piątek, 20 listopada 2015

Danse Macabre- rozdział 11

Ding-dong, ding-dong, rozdział już jest~~! ^-^
Hehe~! Witam was serdecznie~! :*
Na weekend, który podobno ma być śnieżny, zapodaję wam kolejny rozdział z Danse Macabre. ;)
Akcja brnie do przodu w zawrotnym tempie. @.@ 
Informacyjnie nic wam nie powiem, bo nie ma co. Jeśli jednak macie pytania to pytać w komentarzu. ^^
Ogółem to jest już prawie 4,5 tysiąca wyświetleń~! O.O
Dziękuje, że wchodzcie. <3
Mam tylko nadzieję, że przestaniecie się bać komentować >.<
Miłego weekendu Wilczurki~! :*
Enjoy~~<3
#Kimie

Po smacznym i słodkim śniadaniu nie wiedziałam co robić. W domu miałabym teraz lekcje, a po nich poszłabym do ogrodu albo spotkała się z narzeczonym bądź szykowała coś do ślubu. Patrice powiedział, że nigdzie nie możemy iść ze względu na straż, którą moglibyśmy spotkać w lesie. Zaproponował abym coś poczytała. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z niej kilka książek. W większości były one filozoficzne ale znalazłam jedną powieść. Usiadłam wygodnie na łóżku i wciągnęłam się w lekturę. W chatce było cicho, gdyż Patrice wyszedł coś załatwić. Nie chciał mi nic powiedzieć ale nie martwiło mnie to. Wiedziałam, że wszystko ma dobrze przemyślane i zaplanowane. Po jakiś dwóch godzinach zjawił się i zabrał mi książkę odkładając ja na stolik, po czym usiadł obok mnie.

-Przybyłem, więc koniec czytania. Mamy teraz czas dla siebie i muszę z tobą o czymś porozmawiać.- Jego głos był nieco wesoły, a zarazem poważny. Przesiadł się tak, że siedział przede mną.

-No dobrze. O co chodzi?- Usiadłam wygodniej patrząc na niego uważnie. On złapał mnie za ręce chwilę milcząc.

-O twoją przemianę.- Powiedział dość poważnie. Przytaknęłam tylko czekając co mi o tym powie.- Jak już wiesz nie wszyscy zostają krukami. Są pewne kryteria aby żyć po śmierci. Najważniejszym jest chęć zemsty.- Spojrzał na mnie, a ja chwilę zastanawiałam się nad jego słowami.

-O co chodzi z tą zemstą?- Zapytałam. Nie wiedziałam po co to.

-Kruki zbierają duszę, co czyni ich takimi jakby dziećmi śmierci. Śmierć nie jest ani dobra ani zła. Dlatego trzeba mieć w sobie dobro jak i zło ale, gdyby tylko to brać jako powód zostania krukiem to byłoby ich mnóstwo. Wyjaśnię ci to tak. Rodząc się jesteś dobra. Wychowujesz się tak aby być miłą i uprzejmą. Ale musisz w pewnym czasie zacząć kogoś lub czegoś nienawidzić z całego serca. Tak nienawidzić aby nawet po śmierci chcieć zemścić się na tej osobie. Nie może być to jednak jedna osoba, gdyż jakbyś ją zabiła to nie miałabyś powodu aby „żyć” dalej. Ta nienawiść musi pochodzić z twojego serca nie z głowy. Rozumiesz?- Patrzałam na niego zastanawiając się nad tą kwestią.

-Rozumiem ale ja do nikogo i niczego nie czuję nienawiści.- Powiedziałam nieco niepewnie.

-Ależ czujesz ale musi ona wykiełkować.- Spojrzałam na niego zaskoczona.- Pomyśl o dziewczynach takich jak ty. Takie młode, a muszę się żenić z przyjacielem swojego ojca. Wiesz, że niektóre już w wieku dziesięciu lat wychodzą za mąż i każą im rodzić dzieci. Potomków rodu. Pomyśl jak one cierpią. Jak są gwałcone przez swoich mężów. Jak istnieją tylko po to aby dawać im przyjemność, rodzić dzieci i pięknie wyglądać. Jak niektóre młodo umierają, gdyż ich ciało jest jeszcze zbyt kruche aby rodzić. Jak mają zniszczoną psychikę, gdyż nie rozumieją jeszcze pojęcia bycia mamą. Jak ich życie zależy od osoby, której tak bardzo nienawidzą i gardzą. Jak zazdroszczą wieśniaczką, które najpierw się zakochują, a dopiero po tym żenią się i zakładają rodzinę. Pomyśl o tych dziewczynach.- Wręcz mnie sparaliżowało po jego słowach. Tyle w tym było prawdy. Przecież gdyby nie Patrice już niedługo wyszłabym za mąż za osobę, której nie kocham i musiałabym się z nim kochać i urodzić mu dzieci. Przecież mam dopiero szesnaście lat. A Katia. Przecież ona jest jeszcze dzieckiem, a jej matka już szuka jej męża. Poczułam wielki żal i smutek i nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać, a Patrice przytulał mnie do swojego torsu i lekko kołysał aby się uspokoiła. Przytuliłam się do niego mocno i dopiero po kilkunastu minutach uspokoiłam się. Po tym Patrice zrobił mi herbaty i dalej przytulał.

-Już lepiej?- Zapytał z głową opartą o moje ramię.

-Tak. Dziękuje.- Powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się nieco.

-Wiem, że jest to dla ciebie szok ale musisz to zrozumieć. Bez tego przemiana się nie powiedzie i ty zamiast żyć dalej umrzesz, a ja nie będę w stanie nic zrobić.- Słyszałam w jego głosie troskę. Przytaknęłam tylko i wtuliłam się w niego nieco bardziej, powoli popijając herbatę. Wypiłam ją powoli, po czym odstawiłam kubek na stolik i spojrzałam na Patrice.

-Postaram się ale musisz mi dać jednak trochę czasu. Na razie jestem zszokowana i muszę to wszystko sobie ułożyć w głowie.- Patrice uśmiechnął się lekko i przytaknął, po czym przybliżył się i delikatnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek, gdyż bardzo teraz tego potrzebowałam. Patrice objął mnie w pasie i powoli smakował moje usta. Położyłam dłonie na jego ramionach aby nie przestawał. Nagle obrócił głowę w stronę okna i wpatrywał się chwilę w nie z uwagą.

-Stało się coś?- Spytałam nie wiedząc o co chodzi.

-Musisz się schować. Szybko.- Powiedział po czym zszedł szybko z łóżka i pociągnął mnie w do łazienki.

-O co chodzi?- Zapytałam zdezorientowana.

-Szuka cię straż i jest blisko. Pewnie zapukają i przeszukają domek. Nie mogą cię znaleźć.- Powiedział szybko, po czym dotknął ściany, w której pojawiły się drzwi. Otworzył je i lekko popchnął mnie do środka.- Siedź cicho, bo mogą jeszcze cię usłyszeć. Gdy odjadą to cię wyciągnę.- Przytaknęłam tylko i po chwili zapanowała ciemność. Z mocno bijącym sercem czekałam.





Odetchnąłem, po czym szybko zamieniłem kilka rzeczy tak aby nie było znaku, że była tu kobieta. Ubrałem stary płaszcz i zamieniłem się w staruszka, co nie było dla mnie problemem. Po chwili usłyszałem konie i pukanie do drzwi. Powoli jak to na staruszka podszedłem i otworzyłem.

-Witam Panów. W czym stary człowiek może wam pomóc?- Powiedziałem z lekką wesołością, a w duchu śmiałem się głośno.

-Dzień dobry. Szukamy młodej dziewczyny. Blond włosy, niebieskie oczy, drobnej postury, młoda. Widział ją pan?- Zapytał o dziwo miło strażnik w średnim wieku.

-Nikogo tu nie widziałem. Tylko zwierzęta się tu szwendają.-

-A ktoś tu wczoraj może przejeżdżał?- Zapytał lecz czułem, że wpadł.

-Nic i nikogo nie widziałem. Było całkiem cicho.- Przytaknąłem jakoby tak dla pewności.

-Możemy wejść i sprawdzić pańską chatę?! Takie mamy procedury.- Powiedział miło.

-Proszę. Śmiało.- Gestem ręki zaprosiłem ich do środka. Weszło dwóch mężczyzn i już po chwili wyszli, kiwając głowami, że nikogo nie ma.

-No nic. Dziękujemy i przepraszamy. Jeśli by pan coś widział lub słyszał to proszę dać znać. Do widzenia.- Skinął głową, po czym wsiadł na konia.

-Do widzenia. I powodzenia!- Krzyknąłem za nimi i patrzyłem chwilę na oddalające się ich sylwetki. Wszedłem do środka zamykając drzwi i zamieniając się w swoją pierwotną postać. Zaśmiałem się i pokręciłem głową w niedowierzaniu. Jacy oni są głupi. Oderwałem się od drzwi i poszedłem do łazienki uwolnić swoją królewnę. Uśmiechnęła się, po czym rzuciła mi się na szyję.

-Odjechali?- Zapytała.

-Tak. I już pewnie nie wrócą, więc mamy spokój.- Zamknąłem drzwi i razem w uścisku doszliśmy do łóżka.- Odpocznij. Będę obok.- Położyła się i trzymając mnie za rękę zasnęła. Teraz tylko wyczekiwać tego dnia.





.........kilka dni później........

Dni mijały nam spokojnie. Straż już się nie pojawiła. Wolny czas spędzałam razem z Patrice, a gdy musiał iść „do pracy” to czytałam książki albo robiłam drobne porządki. W kwestii gotowania to Patrice albo coś robił albo coś przyniósł gotowego. Nauczył mnie robić jajecznicę dzięki czemu raz przygotowałam mu ją na śniadanie jak jeszcze spał. Wystraszył mnie robiąc miny jakby było niedobre. Fuknęłam wtedy na niego, a on się zaśmiał. Przyznał jednak, że smaczne co mnie bardzo ucieszyło. Joseph również to przyznał. Zjawił się wtedy tak nagle, że aż pisnęłam na jego widok. Przychodził czasami i rozmawiał o czymś z Patrice. Mnie zazwyczaj pytał o samopoczucie i czy czegoś mi nie brakuje. Polubiłam go, bo był naprawdę miły. (Gdyby wiedziała, że rozmawia ze śmiercią >p<- dop.aut.). Dowiedziałam się jednej ciekawej rzeczy- Patrice jest leniuchem. Rano uwielbia się do mnie przytulać i mruczy, że jeszcze chwilkę i wstanie. A gdy go szturcham to się szybko budzi i dobiera się do mnie. Nie, że mi się to nie podoba ale najpierw całuje mnie namiętnie, następnie całuje po szyi i delikatnie dotyka, a potem.......łaskocze mnie. Raz robił to tak długo, że nie miałam siły wstać. Położył wtedy głowę na moim brzuchu oplatając ramionami moje biodra i zasnął. Na dodatek tak mocno- i tak wiem, że udawał- że nie mogłam go obudzić. Po jakiś 20 minutach szarpania dałam sobie spokój i przeczesując jego włosy również zasnęłam.



Dzisiaj pogoda nie była ładna. Zbierało się na deszcz. Siedziałam tak dłuższy czas i patrzałam w okno. Po chwili zastanowienia postanowiłam wziąć długą kąpiel. Udałam się do łazienki, nalałam gorącej wręcz wody i trochę olejków, po czym ułożyłam się wygodnie w wannie. Zamknęłam oczy rozkoszując się ciepłem i zapachem kwiatów. Czułam jak wszystkie moje zmartwienia odchodzą w niepamięć. Oczywiście myśl o przemianie pozostała ale nie dręczyła mnie tak jak wcześniej. Patrice miał rację. Ta nienawiść musiała wykiełkować. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że nie tylko ja jestem tak poszkodowana i inne dziewczyny mają czasem gorzej ode mnie. Westchnęłam, otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Patrice. Chwilę tak na siebie patrzeliśmy.

-A!- Ni to krzyknęłam, ni pisnęłam odsuwając się od niego, zasłaniając się. Patrice stał oparty o brzeg wanny łokciami i patrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

-Jestem ciekaw o czym tak myślałaś, że mnie nie usłyszałaś.- Zarumieniłam się na jego słowa sama nie wiedząc dlaczego. Patrice uśmiechnął się nieco bardziej i podszedł do mnie. Patrzałam się na niego uważnie. On pochylił się i pocałował mnie krótko.- Nie siedź za długo.- Powiedział i wyszedł. A już myślałam, że będzie chciał wziąć ze mną kąpiel albo, że..... Albo wpadłam w paranoję albo to ja pragnę dotyku bardziej od niego. Z uśmiechem zaczęłam się myć. Po jakiś 20 minutach wyszłam z łazienki ubrana w delikatną sukienkę w kremowym kolorze. Spojrzałam na okno za którym ponowała ulewa. Wyciągnęłam szczotkę z komody i patrząc na deszcz czesałam swoje blond włosy. Na oślep odłożyłam szczotkę. Z amoku wyrwał mnie dotyk Patrice. Oplótł mnie rękoma w pasie przytulając się do moich pleców. Oderwałam wzrok od ona patrząc na niego z ukosa.

-Widzę, że polubiłaś deszcz.- Wręcz wyszeptał całując moją szyję. Westchnęłam i przytaknęłam tylko. Wcześniej nie przepadałam za deszczem ale od tamtego dnia, w którym dostałam pierwszą łezkę jakoś go polubiłam. Patrice delikatnie obrócił mnie w swoją stronę nadal obejmując mnie w pasie. Położyłam dłonie na jego torsie patrząc się w te czarne oczy. Staliśmy tak wpatrzeni w siebie, stykając się nosami. Patrice pochylił się i złożył najpierw delikatny pocałunek na moich ustach. Oddałam go, więc posunął się dalej z coraz większą namiętnością całując mnie. Objęłam jego szyję rękoma chcąc być bliżej niego. Po chwili poczułam coś zimnego na moich plecach. Patrice wziął sztylet i rozciął mój gorset oraz sukienkę. Nie przejęłam się tym. Usłyszałam tylko cichy brzdęk odkładanego sztyletu na stół i odgłos spadającego gorsetu, po czym poczułam chłodne dłonie na moich plecach. Westchnęłam w jego usta z lubością. Patrice zassał się na mojej dolnej wardze, następnie całując mnie od ucha, poprzez szyję do ramienia i gdy tam doszedł zsunął sukienkę, która opadła na podłogę. Poczułam się nieco zawstydzona stojąc tak przed nim nago lecz czując jego dłonie błądzące po mojej tali i plecach oraz pocałunki na szyi czułam się bosko. Patrice nie przerywając przesunął się w stronę łóżka i delikatnie mnie na nie popchnął. Opadłam na kołdrę patrząc na niego przez mgiełkę podniecenia. Chwilę stał patrząc na mnie, po czym zdjął bluzkę i zawisł nade mną. Pocałował mnie krótko ponownie skupiając się na mojej szyi i ramionach. Odchyliłam głowę do tyłu i wplotłam dłonie w jego włosy oddając się przyjemności. Powoli sunął w dół całując i podgryzając moją skórę. Jęknęłam czując jego usta na moim sutku. Ssał go i podgryzał, delikatnie przy tym masując pierś. Pojękiwałam i wzdychałam nie chcąc aby przestał. Po dłuższej chwili to uczucie jednak minęło i pocałunkami zjechał niżej. Nagle poczułam szarpnięcie, więc spojrzałam na niego. Oparł sobie moją nogę na swoim ramieniu, patrząc na mnie. I to spojrzenie sprawiło, że zrobiło mi się gorącą, bardziej niż dotychczas. Patrząc w moje oczy zaczął całować moją łydkę, kolano, idąc powoli coraz to niżej. Zadrżałam, gdy pocałował mnie blisko krocza. Wtem spojrzał na mnie pożądliwie i uśmiechnął się nieco.

I poczułam to. Jego język w.......O mój Boże! Jakie to przyjemne.

-Ach!- Jęknęłam głośno, wręcz krzyknęłam. Chciałam się zarazem odsunąć i przysunąć bliżej. Patrice jednak trzymał stanowczo moje biodra błądząc językiem po mojej cipce. Jęczałam i wzdychałam, czując się jak w niebie. Wtem przestał i zawisł nade mną.

-Za chwilę będzie jeszcze przyjemniej.- Wyszeptał chrapliwym głosem do mojego ucha i poczułam jak jego palec wślizguje się we mnie. Jęknęłam zaciskając dłoń na jego ramieniu. Patrice poruszał palcem wewnątrz mnie, całując przy tym moją szyję. Nie wiem nawet kiedy doszedł drugi palec ale przy trzecim się spięłam.

-Ciii. Spokojnie. Rozluźnij się.- Wyszeptał drażniąc moje ucho językiem. Westchnęłam tylko i odetchnęłam kilka razy. Jęknęłam z niezadowoleniem, gdy Patrice zabrał palce. Spojrzałam na niego i już chciałam coś powiedzieć lecz zamarłam. Patrice wstał i zsunął z siebie spodnie, stojąc teraz jak go matka natura stworzyła. Westchnęłam zafascynowana jego ciałem. Było idealne w każdym calu. Patrice wdrapał się z powrotem na łóżko wpijając się w moje usta. Ja w tym czasie błądziłam dłońmi po jego torsie. Jego skóra była jak jedwab. Zawahałam się nieco lecz postanowiłam odrzucić wstyd i dotknęłam jego członka, na co westchnął w moje usta. Poruszyłam ręką w górę i w dół, na co Patrice ponownie westchnął. Oderwał się od moich ust i zabrał moją dłoń z jego członka. Chwilę patrzeliśmy sobie w oczy, po czym Patrice rozszerzył moje nogi i przysunął się bliżej, powoli we mnie wchodząc. Czułam ból i przyjemność jednocześnie. Spięłam się, a z moich oczu popłynęły łzy. Patrice zaprzestał swoich ruchów masując moje podbrzusze i scałowując moje łzy. Uspokoiłam się i wtedy Patrice wszedł od razu do końca. Krzyknęłam zaciskając dłonie na pościeli. Nie ruszał się. Czekał całując moje piesi i gładząc moje biodra. Po dłuższej chwili spojrzałam się na niego wyciągnęłam dłonie obejmując jego szyję i z lekkim uśmiechem przytakując. Patrice odwzajemnił uśmiech wpijając się po tym w moje usta, zaczynając się poruszać. Jęczałam z przyjemności czując się jakby świat wirował. Nasze ciała ocierały się o siebie z każdym uchem, co podniecało mnie jeszcze bardziej. Wiłam się pod nim w ekstazie. Wbijając paznokcie w jego plecy krzyknęłam „Patrice” i doszłam. Patrice zrobił jeszcze kilka ruchów ubarwiając mój orgazm, po czym również doszedł głęboko we mnie. Moje ręce ześlizgnęły się z jego pleców na pościel. Oddychałam ciężko i w głowie mi wirowało. Po tym poczułam pustkę tam na dole, a następnie ból w klatce piersiowej. I nastała ciemność. 

1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, udało im się zmylić straż chociaż mogli jakiś list z żądaniem okupu wysłać aby bylo bardziej wiarygoniejsze... zastanawia mnie końcówka czy to ten moment właśnie jej śmierci...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń