Ohayo~! ^.^
Witam Was w jakże upalny dzień~! Nie wiem jak wy ale ja się roztapiam. -.-
Gomene za nie dodawanie rozdziałów ale chciałam wstawić niespodziankę,
jednakże muszę ją znowu przełożyć. :(
Mam jakieś 3/4 do przepisania, bo jak zwykle coś wypada.
Kimi obiecuje poprawę ^.^
I ma taką wiadomość- uznaję ją za fajną- iż będę dodawać miniaturki.
Minimum jedna na tydzień, więc będzie co do poczytania. :)
Tematyka różna od TB przez anime do wymyślonych. *.*
Rozdział dedykuję Juli N.- Adminka czuje się kochana *.*
Miłego czytanka w ten upał~......
Co
za idiota! Uhh~!!!! Spojrzałem się za siebie. Westchnąłem głośnio i poszedłem za swoim
gościem per intruzem. Ustałem przed nim, wręcz kipiąc z wściekłości.
-Czego
chciałeś?!- Powiedziałem chłodno.
-Porozmawiać Kiyoshi.- Uśmiechnął się do mnie.
Bezszczelny.- Kiyoshi. Jak to dobrze cię widzieć.- Powiedział wręcz z ulgą.
Najwidoczniej chciał mnie przytulić ale odsunąłem się.
-Zobaczyłeś mnie, więc już idź stąd sobie.- Nie
odpuszczałem.
-Kiyoshi. Ja chcę ci to wszystko wytłumaczyć.- Powiedział
nazbyt spokojnie.
-Co
wytłumaczyć?!!- Wkurzyłem się.- Hmmm....Niech się zastanowię. A może to, że
porzuciliście mnie z matką, gdy byłem mały?!! To chcesz wytłumaczyć!! „Synku
idziemy na polowanie. Niedługo wrócimy”. I co?! I nie wróciliście! A ja głupi
czekałem ponad rok na was w obozie. Czekałem! A rodziców jak nie było tak nie
ma! I co mi teraz powiesz?! Że to miała być szkoła przetrwania czy nie byliście
gotowi na rodzicielstwo?!!- W końcu mu to powiedziałem.- A może.....
-Kiyoshi
dosyć!!!!!- Wrzasnął.- Siadaj!!- Posłusznie usiadłem na kanapie. Jego złość
budziła we mnie posłuszeństwo.
-Słucham.
Co chcesz mi powiedzieć??- Powiedziałem w miarę spokojnie.
-Chcę
ci to wytłumaczyć. Chcę ci wytłumaczyć, że cię nie porzuciliśmy.- Powiedział już
spokojnie.
-To
niby co?- Widząc jego spojrzenie zamilkłem.
-Wtedy
my naprawdę poszliśmy na polowanie.- Zaczął.- Ale zostaliśmy zaatakowani. Ich
było o wiele więcej. Porwali nas. Próbowaliśmy się wydostać ale wszystko na
nic. Dopiero po ponad 2 latach nam się
udało. Gdy przyszliśmy do obozu nikogo tam nie było. Zastaliśmy tylko kilka
trupów. Ciebie zaczęliśmy szukać. Na początku myśleliśmy, że cię porwali.
Chodziliśmy po różnych klanach ale tam cię nie było. Więc po kryjomu zaczęliśmy
o ciebie pytać. Dopiero po długim czasie jedna kobieta nam powiedział, że cię
widziała w jednej gospodzie. Poszliśmy tam i spytaliśmy o ciebie. Powiedzieli,
że mieszkałeś tu trochę ale wyjechałeś już jakiś czas temu. Byliśmy szczęśliwi,
że gdzieś tam jednak żyjesz. Najpierw obszukaliśmy cały kontynent. Ale ślad po
tobie zaginał. Więc wyjechaliśmy za granicę. Przez cały ten czas szukaliśmy
ciebie. Czasami traciliśmy nadzieje, że cię znajdziemy. Myśleliśmy nawet, że
umarłeś. Ale zawsze dowiadywaliśmy się czegoś o tobie i nadzieja powracała. A
gdy ostatnio cię zobaczyłem to nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Jednak ty nie
chciałeś mnie widzieć, więc poczekałem aż wszystko sobie przemyślisz. Kiyoshi.
Ja i mama naprawdę cię Kochamy. Nadal jesteś naszym synkiem. Uwierz moim
słowom.- W mojej głowie nastąpił chaos. Szukali mnie? Przez te całe 300
lat?!! To nie możliwe.
-Ta.
I może byliście w 1768 w Anglii?!!- Zażartowałem.
-Byliśmy. Shiki został wtedy ranny.- Spojrzałem się na
niego zszokowany.- Co?!- Spytał.
-Ja
byłem w Anglii w 1768. I widziałem go. Ale myślałem, że mam zwidy i wyjechałem
niedługo po tym.- Wymamrotałem.
-Więc
masz małe potwierdzenie, że jednak szukaliśmy.- Więc jednak to prawda.
Spuściłem głowę w dół i wstałem. Podszedłem do ojca.
-Kiyoshi?! Wszystko w porządku??- Spytał zmartwiony. Ja na
to przytuliłem się do niego.
-Cześć
Tato.- Wymamrotałem. Nie widziałem uśmiechniętej twarzy mojego ojca. Poczułem
tylko jak przytula mnie do siebie.
-Cześć
synku.- Kilka łez poleciało mi po policzkach. Odzyskałem rodziców, rodzinę. Staliśmy
tak chwilę, wtuleni w siebie. Odsunąłem się od niego i uśmiechnąłem.
-Co
u mamy?- Spytałem już normalnie.
-Dowiesz
się jak przyjdziesz. Ale nie powiedziałem jej, że cię znalazłem.- Powiedział z
uśmiechem.- Aleś ty wyrósł.- Stwierdził, przyglądając mi się.
-No
przecież jakiś czas się nie widzieliśmy.- Stwierdziłem ze śmiechem.
-Jakoś
to odrobimy.- Muszę wyglądać jak jakiś dziwak tak cały czas się uśmiechając.
-Chodźmy.
Trzeba to wyjaśnić.- Postanowiłem jednak na małe aktorstwo. Uchyliłem najpierw
drzwi aby sprawdzić, czy Jason nadal przed nimi sterczy. Na moje szczęście nie.
Stał on kawałek przed chatką. Obrócił się słysząc dźwięk otwieranych drzwi.
Wyszedłem z mordem w oczach.- Jason.- Powiedziałem ostro.
-Ups.
Chyba zostanę zabity.- Rzucił się do ucieczki, a ja zacząłem go gonić.
Zobaczyłam
jak Kiyoshi z chęcią mordu goni Jasona. Chyba rozmowa nie najlepiej poszła.
Nagle Kiyoshi złapał Jasona i powalił go na ziemie. Usiadł mu na biodrach,
patrząc prosto w oczy.
-Kiyoshi
no. Zlituj się.- Kiyoshi jakby zamachnął się lecz zamiast go uderzyć to się do
niego przytulił. Usłyszałam ciche „Dziękuje” z ust Kiyoshiego. Jason na te
słowa opadł bezwładnie.
-Umarłem.-
Stwierdził zdyszany. Kiyoshi z uśmiechem wstał i pomógł Jasonowi. Otrzepali się
z kurzu. Kiyoshi podszedł do białowłosego mężczyzny.
-Słuchajcie!-
Krzyknął na co wszyscy zwrócili na nich uwagę.- Chciałem wam kogoś przedstawić.
Oto Yoshiniori Ishikawa.- Spojrzał się na niego z
uśmiechem.- Mój ojciec.- Aż szczęka mi opadła. To jest ojciec Kiyoshiego?!!-
Macie odnosić się do niego z szacunkiem. A! I zapomnijcie to co było wcześniej
i przed chwilą. To wszystko.-Pociągnął swojego ojca w naszą stronę. Obu uśmiech
nie schodził z twarzy.
-Tato.
To jest Jason, Jonathan, Mariko, Yuko, Rune, Louis i Megumi. Moi przyjaciele.
Poznajcie mojego ojczulka.- Przedstawił nas Kiyoshi.
-Miło
was poznać.- Powiedział z uśmiechem.
-Pana
również.- Stwierdził Jason.
-Kiyoshi.
Dlaczego się na niego rzuciłeś?- Tu wskazał Jasona.
-Bo musiałem mu jakoś podziękować za to, że zmusił mnie
do rozmowy z tobą. – Powiedział nadal uśmiechnięty Kiyoshi.
-Widzisz?!
Co ty byś beze mnie zrobił?!- Stwierdził Jason opierając się o jego ramię.
-Już
się tak nie wywyższaj.- Zaśmialiśmy się na ich zachowanie. Kiyoshi podszedł do
Megumi, wziął ja za rękę i podszedł do ojca.
-Tatko,
to jest Megumi. Twoja przyszła synowa.- Stwierdził.
-Miło
poznać.- Pan Ishikawa uścisnął jej dłoń.
-Pana
również.- Powiedziała trochę skrępowana Megumi. Kiyoshi natomiast liczył coś na
palcach.
-Co?!-
Prawie krzyknął pan Ishikawa, gdy Kiyoshi doliczył do 10. Nie wiadomo dlaczego
Kiyoshi zaczął się śmiać.
-Nadal
masz reakcje po 10 sekundach. Więc jednak się nie zmieniłeś.- Powiedział nadal
się śmiejąc. Pan Ishikawa spojrzał na niego. Wyciągnął rękę i położył rękę na
jego karku.
-Ał,
ał, ał.- Kiyoshi zaczął się kulić.- No dobra. Starczy. Przestań!- Krzyknął na
co tym razem jego ojciec zaczął się śmiać.
-A
ty za to nadal kulisz się, gdy złapię cię z kark.- Kiyoshi spojrzał na niego z
pretensją.
-Jak
pan to zrobił?! Niech mnie pan nauczy.- Stwierdził lekko zszokowany Jason.
-Tylko
spróbuj, a na pewno mnie już nie zobaczysz.- Spojrzał z wściekłością na swojego
ojca.
-No
dobra. Tego mu nie pokażę.- Kiyoshi westchnął z ulgą.- Za to powiem mu jaki to
był z ciebie słodki bobas.- Kiyoshi na te słowa spojrzał się na niego
zszokowany.
-Tak,
tak~! Mały Kiyoshi~!- Aż podskoczyła z radości Yuko.
-Hmmm.......To
może być ciekawe.- Stwierdził Jason z uśmiechem.
-Tato~!!-
Krzyknął Kiyoshi.
-Słucham
cię synku.- Uśmiechnął się pan Ishikawa.
-Idź
się powieś.- Stwierdził i udał obrażonego.
-Wiesz,
ze nie mogę tego zrobić. Co by mój kochany syneczek zrobił bez swojego
tatusia?!- Wszyscy zaczęliśmy się chichrać pod nosem.
-Chyba
wiem po kim odziedziczyłem charakter.- Stwierdził Kiyoshi.- No dobra. Nie musisz
się powieszać. Ale lepiej idź już sobie.- Zaczął popychać go w stronę lasu.
-Kiyoshi,
wyganiasz własnego ojca?- Spytał Louis.
-Tak.
Później nie da mi spokoju, więc muszę się dzisiaj nacieszyć wolnością.-
Uśmiechnął się szeroko.
-No
dobra, dobra. To przyjdź tak za dwa dni.- Stwierdził pan Ishikawa.
-Dobra,
dobra. Papa.- Kiyoshi stanął i spojrzał się na niego z uśmiechem.
-Do
widzenia~!- Krzyknęliśmy chórem.
-Do
widzenia.- Uśmiechnął się do nas miło.- Do zobaczenia synek.- Stwierdził do Kiyoshiego.
-Do
zobaczenia Papo.- Widać było, jakby Kiyoshiemu kamień spadł z serca. Nigdy nie
widziałam go tak szczęśliwego. Gdy pan Ishikawa zagłębił się w las Kiyoshi
obrócił się do nas z uśmiechem.- No dobra. To teraz chodźmy do mojej chatki. Do
imprezy mamy sporo czasu.- Stwierdził i ruszył w stronę domku. Posłusznie
podreptaliśmy za nim.
Weszliśmy
do chatki i każdy rozsiadł się na kanapach. No może nie do końca. Joni usiadł
na kanapie, a Yuko usiadła mu na kolanach. Obok nich usiadł Louis. Ja natomiast
usiadłam naprzeciw nich, a Mari położyła się, kładąc głowę na moich kolanach.
Kiyoshi usiadł w fotelu po mojej lewej stronie. Zaś Jason i Runi poszli do
kuchni. Nalali sobie po szklance jakiegoś soku, po czym oparli się o blat w
naszą stronę.
-To
teraz Kiyoshi opowie krótką historie na temat jego początkowego życia.-
Stwierdził Rune z lekkim uśmiechem. Wszyscy skierowaliśmy wzrok na Kiyoshiego.
-Dziękuję
za wstęp Runi.- Puścili sobie oczko. Kiyoshi westchnął głośno i usadowił się
wygodniej w fotelu.- No więc.....Aż nie wiem jak zacząć. Jak już wiecie jestem
wilkiem i można powiedzieć, że rasowym, czyli moi rodzice również są wilkami.
Byłem ja, moi rodzice i przybrani wujkowie, czyli klan. Mieszkaliśmy oczywiście
w lesie. Urodziłem się, każdy był happy. Spokojnie dorastałem w gronie
najbliższych. Gdy miałem dziesięć lat rodzice powiedzieli mi, że wybierają się
na polowanie. Oczywiście ja nie mogłem iść, bo byłem za młody. Wyruszyli ekipą
na polowanie, wiec z moich kalkulacji mieli wrócić późnym wieczorem. Cały dzień
bawiłem się ze starszym kuzynem, więc padłem ze zmęczenia zanim rodzice
wrócili. Zasnąłem z myślą, że zobaczę ich rano. Ale tak się nie stało. Gdy
wstałem w obozie nikogo nie było. Znalazłem tylko dwa trupy. Trochę zmartwiony
postanowiłem poczekać. Miałem zapasy na 2 tygodnie. One minęły, a rodzice nadal
nie wrócili. Nikt nie wrócił. Zapolowałem na jakąś mniejszą zwierzynę, gdyż
postanowiłem jeszcze na nich poczekać. Jednak minęło półtora roku, a oni nie
wrócili. Nie mając innego wyboru postanowiłem ich poszukać. Z jakieś 3 miesiące
łaziłem po lesie ale bez skutku. Udałem się do miasta, Tam ukradłem trochę
pieniędzy aby przespać się w gospodzie. Po tym wyruszyłem w dalszą drogę.
Szukałem ich po całej okolicy ale ślad po nich zaginął. Do szesnastego roku
życia mieszkałem u pewnej babci. Potem wyjechałem za granicę. Tam zacząłem się
uczyć, poszedłem na studia i spotkałem bliźniaków. Przez ten cały czas
myślałem, że rodzice mnie porzucili. Albo, że wystawili mnie na jakąś próbę.
Jakieś dwa miesiące temu ojciec przyszedł tutaj. Nie wszedł do obozu, po prostu
był blisko. Byłem na niego wściekły. Kazałem mu się wynieść. Nie wiedziałem po
co wrócił. Myślałem „Co, nagle sobie przypomniał, że ma syna?!!”. Jednak teraz
mi wszystko wytłumaczył. Okazało się, że zostali porwani. Wróg był zbyt silny,
nie mogli się wydostać. Dopiero po dwóch latach im się udało. Ale jak przyszli
do wioski to nikogo tam nie zastali. Zaczęli mnie szukać. Pytali w różnych
klanach ale nikt mnie nie widział. Myśleli, że zostałem porwany albo, że umarłem.
Czasami jednak trafiali na mój ślad. Szukali mnie po całym świeci. Czasami byli
tak blisko. Ojciec, gdy mnie w końcu znalazł zrozumiał, co mogę czuć więc
postanowił poczekać. Na szczęście wszystko sobie wytłumaczyliśmy i,i......I
ponownie mam rodzinę.- Kiyoshi uśmiechnął się szeroko. Współczułam mu. Od 10
roku życia musiał sobie radzić sam. Nie wiedział, czy jego rodzice żyją, czy
też nie. Na szczęście odnaleźli się i ponownie mogą być razem. Wstałam z
kanapy, podeszłam do Kiyoshiego, usiadłam mu na kolanach i mocno go
przytuliłam. On oczywiście odwzajemnił ten uścisk.
-Gdybyś
na nich jeszcze te pół roku poczekał to nie musiałbyś ich szukać ani nigdzie
nie wyjeżdżać. Nie bylibyście rozłączeni.- Stwierdziła Yuko, tuląc się do
swojego chłopaka jak do misia.
-Chociaż
to nawet dobrze, że tak się stało. Przynajmniej poznałem wielu fajnych ludzi, w
tym tych idiotów.- Spojrzał się na bliźniaków, Runiego i Louisa.
-Też
cię kochamy palancie.- Stwierdził z uśmiechem Rune, na co Yuko zaświeciły się
oczy.- Nie, nie Yuko. Nie w takim sensie jakim myślisz.- Powiedział szybko
Runi, na co wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Jesteś
zdenerwowany przed spotkaniem z nimi?- Spytałam, przeczesując jego włosy.
-Niezbyt.
Jakoś wiem jakie będą reakcje. Mama się pewnie popłacze, wycałuje i wyściska
mnie zer wszelkie czasy. Pewnie kilka osób się wzruszy, a tak to wszyscy będą
się cieszyć. Już wiem, że szybko mnie nie wypuszczą.- Spojrzał się na mnie z
zadziornym uśmieszkiem.- Tylko muszę pamiętać aby nie mówić jej, że byłem w
szpitalu.
-Dlaczego?-
Spytała zdziwiona Yuko.
-Bo
jest przewrażliwiona. Pamiętam, jak zdarłem sobie raz lekko kolano. Od razu
leciała do mnie z bandażem.- Powiedział.
-A
ty co na to?- Zapytał Lou.
-Ja
uciekałem i chowałem się za ojca. On szybko uspokajał mamę, a potem przemywał
mi po prostu ranę. Po ty mówił żebym na siebie bardziej uważał, dawał buziaka w
czółku i mogłem dalej się bawić.- Zaśmiał się krótko na to wspomnienie.
-Awww~!
Kiyoshi musiał być taki słodziutki, gdy był malutkim wilczkiem~!- Stwierdziła
Yuko zachwycona.
-Słodziutki?!
Yuko, padłabyś na mój widok. Pamiętam, gdy miałem pięć latem bawiłem się w
kupie liści. Moje ciotki piszczały z zachwytu. Albo jak mój ojciec spał w
wilczej postaci, a ja się do niego przytuliłem. Miałem wtedy trzy lata. Chyba z
godzinę siedziały i patrzały na ten widok.- Chłopcy zaśmiali się na jego
wspomnienia.
-Iiii~!
Ja chcę zobaczyć taki widok i chcę mieć tego widoku zdjęcie.- Stwierdziła z
głośnym piskiem Yuko.
-Będziecie
mieli co wspominać.- Stwierdziła Mari nadal leżąc na kanapie.
-Oj
tak, tak.- Stwierdził z dużym uśmiechem Kiyoshi.
-Będą
zawiedzeni, gdy zobaczą jakiego charakterku nabyłeś.- Stwierdził wesoło Joni.
-Nie
zawiodą się. Charakter w połowie mam po tacie, a w drugiej połowie po mamie.-
Stwierdził z dumą.
-Czyli
spokój nabyłeś po mamusi.- Bardziej stwierdził niż spytał Lou.
-Moja mama i spokój? Ty na serio nie znasz mojej mamy. Na
pierwszy rzut oka wydaje się być miła, spokojna i sympatyczna.
-Ale
spróbuj zranić jej synka to długo nie pożyjesz.- Dokończył za niego Runi, a my
zaczęliśmy się śmiać.
-Serio?-
Zapytał Lou.
-Serio,
serio. Charakterek to ona ma.- Stwierdził wesoło Kiyoshi.
-A
jak myślisz. Co by było, gdyby jednak normalnie wrócili po polowaniu??- Spytał
spokojnie Jason.
-Pewnie
teraz miałbym już żonę i gromadkę dzieci, a może nawet i dziadkiem bym był. Ale
mi się nie spieszy. Megi najpierw musi być pełnoletnia, a potem pomyślimy o
rodzicielstwie.- Stwierdził z uśmieszkiem. Dopiero po chwili doszło do mnie co
powiedział.
-Ej!-
Pacnęłam go w głowę.- Ty już tu tak nie planuj. Bo będziesz miał abstynencje do
końca moich studiów, a będą one trwały pięć lat.- Pogroziłam mu palcem, po czym
obróciłam się do niego plecami. Co za wredny! Żeby mnie tak zawstydzać.
-Oj
Skarbie.- Przytulił się do moich pleców.- Ja nic nie planuję. Po prostu
stwierdzam fakty.- Stwierdził Kiyoshi.
-Niby
jakie?!- Prychnęłam.
-A
takie, że chciałbym się w przyszłości z tobą ożenić. A jeśli się zgodzisz i
zostaniesz moja żoną to logicznym jest, że będę chciał mieć z tobą dziecko.
Więc nie fochaj się i nie karz mnie ta okrutnie.- Przez jego słowa zrobiłam się
cała czerwona, a dziewczyny zareagowały głośnym „Ooch~!”. Obróciłam się
do niego bokiem i mocno wtuliłam w jego tors.
-Baka.- Powiedziałam cicho. On na to zaśmiał się krótko i
przytulił mnie mocniej do siebie.
-Tez
cię kocham.- Powiedział i pocałował mnie w czółko.
-No
dobra. Dość tych wzruszeń i czułości. Za jakieś pół godzinki impreza.-
Powiedział wesoło Rune. Jason natomiast podszedł do Mari i zawisł nad nią.
-Ale
ja jeszcze nie wytuliłem mojego Skarba.- Stwierdził Jason, po czym mocno
przytulił się do Mariko. Ona zaśmiała się na jego zachowanie lecz mocno wtuliła
się w niego.
-Mojemu
Misiaczkowi brakuje pieszczoch.- Runi uniósł teatralnie oczy i poszedł do
jakiegoś pokoju. My za to siedzieliśmy tak przez te pół godziny rozmawiając.
Potem wyszliśmy z domku, gdyż impreza się zaczęła. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy i
śmialiśmy się na całego. Gdy zrobiło się już późno chłopcy postanowili
odprowadzić nas do domu. Louis i Rune zostali na imprezie. Yuko wręcz spała,
dlatego Joni niósł ja na rękach. Mari natomiast przykleiła się do Jasona, a on
do niej. Czasami zatrzymywali się oby pocałować się na dłużej. Oczywiście na
zakręcie się rozeszliśmy. Jak zwykle z Kiyoshim przystanęliśmy blisko mojego
domu. Wręcz od razu Kiyoshi przytulił się do mnie.
-Megumi~!
Twoi rodzice są w domu?- Spytał, gdy się ode mnie odkleił, lecz ręce trzymał na
mojej tali.
-Chyba
nie. Jak się nie mylę to wrócą jutro rano.- Powiedziałam po chwili
zastanowienia.
-Ooo....-
Kiyoshi uśmiechnął się do mnie zadziornie. O co mu.....
-Ty
zboczeńcu jeden. Tylko jedno ci w głowie!- Zaśmiałam się mimo wszystko.
-Oj tam, oj tam. Ale takiego mnie kochasz. A trochę
czułości nigdy nie zaszkodzi.- Przybliżył się do mnie ponownie.- Megumi....-
Szepnął mi do ucha, po czym ugryzł je delikatnie. Zadrżałam lekko na jego
poczynania.
-Kiyoshi...-
Zdołałam powiedzieć, nim wpił się w moje usta. Objęłam go rękami wokół szyi aby
nie zaprzestawał pocałunku. O mój Boże! Jak ja się za nim stęskniłam.
Dość długo się całowaliśmy. Gdy się od siebie oderwaliśmy, powstała między nami
strużka śliny. Kiyoshi nie zaprzestał na tym. Zaczął całować mnie po szyi.
-Ach.-
Jęknęłam cicho. To było takie przyjemne. Kiyoshi zaprzestał swoją czynność, po
czym wziął mnie na ręce i wprowadził do domu. Wszedł zamykając za sobą drzwi i
udaliśmy się do mojego pokoju. Tam położył mnie na łóżku, siadając na moich
biodrach. Ponownie wpił się w moje usta. Nie wiedziałam co robię. Przyciągnęłam
go bliżej siebie. Kiyoshi przerwał pocałunek, by ponownie całować mnie po szyi,
dłońmi sunąć po mojej tali. Po chwili oderwał się od mojej szyi. Zsunął się
trochę, podciągnął wyżej moja bluzeczkę i zaczął całować mój brzuch.
-Ach!-
Jęknęłam, gdy zatopił język w moi pępku. Nie wiedziałam, że to może być takie
przyjemne. Zaprzestał i ponownie wpił się w moje usta.
-Na
dzisiaj już starczy.- Powiedział ochrypniętym lekko głosem. Pocałował mnie
krótko, po czym wstał.- Dobranoc Megumi. Słodkich snów.- Pocałował mnie jeszcze
w nosek i podszedł do okna, otwierając je. Uśmiechnął się jeszcze, by po chwili
już zniknąć. Leżałam na łóżku i patrzał się w okno. Powoli docierało do mnie co
się przed chwilą stało. Przytuliłam się do poduszki, rumieniąc się siarczyście.
-Głupi
Kiyoshi! Doprowadzać mnie do takiego stanu.- Jęknęłam niby niepocieszona, po
czym wstałam i poszłam do łazienki. Przygotowałam sobie gorącą kąpiel. Leżąc w
wannie myślałam o tym wszystkim.
-Tylko
mnie całował a mi było tak przyjemnie. A jak posunie się dalej....- Szybko
ochlapałam twarz wodą aby odgonić te myśli.- Głupi, przystojny Kiyoshi.-
Wymamrotałam i uśmiechnęłam się lekko.
Kto cieszy się z 2 części 2 sezonu Durarary!? ^.^
Wyczekujecie jakiegoś anime?? o.O
Witam, witam szalona fanka powraca xd. No więc tam na wstępie powiem że jesteś zajebista ale to już wie każdy ^^ Co do rozdziału to poprostu KAWAII i ta ostatnia scena kya >\\\< OMG. A no i oczywiście ogromne arigato za dedykacje :**
OdpowiedzUsuńI chciałam jeszcze przeprosić że pisze z anonima ale jestem na telefonie gomen :( ale wracając do tematu xd to czekając na kolejny rozdział chyba umre z ciekawości i podekscytowania. Dla mojej kochanej i zajebistej Kimie Kikui duuuużo weny i zabawy od Julci N. xd
Powodzenia :**
Ohayo~! ^.^ No więc nie będę skromna i powiem, że ociekam zajebistością niczym Aomine z Kuroko no Basket :p Cieszę się, że rozdział się podoba i nie ma za co za dedykację :D
UsuńNie przepraszaj, rozumiem, rozumiem >.< Co do nastepnego rozdziału to musisz trochę poczekać ale mam nadzieję, że ucieszysz się z miniaturki, którą niedługo wstawię :)
Kimie dziekuje za wenę i zabawę *.*
Pozdrawiam serdecznie ^.^ #Kimie :)
Hej,
OdpowiedzUsuńczyli to ojciec, szukali go cały czas, słodki mały Kiyoshi... Yukio jej zamiłowanie... Jonathan ty się zastanów bo jeszcze steierdzi, że chętnie by zobaczyła jak się całujesz z jakimś chłopakiem...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia