Ohayo~! ^^
Stęskniliście się przez weekend?
Zdarzyło się wam coś ciekawego? o.O
Ja byłam na urodzinach,a w niedzielę cieszyłam mordkę do telewizora.
Nie ma to jak Drarry~! ^^
Co do rozdziałów to eeee.......Szczerze sama nie wiem. @.@
Pewnie na koniec tygodnia pojawi się miniaturka, a jak dalej to napiszę później. :)
Teraz usiądźcie wygodnie, przyszykujcie chusteczki i czytajcie.
Enjoy~! *.* #Kimie
No i nastał nieszczęsny poniedziałek. Z
dziewczynami czekałam już na placu szkoły na chłopaków. A to wszystko wina
Yuko. Zadzwoniła do mnie o 5:30 abym była o 6:20 na przystanku autobusowym. Na
początku myślałam, że się coś stało, więc czym prędzej tam poszłam. Na miejscu
spotkałam Megumi, do której również Yuko zatelefonowała. Po chwili przyszła
Yuko i kazała nam się pospieszyć. Biegłyśmy z jakąś chwilę, aż znalazłyśmy się
pod piekarnią. Okazało się, że Yuko chciała kupić jakieś bułeczki, które
wysprzedają się w pół godziny. W taki więc oto sposób jestem w szkole od 7 rano
z jeszcze ciepłymi bułeczkami w torbie i czekam na swojego chłopaka i resztę.
Pierwszy zjawił się Shunsuke, który po krótkim przywitaniu pobiegł do trenera.
Krótko po nim przyszli bliźniacy.
-Hejka.- Powiedział wesoło Jason. Podszedł do
mnie i dał mi buziaka.- Cześć Skarbie.- Uśmiechnął się szeroko.
-Hejo.- Zaśmiałam się i przytuliłam do niego.
Jak ja lubię się do niego tulić. Jason w odpowiedzi objął mnie w pasie.
-Joni~!- Krzyknęła uradowana Yuko i rzuciła się
swojemu facetowi na szyję.
-Yuko~!- Joni przytulił mocno Yuko, całując ją w
czółko.
-Zachowujecie się, jakbyście się nie widzieli
przez miesiąc.- Stwierdziła Megi, co wywołało u nas cichy śmiech. Tuż po tym
pojawili się Kiyoshi i Rune. Rune zarzucił rękę na ramiona Kiyoshiego. O czymś
najwyraźniej dyskutowali. Zauważyłam jak niektóre dziewczyny uśmiechają się na
ich widok.
-Me-gu-mi.- Zasylabował Kiyoshi i przytulił się
do niej. Rune natomiast zamiast się odsunąć to przytulił się do pleców Megumi.
Muszę przyznać, że trochę zabawnie to wyglądało. Po chwili obaj się od niej
odkleili.
-Kiyoshi, a co się u was wczoraj działo?-
Spytała Yuko z lekkim uśmieszkiem.
-Nic. A co miałoby się dziać. Spaliśmy wręcz
cały dzień.- Powiedział oczywistą oczywistość, jakby nie przypominał sobie co
robił po naszej telefonicznej rozmowie.
-To dlaczego Rune jęczał po naszej rozmowie?-
Stwierdziła już bardziej podekscytowana Yuko.
-Bo robiłem mu masaż.- Po tych słowach bliźniacy
zaczęli się śmiać pod nosem.
-To prawda. Byłem bardzo zesztywniały.-
Odetchnął jakby z ulgą Rune, na co chłopaki zaczęli się już jawnie śmiać. Ja
również zaczęłam się cicho śmiać. No bo w ich słowach jest jawny podtekst. Yuko
natomiast zrobiła niezadowoloną minkę. Najwyraźniej wyobrażało sobie coś
całkiem innego.
-Właśnie.- Powiedział Jason, gdy przestał się
śmiać.- Dowlokłeś się do willi?- Spytał się Runiego.
-No co ty?! Runi musiał u mnie zostać. Kto by mi
kawę rano zrobił?!- Odpowiedział za Runiego Kiyoshi.
-Kiyoshi ty to masz za dobrze. Ja ci rano robię
kawę, a Emi śniadanie. A jak Megumi się do ciebie wprowadzi to będziesz miał
full wypas. Sex z rana jak śmietana.- Po tych słowach bliźniacy, ja, Yuko i
Kiyoshi zaczęliśmy się śmiać. Megumi natomiast zrobiła się czerwona niczym
dorodny pomidor.
-Rune!!- Krzyknęła zażenowana i zawstydzona.
-Rune wiec, że jeśli Megumi się do mnie
wprowadzi to ty mi potrzebny nie będziesz.- Powiedział Kiyoshi nadal cicho się
śmiejąc.
Megumi natomiast fuknęła obrażona i cała
czerwona na twarzy.- Oj Megi. Nie obrażaj się.- Powiedział Kiyoshi, przytulając
się do jej pleców.- Runi, gdy ma dobry humor mówi co mu ślina na język
przyniesie. I....- Kiyoshi powiedział coś Megumi na ucho na co ona zrobiła się
jeszcze bardziej czerwona, o ile to możliwe. Obróciła się i przytuliła do jego
torsu, chowając twarz. Obróciłam się i moim oczom ukazał się Louis.
-Cześć Lou.- Pomachałam do niego z uśmiechem.
-Louis.- Powiedział z uśmieszkiem Rune na co
reszta chłopaków się uśmiechnęła.
-Zgińcie. Przepadnijcie.- Powiedział Lou,
przechodząc obok nas, na co oczywiście chłopacy zaczęli się śmiać.
-Co wy mu zrobiliście?- Spytałam, patrząc się
podejrzliwie na chłopaków, a zwłaszcza na Runiego.
-Impreza była bardzo fajna.- Stwierdził tylko
Rune i skierowaliśmy się do budynku szkoły. Nagle coś mi się przypomniało.
-Jason.- Pociągnęłam mojego chłopaka za ramię.
-Tak Skarbie?!- Obrócił się do mnie z lekkim
uśmiechem.
-A co z Shunem? Bo wiesz on nie wie kim tak
naprawdę jesteście. A ja nie chcę przed nim tego ukrywać, bo jest to mój
przyjaciel.- Mówiąc to patrzeliśmy sobie w oczy.
-To nie problem mu powiedzieć. Powiemy reszcie o
tym i zgadamy się kiedy mu to wyjawimy. A teraz nie rób już takiej smutnej
minki, bo Rune walnie jeszcze jakiś komentarz.- Stwierdził z uśmiechem Jason.
-No wiesz co Jason. Żeby doprowadzać swoją
dziewczynę do takiego smutku. Coś się w nocy nie postarałeś aby ją zadowolić.-
Skomentował Rune, widząc moją minę. Mi na jego słowa opadła szczęka, a reszta
zaczęła się śmiać. Muszę stwierdzić jedno- Rune z dobrym humorem to straszny
Rune. Aż się boję co będzie dalej.
W końcu duża przerwa. Mam dość fizyki na wieki.
Po co się tego uczyć??! Jak to zwykle bywa przesiadujemy na dachu szkoły.
Oczywiście Shunsuke znowu musiał pobiec do trenera. Rune poradził mu, że gdy
skoczy z dachu to będzie szybciej. Shun na te słowa uśmiechnął się szeroko i
oznajmił, że jednak pójdzie schodami.
-Wyjdziemy gdzieś dzisiaj?- Zapytała Yuko,
jedząc podwieczorek w postaci ciasteczka.
-Ja nie mogę.- Powiedział Kiyoshi, który był
karmiony przez Megumi.
-Dlaczego?- Spytała zdziwiona Megi, patrząc na
swojego chłopaka.
-Zapomniałaś? Idę się dzisiaj spotkać z
rodzinką.- Powiedział spokojnie.
-Pewnie dopiero rano cię wypuszczą.- Stwierdził
ze śmiechem Louis.
-Tego jestem pewny na 100 procent. Nie odpuszczą
sobie imprezki.- Stwierdził Kiyoshi, biorąc po tym jedzenie od Megi.
-To u was rodzinne.- Powiedział wesolutki Runi,
który siedział na skraju dachu. Dopiero teraz zauważyłam jaki jest chudy. Ale
nie w takim złym znaczeniu.
-Właśnie. Co zrobiliście Louisowi, że rano miał
ochotę was zabić??- Na moje słowa chłopacy zaczęli się śmiać. Tylko Louisowi
zrzedła mina.
-Wiesz Mari. Lou nie jest tak odporny na alkohol
jak my.- Stwierdził jakby z dumą Rune.
-Czyli??- Nadal nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Czyli Louis miał takiego kaca, że ledwo co
chodził i przeklinał przy tym na prawo i lewo.- Na słowa Runiego chłopacy znowu
zaczęli się śmiać, a Louis kręcił głową.
-Nigdy więcej z wami nie piję.- Stwierdził
stanowczo Lou, wracając do spożywania swojego drugiego śniadania.
-Zawsze tak mówisz, a mimo to nadal z nami
pijesz.- Stwierdził nadal się śmiejąc Kiyoshi. Louis na jego słowa tylko
prychnął i dalej jadł śniadanie.
-Właśnie! Jason rozmawiałeś już z chłopakami?-
Spytałam się go, jedząc serek.
-Tak, tak. Zrobimy to jutro, jeśli nie masz nic
przeciwko.- Ja tylko pokiwałam przecząco głową i wtuliłam się w niego. Reszta
przerwy minęła nam spokojnie. Po lekcjach życzyliśmy Kiyoshiemu szczęścia, a
sami udaliśmy się na lody. Oczywiście nie obeszło się bez komentarzy ze strony
Runiego typu „Bardzo subtelnie jesz tego loda Mari”, czy „Więc tak bardzo
lubicie lody śmietankowe”. Przez te jego komentarze byłam czerwona niczym burak
i nie mogłam spojrzeć się na Jasona. Raz to zrobiłam i pożałowałam tego, gdyż
patrzał na mnie pożądliwym wzrokiem.
Na spokojnie wróciłem do domu. Oczywiście od
razu zostałem przywitany przez moją córeczkę. Skierowałem się do siebie.
Wziąłem prysznic, a po tym stałem jakieś 20 minut zastanawiając się, co ubrać.
Zdecydowałem się na czarne jeansy, białą koszulę na krótki rękaw i granatową
marynarkę. Popsikałem się trochę perfumem, przeczesałem włosy i wyszedłem.
-No, no, no. Nasz Tatuś chyba idzie na podryw.-
Stwierdziła Chiyo z szerokim uśmiechem.
-Tatuś idzie do Tatusia i Mamusi.- Powiedziałem
ze śmiechem.- Jak się czujesz?- Spytałem się Chiyo. Mimo iż była w 2 miesiącu
ciąży to wyglądała jakby była w 7.
-Dobrze-bobrze.- Uśmiechnęła się, głaskając się
po brzuchu. Przytuliłem ją, dając jej buziaka w czółko.
-Popilnuj tutaj. I nie mów Ayako, gdzie
poszedłem. Nie chce zaliczać dzisiaj zaręczyn.- Chiyo zaśmiała się na moje
słowa, po czym dała mi buziaka w policzek i pomachała na do widzenia. Ja
natomiast zamieniłem się w wilka i ruszyłem w drogę. Ich obóz nie był daleko, a
ja nie musiałem się spieszyć. Przystanąłem kilka metrów przed obozem i z
powrotem zamieniłem się w człowieka. Zarzuciłem na ciebie szatę. Chciałem
zrobić im małą niespodziankę. Tak ubrany przeszedłem ten kawałek drogi i
wszedłem do obozu.
..........W
obozie.........
W obozie było cicho. Niektórzy siedzieli grupami
i rozmawiali, inni ucinali sobie drzemkę, a jeszcze inni po prostu czymś się
zajmowali. Grupka mężczyzn siedziała przy stole i rozmawiała.
-Żal mi Imari.- Powiedział jeden z nich.
-Nic na to nie poradzimy.- Stwierdził drugi,
spoglądając na szefową, która leżała ze smutną miną w hamaku.
-Poradzimy, jeśli znajdziemy w końcu Kiyoshiego.
Jak myślicie, żyje gdzieś jeszcze?- Stwierdził ten pierwszy.
-Ja myślę, że tak. W końcu to syn Yoshinoriego i
Imari.- Stwierdził trzeci z mężczyzn.
-Ile bym dał aby zobaczyć tego urwisa.-
Powiedział czwarty z lekkim uśmiechem, na co został poklepany po plecach w
geście pocieszenia.
-Kto to?- Zapytał nagle jeden z mężczyzn, patrząc
się w lewo. Do obozu weszła jakaś postać, ubrana w czarną szatę. Nie było widać
jej twarzy, gdyż zasłaniał ją kaptur. Mężczyźni zerwali się ze swoich miejsc,
wzięli miecze i podeszli do nieznajomego.
-Co tu robisz?? Czego chcesz?? Odejdź stąd jeśli
ci życie miłe.- Powiedział jeden z mężczyzn. Swoim zachowaniem wzbudził
ciekawość innych osób z watahy. Tajemnicza osoba podniosła ręce ku górze aby
rozwiązać płaszcz. Gdy to zrobiła opadł on na ziemię ukazują młodego mężczyznę
o białych włosach i złotych oczach.
-Ukazałeś swą twarz. A teraz mów czego chcesz!-
Powiedział drugi z mężczyzn, nie rozpoznając tak długo szukanej osoby.
-Czekajcie!- Usłyszeli głos szefowej, która
stała zaledwie kilka metrów od nich. Patrzała ona zszokowana na przybyłego
chłopaka. Otwierała i zamykała usta, jakby chciała coś powiedzieć.- Czy....Czy
ty....Czy ty jesteś...- Próbowała skleić zdanie, wskazując na chłopaka. Kiyoshi
tylko uśmiechnął się widząc zachowanie swojej rodzicielki.
-Tak mamo.- Powiedział te dwa krótkie słowa,
które w kobiecie wywołały lawinę uczuć i emocji.
-Kiyoshi!!- Podbiegła do niego ze łzami w oczach
i mocno się do niego przytuliła. Kiyoshi odwzajemnił uścisk. Tak bardzo mu tego
brakowało. Imari odsunęła się na chwilę od niego. Położyła dłonie na jego
policzkach, patrząc na jego całą twarz.
-Synku. To naprawdę ty.- Powiedział przez łzy i
ponownie się do niego przytuliła.
-Tak mamo. To ja. Znów jesteśmy razem.-
Powiedział Kiyoshi, mocno przytulając mamę. Szef słysząc zamieszanie wyszedł z
namiotu. Widząc co się dzieje uśmiechnął się szeroko.
-Yoshi!!- Krzyknęła kobieta, odsuwając się od
syna.- Chodź tutaj szybko!!- Krzyknęła, głaskając syna po policzku. Yoshinori
spokojnym krokiem podszedł do swojej żony i syna.- To Kiyoshi. On wrócił.-
Powiedziała uradowana Imari.
-Wiem, wiem.- Zaśmiał się na jej zachowanie.
Spojrzał na swojego pierworodnego. Kiyoshi uśmiechnął się szeroko i wyciągnął
do ojca rękę. Ten podszedł bliżej i uściskał zarówno jego jak i swoją żonę.-
Witaj z powrotem synku.- Powiedział radośnie, odsuwając się od niego.
-Dzięki tato.- Uśmiechnął się i ponownie
przytulił do swojej matki.
-Uwaga wszyscy!!- Krzyknął Ishikawa.- Mój syn
wrócił!! Kiyoshi się w końcu odnalazł!!- Po tych słowach zapanowała wrzawa.
Wszyscy krzyczeli i klaskali ze szczęścia.
Aż nie mogę w to uwierzyć. Gdy wchodziłem do
obozu serce waliło mi jak młot. A gdy zobaczyłem swoją mamę od razu miałem
ochotę ją przytulić. Cały czas uśmiechałem się jak wariat.
-Wiesz Kiyoshi. Musisz się teraz ze wszystkimi
przywitać.- Stwierdził ojczulek z uśmiechem. Pierwszego, którego rozpoznałem
był wujaszek Manabu, który przywitał mnie z resztą jako pierwszy.
-Cześć wujaszku.- Podszedłem do niego i
przytuliłem się.
-Kiyoshi. Jak dobrze cię znowu widzieć.-
Powiedział ze szczerym uśmiechem.
-Kiyoshi!- Nagle przytulił się do mnie mój
kuzyn.
-Już dobrze Shiba. Nie ucieknę, więc możesz już
mnie puścić.- Trzymał mnie tak, jakbym miał się za chwilę rozpuścić. Odkleił
się ode mnie z uśmiechem i łzami w
oczach.
-Taki sobie wujaszek Takaji.- Ale mi się
zrymowało. Przywitałem się teraz z wujaszkiem wesołkiem. On tylko przytulił
mnie z uśmiechem. Najwyraźniej mu mowę odjęło, gdy mnie zobaczył. Odwróciłem
się do ostatniej osoby, z grupy powitalnej. Ten mężczyzna patrzał się na mnie z
niedowierzaniem i szczęściem.
-Część wujaszku Shiki.- Powiedziałem z wielkim
uśmiechem, wyciągając do niego ręce.
-Kiyoshi.- Wydukał i przytulił mnie mocno do
siebie.
-Ej wujek. Bo mi żebra połamiesz.- Zaśmiałem się
z małą ilość powietrza w płucach. Wujaszek odkleił się ode mnie na wyciągnięcie
rąk.
-Kiyoshi. Mój chrześniaku. Jak dobrze cię
widzieć. Ale urosłeś.- Nadal chyba niedowierzał, że tu jestem.
-Ciebie również dobrze widzieć ojcze chrzestny.-
Dobrze, że nie wygląda jak ten z filmu. Po tym zacząłem się witać z resztą
rodziny. Zauważyłem taż kilka nowych osób. Oczywiście po przywitaniu rozpoczęła
się zabawa. Usiadłem przy jednym stole z rodzicami, ojcem chrzestnym,
wujaszkami i kuzynem Shibą, który nie chciał się ode mnie odkleić.
-No Kiyoshi. Opowiadaj co porabiałeś przez te
wszystkie lata.- Stwierdził z szerokim uśmiechem Manabu.
-Oj dużo się wydarzyło. Ale spokojnie. Zdążę wam
wszystko opowiedzieć.- Stwierdziłem z uśmiechem.
-Nie cieszysz się z powrotu naszego syna?!-
Usłyszałem głos matki.
-Cieszę się. Ale już wcześniej się z nim przywitałem.-
Powiedział w obronie ojciec.
-Jak to wcześniej?- Spytała zdziwiona mamusia.
-Dwa miesiące temu ojciec przyszedł do mojego
obozu.- Zabrałem głos na co wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie.- Ale, gdy
go zobaczyłem kazałem mu się wynosić. Byłem na niego wściekły. Na was.
Myślałem, że mnie porzuciliście. Ale na szczęście niedawno co ojciec przyszedł
i wyjaśnił mi jak to naprawdę było.- Co prawda to prawda.- Teraz jest już
wszystko w porządku. Cieszę się, że ponownie mam rodzinę.- Po tych słowach złapałem
moją mamę za rękę. Mamusia w odpowiedzi uśmiechnęła się czule i pocałowała mnie
w policzek.
-Ale powiem ci Kiyoshi, że jesteś chyba
przystojniejszy od ojca.- Na słowa Takajiego zaczęliśmy się śmiać.
-Po pierwsze, bo jestem młodszy. A po drugie zostałem
urodzony przez piękną kobietę.- Tu spojrzałem się zadziornie na mamusię, która
napawała się dumą.
-Twoja żona musi być szczęściarą.- Stwierdził z
uśmiechem Shiba, z kawałkiem mięsa na widelcu.
-Jaka żona?! Ja nadal jestem kawalerem.-
Stwierdziłem, kradnąc mu z talerza żarcie.
-Masz już 300 lat i nadal żony nie masz?!-
Spytał z niedowierzaniem Manabu.
-Nie znalazłem odpowiedniej kandydatki na to
miejsce.- Oczywiście na razie zachowam dla siebie to, że z tą idealną
kandydatką aktualnie się spotykam.
-Skończmy ten temat o małżeństwie. Ty lepiej mów
co się wydarzyło przez ten czas.- Spytał już zniecierpliwiony Shiki.
-Hmmm.....Z takich najważniejszych to chyba to,
że mam swój klan.- Stwierdziłem zajadając się mięskiem. Przy okazji przesiadłem
się, siadając między rodzicami. Wziąłem trochę mięsa do ręki i przysunąłem z
uśmiechem ojcu pod nos. Ten zaśmiał się krótko i przyjął jedzonko.
-No, no, no. Pewnie długo walczyłeś o to
stanowisko.- Stwierdził Shiki dumny ze swojego chrześniaka, czyli mnie.
-Wcale. Po prostu spotkałem gościa w lesie.
Zaczął się stawiać. Zamachnąłem się kilka razy i po chwili leżał martwy na
ziemi. Po chwili przybiegł jakiś chłopak i powiedział, że zabiłem wodza i nim
zostałem. Patrzyłem się na niego jak na jakiegoś wariata. Ale poszedłem za nim
do obozu. On ogłosił mnie nowym szefem. Oczywiście zaczęły się jakieś bunty.
Wkurzony stwierdziłem, że jeśli ktoś mi się przeciwstawi to urwę mu łeb i
nabiję na pal, a po tym upiekę. Kilka osób się sprzeciwiło to ich po prostu
zabiłem. Teraz jest już spokojnie i nie muszę się niczego obawiać.- Mówiąc to
cały czas karmiłem ojca.
-Charakterek po mamusi.- Stwierdził Shiki, na co
oczywiście zaczęliśmy się śmiać.- A tak to poznałeś kogoś ciekawego?
-Mam przyjaciół i przyjaciółki.- Stwierdziłem
spokojnie, pijąc winko.
-A długo się znacie?- Dopytywał wujaszek.
-Z chłopakami prawie te 300 lat, a z
dziewczynami od niedawna.- Niech się cieszą, że nie powiedziałem „z
idiotami”.
-Poznałeś jakieś inne wilki.- Powiedział z
uśmieszkiem wujaszek.
-Nie. To są 3 wampiry i jeden elf. Oczywiście
znam ich więcej, ale z tymi się przyjaźnię.- Po tych słowach przy stole
zapanowała cisza. Wszyscy patrzeli się na mnie zszokowani.
-Przyjaźnisz się z wampirami?- Spytał
niedowierzając Takaji.
-Tak. Coś w tym złego?- Patrzałem się na nich
jak na idiotów.
-Przecież wiesz, że wilki i wampiry nie mogą żyć
razem.- Stwierdził stanowczo wujek Manabu.
-To są bujdy na resorach. Gdyby tak było już
dawno leżał bym martwy 2 metry pod ziemią. Oni są naprawdę spoko i nie raz
uratowali mi dupsko. Na przykład ostatnio gdy......- Zamilkłem przypominając
sobie, że nie miałem o tym mówić.
-Gdy co?- Spytała moje rodzicielka, a ja już
wiedziałem, że się wkopałem.
-Ostatnio walczyłem z takim wilkiem i innymi. No
i byłem bardzo ranny. Dzięki szybkiej reakcji mojego przyjaciela wampira dziś
mogę tu z wami siedzieć.- Ledwo te słowa przeszły mi przez gardło. Wszyscy
patrzeli na mnie zszokowani.
-Już dobrze się czujesz? Masz jeszcze jakieś
rany? Co się dokładnie stało?- I lawina pytań od mamusi, która patrzała na mnie
troskliwym wzrokiem i najchętniej przebadała by mnie na 1000 sposobów.
-Już wszystko dobrze. Doktorek wampir poskładał
mnie do kupy.- Na moje słowa moja rodzicielka aż zbladła.
-No to jednak muszę przyznać, że nie mogą być
tacy źli.- Stwierdził ojciec Shiki.
-Poznacie ich to sami ocenicie.- Bo nie dało by
się ich chować przez ten cały czas. Musiałem nawet Runiemu wybić z głowy
przyjście tutaj.
-Kiyoshi! Zamień się w wilka.- Powiedział
podekscytowany kuzyn Shiba.
-No dobra. Ale ty pierwszy.- Wskazałem na
swojego kuzyna. On radośnie wstał i po chwili tuż obok wujaszka Manabu stal
szary wilk. Nie mając innego wyboru wstałem i poszedłem za namiot. Tam
zamieniłem się w wilka. Wyszedłem za niego i podszedłem bliżej stołu. Wszyscy
tam siedzący mieli pootwierane buzie z wrażenia.
-To futro aż się błyszczy.- Stwierdził
zachwycony Takaji. Ja natomiast spojrzałem się na swojego kuzyna i postanowiłem
się trochę zabawić. Zacząłem na niego warczeć. Po chwili załapał o co chodzi i
zaczął uciekać. Goniliśmy się tak chwilę po obozie, by nadal pełni energii
wrócić do stolika. Nadal w wilczej postaci podszedłem do mojej rodzicielki i
położyłem głowę na jej ramieniu. Ona zaczęła drapać mnie za uchem na co
zacząłem się do niej wtulać.
-Pieszczoch mały.- Zaśmiała się Imari na moje
poczynania. Z powrotem zamieniłem się w człowieka i zająłem swoje miejsce.
-Wyrosłeś na wspaniałego wilka Kiyoshi.-
Stwierdził z dumą Shiki.
-Jako jedyny syn musiałem tak zrobić.-
Uśmiechnąłem się ale zawtórowała mi cisza.- Coś się stało?- Spoglądałem to na
ojca to na matkę.
-Bo wiesz Kiyoshi......Ty nie jesteś
jedynakiem.- Powiedziała moja mama.- Masz jeszcze brata i siostrę.-
Powiedziała, patrząc się na swoje buty. Patrzałem na nią zszokowany. Mam
rodzeństwo.
-Minęło już tyle lat, a moje życzenie nadal się
nie spełniło.- Powiedziałem, wzdychając ciężko.
-Jakie życzenie?- Spytał skołowany ojciec.
-Chciałem przecież dwie siostrzyczki. Więc mam
nadzieję, że może na następne urodzin się to spełni.- Powiedziałem, spoglądając
na rodziców. Tymczasem wujkowie i kuzyn nie mogli przestać się śmiać.- Mamo.
Tato. Nie mam wam tego za złe. Wręcz przeciwnie. Bardzo się cieszę, że mam
rodzeństwo. I bardzo chętnie ich poznam.- Powiedziałem, uśmiechając się do
nich.
-Przyjadą w weekend. Wysłaliśmy ich do Internatu
aby się uczyli, a nie jeździli z nami po kraju. Ale na pewno się ucieszą z
twojego powrotu. Trochę im o tobie opowiadaliśmy.- Powiedział ojciec z
uśmiechem. Mamcia natomiast przytuliła się do mnie jakby w podzięce.
-Na razie dość o mnie. Teraz wy coś
poopowiadajcie. Właśnie! Gdzie będziecie mieszkać?- Bo jeśli dobrze myślę to
zostają w mieście.
-Niedaleko stąd budujemy obóz. Z jakiś miesiąc
pozostaniemy tutaj.- Stwierdził ojczulek, a ja wpadłem na pomysł.
-To może na tan czas zamieszkacie w moim obozie?
Miejsce się znajdzie i przy okazji spędzimy razem trochę czasu.- Trochę wygody
im się należy. Mama z tatą wymieniali spojrzenie, jakby czytali sobie w
myślach.
-Jeśli nie będzie ci to przeszkadzać to czemu
nie.- Powiedział ojciec z uśmiechem.
-Wcale a wcale. To jutro przyjdę po was i
zabierzemy się do mnie.- Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami. Po tym
porozmawialiśmy jeszcze trochę, a następnie każdy udał się na spoczynek.
Oczywiście mamusia zaciągnęła mnie do ich namiotu abym przenocował. Przebrałem się
i położyłem obok mamusi, robiąc sobie z jej brzucha poduszkę. Od razu udałem
się w objęcia Morfeusza.
A tu macie Rukiego, który zapomniał tekstu >.<



>w< zajebiste nie moge sie doczekać kiedy bedzie nowy rozdział i Twin Blood oraz Danse Macabre. Przepraszam również za spóźniony koment z powodu iż nie miałam internetu gomene ;_;
OdpowiedzUsuńPowodzenia
~Julia N.
Wiem co to za ból nie mieć internetu -.- Raz pamiętam nie miałam przez miesiąc, a to akurat lato było i nic ciekawego do roboty, bo za gorąco >.< Z takiego powodu wybaczam i cieszę się, że się podobał kolejny rozdział TB jak i nowa seria ;)
UsuńPozdrawiam~! #Kimie ^.^
Witam!! Zostaliście nominowani do LA!
OdpowiedzUsuńSzczegóły na: http://tworczosc-kill-chan.blogspot.com/
Hej,
OdpowiedzUsuńciekawe jak Shun zareaguje, a spotkanie z rodzinką, ma rodzinę świetnie...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia