środa, 28 grudnia 2016

Twin Blood 2- Rozdział 15

Ohayo~! ^w^
Przybyłam z kolejnym rozdziałem TB~! :D
 Dawno nie było- chyba ostatni raz w lipcu- więc pora wstawić. ^^ 
Przyznam, że nie mam dalej napisane, więc nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział :p Chociaż chcę najpierw nieco pokończyć zanim wezmę się za pisanie ciągu dalszego. Ale spokojnie, mam napisany plan wydarzeń, więc niczego nie zapomnę ;)
Przypomnę, że w piątek pojawi się jakiś rozdział :p Jakiś, bo nie wiem na co się zdecydować ^^ I wiem, że bardzo czekacie na Ferajnę i jak nie pojawi się w piątek to obiecuję, że będzie na Nowy Rok ;) 
Przypomnę jeszcze o poprzednim poście ;) Ja wiem, że już po świętach ale to pierwsza wspólna praca moja i Ryo-chan~! ^^ 
Nie przedłużam i zapraszam do czytania i komentowania~! ;)
Enjoy~! :*
#Kimie

PS. 13 stron może być?! :D

Do domu wręcz biegłem mimo iż wiedziałem, że mam jeszcze dużo czasu. Zjadłem nieco obiadu, po czym sprawdziłem co mam ciekawego do zjedzenia i co nadaje się na piknik. I najbardziej nadawały się truskawki, nutella i ciasto orzechowe mojej mamy. Także spakowałem to wszystko i włożyłem do swojej torby. Po tym poszedłem do pokoju aby się przebrać. Dobre pół godziny wybierałem  ciuchy. I na dodatek zrobiłem mały bałagan..... Później to posprzątam. Ubrałem czarne rurki, ciemnoczerwoną koszulę na krótki rękaw i szarą kamizelkę. Do tego bransoletki od Runiego i naszyjnik od Keiko ze skrzydlatą zawieszką. Uczesałem się nieco ale i tak wiedziałem, że Runi poczochra moje włosy. Wziąłem torbę, ubrałem buty i wyszedłem. Teraz jak zdałem sobie sprawę, że może czuję coś więcej do Runiego niż przyjaźń byłem bardzo zestresowany spotkaniem z nim. Gdy byłem już niedaleko fontanny ujrzałem go. Siedział na ławeczce z zamkniętymi oczami z twarzą zwróconą ku niebu. Miał na sobie czarne spodnie, ciemnozieloną koszulę ozdobioną srebrną nitką oraz białą kamizelkę. Wyglądał po prostu bosko. Przez takie stwierdzenia coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że go bardzo lubię. Wtem spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko. Odwzajemniłem uśmiech i powoli do niego podszedłem. Prawa noga, lewa noga, prawa noga, lewa noga. No Isey~! Umiesz chodzić już od jakiś 15 lat~!

-Bonjour.- Przywitał mnie, a ja miałem ochotę go walnąć. Gdy mówi po francusku to mi dreszcze przechodzą po plecach. I chyba nawet się lekko zarumieniłem.

-Ohayo~! To jak?! Idziemy czy nasz piknik odbędzie się na tej ławeczce?- Zapytałem uśmiechając się szeroko.

-Idziemy. Znam jedno fajne miejsce na piknik.- Powiedział po czym wstał biorąc piknikowy koszyk i idąc w prawo. Od razu zrównałem z nim kroku i szliśmy w ciszy do miejsca docelowego. Szliśmy jakieś 20 minut przechodząc przez jakiś lasek. Trafiliśmy na łąkę, przez którą przepływał strumyk. Było tu naprawdę pięknie. Mnóstwo różnokolorowych kwiatów, słońce miło grzejące i oświetlające to miejsce, szum strumyka. Po prostu idealne miejsce na randkę. Sami, nikt nam nie będzie przeszkadzać. Poczułem jak na samą myśl się rumienię. Gdy ja podziwiałem piękno tego miejsca Rune rozłożył kocyk i usiadł czekając na mnie. W podskokach dotarłem na kocyk i usiadłem na nim wygodnie.

-Pięknie tu. Jak znalazłeś to miejsce?- Zapytałem szczerze ciekawy.

-Raz postanowiłem przejść się po mieście. I tak chodząc dotarłem tutaj. Byłem tu, gdy był śnieg ale nawet wtedy pięknie tu było.- Odpowiedział z lekkim uśmiechem.- No to co tam wziąłeś ze sobą?- Zapytał patrząc na moją torbę. Uśmiechnąłem się szeroko otwierając torbę.

-Truskawki~!- Krzyknąłem wyciągając pudełko.- Nutella~! I ciasto orzechowe~! Już powiem, że ja go nie robiłem.- Powiedziałem z powagą na co Runi zaśmiał się krótko.- A ty co tam wziąłeś?- Zapytałem patrząc się szczenięcym wzrokiem to na niego to na koszyczek. Rune wziął koszyczek i wyciągnął z niego 4 mufinki, pianki i jakiś sok.

-Tylko uważaj, bo mufinki są jeszcze ciepłe. Gdy tylko się upiekły włożyłem je do koszyka.- Na jego słowa aż mi ślinka poleciała. Runi wziął jedną babeczkę i posmarował górę masłem orzechowym, po czym przysunął ją w moją stronę. Od razu ugryzłem kawałek.

-Mmmm~~~!- Zamruczałem z przyjemności. To jest po prostu boskie. Jak on. Usłyszałem jego cichy śmiech.

-Widzę, że smakuje.- Powiedział, a ja przytaknąłem i otworzyłem buzię aby dostać kolejny kawałek. Jakoś nie przeszkadzało mi, że mnie karmił. Żując jeszcze mufinka wziąłem kawałek ciasta, posmarowałem go nieco czekoladą i podsunąłem pod jego usta. Na początku się zdziwił lecz ugryzł kawałek.

-Dobre.- Stwierdził po chwili.- Ale i tak jestem ciekaw jak będzie smakować zrobione przez ciebie.- Powiedział i wziął resztę ciasta. Na dodatek poczułem jego usta na swoich palcach. Taki przypadkowy dotyk, a ja poczułem ciepło na policzkach. Aby to jakoś zakryć zjadłem do końca mufinka, po czym napiłem się soku.

-Właśnie! Co ci wczoraj było?- Zapytałem przypominając sobie wczorajszy SMS.

-Głowa mnie bolała i było mi niedobrze. Ale wziąłem tabletkę, wyspałem się, a po tym najadłem.- Odpowiedział i przysunął mi piankę z czekoladą. Od razu ją wziąłem i zjadłem ze smakiem. Może i pianek nie robił ale połączenie ich z czekoladą zawsze jest dobre. -Dobrze, że nie było to nic poważnego. Kto by ze mną wtedy chodzi na spacerki? I kto dawał codzienną porcję cukru?- Zapytałem poważnie lecz już po chwili się uśmiechnąłem.

-Nie masz o co się martwić. Bardzo rzadko choruję. Także jesteśmy na siebie skazani.- Puścił mi oczko z lekkim uśmiechem. Zaśmiałem się, a zarazem zarumieniłem. Zauważyłem, że Runi położył się na plecach. Wpadłem na pomysł. Wziąłem truskawkę, nałożyłem na nią trochę czekolady. Przybliżyłem się bliżej niego i podsunąłem mu truskawkę. Widząc truskawkę uśmiechnął się i ugryzł ją. Już chciałem coś powiedzieć lecz zauważyłem jak się oblizuje. On mnie prowokuje! Prowokuje mnie abym go pocałował. Chociaż nie wiem jakiej jest orientacji!? Może woli tylko kobiety?? Dobra, przestanę o tym myśleć bo napiszę sobie czarny scenariusz i popsuję sobie humor na tej randce. Tak, uważam to za randkę. I koniec moich rozważań, bo jeszcze spalę buraka.

-Runi~! Pobawimy się w coś?? Na przykład w berka?! Berek!- Krzyknąłem zanim odpowiedział i wstałem szybko. Chciałem uciec lecz niefortunnie potknąłem się o koc i upadłem na niego.

-Mam cię.- Powiedział wesoło Runi obejmując mnie w pasie.

-To nie fair~! Kocyk kantuje~!- Zawyłem ze śmiechem.

-Ta, jest ze mną w zmowie.- Powiedział Runi ze śmiechem.

-Niedobry kocyk.- Stwierdziłem z oburzeniem, po czym zaśmiałem się.- Chyba jesteś zmęczony, skoro nie chcesz się bawić.- Ale to dwuznacznie zabrzmiało.

-Nie, nie jestem. Po prostu jest taki piękny dzień, że nic się nie chce robić.- Stwierdził z lekkim uśmiechem.

-Yhm....... No to poleżymy sobie tak razem.- Powiedziałem schodząc z niego i kładąc się obok.

-Jeśli chcesz to możemy coś porobić.- Zaproponował Runi, patrząc na mnie.

-Nie~! Tak też jest fajnie.- Uśmiechnąłem się do niego szeroko. Runi tylko przytaknął i razem wpatrywaliśmy się w obłoczki sunące po niebie. Leżeliśmy tak z dobrą godzinę, czasami mówiąc jakie kształty widzimy z chmur. Po tym zjedliśmy mufinki, ciasto i całą resztę. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i postanowiliśmy już się zbierać, gdyż robiło się ciemno. Gdy sprzątaliśmy zawiał wiatr i zatrząsłem się z zimna. A trzeba było wziąć jakąś bluzę, przecież to nie lato.

-Zimno ci?- Zapytał Runi składając koc.

-Trochę.- Przyznałem trąc ramiona. Wtem Runi wyciągnął bluzę z koszyka i podał mi ją.

-Dziękuję. Ci nie jest zimno?- Zapytałem zakładając bluzę. Była dla mnie za duża ale zrobiło mi się dzięki niej cieplutko.

-Nie, jakoś nie. Chodź. Bo jeszcze się przeziębisz.- Uśmiechnął się lekko. Razem powoli wyszliśmy z lasku i skierowaliśmy się w stronę mojego domu rozmawiając. Gdy byliśmy już niedaleko Runi przystanął.

-Ja już pójdę. Możliwe, że zdążę jeszcze na autobus.- Powiedział patrząc w prawo.

-Dobrze. A jutro się spotkamy?- Zapytałem z nadzieją. Runi spojrzał na mnie i uśmiechnął się.

-Oczywiście. Jeżeli mnie nic nie zatrzyma. Napiszę ci SMSa okey?!- Zapytał czochrając moje włosy. A nie mówiłem, że to zrobi?!

-Dobrze~! To będę czekał.- Uśmiechnąłem się szeroko.

-Dobranoc Isey.- Powiedział Runi i cmoknął mnie w policzek.

-Dobranoc Runi.- Wymamrotałem patrząc jak odchodzi. Zamroczony szedłem do domu. Będąc już blisko zorientowałem się, że mam na sobie jego bluzę. Nie warto było już się cofać. Oddam mu jutro. Z ciekawości ją powąchałem. Pachniała jakimś drogim perfumem, czekoladą i Runin. Po prostu boski zapach. Wszedłem do domu od razu ściągając bluzę aby rodzice jej nie zauważyli. Oczywiście pognałem z nią na górę i schowałem do plecaka. Pomyślałem przy tym o tym pocałunku i spaliłem buraka. Wdech- wydech i można zejść do salonu nieco się polenić.





Wróciłam do domu po jakże miłym popołudniu z moim chłopakiem. Jason najpierw zabrał mnie na świetną komedię. Wychodząc z kina miałam łzy w oczach od śmiechu. Następnie poszliśmy do przytulnej knajpki na sałatkę owocową i lody. Karmiliśmy się nawzajem, przez co było bardzo wesoło. Słyszałam nawet piski ze strony dziewczyn. Po tym byliśmy na długim spacerze. Szliśmy trzymając się za ręce, czasami całując się krótko. Uśmiech po prostu nie schodził mi z twarzy. Ah~~!......... Dobra lepiej powrócę do rzeczywistości.

-Wróciłam!- Krzyknęłam wchodząc do domu.

-Witaj w domu.- Usłyszałam moją mamę. Weszłam do salonu. Mama siedziała w fotelu i czytała gazetę, tata siedział na jednej kanapie oglądając telewizję, a na drugiej kanapie leżał Isey pisząc SMSy. Jak wyglądają? Mama ma krótkie brązowe włosy i fiołkowe oczy. Można powiedzieć, że jesteśmy tego samego wzrostu. Tata zaś ma ciemne blond włosy i zielone oczy. Wzrost- ok. 1,82. Znaki szczególne- brak. Isey ma jasne blond włosy i duże zielone oczy. Jest nieco niższy ode mnie chociaż......może jednak już na równi ze mną?! Jest tylko rok  młodszy ode mnie. I tak przedstawia się moja rodzinka.

-Gdzie byłaś?- Zapytał tatko, czyli Josuke. Nie, on mnie nie wypytywał. Po prostu się pytał. Na szczęście nie mam wścibskich rodziców.

-Na spacerze.- Odpowiedziałam idąc do kuchni po sok.

-Z Megumi i Yuko?- Zapytał ponownie tatuś.

-Nie. Z chłopakiem.- Odpowiedziałam szczerze, wchodząc do salonu.

-Z chłopakiem? Z jakim chłopakiem?!- Tatko spojrzał się na mnie przerażony.

-Z moim chłopakiem tato.- Odpowiedziałam siadając na kanapie, na której Isey zrobił mi miejsce.

-Co?! Moja córeczka ma chłopaka?!!- Zawył. No tak. Zapomniałam powiedzieć. Jestem córeczką tatusia, co znaczy, że tatuś ma fioła na moim punkcie. I nadal chyba myśli, że mam 8 lat.

-Skarbie uspokój się. Mari długo się już z nim spotykasz?- Zapytała moja mama Akiko spokojnie.

-Hmmm...... Już będzie z jakieś 9 miesięcy.- Ale się złożyło~!

-Moja córeczka już tak długo spotyka się z mężczyzną i ja go jeszcze nie znam?!!- Powiedział przerażony tatuś, na co Isey zaczął się śmiać.

-Tatuś no~! Chciałam się upewnić, czy to ten jedyny~!- I tak wiem już od długiego czasu, że Jason jest tym jedynym ale tatuś i reszta rodzinki nie musi o tym wiedzieć.

-Ten jedyny?!!!- Tatko wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać.

-Spokojnie Josuke.- Powiedziała mama z uśmiechem.- Mari skoro już tak długo z nim chodzisz to może go nam przedstawisz? Na przykład w tę niedzielę? Co ty na to?- Zapytała spokojnie mamusia.

-Jak nie będzie miał żadnych planów to przyjdzie. Zapytam się go jutro.- Odpowiedziałam z uśmiechem.

-Moja córeczka ma chłopaka.- Zachlipał tatuś. Isey powstrzymał śmiech zasłaniając usta poduszką. To będzie ciekawy obiad.



Następnego dnia przyszłam wcześniej do szkoły aby porozmawiać z Jasonem. Oczywiście napisałam mu SMSa, nic nie wyjawiając. Siedziałam pod drzewkiem czekając na niego.

-Cześć Słońce.- Przyszedł po jakiś 5 minutach, witając mnie z uśmiechem i całując w policzek.- Coś się stało?- Zapytał siadając obok mnie.

-Cześć. I tak i nie. No więc.... Masz jakieś plany na niedzielę?- Zapytałam patrząc na niego niewinnie.

-Zamierzałem ją spędzić z tobą. A co?- Spojrzał na mnie spokojnie.

-W takim razie spędzisz ją ze mną, moimi rodzicami i bratem.- Powiedziałam patrząc na niego uważnie.- Rodzice chcą cię poznać i zapraszają na obiad.- Dopowiedziałam szybko.

-Rozumiem.- Powiedział Jason po chwili ciszy.- Czyli poznam przyszłych teściów i szwagra. Miło.- Uśmiechnął się do mnie, a ja odetchnęłam z ulgą.- Nie ma się co stresować. Na pewno ich oczaruję. A teraz chodź pod klasę.- Powiedział łapiąc mnie za rękę. Uśmiechnęłam się na jego słowa i dałam się prowadzić. Już nie mogę doczekać się niedzieli.



Siedzieliśmy grupką na dachu szkoły. Robiliśmy to co zwykle na dachu podczas długiej przerwy. Ja co chwila patrzałam się na Jasona leniwie jedząc swoje bento. No co?! Mimo wszystko stresuję się tym spotkaniem~!

-Ziemia do Mari~!- Krzyknął Kiyoshi, a ja otrząsnęłam się z letargu.- Jakaś dzisiaj zamyślona jesteś. Stało się coś?- Zapytał zaciekawiony.

-Nie, nic takiego.- Odpowiedziałam szybko uśmiechając się lekko.

-W niedzielę mam poznać jej rodziców, dlatego Mari się nieco stresuje.- Powiedział Jason łapiąc mnie za rękę.

-Czyli mamy już powoli szykować się na ślub. Macie jakieś życzenia co do prezentu ślubnego?- Zapytał Runi patrząc na nas.

-Runi~!- Krzyknęłam zawstydzona. Chyba ma dobry humor skoro mówi takie rzeczy.

-Nie będziesz musiał kupować prezentu jeśli upieczesz nam tort weselny.- Powiedział Jason, za co dostał z łokcia w żebra.

-Jakie mają być smaki? Chociaż mogę zrobić trzypiętrowy, więc mogą być nawet 4 smaki. Na przykład wanilia- czekolada, wanilia- truskawka i wanilia- orzech. Przystrojenie polecam białe z czerwonymi kwiatami z cukru. A na górę proponuję dwa łabędzie.- Zaproponował Runi, a ja w myślach już widziałam ten tort.

-Świetny pomysł. I może oprócz czerwonych kwiatów dodać różowe. Wiesz czerwone nawiązujące do moich oczu, a różowe do Mari.- Jason uśmiechnął się lekko. Zauważyłam, że Runi to wszystko zapisuje.

-Eeee....... Wy to bierzecie na serio?!- Zapytałam zaskoczona.

-Ależ oczywiście. Wasz ślub będzie wielkim wydarzeniem. Właśnie! A może podwójny ślub?! Skoro jesteście bliźniakami to idealnie pasuje. Zwłaszcza, że z waszej strony będą te same osoby. A rodzina Mari i Yuko zapewne się zna.- Runi mówił zapisując coś w zeszycie.

-Dobry pomysł. Kiedyś nawet myśleliśmy aby tak zrobić. Chociaż nie sądzisz, że będzie za dużo osób?- Zastanowił się Joni.

-I tak jak zrobicie osobno będzie dużo osób. Chociaż to jeszcze zależy kogo zaprosicie. Jednak nie wyobrażam sobie waszego ślubu skromnego.- Stwierdził Runi.

-Ej~! My też tu jesteśmy~!- Krzyknęłam zwracając na siebie uwagę.

-Wiemy, że tu jesteście. Macie jakieś propozycje? Wiecie, jeszcze dużo do zrobienia. Kolor obrusów i dekoracji, jedzenie, suknie, garnitury, lista gości. Co do miejsca to zapewne będzie w willi. Najlepiej latem to rozłoży się duży namiot.- Wymieniał Runi po kolei, zawzięcie przy tym pisząc.

-Ma być błyszcząco~! A na każdym stoliku ma być bukiecik kwiatków z serduszkami~!- Krzyknęła radośnie Yuko, a Runi to zapisał.

-Ale my jesteśmy za młode na ślub!- Krzyknęłam nieco przerażona ich planowaniem.

-Przecież już za dwa lata będziecie pełnoletnie. To mniej więcej za trzy lata będziecie brać ślub. No chociaż to zależy kiedy bliźniacy wam się oświadczą.- Wyjaśnił Runi dalej coś pisząc.

-Runi nadajesz się na organizatora wesel.- Stwierdził Kiyoshi z uśmiechem.

-Ależ oczywiście. Twój i Megumi ślub też zorganizuje. Więc jaki chcecie tort?- Zapytał Runi robiąc chyba jakąś rubryczkę w zeszycie.

-Na pewno czekoladowy z wiśniami, bo Megumi je lubi.- Odpowiedział Kiyoshi zerkając mu przez ramię do zeszytu.

-Ze złotem i niebieskimi kwiatami, co będzie symbolizować nasze oczy. Chociaż może zamiast kwiatów wolałabym motyle.- Dopowiedziała Megi, a mi szczęka opadła. Oni to chyba biorą na serio.

-Właśnie! Zapomniałabym~! Joni ty też zostałeś zaproszony na obiad przez moich rodziców. Również w tą niedzielę.- Powiedziała wesoło Yuko, a Joniego zszokowało. Zaś Runi, Louis, Kiyoshi i Shun śmiali się cicho.

-Yuko kiedy chciałaś mi to powiedzieć?- Zapytał nadal nieco zszokowany Jonathan.

-Po lekcjach~! Chociaż chciałam już wczoraj ale zapomniałam.- Powiedziała ze smutną minką. Joni uśmiechnął się i przytulił Yuko.

-Bardzo chętnie ich poznam. I twoją młodszą siostrę.- Na jego słowa Yuko uśmiechnęła się i cmoknęła Joniego w policzek.

-Życzę smacznego obiadu.- Powiedział Kiyoshi z uśmiechem.

-Kiyoshi....- Zaczęła niepewnie Megi.

-Tak Skarbie?- Zapytał z uśmiechem.

-Ty w niedzielę również będziesz na obiedzie u moich rodziców.- Powiedziała spokojnie Megi. Kiyoshiego zszokowało, a chłopacy zaczęli się śmiać.

-Wasi rodzice zgadali się co do niedzielnych obiadków?- Zapytał Kiyoshi.- No dobra. Nieważne. Bardzo chętnie przyjdę. Po tym ty poznasz moich rodziców i mogę się oświadczać.- Stwierdził uśmiechając się lekko do Megumi.

-Kiyoshi~!- Krzyknęła zawstydzona Megi, na co Kiyoshi się zaśmiał i przyciągnął do siebie.

-Czyli w poniedziałek będziemy mieli relacje z trzech rodzinnych obiadków.- Wywnioskował Shun, po czym ugryzł swoją kanapkę. Spojrzałam na Jasona, który mówił coś Runiemu. Ale zajęcie sobie znaleźli~! Przysunęłam się bliżej swojego chłopaka zerkając na zeszyt.

-Na torcie mają być truskawki. A na drugim maliny. A da się zrobić bliźniacze torty?- Zapytałam Runiego.

-Można zrobić jeden bardzo duży i po jednej stronie będą wasze dekoracje, a po drugiej Joniego i Yuko. Ale z tym wtedy trzeba się dogadać żeby to jednak ładnie wyszło.- Odpowiedział Runi pisząc zawzięcie w zeszycie, gdyż Kiyoshi chciał coś dopowiedzieć. Zaśmiałam się z naszego zachowania, po czym cmoknęłam Jasona w policzek. Teraz nie mogę się już doczekać niedzieli, poniedziałku i ślubu. I mam nadzieję, że Runi pokaże nam te plany.





Po szkole wszyscy poszliśmy na lody, a następnie każdy poszedł w swoją stronę. Ja z Kiyoshim pospacerowaliśmy trochę, po czym zostałam odprowadzona do domu. Kiyoshi obiecał swojej siostrze, że pójdzie z nią do kina. Mówił, że dobrze się z nią dogaduje i często coś razem robią. Z bratem zaś nie najlepiej, gdyż jak twierdzi jest zajęty. Także dostałam buziaka i to długiego, gdyż mieliśmy się spotkać dopiero w niedzielę. Weszłam do domu odkładając torbę i ściągając buty. Już chciałam iść na górę lecz usłyszałam swoje imię z salonu.

-Megumi~!- Weszłam do salonu i ujrzałam swojego brata Shinjiego. I jego przyjaciela Harukiego.


    
  




        Shinji Fukunaka

        23 lata

        03.10.1991r.

        Wzrost: 1,85

        Kraj: Japonia









  




   Haruki Matsuda

   23 lata

   24.07.1991r.

   Wzrost: 1,80

   Kraj: Japonia













-Cześć Megi.- Przywitał się Haruki.

-Cześć wam. A ty nie w pracy?- Zapytałam brata.

-Nie. Zamieniłem się z kolegom za zmiany, bo chciał sobie odespać trochę po nauce.- Powiedział zadowolony. Mój brat aktualnie pracuje w jednej kawiarni. I chodzi na studnia. Poszedł na ekonomię. Nieco mnie to zdziwiło ale jak mi wytłumaczył chciałby założyć własną firmę aby dużo zarabiać i spełniać moje zachcianki. Dziwne marzenie ale to mój brat więc nie będę się sprzeczać.

-Rozumiem. Ostatnio to tylko pracowałeś i się uczyłeś, więc wcale cię w domu nie widziałam.- Powiedziałam szczerze siadając obok niego na kanapie.

-Przepraszam siostrzyczko~!- Zrobił minę szczeniaczka.- Na uczelni tyle wykładów, nauka i praca, że byłem niczym zombie. Ale teraz wszystko się uspokoiło, więc możemy gdzieś razem wyjść~!- Uśmiechnął się szeroko.- Jutro nie mogę, bo po pracy mam wykład ale w niedzielę możemy się gdzieś wybrać~!- Powiedział uradowany.

-Przykro mi braciszku ale w niedzielę nie możemy.- Dziwne, że rodzice mu nie powiedzieli.

-Dlaczego nie?- Zapytał zdziwiony.

-Bo w niedzielę na obiad przychodzi mój chłopak.- Odpowiedziałam spokojnie lekko się uśmiechając.

-Chło....Chłopak?! Jaki chłopak?!!!- Krzyknął przerażony.

-No mój chłopak. Chodzę z nim już jakieś 8 miesięcy.- Odpowiedziałam. Mój brat siedział zszokowany i wyglądał jakby zaraz miał się rozpłakać. No tak. W końcu jestem jego siostrzyczką i najchętniej zamknąłby mnie w złotej klatce przed złem tego świata.

-Shinji to niemożliwe żebyś nie wiedział, że twoja kochana siostrzyczka ma chłopaka.- Powiedział z uśmiechem Haruki. Uwielbiam się drażnić z Shinjim. Zwłaszcza mówić mu jakieś straszne scenariusze ze mną w roli głównej. Raz, gdy miałam jechać na wycieczkę w góry to tak go nastraszył, że nie chciał mnie puścić. Nie powiem ale zabawne to było lecz musiałam się długo męczyć z przekonywaniem go, że nic mi nie będzie.

-Jak?!! Kiedy?!! Co?!!- Wykrzyknął mój brat patrząc na mnie spojrzeniem mówiącym abym powiedziała, że to jest żart.

-Poznaliśmy się w szkole i zaprosił mnie na randkę, po czym zapytał o chodzenie. I od tego momentu jesteśmy razem. Poznacie się w niedzielę.- Odpowiedziałam spokojnie.

-A-A-A czy-czy wy r-razem....- Zająkał się Shinji. O co mu chodzi? Co my razem?! A może....

-Braciszku, czy ty chcesz mnie zapytać, czy ja z moim chłopakiem uprawialiśmy seks?- Zapytałam prosto z mostu. Shinji zarumienił się lekko i żwawo przytaknął.- To dla twojej wiadomości nie robiliśmy tego. I o takich rzeczach nie muszę ci mówić.- Warknęłam na niego. Shinji się zmieszał, a Haruki śmiał się pod nosem.

-Megi, a jaki jest TWÓJ chłopak?- Zapytał Haruki z uśmiechem. Podkreślił, że mój chłopak aby podrażnić Shinjiego.

-Wspaniały. Jest bardzo kochany, silny, mądry, przystojny. I bardzo poważnie bierze nasz związek.- Odpowiedziałam z uśmiechem i lekkim rumieńcem.

-Naprawdę?!- Zapytał mój brat, zdziwiony.

-Naprawdę. Powiedział, że chce się ze mną ożenić. I obiecał, że zrobi to we właściwy sposób. I dzisiaj na przykład już sobie planowaliśmy nasz ślub~!- Powiedziałam z szerokim uśmiechem. Mój brat siedział całkowicie zszokowany, a Haruki śmiał się głośno.

-No, no, no~! To widzę bardzo dobrze wam się układa. Mam nadzieję, że za te dwa lata zauważę śliczny pierścionek zaręczynowy na twoim serdecznym palcu.- Haruki uśmiechnął się do mnie szeroko, a Shinji zawył głośno.

-Megumi~!! Siostrzyczko~!!! Ty to naprawdę bierzesz na poważnie?!!- Zapytał ze łzami w oczach.

-Ależ oczywiście braciszku. Więc mam nadzieję, że zaprzyjaźnisz się z moim chłopakiem. Jeśli nie zrobisz tego i będziesz chciał rozwalić nasz związek to zrozum, że cię wtedy znienawidzę i przestanę się do ciebie odzywać. A teraz wybaczcie ale chcę odrobić lekcję aby mieć spokojny weekend.- Powiedziałam z uśmiechem machając im na pożegnanie. Będąc na schodach usłyszałam płacz brata i głośny śmiech Harukiego. Zaśmiałam się i poszłam do swojego pokoju. Może się wydawać, że jestem wredna dla swojego brata. Ja jednak muszę mu jasno powiedzieć o co mi chodzi. Kocham swojego brata ale jego nadopiekuńczość jest czasem uciążliwa. Także zostawiając moich braci- Harukiego znam od dziecka i jest dla mnie niczym drugi brat- usiadłam przy biurku i wzięłam się za zadania domowe.