Witam~! :)
Ogółem to przepraszam za takie opóźnienia. Ostatnio trochę nie ogarniam. Ale poprawię się! ^.^
Co do Twin Blood to został jeszcze jeden rozdział <smuteczek>.
Ale jest jeszcze 2 sezon!!! <happy~!!!> :D
Co do reszty to nie wiem. Jakoś nie mam chęci na pisanie i przepisywanie.
Żeby już nie przedłużać.......
Enjoy~nyan! ^.^
Obudziłem
się cały obolały. Dopiero po chwili przypomniałem sobie co się stało i gdzie
jestem. Spojrzałem na Jasona. Tak jakby postarzał się troszeczkę. Gdy się
przeciągałem do pokoju wszedł Joni.
-Ohayo.-
Powiedział sennie.
-Ohayo.-
Chyba przez to, że spałem na fotelu jestem niewyspany.
-Trzymaj.-
Powiedział Joni i podał mi kubek kawy. Wziąłem ją od niego i powąchałem cudowny
aromat. Jednak ta poranna kawusia jest najlepsza.
-Wyglądasz
okropnie.- Stwierdziłem Joniemu. Miał wory pod oczami, czerwone policzki od
płaczu i rozczochrane włosy.
-Wiem.
Nie mogłem spokojnie spać.- Wcale się mu nie dziwię. Usiadł na łóżku i patrzał
smutnie na brata.
-Nie
martw się. Będzie dobrze.- Trzeba być dobrej myśli. Joni westchnął głęboko i
przetarł rękawem oczy. Usłyszeliśmy pukanie do pokoju.
-Proszę.-
Powiedział cicho blondasek. Drzwi się otworzyły i ujrzeliśmy Mariko. Widać ona
również nie mogła zasnąć. Weszła i zamknęła za sobą drzwi.
-Hej.
Co się stało?- Spytała cicho.
-Hej.
Jeśli masz mocne nerwy to podejdź do łóżka.- Powiedziałem do niej i napiłem się
kawy. Mariko odetchnęła i z małym wahaniem podeszła do łóżka. Gdy ujrzała
swojego chłopaka, oczy jej się rozszerzyły w niemym szoku.
-J-J-Jak
t-to się s-stało?!- Spytała i patrzała się to na mnie to na Joniego i Jasona.
-Trucizna.
Niko nadal szuka lekarstwa.- Powiedziałem i ustałem obok niej. Z tego szoku aż
trzęsła się trochę.
-Jaka
trucizna? Kto go otruł?- Zaczęła wypytywać.
-Usiądź
Mari. Musimy ci coś wytłumaczyć.- Stwierdziłem poważnie. Usiadła obok Joniego i
z wyczekiwaniem patrzała na mnie.
-Opowiem
od początku. Jest taki wampir Rivera. Jest on zły i podły. Morduje, gwałci i
tym podobne. Walczyliśmy z nim kilkanaście lat wcześniej i wtedy zniknął. Teraz
powrócił prawdopodobnie aby się zemścić. I jeden z jego grupy otruł Jasona, gdy
ostatnio z nimi walczyliśmy. Na przykład wtedy w naszą wigilię to za nimi
właśnie pobiegliśmy.- Wytłumaczyłem jej w miarę sensownie.
-A
co ten Rivera jest w stanie zrobić?- Spytała.
-Zabić
nas wszystkich. Mówiąc nas mam na myśli moją watahę, klan,
wioskę
Louisa, ciebie, Yuko, Megumi i na dodatek wasze rodziny. I nie będzie miał z
tego powodu wyrzutów sumienia.- Teraz tak mnie zastanowiło dlaczego
dokładnie on to robi?!
-A co z Jasonem?- Spytała smutnie patrząc się na niego.
-Nie
wiem. Niko nadal szu.....
-Mam!-
Moją wypowiedź przerwał sam Niko, robiąc wejście smoka.- Mam antidotum!- Nie
musi się drzeć.
-To
mu je podaj a nie się drzesz.- Powiedziałem trochę wkurzony.
-Nie
mam go ale wiem jak je zrobić.- Wyjaśnił i usiadł w fotelu.
-Jak?
Jak?- W Joniego aż weszła iskierka nadziei.
-Potrzebuję
do tego czarnej orchidei, która rośnie gdzieś w tych górach.- Wyjaśnił, patrząc
do książki.
-Ale
jak ją znajdziemy?- Spytała zmartwiona Mari.
-Ja
jej poszukam. Znam już ten teren. Tylko pokaż jak wygląda.- Zerknąłem do
książki.
-Serio
jej poszukasz?!- Spytał Joni.
-No
pewnie. A jak to mu nie pomoże to będę go szarpał dopóki się nie obudzi.-
Powiedziałem z uśmiechem i puściłem mu oczko.- A ty Mari lepiej idź do szkoły.
Powiedz Runiemu co się stało. I pamiętaj, żeby nic nie zdradzać dziewczynom.-
Po tych słowach wyszedłem. Najpierw skierowałem się do siebie aby poinstruować
innych. Później sam udałem się w góry w poszukiwaniu kwiatka leczniczego.
Gdy
Kiyoshi powiedział mi, że Jason jest chory zmartwiłam się. Widziałam, że było z
nim coś nie tak. Ale nie spodziewałam się, że został otruty. Szybciej, że
złapał przeziębienie lub coś w tym stylu. A gdy go zobaczyłam to nogi się wręcz
pode mną ugięły. Zwłaszcza potem, gdy zdałam sobie sprawę, że Jason może
umrzeć. Chciałam przy nim zostać lecz Kiyoshi powiedział, że mam iść do szkoły.
Z żalem i obawą o niego poszłam. Oczywiście powiedziałam Runiemu co się stało.
Zdziwił się na tą wiadomość lecz zrozumiał i jak coś to kryje. Yuko i Megumi
oczywiście pytały mnie, czy wiem gdzie są chłopacy. Powiedziałam, że nie wiem,
że Jason nie odbiera telefonu. Od razu po szkole poszłam do niego. Joni cały
czas przy nim czuwał. Raz nawet mu się lepiej przyjrzałam. Wyglądał na bardzo
smutnego i zmartwionego. Widać było, że płakał jak również, że nie spał za
wiele. Siedzieliśmy w tym pokoju i czekaliśmy na Kiyoshiego.
Już
kilka godzin szukam tego kwiatka i nic. Albo wcale go tu nie ma albo bawi się
ze mną w chowanego. Na szczęście- lub nie - jest jeszcze trochę terenu do
przeszukania. Szedłem sobie przez jakąś jaskinię, gdy usłyszałem kroki i
warczenie. Obróciłem się powoli i ujrzałem małe stado wściekłych wilków. Na
dodatek z wścieklizną i głodnych. Nie myśląc ani chwili dłużej rozpoczęła się
walka.
Był
już późny wieczór a Kiyoshi nadal nie wracał. Nadal siedziałam z Jonim przy
Jasonie. Przyszedł do nas nawet Niko. Przez głowę mi przeszło, że Kiyoshi nie
znalazł i nie może znaleźć tego kwiatka. Jakieś pół godziny później do pokoju
wszedł Kiyoshi. Był brudny i miał trochę podarte ubranie.
-Masz?-
Spytałam od razu. Patrzał się na mnie z powagą, by po chwili z uśmiechem
wyciągnąć zza pleców orchideę. Wszyscy się na to ucieszyliśmy. Niko zaczął robić antidotum, a Kiyoshi w tym czasie się
ogarnął. Gdy już wszyscy czekaliśmy na lekarstwo, Niko zrobił smutną minę.
-Co
się stało?- Spytał cicho Jonathan.
-Potrzebuję
krwi wilka.- Stwierdził stanowczo Niko.- Ale nie wiem dokładnie jakiej, bo
reszta przepisu jest w języku, którego ja nie znam.
-Pokaż
to.- Powiedział Kiyoshi wstając z fotela i biorąc od niego książkę. Chwilę
chyba czytał ten przepis, by po chwili grzebać w torbie Doktorka. Wyciągnął z
niej strzykawkę i podał Niko.
-Wbijaj
blisko serca i weź połowę strzykawki.- Powiedział do niego.
-Co?!-
Prawie krzyknął Niko. Byłam w szoku tak samo jak Niko i Joni.
-A
to. Ja tego nie zrobię, bo muszę zamienić się w wilka.- Stwierdził.
-Dlaczego
to robisz?- Spytał cicho Joni, uważnie się mu przyglądając.
-Bo
Jason to mój przyjaciel i jednak chcę żeby żył. I wiem jak bardzo nie chcesz go
stracić.- Uśmiechnął się słabo. Joniego najwidoczniej to zszokowało, bo już nic
więcej nie powiedział. Kiyoshi zamienił się w wilka i usiadł blisko Doktorka.
Niko przełknął głośno ślinę i wbił strzykawkę. Chwilę później widać było pobieraną
prawie czarną krew. Niko pobrał krew i przyłożył wacik w ranę. Kiyoshi prawie
natychmiast z powrotem zamienił się w człowieka.
-Nie
wiedziałem, że to tak będzie bolało.- Stwierdził z sykiem i pomasował bolące
miejsce. Niko dokończył antidotum i wstrzyknął je Jasonowi.
-Dopiero
jutro się okaże, czy przeżyje i wróci do normalnego stanu. A teraz wszyscy
spać. Chociaż, może najpierw kolacja.- Stwierdził trochę zamyślony Doktor i
wyszedł z pokoju. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że nocuję u koleżanki. Po
kolacji czułam się bardzo senna, więc od razu zasnęłam.
Rano
od razu poszłam do pokoju Jasona. Akurat spotkałam pod drzwiami Joniego i
Kiyoshiego. Popatrzeliśmy tylko na siebie i weszliśmy do pokoju. Ukazała nam
się pustka. Na łóżku nikogo nie było. Poczułam ucisk w sercu. Joni upadł na
kolana. Z jego oczu zaczęły spływać łzy. Kiyoshi był oparty o framugę i
zasłonił twarz rękoma. Ja sama poczułam łzy na policzku. Nie mogłam uwierzyć,
że Jasona już nie ma. Z tego wszystkiego zrobiło mi się niedobrze. Nagle otworzyły
się drzwi, które prowadziły do łazienki. W pokoju ukazał się.......Jason! Nie
było widać jego twarzy, gdyż miał na głowie ręcznik. Ale jak? Dlaczego?!
-Jason?!- Pierwszy odezwał się Kiyoshi. Jason opuścił
ręcznik na ramiona. Ukazała mi się twarz Jasona, jakiego pamiętam. Młoda i
przystojna.
-O
hej. Co wy tu robicie tak wcześnie? I wiecie może czy jest Niko? Głowa mnie
boli.- To był on. Jason. Patrzeliśmy na niego jak na kosmitę. Nikt nie
mógł uwierzyć.
-Jason!!-
Wydarł się Joni i rzucił się bratu na szyję. Zrobił to z takim rozpędem, że
powalił go na łóżko.
-Tak
Joni to ja, a któż by inny. Czekaj, czekaj. Joni ty płaczesz?!- Spytał się go
Jason, głaszcząc uspokajająco po plecach.
-Jason.-
Powiedziałam płaczliwie i również objęłam go wokół szyi. Leżeliśmy tak wtuleni
do siebie.
-No
dobra. Starczy tego przytulania.- Stwierdził Jason po chwili.- A teraz mi
mówcie o co wam chodzi?- Spytał.
Odkleiliśmy się od niego i usiedliśmy.
-To
ty nic nie pamiętasz?- Spytał Jonathan.
-A
co niby mam pamiętać?- Również spytał zdziwiony.
-Otruli
cię. Wyglądałeś jak stary dziadziuś.- Powiedział ze śmiechem Kiyoshi. Jason
patrzał się na niego zdziwiony.
-Zaraz,
zaraz. Czyli otruli mnie, wyglądałem jak stary dziad, Mari to widziała a teraz
jestem zdrowy?!- Zapytał.
-Bingo.-
Potwierdził Kiyoshi.
-Idę
się zabić.- Stwierdził Jason i schował się pod kołdrą.
-Dlaczego?-
Zapytał Joni.
-Bo
moja dziewczyna widziała mnie jako staruszka, ze zmarszczkami i siwizną.-
Usłyszeliśmy jego stłumiony dźwięk.
-Nawet
nie próbuj. Nie po to się dla ciebie poświęcam, byś teraz chciał się zabić bo
źle wyglądałeś.- Stwierdził Kiyoshi. Na te słowa Jason ponownie usiadł.
-Jak
się poświęcałeś?- Zapytał skołowany.
-Kiyoshi
poszukał orchidei, która była potrzebna do lekarstwa i oddał trochę swojej wilczej
krwi do tego.- Opowiedział mu Joni. Jason patrzał ze zdumieniem na przyjaciela.
Po chwili zaczął się głośno śmiać.
-Nie
wierzę! Kiyoshi, zamieniasz się w nadopiekuńczego tatusia po 40-stce!-
Stwierdził ze śmiechem. Kiyoshiego najpierw zdziwiły jego słowa.
-Ja
ci dam po 40-stce.- Stwierdził ze śmiechem i rzucił się na niego. Obaj zaczęli
bitwę na poduszki. Oczywiście ja i Joni nie siedzieliśmy bezczynnie i
dołączyliśmy się do zabawy. Po tym musiałam przekonać Jasona, że nadal mi się
podoba. Po jakimś czasie w końcu zrozumiał, za co dostałam mnóstwo buziaków. Na
szczęście była sobota, więc mogliśmy ten dzień spędzić razem. Około 2 godzin
spędziliśmy z Jonim i Yuko. Później razem z Jasonem poszliśmy do kina, do
knajpki, na dłuuugi spacer, kończąc nad jeziorkiem koło willi. Oczywiście
odprowadził mnie do domu, nie żałując buziaków i przytulasów. Cieszę się, że
ponownie jest sobą.
Po
bitwie i rozmowie z tym wariatem per Jasonem poszedłem do siebie. Podbiegła do
mnie jedna z dziewczyn.
-Kiyoshi-sama!-
Wręcz krzyknęła.
-Co
się stało Michi?- Spytałem.
-Chiyo
chyba coś się stało. Zamknęła się w łazience i nie chce wyjść.
Chiyo Koyama
„16lat”
05.04.1998r.
Wzrost:
1,70
Kraj:
Japonia
Brązowe
włosy, zielone oczy
Hobby:
książki, spacery, pieczenie
Michi
zaprowadziła mnie tam. Wszystkim zebranym kazałem się odsunąć.
-Chiyo,
słyszysz mnie?! Otwórz, to ja Kiyoshi.- Po chwili zamek ustąpił i wszedłem do
środka. Moim oczom ukazała się rozpłakana Chiyo. Podszedłem bliżej i
przytuliłem ją.
-Co
się stało?- Spytałem spokojnie.
-Ja....Ja....Jestem
w ciąży.- Powiedziała i ponownie się rozpłakała.- To się stało na tej ostatniej
imprezie, na którą zgodziłeś się mnie puścić. Przepraszam.- Aż trzęsła się z
płaczu. Drapałem ją delikatnie po plecach.
-Ciiii....Uspokój
się. I nie masz za co przepraszać. Wszystko będzie dobrze. Tak jak opiekuję się
tobą, tak zaopiekuję się twoim dzieckiem. Tylko chciałbym porozmawiać z
przyszłym tatusiem, ale to później. Teraz chodź. Napijesz się gorącej herbaty i
odpoczniesz.- Pokiwała głową na zgodę. Przytuliła się do mnie mocno i wyszliśmy
z łazienki. Zaprowadziłem ją do jej pokoju. Siedziałem z Chiyo dopóki nie
zasnęła. Chiyo jest tutaj jak matka. Dość często opiekuje się najmłodszymi
wilczkami. Wyszedłem z domku, kierując się do jadalni, gdy nagle usłyszałem
jakieś zamieszanie.
Chodziłem
po lesie już jakieś kilka godzin. Byłem zmęczony i głodny ale nie poddawałem
się. Muszę go znaleźć. Ujrzałem jakąś wioskę przed sobą. Podszedłem bliżej i od
razu wyczułem wilki. Zobaczyłem kilka osób stojących i patrzących się na mnie.
-Czego
tu chcesz?- Zapytała jakaś dziewczyna ostro.
-Co
tu się dzieje?!- Nagle wszyscy zebrani ucichli i spojrzeli się w jedną stronę. Skądś znam ten głos. Gdy zobaczyłem do kogo
należy, wręcz kamień spadł mi z serca. W końcu. W końcu go znalazłem.
Podszedłem
bliżej tego zamieszania i ujrzałem JEGO. Nie. To niemożliwe. Skąd On się tu
wziął?!
-Kiyoshi.-
Po usłyszeniu jego głosu miałem już
100% pewności.
-Wynoś się stąd.- Wręcz wysyczałem. Patrzał się na mnie
zdziwiony.- Nie słyszałeś?! Wynoś się stąd!!- Kątem oka zauważyłem jak wszyscy
się cofają o krok. Adrenalina podskoczyła mi do maksimum.
-Kiyoshi,
ja....
-Wynoś
się stąd do cholery!! Albo się wynosisz albo wypruję ci flaki.- Mówiąc to,
spojrzałem prosto w jego oczy. Chciał coś powiedzieć ale zrezygnował i poszedł
sobie.
-Wszyscy do domków. Nie ma wychodzenia już dzisiaj.-
Powiedziałem nadal zły i poszedłem do siebie. Wszedłem do domu i zacząłem
rozwalać co popadnie. Zrezygnowany i wściekły usiadłem na kanapie. Dlaczego?!
Dlaczego on wrócił?! Nagle sobie o mnie przypomniał?! Miałem chaos w
głowie. Późnym wieczorem przyszedł do mnie Jason.
-Matko, co tu się stało?- Spytał zdziwiony widząc
bałagan. Widząc mój stan od razu znalazł się obok mnie.- Kiyoshi co się stało?-
Zapytał zmartwiony.
-On wrócił. Po tylu latach. Po co? Znowu naopowiada
bajeczki i odejdzie bez zapowiedzi?! Zostawi na pastwę losu?!- Z tego żalu,
bezradności a zarazem złości spłynęło po moim policzku kilka łez. Jason o nic
więcej się nie pytał. Przytulił mnie do siebie i został. Nawet nie pamiętam,
kiedy zasnąłem.

Hej,
OdpowiedzUsuńo tak, Jason znów jest piękny i młody, Kiyoshi bardzo ciężko to wszystko przeżył... ktowrócił?
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia