Ohayo~! ^w^
Przybyłam z kolejnym rozdziałem TB~! :D
Dawno nie było- chyba ostatni raz w lipcu- więc pora wstawić. ^^
Przyznam, że nie mam dalej napisane, więc nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział :p Chociaż chcę najpierw nieco pokończyć zanim wezmę się za pisanie ciągu dalszego. Ale spokojnie, mam napisany plan wydarzeń, więc niczego nie zapomnę ;)
Przypomnę, że w piątek pojawi się jakiś rozdział :p Jakiś, bo nie wiem na co się zdecydować ^^ I wiem, że bardzo czekacie na Ferajnę i jak nie pojawi się w piątek to obiecuję, że będzie na Nowy Rok ;)
Przypomnę jeszcze o poprzednim poście ;) Ja wiem, że już po świętach ale to pierwsza wspólna praca moja i Ryo-chan~! ^^
Nie przedłużam i zapraszam do czytania i komentowania~! ;)
Enjoy~! :*
#Kimie
PS. 13 stron może być?! :D
Do domu wręcz biegłem mimo iż
wiedziałem, że mam jeszcze dużo czasu. Zjadłem nieco obiadu, po czym
sprawdziłem co mam ciekawego do zjedzenia i co nadaje się na piknik. I
najbardziej nadawały się truskawki, nutella i ciasto orzechowe mojej mamy.
Także spakowałem to wszystko i włożyłem do swojej torby. Po tym poszedłem do
pokoju aby się przebrać. Dobre pół godziny wybierałem ciuchy. I na dodatek zrobiłem mały
bałagan..... Później to posprzątam. Ubrałem czarne rurki, ciemnoczerwoną
koszulę na krótki rękaw i szarą kamizelkę. Do tego bransoletki od Runiego i
naszyjnik od Keiko ze skrzydlatą zawieszką. Uczesałem się nieco ale i tak
wiedziałem, że Runi poczochra moje włosy. Wziąłem torbę, ubrałem buty i
wyszedłem. Teraz jak zdałem sobie sprawę, że może czuję coś więcej do Runiego niż
przyjaźń byłem bardzo zestresowany spotkaniem z nim. Gdy byłem już niedaleko
fontanny ujrzałem go. Siedział na ławeczce z zamkniętymi oczami z twarzą
zwróconą ku niebu. Miał na sobie czarne spodnie, ciemnozieloną koszulę
ozdobioną srebrną nitką oraz białą kamizelkę. Wyglądał po prostu bosko. Przez
takie stwierdzenia coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że go bardzo lubię. Wtem
spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko. Odwzajemniłem uśmiech i powoli do
niego podszedłem. Prawa noga, lewa noga, prawa noga, lewa noga. No Isey~!
Umiesz chodzić już od jakiś 15 lat~!
-Bonjour.- Przywitał mnie, a
ja miałem ochotę go walnąć. Gdy mówi po francusku to mi dreszcze przechodzą po
plecach. I chyba nawet się lekko zarumieniłem.
-Ohayo~! To jak?! Idziemy czy
nasz piknik odbędzie się na tej ławeczce?- Zapytałem uśmiechając się szeroko.
-Idziemy. Znam jedno fajne
miejsce na piknik.- Powiedział po czym wstał biorąc piknikowy koszyk i idąc w
prawo. Od razu zrównałem z nim kroku i szliśmy w ciszy do miejsca docelowego.
Szliśmy jakieś 20 minut przechodząc przez jakiś lasek. Trafiliśmy na łąkę,
przez którą przepływał strumyk. Było tu naprawdę pięknie. Mnóstwo
różnokolorowych kwiatów, słońce miło grzejące i oświetlające to miejsce, szum
strumyka. Po prostu idealne miejsce na randkę. Sami, nikt nam nie będzie
przeszkadzać. Poczułem jak na samą myśl się rumienię. Gdy ja podziwiałem piękno
tego miejsca Rune rozłożył kocyk i usiadł czekając na mnie. W podskokach
dotarłem na kocyk i usiadłem na nim wygodnie.
-Pięknie tu. Jak znalazłeś to
miejsce?- Zapytałem szczerze ciekawy.
-Raz postanowiłem przejść się
po mieście. I tak chodząc dotarłem tutaj. Byłem tu, gdy był śnieg ale nawet
wtedy pięknie tu było.- Odpowiedział z lekkim uśmiechem.- No to co tam wziąłeś
ze sobą?- Zapytał patrząc na moją torbę. Uśmiechnąłem się szeroko otwierając
torbę.
-Truskawki~!- Krzyknąłem
wyciągając pudełko.- Nutella~! I ciasto orzechowe~! Już powiem, że ja go nie
robiłem.- Powiedziałem z powagą na co Runi zaśmiał się krótko.- A ty co tam
wziąłeś?- Zapytałem patrząc się szczenięcym wzrokiem to na niego to na
koszyczek. Rune wziął koszyczek i wyciągnął z niego 4 mufinki, pianki i jakiś
sok.
-Tylko uważaj, bo mufinki są
jeszcze ciepłe. Gdy tylko się upiekły włożyłem je do koszyka.- Na jego słowa aż
mi ślinka poleciała. Runi wziął jedną babeczkę i posmarował górę masłem
orzechowym, po czym przysunął ją w moją stronę. Od razu ugryzłem kawałek.
-Mmmm~~~!- Zamruczałem z
przyjemności. To jest po prostu boskie. Jak on. Usłyszałem jego cichy śmiech.
-Widzę, że smakuje.- Powiedział,
a ja przytaknąłem i otworzyłem buzię aby dostać kolejny kawałek. Jakoś nie
przeszkadzało mi, że mnie karmił. Żując jeszcze mufinka wziąłem kawałek ciasta,
posmarowałem go nieco czekoladą i podsunąłem pod jego usta. Na początku się
zdziwił lecz ugryzł kawałek.
-Dobre.- Stwierdził po
chwili.- Ale i tak jestem ciekaw jak będzie smakować zrobione przez ciebie.-
Powiedział i wziął resztę ciasta. Na dodatek poczułem jego usta na swoich
palcach. Taki przypadkowy dotyk, a ja poczułem ciepło na policzkach. Aby to
jakoś zakryć zjadłem do końca mufinka, po czym napiłem się soku.
-Właśnie! Co ci wczoraj
było?- Zapytałem przypominając sobie wczorajszy SMS.
-Głowa mnie bolała i było mi
niedobrze. Ale wziąłem tabletkę, wyspałem się, a po tym najadłem.- Odpowiedział
i przysunął mi piankę z czekoladą. Od razu ją wziąłem i zjadłem ze smakiem.
Może i pianek nie robił ale połączenie ich z czekoladą zawsze jest dobre.
-Dobrze, że nie było to nic poważnego. Kto by ze mną wtedy chodzi na spacerki?
I kto dawał codzienną porcję cukru?- Zapytałem poważnie lecz już po chwili się
uśmiechnąłem.
-Nie masz o co się martwić.
Bardzo rzadko choruję. Także jesteśmy na siebie skazani.- Puścił mi oczko z
lekkim uśmiechem. Zaśmiałem się, a zarazem zarumieniłem. Zauważyłem, że Runi
położył się na plecach. Wpadłem na pomysł. Wziąłem truskawkę, nałożyłem na nią
trochę czekolady. Przybliżyłem się bliżej niego i podsunąłem mu truskawkę.
Widząc truskawkę uśmiechnął się i ugryzł ją. Już chciałem coś powiedzieć lecz
zauważyłem jak się oblizuje. On mnie prowokuje! Prowokuje mnie abym go
pocałował. Chociaż nie wiem jakiej jest orientacji!? Może woli tylko kobiety??
Dobra, przestanę o tym myśleć bo napiszę sobie czarny scenariusz i popsuję
sobie humor na tej randce. Tak, uważam to za randkę. I koniec moich rozważań,
bo jeszcze spalę buraka.
-Runi~! Pobawimy się w coś??
Na przykład w berka?! Berek!- Krzyknąłem zanim odpowiedział i wstałem szybko.
Chciałem uciec lecz niefortunnie potknąłem się o koc i upadłem na niego.
-Mam cię.- Powiedział wesoło
Runi obejmując mnie w pasie.
-To nie fair~! Kocyk
kantuje~!- Zawyłem ze śmiechem.
-Ta, jest ze mną w zmowie.-
Powiedział Runi ze śmiechem.
-Niedobry kocyk.-
Stwierdziłem z oburzeniem, po czym zaśmiałem się.- Chyba jesteś zmęczony, skoro
nie chcesz się bawić.- Ale to dwuznacznie zabrzmiało.
-Nie, nie jestem. Po prostu
jest taki piękny dzień, że nic się nie chce robić.- Stwierdził z lekkim
uśmiechem.
-Yhm....... No to poleżymy
sobie tak razem.- Powiedziałem schodząc z niego i kładąc się obok.
-Jeśli chcesz to możemy coś
porobić.- Zaproponował Runi, patrząc na mnie.
-Nie~! Tak też jest fajnie.-
Uśmiechnąłem się do niego szeroko. Runi tylko przytaknął i razem wpatrywaliśmy
się w obłoczki sunące po niebie. Leżeliśmy tak z dobrą godzinę, czasami mówiąc
jakie kształty widzimy z chmur. Po tym zjedliśmy mufinki, ciasto i całą resztę.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę i postanowiliśmy już się zbierać, gdyż robiło się
ciemno. Gdy sprzątaliśmy zawiał wiatr i zatrząsłem się z zimna. A trzeba było
wziąć jakąś bluzę, przecież to nie lato.
-Zimno ci?- Zapytał Runi
składając koc.
-Trochę.- Przyznałem trąc
ramiona. Wtem Runi wyciągnął bluzę z koszyka i podał mi ją.
-Dziękuję. Ci nie jest
zimno?- Zapytałem zakładając bluzę. Była dla mnie za duża ale zrobiło mi się
dzięki niej cieplutko.
-Nie, jakoś nie. Chodź. Bo
jeszcze się przeziębisz.- Uśmiechnął się lekko. Razem powoli wyszliśmy z lasku
i skierowaliśmy się w stronę mojego domu rozmawiając. Gdy byliśmy już niedaleko
Runi przystanął.
-Ja już pójdę. Możliwe, że
zdążę jeszcze na autobus.- Powiedział patrząc w prawo.
-Dobrze. A jutro się
spotkamy?- Zapytałem z nadzieją. Runi spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
-Oczywiście. Jeżeli mnie nic
nie zatrzyma. Napiszę ci SMSa okey?!- Zapytał czochrając moje włosy. A nie
mówiłem, że to zrobi?!
-Dobrze~! To będę czekał.-
Uśmiechnąłem się szeroko.
-Dobranoc Isey.- Powiedział
Runi i cmoknął mnie w policzek.
-Dobranoc Runi.- Wymamrotałem
patrząc jak odchodzi. Zamroczony szedłem do domu. Będąc już blisko
zorientowałem się, że mam na sobie jego bluzę. Nie warto było już się cofać.
Oddam mu jutro. Z ciekawości ją powąchałem. Pachniała jakimś drogim perfumem,
czekoladą i Runin. Po prostu boski zapach. Wszedłem do domu od razu ściągając
bluzę aby rodzice jej nie zauważyli. Oczywiście pognałem z nią na górę i
schowałem do plecaka. Pomyślałem przy tym o tym pocałunku i spaliłem buraka.
Wdech- wydech i można zejść do salonu nieco się polenić.
Wróciłam do domu po jakże
miłym popołudniu z moim chłopakiem. Jason najpierw zabrał mnie na świetną
komedię. Wychodząc z kina miałam łzy w oczach od śmiechu. Następnie poszliśmy
do przytulnej knajpki na sałatkę owocową i lody. Karmiliśmy się nawzajem, przez
co było bardzo wesoło. Słyszałam nawet piski ze strony dziewczyn. Po tym
byliśmy na długim spacerze. Szliśmy trzymając się za ręce, czasami całując się
krótko. Uśmiech po prostu nie schodził mi z twarzy. Ah~~!......... Dobra lepiej
powrócę do rzeczywistości.
-Wróciłam!- Krzyknęłam
wchodząc do domu.
-Witaj w domu.- Usłyszałam
moją mamę. Weszłam do salonu. Mama siedziała w fotelu i czytała gazetę, tata
siedział na jednej kanapie oglądając telewizję, a na drugiej kanapie leżał Isey
pisząc SMSy. Jak wyglądają? Mama ma krótkie brązowe włosy i fiołkowe oczy.
Można powiedzieć, że jesteśmy tego samego wzrostu. Tata zaś ma ciemne blond
włosy i zielone oczy. Wzrost- ok. 1,82. Znaki szczególne- brak. Isey ma jasne
blond włosy i duże zielone oczy. Jest nieco niższy ode mnie chociaż......może
jednak już na równi ze mną?! Jest tylko rok
młodszy ode mnie. I tak przedstawia się moja rodzinka.
-Gdzie byłaś?- Zapytał tatko,
czyli Josuke. Nie, on mnie nie wypytywał. Po prostu się pytał. Na szczęście nie
mam wścibskich rodziców.
-Na spacerze.- Odpowiedziałam
idąc do kuchni po sok.
-Z Megumi i Yuko?- Zapytał
ponownie tatuś.
-Nie. Z chłopakiem.-
Odpowiedziałam szczerze, wchodząc do salonu.
-Z chłopakiem? Z jakim
chłopakiem?!- Tatko spojrzał się na mnie przerażony.
-Z moim chłopakiem tato.-
Odpowiedziałam siadając na kanapie, na której Isey zrobił mi miejsce.
-Co?! Moja córeczka ma
chłopaka?!!- Zawył. No tak. Zapomniałam powiedzieć. Jestem córeczką tatusia, co
znaczy, że tatuś ma fioła na moim punkcie. I nadal chyba myśli, że mam 8 lat.
-Skarbie uspokój się. Mari
długo się już z nim spotykasz?- Zapytała moja mama Akiko spokojnie.
-Hmmm...... Już będzie z
jakieś 9 miesięcy.- Ale się złożyło~!
-Moja córeczka już tak długo
spotyka się z mężczyzną i ja go jeszcze nie znam?!!- Powiedział przerażony
tatuś, na co Isey zaczął się śmiać.
-Tatuś no~! Chciałam się
upewnić, czy to ten jedyny~!- I tak wiem już od długiego czasu, że Jason jest
tym jedynym ale tatuś i reszta rodzinki nie musi o tym wiedzieć.
-Ten jedyny?!!!- Tatko
wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.
-Spokojnie Josuke.-
Powiedziała mama z uśmiechem.- Mari skoro już tak długo z nim chodzisz to może
go nam przedstawisz? Na przykład w tę niedzielę? Co ty na to?- Zapytała
spokojnie mamusia.
-Jak nie będzie miał żadnych
planów to przyjdzie. Zapytam się go jutro.- Odpowiedziałam z uśmiechem.
-Moja córeczka ma chłopaka.-
Zachlipał tatuś. Isey powstrzymał śmiech zasłaniając usta poduszką. To będzie
ciekawy obiad.
Następnego dnia przyszłam
wcześniej do szkoły aby porozmawiać z Jasonem. Oczywiście napisałam mu SMSa,
nic nie wyjawiając. Siedziałam pod drzewkiem czekając na niego.
-Cześć Słońce.- Przyszedł po
jakiś 5 minutach, witając mnie z uśmiechem i całując w policzek.- Coś się
stało?- Zapytał siadając obok mnie.
-Cześć. I tak i nie. No
więc.... Masz jakieś plany na niedzielę?- Zapytałam patrząc na niego niewinnie.
-Zamierzałem ją spędzić z tobą.
A co?- Spojrzał na mnie spokojnie.
-W takim razie spędzisz ją ze
mną, moimi rodzicami i bratem.- Powiedziałam patrząc na niego uważnie.- Rodzice
chcą cię poznać i zapraszają na obiad.- Dopowiedziałam szybko.
-Rozumiem.- Powiedział Jason
po chwili ciszy.- Czyli poznam przyszłych teściów i szwagra. Miło.- Uśmiechnął
się do mnie, a ja odetchnęłam z ulgą.- Nie ma się co stresować. Na pewno ich
oczaruję. A teraz chodź pod klasę.- Powiedział łapiąc mnie za rękę.
Uśmiechnęłam się na jego słowa i dałam się prowadzić. Już nie mogę doczekać się
niedzieli.
Siedzieliśmy grupką na dachu
szkoły. Robiliśmy to co zwykle na dachu podczas długiej przerwy. Ja co chwila
patrzałam się na Jasona leniwie jedząc swoje bento. No co?! Mimo wszystko
stresuję się tym spotkaniem~!
-Ziemia do Mari~!- Krzyknął
Kiyoshi, a ja otrząsnęłam się z letargu.- Jakaś dzisiaj zamyślona jesteś. Stało
się coś?- Zapytał zaciekawiony.
-Nie, nic takiego.-
Odpowiedziałam szybko uśmiechając się lekko.
-W niedzielę mam poznać jej
rodziców, dlatego Mari się nieco stresuje.- Powiedział Jason łapiąc mnie za
rękę.
-Czyli mamy już powoli
szykować się na ślub. Macie jakieś życzenia co do prezentu ślubnego?- Zapytał
Runi patrząc na nas.
-Runi~!- Krzyknęłam
zawstydzona. Chyba ma dobry humor skoro mówi takie rzeczy.
-Nie będziesz musiał kupować
prezentu jeśli upieczesz nam tort weselny.- Powiedział Jason, za co dostał z
łokcia w żebra.
-Jakie mają być smaki?
Chociaż mogę zrobić trzypiętrowy, więc mogą być nawet 4 smaki. Na przykład
wanilia- czekolada, wanilia- truskawka i wanilia- orzech. Przystrojenie polecam
białe z czerwonymi kwiatami z cukru. A na górę proponuję dwa łabędzie.-
Zaproponował Runi, a ja w myślach już widziałam ten tort.
-Świetny pomysł. I może
oprócz czerwonych kwiatów dodać różowe. Wiesz czerwone nawiązujące do moich
oczu, a różowe do Mari.- Jason uśmiechnął się lekko. Zauważyłam, że Runi to
wszystko zapisuje.
-Eeee....... Wy to bierzecie
na serio?!- Zapytałam zaskoczona.
-Ależ oczywiście. Wasz ślub
będzie wielkim wydarzeniem. Właśnie! A może podwójny ślub?! Skoro jesteście
bliźniakami to idealnie pasuje. Zwłaszcza, że z waszej strony będą te same
osoby. A rodzina Mari i Yuko zapewne się zna.- Runi mówił zapisując coś w
zeszycie.
-Dobry pomysł. Kiedyś nawet
myśleliśmy aby tak zrobić. Chociaż nie sądzisz, że będzie za dużo osób?-
Zastanowił się Joni.
-I tak jak zrobicie osobno
będzie dużo osób. Chociaż to jeszcze zależy kogo zaprosicie. Jednak nie
wyobrażam sobie waszego ślubu skromnego.- Stwierdził Runi.
-Ej~! My też tu jesteśmy~!-
Krzyknęłam zwracając na siebie uwagę.
-Wiemy, że tu jesteście.
Macie jakieś propozycje? Wiecie, jeszcze dużo do zrobienia. Kolor obrusów i
dekoracji, jedzenie, suknie, garnitury, lista gości. Co do miejsca to zapewne
będzie w willi. Najlepiej latem to rozłoży się duży namiot.- Wymieniał Runi po
kolei, zawzięcie przy tym pisząc.
-Ma być błyszcząco~! A na
każdym stoliku ma być bukiecik kwiatków z serduszkami~!- Krzyknęła radośnie
Yuko, a Runi to zapisał.
-Ale my jesteśmy za młode na
ślub!- Krzyknęłam nieco przerażona ich planowaniem.
-Przecież już za dwa lata
będziecie pełnoletnie. To mniej więcej za trzy lata będziecie brać ślub. No
chociaż to zależy kiedy bliźniacy wam się oświadczą.- Wyjaśnił Runi dalej coś
pisząc.
-Runi nadajesz się na
organizatora wesel.- Stwierdził Kiyoshi z uśmiechem.
-Ależ oczywiście. Twój i
Megumi ślub też zorganizuje. Więc jaki chcecie tort?- Zapytał Runi robiąc chyba
jakąś rubryczkę w zeszycie.
-Na pewno czekoladowy z
wiśniami, bo Megumi je lubi.- Odpowiedział Kiyoshi zerkając mu przez ramię do
zeszytu.
-Ze złotem i niebieskimi
kwiatami, co będzie symbolizować nasze oczy. Chociaż może zamiast kwiatów
wolałabym motyle.- Dopowiedziała Megi, a mi szczęka opadła. Oni to chyba biorą
na serio.
-Właśnie! Zapomniałabym~!
Joni ty też zostałeś zaproszony na obiad przez moich rodziców. Również w tą
niedzielę.- Powiedziała wesoło Yuko, a Joniego zszokowało. Zaś Runi, Louis,
Kiyoshi i Shun śmiali się cicho.
-Yuko kiedy chciałaś mi to
powiedzieć?- Zapytał nadal nieco zszokowany Jonathan.
-Po lekcjach~! Chociaż
chciałam już wczoraj ale zapomniałam.- Powiedziała ze smutną minką. Joni
uśmiechnął się i przytulił Yuko.
-Bardzo chętnie ich poznam. I
twoją młodszą siostrę.- Na jego słowa Yuko uśmiechnęła się i cmoknęła Joniego w
policzek.
-Życzę smacznego obiadu.- Powiedział
Kiyoshi z uśmiechem.
-Kiyoshi....- Zaczęła
niepewnie Megi.
-Tak Skarbie?- Zapytał z
uśmiechem.
-Ty w niedzielę również
będziesz na obiedzie u moich rodziców.- Powiedziała spokojnie Megi. Kiyoshiego
zszokowało, a chłopacy zaczęli się śmiać.
-Wasi rodzice zgadali się co
do niedzielnych obiadków?- Zapytał Kiyoshi.- No dobra. Nieważne. Bardzo chętnie
przyjdę. Po tym ty poznasz moich rodziców i mogę się oświadczać.- Stwierdził
uśmiechając się lekko do Megumi.
-Kiyoshi~!- Krzyknęła
zawstydzona Megi, na co Kiyoshi się zaśmiał i przyciągnął do siebie.
-Czyli w poniedziałek
będziemy mieli relacje z trzech rodzinnych obiadków.- Wywnioskował Shun, po
czym ugryzł swoją kanapkę. Spojrzałam na Jasona, który mówił coś Runiemu. Ale
zajęcie sobie znaleźli~! Przysunęłam się bliżej swojego chłopaka zerkając na
zeszyt.
-Na torcie mają być
truskawki. A na drugim maliny. A da się zrobić bliźniacze torty?- Zapytałam
Runiego.
-Można zrobić jeden bardzo
duży i po jednej stronie będą wasze dekoracje, a po drugiej Joniego i Yuko. Ale
z tym wtedy trzeba się dogadać żeby to jednak ładnie wyszło.- Odpowiedział Runi
pisząc zawzięcie w zeszycie, gdyż Kiyoshi chciał coś dopowiedzieć. Zaśmiałam
się z naszego zachowania, po czym cmoknęłam Jasona w policzek. Teraz nie mogę
się już doczekać niedzieli, poniedziałku i ślubu. I mam nadzieję, że Runi
pokaże nam te plany.
Po szkole wszyscy poszliśmy
na lody, a następnie każdy poszedł w swoją stronę. Ja z Kiyoshim
pospacerowaliśmy trochę, po czym zostałam odprowadzona do domu. Kiyoshi obiecał
swojej siostrze, że pójdzie z nią do kina. Mówił, że dobrze się z nią dogaduje
i często coś razem robią. Z bratem zaś nie najlepiej, gdyż jak twierdzi jest
zajęty. Także dostałam buziaka i to długiego, gdyż mieliśmy się spotkać dopiero
w niedzielę. Weszłam do domu odkładając torbę i ściągając buty. Już chciałam
iść na górę lecz usłyszałam swoje imię z salonu.
-Megumi~!- Weszłam do salonu
i ujrzałam swojego brata Shinjiego. I jego przyjaciela Harukiego.
Shinji Fukunaka
23 lata
03.10.1991r.
Wzrost: 1,85
Kraj: Japonia
Haruki Matsuda
23 lata
24.07.1991r.
Wzrost: 1,80
Kraj: Japonia
-Cześć Megi.- Przywitał się
Haruki.
-Cześć wam. A ty nie w
pracy?- Zapytałam brata.
-Nie. Zamieniłem się z kolegom
za zmiany, bo chciał sobie odespać trochę po nauce.- Powiedział zadowolony. Mój
brat aktualnie pracuje w jednej kawiarni. I chodzi na studnia. Poszedł na
ekonomię. Nieco mnie to zdziwiło ale jak mi wytłumaczył chciałby założyć własną
firmę aby dużo zarabiać i spełniać moje zachcianki. Dziwne marzenie ale to mój
brat więc nie będę się sprzeczać.
-Rozumiem. Ostatnio to tylko
pracowałeś i się uczyłeś, więc wcale cię w domu nie widziałam.- Powiedziałam
szczerze siadając obok niego na kanapie.
-Przepraszam siostrzyczko~!-
Zrobił minę szczeniaczka.- Na uczelni tyle wykładów, nauka i praca, że byłem
niczym zombie. Ale teraz wszystko się uspokoiło, więc możemy gdzieś razem
wyjść~!- Uśmiechnął się szeroko.- Jutro nie mogę, bo po pracy mam wykład ale w
niedzielę możemy się gdzieś wybrać~!- Powiedział uradowany.
-Przykro mi braciszku ale w
niedzielę nie możemy.- Dziwne, że rodzice mu nie powiedzieli.
-Dlaczego nie?- Zapytał
zdziwiony.
-Bo w niedzielę na obiad
przychodzi mój chłopak.- Odpowiedziałam spokojnie lekko się uśmiechając.
-Chło....Chłopak?! Jaki
chłopak?!!!- Krzyknął przerażony.
-No mój chłopak. Chodzę z nim
już jakieś 8 miesięcy.- Odpowiedziałam. Mój brat siedział zszokowany i wyglądał
jakby zaraz miał się rozpłakać. No tak. W końcu jestem jego siostrzyczką i
najchętniej zamknąłby mnie w złotej klatce przed złem tego świata.
-Shinji to niemożliwe żebyś
nie wiedział, że twoja kochana siostrzyczka ma chłopaka.- Powiedział z
uśmiechem Haruki. Uwielbiam się drażnić z Shinjim. Zwłaszcza mówić mu jakieś straszne
scenariusze ze mną w roli głównej. Raz, gdy miałam jechać na wycieczkę w góry
to tak go nastraszył, że nie chciał mnie puścić. Nie powiem ale zabawne to było
lecz musiałam się długo męczyć z przekonywaniem go, że nic mi nie będzie.
-Jak?!! Kiedy?!! Co?!!-
Wykrzyknął mój brat patrząc na mnie spojrzeniem mówiącym abym powiedziała, że
to jest żart.
-Poznaliśmy się w szkole i
zaprosił mnie na randkę, po czym zapytał o chodzenie. I od tego momentu
jesteśmy razem. Poznacie się w niedzielę.- Odpowiedziałam spokojnie.
-A-A-A czy-czy wy
r-razem....- Zająkał się Shinji. O co mu chodzi? Co my razem?! A może....
-Braciszku, czy ty chcesz
mnie zapytać, czy ja z moim chłopakiem uprawialiśmy seks?- Zapytałam prosto z
mostu. Shinji zarumienił się lekko i żwawo przytaknął.- To dla twojej
wiadomości nie robiliśmy tego. I o takich rzeczach nie muszę ci mówić.-
Warknęłam na niego. Shinji się zmieszał, a Haruki śmiał się pod nosem.
-Megi, a jaki jest TWÓJ
chłopak?- Zapytał Haruki z uśmiechem. Podkreślił, że mój chłopak aby podrażnić
Shinjiego.
-Wspaniały. Jest bardzo
kochany, silny, mądry, przystojny. I bardzo poważnie bierze nasz związek.-
Odpowiedziałam z uśmiechem i lekkim rumieńcem.
-Naprawdę?!- Zapytał mój
brat, zdziwiony.
-Naprawdę. Powiedział, że
chce się ze mną ożenić. I obiecał, że zrobi to we właściwy sposób. I dzisiaj na
przykład już sobie planowaliśmy nasz ślub~!- Powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Mój brat siedział całkowicie zszokowany, a Haruki śmiał się głośno.
-No, no, no~! To widzę bardzo
dobrze wam się układa. Mam nadzieję, że za te dwa lata zauważę śliczny
pierścionek zaręczynowy na twoim serdecznym palcu.- Haruki uśmiechnął się do
mnie szeroko, a Shinji zawył głośno.
-Megumi~!! Siostrzyczko~!!!
Ty to naprawdę bierzesz na poważnie?!!- Zapytał ze łzami w oczach.
-Ależ oczywiście braciszku.
Więc mam nadzieję, że zaprzyjaźnisz się z moim chłopakiem. Jeśli nie zrobisz
tego i będziesz chciał rozwalić nasz związek to zrozum, że cię wtedy
znienawidzę i przestanę się do ciebie odzywać. A teraz wybaczcie ale chcę
odrobić lekcję aby mieć spokojny weekend.- Powiedziałam z uśmiechem machając im
na pożegnanie. Będąc na schodach usłyszałam płacz brata i głośny śmiech
Harukiego. Zaśmiałam się i poszłam do swojego pokoju. Może się wydawać, że
jestem wredna dla swojego brata. Ja jednak muszę mu jasno powiedzieć o co mi
chodzi. Kocham swojego brata ale jego nadopiekuńczość jest czasem uciążliwa.
Także zostawiając moich braci- Harukiego znam od dziecka i jest dla mnie niczym
drugi brat- usiadłam przy biurku i wzięłam się za zadania domowe.


