środa, 22 kwietnia 2015

Urodzinowo z Twin Blood po raz 4 i 5 ^.^

Dobry wieczór~!
 Wręcz noc ale to nic. Ważne, że zdążyłam przed północą- niczym Kopciuszek, hehe :D
No więc, dzisiaj są urodziny kochanych bliźniaków- Jasona i Jonathana.
<Dlatego 4 i 5> *.*
Wszystkiego Najlepszego dla nich i dla Wszystkich osób,
 które dzisiaj lub jutro obchodzą urodziny.
Tak więc macie tu specjalnego one shota.
Przyznam się, że na początku chciałam wstawić coś innego. 
Ale jak to zwykle bywa nie miałam czasu na przepisanie. Dlatego wolałam napisać coś nowego. 
Mam nadzieję, że się spodoba. :3
Enjoy........ ;)

                                                   Japonia, rok 1894

Niedaleko stolicy Japonii, znajdowało się małe miasteczko. Można je nazwać również wsią, gdyż mieszkańcy zajmowali się głównie uprawą roślin. Mieszkańcy byli bardzo mili i chętnie gościli podróżnych. Każdy kto tam zawitał mógł spędzić noc w jednym z tradycyjnych japońskich domów. Właśnie w jednym z takich domów-znajdującego się nad brzegiem jeziora- było ośmioro mężczyzn. Bracia bliźniacy Jason i Jonathan, Kiyoshi, Louis, Rune, William, Nicholas i Ichi. Może byli by to zwykłe, gdyby nie to, że szóstka z nich to wampiry, jeden wilkołak i elf. Tak więc od ich przyjazdu, czyli 2 tygodnie temu, zrobiło się trochę głośniej w wiosce. Dziewczyny na ich widok wzdychały, rumieniąc się sowicie. Ale nie po to tu przyjechali. Pewnego, a raczej konkretnego dnia bliźniacy ubrani w yukaty siedzieli na tarasie, patrząc się na piękny ogród oświetlany słońcem. Był kwiecień, a pogoda dopisywała. Słoneczko świeciło, ptaszki wesoło ćwierkały.
-Hmmm. Jak miło jest tak siedzieć i wygrzewać się w promieniach słońca.- Stwierdził Joni z błogą miną.
-Tak, masz rację.- Przyznał mu rację jego brat.- Ale wiesz, czuję się tak, jakbym o czymś zapomniał.- Powiedział i ponownie zaczął się nad tym zastanawiać.
-Jak zapomniałeś to może to nie było aż tak ważne.- Powiedział Joni i położył głowę na ramieniu Jasona.
-Możliwe.- Jason zaprzestał się tym zamyślać i popadł w błogie lenistwo. Nie nacieszyli się oni nim zbyt długo, gdyż po ok. godzinie weszła reszta bandy. Bliźniacy spojrzeli w ich stronę.
-Niespodzianka~!- Krzyknęli wesoło. Louis trzymał tort, a reszta miała w dłoniach pozapalane zimne ognie. Bliźniacy najpierw spojrzeli się na nich zszokowani. Po chwil spojrzeli na siebie wzajemni i zaczęli się śmiać. Reszta patrzała na nich, nie wiedząc o co chodzi.
-Dlaczego się śmiejecie?- Spytał zdezorientowany Will.
-Masz rację braciszku. Nasz sto któreś urodziny nie są ważne.- Stwierdził radośnie Jason i zaśmiał się ponownie.
-To są wasze 186 urodzinki.- Powiedział Rune z lekkim uśmiechem.
-No wiesz, nie musiałeś mówić dokładnie.- Stwierdził Ichi (Pojawi się w nowym sezonie Twin Blood- dop. Aut.).
-Tak jakoś szybko policzyłem i powiedziałem zanim ugryzłem się w język.- Powiedział Runi z sarkazmem. W tym czasie bliźniacy przestali się śmiać i podeszli do swoich przyjaciół.
-Dziękujemy za pamięć.- Powiedzieli równo z uśmiechem.
-Nie ma za co. A teraz kroicie ten tort, bo mi już ślinka cieknie.- Powiedział Kiyoshi i oblizał się do tortu. Jason odebrał od Louisa i położył go na stole. Gdy już wszyscy usiedli bliźniacy niczym na weselu wspólnie zaczęli kroić tort, mając przy tym niezły ubaw. Przy krojeniu do pokoju weszła pokojówka z herbatą. Życzyła bliźniakom wszystkiego najlepszego i wyszła z pokoju. Po chwili zapanowała cisza, gdyż wszyscy zajęli się konsumpcją tortu.
-Mmmm. To jest przepyszne.- Stwierdził z uśmiechem Ichi.
-To nie jest przepyszne. To jest po prostu boskie.- Stwierdził z błogą miną Will.
-Wiecie, nie powinniśmy jeść tego toru. Bo to w końcu prezent bliźniaków od Runiego.- Powiedział Kiyoshi, który wręcz zjadł już swój kawałek.
-Takim prezentem warto się podzielić.- Stwierdził wesoło Joni.
-Dziękujemy Runi za tak pyszny prezent.- Powiedział Jason i skłonił się lekko w jego stronę.
-Ależ nie trzeba. To była dla mnie przyjemność.- Stwierdził Runi, który mozolnie jadł swój kawałek. Zaprzestał jedzenia i obrócił się w stronę Kiyoshiego. Wyciągnął w jego stronę swój talerzyk. Kiyoshi najpierw spojrzał się na ciasto, po tym na Runiego. Wziął od niego talerzyk i usiadł Wygodniej. Runi przybliżył się do niego, opierając się o jego tors plecami. Wziął kawałek tortu na łyżeczkę i przysunął do ust Kiyoshiego. Ten bez słowa wziął go do ust, rozkoszując się smakiem.
-To nie fair. Kiyoshi zje więcej ciasta.- Stwierdził z naburmuszoną miną Will.
-Kiyoshi jest wygodniejszy, dlatego mu dałem swój kawałek.- Powiedział Runi i dalej karmił Kiyoshiego. Kiyoshi na jego słowa uśmiechnął się chytrze do Will, na co on prychnął i zjadł ostatni kęs ciasta. Po kilku minutach z ciasta zostały okruszki.
-A gdzie reszta prezentów?- Spytał Joni, popijając herbatę. Jako pierwszy- wprawdzie drugi- prezent dał Kiyoshi. Oczywiście Runi podał go bliźniakom, gdyż nadal opierał się o Kiyoshiego i ten nie miał jak tego zrobić. Bliźniacy szybko odpakowali prezent. Był to dwa rewolwery z ręcznymi zdobieniami. Po tym dostali resztę prezentów:
·       Najlepszą whisky od Willa
·       Ręcznie rysowaną mapę świata od Niko
·       Ręcznie malowany porcelanowy zestaw do herbaty od Lou.
*      Pozytywkę od Ichiego. 
-Więc dla siebie nawzajem nie macie prezentu!?- Bardziej stwierdził niż spytał Niko. Bliźniacy popatrzyli na siebie, a po chwil każdy z nich wyjął z kieszeni małe pudełeczko.
-Wszystkiego Najlepszego~!- Powiedzieli równo i wymienili się prezentami. Każdy z nich rozwiązła kokardę i odchylił wieczko. W tym samym momencie razem ponownie się zaśmiali.
-Co znowu was tak śmieszy?- Spytał Louis. Jason i Jonathan wyciągnęli prezenty z pudełka.
-Obaj jednak myślimy o tym samym.- Stwierdził Jason. Obaj w dłoni trzymali zegarek kieszonkowy. Oczywiście były one takie same.
-Was nic i nikt nie pobije.- Stwierdził Kiyoshi i zrobił facepalma.
-No dobra. Koniec tego sztywniactwa. Pora się napić.- Stwierdził stanowczo Ichi i wyciągnął dzbanki z sake. Ich mała impreza się rozpoczęła.

                          ...........4 godziny później...........
Każdy w pokoju był w dobrym humorze. Bliźniacy rozmawiali z Niko, śmiejąc się z czegoś co chwila. Will próbował coś wytłumaczyć Louisowi ale ten pył już nieźle wstawiony, więc śmiał się co kilka słów. Pozostała trójka miała za to bardzo ciekawe zajęcie. Otóż Rozebrali Runiego do połowy, ten górnej połowy i patrzeli na jego klatkę piersiową.
-Sądzę, że Runi.....jest baaaardzo piękny.- Stwierdził piany Ichi.
-Taaa.....To przez jego kolor skóry. Przepięknie kontrastuje.....z jego oczami.....i włosami.- Powiedział Kiyoshi, patrząc na Runiego uważnie.
-Jego oczy są cuuuudowne~! Wręcz można w nich.....utonąć.-Stwierdził Ichi, przejeżdżając palcem od obojczyków do pępka Runiego.
-A to ciałko można tulić i tulić.....bez końca~!- Stwierdził Kiyoshi z szerokim uśmiechem, tuląc się do Runiego.
-Oj chłopcy. Przestańcie, bo się zarumienię.- Powiedział również podpity Runi, zasłaniając połowę twarzy wachlarzem.
-Lepiej tego nie rób Runi. Bo cię przelecę.- Stwierdził Ichi z zadziornym uśmieszkiem.
-Nie zrobisz tego. Bo ja będę tym, który zabierze mu dziewictwo.- Stwierdził poważnie Kiyoshi, chwiejąc się delikatnie na boki.
-Oh~! Moi kochani chłopcy.- Powiedział słodziutki głosem Rune, rumieniąc się. Kiyoshi wraz z Ichi zareagowali na to krótkim „Oooo~!”. Impreza trwała dalej.

                                  ..........Po godzinie........
Will wraz z Louisem zaczęli śpiewać jakąś piosenkę, krzycząc i śmiejąc się w niebogłosy. Po chwili dołączył do nich Niko. Chociaż on bardziej ich dopingował niż śpiewał. Bliźniacy tulili się do siebie, mówiąc sobie nawzajem do uszka czułe słówka i podśmiewając się pod nosem. Święta trójca zaczęła się kłócić. Otóż Runi chciał ich do gorących źródeł, a Kiyoshi i Ichi kłócili się o to, kto z nim pójdzie.
-Ja z nim idę!- Krzyknął Ichi i pociągnął Runiego w swoją stronę.
-Nie! Ja z nim idę. Ty się nie nadajesz!- Stwierdził Kiyoshi i pociągnął Runiego w swoją stronę.
-Nie!! Ja mu umyję plecki.- Powiedział Ichi i ponownie pociągnął Runiego w swoją stronę.
-A ja mu zrobię masaż stóp.- Powiedział Kiyoshi.
-A ja mu umyje plecki, zrobię masaż stóp i pleców.- Powiedział Ichi.
-A ja umyję mu plecy, zrobię masaż stóp i pleców oraz wetrę w niego olejek. Ha~!- Kiyoshi i Ichi zaczęli Runiego przeciągać na swoje strony.
-Chłopcy spokojnie!- Krzyknął Runi i zatrzymał ich.- Obaj możecie iść ze mną Podzielicie się obowiązkami. Który lepiej się spisze dostanie mnie całego w nagrodę.- Powiedział z uśmieszkiem i pociągnął chłopaków za yukaty w stronę gorących źródeł.

                            ..........Następnego dnia.........
W pokoju panował mały bałagan. Niko spał na stole z uśmiechem na ustach. Will spał na fotelu, z butelką w ręce. Bliźniacy spali nago w futonie, ściśle do siebie przytuleni. Louis spał na poduszkach razem z Runim, który był samym ręczniku. Kiyoshi i Ichi spali na futonie obok siebie. Jako pierwszy obudził się Will. Wstał powoli, odkładając butelkę. Chwiejnym krokiem podszedł do stołu i ściągnął z niego Niko. Położył go na ziemi i przykrył kocem. Jako drugi obudził się Rune. Will przyglądał się jego poczynaniom. Rune odkleił od siebie Louisa i wstał. Rozejrzał się i po chwili podszedł bardzo chwiejnym krokiem do Kiyoshiego i Ichiego. Położył się między nimi, przykrywając się futonem i przytulając do Kiyoshiego. Ten odwzajemnił uścisk. Ichi mruknął coś przez sen i obrócił się w stronę Runiego, przytulając się do jego pleców. Will po tym wziął koc, położył się obok Lou i przykrył ich obu. Od razu zasnął.

Wszyscy obudzili się dopiero następnego dnia. Oczywiście mało kto pamiętał co się wczoraj działo. Bliźniacy mimo kaca uśmiechali się, gdyż jak stwierdzili „Mieliśmy naprawdę fajne urodziny”. Niko próbował sobie coś przypomnieć z przedwczorajszej imprezy. Will po wypiciu dużej ilości wody poszedł spać dalej. Louis klną na wszystkich, za swojego potężnego kaca. A trójca święta się niczym nie przejmowała. Zjedli, napili się ponownie i przytuleni do siebie ponownie zasnęli.


W prezencie macie szczęsliwego Uruhę z the GazettE z szampanem ^.^

P.S. Daj Komentarz. :*

środa, 15 kwietnia 2015

Twin blood- rozdział 28

Witam~! :)
Ogółem to przepraszam za takie opóźnienia. Ostatnio trochę nie ogarniam. Ale poprawię się! ^.^
Co do Twin Blood to został jeszcze jeden rozdział <smuteczek>.
Ale jest jeszcze 2 sezon!!! <happy~!!!> :D
Co do reszty to nie wiem. Jakoś nie mam chęci na pisanie i przepisywanie. 
Żeby już nie przedłużać.......
Enjoy~nyan! ^.^

Obudziłem się cały obolały. Dopiero po chwili przypomniałem sobie co się stało i gdzie jestem. Spojrzałem na Jasona. Tak jakby postarzał się troszeczkę. Gdy się przeciągałem do pokoju wszedł Joni.
-Ohayo.- Powiedział sennie.
-Ohayo.- Chyba przez to, że spałem na fotelu jestem niewyspany.
-Trzymaj.- Powiedział Joni i podał mi kubek kawy. Wziąłem ją od niego i powąchałem cudowny aromat. Jednak ta poranna kawusia jest najlepsza.
-Wyglądasz okropnie.- Stwierdziłem Joniemu. Miał wory pod oczami, czerwone policzki od płaczu i rozczochrane włosy.
-Wiem. Nie mogłem spokojnie spać.- Wcale się mu nie dziwię. Usiadł na łóżku i patrzał smutnie na brata.
-Nie martw się. Będzie dobrze.- Trzeba być dobrej myśli. Joni westchnął głęboko i przetarł rękawem oczy. Usłyszeliśmy pukanie do pokoju.
-Proszę.- Powiedział cicho blondasek. Drzwi się otworzyły i ujrzeliśmy Mariko. Widać ona również nie mogła zasnąć. Weszła i zamknęła za sobą drzwi.
-Hej. Co się stało?- Spytała cicho.
-Hej. Jeśli masz mocne nerwy to podejdź do łóżka.- Powiedziałem do niej i napiłem się kawy. Mariko odetchnęła i z małym wahaniem podeszła do łóżka. Gdy ujrzała swojego chłopaka, oczy jej się rozszerzyły w niemym szoku.
-J-J-Jak t-to się s-stało?!- Spytała i patrzała się to na mnie to na Joniego i Jasona.
-Trucizna. Niko nadal szuka lekarstwa.- Powiedziałem i ustałem obok niej. Z tego szoku aż trzęsła się trochę.
-Jaka trucizna? Kto go otruł?- Zaczęła wypytywać.
-Usiądź Mari. Musimy ci coś wytłumaczyć.- Stwierdziłem poważnie. Usiadła obok Joniego i z wyczekiwaniem patrzała na mnie.
-Opowiem od początku. Jest taki wampir Rivera. Jest on zły i podły. Morduje, gwałci i tym podobne. Walczyliśmy z nim kilkanaście lat wcześniej i wtedy zniknął. Teraz powrócił prawdopodobnie aby się zemścić. I jeden z jego grupy otruł Jasona, gdy ostatnio z nimi walczyliśmy. Na przykład wtedy w naszą wigilię to za nimi właśnie pobiegliśmy.- Wytłumaczyłem jej w miarę sensownie.
-A co ten Rivera jest w stanie zrobić?- Spytała.
-Zabić nas wszystkich. Mówiąc nas mam na myśli moją watahę, klan,
wioskę Louisa, ciebie, Yuko, Megumi i na dodatek wasze rodziny. I nie będzie miał z tego powodu wyrzutów sumienia.- Teraz tak mnie zastanowiło dlaczego dokładnie on to robi?!
-A co z Jasonem?- Spytała smutnie patrząc się na niego.
-Nie wiem. Niko nadal szu.....
-Mam!- Moją wypowiedź przerwał sam Niko, robiąc wejście smoka.- Mam antidotum!- Nie musi się drzeć.
-To mu je podaj a nie się drzesz.- Powiedziałem trochę wkurzony.
-Nie mam go ale wiem jak je zrobić.- Wyjaśnił i usiadł w fotelu.
-Jak? Jak?- W Joniego aż weszła iskierka nadziei.
-Potrzebuję do tego czarnej orchidei, która rośnie gdzieś w tych górach.- Wyjaśnił, patrząc do książki.
-Ale jak ją znajdziemy?- Spytała zmartwiona Mari.
-Ja jej poszukam. Znam już ten teren. Tylko pokaż jak wygląda.- Zerknąłem do książki.
-Serio jej poszukasz?!- Spytał Joni.
-No pewnie. A jak to mu nie pomoże to będę go szarpał dopóki się nie obudzi.- Powiedziałem z uśmiechem i puściłem mu oczko.- A ty Mari lepiej idź do szkoły. Powiedz Runiemu co się stało. I pamiętaj, żeby nic nie zdradzać dziewczynom.- Po tych słowach wyszedłem. Najpierw skierowałem się do siebie aby poinstruować innych. Później sam udałem się w góry w poszukiwaniu kwiatka leczniczego.


Gdy Kiyoshi powiedział mi, że Jason jest chory zmartwiłam się. Widziałam, że było z nim coś nie tak. Ale nie spodziewałam się, że został otruty. Szybciej, że złapał przeziębienie lub coś w tym stylu. A gdy go zobaczyłam to nogi się wręcz pode mną ugięły. Zwłaszcza potem, gdy zdałam sobie sprawę, że Jason może umrzeć. Chciałam przy nim zostać lecz Kiyoshi powiedział, że mam iść do szkoły. Z żalem i obawą o niego poszłam. Oczywiście powiedziałam Runiemu co się stało. Zdziwił się na tą wiadomość lecz zrozumiał i jak coś to kryje. Yuko i Megumi oczywiście pytały mnie, czy wiem gdzie są chłopacy. Powiedziałam, że nie wiem, że Jason nie odbiera telefonu. Od razu po szkole poszłam do niego. Joni cały czas przy nim czuwał. Raz nawet mu się lepiej przyjrzałam. Wyglądał na bardzo smutnego i zmartwionego. Widać było, że płakał jak również, że nie spał za wiele. Siedzieliśmy w tym pokoju i czekaliśmy na Kiyoshiego.


Już kilka godzin szukam tego kwiatka i nic. Albo wcale go tu nie ma albo bawi się ze mną w chowanego. Na szczęście- lub nie - jest jeszcze trochę terenu do przeszukania. Szedłem sobie przez jakąś jaskinię, gdy usłyszałem kroki i warczenie. Obróciłem się powoli i ujrzałem małe stado wściekłych wilków. Na dodatek z wścieklizną i głodnych. Nie myśląc ani chwili dłużej rozpoczęła się walka.


Był już późny wieczór a Kiyoshi nadal nie wracał. Nadal siedziałam z Jonim przy Jasonie. Przyszedł do nas nawet Niko. Przez głowę mi przeszło, że Kiyoshi nie znalazł i nie może znaleźć tego kwiatka. Jakieś pół godziny później do pokoju wszedł Kiyoshi. Był brudny i miał trochę podarte ubranie.
-Masz?- Spytałam od razu. Patrzał się na mnie z powagą, by po chwili z uśmiechem wyciągnąć zza pleców orchideę. Wszyscy się na to ucieszyliśmy. Niko zaczął  robić antidotum, a Kiyoshi w tym czasie się ogarnął. Gdy już wszyscy czekaliśmy na lekarstwo, Niko zrobił smutną minę.
-Co się stało?- Spytał cicho Jonathan.
-Potrzebuję krwi wilka.- Stwierdził stanowczo Niko.- Ale nie wiem dokładnie jakiej, bo reszta przepisu jest w języku, którego ja nie znam.
-Pokaż to.- Powiedział Kiyoshi wstając z fotela i biorąc od niego książkę. Chwilę chyba czytał ten przepis, by po chwili grzebać w torbie Doktorka. Wyciągnął z niej strzykawkę i podał Niko.
-Wbijaj blisko serca i weź połowę strzykawki.- Powiedział do niego.
-Co?!- Prawie krzyknął Niko. Byłam w szoku tak samo jak Niko i Joni.
-A to. Ja tego nie zrobię, bo muszę zamienić się w wilka.- Stwierdził.
-Dlaczego to robisz?- Spytał cicho Joni, uważnie się mu przyglądając.
-Bo Jason to mój przyjaciel i jednak chcę żeby żył. I wiem jak bardzo nie chcesz go stracić.- Uśmiechnął się słabo. Joniego najwidoczniej to zszokowało, bo już nic więcej nie powiedział. Kiyoshi zamienił się w wilka i usiadł blisko Doktorka. Niko przełknął głośno ślinę i wbił strzykawkę. Chwilę później widać było pobieraną prawie czarną krew. Niko pobrał krew i przyłożył wacik w ranę. Kiyoshi prawie natychmiast z powrotem zamienił się w człowieka.
-Nie wiedziałem, że to tak będzie bolało.- Stwierdził z sykiem i pomasował bolące miejsce. Niko dokończył antidotum i wstrzyknął je Jasonowi.
-Dopiero jutro się okaże, czy przeżyje i wróci do normalnego stanu. A teraz wszyscy spać. Chociaż, może najpierw kolacja.- Stwierdził trochę zamyślony Doktor i wyszedł z pokoju. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że nocuję u koleżanki. Po kolacji czułam się bardzo senna, więc od razu zasnęłam.

Rano od razu poszłam do pokoju Jasona. Akurat spotkałam pod drzwiami Joniego i Kiyoshiego. Popatrzeliśmy tylko na siebie i weszliśmy do pokoju. Ukazała nam się pustka. Na łóżku nikogo nie było. Poczułam ucisk w sercu. Joni upadł na kolana. Z jego oczu zaczęły spływać łzy. Kiyoshi był oparty o framugę i zasłonił twarz rękoma. Ja sama poczułam łzy na policzku. Nie mogłam uwierzyć, że Jasona już nie ma. Z tego wszystkiego zrobiło mi się niedobrze. Nagle otworzyły się drzwi, które prowadziły do łazienki. W pokoju ukazał się.......Jason! Nie było widać jego twarzy, gdyż miał na głowie ręcznik. Ale jak? Dlaczego?!
-Jason?!- Pierwszy odezwał się Kiyoshi. Jason opuścił ręcznik na ramiona. Ukazała mi się twarz Jasona, jakiego pamiętam. Młoda i przystojna.
-O hej. Co wy tu robicie tak wcześnie? I wiecie może czy jest Niko? Głowa mnie boli.- To był on. Jason. Patrzeliśmy na niego jak na kosmitę. Nikt nie mógł uwierzyć.
-Jason!!- Wydarł się Joni i rzucił się bratu na szyję. Zrobił to z takim rozpędem, że powalił go na łóżko.
-Tak Joni to ja, a któż by inny. Czekaj, czekaj. Joni ty płaczesz?!- Spytał się go Jason, głaszcząc uspokajająco po plecach.
-Jason.- Powiedziałam płaczliwie i również objęłam go wokół szyi. Leżeliśmy tak wtuleni do siebie.
-No dobra. Starczy tego przytulania.- Stwierdził Jason po chwili.- A teraz mi mówcie o co wam chodzi?- Spytał.  Odkleiliśmy się od niego i usiedliśmy.
-To ty nic nie pamiętasz?- Spytał Jonathan.
-A co niby mam pamiętać?- Również spytał zdziwiony.
-Otruli cię. Wyglądałeś jak stary dziadziuś.- Powiedział ze śmiechem Kiyoshi. Jason patrzał się na niego zdziwiony.
-Zaraz, zaraz. Czyli otruli mnie, wyglądałem jak stary dziad, Mari to widziała a teraz jestem zdrowy?!- Zapytał.
-Bingo.- Potwierdził Kiyoshi.
-Idę się zabić.- Stwierdził Jason i schował się pod kołdrą.
-Dlaczego?- Zapytał Joni.
-Bo moja dziewczyna widziała mnie jako staruszka, ze zmarszczkami i siwizną.- Usłyszeliśmy jego stłumiony dźwięk.
-Nawet nie próbuj. Nie po to się dla ciebie poświęcam, byś teraz chciał się zabić bo źle wyglądałeś.- Stwierdził Kiyoshi. Na te słowa Jason ponownie usiadł.
-Jak się poświęcałeś?- Zapytał skołowany.
-Kiyoshi poszukał orchidei, która była potrzebna do lekarstwa i oddał trochę swojej wilczej krwi do tego.- Opowiedział mu Joni. Jason patrzał ze zdumieniem na przyjaciela. Po chwili zaczął się głośno śmiać.
-Nie wierzę! Kiyoshi, zamieniasz się w nadopiekuńczego tatusia po 40-stce!- Stwierdził ze śmiechem. Kiyoshiego najpierw zdziwiły jego słowa.
-Ja ci dam po 40-stce.- Stwierdził ze śmiechem i rzucił się na niego. Obaj zaczęli bitwę na poduszki. Oczywiście ja i Joni nie siedzieliśmy bezczynnie i dołączyliśmy się do zabawy. Po tym musiałam przekonać Jasona, że nadal mi się podoba. Po jakimś czasie w końcu zrozumiał, za co dostałam mnóstwo buziaków. Na szczęście była sobota, więc mogliśmy ten dzień spędzić razem. Około 2 godzin spędziliśmy z Jonim i Yuko. Później razem z Jasonem poszliśmy do kina, do knajpki, na dłuuugi spacer, kończąc nad jeziorkiem koło willi. Oczywiście odprowadził mnie do domu, nie żałując buziaków i przytulasów. Cieszę się, że ponownie jest sobą.


Po bitwie i rozmowie z tym wariatem per Jasonem poszedłem do siebie. Podbiegła do mnie jedna z dziewczyn.
-Kiyoshi-sama!- Wręcz krzyknęła.
-Co się stało Michi?- Spytałem.
-Chiyo chyba coś się stało. Zamknęła się w łazience i nie chce wyjść.

Chiyo Koyama
„16lat”
05.04.1998r.
Wzrost: 1,70
Kraj: Japonia
Brązowe włosy, zielone oczy
Hobby: książki, spacery, pieczenie
Michi zaprowadziła mnie tam. Wszystkim zebranym kazałem się odsunąć.
-Chiyo, słyszysz mnie?! Otwórz, to ja Kiyoshi.- Po chwili zamek ustąpił i wszedłem do środka. Moim oczom ukazała się rozpłakana Chiyo. Podszedłem bliżej i przytuliłem ją.
-Co się stało?- Spytałem spokojnie.
-Ja....Ja....Jestem w ciąży.- Powiedziała i ponownie się rozpłakała.- To się stało na tej ostatniej imprezie, na którą zgodziłeś się mnie puścić. Przepraszam.- Aż trzęsła się z płaczu. Drapałem ją delikatnie po plecach.
-Ciiii....Uspokój się. I nie masz za co przepraszać. Wszystko będzie dobrze. Tak jak opiekuję się tobą, tak zaopiekuję się twoim dzieckiem. Tylko chciałbym porozmawiać z przyszłym tatusiem, ale to później. Teraz chodź. Napijesz się gorącej herbaty i odpoczniesz.- Pokiwała głową na zgodę. Przytuliła się do mnie mocno i wyszliśmy z łazienki. Zaprowadziłem ją do jej pokoju. Siedziałem z Chiyo dopóki nie zasnęła. Chiyo jest tutaj jak matka. Dość często opiekuje się najmłodszymi wilczkami. Wyszedłem z domku, kierując się do jadalni, gdy nagle usłyszałem jakieś zamieszanie.


Chodziłem po lesie już jakieś kilka godzin. Byłem zmęczony i głodny ale nie poddawałem się. Muszę go znaleźć. Ujrzałem jakąś wioskę przed sobą. Podszedłem bliżej i od razu wyczułem wilki. Zobaczyłem kilka osób stojących i patrzących się na mnie.
-Czego tu chcesz?- Zapytała jakaś dziewczyna ostro.
-Co tu się dzieje?!- Nagle wszyscy zebrani ucichli i spojrzeli się w jedną stronę. Skądś  znam ten głos. Gdy zobaczyłem do kogo należy, wręcz kamień spadł mi z serca. W końcu. W końcu go znalazłem.


Podszedłem bliżej tego zamieszania i ujrzałem JEGO. Nie. To niemożliwe. Skąd On się tu wziął?!
-Kiyoshi.- Po usłyszeniu jego głosu  miałem już 100% pewności.
-Wynoś się stąd.- Wręcz wysyczałem. Patrzał się na mnie zdziwiony.- Nie słyszałeś?! Wynoś się stąd!!- Kątem oka zauważyłem jak wszyscy się cofają o krok. Adrenalina podskoczyła mi do maksimum.
-Kiyoshi, ja....
-Wynoś się stąd do cholery!! Albo się wynosisz albo wypruję ci flaki.- Mówiąc to, spojrzałem prosto w jego oczy. Chciał coś powiedzieć ale zrezygnował i poszedł sobie.
-Wszyscy do domków. Nie ma wychodzenia już dzisiaj.- Powiedziałem nadal zły i poszedłem do siebie. Wszedłem do domu i zacząłem rozwalać co popadnie. Zrezygnowany i wściekły usiadłem na kanapie. Dlaczego?! Dlaczego on wrócił?! Nagle sobie o mnie przypomniał?! Miałem chaos w głowie. Późnym wieczorem przyszedł do mnie Jason.
-Matko, co tu się stało?- Spytał zdziwiony widząc bałagan. Widząc mój stan od razu znalazł się obok mnie.- Kiyoshi co się stało?- Zapytał zmartwiony.
-On wrócił. Po tylu latach. Po co? Znowu naopowiada bajeczki i odejdzie bez zapowiedzi?! Zostawi na pastwę losu?!- Z tego żalu, bezradności a zarazem złości spłynęło po moim policzku kilka łez. Jason o nic więcej się nie pytał. Przytulił mnie do siebie i został. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnąłem.                                                                       

niedziela, 5 kwietnia 2015

Zagubiony zajączek ^.^

Ohayo~! Skocznie was Witam~! :D
Co u Was słychać w ten Wielkanocny dzień? I ile zjedliście już słodyczy? :p
Krótko mówiąc mam tu dla was Wielkanocnego one- shota i życzenia......

Kolorowych jajeczek,
rozczochranych owieczek,
rozkicanych króliczków,
pyszności w koszyczku,
a przede wszystkim
mokrego ubrania
w dniu wielkiego lania!
Kimie & Asuna

Enjoy~!

Wielkanoc. Święto, podczas którego idziemy z koszyczkiem do kościoła, a następnego dnia w rodzinnym gronie zasiadamy do śniadania. Na stole same pyszności, m.in. żurek, biała kiełbasa, sałatka jarzynowa, jajka. Po śniadaniu dzieci szukają prezentów od zajączka. Dzień, który spędzamy w gronie rodzinnym z uśmiechem na ustach. Również i następnego dnia jest bardzo wesoło, gdyż Śmingus- Dyngus daje mnóstwo radości. Nie było to jednak fajne święto dla Mikado, 17 letniego licealisty. Był on typem buntownika. Włosy przemalował w wieku 15 lat na blond, a rok później pofarbował końcówki na zielono. Wtedy również zrobił sobie 4 kolczyki w prawym i w lewym uchu oraz jeden w nosie. Często malował się oraz nosił soczewki, gdyż- jak stwierdził- nie podobają mu się jego naturalny kolor oczu, czyli brąz. Prawie zawsze nosił czarne ubrania, dodając akcenty w kolorze czerwieni, błękitu, zieleni czy złocie. Dziewczyny szalały za nim za jego buntowniczy wygląd i zachowanie. Nie wiedziały jednak co skrywa się za tym ciemnym charakterem. Mikado był taki przez swoją rodzinę, której szczerze nienawidził. Od małego jego rodzice się nim nie interesowali. W końcu pochodził z bogatej rodziny, dlatego każde święta i urodziny spędzał ze służbą. Na początku mu to nie przeszkadzało. Lecz z czasem zaczęło mu brakować tego domowego ciepła. Z tego powodu zaczął się buntować. Chciał w ten sposób zwrócić na siebie uwagę rodziców, jednak na darmo. Gdy lokaj powiedział im, co zrobił rodzice powiedzieli „Dojrzewa. W końcu jest nastolatkiem. Niedługo mu przejdzie”. Po usłyszeniu tego naprawdę się wkurzył. Zaczął sypiać z każdym kto tego chciał. Nie obchodziło go nawet czy to kobieta czy mężczyzna. Chciał po prostu zapomnieć...

Mikado spacerował sobie po parku. „Właśnie dzisiaj jest Wielkanoc” pomyślał i zaśmiał się pod nosem. „Powinienem jeść właśnie śniadanie”, zaśmiał się ponownie. Nienawidził tego święta, jak wszystkich innych. W parku nikogo nie było, więc miał błogą ciszę. Wyciągnął telefon i zaczął przeglądać kontakty. Mimo wszystko nie chciał być sam ale również nie chciał wracać do domu. Już chciał zadzwonić do jednego ze swoich kochanków, gdy nagle coś puknął. Spojrzał w dół. „Koszyk?! Co tu do cholery robi koszyk?! Ktoś go wyrzucił czy zgubił?! Zastanawiał się. Kucnął aby go podnieś i nagle coś zauważył. Kilka metrów przed nim leżało jajko, a do niego przyklejona była jakaś karteczka. Wziął koszyk i ukucnął przed jajkiem, biorąc je de ręki.

Witaj drogi przechodniu.
Czy pomożesz mi w pewnej sprawie?
Otóż jestem zajączkiem Wielkanocnym. Idąc tą dróżką zostałem napadnięty i porwany. Mimo to zdążyłem napisać ten list. Zgubiłem swój koszyk i jajka. Czy pomożesz mi je pozbierać i mnie uratować?
Niczym Jaś po drodze zostawiałem małe jajeczka abyś mnie odnalazł. Proszę pomóż mi. Gdy nie zostanę uwolniony to dzieci nie dostaną prezentów i będą bardzo smutne :(
Liczę na ciebie~! Gdy mnie uratujesz to niczym Wróżka spełnię twoje życzenie. :)
Powodzenia!!”
                                                                       Puchaty Zajączek

Mikado stał tak przez chwilę, zastanawiając się. „Ten zajączek jest chyba pojebany.”- to była jego pierwsza myśl po przeczytaniu listu. „Z drugiej strony to może być jakaś napalona laska. I może czeka na mnie w jakimś hoteliku przebrana za króliczka playboya?!”- ta myśl bardzo go usatysfakcjonowała. Włożył jajko do koszyczka i ruszył w poszukiwaniu następnych. Dość szybko znajdował kolejne jajka. Każde jajko było inaczej pomalowane. Niektóre miały jakieś na nich wzorki, a inne namalowane buźki. Mikado zaśmiał się, gdy znalazł jajko, pomalowaną w kolorach tęczy. Wszedł do lasku. Przez myśl mu przeszło, że nie będzie tu tak łatwo znaleźć tych jajek, jednak pomylił się. Małych jajeczek było coraz więcej. Po kilkunastu minutach wyszedł z lasku, wchodząc do jakiegoś ogrodu. Doszedł do brzozy, przy której było jajko ze znakiem zapytania. Zaczął się rozglądać ale nikogo nie zauważył. Dopiero po chwili ujrzał, że drzewo jest obwiązane linami. Poszedł na drugą stronę drzewa i ujrzał dziewczynę. Była chyba w jego wieku. Na brązowych włosach miała opaskę z króliczymi uszami. Była ubrana w żółtą zwiewną sukienkę na ramiączkach. Zamiast zwykłych butów miała kapcie w kształcie króliczych łap. Mikado chwilę przyglądał się dziewczynie. „Skąd ja ją kojarzę??”, zastanawiał się. Dopiero głośne „Mmm” go trochę ocknęło. Nie wiedzieć dlaczego dziewczyna miała zakneblowane usta. Mikado odłożył koszyk i podszedł do niej, delikatnie ściągając go. Nie odsunął się jednak, nadal uważnie się jej przyglądając. Dziewczyna odetchnęła i spojrzała w jego oczy. Stali tak, wpatrzeni w siebie.
-Skądś cię kojarzę ale nie mogę sobie przypomnieć skąd.- Mikado nadal był lekko zszokowany tą sytuacją.
-Ja natomiast dobrze cię pamiętam, Mikado.- Powiedziała dziewczyna, uśmiechając się delikatnie.
-Jak masz na imię?- Mikado był już trochę zdezorientowany tą sytuacją. Co się ze mną dzieje?! Dlaczego przy tej dziewczynie jestem taki spokojny??!
-Michi.- Po usłyszeniu tego Mikado aż otworzył szeroko oczy z szoku. Michi? To nie możliwe! Kim jest Michi? Michi była jego sąsiadką, gdy byli dziećmi. Często się razem bawili. Dobrze pamięta jeden dzień. Wielkanoc. Po śniadaniu razem z Michi szukali prezentów po ogrodzie. Gdy znaleźli już wszystkie usiedli w altanie aby je rozpakować. Po rozpakowaniu prezentów i zjedzeniu kilku babeczek Michi dała mu prezent. Mikado zawstydził się trochę, gdyż nie miał nic dla niej. Michi to nie przeszkadzało i kazała mu otworzyć. W pudełeczku znajdował się srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie królika z połową jajka. „Zobacz Mikado. Ja mam druga połówkę” powiedziała radośnie dziewczynka, pokazując mu swój. Chłopiec uśmiechnął się szeroko. „To jest na znak naszej przyjaźni”.- powiedział szczęśliwy. Uważał ten dzień za najszczęśliwszy w życiu. Więc dlaczego teraz go nienawidzi? Otóż następnego dnia, gdy wyszedł aby pobawić się z Michi okazało się, że się wyprowadziła. Nikt nie chciał mu powiedzieć, gdzie dokładnie. Od tamtego momentu zaczął nienawidzić tego święta. Co roku przypominało mu się, że stracił wtedy przyjaciółkę na zawsze.
-Co ty tu robisz?- Z jego oczy zaczęły płynąć łzy. Nie mógł ich powstrzymać.  Tak bardzo się za nią stęsknił, a jednocześnie był a nią zły za to, że odeszła bez słowa.
-Przyjechałam cię zobaczyć. Moi rodzice się rozwiedli i zostałam pod opieką matki. Przeprowadziłyśmy się tu jakiś tydzień temu. Właśnie wtedy po raz pierwszy cię ujrzałam po tylu latach. Nie mogłam uwierzyć, że tak się zmieniłeś. Chciałam z tobą porozmawiać, więc poszłam do twojego domu. Jednak ciebie akurat wtedy tam nie było. Mimo to weszłam i porozmawiałam z twoim lokajem. Opowiedział mi trochę o tobie. Nie wiedziałam, że aż tak to przeżyłeś. Ja sama powinnam ci wtedy powiedzieć o przeprowadzce ale z jakiegoś powodu nie mogłam tego zrobić. Nie chciałam cię zranić. Chciałam ci zostawić swój nowy adres ale nikt nie chciał mi go podać. To tak jakby chcieli, abyśmy się ze sobą nie kontaktowali.- Po policzku popłynęła jej łza.- Przez cały ten czas myślałam o tobie. Co u ciebie słychać? Czy jesteś zdrowy? Wiele razy chciałam przyjechać i ponownie cię przytulić ale nie miałam jak. Ja...- Mikado zasłonił jej usta dłonią aby przestała mówić. Dziewczyna nie mogła odczytać z jego twarzy żadnych emocji. Po chwili chłopak westchnął głośno.
-Ja również myślałem o tobie ten cały czas. Sam nie wiedziałem na kogo mam być zły. Zacząłem się buntować i odsuwać od rodziny. Bardzo ale to bardzo chciałem cię zobaczyć. Spójrz.- Mikado wyciągnął zza koszulki wisiorek z zajączkiem.- Od tamtego momentu mam go cały czas przy sobie. Michi, Kocham Cię. Może to wydawać się absurdalne ale to prawda. Byłaś i jesteś moją pierwszą miłością.- Chłopak spojrzał się na jej zszokowaną twarz. Dłoń z jej ust przesunął na policzek, delikatnie go gładząc.
-Mikado. Kocham Cię......Kocham, kocham.- Michi łzy zaczęły lecieć po policzkach. Nie mogła chyba w to uwierzyć. Mikado natomiast zaśmiał się pod nosem.
-Ty bekso...- Dziewczyna nic nie odpowiedziała, gdyż usta Mikado delikatnie połączyły się z jej. Zamknęła oczy i rozkoszowała się tą chwilą. Mikado oderwał się od jej warg, lecz nadal pozostawał blisko.
-I nie próbuj mi uciekać, bo tym razem cię złapię i nigdy nie wypuszczę.- Uśmiechnął się promiennie. Był to pierwszy szczery uśmiech od kilku lat. Michi zaśmiała się krótko.
-Nie zamierzam nigdy uciekać. W końcu skradłeś mój pocałunek i moje serce.- Powiedziała, rumieniąc się lekko.
-Michi, czy to był twój pierwszy.....
-Cicho.- Ucięła mu, rumieniąc się po koniuszki uszu. Mikado uśmiechnął się na to i cmoknął ją w nosek.
-Jesteś przesłodka, mój Zajączku.- Uśmiech nie schodził mu z twarzy.

-A mógłbyś mnie rozwiązać? Chcę cię w końcu przytulić.- Powiedziała Michi, robiąc słodką minkę. Mikado zaśmiał się tylko i odwiązał ją. Gdy to zrobił Michi rzuciła mu się na szyję, mocno go przytulając. Mikado odwzajemnił uścisk, a po chwili ponownie pocałował swoją dziewczynę. Od tego momentu, Wielkanoc stała się jego ulubionym świętem. Zwłaszcza, że teraz spędza je ze swoim słodkim zajączkiem.