poniedziałek, 27 lipca 2015

Twin Blood 2- rozdział 5

Ohayo~! ^^
Stęskniliście się przez weekend? 
Zdarzyło się wam coś ciekawego? o.O
Ja  byłam na urodzinach,a w niedzielę cieszyłam mordkę do telewizora.
Nie ma to jak Drarry~! ^^
Co do rozdziałów to eeee.......Szczerze sama nie wiem. @.@
Pewnie na koniec tygodnia pojawi się miniaturka, a jak dalej to napiszę później. :)
Teraz usiądźcie wygodnie, przyszykujcie chusteczki i czytajcie.
Enjoy~! *.* #Kimie

No i nastał nieszczęsny poniedziałek. Z dziewczynami czekałam już na placu szkoły na chłopaków. A to wszystko wina Yuko. Zadzwoniła do mnie o 5:30 abym była o 6:20 na przystanku autobusowym. Na początku myślałam, że się coś stało, więc czym prędzej tam poszłam. Na miejscu spotkałam Megumi, do której również Yuko zatelefonowała. Po chwili przyszła Yuko i kazała nam się pospieszyć. Biegłyśmy z jakąś chwilę, aż znalazłyśmy się pod piekarnią. Okazało się, że Yuko chciała kupić jakieś bułeczki, które wysprzedają się w pół godziny. W taki więc oto sposób jestem w szkole od 7 rano z jeszcze ciepłymi bułeczkami w torbie i czekam na swojego chłopaka i resztę. Pierwszy zjawił się Shunsuke, który po krótkim przywitaniu pobiegł do trenera. Krótko po nim przyszli bliźniacy.
-Hejka.- Powiedział wesoło Jason. Podszedł do mnie i dał mi buziaka.- Cześć Skarbie.- Uśmiechnął się szeroko.
-Hejo.- Zaśmiałam się i przytuliłam do niego. Jak ja lubię się do niego tulić. Jason w odpowiedzi objął mnie w pasie.
-Joni~!- Krzyknęła uradowana Yuko i rzuciła się swojemu facetowi na szyję.
-Yuko~!- Joni przytulił mocno Yuko, całując ją w czółko.
-Zachowujecie się, jakbyście się nie widzieli przez miesiąc.- Stwierdziła Megi, co wywołało u nas cichy śmiech. Tuż po tym pojawili się Kiyoshi i Rune. Rune zarzucił rękę na ramiona Kiyoshiego. O czymś najwyraźniej dyskutowali. Zauważyłam jak niektóre dziewczyny uśmiechają się na ich widok.
-Me-gu-mi.- Zasylabował Kiyoshi i przytulił się do niej. Rune natomiast zamiast się odsunąć to przytulił się do pleców Megumi. Muszę przyznać, że trochę zabawnie to wyglądało. Po chwili obaj się od niej odkleili.
-Kiyoshi, a co się u was wczoraj działo?- Spytała Yuko z lekkim uśmieszkiem.
-Nic. A co miałoby się dziać. Spaliśmy wręcz cały dzień.- Powiedział oczywistą oczywistość, jakby nie przypominał sobie co robił po naszej telefonicznej rozmowie.
-To dlaczego Rune jęczał po naszej rozmowie?- Stwierdziła już bardziej podekscytowana Yuko.
-Bo robiłem mu masaż.- Po tych słowach bliźniacy zaczęli się śmiać pod nosem.
-To prawda. Byłem bardzo zesztywniały.- Odetchnął jakby z ulgą Rune, na co chłopaki zaczęli się już jawnie śmiać. Ja również zaczęłam się cicho śmiać. No bo w ich słowach jest jawny podtekst. Yuko natomiast zrobiła niezadowoloną minkę. Najwyraźniej wyobrażało sobie coś całkiem innego.
-Właśnie.- Powiedział Jason, gdy przestał się śmiać.- Dowlokłeś się do willi?- Spytał się Runiego.
-No co ty?! Runi musiał u mnie zostać. Kto by mi kawę rano zrobił?!- Odpowiedział za Runiego Kiyoshi.
-Kiyoshi ty to masz za dobrze. Ja ci rano robię kawę, a Emi śniadanie. A jak Megumi się do ciebie wprowadzi to będziesz miał full wypas. Sex z rana jak śmietana.- Po tych słowach bliźniacy, ja, Yuko i Kiyoshi zaczęliśmy się śmiać. Megumi natomiast zrobiła się czerwona niczym dorodny pomidor.
-Rune!!- Krzyknęła zażenowana i zawstydzona.
-Rune wiec, że jeśli Megumi się do mnie wprowadzi to ty mi potrzebny nie będziesz.- Powiedział Kiyoshi nadal cicho się śmiejąc.
Megumi natomiast fuknęła obrażona i cała czerwona na twarzy.- Oj Megi. Nie obrażaj się.- Powiedział Kiyoshi, przytulając się do jej pleców.- Runi, gdy ma dobry humor mówi co mu ślina na język przyniesie. I....- Kiyoshi powiedział coś Megumi na ucho na co ona zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, o ile to możliwe. Obróciła się i przytuliła do jego torsu, chowając twarz. Obróciłam się i moim oczom ukazał się Louis.
-Cześć Lou.- Pomachałam do niego z uśmiechem.
-Louis.- Powiedział z uśmieszkiem Rune na co reszta chłopaków się uśmiechnęła.
-Zgińcie. Przepadnijcie.- Powiedział Lou, przechodząc obok nas, na co oczywiście chłopacy zaczęli się śmiać.
-Co wy mu zrobiliście?- Spytałam, patrząc się podejrzliwie na chłopaków, a zwłaszcza na Runiego.
-Impreza była bardzo fajna.- Stwierdził tylko Rune i skierowaliśmy się do budynku szkoły. Nagle coś mi się przypomniało.
-Jason.- Pociągnęłam mojego chłopaka za ramię.
-Tak Skarbie?!- Obrócił się do mnie z lekkim uśmiechem.
-A co z Shunem? Bo wiesz on nie wie kim tak naprawdę jesteście. A ja nie chcę przed nim tego ukrywać, bo jest to mój przyjaciel.- Mówiąc to patrzeliśmy sobie w oczy.
-To nie problem mu powiedzieć. Powiemy reszcie o tym i zgadamy się kiedy mu to wyjawimy. A teraz nie rób już takiej smutnej minki, bo Rune walnie jeszcze jakiś komentarz.- Stwierdził z uśmiechem Jason.
-No wiesz co Jason. Żeby doprowadzać swoją dziewczynę do takiego smutku. Coś się w nocy nie postarałeś aby ją zadowolić.- Skomentował Rune, widząc moją minę. Mi na jego słowa opadła szczęka, a reszta zaczęła się śmiać. Muszę stwierdzić jedno- Rune z dobrym humorem to straszny Rune. Aż się boję co będzie dalej.

W końcu duża przerwa. Mam dość fizyki na wieki. Po co się tego uczyć??! Jak to zwykle bywa przesiadujemy na dachu szkoły. Oczywiście Shunsuke znowu musiał pobiec do trenera. Rune poradził mu, że gdy skoczy z dachu to będzie szybciej. Shun na te słowa uśmiechnął się szeroko i oznajmił, że jednak pójdzie schodami.
-Wyjdziemy gdzieś dzisiaj?- Zapytała Yuko, jedząc podwieczorek w postaci ciasteczka.
-Ja nie mogę.- Powiedział Kiyoshi, który był karmiony przez Megumi.
-Dlaczego?- Spytała zdziwiona Megi, patrząc na swojego chłopaka.
-Zapomniałaś? Idę się dzisiaj spotkać z rodzinką.- Powiedział spokojnie.
-Pewnie dopiero rano cię wypuszczą.- Stwierdził ze śmiechem Louis.
-Tego jestem pewny na 100 procent. Nie odpuszczą sobie imprezki.- Stwierdził Kiyoshi, biorąc po tym jedzenie od Megi.
-To u was rodzinne.- Powiedział wesolutki Runi, który siedział na skraju dachu. Dopiero teraz zauważyłam jaki jest chudy. Ale nie w takim złym znaczeniu.
-Właśnie. Co zrobiliście Louisowi, że rano miał ochotę was zabić??- Na moje słowa chłopacy zaczęli się śmiać. Tylko Louisowi zrzedła mina.
-Wiesz Mari. Lou nie jest tak odporny na alkohol jak my.- Stwierdził jakby z dumą Rune.
-Czyli??- Nadal nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Czyli Louis miał takiego kaca, że ledwo co chodził i przeklinał przy tym na prawo i lewo.- Na słowa Runiego chłopacy znowu zaczęli się śmiać, a Louis kręcił głową.
-Nigdy więcej z wami nie piję.- Stwierdził stanowczo Lou, wracając do spożywania swojego drugiego śniadania.
-Zawsze tak mówisz, a mimo to nadal z nami pijesz.- Stwierdził nadal się śmiejąc Kiyoshi. Louis na jego słowa tylko prychnął i dalej jadł śniadanie.
-Właśnie! Jason rozmawiałeś już z chłopakami?- Spytałam się go, jedząc serek.
-Tak, tak. Zrobimy to jutro, jeśli nie masz nic przeciwko.- Ja tylko pokiwałam przecząco głową i wtuliłam się w niego. Reszta przerwy minęła nam spokojnie. Po lekcjach życzyliśmy Kiyoshiemu szczęścia, a sami udaliśmy się na lody. Oczywiście nie obeszło się bez komentarzy ze strony Runiego typu „Bardzo subtelnie jesz tego loda Mari”, czy „Więc tak bardzo lubicie lody śmietankowe”. Przez te jego komentarze byłam czerwona niczym burak i nie mogłam spojrzeć się na Jasona. Raz to zrobiłam i pożałowałam tego, gdyż patrzał na mnie pożądliwym wzrokiem.


Na spokojnie wróciłem do domu. Oczywiście od razu zostałem przywitany przez moją córeczkę. Skierowałem się do siebie. Wziąłem prysznic, a po tym stałem jakieś 20 minut zastanawiając się, co ubrać. Zdecydowałem się na czarne jeansy, białą koszulę na krótki rękaw i granatową marynarkę. Popsikałem się trochę perfumem, przeczesałem włosy i wyszedłem.
-No, no, no. Nasz Tatuś chyba idzie na podryw.- Stwierdziła Chiyo z szerokim uśmiechem.
-Tatuś idzie do Tatusia i Mamusi.- Powiedziałem ze śmiechem.- Jak się czujesz?- Spytałem się Chiyo. Mimo iż była w 2 miesiącu ciąży to wyglądała jakby była w 7.
-Dobrze-bobrze.- Uśmiechnęła się, głaskając się po brzuchu. Przytuliłem ją, dając jej buziaka w czółko.
-Popilnuj tutaj. I nie mów Ayako, gdzie poszedłem. Nie chce zaliczać dzisiaj zaręczyn.- Chiyo zaśmiała się na moje słowa, po czym dała mi buziaka w policzek i pomachała na do widzenia. Ja natomiast zamieniłem się w wilka i ruszyłem w drogę. Ich obóz nie był daleko, a ja nie musiałem się spieszyć. Przystanąłem kilka metrów przed obozem i z powrotem zamieniłem się w człowieka. Zarzuciłem na ciebie szatę. Chciałem zrobić im małą niespodziankę. Tak ubrany przeszedłem ten kawałek drogi i wszedłem do obozu.

                                     ..........W obozie.........
W obozie było cicho. Niektórzy siedzieli grupami i rozmawiali, inni ucinali sobie drzemkę, a jeszcze inni po prostu czymś się zajmowali. Grupka mężczyzn siedziała przy stole i rozmawiała.
-Żal mi Imari.- Powiedział jeden z nich.

-Nic na to nie poradzimy.- Stwierdził drugi, spoglądając na szefową, która leżała ze smutną miną w hamaku.
-Poradzimy, jeśli znajdziemy w końcu Kiyoshiego. Jak myślicie, żyje gdzieś jeszcze?- Stwierdził ten pierwszy.
-Ja myślę, że tak. W końcu to syn Yoshinoriego i Imari.- Stwierdził trzeci z mężczyzn.
-Ile bym dał aby zobaczyć tego urwisa.- Powiedział czwarty z lekkim uśmiechem, na co został poklepany po plecach w geście pocieszenia.
-Kto to?- Zapytał nagle jeden z mężczyzn, patrząc się w lewo. Do obozu weszła jakaś postać, ubrana w czarną szatę. Nie było widać jej twarzy, gdyż zasłaniał ją kaptur. Mężczyźni zerwali się ze swoich miejsc, wzięli miecze i podeszli do nieznajomego.
-Co tu robisz?? Czego chcesz?? Odejdź stąd jeśli ci życie miłe.- Powiedział jeden z mężczyzn. Swoim zachowaniem wzbudził ciekawość innych osób z watahy. Tajemnicza osoba podniosła ręce ku górze aby rozwiązać płaszcz. Gdy to zrobiła opadł on na ziemię ukazują młodego mężczyznę o białych włosach i złotych oczach.
-Ukazałeś swą twarz. A teraz mów czego chcesz!- Powiedział drugi z mężczyzn, nie rozpoznając tak długo szukanej osoby.
-Czekajcie!- Usłyszeli głos szefowej, która stała zaledwie kilka metrów od nich. Patrzała ona zszokowana na przybyłego chłopaka. Otwierała i zamykała usta, jakby chciała coś powiedzieć.- Czy....Czy ty....Czy ty jesteś...- Próbowała skleić zdanie, wskazując na chłopaka. Kiyoshi tylko uśmiechnął się widząc zachowanie swojej rodzicielki.
-Tak mamo.- Powiedział te dwa krótkie słowa, które w kobiecie wywołały lawinę uczuć i emocji.
-Kiyoshi!!- Podbiegła do niego ze łzami w oczach i mocno się do niego przytuliła. Kiyoshi odwzajemnił uścisk. Tak bardzo mu tego brakowało. Imari odsunęła się na chwilę od niego. Położyła dłonie na jego policzkach, patrząc na jego całą twarz.
-Synku. To naprawdę ty.- Powiedział przez łzy i ponownie się do niego przytuliła.
-Tak mamo. To ja. Znów jesteśmy razem.- Powiedział Kiyoshi, mocno przytulając mamę. Szef słysząc zamieszanie wyszedł z namiotu. Widząc co się dzieje uśmiechnął się szeroko.
-Yoshi!!- Krzyknęła kobieta, odsuwając się od syna.- Chodź tutaj szybko!!- Krzyknęła, głaskając syna po policzku. Yoshinori spokojnym krokiem podszedł do swojej żony i syna.- To Kiyoshi. On wrócił.- Powiedziała uradowana Imari.
-Wiem, wiem.- Zaśmiał się na jej zachowanie. Spojrzał na swojego pierworodnego. Kiyoshi uśmiechnął się szeroko i wyciągnął do ojca rękę. Ten podszedł bliżej i uściskał zarówno jego jak i swoją żonę.- Witaj z powrotem synku.- Powiedział radośnie, odsuwając się od niego.
-Dzięki tato.- Uśmiechnął się i ponownie przytulił do swojej matki.
-Uwaga wszyscy!!- Krzyknął Ishikawa.- Mój syn wrócił!! Kiyoshi się w końcu odnalazł!!- Po tych słowach zapanowała wrzawa. Wszyscy krzyczeli i klaskali ze szczęścia.

Aż nie mogę w to uwierzyć. Gdy wchodziłem do obozu serce waliło mi jak młot. A gdy zobaczyłem swoją mamę od razu miałem ochotę ją przytulić. Cały czas uśmiechałem się jak wariat.
-Wiesz Kiyoshi. Musisz się teraz ze wszystkimi przywitać.- Stwierdził ojczulek z uśmiechem. Pierwszego, którego rozpoznałem był wujaszek Manabu, który przywitał mnie z resztą jako pierwszy.
-Cześć wujaszku.- Podszedłem do niego i przytuliłem się.
-Kiyoshi. Jak dobrze cię znowu widzieć.- Powiedział ze szczerym uśmiechem.
-Kiyoshi!- Nagle przytulił się do mnie mój kuzyn.
-Już dobrze Shiba. Nie ucieknę, więc możesz już mnie puścić.- Trzymał mnie tak, jakbym miał się za chwilę rozpuścić. Odkleił się ode mnie z uśmiechem i łzami w  oczach.
-Taki sobie wujaszek Takaji.- Ale mi się zrymowało. Przywitałem się teraz z wujaszkiem wesołkiem. On tylko przytulił mnie z uśmiechem. Najwyraźniej mu mowę odjęło, gdy mnie zobaczył. Odwróciłem się do ostatniej osoby, z grupy powitalnej. Ten mężczyzna patrzał się na mnie z niedowierzaniem i szczęściem.
-Część wujaszku Shiki.- Powiedziałem z wielkim uśmiechem, wyciągając do niego ręce.
-Kiyoshi.- Wydukał i przytulił mnie mocno do siebie.
-Ej wujek. Bo mi żebra połamiesz.- Zaśmiałem się z małą ilość powietrza w płucach. Wujaszek odkleił się ode mnie na wyciągnięcie rąk.
-Kiyoshi. Mój chrześniaku. Jak dobrze cię widzieć. Ale urosłeś.- Nadal chyba niedowierzał, że tu jestem.
-Ciebie również dobrze widzieć ojcze chrzestny.- Dobrze, że nie wygląda jak ten z filmu. Po tym zacząłem się witać z resztą rodziny. Zauważyłem taż kilka nowych osób. Oczywiście po przywitaniu rozpoczęła się zabawa. Usiadłem przy jednym stole z rodzicami, ojcem chrzestnym, wujaszkami i kuzynem Shibą, który nie chciał się ode mnie odkleić.
-No Kiyoshi. Opowiadaj co porabiałeś przez te wszystkie lata.- Stwierdził z szerokim uśmiechem Manabu.
-Oj dużo się wydarzyło. Ale spokojnie. Zdążę wam wszystko opowiedzieć.- Stwierdziłem z uśmiechem.
-Nie cieszysz się z powrotu naszego syna?!- Usłyszałem głos matki.
-Cieszę się. Ale już wcześniej się z nim przywitałem.- Powiedział w obronie ojciec.
-Jak to wcześniej?- Spytała zdziwiona mamusia.
-Dwa miesiące temu ojciec przyszedł do mojego obozu.- Zabrałem głos na co wszystkie pary oczu zwróciły się na mnie.- Ale, gdy go zobaczyłem kazałem mu się wynosić. Byłem na niego wściekły. Na was. Myślałem, że mnie porzuciliście. Ale na szczęście niedawno co ojciec przyszedł i wyjaśnił mi jak to naprawdę było.- Co prawda to prawda.- Teraz jest już wszystko w porządku. Cieszę się, że ponownie mam rodzinę.- Po tych słowach złapałem moją mamę za rękę. Mamusia w odpowiedzi uśmiechnęła się czule i pocałowała mnie w policzek.
-Ale powiem ci Kiyoshi, że jesteś chyba przystojniejszy od ojca.- Na słowa Takajiego zaczęliśmy się śmiać.
-Po pierwsze, bo jestem młodszy. A po drugie zostałem urodzony przez piękną kobietę.- Tu spojrzałem się zadziornie na mamusię, która napawała się dumą.
-Twoja żona musi być szczęściarą.- Stwierdził z uśmiechem Shiba, z kawałkiem mięsa na widelcu.
-Jaka żona?! Ja nadal jestem kawalerem.- Stwierdziłem, kradnąc mu z talerza żarcie.
-Masz już 300 lat i nadal żony nie masz?!- Spytał z niedowierzaniem Manabu.
-Nie znalazłem odpowiedniej kandydatki na to miejsce.- Oczywiście na razie zachowam dla siebie to, że z tą idealną kandydatką aktualnie się spotykam.
-Skończmy ten temat o małżeństwie. Ty lepiej mów co się wydarzyło przez ten czas.- Spytał już zniecierpliwiony Shiki.
-Hmmm.....Z takich najważniejszych to chyba to, że mam swój klan.- Stwierdziłem zajadając się mięskiem. Przy okazji przesiadłem się, siadając między rodzicami. Wziąłem trochę mięsa do ręki i przysunąłem z uśmiechem ojcu pod nos. Ten zaśmiał się krótko i przyjął jedzonko.
-No, no, no. Pewnie długo walczyłeś o to stanowisko.- Stwierdził Shiki dumny ze swojego chrześniaka, czyli mnie.
-Wcale. Po prostu spotkałem gościa w lesie. Zaczął się stawiać. Zamachnąłem się kilka razy i po chwili leżał martwy na ziemi. Po chwili przybiegł jakiś chłopak i powiedział, że zabiłem wodza i nim zostałem. Patrzyłem się na niego jak na jakiegoś wariata. Ale poszedłem za nim do obozu. On ogłosił mnie nowym szefem. Oczywiście zaczęły się jakieś bunty. Wkurzony stwierdziłem, że jeśli ktoś mi się przeciwstawi to urwę mu łeb i nabiję na pal, a po tym upiekę. Kilka osób się sprzeciwiło to ich po prostu zabiłem. Teraz jest już spokojnie i nie muszę się niczego obawiać.- Mówiąc to cały czas karmiłem ojca.
-Charakterek po mamusi.- Stwierdził Shiki, na co oczywiście zaczęliśmy się śmiać.- A tak to poznałeś kogoś ciekawego?
-Mam przyjaciół i przyjaciółki.- Stwierdziłem spokojnie, pijąc winko.
-A długo się znacie?- Dopytywał wujaszek.
-Z chłopakami prawie te 300 lat, a z dziewczynami od niedawna.- Niech się cieszą, że nie powiedziałem „z idiotami”.
-Poznałeś jakieś inne wilki.- Powiedział z uśmieszkiem wujaszek.
-Nie. To są 3 wampiry i jeden elf. Oczywiście znam ich więcej, ale z tymi się przyjaźnię.- Po tych słowach przy stole zapanowała cisza. Wszyscy patrzeli się na mnie zszokowani.
-Przyjaźnisz się z wampirami?- Spytał niedowierzając Takaji.
-Tak. Coś w tym złego?- Patrzałem się na nich jak na idiotów.
-Przecież wiesz, że wilki i wampiry nie mogą żyć razem.- Stwierdził stanowczo wujek Manabu.
-To są bujdy na resorach. Gdyby tak było już dawno leżał bym martwy 2 metry pod ziemią. Oni są naprawdę spoko i nie raz uratowali mi dupsko. Na przykład ostatnio gdy......- Zamilkłem przypominając sobie, że nie miałem o tym mówić.
-Gdy co?- Spytała moje rodzicielka, a ja już wiedziałem, że się wkopałem.
-Ostatnio walczyłem z takim wilkiem i innymi. No i byłem bardzo ranny. Dzięki szybkiej reakcji mojego przyjaciela wampira dziś mogę tu z wami siedzieć.- Ledwo te słowa przeszły mi przez gardło. Wszyscy patrzeli na mnie zszokowani.
-Już dobrze się czujesz? Masz jeszcze jakieś rany? Co się dokładnie stało?- I lawina pytań od mamusi, która patrzała na mnie troskliwym wzrokiem i najchętniej przebadała by mnie na 1000 sposobów.
-Już wszystko dobrze. Doktorek wampir poskładał mnie do kupy.- Na moje słowa moja rodzicielka aż zbladła.
-No to jednak muszę przyznać, że nie mogą być tacy źli.- Stwierdził ojciec Shiki.
-Poznacie ich to sami ocenicie.- Bo nie dało by się ich chować przez ten cały czas. Musiałem nawet Runiemu wybić z głowy przyjście tutaj.
-Kiyoshi! Zamień się w wilka.- Powiedział podekscytowany kuzyn Shiba.

-No dobra. Ale ty pierwszy.- Wskazałem na swojego kuzyna. On radośnie wstał i po chwili tuż obok wujaszka Manabu stal szary wilk. Nie mając innego wyboru wstałem i poszedłem za namiot. Tam zamieniłem się w wilka. Wyszedłem za niego i podszedłem bliżej stołu. Wszyscy tam siedzący mieli pootwierane buzie z wrażenia.
-To futro aż się błyszczy.- Stwierdził zachwycony Takaji. Ja natomiast spojrzałem się na swojego kuzyna i postanowiłem się trochę zabawić. Zacząłem na niego warczeć. Po chwili załapał o co chodzi i zaczął uciekać. Goniliśmy się tak chwilę po obozie, by nadal pełni energii wrócić do stolika. Nadal w wilczej postaci podszedłem do mojej rodzicielki i położyłem głowę na jej ramieniu. Ona zaczęła drapać mnie za uchem na co zacząłem się do niej wtulać.
-Pieszczoch mały.- Zaśmiała się Imari na moje poczynania. Z powrotem zamieniłem się w człowieka i zająłem swoje miejsce.
-Wyrosłeś na wspaniałego wilka Kiyoshi.- Stwierdził z dumą Shiki.
-Jako jedyny syn musiałem tak zrobić.- Uśmiechnąłem się ale zawtórowała mi cisza.- Coś się stało?- Spoglądałem to na ojca to na matkę.
-Bo wiesz Kiyoshi......Ty nie jesteś jedynakiem.- Powiedziała moja mama.- Masz jeszcze brata i siostrę.- Powiedziała, patrząc się na swoje buty. Patrzałem na nią zszokowany. Mam rodzeństwo.
-Minęło już tyle lat, a moje życzenie nadal się nie spełniło.- Powiedziałem, wzdychając ciężko.
-Jakie życzenie?- Spytał skołowany ojciec.
-Chciałem przecież dwie siostrzyczki. Więc mam nadzieję, że może na następne urodzin się to spełni.- Powiedziałem, spoglądając na rodziców. Tymczasem wujkowie i kuzyn nie mogli przestać się śmiać.- Mamo. Tato. Nie mam wam tego za złe. Wręcz przeciwnie. Bardzo się cieszę, że mam rodzeństwo. I bardzo chętnie ich poznam.- Powiedziałem, uśmiechając się do nich.
-Przyjadą w weekend. Wysłaliśmy ich do Internatu aby się uczyli, a nie jeździli z nami po kraju. Ale na pewno się ucieszą z twojego powrotu. Trochę im o tobie opowiadaliśmy.- Powiedział ojciec z uśmiechem. Mamcia natomiast przytuliła się do mnie jakby w podzięce.
-Na razie dość o mnie. Teraz wy coś poopowiadajcie. Właśnie! Gdzie będziecie mieszkać?- Bo jeśli dobrze myślę to zostają w mieście.
-Niedaleko stąd budujemy obóz. Z jakiś miesiąc pozostaniemy tutaj.- Stwierdził ojczulek, a ja wpadłem na pomysł.
-To może na tan czas zamieszkacie w moim obozie? Miejsce się znajdzie i przy okazji spędzimy razem trochę czasu.- Trochę wygody im się należy. Mama z tatą wymieniali spojrzenie, jakby czytali sobie w myślach.
-Jeśli nie będzie ci to przeszkadzać to czemu nie.- Powiedział ojciec z uśmiechem.
-Wcale a wcale. To jutro przyjdę po was i zabierzemy się do mnie.- Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami. Po tym porozmawialiśmy jeszcze trochę, a następnie każdy udał się na spoczynek. Oczywiście mamusia zaciągnęła mnie do ich namiotu abym przenocował. Przebrałem się i położyłem obok mamusi, robiąc sobie z jej brzucha poduszkę. Od razu udałem się w objęcia Morfeusza.

A tu macie Rukiego, który zapomniał tekstu >.<


4 komentarze:

  1. >w< zajebiste nie moge sie doczekać kiedy bedzie nowy rozdział i Twin Blood oraz Danse Macabre. Przepraszam również za spóźniony koment z powodu iż nie miałam internetu gomene ;_;
    Powodzenia
    ~Julia N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem co to za ból nie mieć internetu -.- Raz pamiętam nie miałam przez miesiąc, a to akurat lato było i nic ciekawego do roboty, bo za gorąco >.< Z takiego powodu wybaczam i cieszę się, że się podobał kolejny rozdział TB jak i nowa seria ;)
      Pozdrawiam~! #Kimie ^.^

      Usuń
  2. Witam!! Zostaliście nominowani do LA!
    Szczegóły na: http://tworczosc-kill-chan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    ciekawe jak Shun zareaguje, a spotkanie z rodzinką, ma rodzinę świetnie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń