poniedziałek, 29 września 2014

Twin blood- rozdział 9

I oto następny rozdział Twin Blood ^.^ I cieszę się, że aż tak spodobała wam się Wakacyjna Miłość <3
Cieszyłabym się bardziej, gdyby ktoś zostawił jakiś komentarz :)
Miłego czytania i tygodnia      #Kimie   #LovelyxAsuna
P.S. W weekend możliwe ponownie bedzie jakaś niespodzianka -.o


I nadeszła sobota! Wstałam z łóżka chybcikiem. W piżamie zjadłam śniadanie. Potem poszłam wziąć prysznic. Umyłam włosy i z pomocą Iseya ładnie je ułożyłam. Ubrałam czarne legginsy, błękitną tunikę krzywo obciętą na dole, czarny pasek z klamrą w kształcie motyla, białe bolerko i botki na niskim obcasie. Trochę się umalowałam i wyszłam z domu. Z dziewczynami miałam się spotkać o 11:30 koło piekarni. Gdy przyszłam, czekała już tam Yuko. Miała na sobie krótkie różowe spodenki, czarne zakolanówki, różowo-czarne trampki, zieloną bluzkę z opadającym z ramienia rękawem. Do tego kolorowa bluza przewiązana w pasie. Zrobiła sobie dwie kitki i lekki makijaż.
-Cześć Mari-chi~!- Widać nie tylko ja od rana mam dobry humor.
-Hej Yuko.- Przywitałam ją. Po chwili doszła do nas Megumi. Miała na sobie białą zwiewną sukienkę z czerwonym paskiem i kokardką. Do tego czarna skórzana kurtka i buty na koturnie. Na rozpuszczonych włosach miała opaskę z czerwonym kwiatkiem.
-Cześć Megi-san~!- Powiedziałam razem z Yuko.
-Cześć. Więc, idziemy?- Spytała.
-Tak.- Powiedziała Yuko i ruszyła przodem. Ja jako pierwsza ujrzałam chłopaków. Jason i Jonathan byli podobnie ubrani. Czarne spodnie, białe adidasy do kostki, bluzki z krótkim rękawem z nadrukiem- Jason niebieską a Joni zieloną. Jason do tego miał czarną skórzaną kurtkę a Joni szary kardigan. Za to Kiyoshi miał na sobie czerwone jeansy, białe trampki, bluzkę w czarno-białe paski i skórzaną kurtkę. Włosy postawił trochę na żel. Wyglądał jak buntownik. Gdy Jason mnie zobaczył, szczęka mu opadła. Zaśmiałam się na to pod nosem. Podbiegłam do niego i dałam całusa.
-Wyglądasz dosłownie obłędnie.- Powiedział i kazał mi się kręcić w kółko.
-Widzę Yuko-chan, że jest ci ciepło. Ale powiem, że ślicznie wyglądasz.- Komplementował ją Joni.
-Dziękuje Joni-chi. Ty też dobrze wyglądasz.- Powiedziała ze szczerym uśmiechem i aż podskakiwała w miejscu.
-O mój Boże!- Spojrzałam na Kiyoshiego, który wydawał się być w szoku.- Megi-san wyglądasz bosko.- Stwierdził z zachwytem. Megi aż się cała zarumieniła.
-D-D-Dziękuję Kiyoshi-kun.- Podziękowała nadal z wielkim rumieńcem. Aż mi się przypomniała moja pierwsza randka z Jasonem. Ja też rumieniłam się nienaturalnie często. Mogę stwierdzić, iż to nasze spotkanie wygląda trochę jak potrójna randka. Chociaż nie wiem co jest między Jonathanem a Yuko ale widać, że między Megumi a Kiyoshim coś iskrzy. Na te myśli przytuliłam się do swojego chłopaka.
-Dobra. Ruszajmy.- Powiedział Joni z uśmiechem.
-A gdzie w ogóle idziemy?- Spytałam. Lubię niespodzianki ale dzisiaj chciałam wiedzieć gdzie nas zabierają.
-Jak to gdzie? Do cyrku i wesołego miasteczka~!- Stwierdził uradowany. Yuko aż zapiszczała z radości. Wszyscy więc ruszyliśmy na dobrą zabawę.

Ten dzień był wspaniały. Bawiliśmy się na całego. Najpierw poszliśmy na wszystkie karuzele i roller coastery jakie były w wesołym miasteczku. Na niektórych byliśmy kilka razy. Na największej Kiyoshi kazał nam krzyczeć najgłośniej jak się da. I tak zrobiliśmy! Nasze krzyki łączyły się ze śmiechem. Byliśmy nawet na karuzeli dla dzieci (taka z konikami). Chłopacy udawali, że się ścigają. Oczywiście Jason nie mógł mi odpuścić domu strachów. Wskoczyłam na niego, gdy ktoś mnie dotknął. Okazało się, że tym kimś był Joni. Megumi trzymała się ramienia Kiyoshiego. Gdy wyszliśmy z domu strachów zaczęłam gonić Jonathana. Zrezygnowałam po 2 minutach. Jason powiedział, że on mu wymierzy karę. Potem poszliśmy coś zjeść. Było sushi, Hot-Dogi na patyku (Kiyoshi zjadł jednego Yuko, a drugim został nakarmiony przez Megi), wata cukrowa i lody. Później chodziliśmy po różnych stoiskach. Jason wygrał dla mnie duże, pluszowe serce. Zaś Jonathan dał Yuko w prezencie złotą rybkę. Megumi zaś dostała dużego, różowego królika od Kiyoshiego. Później poszliśmy do cyrku. Były akrobacje w powietrzu, clauny, pokazy psów, konie, tygrysy, połykacze ognia i żonglerzy. Po cyrku poszliśmy usiąść koło fontanny. Kiyoshi postanowił poleżeć i ponownie oparł swoją głowę o kolana Megumi. A ona znowu drapała go za uchem. Przez ten czas Kiyoshi zmienił się w kotka. Później pochodziliśmy jeszcze trochę po wesołym miasteczku, kończąc na diabelskim młynie. Wracając, nasze buzie nie mogły się zamknąć. Joni niósł na plecach Yuko, bo aż padła z dzisiejszych wrażeń.
Ja byłam niesiona przez Jasona, ale dlatego iż miałam lenia i nie chciało mi się iść. Później ja, Yuko i bliźniaki poszliśmy w jedną stronę a Megumi z Kiyoshim w drugą. Chłopcy najpierw odprowadzili mnie ( Joni z Yuko musieli trochę poczekać, gdyż mi i Jasonowi zachciało się buziaków^^). Odprowadzili półprzytomną Yuko i sami wrócili do siebie. Nie pisałam z Jasonem do późna, gdyż sam był wyczerpany. Powiedział mi, że Joni nie zdążył się przebrać a już spał. Ja sama szybko się umyłam i ubrałam. Zasnęłam wraz z momentem dotknięcia poduszki.

Jakoś tak ta piosenka pasuje mi do ich wypadu do wesołego miasteczka :D


Dzień był bardzo przyjemny. Cieszyłam się, że mogłam go spędzić z moimi przyjaciółmi. Gdy Kiyoshi powiedział, że wyglądam jak bogini, nie mogłam się nie zawstydzić i zarumienić. Nikomu uśmiech nie schodził z twarzy. Gdy byliśmy w domu strachów nie mogłam nie trzymać się rękawa Kiyoshiego. Dobrze, że nie zostałam przestraszona tak jak Mari, bo bym pewnie jeszcze zemdlała. Cyrk i wszystkie inne atrakcje były wspaniałe. Gdy Kiyoshi po raz drugi położył głowę na mych kolanach, nie wstydziłam się. Znowu drapałam go za uchem na co on mruczał jak kot. Gdyby naprawdę nim był, byłby bardzo śliczny. Cieszyłam się, że dostałam tego królika od Kiyoshiego. Był bardzo uroczy. Na diabelskim młynie byłam wraz z Kiyoshim. Nie rozmawialiśmy. Ja patrzałam na widoki za oknem. Zauważyłam kątem oka, że mi się przygląda. Musiałam się powstrzymać, aby się nie zarumienić. Powrót też był bardzo przyjemny. Kiyoshi odprowadził mnie pod sam dom. Po drodze trochę rozmawialiśmy.
-To już tutaj.- Powiedziałam, gdy doszliśmy.
-Co?! Tak szybko?! Szkoda. Chętnie bym sobie jeszcze z tobą porozmawiał.- Powiedział z uśmiechem.- Chociaż możesz być zmęczona i marzysz o miękkim łóżeczku.- Aż się rozmarzył na tę myśl.
-Ja też chętnie bym z tobą jeszcze porozmawiała. Ale ten dzień był pełen wrażeń, przez co czuję już lekkie zmęczenie.- Ale kąpieli sobie nie odmówię.- Więc, dobranoc Kiyoshi-kun.- Dodałam z uśmiechem.
-Dobranoc Megi-san.- Powiedział i przybliżył się do mnie by pocałować mnie w policzek. Jednak szybko się nie odsunął. Spojrzał mi w oczy i chwilę potem jego usta zetknęły się z moimi. Był to bardzo delikatny pocałunek. Jak za dotknięciem skrzydeł motyla. Odsunął swe wargi od moich i szepnął jeszcze do ucha:- Słodkich snów.- Po czym odsunął się, uśmiechnął, puścił oczko i poszedł. Stałam tam jakieś 5 minut, przypominając sobie jak się chodzi. Weszłam do domu, nalałam wody do wanny, rozebrałam się i położyłam w niej. Ten pocałunek, jego twarz i głos nie mogły wyjść mi z głowy. Nawet, gdy położyłam się do łóżka. Zasnęłam z myślą następnego spotkania z nim.


Wiedziałem, że autobusy już nie kursują o tej porze, więc postanowiłem się przejść. Gdy wszedłem do lasu, od razu zamieniłem się w wilka. Biegnąc sobie truchcikiem cały czas myślałem o dzisiejszym dniu. Gdy zobaczyłem Megumi.......dosłownie zbierałem szczękę z podłogi i zachciało mi się wyć. Wyglądała cudownie. Zabawa też była przednia. Nie mogłem się powstrzymać od śmiechu, gdy Mari wskoczyła na Jasona, gdy jego braciszek ją przestraszył. I wczepionej w moje ramię Megi. Oraz obrażonej minki Yuko, gdy zjadłem jej Hot-Doga. I uśmiechu Megi, gdy dałem jej różowego zajączka. I ponownego drapania za uszkiem. Mógłbym tak być przez nią drapany codziennie, nawet po kilka godzin. Dobrze, że na końcu poszliśmy na diabelski młyn. Przynajmniej można było trochę odetchnąć. Megi patrzała na widok za oknem, ja patrzałem na nią. Na jej delikatne rysy twarzy, mały nosek, uszka, malinowe usta, Gładką skórę, czarne włosy okalające jej twarz. Była bardzo piękna. I jak mogliście się już domyśleć- TAK, podobała mi się. Nic na to nie poradzę. A gdy ją pocałowałem......heh, chyba zaczynam mięknąć przez nią. Widziałem jak stała, gdy już odszedłem. Widać zszokowałem ją tym. Ale nie mogłem się powstrzymać by tego nie zrobić. Przez moje myślenie doszedłem już do obozu. I usłyszałem jakiś nieznajomy głos. Zobaczyłem zza krzaków. Jakiś skurwiel i jego paczka dręczyli moją rodzinkę. Słyszałem jak się pyta: „Gdzie jest wasz szefunciu?”. Ja mu pokażę szefuncia. Wyszedłem zza krzaków nadal w postaci wilka warcząc na nich. Wszyscy od razu odwrócili się w moją stronę.
-No, no, no. Jeszcze jakiś łamaga. Jeśli nic nie wiesz to spadaj. Ja mam tu interes do załatwienia.- Powiedział do mnie z pogardą i odwrócił twarz do innych.
-Ja ci dam łamagę, skurwielu.- Powiedziałem już w ludzkiej postaci.- Jeśli nie wiesz do kogo się odzywasz to lepiej zamknij mordę kundlu.- Zadziałało, gdyż od razu się spojrzał na mnie. Osoba, stojąca najbliżej niego powiedziała cicho „Wodzu”. Spojrzał na nią kątem oka i się uśmiechnął.
-A więc to ty jesteś wodzem. W końcu nas zaszczyciłeś swoją osobą. Ja jestem Ikemoto. Wódz watahy Black Wolf. Może o mnie słyszałeś? Odciąłeś nawet jednemu z moich głowę.- Powiedział z dumą.
-Ikemoto? Aaaa Ikemoto!- Uśmiechnął się na te słowa.- Ikemoto jebnij se w oko. I wynoś się stąd. Jeśli przyszedłeś po resztę ciała twojego człowieka to moi ludzie ci je dadzą.- Powiedziałem z pogardą. Na jego twarzy widniał grymas.
-Ale z ciebie żartowniś. Nie do końca po to tu przyszedłem. Chciałbym z tobą walczyć. Przegrany musi zrobić to, co zechce zwycięzca. I co ty na to?- Powiedział z uśmieszkiem. Ja już mu ten uśmieszek z gęby wyrwę.
-No dobrze. Niech tak będzie.- Każdy się odsunął, dając nam miejsce do walki. Po chwili dostałem swój miecz. Najpierw krążyliśmy w kółko, lustrując siebie wzrokiem.
-Jeśli myślisz, że wygrasz to się grubo mylisz. Jak dotąd nikt jeszcze ze mną nie wygrał. Więc masz marne szanse chłoptasiu.- Powiedział, uśmiechając się szyderczo.
-Zamknij lepiej ten swój ryj. Wkurwiasz mnie tylko tą swoją paplaniną.- Powiedziałem i rozpocząłem walkę. Wzrok wszystkich był skierowany na nas. Odpieraliśmy każdy cios przeciwnika. Osądziłem, iż musiał on walczyć z jakimiś słabiakami. Po jakichś dwóch minutach „zabawy” jak dla mnie skaleczyłem go w bok i wbiłem ostrze w dłoń. Krzyknął z bólu i zwinął się na ziemi. Jego ludzie byli w szoku. Nie spodziewali się najwidoczniej, że ich wódz może przegrać. On za to nadal leżał na ziemi, zwijając się z bólu.
-A teraz mnie posłuchaj. Opuścisz moje terytorium migiem. I masz mi się już nigdy więcej nie pokazywać na oczy. Bo gdy cię zobaczę albo kogoś z twoich, wypatroszę jak kurczaka. Ciebie mógłbym teraz, lecz okażę ci litość. Zabieraj zwłoki, swoich ludzi i siebie. Zrozumiałeś?- Wręcz wysyczałem mu te słowa do ucha. Powiedział ciche „Tak”. Jednym ruchem wyciągnąłem ostrze z jego dłoni. Ponownie krzyknął z bólu. Dwóch chłopaków podbiegło do niego i go podniosło. Inni zaś wzięli zwłoki swojego kumpla. Skłonili się i uciekli gdzie pieprz rośnie. Dobrze, że miałem jeszcze dobry humor.
-Witaj z powrotem Ojcze.- Powiedziała jedna dziewczyna cicho, stojąc za mną o krok. Spojrzałem na nią najpierw wściekłym spojrzeniem. Lecz po chwili uśmiechnąłem się i przytuliłem do siebie.
-Witaj Emiko.- Powiedziałem, głaszcząc ją po plecach. Ona jeszcze bardziej się we mnie wtuliła.

Emiko Iwahara
„12” lat
27.11.2002r.
Wzrost: 1,60
Kraj: Japonia
Rude włosy, ciemno brązowe oczy
Hobby: spacery, książki, zielarstwo,
-Powiedz innym, że kto chce może spać dzisiaj w dużej sypialni. Dobrze? A teraz idź i powiedz. Sama też już się przebierz.- Powiedziałem spokojnym głosem. Ona tylko pokiwała głową i pobiegła do reszty. Tak dla wyjaśnienia. Duża sypialnia to po prostu duży pokój pełen poduszek, materaców, kocy i kołder. Wilki lubią spać razem. Poszedłem do swojego domu, wziąłem prysznic i przebrałem w moją piżamkę (Ta czarna, pamiętacie?!). Potem poszedłem do dużej sypialni. Gdy tam wszedłem było tam jakieś 20 osób. Od razu spojrzeli w moją stronę. Ja się tylko na to lekko uśmiechnąłem i zamieniłem w wilka. Podszedłem do jednego z materacy. Wskoczyłem na niego i położyłem się. Po chwili z wielką poduszką podeszła do mnie Emiko. Była przebrana w piżamkę - zakolanówki w paski, luźną kremową koszulę nocną. Położyła się tuż  obok mnie. Podniosłem się i zębami przykryłem ją kocem. Potem ułożyłem z powrotem obok niej. Od razu się we mnie wtuliła. Inni położyli się jak najbliżej mnie. Tak wspólnie zasnęliśmy.
                                                  Kiyoshi jako wilk. (mniej więcej ;p)

niedziela, 28 września 2014

Wakacyjna miłość

Jak obiecałam niespodziankę tak jest :3 Sorki, że tak późno ale znowu neta brak był :(  I nie patrzcie na błędy, gdyż LovelyxAsuna tego nie poprawiała :P 
Mam nadzieję, że jakaś opinia sie pojawi :)
Enjoy  #Kimie 
                                                       
Był piękny, słoneczny letni dzień. Poranna bryza dawała ochłodzenie w tak upalny dzionek. Szum morza działał kojąco na zmysły. W cieniu drzewa drzemał smacznie młody chłopak. Miał na sobie krótkie beżowe spodenki i białą koszulkę, która odkrywała jego wysportowaną sylwetkę. Na głowie słomiany kapelusz krył jego włosy w kolorze krwi. Drzemał by dłużej, gdyby nie dostał piłką w głowę. Wstał i podniósł piłkę, która leżała tuż obok niego. Rozglądał się, skąd wzięła się tu ta piłka dopóki nie zauważył biegnącej w jego stronę dziewczyny. Miała na sobie zwiewną bluzkę w kolorze cytryny i krótkie jeansowe spodenki. Włosy w kolorze słońca okalały jej twarz.
-Hej. Przepraszam za to, że przerwaliśmy ci drzemkę. Oddasz mi piłkę?- Spytała, gdy dobiegła do niego.
-Hej. Nic nie szkodzi. Proszę.- Podał jej piłkę.- Z kim tu jeszcze jesteś?- Zapytał zaciekawiony.
-Z bratem, kuzynem i koleżanką. Chcesz do nas dołączyć?- Spytała bawiąc się piłką. Chłopak zastanawiał się czy iść z nią czy zostać tu i próbować się jeszcze zdrzemnąć. Lubił ciszę i spokój lecz w tym momencie wiedział, że nie uda mu się już zasnąć. I tak nie ma nic do roboty.
-Chętnie.- Odpowiedział z uśmiechem i podążył za dziewczyną.
-Risa.- Powiedziała dziewczyna, gdy szli do reszty.
-Słucham?- Chłopak zamyślił się i nie usłyszał co dokładnie powiedziała.
-Risa. Tak mam na imię.- Powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Aaaa. Yuu.- Powiedział krótko i również się uśmiechnął. Musiał przyznać, że Risa wyglądała uroczo, gdy się uśmiechała. Resztę drogi szli w ciszy.
-Aki uderzył ja tak mocno, że poleciała na drugi koniec wyspy.- Powiedział chłopak o czarnych włosach, gdy już przyszli.
-Nie. Dlaczego tak sądzisz?- Zapytała się Risa.
-Bo tak długo cię nie było.- Stwierdził i uśmiechnął się szeroko.- Kto to?- Spytał i wskazał czerwono włosego chłopaka.
-To jest Yuu. Aki uderzył go piłką. Dołączy do nas. Yuu to jest Aki, mój brat.- Wskazała chłopaka o takim samym kolorze włosów co ona.- To jest Izumi, mój kuzyn.- Wskazała chłopaka o czarnych włosach.- A ta dziewczyna co zbiera muszelki to moja przyjaciółka Lea.- Wskazała dziewczynę o różowych włosach.
-Sorki, że cię uderzyłem.- Powiedział Aki i podrapał się nerwowo po karku.
-Nic nie szkodzi.- Uśmiechnął się do niego.
-To gramy, czy stoimy tu jak bałwany?- Zapytał Izumi i zabrał Risie piłkę.
-Gramy, gramy.- Powiedział wesoło Aki i zaczęli grać w czwórkę. Później dołączyła do nich Lea. Przegrali tak całe popołudnie. Umówili się również na jutrzejszy dzień.

Dni mijały a oni zaprzyjaźnili się. Spędzali ze sobą każdy dzień. Grali w siatkówkę, pływali, chodzili na pizzę. Yuu bardzo zbliżył się do Risy. Wychodzili sami na spacery i długo rozmawiali o otaczającym ich świecie. Pewnego wieczoru wybrali się na spacer po plaży. Poszli usiąść na wzgórzu, z którego rozchodził się piękny widok na zachodzące słońce. Usiedli na trawie i wyczekiwali tego pięknego zjawiska. Zamilkli dopiero wtedy, gdy słońce powoli chowało się za horyzont. Właśnie wtedy spojrzeli sobie w oczy. Dziewczyna zarumieniła się delikatnie czując na sobie spojrzenie ciemnobrązowych oczu, które w blasku słońca wyglądały jak bursztyny. Obaj zaczęli się do siebie zbliżać, by po chwili przymknąć oczy i rozkoszować się pocałunkiem niczym dotyk skrzydeł motyla. Po tym dniu oboje mieli mętlik w głowie. Zadawali sobie różne pytania. Czy on/ona coś do mnie czuje? Czy on/ona zrobił/zrobiła to pod wpływem chwili? Po kilku dniach ten pocałunek odszedł w zapomnienie. Powrócił, gdy ponownie zostali sami. Spacerowali po lesie. Rozmawiali, śmiali się. Doszli na łąkę, na której rozłożyli koc aby zrobić sobie mały piknik. Po krótkiej rozmowie znowu zapadła cisza. Oboje nie wiedzieli, czy wspomnieć o pocałunku czy też poruszyć inny temat. Dziewczyna ponownie poczuła, że chłopak ja obserwuje. Spojrzała się na niego i aż jej serce zabiło mocniej. W jego oczach dostrzegła ciekawość . pożądanie, szczęście a zarazem obawę. Przybliżył się do niej tak, że stykali się nosami. Przymknęła oczy i pochyliła się odrobinę do przodu, dając tym gestem pozwolenie na pocałunek. Ich wargi złączyły się namiętnie. Chłopak objął dziewczynę w pasie i przyciągnął ją do siebie tak, że siedziała pomiędzy jego nogami. Zarzuciła mu ręce na szyję aby nie przerywał pocałunku. Dopiero po dłuższej chwili oderwali się od siebie, gdyż zabrakło im powietrza. Spojrzeli na siebie i uśmiechnęli szeroko.
-Risa.- Powiedział Yuu i oparł czoło o jej własne.
-Tak Yuu?!- Spytała się Risa nadal uśmiechnięta.
-Czy zostaniesz moją dziewczyną?- Zapytał się jej i odsunął się trochę aby spojrzeć w jej oczy. Rise zaskoczyło to pytanie. Mimo to uśmiechnęła się i przytuliła do jego torsu.
-Tak Yuu.- Odpowiedziała szczęśliwa. Chłopak również ucieszył się na jej odpowiedź i przyciągnął ją mocniej do siebie. W drodze do domu nie mogli przestać dawać sobie krótkich całusów. Oczywiście powiedzieli, że są parą. Aki, Izumi i Lea ucieszyli się na ich wiadomość i życzyli szczęścia. Nadal codziennie się spotykali lecz doszły do tego pocałunki i mnóstwo przytulasów.

Pewnego dnia Risa przesiadywała u Yuu. Na początku pograli na komputerze a później zrobili sobie małą przerwę na lunch w postaci kanapek. Po obiedzie leżeli razem na łóżku. Yuu leżał na plecach a Risa przytulała się do jego torsu.
-Masz jakieś plany na następne wakacje?- Spytała Risa rysując palcem wzorki na jego torsie.
-Chciałbym je spędzić z tobą a gdzie to obojętnie. Najważniejsze żebyśmy byli tam razem.- Odpowiedział z uśmiechem, drapiąc ją delikatnie po plecach.
-Jesteś pewny, że chcesz z taką nudziarą spędzić całe wakacje?- Spytała z uśmiechem i podniosłą się aby spojrzeć na niego.
-No pewnie. Dwoje nudziarów i robi się weselej.- Stwierdził, za co dostał pstryczka w nos.- Tak pogrywasz?!- Spytał i obrócił ją tak, że leżała pod nim. Zaczął ją łaskotać.
-Yuu.....prze....haha....przestań!- Nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Yuu przestał ją łaskotać i pocałował ją w czoło. Risa przestała się śmiać i spojrzała w brązowe oczy swojego chłopaka. On również spojrzał w jej błękitne niczym morze oczy. Przybliżył się i pocałował ją krótko w usta. Nie odsunął się jednak i wpił się w jej słodkie wargi. Usadowił się wygodniej nogę wkładając pomiędzy jej uda. Rękami zaczął błądzić po jej tali. Odkleił się od jej ust i zaczął całować jej powieki, skronie, policzki. Ugryzienie w ucho wywołało u Risy ciche jęknięcie z przyjemności. Z pocałunkami zszedł na jej szyję, przy okazji robiąc kilka malinek. Odsunął się na krótką chwilę aby zdjąć z siebie, jak i z Risy bluzkę. Całował ją po obojczykach, ramionach, mostku i brzuchu, przegryzając jej skórę i robiąc malinki. Zsunął się nieco i ściągnął jej spodnie, to samo robiąc ze swoimi. Wpił się w jej usta i ponownie badał jej ciało. Ściągnął jej stanik i ponownie zaczął wyznaczać ścieżkę poprzez pocałunki, ugryzienia i malinki. Zaczął macać jej piersi, ssąc przy tym jednego z sutków. Dziewczyna jęczała i wzdychała na jego poczynania. Wplotła dłonie w jego włosy i delikatnie masowała mu głowę. Chłopak chwycił ustami drugi jej sutek a ręką zjechał na jej podbrzusze. Włożył rękę w jej matki i pomasował jej łechtaczkę. Risa jęknęła przeciągle i wypchnęła biodra w górę. Dotykała się czasami w tamtym miejscu ale nie dorównuje to z tym, co właśnie robił Yuu. Yuu oderwał się od jej piersi i usadowił się pomiędzy jej nogami. Ściągnął jej wilgotne od śluzu majtki, na co Risie zrobiło się gorąco i zapiekły ją policzki. Yuu pochylił się i polizał je cipkę. Risa jęczała z przyjemności, jaką sprawiał jej chłopak. Yuu liżąc jej łechtaczkę, włożył w nią jeden palec. Dziewczyna ścisnęła się na początku lecz po chwili to dziwne uczucie minęło i poniosła się przyjemności. Krzyknęła z rozkoszy, gdy dotknął jej najczulszego punku. Yuu dołożył jeszcze jeden palec i za każdym razem trafiał ten punkt. Dziewczyna jęczała głośno, sama nabijając się na jego palce. Zaprzestał swojej czynności, co spotkało się z jękiem niezadowolenia Risy. Yuu ściągnął z siebie bokserki, ukazując prężącego się penisa. Wpił się w jej usta a rękę skierował do szuflady. Oderwał się od jej ust i spojrzał na nią. Risa miała oczy przysłonięte mgiełką podniecenia, zaróżowione policzki i usta, które próbowały złapać oddech. Yuu usiadł na jej biodrach i otworzył zębami prezerwatywę. Chciał ją założyć, jednakże Risa wzięła ją od niego. Jedną ręką przytrzymała jego penisa a drugą założyła mu kondoma. Na ten delikatny a zarazem stanowczy ruch Yuu jęknął cicho. Zsunął się z niej i ponownie usadowił się pomiędzy jej nogami. Najpierw przejeżdżał czubkiem penisa po jej cipce, by po chwili włożyć go prawie całego. Czuł tą przyjemną ciasnotę i ciepło. Risa ścisnęła się na to i krzyknęła. Ból łączył się z rozkoszą. Kilka łez spłynęło po jej policzkach, które od razu zostały scałowane przez chłopaka. Yuu czekał, aż Risa przyzwyczai się do niego. Po dłuższej chwili Risa pchnęła biodra do przodu dając tym znak, że może się już poruszyć. Yuu na początku poruszał się delikatnie i płytko. Jego ruchy z każdą chwilą stawały się coraz głębsze i chaotyczne. Dziewczyna jęczała głośno i wzdychała z przyjemności. Krzyczał wręcz, gdy Yuu trafił ten czuły punkt, prosząc o więcej. Risa oplotła jego biodra i zarzuciła mu ręce na szyję, przyciągając bliżej siebie. Chciał czuć jego gorące ciało przy swoim. Jęczała mu wprost do ucha, doprowadzając jego zmysły do szaleństwa. Dziewczyna zaczęła się coraz bardziej ściskać. Yuu również był już bliski spełnienia. Risie zaczęły się trząść nogi i zrobiło się jej ciemno przed oczami. Doszła krzycząc jego imię i zaciskając się mocno na jego członku. Yuu pchnął jeszcze kilka razy, barwiąc tym orgazm swojej dziewczyny, dochodząc z głośnym westchnieniem. Opadł na nią i próbował wyrównać oddech, tak samo jak Risa. Podniósł się, wyciągnął już miękkiego penisa i ściągnął prezerwatywę. Po tym położył się obok niej i przyciągnął ją do siebie. Ona od razu wtuliła się w jego tors. Wyciągnął się trochę aby przykryć ich kocem. Risa podniosła się trochę wyżej i pocałowała gorąco swojego chłopaka. Leżeli tak w ciszy odpoczywając.
-Jak się czujesz?- Zapytał Yuu, przerywając ciszę.
-Bardzo dobrze.- Odpowiedziała z uśmiechem.
-Wiesz co Risa.- Powiedział Yuu i mocniej ją przytulił.
-Co?- Zapytała mocno w niego wtulona.
-Kocham Cię.- Powiedział to normalnie lecz  z uczuciem. Risa podniosła się na łokciach i spojrzała w jego oczy. Zauważyła w nich szarość i miłość, troskę. Uśmiechnęła się szeroko i wtuliła w jego szyje.
-Tez Cię Kocham.- Powiedziała i dała całusa w policzek. Szczęśliwi i zakochani zasnęli w swoich objęciach.

Dni mijały im szczęśliwie. Wakacje zbliżały się ku końcowi a oni nadal byli razem. Mimo, iż rozdzielą się na pewien czas nadal będą ze sobą. Tydzień przed końcem wakacji Yuu wracał do domu. Obiecał Risie, że zadzwoni, gdy znajdzie się w domu. Kilka godzin później Risa odebrała telefon lecz nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Zadzwoniła do niej jego mama mówiąc, że mieli wypadek i Yuu zapadł w śpiączkę. Bardzo szybko znalazła się w szpitalu. Zauważyła go leżącego bezwładnie na łóżku, podłączonego do jakiejś aparatury. Łzy popłynęły jej po policzkach. Rok szkolny już się zaczął a Yuu nadal się nie obudził. Prawie codziennie Risa przychodziła do niego i opowiadała mu różne rzeczy. Czasami szlochała cichutko i modliła się aby się obudził. Aby przytulił ją, pocałował, uśmiechnął szeroko i powiedział, że ja kocha. Na wiosnę Yuu się obudził. Nie było jej akurat przy nim lecz dowiedziała się strasznej rzeczy. Yuu ma amnezję i nic nie pamięta. Po tej wiadomości nie przychodziła do szpitala. Nie mogła się z nim zobaczyć. Jej serce nie zniosło by tego żalu i smutku, że jej nie pamięta, że jej nie kocha. Przyszła dopiero, gdy wychodził ze szpitala. Chciała ostatni raz go zobaczyć. Patrzała z oddali jak wychodzi z rodzicami z budynku. W pewnym momencie Yuu ustał i spojrzał się na nią.. Chwile się jej przyglądał by po chwili z uśmiechem do niej podejść.
-Cześć Risa.- Przywitał się z nią. Risę bardzo to zaskoczyło.- Przepraszam, że nie zdzwoniłem ale sama pewnie wiesz co się stało.- Stwierdził i podrapał się nerwowo po karku. Risa patrzyła na niego zszokowana.
-Pamiętasz mnie?- Spytała niepewnie.
-Jesteś moja dziewczyną jak dobrze pamiętam. Nie pamiętam jednak dokładnie jak spędzaliśmy razem czas. Mam tylko przebłyski.- Pomasował przy tym sobie skroń. Risa patrzyła jeszcze chwilę na niego by ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach rzucić mu się na szyję. Chłopaka z początku zaskoczyło to, jednak po chwili uśmiechnął się i przytulił ją mocniej.
-Ja.....Ja....myślałam, że.....że mnie nie pamiętasz.- Szlochała a jej słowa tłumiła jego bluza.
-Niby jak mógłbym o tobie zapomnieć jak Cię Kocham.- Stwierdził i ucałował ją w czoło. Dziewczyna zadarła głowę do góry aby spojrzeć na niego. Na jego czerwone, rozczochrane włosy i brązowe oczy, za którymi tak się stęskniła. Za całym nim się stęskniła i to bardzo. Yuu pochylił się i złożył na jej ustach krótki pocałunek. Oboje cieszyli się, że ponownie są razem.
-W te wakacje przypomnę ci wszystko.- Stwierdziła z uśmiechem.

-Nie tylko przywrócisz mi wspomnienia. Razem zrobimy nowe.- Na znak przysięgi pocałowali się namiętnie. Risa będzie pamiętać, jak jedne z pozoru zwyczajne wakacje i jedno przypadkowe spotkanie zmieniło się w wakacyjna miłość. Nie tylko wakacyjną lecz na całe życie. 

I dla umilenia wam wieczoru obrazek z Tomoe z Kamisama Hajimemashita ^.^
P.S. Jak ktos nie oglądał to polecam gorąco :p

piątek, 26 września 2014

Pamiętnik cz.1

Powrót ^.^

Witam ponownie~! Wstawiam Wam coś nowego co miało być w środe per czwartek. Miało być w środę ale LovelyxAsuna nie poprawiła tego. A w czwartek Ja czyli Kimie nie miałam internetu (Minuta ciszy dla mnie -.- ) Ale odzyskałam Internety i wstawiam ten oto Pamiętnik ^.^  O czym jest?? O przyjaźni pomiędzy wampirami a wilkiem :) Jutro albo w niedzielę wstawie coś extra ;)
Bye, bye i miłego czytania *.*       #Kimie    #LovelyxAsuna


                                          Anglia, rok 1773

Uważam, że sen jest rzeczą świętą. Uspokaja zmysły i relaksuje. Zwłaszcza po całodniowym bieganiu po lesie i zabijaniu jakichś typków. Plus wypiciu kilku lampek wina. Spałem sobie smacznie, gdy nagle poczułem rękę na mojej głowie. Ktoś zaczął drapać mnie po niej, zwłaszcza za uchem. Było to tak przyjemne, że aż zacząłem cicho mruczeć. Jednak po chwili zastanowiłem się, kto niby może mnie drapać. Przecież mieszkałem sam. Otworzyłem leniwie oczy i ujrzałem blond włosego diabła. Patrzał się na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Jeśli ci życie miłe to jak najszybciej zabieraj tą rękę i won stąd.- Wręcz zawarczałem ze wściekłości. Lecz ten idiota nie zważał na moje słowa i dalej mnie drapał.
-Ale dlaczego? Przecież ci się podoba. Nawet mruczałeś milutko.- Na te słowa zaśmiał się pod nosem.
-Gdybyś był seksowną laską i w dodatku nagą, nie marudziłbym.- Powiedziałem z wrednym uśmieszkiem.
-A ty tylko o jednym. Mógłbyś być bardziej uczuciowy.- Przestał mnie drapać i wtulił twarz w poduszkę.
-Ale ja jestem uczuciowy. Zwłaszcza, gdy rzucam czymś ostrym w ciebie.- Stwierdziłem i uśmiechnąłem się słodko. Obaj zaczęliśmy się śmiać.
-No dobra. Koniec żartów.- Stwierdził Jason i wstał z łóżka.- Wstawaj leniu śmierdzący.-Patrzałem się chwilę na niego, by po chwili cały schować się pod kołdrą. Lecz on nie zamierzał mi dać spokoju i chciał mi ją zabrać. Siłowaliśmy się tak, dobre kilka minut. Jason wykorzystał moment, gdy chciałem poprawić uścisk i wyrwał mi kołdrę z rąk. Leżałem tak nagi. Jedną z zalet mieszkania samemu jest to, że nie trzeba zakładać piżamki. Leżąc tak stwierdziłem, iż jest trochę chłodno i jednak przydałaby się ta kołdra. Usiadłem i spojrzałem na tego wrednego stwora.
-Nie dasz mi spokoju?- Mimo iż znałem odpowiedź wolałem się upewnić.
-Nie.- Uśmiechnął się szeroko z kołdrą na ramionach. Westchnąłem ciężko i wstałem, od razu kierując się do łazienki. Po jako takiej toalecie i ubraniu się wróciłem do pokoju. Jason jednak na coś się przydał. Zaścielił łóżko i zrobił śniadanie. Składało się ono z maślanych ciasteczek, owoców i herbaty. Siedział na jednym z krzeseł na tarasie. Oczywiście jako szlachcic miałem przytulny mały pałacyk. Jason również taki miał ale w innym miejscu. Przysiadłem się do niego i zacząłem jeść.
-A gdzie Jonathan?- Spytałem w połowie śniadania. Zawsze chodzili razem. Czyżby zapomniał o swoim braciszku? Jason nic nie powiedział tylko dalej popijał swoją herbatę. Zirytowałem się tym nieco i chciałem ponownie spytać, gdy nagle poczułem coś na głowie. Spojrzałem w górę i zauważyłem uśmiechniętego Joniego z jakimś pudełkiem.
-Tęskniliście?- Zapytał dosiadając się do nas.
-Gdzie ty byłeś?- Spytałem dmuchając w herbatę.
-Jak to gdzie?!- Spytał zdziwiony i otworzył pudełko.- W cukierni.- Stwierdził z uśmiechem. W środku znajdował się średniej wielkości torcik. Cały oblany był czekoladą a na wierzchu ozdobiony truskawkami.
-Dla Joniego dzień bez słodyczy to dzień stracony.- Stwierdziłem z uśmiechem. Nie pamiętam takiego dnia, w którym nie jadłby on czegoś słodkiego.
-A żebyś wiedział.- Powiedział i ukroił dla każdego po kawałku. Muszę przyznać, że Joni ma oko do ciast. Po tej słodkości wyszliśmy na miasto. Chciałem ubrać moją czarną perukę, ale Jason mi ją gdzieś schował - Jeśli jej nie spalił. Szliśmy i pozdrawialiśmy piękne damy i ważnych dżentelmenów. Poszliśmy do naszej fabryki porcelany. Trzeba sprawdzić jak się kręci biznes.
(Podkreślnik oznacza język francuski)
-Dzień dobry James.- Przywitał się Jason z kierownikiem.
-Dzień dobry państwo Jaucourt (żokur), panie Ishikawa- Ukłonił się starszy mężczyzna.
-Jak idzie produkcja?- Zapytał Jason.
-Bardzo dobrze. Wszystko idzie zgodnie z planem. Za kilka dni można zawieźć porcelanę dla hrabiny Reynolds- Powiedział z uśmiechem.
-A co z porcelaną dla hrabiego Gleyra?- Dopytałem.
-Spokojnie. Będzie na czas.- James zawsze wywiązywał się ze swojej pracy. U niego wszystko musiało chodzić jak w zegarku.
-Dziękujemy za ciężką pracę James.- Powiedział Jonathan i skłonił się lekko.
-Nie ma za co dziękować. Pracować z panami to czysta przyjemność a zarazem zaszczyt.- Uśmiechnął się jeszcze szerzej i również skłonił.
-Do widzenia i miłej pracy.- Powiedział Jason i uśmiechnął się życzliwie do niego. On tylko przytaknął i wrócił do pracy. My natomiast udaliśmy się na obiad do hrabiego Riedela (ridela) i jego żony. Obiad minął w doborowym towarzystwie przy anegdotkach i flirtowaniu z córką hrabiego - Anną. Następnie chłopcy poszli szukać pożywienia a ja udałem się do lasu na krótki bieg. Na szczęście nikogo nie spotkałem. Wróciłem do domu a po godzinie przyszli bliźniacy. Przy szklance dobrego rumu zaczęliśmy dyskutować. Zrobiliśmy nawet wojnę na poduszki. Wygrałby Jonathan gdyby nie to, że Jason go wrobił - Powiedział, że ciasto się pali. Joni zeskoczył z łóżka i jak poparzony pobiegł do kuchni. My na jego reakcję zaczęliśmy się głośno śmiać. Po chwili przyszedł z obrażoną miną lecz sam zaczął się śmiać z własnej głupoty. Zasnęliśmy razem, wymęczeni rozmową, kilkoma wojnami na poduszki i gonitwą po całym domu.


Rano było mi tak wygodnie. Stwierdziłem, że nie wstaję dzisiaj z łóżka. Chciałem ponownie udać się do krainy Morfeusza, gdy jedna rzecz mnie zdziwiła. Dlaczego moja poduszka jest taka ciepła i się rusza? Otworzyłem oczy i ukazał mi się bardzo dziwny widok. Przytulałem się do Jasona, który spał na plecach a po drugiej jego stronie wtulony był Joni. Znając siebie powinienem ich zwalić z łóżka i pójść dalej spać. Lecz było mi tak milutko, że bardziej wtuliłem się w niego i mając gdzieś jak to mogło wyglądać, zasnąłem. Nawet później nie wkurzałem się na to, że z nimi spałem. Nawet udało mi się nastraszyć Joniego. On wstał a ja z Jasonem nadal leżeliśmy w łóżku. W pewnym momencie położyłem się na Jasonie i mocno wtuliłem. Powiedziałem przy tym „Od teraz Jason jest moją osobistą podusią, więc musisz znaleźć sobie inną”. Powiedziawszy to, cmoknąłem Jasona w nos. Jonathanowi opadła najpierw szczęka. Jason natomiast zrozumiał iluzję i przytulił mnie mocniej. Po chwili jednak, Joni wlazł na łóżko, odkleił mnie od Jasona a sam się na niego położył. Przytulił się mocno do niego i spojrzał na mnie z mordem w oczach mówiąc „On jest moją podusią i nikogo innego”. Ja i Jason zaczęliśmy się głośno śmiać z jego zachowania.  Ten dzień jednak spędziliśmy aktywnie goniąc się po lesie. Później poszliśmy do bliźniaków. Tam porzucaliśmy się nożami w kuchni. Po tej walce kuchnia wyglądała okropnie ale warto było. Jestem ciekaw czy za kilkadziesiąt lat nadal będziemy robić to samo? Znamy się już trochę i z uśmiechem mogę stwierdzić, że nawet za 200 lat będziemy przyjaciółmi. Oh My God! Zmieniam się w optymistę. Trzeba zabić kilku durniów aby powrócić do normalności. I ewentualnie pójść na partyjkę bilarda. Oczywiście z tymi dwoma najlepszymi diabłami :D.

Mam nadzieję, że się podobało ^.^
P.S. Jeśli macie jakieś pytania lub prośby lub coś wam sie podoba/niepodoba piszcie w komentarzach :)

poniedziałek, 22 września 2014

Twin blood- rozdział 8

Ohayo~!
Jak tam po weekendzie?? Mam nadzieję, że dobrze :D I tak oto na rozweselenie tego tygodnia nowy rozdział ^.^ Plus pojawi się coś dodatkowego ale nie wiem kiedy dokładnie :P Więc jak coś wchodźcie i sprawdzajcie o.- 
Do zobaczenia  później i miłego czytania :*

P.S.  Zostawi ktoś tu komentarz??? Tak na zachętę *.*    #Kimie

Drugi dzień w Japonii. Dzień rozpoczęty rozwaleniem budzika. Będę musiał się przyzwyczaić do porannych pobudek. Aktualnie jestem w szkole. Trwa właśnie fizyka. Zasypiam na siedząco. Jonathan co chwila stuka mnie, abym nie spał. Za to Jason chichra się na ten widok. Po dzwonku poczłapałem się z bliźniakami na dach. Przerwa obiadowa. Dla mnie drzemka. Weszliśmy na dach. Reszta już na nas czekała. Ja usiadłem, oparłem głowę o stół i przymknąłem oczy.
-Coś się stało Kiyoshi-san?- Spytała się mnie Megumi. Najwidoczniej nie wyglądałem najlepiej, bo zauważyłem, że się o mnie martwi.
-Nic mi nie jest. Tylko się nie wyspałem. Ale dzięki za troskę.- Mówiąc to uniosłem głowę aby na nią patrzeć, po czym się uśmiechnąłem.
-Kiyoshi-san~! Nie ma spania! Teraz jest czas na jedzenie i opowieści.- Stwierdziła Yuko. Jest ona bardzo energiczną dziewczyną. I uwielbia słodycze.
-Yuko-chi~! Proszę~! Daj mi pospać. Opowiem coś później.- Czasami trzeba udawać głupiego.
-Nie~! Teraz jemy i rozmawiamy. Po szkole możesz iść spać.- Niechętnie uniosłem swoją głowę ze stołu. Wziąłem plecak aby wyciągnąć swoje obento. Zaraz....gdzie ono się podziało?!
-Coś się stało?- Teraz zapytał się Jason.
-Zapomniałem swojego obento.- Powiedziałem odkładając swój plecak. A tak naprawdę pewnie zapomnieli mi go włożyć.
-Proszę.- Powiedziała Megumi dając mi jakieś pudełko. Otworzyłem je a w środku było obento.
-Dlaczego masz dwa obento?- Chyba aż tyle nie je?!
-Moja mama pomyliła plecaki i dała mi również obento brata. Ale możesz je zjeść. On pewnie kupi coś sobie w stołówce.- Powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Dziękuję, Megi-chan.- Powiedziałem uśmiechając się szeroko. Zjadłem je za jednym zamachem.
-Widać byłeś bardzo głodny.- Skwitowała Megi.
-Wczorajsza wyprowadzka tak mnie wykończyła, że nie miałem czasu aby coś zjeść. Jeszcze raz dziękuję Megumi-chan.- I uśmiech.
-Nie ma za co.- Powiedziała z lekkim uśmiechem obracając się do mnie bokiem (siedziała obok mnie). Również zjadła już swoje obento i teraz patrzała w niebo. Postanowiłem skorzystać z okazji i położyłem się na ławce, głowę opierając na jej nogach. Trochę się zdziwiła na ten gest.
-C-Co robisz?- Spytała speszona.
-Chcę się trochę zdrzemnąć.- Powiedziałem i obróciłem się na bok, patrząc na płot. Zamknąłem oczy. Potrzebowałem tej odrobiny snu. Poczułem jak Megumi przeczesuje moje włosy. Było to przyjemne uczucie. A gdy podrapała mnie za uchem.....
-Mrrrrr.- Jestem wilkiem i uwielbiam pieszczoty. Zwłaszcza drapanie za uchem. Ona na ten gest zaśmiała się ale nie zaprzestała głaskania i drapania. Reszta też trochę się zaśmiała ale po chwili pochłonęła ich rozmowa. Mruczałem co chwilę z przyjemności. Mógłbym tak leżeć i być drapanym za uszkiem przez kilka godzin. Lecz ten przeklęty dzwonek musiał dać o sobie znać.
-Wstawaj leniu. Pora iść na lekcje.- Jeszcze chwilkę, mamusiu Jasonie. Niechętnie podniosłem się do siadu.
-Dziękuję za drapanko.- Powiedziałem i dałem całusa w policzek Megumi. Ona na to się zarumieniła i spuściła wzrok. Ja za to wstałem, przewiesiłem plecak przez ramię i ruszyłem na lekcję.

Gdy rozbrzmiał ostatni dzwonek, myślałem, że nie dojdę do domu. Tak mi się chciało spać, że wpadłem na Jasona. Pożegnałem się ze znajomymi i ruszyłem do siebie. Na szczęście zdążyłem na autobus. Później chwila spacerku i już jestem w obozie. Każdy zaczął mnie witać i pytać jak minął pierwszy dzień.
-Spokojnie, spokojnie. Po pierwsze, to witajcie. Po drugie było dobrze. Po trzecie, gdzie jest moje obento?- No co? Ktoś musi ponieść karę. Nagle podeszła do mnie Arisa.
-To ja. Przepraszam ale to tak jakoś wyszło.- Powiedziała ze spuszczoną głową.
-Spójrz na mnie.- Zrobiła to.
-Wybaczę ci ten jeden wybryk. Ale następnym razem będzie kara.- Uśmiechnąłem się słabo i przytuliłem ją.
-A teraz wybaczcie, ale przez nocne zabawy się nie wyspałem. Wara mnie budzić.- Powiedziałem i zacząłem iść w stronę domku.
-Tak jest.- Usłyszałem odpowiedź zanim wszedłem. Rzuciłem plecak w kąt. Następnie szybki prysznic, przebranie się w wygodne ciuchy (czyli czarne dresowe spodnie i czarny podkoszulek) i łóżeczko.
Od razu gdy się położyłem, zasnąłem.

Obudził mnie jakiś hałas. Co za nieszczęśnik mnie budzi? Wstałem wkurzony i spojrzałem przez okno, co się dzieje. Jakaś banda męczyła moją watahę. Moi chcieli aby sobie poszli, ale im najwyraźniej życie niemiłe. Wyszedłem jak stałem, po drodze biorąc swój miecz. Gdy intruzi mnie zobaczyli, uśmiechnęli się szyderczo. Ustałem jakieś 3 metry od nich.
-Czego chcecie?- Spytałem bez ogródek.
-Więc to ty jesteś wodzem tych patałachów. Mnie przysyła Ikemoto-sensei. Jestem z jego watahy. Na zwiady do ciebie. I ostrzeżenie cię.- Co on pieprzy?!- Albo mu się przychylisz albo cię zniszczy. Więc wybieraj.- Patrzył na mnie z wrednym uśmieszkiem. Jego ludzie stali jakiś metr od niego. Więc przyszli po to aby pozwiedzać? Bez mojej zgody?! I na dodatek mnie obudzić?!! Spojrzałem na niego wściekłym spojrzeniem.
-Więc przychodzisz tutaj, przerywasz mój sen, by powiedzieć mi, że mam być sługą twego pana?!- Pokiwał głową.- To więc jest moja odpowiedź.- Jak stałem zamachnąłem się i odciąłem mu głowę. Krew polała się dokoła, ciało padło na ziemię. Głowa poturlała się w moją stronę. Podniosłem ją za włosy i podszedłem do reszty przerażonych kumpli bezgłowego.
-Dajcie to swojemu szefowi. I powiedźcie, że jeśli jeszcze raz ktoś z jego bandy przyjdzie z jakimiś pierdołami, to odeślę go w kawałkach. A teraz.....WON Z MOJEGO TERENU!!- Na szczęście nie musiałem drugi raz powtarzać. Wzięli „prezent” i z podkulonymi ogonami uciekli.
-Zawińcie to w worek i wsadźcie do śmietnika. Jak będą chcieli resztę to przyjdą.- Powiedziałem kierując się w stronę domku.- A! Kolacja ma być za dwie godziny.- Wszedłem do domku i od razu skierowałem się do łóżka. Nastawiłem sobie budzik, aby nie przespać kolacji. Na szczęście nikt już się nie pojawił. Zaraz po kolacji zasnąłem. Muszę trochę odespać.


Po południu wybrałem się z moją dziewczyną na spacer do parku. Po drodze zjedliśmy lody i kupiliśmy picie. Przysiedliśmy pod jednym drzewem. Ona była oparta do mnie plecami a ja przytulałem ją do siebie. Siedzieliśmy w ciszy, napawając się świeżym powietrzem.
-Jason. A co mówiłeś o mnie swojemu bratu??- Hee?!
-A co tak nagle o to pytasz?- Trochę to dziwne.
-No bo teraz mi się przypomniało, jak przywitałeś mnie z nim. Wiem, że mówiłeś coś o moich oczach i rumieńcu- No bo oczka masz przecudne a w połączeniu z rumieńcem wyglądasz bosko.
-Może mu coś mówiłem, ale nie powiem ci co dokładnie.- To co powiedziane między mną a Jonim zostaje tajemnicą na zawsze.
-Ale dlaczego?!- Spytała z żalem obracając się do mnie twarzą.
-A dlatego! To tajemnica.- Powiedziałem uśmiechając się szeroko.
-Foch~!- Stwierdziła do mnie Mari i obróciła tyłem, krzyżując ręce na piersi. Aż tak jej na tym zależy?
-Ach tak?! To zobaczymy ile wytrzymasz!- Mówiąc to zacząłem ją gilgotać. Śmiała się, nie mogąc wypowiedzieć ani słowa.
-Prze......Jas.....Proszę!- Na chwilę przestałem.
-Nadal masz na mnie focha?- Spytałem z uśmiechem. Ona na to obróciła się do mnie przodem i delikatnie pocałowała w usta.- Przyjmuję to jako nie.- Powiedziałem i pocałowałem ją, tym razem dłużej.


No co za wredny. Muszę pamiętać, że jak strzelam na niego focha to trzeba uciekać. No i mamy pocałunek.....Który to już będzie skradziony przez Jasona? Przestałam liczyć po 67. Ta małpa uwielbia mi dawać buziaki. Raz, gdy zauważył, że jest mi smutno dawał mi buziaki bez liku. W policzek, czoło, nosek, skroń, usta...I nie przeszkadza mi to. Wtedy czuję jak bardzo mnie kocha. Teraz ponownie mnie przytulał a ja opowiadałam mu o jednym anime. Z dnia na dzień znamy się coraz bardziej. Wiem na przykład, że uwielbia koty. Dlatego czasami mówi tak na mnie^^. Heh, co miłość robi z człowieka. Nagle zobaczyłam tego faceta, który zrobił nam zdjęcie podczas pierwszej randki.
-Jason.
-Hmmm??- Inteligentne zainteresowanie.
-A co się stało ze zdjęciem z naszej pierwszej randki?- Nawet go nie widziałam.
-Noszę je przy sobie w portfelu.- Odpowiedział, dając mi całusa w policzek.
-A mogę je zobaczyć? Bo wcześniej nie widziałam.- Mam nadzieję, że dobrze wyszłam. Jason wyciągnął portfel i pokazał mi zdjęcie. Naprawdę wyglądaliśmy pięknie. Jak prawdziwa para. Chociaż wtedy nią jeszcze nie byliśmy. Dopiero po jakichś kilku godzinach.
-Ten fotograf wywróżył nam szczęście z jednego zdjęcia.-Stweirdziłam dając buziaka mojemu chłopakowi.
-Prawda. Trzeba będzie mu chyba za to podziękować.- Stwierdził, również dając buziaka. Jason schował portfel i ruszyliśmy do domu. Jak zwykle mnie odprowadził, dał jeszcze kilka buziaków na dobranoc i poszedł. I tak pewnie będziemy do siebie pisać SMS-y. Raz pisaliśmy do 3 w nocy. I tak zawsze przy tym robię miny, jakby miał to zobaczyć. Ciekawe co bym robiła, gdyby Jason nie przeprowadził się do Japonii i by nie przyszedł do tej szkoły?? Nieważne. Ważne, że jestem z nim szczęśliwa.


-Wszyscy w weekend wychodzimy!- Obwieścił nam Jonathan podczas długiej przerwy. Swoim wielkim wejściem spowodował zatrzymanie naszych czynności: jedzenia obento przez Shunsuke, Kiyoshiego i mnie, plecenia warkoczyków Yuko przez Megumi, szeptaniu Jasona mi do ucha (Przez to nie mogłam normalnie jeść obento i musiałam go karmić).
-He?!- Tylko tyle zdołało wyjść przez gardło Shuna.
-No normalnie. Nasza paczka się powiększyła, więc trzeba gdzieś się razem wybrać. Co wy na to?- Spytał z uśmiechem Joni.
-Ja nie mogę, bo jadę na zawody.- Powiedział Shun ze smutną miną.- Ale innym razem na pewno pójdę.- Dopowiedział z uśmiechem.
-Ja idę~!- Krzyknęła radośnie Yuko.
-Ja też chętnie pójdę.- Powiedziała Megi.
-Czemu nie.- Dodał Kiyoshi dalej jedząc.
-I ja pójdę.- Co mi szkodzi :p
-Jak bym powiedział, że nie idę to i tak byś mnie męczył dopóki bym nie poszedł.- Wszyscy na to się zaśmiali.- Ale z chęcią pójdę. Tam gdzie mój Kotek, tam i ja.-Dodał, dając mi buziaki i przy okazji podkradając mi jedzenie z obento.

-Więc umówione. Wychodzimy w sobotę. A co do godziny to się jeszcze zgadamy.- Powiedział ostatnie zdanie na ten temat i usiadł z nami. Ja z dziewczynami umówiłam się potajemnie na zakupy po szkole. W końcu trzeba jakoś wyglądać. Jason zakazał Joniemu spać z nim - bo jak twierdzi - znowu  zaśpi. My tylko się śmialiśmy z fochniętej miny Joniego. Gdy szliśmy na lekcję, Kiyoshi zabrał Yuko lizaka przez co spóźnili się na lekcję. Po lekcjach Shun pobiegł na trening a my do kawiarni (Kiyoshi musiał odpłacić się za lizaka). Przez cały dzień każdy był zadowolony. 

I coś dla fanów Durarary! ^.^
Słodziachne~! Co nie?! *.*       Do zobaczenia raz jeszcze :)

poniedziałek, 15 września 2014

Twin blood- rozdział 7

Doberek~! :)
Witam was w ten głupi poniedziałek. Dla mnie zwariowany i śmieszny. Dlaczego?? Ja + LovelyxAsuna + nuda na lekcji = Totalna Głupawka :P A jak wam minął dzionek???
Na rozweselenie następny rozdział ^.^
Niech Bóg Izaya Orihara będzie z Wami :@ <heheszki>
Pozdrówka od #Kimie & LovelyxAsuna :*
                                       Miłego czytanka :*


Dni mijały spokojnie. Umeko już nie robiła mi psikusów. Ciekawe co jej wtedy Jonathan powiedział. Jest już październik, więc zaczyna się robić coraz zimniej i deszczowo. Najbardziej na to marudzi Shunsuke, gdyż uwielbia grać na świeżym powietrzu. A z racji złej pogody trener zakazał gry na boisku. Lecz pewnego dnia, gdy pogoda dopisywała pojawił się nieznajomy......

Ja, Megumi i Yuko szłyśmy w stronę placu szkoły, gdy wpadłyśmy na naszą koleżankę z klasy.
-Przepraszam.- Powiedziałam do Tomomi.
-Nic się nie stało.- Uśmiechnęła się do nas życzliwie.
-Gdzie ci się tak śpieszy Tomi-chan?- Spytała Megi.
-Bo jakiś tajemniczy chłopak jest na placu szkoły. Jestem ciekawa kto to.- Najwidoczniej nie ma na sobie mundurka, że jest tajemniczy.
-To chodźmy razem.- Stwierdziła Yuko. Wszystkie się z nią zgodziłyśmy i poszłyśmy na plac szkoły. Zebrała się tam już spora grupka uczniów, zwłaszcza dziewcząt. O drzewo niedaleko placu opierał się chłopak. Miał on białe włosy i złote oczy. Ubrany był w czarne przylegające jeansy, czerwoną luźną koszulkę i skórzaną kurtkę, na nogach czarno-białe trampki. Mogę stwierdzić iż był przystojny. Z budynku szkoły wyszli bliźniacy, nie przejmując się sytuacją. Wyszli przed tłum i dopiero wtedy zauważyli tajemniczego przybysza. On spojrzał się na nich. Za to inni patrzeli się to na nich to na niego. Po chwili Jason uśmiechnął się i zaczął iść w stronę przybysza. To samo po chwili zrobił Joni. Przybysz odsunął się od drzewa i uśmiechnął. Jason podszedł do niego i przywitali się „po męsku”. To samo zrobił drugi. Nie zwracając uwagi na resztę wyszli za mury szkoły. Po tym na placu zapanował gwar. Wszyscy rozmawiali o tym, kim mógł być ten chłopak i skąd go zna Jason i Jonathan. Ja i moje przyjaciółki nie zastanawiałyśmy się zbytnio nad tym i poszłyśmy do domu.

Następnego dnia pierwszą lekcję mieliśmy mieć z panią Kanegawą. I znowu postanowiła zrobić nam niespodziankę.
-Moi drodzy, dzisiaj ponownie do naszej klasy dołącza uczeń. Mam nadzieję, że przywitacie go równie miło jak Jasona i Jonathana.- Powiedziała milusińskim głosem.- Możesz wejść.
Do sali wszedł......tajemniczy chłopak z wczoraj. Tylko tym razem był ubrany w mundurek szkolny. Ustał przed klasą i lekko się uśmiechnął. Nagle po klasie zaczęły roznosić się salwy śmiechu ze strony bliźniaków. Z czego oni się śmieją? Nowo przybyły zrobił skwaszoną minę.
-Jason, Jonathan! Uspokójcie się. Możesz się przedstawić.- Powiedziała nauczycielka.
-Nazywam się Kiyoshi Ishikawa. Miło was poznać.- Uśmiechnął się szerzej co wywołało pisk dziewczyn. Za to bliźniacy nadal chichrali się pod nosem.
-Miło cię poznać Kiyoshi. Proszę zajmij miejsce obok Jonathana.- Powiedziała, wskazując mu miejsce. Kiyoshi szedł w ich stronę z lodowatym spojrzeniem. Na chwilę zapadła cisza, gdy siadał na swoje miejsce. Gdy spojrzał się na swojego kolegę z ławki, salwy bliźniaków ponownie rozniosły się po sali. Kiyoshi na to zrobił tylko face palm`a.

Na długiej przerwie ja z dziewczynami i Shunem czekaliśmy na bliźniaków na dachu szkoły. Zjawili się oni z Kiyoshim u boku.
-No to czas abyś poznał naszą paczkę.- Stwierdził Jason.
-To jest Shunsuke.- Powiedział wskazując na niego.
-Siemka.- Przywitał się chłopak.
-To jest Yuko.
-Miło poznać.- Powiedział szczerząc się do niej.
-Ciebie również.- Odpowiedziała mu tym samym.
-To jest Megumi.- Wskazał na czarnowłosą.
-Miło cię poznać, Megi-chan.- Powiedział również się uśmiechając.
-Ciebie również, Kiyoshi-san.- Powiedziała zawstydzona Megi.
-No i Mariko.- Dodał na koniec Jason.
-Miło poznać.- Powiedział nadal uśmiechnięty.
-Moja dziewczyna.- Dodał Jason.
-Co? Niedawno co się przeprowadziłeś i już masz dziewczynę?! Szybki jesteś. Ale gratuluję i szczęścia życzę.- Najpierw był zaskoczony tą wiadomością, lecz potem wrócił mu uśmiech.
-A skąd wy się znacie??- No co? Ciekawska jestem.
-Z Francji. Chodziliśmy razem do szkoły. Chociaż i tak poznaliśmy się już o wiele wcześniej.- Odpowiedział mi Kiyoshi.
-Jason, a z czego śmialiście się na lekcji??- Nadal nie wiem co mogło ich rozśmieszyć.
-Z Kiyoshiego.- Hee?!- Mundurek jakoś do niego nie pasuje.- Dodał szczerząc się. Za to dostał kuksańca od Kiyoshiego.
-I to się nazywa przyjaciel.- westchnął na to chłopak. Za to bliźniacy zaczęli się ponownie śmiać.
-Dobra, przestańcie się ze mnie nabijać i zacznijmy jeść. Przez przeprowadzkę dużo nie jadłem.- I tak się stało. Chłopacy opowiadali nam historię z życia szkolnego we Francji. Później ( z inicjatywy Yuko), poszliśmy do kawiarni, aby przywitać Kiyoshiego w Japonii. Jestem ciekawa czy nasza grupka jeszcze się powiększy??


Co za dzień. Gdy zobaczyłem Kiyoshiego opierającego się o drzewo, myślałem czy nie mam zwidów. Lecz jednak nie - Kiyoshi przeprowadził się do Japonii. Oczywiście od razu musieliśmy pogadać. Ale na szczęście nic się nie zmienił. Zwłaszcza jego charakter. Poznaliśmy się, gdy miałem 25 lat. Lecz wtedy chował swoje włosy pod czarną peruką. Szybko przyznaliśmy się sobie kim naprawdę jesteśmy. Tak, Kiyoshi nie jest normalnym chłopakiem. Ale nie jest wampirem - tylko wilkołakiem. Tworzyliśmy zgraną trójcę. Później ja zaprzyjaźniłem się z innymi wampirami i stworzyłem klan. A on zabił jednego wilkołaka, który okazał się być wodzem watahy. Został wodzem. Na początku dużo osób się buntowało, lecz każdy skończył tak samo - śmiercią z ręki Kiyoshiego. Duża grupa osób sprzecza się, że wampiry i wilkołaki są ze sobą w konflikcie. Gdyby tylko zobaczyli jak ja i Kiyoshi się dogadujemy musieliby zbierać szczęki z podłogi. Gdy następnego dnia wszedł do sali w mundurku szkolnym, nie mogłem wytrzymać ze śmiechu. Otóż Kiyoshi nienawidzi garniturów i mundurków. Po prostu to do niego nie pasuje. Chociaż cieszę się, że inni szybko go zaakceptowali.


Przyleciałem do Japonii z całym moim oddziałem. I moje pierwsze pytanie było następujące: Gdzie kurwa znaleźć ustronne miejsce dla 50 osób?? No pytam się, gdzie? Otóż wataha trzyma się zawsze razem. Jesteśmy jak jedna, wielka rodzinka. Tylko matki brak. By ich jeszcze rozpieściła. We Francji mieliśmy fajne obozowisko w górach. A tu? Dobra Kiyoshi. Znajdź Jasona i Jonathana to ci pomogą. Już trochę tu są, to pewnie miasto znają. Tylko gdzie oni mogą być?? Yhhhh! Wdech- wydech, wdech- wydech......Pora na rozkazy.
-Słuchajcie. Teraz znajdę wam jakieś miejsce, w którym możecie odpocząć po podróży. I wara mi się od niego oddalać dopóki nie przyjdę. Ja idę się rozejrzeć. Zrozumiano?- Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Zabrałem ich z lotniska i ruszyłem w miasto. Po jakichś 25 minutach znalazłem przestronny park.
-Dobra, tu zostajecie. Ewentualnie możecie iść kupić sobie coś do jedzenia w pobliskich sklepach. I bądźcie grzeczni, bo za was odpowiadam.
-Tak jest Ojcze.- Zasalutowali. Dobrze, że zrozumieli bo gdyby nie....
-Kiyoshi-sama, mogę iść z tobą??- Zapytała Ayako.

Ayako Rivarol (riwarol)
“17” lat
18.02.1997r.
Wzrost: 1,74
Kraj: Japonia, Francja
Białe włosy, brązowe oczy
Hobby: sztuki walki, sport, pieski









-Nie, Ayako. Zostajesz tutaj. Miej wszystkich na oku.- Spojrzałem jeszcze na swoich ludzi.
-A-Ale....
-Nie ma żadnego „ale”. Zostajesz tu albo wracasz do Francji.- Zrobiła wkurzoną minę, obróciła się na pięcie i poszła. Ja tymczasem wyruszyłem na poszukiwanie kiełka. Szukałem z jakieś 3 godziny, zanim sobie przypomniałem nazwę szkoły. Od razu się tam wybrałem. Oparłem się o pień drzewa i czekałem na niego razy dwa. W końcu się zjawił. Patrzył na mnie jakby niedowierzał, że tu jestem. Jednak szybko to minęło, uśmiechnął się w ten swój sposób i podszedł. Przywitałem się z nimi i poszliśmy do baru, gdyż mój żołądek domagał się papu.
-A jednak zdecydowałeś się na przeprowadzkę.- Powiedział Jason, gdy już zamówiliśmy.
-We Francji zrobiło się nudno. Nie można być cały czas w jednym miejscu.- Zwłaszcza, że nie miałem z kim się podroczyć.
-Cieszę się, że przyjechałeś. Przynajmniej nie będę miał wysokich rachunków za telefon.- Uśmiechnął się pan żartowniś.
-A gdzie reszta rodzinki?- Spytał się Joni. A i nie pytajcie skąd wiem który to który. To moja słodka tajemnica, heheh. W tym czasie kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie. Ja od razu zabrałem się za jedzenie, wiec zapadła chwila ciszy.
-Zostawiłem ich w parku.- Powiedziałem po skończonym posiłku.
-Dlaczego?- Zdziwił się Jason. Mało co zostawiam ich samych.
-I tu mam do was prośbę. Muszę znaleźć jakieś lokum dla mojej watahy. Najlepiej gdzieś w lesie lub w górach. Hotel stanowczo odpada.- Skwitowałem. Hotel odpada, gdyż zazwyczaj są one w środku miasta. A my wilki uwielbiamy świeże powietrze, jak i ogniska.
-Powiem ci, że coś znalazłem, gdy przechadzałem się po mieście.- On chyba przeczuwał, że przyjadę.
-Więc chodźmy. Im szybciej, tym szybciej pójdę spać.- Powiedziałem, wstając od stolika i płacąc za swój obiad.
-Oż ty śpiochu. No ale nic. Ruszajmy.- Powiedział, zapłacili za obiad i ruszyliśmy.

 Po jakichś 45 minutach byliśmy gdzieś w środku lasu, gdzie było wybudowane obozowisko. Było to 15 domków, plus jeden większy. Każdy zrobiony z drewna. Od razu poczułem się lepiej, czując zapach lasu.
-I jak? Podoba się?- Spytał Jason po chwili. Spojrzałem na niego najpierw z obojętnością, potem z uśmiechem na ustach.
-Podoba i pasuje. Wszyscy się zmieszczą.- Skwitowałem to miejsce. Zauważyłem jak w naszą stronę zbliża się jakiś facet. Pewnie właściciel.
-Witam Szanownych Panów. Jak widzę jesteście zainteresowani tym miejscem. Zostało ono niedawno co wybudowane. Jesteście naszymi pierwszymi klientami.- Przywitał nas miło.
-Co mi pan może opowiedzieć o tym miejscu?- Trzeba być zainteresowanym.
-Jest ono w dobrym położeniu. Niedaleko stąd jest jezioro, góry. Najbliższy przystanek autobusowy jest 10 min drogi stąd. Domki są przytulnie urządzone. Każdy ma centralne ogrzewanie oraz bieżącą wodę i prąd. Wszystko sprzyjające naturze.- Poinformował mnie właściciel. Chociaż najbardziej zainteresowało mnie jezioro.
-Więc?- Spytał Joni.
-Więc wprowadzam się tu z moją bandą.- Powiedziałem z lekkim uśmiechem na ustach.
-A ile osób tu będzie mieszkać?- Spytał właściciel.
-Około 50.- Dołączyło kilka osób, więc się teraz nie orientuję.
-A na jak długo?- Dopytywał.
-Może na zawsze. Nie wiem. Zobaczy się.- Właściciel zrobił zszokowaną minę. Przecież powiedziałem prawdę. Nie będę się wprowadzał na miesiąc.
-A-Ale tak nie można. Najdłużej można na 2 miesiące.- Powiedział poważnie.
-Słuchaj gościu. Ja za to płacę. Więc możesz sobie wybudować taki obóz gdzieś indziej. Więc dawaj mi papiery własnościowe i wynocha.- Nie dość, że leciałem kilka godzin w samolocie w akompaniamencie dziecięcego płaczu to ten mi się jeszcze sprzeciwia. Dobrze, że są tu ze mną bliźniacy, bo pewnie byłby już rozszarpany na strzępy.
-Jak pan śmie tak do mnie mówić. Ten obóz nie jest na sprzedaż tylko na wynajem. Więc albo pan wynajmuje albo....- Aż się zamknął, gdy zobaczył moje groźne spojrzenie.
-Ależ możemy się dogadać.- Powiedział Jason ciągnąc nas do jednego z domków. Weszliśmy do środka. Słyszałem jak Jonathan zamyka drzwi na klucz. Jason kazał usiąść właścicielowi na fotelu.
-No dobrze. Więc jakie są....- Zamilkł. Dlaczego? Otóż oczy zmieniające swoją barwę i kły robią swoje. Patrzył na Jasona z szokiem i przerażeniem.
-To jakaś sztuczka? Chcecie mnie nastraszyć?- Ale ten właściciel głupi.
-Jeśli to sztuczka to może wypiję twoją krew i wtedy się przekonasz.-Powiedział Jason, patrząc mu w oczy. Widziałem jak zadrżał.
-A teraz posłuchaj. Mój kumpel zapłaci ci za te domki, a ty nie piśniesz ani słowa o tym, co się tu wydarzyło. Zrozumiałeś?- Spytał się wampirek, pokazując w uśmiechu swoje kiełki. Ten tylko pokiwał głową, że zrozumiał. Od razu poszedłem z nim, podpisałem potrzebne papiery i zapłaciłem. Nie pytajcie się skąd mam kasę.
-Wielkie dzięki za pomoc.- Powiedziałem do kumpli, gdy wychodziłem z biura.
-Nie ma za co. A teraz idź po swoją rodzinkę i się wprowadzajcie.- Powiedział z uśmiechem starszy bliźniak.
-I nie zapomnij zaprosić nas na imprezkę.- Dodał drugi.
-Spoczko. To idę was kawałek odprowadzić i idę po swoich.- Skwitowałem i poszliśmy. Słońce powoli zachodziło, gdy doszedłem do parku. Gdy wszyscy mnie zobaczyli, zebrali się w grupie.
-Znalazłem miejscówkę. Więc grzecznie za mną. Mam nadzieję, że wszyscy są.- Pokiwali głowami, że tak. Dojście do obozu nie zajęło nam dużo czasu. Każdemu się spodobał.
-Przypomnę zasady. Chłopcy i dziewczęta osobno. Jutro powieszę listę dyżurów. Teraz się rozpakujcie i odpocznijcie. Te osoby, które mają resztę mojego bagażu niech zaniosą do mojej siedziby. Jeśli ktoś ma pytania, niech przyjdzie do mnie za pół godziny!- Wszyscy krzyknęli „Tak jest” i zaczęli się rozchodzić. Ja również postanowiłem się ogarnąć. Wlazłem do swojej chałupki. Najpierw całą ją obejrzałem. Na parterze był salon, połączony z małą kuchnią. Na piętrze była duża sypialnia, łazienka i garderoba oraz taras z widokiem na całe obozowisko. Zszedłem na dół i zacząłem się rozpakowywać. Przerwałem na chwilę, gdyż kilka osób miało do mnie sprawę. Byli to w większości nowicjusze, którzy nie do końca znali regulamin. Nie był on jakiś długi i surowy. Znajdowały się w nim następujące rzeczy:
1.    Chłopcy i dziewczęta mają osobne pokoje.
2.    Każdy ma swój dyżur w kuchni i sprzątaniu.
3.    Słuchać się rozkazów wodza.
4.    Nie atakować niepotrzebnie.
I to by było chyba na tyle. No nic Po jakiejś godzinie ogarnięcia swoich rzeczy, wyszedłem aby sprawdzić czy wszyscy już się zaaklimatyzowali. Niektóre osoby zaczęły już przygotowywać ognisko. Inne szykowały jedzenie. A reszta albo się obijała albo wygłupiała. Moją watahę traktuję jak rodzinę. Nie ma między nami sporów, a jak już są, to o jakieś głupoty. Dogadujemy się, robimy razem mnóstwo rzeczy. Oczywiście, gdy ktoś mnie wkurzy, może za to nieźle zapłacić. Ale jak na razie nikogo z rodzinki nie zabiłem.
-Witaj Wodzu.
-Cześć Eiichi.- Przywitałem „syneczka”.

Eiichi Ueda
„17” lat
27.07.1997r.
Wzrost: 1,80
Kraj: Japonia
Niebieskie włosy, brązowe oczy
Hobby: rzeźba, pływanie, słodkości, PS3
-I jak? Podoba się?- Pora na wywiad środowiskowy.
-I to bardzo. Innym też. Eee....Wodzu...?!- Zająkał się.
-Tak?- Ciekawe o co chce się zapytać.
-A tu tak samo będziemy chodzić na wycieczki? Bo wiem, że idziesz do szkoły i pewnie nie będziesz miał czasu więc...Ała!- Właśnie go delikatnie uderzyłem.- Za co?- I jeszcze się pytasz?!
-To, że idę do szkoły nie znaczy, że was oleję. Nadal będziemy robić wycieczki i inne tego typu rzeczy. Ale jak będziecie mnie wkurzać to nic nie będzie.- Dosłownie jak z dziećmi. Eiichi patrzał na mnie jak na jakieś UFO. Po chwili prawie się na mnie rzucił, przytulając się.
-Dzięki, Tatku.- Uśmiechnąłem się na to i też trochę przytuliłem. Odkleił się ode mnie, uśmiechnął się i pobiegł pomóc przy rozpalaniu ogniska. Właśnie taka jest ta wataha. Potrafi być groźna i niemiła wobec innych, lecz między sobą milutka. I przyznam się, że wolę jak mówią do mnie „tatku” lub „ojcze” niźli „wodzu”. Może tu rządzę, ale nie jestem dla nich obcy.  Do późna siedzieliśmy przy ognisku rozmawiając i śmiejąc się. Za nic nie zmieniłbym takiej rodzinki.


Zabiję tych bliźniaków za nabijanie się ze mnie! Nie tak źle wyglądałem w tym mundurku. Później poznałem ich bliższych znajomych oraz dziewczynę Jasona. Lecz mi ktoś inny wpadł w oko.....