Ding-dong, ding-dong, rozdział już jest~~! ^-^
Hehe~! Witam was serdecznie~! :*
Na weekend, który podobno ma być śnieżny, zapodaję wam kolejny rozdział z Danse Macabre. ;)
Akcja brnie do przodu w zawrotnym tempie. @.@
Informacyjnie nic wam nie powiem, bo nie ma co. Jeśli jednak macie pytania to pytać w komentarzu. ^^
Ogółem to jest już prawie 4,5 tysiąca wyświetleń~! O.O
Dziękuje, że wchodzcie. <3
Mam tylko nadzieję, że przestaniecie się bać komentować >.<
Miłego weekendu Wilczurki~! :*
Enjoy~~<3
#Kimie
Po
smacznym i słodkim śniadaniu nie wiedziałam co robić. W domu miałabym teraz
lekcje, a po nich poszłabym do ogrodu albo spotkała się z narzeczonym bądź
szykowała coś do ślubu. Patrice powiedział, że nigdzie nie możemy iść ze
względu na straż, którą moglibyśmy spotkać w lesie. Zaproponował abym coś
poczytała. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z niej kilka książek. W większości
były one filozoficzne ale znalazłam jedną powieść. Usiadłam wygodnie na łóżku i
wciągnęłam się w lekturę. W chatce było cicho, gdyż Patrice wyszedł coś
załatwić. Nie chciał mi nic powiedzieć ale nie martwiło mnie to. Wiedziałam, że
wszystko ma dobrze przemyślane i zaplanowane. Po jakiś dwóch godzinach zjawił
się i zabrał mi książkę odkładając ja na stolik, po czym usiadł obok mnie.
-Przybyłem,
więc koniec czytania. Mamy teraz czas dla siebie i muszę z tobą o czymś
porozmawiać.- Jego głos był nieco wesoły, a zarazem poważny. Przesiadł się tak,
że siedział przede mną.
-No
dobrze. O co chodzi?- Usiadłam wygodniej patrząc na niego uważnie. On złapał
mnie za ręce chwilę milcząc.
-O
twoją przemianę.- Powiedział dość poważnie. Przytaknęłam tylko czekając co mi o
tym powie.- Jak już wiesz nie wszyscy zostają krukami. Są pewne kryteria aby
żyć po śmierci. Najważniejszym jest chęć zemsty.- Spojrzał na mnie, a ja chwilę
zastanawiałam się nad jego słowami.
-O
co chodzi z tą zemstą?- Zapytałam. Nie wiedziałam po co to.
-Kruki
zbierają duszę, co czyni ich takimi jakby dziećmi śmierci. Śmierć nie jest ani
dobra ani zła. Dlatego trzeba mieć w sobie dobro jak i zło ale, gdyby tylko to
brać jako powód zostania krukiem to byłoby ich mnóstwo. Wyjaśnię ci to tak.
Rodząc się jesteś dobra. Wychowujesz się tak aby być miłą i uprzejmą. Ale
musisz w pewnym czasie zacząć kogoś lub czegoś nienawidzić z całego serca. Tak
nienawidzić aby nawet po śmierci chcieć zemścić się na tej osobie. Nie może być
to jednak jedna osoba, gdyż jakbyś ją zabiła to nie miałabyś powodu aby „żyć”
dalej. Ta nienawiść musi pochodzić z twojego serca nie z głowy. Rozumiesz?-
Patrzałam na niego zastanawiając się nad tą kwestią.
-Rozumiem
ale ja do nikogo i niczego nie czuję nienawiści.- Powiedziałam nieco niepewnie.
-Ależ
czujesz ale musi ona wykiełkować.- Spojrzałam na niego zaskoczona.- Pomyśl o
dziewczynach takich jak ty. Takie młode, a muszę się żenić z przyjacielem
swojego ojca. Wiesz, że niektóre już w wieku dziesięciu lat wychodzą za mąż i
każą im rodzić dzieci. Potomków rodu. Pomyśl jak one cierpią. Jak są gwałcone
przez swoich mężów. Jak istnieją tylko po to aby dawać im przyjemność, rodzić
dzieci i pięknie wyglądać. Jak niektóre młodo umierają, gdyż ich ciało jest
jeszcze zbyt kruche aby rodzić. Jak mają zniszczoną psychikę, gdyż nie
rozumieją jeszcze pojęcia bycia mamą. Jak ich życie zależy od osoby, której tak
bardzo nienawidzą i gardzą. Jak zazdroszczą wieśniaczką, które najpierw się
zakochują, a dopiero po tym żenią się i zakładają rodzinę. Pomyśl o tych
dziewczynach.- Wręcz mnie sparaliżowało po jego słowach. Tyle w tym było
prawdy. Przecież gdyby nie Patrice już niedługo wyszłabym za mąż za osobę,
której nie kocham i musiałabym się z nim kochać i urodzić mu dzieci. Przecież
mam dopiero szesnaście lat. A Katia. Przecież ona jest jeszcze dzieckiem, a jej
matka już szuka jej męża. Poczułam wielki żal i smutek i nawet nie wiem kiedy
zaczęłam płakać, a Patrice przytulał mnie do swojego torsu i lekko kołysał aby
się uspokoiła. Przytuliłam się do niego mocno i dopiero po kilkunastu minutach
uspokoiłam się. Po tym Patrice zrobił mi herbaty i dalej przytulał.
-Już
lepiej?- Zapytał z głową opartą o moje ramię.
-Tak.
Dziękuje.- Powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się nieco.
-Wiem,
że jest to dla ciebie szok ale musisz to zrozumieć. Bez tego przemiana się nie
powiedzie i ty zamiast żyć dalej umrzesz, a ja nie będę w stanie nic zrobić.-
Słyszałam w jego głosie troskę. Przytaknęłam tylko i wtuliłam się w niego nieco
bardziej, powoli popijając herbatę. Wypiłam ją powoli, po czym odstawiłam kubek
na stolik i spojrzałam na Patrice.
-Postaram
się ale musisz mi dać jednak trochę czasu. Na razie jestem zszokowana i muszę
to wszystko sobie ułożyć w głowie.- Patrice uśmiechnął się lekko i przytaknął,
po czym przybliżył się i delikatnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek, gdyż
bardzo teraz tego potrzebowałam. Patrice objął mnie w pasie i powoli smakował moje
usta. Położyłam dłonie na jego ramionach aby nie przestawał. Nagle obrócił
głowę w stronę okna i wpatrywał się chwilę w nie z uwagą.
-Stało
się coś?- Spytałam nie wiedząc o co chodzi.
-Musisz
się schować. Szybko.- Powiedział po czym zszedł szybko z łóżka i pociągnął mnie
w do łazienki.
-O
co chodzi?- Zapytałam zdezorientowana.
-Szuka
cię straż i jest blisko. Pewnie zapukają i przeszukają domek. Nie mogą cię
znaleźć.- Powiedział szybko, po czym dotknął ściany, w której pojawiły się
drzwi. Otworzył je i lekko popchnął mnie do środka.- Siedź cicho, bo mogą
jeszcze cię usłyszeć. Gdy odjadą to cię wyciągnę.- Przytaknęłam tylko i po
chwili zapanowała ciemność. Z mocno bijącym sercem czekałam.
Odetchnąłem,
po czym szybko zamieniłem kilka rzeczy tak aby nie było znaku, że była tu
kobieta. Ubrałem stary płaszcz i zamieniłem się w staruszka, co nie było dla
mnie problemem. Po chwili usłyszałem konie i pukanie do drzwi. Powoli jak to na
staruszka podszedłem i otworzyłem.
-Witam
Panów. W czym stary człowiek może wam pomóc?- Powiedziałem z lekką wesołością,
a w duchu śmiałem się głośno.
-Dzień
dobry. Szukamy młodej dziewczyny. Blond włosy, niebieskie oczy, drobnej
postury, młoda. Widział ją pan?- Zapytał o dziwo miło strażnik w średnim wieku.
-Nikogo
tu nie widziałem. Tylko zwierzęta się tu szwendają.-
-A
ktoś tu wczoraj może przejeżdżał?- Zapytał lecz czułem, że wpadł.
-Nic
i nikogo nie widziałem. Było całkiem cicho.- Przytaknąłem jakoby tak dla
pewności.
-Możemy
wejść i sprawdzić pańską chatę?! Takie mamy procedury.- Powiedział miło.
-Proszę.
Śmiało.- Gestem ręki zaprosiłem ich do środka. Weszło dwóch mężczyzn i już po
chwili wyszli, kiwając głowami, że nikogo nie ma.
-No
nic. Dziękujemy i przepraszamy. Jeśli by pan coś widział lub słyszał to proszę
dać znać. Do widzenia.- Skinął głową, po czym wsiadł na konia.
-Do
widzenia. I powodzenia!- Krzyknąłem za nimi i patrzyłem chwilę na oddalające
się ich sylwetki. Wszedłem do środka zamykając drzwi i zamieniając się w swoją
pierwotną postać. Zaśmiałem się i pokręciłem głową w niedowierzaniu. Jacy oni
są głupi. Oderwałem się od drzwi i poszedłem do łazienki uwolnić swoją
królewnę. Uśmiechnęła się, po czym rzuciła mi się na szyję.
-Odjechali?-
Zapytała.
-Tak.
I już pewnie nie wrócą, więc mamy spokój.- Zamknąłem drzwi i razem w uścisku
doszliśmy do łóżka.- Odpocznij. Będę obok.- Położyła się i trzymając mnie za
rękę zasnęła. Teraz tylko wyczekiwać tego dnia.
.........kilka dni
później........
Dni mijały nam spokojnie. Straż już się nie pojawiła.
Wolny czas spędzałam razem z Patrice, a gdy musiał iść „do pracy” to czytałam
książki albo robiłam drobne porządki. W kwestii gotowania to Patrice albo coś
robił albo coś przyniósł gotowego. Nauczył mnie robić jajecznicę dzięki czemu
raz przygotowałam mu ją na śniadanie jak jeszcze spał. Wystraszył mnie robiąc
miny jakby było niedobre. Fuknęłam wtedy na niego, a on się zaśmiał. Przyznał
jednak, że smaczne co mnie bardzo ucieszyło. Joseph również to przyznał. Zjawił
się wtedy tak nagle, że aż pisnęłam na jego widok. Przychodził czasami i
rozmawiał o czymś z Patrice. Mnie zazwyczaj pytał o samopoczucie i czy czegoś
mi nie brakuje. Polubiłam go, bo był naprawdę miły. (Gdyby wiedziała, że
rozmawia ze śmiercią >p<- dop.aut.). Dowiedziałam się jednej ciekawej
rzeczy- Patrice jest leniuchem. Rano uwielbia się do mnie przytulać i mruczy,
że jeszcze chwilkę i wstanie. A gdy go szturcham to się szybko budzi i dobiera
się do mnie. Nie, że mi się to nie podoba ale najpierw całuje mnie namiętnie,
następnie całuje po szyi i delikatnie dotyka, a potem.......łaskocze mnie. Raz
robił to tak długo, że nie miałam siły wstać. Położył wtedy głowę na moim
brzuchu oplatając ramionami moje biodra i zasnął. Na dodatek tak mocno- i tak
wiem, że udawał- że nie mogłam go obudzić. Po jakiś 20 minutach szarpania dałam
sobie spokój i przeczesując jego włosy również zasnęłam.
Dzisiaj pogoda nie była ładna. Zbierało się na deszcz.
Siedziałam tak dłuższy czas i patrzałam w okno. Po chwili zastanowienia
postanowiłam wziąć długą kąpiel. Udałam się do łazienki, nalałam gorącej wręcz
wody i trochę olejków, po czym ułożyłam się wygodnie w wannie. Zamknęłam oczy
rozkoszując się ciepłem i zapachem kwiatów. Czułam jak wszystkie moje
zmartwienia odchodzą w niepamięć. Oczywiście myśl o przemianie pozostała ale
nie dręczyła mnie tak jak wcześniej. Patrice miał rację. Ta nienawiść musiała
wykiełkować. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że nie tylko ja jestem tak
poszkodowana i inne dziewczyny mają czasem gorzej ode mnie. Westchnęłam,
otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Patrice. Chwilę tak na siebie patrzeliśmy.
-A!- Ni to krzyknęłam, ni pisnęłam odsuwając się od niego,
zasłaniając się. Patrice stał oparty o brzeg wanny łokciami i patrzał na mnie z
lekkim uśmiechem.
-Jestem ciekaw o czym tak myślałaś, że mnie nie
usłyszałaś.- Zarumieniłam się na jego słowa sama nie wiedząc dlaczego. Patrice
uśmiechnął się nieco bardziej i podszedł do mnie. Patrzałam się na niego
uważnie. On pochylił się i pocałował mnie krótko.- Nie siedź za długo.-
Powiedział i wyszedł. A już myślałam, że będzie chciał wziąć ze mną kąpiel
albo, że..... Albo wpadłam w paranoję albo to ja pragnę dotyku bardziej od
niego. Z uśmiechem zaczęłam się myć. Po jakiś 20 minutach wyszłam z łazienki
ubrana w delikatną sukienkę w kremowym kolorze. Spojrzałam na okno za którym
ponowała ulewa. Wyciągnęłam szczotkę z komody i patrząc na deszcz czesałam
swoje blond włosy. Na oślep odłożyłam szczotkę. Z amoku wyrwał mnie dotyk
Patrice. Oplótł mnie rękoma w pasie przytulając się do moich pleców. Oderwałam
wzrok od ona patrząc na niego z ukosa.
-Widzę, że polubiłaś deszcz.- Wręcz wyszeptał całując moją
szyję. Westchnęłam i przytaknęłam tylko. Wcześniej nie przepadałam za deszczem
ale od tamtego dnia, w którym dostałam pierwszą łezkę jakoś go polubiłam.
Patrice delikatnie obrócił mnie w swoją stronę nadal obejmując mnie w pasie.
Położyłam dłonie na jego torsie patrząc się w te czarne oczy. Staliśmy tak
wpatrzeni w siebie, stykając się nosami. Patrice pochylił się i złożył najpierw
delikatny pocałunek na moich ustach. Oddałam go, więc posunął się dalej z coraz
większą namiętnością całując mnie. Objęłam jego szyję rękoma chcąc być bliżej
niego. Po chwili poczułam coś zimnego na moich plecach. Patrice wziął sztylet i
rozciął mój gorset oraz sukienkę. Nie przejęłam się tym. Usłyszałam tylko cichy
brzdęk odkładanego sztyletu na stół i odgłos spadającego gorsetu, po czym
poczułam chłodne dłonie na moich plecach. Westchnęłam w jego usta z lubością.
Patrice zassał się na mojej dolnej wardze, następnie całując mnie od ucha,
poprzez szyję do ramienia i gdy tam doszedł zsunął sukienkę, która opadła na
podłogę. Poczułam się nieco zawstydzona stojąc tak przed nim nago lecz czując
jego dłonie błądzące po mojej tali i plecach oraz pocałunki na szyi czułam się
bosko. Patrice nie przerywając przesunął się w stronę łóżka i delikatnie mnie
na nie popchnął. Opadłam na kołdrę patrząc na niego przez mgiełkę podniecenia.
Chwilę stał patrząc na mnie, po czym zdjął bluzkę i zawisł nade mną. Pocałował
mnie krótko ponownie skupiając się na mojej szyi i ramionach. Odchyliłam głowę
do tyłu i wplotłam dłonie w jego włosy oddając się przyjemności. Powoli sunął w
dół całując i podgryzając moją skórę. Jęknęłam czując jego usta na moim sutku.
Ssał go i podgryzał, delikatnie przy tym masując pierś. Pojękiwałam i
wzdychałam nie chcąc aby przestał. Po dłuższej chwili to uczucie jednak minęło
i pocałunkami zjechał niżej. Nagle poczułam szarpnięcie, więc spojrzałam na
niego. Oparł sobie moją nogę na swoim ramieniu, patrząc na mnie. I to
spojrzenie sprawiło, że zrobiło mi się gorącą, bardziej niż dotychczas. Patrząc
w moje oczy zaczął całować moją łydkę, kolano, idąc powoli coraz to niżej.
Zadrżałam, gdy pocałował mnie blisko krocza. Wtem spojrzał na mnie pożądliwie i
uśmiechnął się nieco.
I poczułam to. Jego język w.......O mój Boże! Jakie to
przyjemne.
-Ach!- Jęknęłam głośno, wręcz krzyknęłam. Chciałam się
zarazem odsunąć i przysunąć bliżej. Patrice jednak trzymał stanowczo moje
biodra błądząc językiem po mojej cipce. Jęczałam i wzdychałam, czując się jak w
niebie. Wtem przestał i zawisł nade mną.
-Za chwilę będzie jeszcze przyjemniej.- Wyszeptał
chrapliwym głosem do mojego ucha i poczułam jak jego palec wślizguje się we
mnie. Jęknęłam zaciskając dłoń na jego ramieniu. Patrice poruszał palcem
wewnątrz mnie, całując przy tym moją szyję. Nie wiem nawet kiedy doszedł drugi
palec ale przy trzecim się spięłam.
-Ciii. Spokojnie. Rozluźnij się.- Wyszeptał drażniąc moje
ucho językiem. Westchnęłam tylko i odetchnęłam kilka razy. Jęknęłam z
niezadowoleniem, gdy Patrice zabrał palce. Spojrzałam na niego i już chciałam
coś powiedzieć lecz zamarłam. Patrice wstał i zsunął z siebie spodnie, stojąc
teraz jak go matka natura stworzyła. Westchnęłam zafascynowana jego ciałem.
Było idealne w każdym calu. Patrice wdrapał się z powrotem na łóżko wpijając się
w moje usta. Ja w tym czasie błądziłam dłońmi po jego torsie. Jego skóra była
jak jedwab. Zawahałam się nieco lecz postanowiłam odrzucić wstyd i dotknęłam
jego członka, na co westchnął w moje usta. Poruszyłam ręką w górę i w dół, na
co Patrice ponownie westchnął. Oderwał się od moich ust i zabrał moją dłoń z
jego członka. Chwilę patrzeliśmy sobie w oczy, po czym Patrice rozszerzył moje
nogi i przysunął się bliżej, powoli we mnie wchodząc. Czułam ból i przyjemność
jednocześnie. Spięłam się, a z moich oczu popłynęły łzy. Patrice zaprzestał
swoich ruchów masując moje podbrzusze i scałowując moje łzy. Uspokoiłam się i
wtedy Patrice wszedł od razu do końca. Krzyknęłam zaciskając dłonie na
pościeli. Nie ruszał się. Czekał całując moje piesi i gładząc moje biodra. Po
dłuższej chwili spojrzałam się na niego wyciągnęłam dłonie obejmując jego szyję
i z lekkim uśmiechem przytakując. Patrice odwzajemnił uśmiech wpijając się po
tym w moje usta, zaczynając się poruszać. Jęczałam z przyjemności czując się
jakby świat wirował. Nasze ciała ocierały się o siebie z każdym uchem, co
podniecało mnie jeszcze bardziej. Wiłam się pod nim w ekstazie. Wbijając
paznokcie w jego plecy krzyknęłam „Patrice” i doszłam. Patrice zrobił jeszcze
kilka ruchów ubarwiając mój orgazm, po czym również doszedł głęboko we mnie.
Moje ręce ześlizgnęły się z jego pleców na pościel. Oddychałam ciężko i w
głowie mi wirowało. Po tym poczułam pustkę tam na dole, a następnie ból w
klatce piersiowej. I nastała ciemność.

Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, udało im się zmylić straż chociaż mogli jakiś list z żądaniem okupu wysłać aby bylo bardziej wiarygoniejsze... zastanawia mnie końcówka czy to ten moment właśnie jej śmierci...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia