Dobry wieczór~! ^.^
Przybywam z kolejnym rozdziałem DM :)
Może nie jest on długi ale taki idealny przed snem. *.*
Ogółem to będą jeszcze 3 rozdziały DM i koniec >.<
Możliwe, że jeszcze w tym tygodniu pojawi się kolejny.
Co do Baby Buu~! to rozdział 2 również prawdopodobnie pojawi się jeszcze w tym tygodniu.
Nie przedłużając zapraszam do czytania~! ^^
Miłego wieczoru Wilczurki :*
#Kimie
Nie wiem, gdzie byłam. Było ciemno i pusto, a cisza
doprowadzała do szaleństwa. Nie widziałam nic, nawet własnej ręki. Nawet nic
nie czułam. Stawiałam kroki ale czy robiłam to naprawdę?? Oddychałam ale czułam
się pusta w środku?? Rozglądałam się ale nie widziałam nic oprócz ogarniającej
mnie ciemności. Krzyczałam ale nie słyszałam swojego głosu. Nie czułam, nie
słyszałam, nie widziałam. Czy ja dalej istnieję?? Nie wiem ile czasu minęło.
Czy minuta, godzina, a może już nawet miesiąc. Nie wiem. Nie liczyłam. Po
jakimś czasie poczułam ciepło. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Później czułam
jakby coś mnie ciągnęło w dół. Na początku opierałam się lecz czując ponownie
to ciepło dałam się wciągnąć. Zemdlałam albo zasnęłam. Już nie pamiętam ale
czując miłe ciepło spróbowałam otworzyć zamknięte oczy. Powieki miałam bardzo
ciężkie, a gdy lekko je uchyliłam zamknęłam je szybko przez blask słońca.
Powoli mrugając oczami i zaciskając je czasem otworzyłam oczy. Czułam się
dziwnie. Rozejrzałam się nieco i przypomniałam sobie, gdzie jestem. Próbowałam
wstać lecz czułam jakby ktoś zabrał mi wszystkie siły i energię. Spróbowałam
jeszcze raz podnoszą się nieco.
-Nie
wstawaj.- Usłyszałam nagle, więc z powrotem opadłam na poduszki i zamknęłam
oczy. Poczułam jak ktoś poprawia mi poduszki i unosi lekko do pozycji pół
leżącej. Otworzyłam powoli oczy i pierwszym co zobaczyłam były czarne tęczówki.
Gdy zobaczyłam kto siedzi obok mnie i patrzy na mnie z lekkim uśmiechem również
się uśmiechnęłam.
-Patrice....-
Wyszeptałam czując suchość w gardle. Patrice od razu podsunął mi kubek z wodą i
powoli ją podawał. Poczułam ulgę i westchnęłam błogo.- A teraz buzi.-
Usłyszałam śmiech i już po chwili poczułam lekki pocałunek na ustach.
-Jak
się czujesz?- Zapytał Patrice głaszcząc mnie po policzku.
-Jak
głaz. Ale tak w sumie to dobrze.- Uśmiechnęłam się lekko patrząc na niego.
-Lili
już jest po wszystkim.- Usłyszałam i zmarszczyłam brwi. O co
mu.......Rozszerzyłam oczy w szoku i spojrzałam na niego zaskoczona. Czyli, że
ja już jestem....
-Ale
kiedy?- Zapytałam nie mogąc sobie przypomnieć tego momentu.
-Nie
pamiętasz? Tuż po naszej namiętnej nocy.- Uśmiechnął się, a ja na swoich
policzkach poczułam mile ciepło. I wtem przypomniałam sobie ten ból w klatce
piersiowej.
-Co
zrobiłeś?- Zapytałam nieco śpiącym głosem.
-Pamiętasz
jak ci mówiłem, że krukiem staje się po śmierci? I właśnie wtedy poczułem ten
moment i zabiłem cię. Przykro mi ale musiałem to zrobić.- Spojrzałam w dół i
ujrzałam bandaż na swojej klatce piersiowej. Westchnęłam i przymknęłam oczy.
-Ile
spałam?- Zapytałam z zamkniętymi oczami.
-Niecały
miesiąc.- Aż otworzyłam oczy w szoku. Miesiąc?!- Prześpij się jeszcze. Jak
codziennie będziesz się nieco ruszać to szybko wrócisz do normalności.-
Powiedział i ucałował mnie w czoło. Przytaknęłam tylko i zamknęłam oczy szybko
oddając się w objęcia Morfeusza.
Usiadłem
na łóżku wzdychając. W końcu się obudziła. Trzeba będzie iść do Josepha
poprosić o jakieś zlecenie, które mnie odświeży. Na szczęście wszystko się
udało.
Leżała
oddychając ciężko. Wyglądała tak pięknie. I wtedy poczułem to. Jej chęć zemsty,
która rozkwitła. Nie spodziewałem się, że nastąpi to właśnie teraz. Wziąłem
szybko sztylet i wbiłem jej prosto w serce. Otworzyła szeroko oczy i wydała z
siebie jęk bólu. Z każda sekundą umierała. Oczy stały się matowe i zamknęły się
po chwili. Oddech stał się płytszy, a po chwili już go nie było. Poczułem chłód
i coś ciemnego mignęło mi przed oczami. Przez chwilę widziałem jak wszystkie
jej żyły robią się czarne. Siedziałem tak i wyczekiwałem. Jej ciało chwilę się
trzęsło, by następnie znieruchomieć. Przez chwilę myślałem, że nie wyszło. Że
umarła na zawsze. Jednak po chwili ujrzałem znak. Znak wypalający się na jej
lewym przedramieniu. Znak kruka. Odetchnąłem z ulgą i wstałem przykrywając ją
kołdrą. Teraz wystarczy poczekać. Usiadłem na krześle odchylając głowę do tyłu.
Wtem poczułem jak ktoś kładzie na mnie płaszcz. Otworzyłem oczy i spojrzałem w
bok. Joseph siedział na drugim krześle z lekkim uśmiechem.
-Udało
ci się.- Powiedział, a ja przytaknąłem.
-Jak
myślisz długo będzie spać?- Zapytałem zakładając płaszcz lecz specjalnie się
jakoś nie zakrywając.
-Nie
wiem. To już zależy od niej. Muszę przyznać, że ty najszybciej się obudziłeś ze
wszystkich kruków.- Stwierdził Joseph idąc do kuchni i wyciągając wino oraz dwa
kieliszki.
-Serio?
Tak w ogóle ile spałem?- Zapytałem nie mogąc sobie jakoś przypomnieć tego.
-Dwa
dni. Zaskoczyłeś mnie tym. Chociaż twoja reakcja bardzo mnie rozśmieszyła.-
Uśmiechnął się nieco szerzej siadając ponownie, nalewając wina.
-„Dlaczego
zamiast anielskiego chóru i białych miękkich obłoczków widzę siano i konia?”-
Zacytowałem śmiejąc się ze swoich słów.
-Dokładnie.
Jak tak teraz myślę to ty wiedziałeś, że umarłeś ale nie widząc nieba
postanowiłeś zadać to pytanie. Od początku byłeś bardzo ciekawy. Nikt przy
pierwszym spotkaniu ze mną tak się nie zachowywał.- Zaśmiałem się przypominając
sobie tą sytuację. Leżałem na łóżku, tuż obok siedział sekretarz, a przed
łóżkiem stała Śmierć. Gdy powiedziano mi, że umarłem lecz zostałem sługą Śmierci
i będę zbierał dla niej duszę, powiedziałem „No dobra. Ale teraz dajcie mi
spać, bo miałem fajny sen o mięsożernych zielonych koniach.”. Przekręciłem się
na bok przykrywając się kołdrą po sam czubek głowy. Poczułem zimny dreszcz na
plecach lecz nie przejąłem się tym i zasnąłem.
-Możliwe,
że wtedy nie czułem zagrożenia. I nie jestem jak inni, którzy zapewne trzęśli
portkami ze strachu i zasnęli dopiero, gdy zniknąłeś.- Zaśmiałem się, po czym
upiłem wina.
-Wręcz
całkiem się od nich różnisz. Szybko wstałeś, pyskowałeś Śmieci i w mgnieniu oka
załapałeś o co chodzi. Nie zadawałeś nie potrzebnych pytań tylko dokładnie
wykonywałeś swoją robotę.- Stwierdził Joseph również popijając wino.
-A
późnej ujrzałem cię w ludzkiej formie i od tego momentu przyczepiłem się
ciebie, a ty nadal mnie znosisz.- Zakończyłem z uśmiechem, a Joseph pokręcił
niedowierzająco głową.
-Nadal
nie wiem, dlaczego cię wtedy nie zabiłem.- Pokręcił z niedowierzaniem głową, a
ja zaśmiałem się głośno.
-Uległeś
mojemu urokowi osobistemu. Nie potrafiłeś zabić osoby o ciele Boga.-
Powiedziałem rozkładając się na krześle.
-Patrice
twoja pewność siebie przyćmiewa inne twoje zalety.- Widziałem w jego oczach
rozbawienie.
-Przyćmiewa
zalety, bo nie mam żadnych wad.- Puściłem mu oczko wstając i przeciągając się.-
Pora się umyć i przespać się. Oczywiście mogę dzisiaj nie iść do pracy, co
nie?!- Uśmiechnąłem się zadziornie wypijając potem resztę wina.
-No
nie wiem. Może powinienem zacząć coś od ciebie brać.- Powiedział zadziornie
również dopijając swoje wino. Uśmiechnąłem się podchodząc do niego i siadając w
rozkroku na jego kolanach. Miałem na sobie tylko płaszcz, który zakrywał tylko
moje ręce i plecy, a cały przód pozostawał odkryty.
-Jedyne
co mógłbym ci zaproponować to swoje ciało, gdyż oprócz niego wszystko masz.-
Wyszeptałem patrząc mu prosto w oczy. Joseph wyciągnął dłoń i opuszkami palców
przejechał po mojej szyi, obojczykach, mostku zahaczając przy tym mojego sutka,
po żebrach, boku i biodrze. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz na co westchnąłem
i przymknąłem oczy. Jego dłoń powędrowała w górę, na co ponownie westchnąłem.
Przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze, przez co mimowolnie otworzyłem
nieco swoje usta. Nie wiem nawet kiedy nasze twarze były tak blisko siebie.
Tylko kilka centymetrów dzieliło nas od pocałunku.
-Dobrej
nocy Patrice.- Usłyszałem te cicho wypowiadane słowa i zanim się spostrzegłem
Josepha już nie było, a ja siedziałem w rozkroku na krześle. Westchnąłem
wstając, zrzucając z siebie płaszcz i idąc do łazienki. Pierwszym co zrobiłem
było oblanie się zimną wodą. Zadrżałem ale poczułem ulgę. Wyszedłem jeszcze z
łazienki aby zrobić opatrunek Lili, zmieniłem pościel na świeżą i przykryłem ja
dokładnie. Po tym wykapałem się i ułożywszy obok niej zasnąłem.
Westchnąłem
z uśmiechem i spojrzałem na łóżko. Lili spała sobie smacznie z lekkim
uśmiechem. Wstałem, po czym wyciągnąłem z szafy swój płaszcz.
-Obudziła
się?- Usłyszałem.
-Tak.
Ale niech jeszcze śpi. Więc poczytaj sobie, a ja idę do pracy.- Zamknąłem szafę
i odwróciłem się w stronę Josepha, który jak zwykle siedział wygodnie na
krześle.
-Dobrze,
dobrze. I tak szybko nie wrócisz, więc zapewne zdąży się już obudzić.-
Powiedział, a ja zmarszczyłem brwi.
-Jak
to szybko nie wrócę?- Przecież nie mam dużo roboty.
-Bo
po podstawowej robocie masz zadanie specjalne polegające na zabiciu średniej
klasy rodzinę. Mężczyzna, kobieta i trójka dzieci. Możesz robić co chcesz.-
Powiedział jak o pogodzie, po czym sięgnął po jedną z książek leżących na
stoliku.
-Joseph?!
-Tak?
-Czy
ty czytasz mi w myślach?- Zapytałem, a on uśmiechnął się tylko i zabrał się za
czytanie. Zabrałem więc potrzebne rzecz i wyszedłem.
Obudziłam
się, gdy za oknem było już całkiem ciemno. Rozejrzałam się po izbie i
zobaczyłam, że ktoś siedzi na krześle. Na początku pomyślałam, że to Patrice
jednak widząc sygnet na palcu wiedziałam, że to Joseph. Spojrzał się na mnie i
widząc, że nie śpię odłożył książkę , wstał i przysiadł na łóżku.
-Witam.
Jak się czujesz?- Zapytał jak zawsze spokojnie.
-Dobrze.
Już nie jest mi tak ciężko. Gdzie jest Patrice?- Zapytałam poprawiając się
nieco.
-W
pracy. Niedługo powinien wrócić. Spróbuj się nieco poruszać, a ja w tym czasie
zrobię ci herbatę.- Uśmiechnął się lekko, po czym, wstał i udał się do kuchni.
Ja tylko przytaknęłam i powoli zaczęłam próbować podnosić ręce i nogi oraz
resztę ciała. Syknęłam, gdy podniosłam się na łokciach i opadłam na poduszki.
Rana się jeszcze nie zgoiła i zaczęła nieco piec. Właśnie wtedy Joseph podszedł
do mnie z herbatą odkładając ją na stolik i przypatrując się opatrunkowi.
-Trzeba
przemyć ranę.- Powiedział, po czym podszedł do komody i wyciągnął z niej
bandaż, gazę oraz jakąś maść. Położył to wszystko na łóżku i cofnął się do
kuchni po ciepłą wodę i ręcznik. Zmieszałam się trochę, gdyż Joseph to jednak
mężczyzna. On widząc moją niepewność uśmiechnął się lekko.
-Chcę
tylko założyć ci świeży opatrunek. Nie musisz się mnie bać.- Powiedział
spokojnie. Westchnęłam i przytaknęłam oddając się w jego ręce. Joseph powoli
ściągnął bandaże i lekko zakrwawioną gazę. Zauważyłam niewielkie nacięcie,
które było czerwono- czarne, a naokoło zrobił się jakby żółty siniak.
Skrzywiłam się na ten widok, więc odwróciłam wzrok. Rana została oczyszczona,
posmarowała śmierdzącą maścią i ponownie zabandażowana. Po tym Joseph pomógł mi
usiąść prosto abym napiła się herbaty. Jakoś tak poczułam się o wiele lepiej.
Akurat wypiłam herbatę rozmawiając przy tym z Josephem o całej tej przemianie,
gdy wrócił Patrice. Patrzałam na niego nieco zszokowana. Wręcz cały był od
krwi, a jego spojrzenie mroziło krew w żyłach. Jego spojrzenie złagodniało, gdy
zauważył, że nie śpię.
-Jak
było?- Zapytał Joseph wstając.
-Dobrze.
Prezent masz na zewnątrz.- Powiedział Patrice wskazując drzwi.- A teraz
wybaczcie ale idę się umyć.- Powiedział i zniknął za drzwiami. Joseph skinął
tylko głową w moją stronę, po czym wyszedł. Była to nieco dziwna sytuacja ale
nie rozmyślałam długo nad nią. Po niecałej godzinie Patrice wyszedł z łazienki
jak zwykle w samych spodniach, a z jego włosów spływały kropelki wody. Wycierał
je nieco leniwie ręcznikiem podchodząc do mnie i siadając tuż przede mną.
-Jak
się czujesz?- Zapytał łapiąc moją dłoń.
-O
wiele lepiej. Poruszałam się nieco, a Joseph zmienił mi opatrunek.-
Powiedziałam z lekkim uśmiechem. Patrice przytaknął i przysunął się bliżej
całując mnie łapczywie. Zaskoczył mnie tym nieco ale nie protestowałam i
oddawałam pocałunki.
-Stęskniłem
się za tobą.- Powiedział patrząc w moje oczy. Jak zawsze w takich momentach
zarumieniłam się i uśmiechnęłam.
-Ja
za tobą również. Ale teraz nic nas nie rozłączy.- Położyłam dłoń na jego
policzku, gładząc go kciukiem.
-A
pamiętasz co robiliśmy zanim zasnęłaś?- Zapytał ponętnym głosem. Teraz to już
zapewne byłam cała czerwona na twarzy. Przytaknęłam odwracając od niego wzrok.
Wtem poczułam pocałunki na szyi i ramieniu na co westchnęłam. Nie trwało to
jednak długo.- Później to powtórzymy. Jak już będziesz na siłach. A wtedy ja w
namiętny sposób ci je zabiorę.- Wyszeptał mi do ucha, na co zadrżałam i
zapragnęłam go już teraz. Pamiętałam każdy moment z tamtej nocy, przez co
robiło mi się gorąco na samą myśl. Patrice odsunął się ode mnie kładąc się obok
i kładąc mnie tak, że głowę miałam na jego ramieniu, a on obejmował mnie ręką w
pasie. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go krótko, po czym zasnęłam.
Nie zapomnijcie skomentować~! :3

Ohohoho... Jak fajnie!
OdpowiedzUsuńBardzo fajny pomysł na wszystko i wybacz, ale nie mogę skomentować dużej, bo mama bierze internet xD
Dobrze, że moja nie zna się zbytnio na internecie ^^ Hehehe xp
UsuńNo i cieszę się, że się podoba ;)
Pozdrawiam~<3
#Kimie
Dzisiaj krótko.
OdpowiedzUsuńBOSKIE *o*
~Julia N.
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, o tak przemiana się dokonala... ten tekat o niebie, sianie i koniu był swietny... Patrice widać że wyjatkowy jest nie bal się śmierci i jej pyskować...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia