tym później dłużej trzeba ich usypiać.
Poszliśmy do kuchni. Aominecchi wziął się za robienie kaszki z jabłkiem i bananem, a ja wziąłem się za omlet ryżowy z kurczakiem. Daiki idzie do pracy, więc musi zjeść coś pożywnego.
-Hmmm.... Jest dość dużo kurczaka, więc drugi pmlet będziesz mial do pracy, okey?- Spytałem, mieszając jajka.
-Mhm.- Mruknął, wyciągając mleko z lodówki.
-Wstawię wodę na kawę.- Powiedziałem, biorąc czajnik.
-Dzięki.- Powiedział, po czym ziewnął.
Nieco później śniadanko było gotowe. Posadziliśmy Seijiego i Yuichiego w ich krzesłach i daliśmy po miseczce kaszki. Mają już półtora roku, więc potrafią jeść sami. No jedzenie kaszek i serków idzie im znakomicie, chociaż czasem jak są leniwi to my musimy ich karmić.
-Seiji~! A~!- Aomine podsunął mu trochę omletu, którego ten chętnie wziął.
-Zjadł kaszkę i jeszcze mu mało.- Zaśmiałem się, próbując dać nieco jajka Yuichiemu. Wziął ale chyba tylko dlatego, że Seiji też jadł.
Gdy wszystko było już zjedzon dzieciaczki zaczęli bawić się w salonie, a ja spakowałem Daikiemudrugie śniadanie i pozmywałem. Aominecchi w tym czasie poszedł się odświeżyc i przebrać.
-Dziś mam być na patrolu, więc możliwe, że wrócę wcześniej.- Powiedział wchodząc do kuchni i zapinając do końca guziki od koszuli.
-To napisz może później gdzie będziesz. Jak nie będzie za zimno to wyjdę z Maluchami na spacer.- Powiedziałem, dając mu bento.
-Jak będę niedaleko to na pewno napiszę. I o ile nie będzie jakiegoś nagłego wypadku.- Westchnął, po czym ruszył na przedpokój aby ubrać buty i resztę. Dzieciaczki wtem zaczęły się rozglądać, a widząc Tatusia ubierającego kurtkę zaczęli płakać.
-Tata~!- Krzyknęli i podbiegli do niego.
-Nie papa~!- Jęknął Yuichi, przytulając się do niego. Tak to było z naszymi bliźniakami, że jednego nie świata nie widzieli poza Tatusiem, a nastepnego poza Mamusią. Chociaż zazwyczaj to zależało od tego, który pierwszy wychodzi do pracy. Ja mam wolne, więc teraz Daikieg nie chcę póścić.
-Muszę iść do pracy. Obiecuję wrócić najszybciej jak się da.- Przytulił ich, całując ich w czółka.- Bądźcie grzeczni i słuchajcie się Mamusi. Okey?- Cmoknął ich jeszcze raz, po czym wstał.
-Miłej pracy.- Podszedłem i pocałowałem go.
-Dzięki. Wychodzę.- Zaczął machać bliźniakom, a ci jeszcze bardziej się rozpłakali.
-Zróbcie Tatusiowi "Papa~!".- Ukucnąłem, przytulając ich do siebie. Seiji i Yuichi zaczeli machać, dalej płacząc. Gdy Aomine wyszedł od razu chcieli iść za nim.- Nie, nie idziemy za Tatusiem. Idziemy się przebrać i będziemy się bawić.- Wzięłem ich na ręce i ruszyłem na górę.
-Tata~!- Powiedział Seiji ze łzami w oczach.
-Tatuś wróci. Musicie grzecznie na niego poczekać.- Cmoknąłem ich w policzki. Ach~! Coś czuję, że dzisiaj nie będzie łatwo.
Musiałem zamknąć się z bliźniakami w ich pokoju, gdyż uciekali mi i chcieli wyjść. Oczywiście był płacz ale po kilku minutach dali spokój i zaczęli się bawić. Jednak, gdy tylko poszedłem z nimi do salonu, bo musiałem wziąć się za obiad to pierwsze co pobiegli do drzwi. Na szczęście były zamknięte, więc nic nie mogli zrobić. Z tego powodu jednak zaczęli broić- zaczęli rzucać poduszkami i zabawkami, omal nie stłukli wazonu. Gdy za karę posadziłem ich w krzesełkach to od razu zacżęli płakać.
-Jestem na Was zły. Wiecie, że nie wolno nic niszczyć. Jak będziecie tak robić to Tatuś się na Was obrazi.- Powiedziałem, patrząc na nich. Uspokoili się, po czym spojrzeli na siebie, a następnie na mnie.
-Mama~!- Znowu zaczęli płakać, wyciągając rączki w moją stronę. No i jak mogę się na nich złościć~?! Wziąłem ich na ręce i zacząłem przytulać.
-No już dobrze~! Już, już.- Usiadłem na kanapie, i zacząłem miziać ich po pleckach.- Może się położycie? Zrobię Wam mleczko, okey?- Odsunąłem ich nieco od siebie aby wytrzeć im łezki. Jeszcze chwilę z nimi siedziałem, po czym wstałem i położyłem ich na materacu, który leżał w salonie, a służył bliźniakom do leżakowania- no czasmi również Daikiemu. Poszedłem do kuchni i zrobiłem im po butlece mleka. Dałem im butelki i położłem się obok nich, głaszcząc ich po brzuszkach. Wypili, a chwilę później już słodko spali. Dostałem wtem wiadomość od Daikiego, że jest na komendzie i wypełnia papierki, a jak skończy to może wrócić do domu- czyli pewnie się pospieszy. Udałem się do kuchni przyszykowałem sobie wszystko, po czym położyłem się na kanapie. Wprawdzie miałem pranie zrobić i jeszcze pościerać kurze ale mogę to zrobić później. Chwila odpoczynku nie zaszkodzi.
Po godzinie bliźniaki się obudzili, więc zmieniłem im pieluchy i zaczęliśmy się bawić. Uwielbiają piłeczki, a dzięki zabakowemu koszu, który dostali na roczek mogą grać w salonie. Próbują do niego trafiać ale zazwyczaj po prostu podchodzą i przekładają piłkę przez siatkę. Daiki bardzo wcześnie wziął się za nauczenie ich grania w kosza, chociaż może to być też sprawką genów. I tak bawiłem się z moimi Słoneczkami do momentu przyjścia Daikiego z pracy.
-Wróciłem~!- Powiedział Daiki. Seiji i Yuichi od razu podreptali go przywitać.
-Tata~! Tata, tata, tata~!- Krzyczeli oboje.
-Cześć Łobuzy~! Tak się stęskniliście?- Aominecchi szybko się rozebrał aby wziąć Maluchy na ręce.
-Niezbyt ale po drzemce już byli Aniołkami.- Powiedziałem podchodząc do niego.- Witaj w domu.- Dałem mu buziaka i jakoś się w niego wtuliłem.
-Ach tak. Wy dwa Urwisy~! Ej, czuje się jakbym wrócił z jakieś długiej podróży, a nie sprawdzy.- Zaśmiał się Aominecchi.
-Nawet krótka rozłąka jest dla nas ciężka.- Zaśmiałem się, i odsunąłem.- To ty się z nimi pobaw, a ja raz dwa obiad zrobię.- Dałem im buziaki i ruszyłem do kuchni.- Powiedźcie Tatusiowi ile punktów zdobyliście~!
-O, w kosza graliście? To ile tych punktów już macie?
-Duzio.- Powiedział Seiji i się zaśmiał.
-Moi mali Mistrzowie.- Zaśmiał się i ruszył z nimi do salonu.
Aominecchi się przebrał, zjedliśmy obiad, a następnie bawiliśmy się z bliźniakami. Po zabawie kolacja, wspólna kąpiel- nasze dzieciaczki bardzo się uparły, a po mleczku biźniaki już słodko spali. Ja i Aomine zaś poogarnialiśmy nieco, po czym sami udaliśmy się do łóżka.
-Mmmm..... Ryouta......- Zamruczał Daiki w moją szyję, wkładając dłonie pod moją koszulkę. No co? Wzięło nam się za amory.
-Ah~! Pospiesz się....- Jęknąłem, wiercąc się niecierpliwie. Rozebraliśmy się i znowu zaczęliśmy się całować, dotykając się nawzajem.
-Łaaaa~!- Wtem usłyszeliśmy płacz naszych Maluchów.
-Serio~?!- Jęknął niezadowolony Aomine.
-Uparci są dzisiaj.- Westchnąłem i sięgnąłem po bokserki, drugą parę podając Aomine.
-Jutro pójdą do dziadków.- Mruknął, ubierając się.
-Ej, nie możemy tak~!- Spojrzałem się na nieg krytycznie.
-Możemy, możemy. A jak weźniemy jeszcze Mikę to na pewno szybko nas nie zawołają.- Stwierdził i ruszył do pokoju Maluchów.
Pokręciłem niedowierzająco głową. Nie mieliśmy ostatno czasu dla siebie, więc ten pomysł w sumie nie był zły. Nasza dwójka Urwisów była ostatnio dość uparta i zostawienie ich na dłuższy czas z kims było niemożliwe. A jak nie ujarzmię mojego kochanego mężą to jeszcze się na mnie rzuci. Jak nie dwa małe to jeden duży Urwis. Ale co tam~! Kocham ich. Może i są męczący ale zarazem bardzo kochani.
-Kise.- Mruknął Daiki, gdy wyszliśmy po cichu z pokoju dzieci, gdy ich uspokoiliśmy.- Chodź szbko. Chyba nam się się uda.- Zaczął mnie ciągnąć do sypialni.
-Teraz to ja już zmęczony jestem.- Mruknąłem, a widząc niezadowoloną minę mego mężą powstrzymałem śmiech i przytuliłem się do niego.- Jutro po śniadanku podrzucamy dzieci do dziadków i będziemy mieli dla siebie kilka godzin. To chyba lepsze niż szybki numerek, co nie?
-Lepsze ale ja nie będę narzekał na szybki numerek.- Położyliśmy się na łóżku, jednak Daiki sobie odpóścił.- To musimy się wyspać. WIedz, że jutro nie dam ci spokoju.- Cmoknął mnie w usta.
-Na to liczę.- Wtuliłem się w niego i szybko zasnęliśmy. Z nadzieję, że nasze Maluchy będą jutro grzeczne i dadzą nam dzień wolnego.










