piątek, 22 kwietnia 2016

Twin Blood 2- Rozdział 12

Doberek~! ^.^
Witam was w ten dzionek, który piątkiem się zowie i zacny weekend rozpoczyna~! :p
Nie mam wam nic ciekawego do powiedzenia, więc nie przedłużając zapraszam na kolejny rozdział~! ^.^
Miłego dnia~! :*
#Kimie

Lekcje o dziwo szybko nam minęły. Oczywiście nudno nie było, gdyż chłopaki umieją rozluźnić atmosferę. Kiyoshi na matematyce zaczął jeść rogale i został zauważony przez nauczycielkę. Ta kazała mu podejść do tablicy rozwiązać trudne zadanie, nad którym nawet nasz „kujonek” się trudził. Kiyoshi z rogalem w buzi podszedł do tablicy i bez żadnego problemu rozwiązał je prawidłowo, po czym idąc do ławki dokończył jeść i poprosił Runiego o jeszcze jednego rogala. Louis popisał się na biologii znajomością roślin, co sprawiło, że poprowadził całą lekcję. Oczywiście dostał pozytywną ocenę i pochwałę. Bliźniacy natomiast błyszczeli na angielskim, gdy pani zadała nam rozmówki na różne tematy w parach. Oni niczym prawdziwi Anglicy usiedli naprzeciwko siebie i rozmawiali o historii tego kraju. My natomiast siedzieliśmy po ich bokach i słuchaliśmy tego uważnie. Nie zrozumiałam wszystkiego, mimo to byłam zaskoczona ich zdolnościami w akcentowaniu. Na francuskim oczywiście Rune nie ma sobie równych. Z pamięci powiedział wiersz po francusku, co z jego akcentem dało nieziemski efekt. Dziewczyny z jego Fan Clubu wręcz się rozpływały z zachwytu. Sam Rune jak zwykle zachował stoicki spokój, mentalnie próbując powiedzieć Kiyoshiemu, że nie dostanie więcej rogalików. Rogaliki zniknęły i tak bardzo szybko, gdy tylko chłopacy się o nich dowiedzieli. My z dziewczynami zdołaliśmy zjeść po jednym, przed tymi żarłokami. Trochę tego żałowałam, gdyż były bardzo dobre. Na moje szczęście Rune powiedział mi „w tajemnicy”, że w willi jest kolejna porcja. Nie powiedziałam tego reszcie, gdyż zapewne biegli by do niej i nie zostawiliby nam nawet okruszków. Dlatego po lekcjach spacerkiem naszą paczką udaliśmy się na „Podwieczorek w stylu francuskim” lub jak kto woli „Przed obiadowe łakomstwo”. Gdy weszliśmy przywitał nas Willi, który wylegiwał się na kanapie z mrożoną herbatą i kryminałem. Od razu ustąpił nam miejsca i wraz z Jonim udali się do kuchni po napoje. Runi natomiast najpierw poszedł się przebrać.

-Nie wiem jak wysiedzę w tej szkole. Jest tak piękna pogoda, że najchętniej bym leżał sobie na zielonej łące wraz z watahą cały dzień.- Kiyoshi aż rozmarzył się na samą myśl.

-Wytrzymasz. Na szczęście nie mamy już żadnych dużych egzaminów i nie musimy poprawiać ocen.- Jason usiadł obok mnie, gdy tylko ściągnął marynarkę i krawat. Moją uwagę przykuły rozpięte górne partie jego koszuli. Wpadła mi nawet myśl do głowy, że mógłby zdjąć tą koszule, ukazując swoje mięśnie brzucha. Skarciłam się na samą myśl, po czym oparłam się o jego bok.

-Ja już widzę wasze wakacje. Pierwsze dni pewnie będziecie imprezować, a później wpadniecie na jakiś głupi pomysł.- Powiedział Willi, który z tacą pełną szklanek z napojami wszedł do salonu. Gdy postawił ją na stoliku, wszyscy wręcz od razu rzucili się na picie.

-Ale sam przyznasz, że dwa lata temu to nieźle nam wyszło.- Kiyoshi uśmiechnął się do niego szeroko.

-Co zrobiliście dwa lata temu?- Spytała szczerze zaciekawiona Megumi, bawiąc się słomką.

-Na wakacje Francja nam się znudziła, więc postanowiliśmy zrobić wyprawę. Najpierw pojechaliśmy do Portugalii, a stamtąd popłynęliśmy statkiem na Karaiby. Oczywiście na statku byli sami faceci, więc było bardzo ciekawie.- Joni uśmiechnął się na samo wspomnienie.

-Zwłaszcza, gdy upici i naćpani postanowiliście szukać skarbu Długobrodego.- Powiedział Runi, który aktualnie stał i opierał się o futrynę. Na jego wypowiedź chłopcy zaśmiali się, a my nie wiedzieliśmy o co tak dokładnie chodzi.

-Co się tam zdarzyło?- Spytał Shun, patrząc to na Runiego to na resztę.

-Grupą poszliśmy w głąb wyspy, przebrani niczym prawdziwi piraci. Nieźle zabłądziliśmy, gdyż to wszystko działo się w nocy. Doszliśmy do jakiegoś wodospadu. Tam oczywiście stwierdzili, że muszą tu być syreny. O dziwo były tam kobiety ale wszystkie to Niemki po 50. Gdy Kiyoshi je zobaczył-a były one w skąpych strojach kąpielowych z czepkami na głowach- to krzyknął „To są dzieci Krakena! Trzeba je zabić aby dostać się do skarbu!” W tym momencie one nas dostrzegły i zaczęły krzyczeć, po czym zaczęły biec wściekłe na nas z parasolkami. My mimo przewagi zaczęliśmy uciekać. Gdy wręcz je zgubiliśmy to nagle prawie wszyscy wpadli do jeziorka. Zamiast biec dalej to oni zaczęli się rozbierać. W tym momencie staruszki nas dogoniły ale gdy ujrzały na wpół rozebranych facetów, na dodatek nieźle umięśnionych to całe się rozpromieniły.- Opowiadał Rune.

-Na szczęście Runi był od nas wszystkich bardziej trzeźwy i kazał nam wiać, gdzie pieprz rośnie. Jakoś dotarliśmy na plażę, a stamtąd na statek. Rano wręcz nikt nic nie pamiętał, bo wszyscy mieli kaca. No ale przygoda niezła zwłaszcza, że podobnych sytuacji podczas tej wycieczki było kilka.- Dokończył Louis z uśmiechem.

-Zapomniałeś dodać, że Runi za karę obudził nas z megafonem przy ustach.- Po minie Willa śmiało można stwierdzić, że nie była to przyjemna pobudka po takiej nocy.

-Ale mimo kaca wszyscy się uśmiechali.- Powiedział nieznajomy, który właśnie wszedł do salonu.





Lucas Matsushita

„22”lata

10.03.1993r.

Wzrost: 1,82

Kraj: Holandia, Japonia

Czarne włosy, brązowe oczy









-Bo mimo wszystko każdy miał jakieś przebłyski tego co się działo.- Stwierdził z szerokim uśmiechem Kiyoshi.

-Dziewczyny to jest Lucas Matsushita. Lucas to są Mariko, Yuko i Megumi. No i jeszcze Shunsuke ale to płeć przeciwna.- Przedstawił nas sobie Jason.

-Miło was poznać dziewczyny i Shun.- Uśmiechnął się do nas i pomachał na przywitanie.

-Ciebie również miło poznać Lucky. („Szczęściarz”)- Yuko uśmiechnął się do niego szeroko, machając mu z kolan Joniego.

-Luc powiedz mi jedno. Gdzieś ty był, że ja cię nie widziałem?- Spytał Will, dokładnie go obserwując.

-W Stanach Zjednoczonych. Taka praca. Miałem przyjechać miesiąc temu ale dali nam urlop i postanowiłem skorzystać z pięknej pogody w Los Angeles.- Nowoprzybyły rozsiadł się wygodnie w fotelu, nalewając sobie do szklanki zimnej herbaty.

-Lucas walnę cię. Ja tu marzę o wakacjach, a ty opalasz się i bawisz w L.A.- Megumi zaśmiała się z lenistwa swojego chłopaka i podrapała go za uchem. Kiyoshi od razu nastawił łepek na pieszczochy.

-Gdzie szykuje się zabawa?- Spytał chłopak, którego też pierwszy raz na oczy widzę.

-Na razie nigdzie duszku. Gdy coś będzie to cię zwerbujemy.- Will poklepał go po ramieniu.

-Kto to?- Spytałam Jasona.

-Nasz duszek, czyli Ichi Sugiyama. Ichi to jest Mari, Yuko, Megumi i Shunsuke.- Brawo Skarbie. Nie pominąłeś naszego sportowca. ^.^

-Ohayo.- Szatyn uśmiechnął się do nas delikatnie.

-A dlaczego duszek?- Spytała Yuko z miną szczeniaczka.

-Bo czasami wyjeżdża i nikt nie wie, gdzie jest i kiedy wróci.- Wytłumaczył Jason.

-No bo jestem dorosły i nie muszę się spowiadać.-Stwierdził Ichi z powagą.

-To dlaczego jak tylko wracasz to nam się tłumaczysz gdzie, co i jak?- Spytał z uśmieszkiem Will, za co dostał oburzone spojrzenie od Ichiego. My na to zaśmialiśmy się krótko.

-Ichi chodź ze mną na chwilkę.- Nie widziałam kiedy Runi poszedł do kuchni. Wyszedł z niej, złapał Ichiego za ramię i pociągnął gdzieś w głąb domu. Po krótkiej chwili usłyszeliśmy krzyk, na co wręcz podskoczyliśmy.

-Co się dzieje?- Spytał kolejny nieznajomy mi facet tego dnia.

-Ichi chyba coś przeskrobał.- Stwierdził Kiyoshi, popijając herbatkę.

-A tak ogółem to witam.- Młody mężczyzna uśmiechnął się do nas promieniście. Nikt nie chciał się ruszać z miejsca więc ładnie mu odmachaliśmy na powitanie.

-Alexander. Mariko. Yuko. Megumi. Shunsuke.- Powiedział skrutowo Jason. Najwyraźniej znudziło mu się przedstawianie nas.

-Oj Jason, rozleniwiłeś się.- Zaśmiał się Alex.

-Jest mi wygodnie, mam obok siebie moją kochaną dziewczynę, zimne picie w ręce. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Plus jestem po szkole, więc mam relaks.- Wywróciłam oczami na teorię szczęścia mojego chłopaka w tym momencie. Jednak schlebia mi tym, że moja osoba daje mu tyle szczęścia. Do salonu wszedł Runi, który od razu udał się do kuchni. Tuż za nim z obolała miną wszedł Ichi, głaszczący swoją zabandażowaną szyje.

-Coś przeskrobał?- Spytał rozbawiony Alex.

-Nic takiego.- Stwierdził, krzywiąc się.

-Jeśli nic takiego nazywasz zjedzeniem całego koszyka rogalików to ugryzę cię ponownie.- Z kuchni wyłonił się Rune z nożem w ręce. Ichi gdy tylko go zobaczył schował się za Alexa.

-No dobra. Przeskrobałem sobie. Przepraszam.- Powiedział ze skruchą patrząc na Runiego zza ramienia Alexa. Runi prychnął w odpowiedzi i wrócił do kuchni.

-Ichi jeszcze się nie nauczyłeś, że Runiego nie należy denerwować?- Spytał się Jason. Mimo poważnej miny było widać, że bawi go ta sytuacja.

-No wiem. Nie moja wina, że na widok rogalików mój brzuch odtańczył kankana. To było silniejsze ode mnie.- Jęknął boleśnie, bardziej kuląc się za Alexem.

-Dlaczego nie należy denerwować Runiego?- Spytałam się bardzo ciekawa tej nowej dla mnie wiadomości.

-Runi z natury jest spokojny. Ale gdy ktoś zniszcz coś co należy do niego, bądź co zrobił to się denerwuje i gryzie.- Wytłumaczył Jason.

-Warto dodać, że Runi ma z nas wszystkich najostrzejsze kły i w takich chwilach nie jest delikatny.- Lucas skrzywił się na same słowa.

-Więc jeśli mówi, że wykastruje cię widelcem to może się stać w najbliższym czasie.- Dokończył Alex na co wszyscy zaczęli się śmiać oprócz Willa.

-Willi, dlaczego się nie śmiejesz?- Spytał się Lou, rozbawiony.

-Bo to rano powiedział mu Runi.- Alex zaśmiał się na to poranne wspomnienie.

-Współczuję. Korzystaj póki możesz.- Kiyoshi wstał i poklepał go pocieszająco po plecach.

-Kiyoshi nie denerwuj mnie bardziej, bo pewnego dnia obudzisz się bez swojego futra.- Rune z maska obojętności wkroczył do salonu. W jednej ręce trzymał paterę z ciastem, a w drugiej dzierżył nóż.

-Runi, własnemu bratu byś to zrobił?- Spytał z żalem w głosie Kiyoshi, patrząc na niego maślanymi oczkami.

-Kiyoshi jeśli chcesz wiedzieć to rozprułem własnej siostrze flaki, gdyż wkurzył mnie jej śmiech. Więc nie przeginaj.- Rune wrócił jeszcze na chwilę do kuchni, po czym na stoliku obok ciasta położył talerzyki i łyżeczki. Mruknął jeszcze jakieś „Smacznego’, po czym wyszedł z salonu. Przez minutę panowała niezręczna cisza.

-Jak myślicie, czy to co powiedział jest prawdą?- Spytał Alex, odklejając od siebie Ichiego i zaczynając kroić tarte.

-Nie wiem ale po Runim można się tego spodziewać.- Powiedział Joni, którego jak nas zszokowała ta informacja.

-Coś dziwnego dzieje się z Runim.- Stwierdził Will z ciężkim westchnieniem siadając na kanapie obok Kiyoshiego.

-Co masz na myśli?- Po minie Kiyoshiego można stwierdzić, że zmartwiła go ta wiadomość.

-Wczoraj siedział przez godzinę w fotelu w pozycji embrionalnej, trzymając kubek w dłoniach i patrząc się na jakiś punkt przed siebie. Powiedział, że jest trochę zmęczony ale kolacji zjadł kilka łyżek.- Atmosfera zrobiła się jakaś taka ciężka.

-Kiyoshi pogadaj z nim. On nam nic nie powie.- Jason spojrzał się na niego przenikliwym wzrokiem.

-Jutro nie mogę, bo jestem zajęty ale w czwartek na pewno wyciągnę go na rozmowę.- Megumi w akcie pocieszenia przytuliła się do Kiyoshiego, uśmiechając się do niego delikatnie.

-Koniec tych smętnych min. Rune życzył nam „Smacznego”, więc korzystajmy.- Ichi mimo bólu uśmiechnął się, biorąc talerzyk z kawałkiem ciasta. Wszyscy poszli w jego ślady i już po chwili w salonie było słychać mruczenie.

-Ja jednak jestem ciekaw gdzie Runi nauczył się tak piec?- Powiedział Louis chwilę patrząc się w zastanowieniu na swój kawałek ciasta, po czym wziął jeden kęs.

-Nie wiem ale wiem, że to jest zawsze bardzo dobre i to mi wystarczy do szczęścia.- Kiyoshi wręcz w kilka sekund pochłoną swój kawałek, patrząc prosząco na Megumi. Ta ze śmiechem poczęstowała go kawałkiem swojej porcji.

-Raz pamiętam stwierdziliśmy, że uderzył w niego piorun, przez co stał się taki genialny w pieczeniu.- Jason zaśmiał się na samo wspomnienie tego. Przyznam, że ta teoria jest dość dziwna ale nie wnikam.

-A może weźmiecie pod uwagę to, że już od małego po prostu szlifował swoje zdolności kulinarskie, przez co jest teraz taki dobry w tym?- Powiedział to młody chłopak, który stał aktualnie obok Alexa.




Gabriel de La Chaussee (de la szose)

„14“ lat

14.10.2000r.

Wzrost: 1,65

Kraj: Francja, Włochy

Czarne włosy, szare oczy







Był ubrany w białą koszulę na krótki rękaw zapinaną na złote guziki, szara kamizelkę i tego samego koloru spodnie, które przylegały do jego nóg. Do tego eleganckie buty za kostkę, kilka srebrnych bransoletek na nadgarstkach, pierścionek na palcu wskazującym prawej ręki, delikatny naszyjnik z krzyżykiem oraz kilka zwykłych srebrnych kółek w uszach.

-Jej~!- Yuko pisnęła i w podskokach podeszła do niego od razu go ściskając. Nie dziwię jej się, gdyż ociupinkę przypomina Ciela z Kuroshitsuji.

-Odczep się ode mnie kobieto.- Nowoprzybyły próbował oswobodzić się z jej żelaznego uścisku. Udało mu się to z pomocą Alexa, który odciągnął Yuko od niego, trzymając ją w pasie. Nieznajomy odsunął się od niej na bezpieczną odległość, klnąc coś pod nosem po francusku.

-Yuko, dlaczego go zaatakowałaś?- Spytał Joni z pretensją ale i rozbawieniem.

-Bo on tak uroczo wygląda~!- Yuko rozmarzyła się, wlepiając swe ślepka w podróbkę Ciela. Wtedy do pokoju wszedł Runi, który chyba już trochę ochłonął. Nieznajomy chłopak, gdy tylko go zobaczył podbiegł i przytulił się do jego boku.

-Co tu się dzieje?- Spytał Runi patrząc to na chłopaka to na nas.

-Yuko jest zachwycona urodą Gabiego.- Jason zaśmiał się widząc jak Yuko próbuje wyspowodzić się z rąk Alexa. Ten jednak bez problemu ją podniósł i zaniósł na kolana Joniego. Ten od razu objął ją mocno, szepcąc coś do ucha.

-Zostawić was na chwilę to już znęcacie się nad moim synem.- Na słowa Runiego aż się zakrztusiłam. To jest jego syn?!! Wprawdzie podobni są ale tego się nie spodziewałam.

-No już dobrze, dobrze. Yuko przeproś Gabiego za swoje zachowanie.- Powiedział Joni, patrząc wyczekująco na swoją dziewczynę.

-Przepraszam.- Yuko skruszona zawiesiła swój łepek w dół.

-Wybaczam.- Wymamrotał Gabi nadal kurczowo trzymając się boku Runiego. Yuko na ten widok próbowała powstrzymać się od głośnego pisku i ponownego wytulenia Gabiego.

-No więc Yuko już poznałeś. To jest Megumi, Mariko i Shun.- Przedstawił nas do końca Jason.

-Miło mi was poznać. Nazywam się Gabriel de La Chaussee.- Chłopak na chwilę odsunął się od Runiego kłaniając się w naszą stronę, po czym od razu powrócił do swojej poprzedniej pozycji.

-Miło cię poznać Gabi.- Megumi uśmiechnęła się do niego, przy okazji próbują odciągnąć Kiyoshiego od swojego talerzyka.

-Na serio jesteś synem Runiego?- Spytałam nie mogą się już powstrzymać.

-Nie jest. Przecież mają inne nazwiska.- Powiedział Jason.

-Skąd wiesz? Może przyjął nazwisko matki, a nie moje? – Runi patrzał się na Jasona z lekkim uśmieszkiem.

-Runi mam prośbę. Czy chociaż raz możesz powiedzieć prawdę?- Spytał się Kiyoshi, który ze smutną miną patrzał się na pusty talerz swojej dziewczyny oraz równie pusta paterę.

-No dobra. Nie jest moim synem ale go tak traktuje.- Powiedział Runi, przytulając mocniej Gabiego.

-Uwaga! Uwaga! Komunikat! Nie złośćcie Gabriela, bo możecie oberwać od jego ojca.- Zakomunikował nam Willi na co wszyscy zaczęli się śmiać.

-A żebyś wiedział.- Runi spiorunował go wzrokiem na co Willi wyszczerzył się do niego.- Ma ktoś widelec?- Spytał Runi, rozglądając się po stoliku.

-Nie boję się ciebie.- Stwierdził Will wypinając pierś do przodu.

-Serio?- Runi powiedział to rozbawiony, patrząc na niego z ukosa.

-No dobra. Wygrałeś. Boję się ciebie. Nie bij.- Will schował się za kanapą, na której siedział Kiyoshi wraz z Megumi. My na jego szybką zmianę zdania zareagowaliśmy śmiechem.

-No dobra. Gabi schowaj się za Kiyoshiego albo Alexa, bo ja muszę iść. Jak to nie pomoże uciekaj do mojego pokoju.- Rune pomiział go po głowie widząc jego nadąsaną minę. Gabi westchnął i szybko usiadł obok Kiyoshiego zerkając znad jego ramienia na Yuko. Ta zaś patrzała na niego oczkami biednego szczeniaczka, który był trzymany przez śmiejącego się pod nosem Joniego.

-A gdzie się wybierasz?- Zapytał Kiyoshi przy okazji zasłaniając bardziej Gabiego.

-Na obiad.- Runi mrugnął do niego, po czym wyszedł z domu.

-Na obiad? A nie mógł tu czegoś zjeść?- Przecież kuchnia duża i zapewne pełno w niej żarcia.

-Woli świeże.- Kącik ust Kiyoshiego uniósł się ku górze.

-To wy w lodówce macie przeterminowane jedzenie?- Trochę to dziwne. Po co więc mają lodówkę?

-Runi woli prosto ze źródła.- Mrugnął do mnie Alex z uśmiechem. Dopiero po chwili do mojej mózgownicy doszło, że tu o krew chodzi, a nie o normalne jedzenie.

-A~!- Bardzo inteligentna odpowiedź, na którą mój chłopka parsknął śmiechem. Oczywiście dostał za to kuśtańca w bok. Nie znam jeszcze ich wszystkich zwyczajów. Ale dzięki takim spotkankom dużo mogę się dowiedzieć. Po tym posiedzieliśmy jeszcze w salonie rozmawiając. Gabi musiał uciekać przed Yuko, która widząc jego minę pełną wyższości chciała ponownie go wyciskać. Joni nie zdążył jej przytrzymać i biedny Gabi musiał biec na górę. Yuko nie udało się go złapać, gdyż wróciła do nas z bardzo smutną minką. Joni wziął ją na barana i zaprowadził do swojego pokoju mówiąc, że ma dla niej coś fajnego. Mój mózg podsunął mi inną myśl, co oni mogą tam robić. Megumi najwyraźniej też o tym pomyślała, gdyż zarumieniła się lekko. Tuż po odejściu Joniego i Yuko, Kiyoshi wziął gdzieś Megumi, a ja z Jasonem poszliśmy do jego pokoju. Nie robiliśmy nic konkretnego. Po prostu leżeliśmy, rozmawialiśmy, całowaliśmy się i głaskaliśmy Shirę, która weszła Jasonowi na głowę machając wesoło ogonem. Zasnęła między nami mrucząc cicho. Takie przyjemne, leniwe spędzenie popołudnia.





Usiadłem pod drzewem blisko skateparku. Napisałem oczywiście Iseyowi, gdzie jestem aby mnie nie szukał. Po chwili zauważyłem go jak wyjeżdża zza rogu. Od razu mnie zauważył i pomachał z szerokim uśmiechem. Minutę później siedział już tuż obok mnie.

-Ohayo~! Szczeniaczek był grzeczny i dzisiaj ma wolne popołudnie~!- Uśmiech nie schodził mu z twarzy.

-Aż nie mogę uwierzyć, że taki diabeł jak ty był tak grzeczny. Ale jak obiecałem nagrodę tak jest.- Położyłem przed nim kubek termiczny z gorącą czekoladą oraz pudełko z rogalami. Aż ślinka mu pociekła na sam widok i wręcz rzucił się na rogaliki. Wziął jednego w łapki biorąc duży kęs i z uśmiechem go konsumując.

-Bycie grzecznym się opłaca w takich sytuacjach.- Gryzł go tak szybko jakbym miał mu go zabrać.

-Nie spiesz się. Nikt nie ukradnie ci tych rogalików.- Zaśmiałem się, gdy przysunął je bliżej siebie, rozglądając się na boki.

-Ja wiem, że nikt mi ich nie ukradnie ale od rana od nich myślałem, nie mogąc już się doczekać aby je zjeść.- Włożył do buzi ostatni kawałek pierwszego rogalika, po czym napił się czekolady i zamarł. Zaśmiałem się na jego reakcję, machając mu dłonią przed twarzą.

-Isey~! Tu Ziemia. Odbiór~!- Ocknął się i patrzał to na kubek to na pudełko.

-Rune.

-Tak?

-Gdzie ty byłeś całe moje życie?- Spytał i sam się zaśmiał, a ja z nim.

-No wiesz, przez te 17 lat to w Francji. I od niecałego roku już w Japonii. A co?- Ponownie się zaśmiałem widząc jak próbuje szybko wypić czekoladę ale była za gorąca i co łyk na nią dmuchał.

-Twoja mama to musi mieć dobrze. Pewnie często raczysz ją herbatką i jakimś łakociem.- Uśmiechnął się do mnie biorąc kolejnego rogala.

-Ja nie mam mamy.- Spojrzałem się na niego z lekkim uśmiechem, a on zamarł z rogalem w buzi.

-Przepraszam. Nie wiedziałem. Przykro mi.- Podrapał się nerwowo w kar, odwracając wzrok.

-Nie masz za co przepraszać. Skąd mogłeś wiedzieć? Przecież nic ci nie mówiłem.- Oparłem się o drzewo przymykając oczy.

-Musiało być ci smutno.- Isey gryzł małymi kęsami rogala wpatrując się w trawę przed sobą.

-Niezbyt. Zmarła, gdy mnie urodziła więc w ogóle jej nie pamiętam.- Spojrzałem się na liście, które kołysały się lekko. Po chwili poczułem uścisk w okolicach klatki piersiowej. Spojrzałem w dół. Isey usiadł pomiędzy moimi nogami i przytulał się do mnie. Objąłem go nie wiedząc o co chodzi.

-Ja nie wyobrażam sobie, żeby mojej mamy nie było obok mnie. Musiałeś mieć pewnie ciężko dorastając bez niej. Pewnie zastanawiałeś się często jak by to było, gdyby żyła. I pewnie było ci smutno, gdy widziałeś dzieci ze swoimi rodzicami. Wiesz, może i nie jestem kobietą ale jeśli będziesz się chciał przytulić czy coś to zawsze jestem w gotowości.- Wymamrotał w moją koszulkę tuląc się do mnie bardziej. Ja natomiast uśmiechnąłem się pod nosem i objąłem go mocniej.

-Wiesz Isey na początku się nad tym zastanawiałem ale później już nie. Zrozumiałem, że nie przywrócę jej życia i lepiej iść dalej i zostawić przeszłość za sobą. Mogę jej tylko dziękować, że jednak mnie urodziła oddając za to swoje życie. Mimo to miałem szczęśliwe dzieciństwo i normalnie funkcjonuje. Więc nie martw się o mnie, bo ja dobrze sobie radzę. A z przytulasów skorzystam nawet w tych wesołych chwilach.- Usłyszałem cichy szloch Iseya. Przytuliłem go do siebie mocniej, głaszcząc go po głowie. On przyczepił się do mnie niczym małpka łkając cicho i mocząc moją koszulkę ale nie przeszkadzało mi to.

-Jestem jakiś dziwny. Płaczę za coś co mnie nie dotyczy.- Powiedział Isey po kilku minutach. Odsunął się trochę ode mnie przecierając piąstkami oczy.

-Musiałeś jakoś odreagować to co usłyszałeś. To nie jest nic dziwnego. A teraz na pocieszenie zjedz rogaliki.- Uśmiechnąłem się i potargałem mu włosy. Isey prychnął, poprawił sobie fryzurę, po czym usiadł obok i zabrał się za jedzenie.

-I co kazała wam zrobić ALE w ramach kary?- Spytałem podając przy okazji Iseyowi chusteczkę, gdyż całą buzię miał od czekolady.

-Musieliśmy zrobić notatki z trzech tematów. Gdy skończyłem to wręcz mogłem skakać z radości. Plus, gdy wróciłem do domu czekała na mnie niespodzianka w postaci mojej ulubionej zapiekanki. Byłem tak głodny, że aż poprosiłem o dwie dokładki.- Aż pokazał dwa palce i pokiwał głową na potwierdzenie.

-To ALE musi być bardzo wredne, że aż tak cię wygłodziło. Musisz pamiętać aby chociaż na jej lekcjach być aniołkiem.- Nie wiem dlaczego ale uśmiech nie schodził mi z twarzy. Co on robi, że moja maska obojętności znika?

-Jeśli uda mi się to do końca roku szkolnego to idę na aktorstwo.- Zaśmialiśmy się na to postanowienie.- Ty to chyba nie jesz za wiele. Masz. Będę tak hojny i podzielę się z tobą rogalikiem.- Isey podsunął mi pod sam nos rogalika. Nie mając wyboru ugryzłem kawałek.

-Szczerze to sylwetkę mam po mamie. Chyba miałem być dziewczynką ale najwyraźniej przy produkcji coś się pomieszało.- Na moje słowa Isey opluł się czekoladą śmiejąc się głośno. Ponownie wyciągnąłem chusteczkę nie mogą powstrzymać szerokiego uśmiechu.

-Coś czuję, że przez twoje teksty często będzie mnie bolał brzuch od śmiechu. Matko! Teraz wiem co powiedzieć rodzicom, gdy będą na coś marudzić.- Pokiwał z niedowierzaniem głową i parsknął ponownie śmiechem.

-To gdy rodzice będą marudzić, to powiedz im „Jeśli chcecie drugą córkę to mogę to szybko załatwić. Mój kumpel zna się na kastracji za pomocą plastikowego widelca”.- Isey aż skulił się ze śmiechu, kładąc się z wrażenia na trawie.

-Ja tego im nie powiem! W połowie zacznę się śmiać jak szalony.- Spojrzał na mnie wycierając łezkę z kącika oka.

-To poćwicz. Szczeki im opadną, gdy to powiesz.- Zaśmiałem się na samo wyobrażenie takiej sytuacji.

-Spróbuję ale nic nie obiecuję. Raz chciałem powiedzieć im coś śmiesznego to od razu zacząłem się śmiać zamiast im powiedzieć.- Isey powrócił do pozycji siedzącej i sięgnął po ostatniego rogala.

-U mnie się dziwią, że potrafię powiedzieć coś śmiesznego z poważną miną. Stwierdziłem wtedy, że to talent wrodzony i nikt nie będzie tak dobry jak ja. I powiedziałem ojcu, że powinien być dumny z takiego syna.- Aż wypiąłem dumnie pierś do przodu na co Isey zaśmiał się ponownie. Skończył jeść rogala i wypił do końca czekoladę.

-Ja powiedziałem ojcu, że powinien być ze mnie dumy, gdy posprzątałem swój pokój. Wywrócił wtedy oczami, a mama zaśmiała się pod nosem.- Isey uśmiechnął się na to wspomnienie.- No nic. Dziękuje ślicznie za jedzonko. Było baaardzo pyszne i mam nadzieję, że nauczysz mnie je robić. Kłania się nisko Pan Uroczy.- Isey zgiął się w pół w moją stronę.

-Ależ nie trzeba. Była to dla mnie przyjemność. A teraz Pan Uroczy niech się ruszy, bo Mistrz ma ochotę na spacer.- Zanim wstałem poczochrałem go po głowie. On od razu poprawił fryzurę, po czym wstał i rozciągnął się.

-Aż się trochę leniwy zrobiłem po tym podwieczorku. No ale trzeba ułożyć jedzonko w brzuszku.- Położył deskę na chodniku rozciągając się ponownie. Wykorzystałem ten moment i ustałem na desce odpychając się od ziemi.

-Spotkamy się na dole.- Powiedziałem szybko i popędziłem w dół. Usłyszałem za sobą słowo „Czekaj!” i śmiech Iseya. Po tym zrobiliśmy sobie długi spacer. Isey pokazał kilka sztuczek na desce, przy jednej lądując tyłkiem na ziemi. Próbowałem stłumić śmiech ręką ale mi nie wyszło. Isey na początku oburzył się lecz sam zaczął się z siebie śmiać. W ramach przeprosin kupiłem mu lody. Oczywiście opluł się, gdy powiedziałem „Tak subtelnie liżesz tego loda, że aż się ciasno robi w spodniach”. Dostałem za to kukśtańca w żebra, mimo to zaśmiałem się z jego czerwonych polików i odwróconego wzroku. Spacerowaliśmy jeszcze trochę po czym odprowadziłem go na autobus. Przytulił się do mnie szybko, po czym wsiadł do autobusu, mówiąc po drodze, że chcę jednak zachować swoją fryzurę w całości. Zaśmiałem się po czym pomachałem na „do widzenia”. Z uśmiechem wróciłem do willi. Oczywiście wchodząc przybrałem obojętną maskę aby nikt się nie zorientował, że stało się coś wesołego. Wypytywali mnie by godzinami, a później pewnie jeszcze zaczęli śledzić. Nie, nie, nie. Isey pozostanie jeszcze moją małą, słodką tajemnicą. Na drugim piętrze natknąłem się na Ichiego.

-Do pracy?- Spytałem widząc go wyszykowanego niczym struś w Boże Ciało. Praca hosta zobowiązuje.

-Taa. Ktoś w końcu musi oczarować kobiety swoim wdziękiem.- Uśmiechnął się, po czym objął mnie w pasie.- Szczerze to nie chce mi się iść. Najchętniej zostałbym z tobą i rozpieścił cię w łóżku na 100 różnych sposobów.- Otaksował mnie wzrokiem, oblizują się przy tym.

-Wiem, wiem ale nie ładnie jest tak zostawiać te kobiety spragnione miłości same. Idź i daj z siebie wszystko, a mną zajmiesz się później. Dobrze?- Uśmiechnąłem się do niego uroczo kładąc dłonie na jego ramionach.

-Oh Runi~! Czasami jesteś zbyt uroczy.- Powiedział z uśmiechem, cmokając mnie w policzki.

-Każda moneta ma dwie strony. W moim przypadku jedna to słodkość, a druga dzikość. Więc bądź grzeczny, a nie wypuszczę cię z łóżka dopóki nie będziesz zadowolony.- Przybliżyłem się, wpijając się w jego usta. Ichi przyparł mnie do ściany, wtargając się językiem do moich ust. Rozchyliłem je ochoczo, mrucząc przy tym z rozkoszy. Gdy się od siebie oderwaliśmy powstała między nami strużka śliny.

-Gdy z tobą skończę nie będziesz miał siły choćby kiwnąć palcem.- Wyszeptał liżąc mnie po uchu, a następnie gryząc je. Westchnąłem głośno patrząc na niego spod wpół przymkniętych powiek.

-Już nie mogę się doczekać.- Cmoknąłem go w usta, po czym wszedłem do swojego pokoju. Od razu skierowałem się do łazienki aby wziąć długi prysznic. Tym razem ładnie złożyłem swoje ubrania i dopiero wtedy udałem się do łazienki. Zdjąłem jeszcze bokserki i wszedłem do kabiny. Uśmiech błąkał się na mojej twarzy, gdy przypominałem sobie o uśmiechniętej buźce Iseya. Zakręciłem kurek, wyszedłem z kabiny i wytarłem się byle jak. Kropelki wody kapały z moich włosów. Nie przejmując się tym wszedłem do pokoju po ubrania. Nagle zostałem pociągnięty w tył i przyciśnięty do ściany, a moje usta zostały zaatakowane przez drugie. Poczułem znajomy zapach perfum, więc zacząłem oddawać pocałunki. Dopiero, gdy zabrakło mi tchu napastnik oderwał się ode mnie.

-Ładnie to tak wychodzić wręcz nagi z łazienki?- Wymruczał do mojego ucha całując mnie po szyi.

-Ależ oczywiście. Przynajmniej nie będziesz miał problemów z rozebraniem mnie.- Próbowałem się wyspowodzić ale marnie mi to wychodziło.

-Kotek się wierci. Chce on uciec czy domaga się więcej pieszczot?- Alex ugryzł mnie w ramie, co spowodowało u mnie dreszcze.

-Kotek chcę iść do łóżka, bo lubi wygodę.- Zamruczałem, gdy polizał mnie po sutku.

-Hmmm....Jako właściciel ułatwię to zadanie.- Alex złapał mnie za pośladki i podniósł do góry. Od razu oplotłem nogi wokół jego bioder oraz ręce wokół szyi. Mruczałem ocierając się o niego. Położył mnie na łóżku od razu wpijając się w moje usta, dłońmi błądząc po mym ciele. Rozwiązałem jego szlafrok, po czym potarłem jego krocze. Zamruczał mi w usta, przegryzając moją wargę. Wziął moje ręce i uniósł je nad moją głowę blokując moje ruchy. Ustami zaczął ssać mojego sutka, a drugą ręką sunąć po moim przyrodzeniu. Wygiąłem się z pomrukiem i cichym jękiem. Ruszałem biodrami w rytm ruchów jego ręki. Po chwili Alex na chwilę oderwał się ode mnie i sięgnął po żel. Nalał go sobie trochę na palce, po czym włożył od razu trzy do mojej dziurki. Jęknąłem głośno wyginając się w łuk. Złapałem go za szyję przyciągając do pocałunku. Mruczałem i pojękiwałem w jego usta. Wkurzyłem się, gdy spowolnił ruch swoich palców.

-Alex kurwa albo zaczniesz mnie pieprzyć albo ja cię przelecę. Zrozumiałeś?- Wręcz warknąłem, a ten się cieszył jak głupi.

-Tak jest.- Jakby stał to pewnie by zasalutował. W tym przypadku jednak wyciągnął palce i od razu wszedł cały. Wręcz krzyknąłem wbijając paznokcie w jego plecy. Od razu nadał szybkie tępo co mi się cholernie spodobało. Nasze usta stykały się co chwile w krótkich pocałunkach. Szybko znalazł mój czuły punkt i co pchnięcie ocierał się o nie. Doszedłem jęcząc mu w usta. Nie odetchnąłem dobrze, a on obrócił mnie na brzuch i ponownie we mnie wszedł. Wychodziłem naprzeciw jego ruchom, wijąc się pod nim. Mój jęk spełnienia stłumiła lekko kołdra. Na tym oczywiście się nie skończyło. Po tym rzuciłem go na łóżko, usiadłem na jego biodrach nabijając się na jego męskość. Doszedłem jeszcze z jakieś trzy razy zanim obaj zmęczeni nie zasnęliśmy. Poczułem jeszcze jak Alex przykrywa mnie kołdrą, po czym objął mnie w pasie i ucałował w czoło. Dalej nic nie pamiętam, gdyż udałem się do krainy fioletowych jednorożców, wcinających niebieskie żelki, skacząc po tym na futrzanej łące. 


 

środa, 20 kwietnia 2016

Little Big Problem- Rozdział 2

Dobry wieczór~! ^.^
Ten rozdział miał być w poniedziałek. Ale oglądałam sobie film, a o północy nie chciałem tego kończyć :p
A i tak nie mogłam spać, bo o 2 w nocy zabijałam pająka, którego miałam nad łóżkiem #_#
Dzisiaj się jednak zawzięłam i skończyłam~! ^-^
I powiem, że rozdział z TB pokaże się w piątek, a z BB w niedzielę :3
Nie przedłużając zapraszam do czytania~! ^w^
Enjoy~! :*
#Kimie

Rozdział dedykuje Mine Izuki- bo była chora, i Akinie Aomine za napisane egzaminy~! :*

Dźwięk budzika zbudził mnie z błogiego snu. Niechętnie usiadłem wyłączając budzik i przeciągając się. Pomyślałem aby zrobić sobie jeszcze krótką drzemkę lecz wtem usłyszałem jakiś hałas na korytarzu. Powoli wstałem i zerknąłem tam. Nikogo jednak nie było, a drzwi do łazienki były otwarte. Wyszedłem z pokoju aby zamknąć drzwi lecz łazienka nie była pusta. Przed umywalką stał Murasakibara, a na barkach siedział mu Akashi, który czesał sobie włosy. Dopiero ten widok przypomniał mi, że mam Pokolenie Cudów w wersji przedszkolnej w domu. A myślałem, że to sen. A może raczej koszmar?
-Co wy tu robicie?- Zapytałem spokojnie lecz mimo to nieco ich przestraszyłem.
-Aka-chin chciał umyć sobie buzię i się uczesać, a że nie dosięga do umywalki to mu pomagam.- Powiedział nieco sennie Murasakiara.
-Akashi nie mogłeś trochę poczekać? To jest niebezpieczne. A jakby Murasakibara się potkną? Mogłoby wam się coś stać.- W końcu to łazienka. I w tej formie Murasakibara nie jest aż tak silny. Akashi spojrzał na mnie najpier zaskoczony, po czym spóścił główkę. Widziałem nawet łezki w jego oczach.
-Przepraszam.- Wyszeptał, a mi zrobiło się głupio. No po prostu Akashi wyglądał teraz tak uroczo i niewinnie. Aż ciężko uwierzyć, że wyrósł na takiego psychopatę. Westchnąłem i podszedłem, biorąc Akashiego na ręce.
-No dobrze. Tylko nie róbcie już tak. Chcesz coś jeszcze zrobić Akashi?- Zapytałem z uśmiechem. Akashi rozweselił się nieco i zaprzeczył.- A ty Murasakibara?- Spojrzałem w dół na fioletowowłosego i ten również pokręcił przecząco.- To chodźmy do reszty.- Trzymając Akashiego na rękach wyszliśmy z łazienki i weszliśmy do ich pokoju. Reszta dalej smacznie spała.
-Ja już nie chcę spać.- Odezwał się Akashi. Murasakibara zaś położył się obok Midorimy. Było jeszcze wcześnie, więc mogą jeszcze pospać.
-Zostawmy ich. Jest jeszcze wcześnie, więc niech śpią. A my w tym czasie przygotujemy śniadanie.- Powiedziałem z uśmiechem, po cichu wychodząc z pomieszczenia. Akashi przytakną i mocno trzymał się mojej koszulki. W kuchni posadziłem go na krześle, a sam zerknąłem do lodówki.- Jak myślisz co zrobić na śniadanie?- Zapytałem Akashiego.
-Ja bym zjadł kaszkę.- Stwierdził Akashi. Przytaknąłem, po czym wyjąłem mleko i kaszkę manną. Mleko wlałem do garnka, dodając od razu cukier.
-Chcesz herbaty?- Spytałem czekając aż mleko się zagrzeje. Akashi przytaknął żwawo, więc wstawiłem wodę. Po 10 minutach kaszka i herbata były gotowe. Jednak i to i to stanowczo za gorące. Chciałem wziąć się za mycie naczyń lecz....
-Aaa~!- Usłyszałem głośny krzyk. I jak się nie mylę był to Kise. Od razu poszedłem do pokoju, a Akashi za mną.
-Co tu się dzieje?- Spytałem. Kise stał w kącie ze łzami w oczach, a na środku śmiała się kołdra. Podszedłem i zajrzałem do środka, a tam ujrzałem Aomine.
-Aomine-kun przestraszył Kise-kuna.- Powiedział zaspanym głosem Kuroko. Jak zwykle jego włosy wyglądały jak po huraganie.
-Aomine zachowujesz się jak dzieciak.- Westchnąłem zrezygnowany.
-Ale to było śmieszne~! Szkoda, że nie widziałeś jego miny.- Mówił śmiejąc się dalej.
-To nie było śmieszne Aominecchi~!- Powiedział Kise płaczliwym głosem.- Kagamicchi~!- Jęknął podbiegając do mnie i tuląc się, dalej płacząc.
-Już dobrze, dobrze.- Wziąłem go na ręce i głaskałem po głowie.
-Jeść~!- Zawył Murasakibara.
-Już, już. Chodźcie. Umyjecie ręce i idziemy jeść.- Na moje słowa Murasakibara wręcz pobiegł do łazienki. Szybko poszedłem za nimi aby każdego podsadzić do umywalki. Gdy wszyscy mieli już czyste buzie i rączki zasiedliśmy do stołu. Oni grzecznie zjedli kaszkę, a ja zrobiłem sobie kanapki. No jedną dałem Murasakibarze i Aomine, bo byli nadal głodni.
-Jak zjedliście to idźcie się przebrać.- I tu jak wiadomo Kise był pierwszy. Przygotował każdemu odpowiedni strój. Po tym wszyscy usiedliśmy w salonie.
-No dobra. Dzisiaj każdemu załatwiam urlop. Więc kto pierwszy?- Zapytałem patrząc na nich.
-Ja.- Odezwał się Akashi.
-To do kogo mam zadzwonić?- Wziąłem telefon do ręki.
-Do Kokiego.- Powiedział, a mi szczęka opadła.
-Do Furihaty?!- To gdzie on pracuje?
-Tak. Jest moim sekretarzem. Powiedz, że wyjechałem i nie będzie mnie kilka dni.- Powiedział spokojnie. Nie mając innego wyboru zadzwoniłem. Furihata zdziwił się na moje słowa lecz podziękował tyko i życzył miłego dnia. Po rozmowie napisałem mu SMSa, że jak chce wiedzieć o co chodzi to może do mnie przyjść.
-To kto następny?- Zapytałem i zgłosił się Midorima.- To do kogo mam dzwonić?
-Do Takao. On powiadomi mojego kolegę ze studiów, a on powiadomi kogo trzeba.- Powiedział spokojnie. Zadzwoniłem do Takao, który przywitał się ze mną wesoło. Przekazałem mu, że Midorimy nie będzie jakiś czas w szpitalu. Takao się zdziwił, więc powiedziałem mu, że szczegółów dowie się u mnie. Podziękował wesoło, po czym się rozłączył.
-Kto następny?- Tym razem zgłosił się Kuroko.- Do przedszkola, co nie?- Przytaknął, po czym podał numer. Tu poszło gładko, gdyż jego szefowa mnie znała. Powiedziałem, że Tetsu jest chory i jak będzie czuł się lepiej to zadzwoni. Podziękowała i życzyła mu zdrowia.
-To teraz ja~!- Krzyknął wesoło Kise.
-To do kogo dzwonić?
-Do mojego menadżera Kasamatsu~!- Powiedział wesoło.
-Kasamatsu jest twoim menadżerem?!- Spytałem szczerze zdziwiony.
-Tak. Został mi przydzielony jakieś 3 lata temu.- Powiedział wesoło. Zadzwoniłem więc do Kasamatsu, który nie był zadowolony. A gdy powiedziałem, że Kise jest u mnie to się wściekł i powiedział, że będzie za 15 minut.
-Kise szykuj się na ochrzan.- Na moje słowa Kise schował się za Aomine.
-To teraz.... Murasakibara. Do kogo?- Spytałem fioletowołosego, który wcinał żelki.
-Do Muro-china.- Powiedział znudzonym głosem.
-Do Tatsuyi?!- Wiem, że chodzili razem do szkoły ale nie wiedziałem, że razem pracują. Zaraz.... przecież Tatsuya pracuje w restauracji.
-Mhm~! Wręcz codziennie przychodzi do cukierni. Nawet daje mu przepisy na ciekawe desery.- Powiedział, po czym dalej jadł żelki. Wybrałem numer do Tatsuyi i zadzwoniłem. Mieliśmy ze sobą dobry kontakt, więc nie był zdziwiony moim telefonem. Na początku. Jak powiedziałem, że chodzi o Murasakibarę bardzo się zdziwił. Nie chciałem go oszukiwać, więc poprosiłem aby do mnie przyszedł. Powiedział, że dziś nie może ale jutro rano będzie. Chciałem z nim trochę porozmawiać lecz był w pracy, więc się pożegnaliśmy.
-No dobra. To teraz tylko ty Aomine. Gdzie dzwonić?- Zapytałem. To dzwonienie nieco mnie zmęczyło.
-Do klubu Go-Go.- Powiedział z uśmiechem.
-Ahomine! Nie żartuj sobie.- Warknąłem na niego.
-No to komisariat policji.- Powiedział spokojnie.
-Mówiłem, że masz nie żartować.- Spojrzałem na niego bykiem.
-Dla twojej wiadomości jestem policjantem, Bakagami.- Uśmiechnął się lekko, a mi szczęka opadła. On jest policjantem?! Nigdy bym się tego nie spodziewał.
-No dobra. Ale mam tak po prostu zadzwonić na policje i powiedzieć, że jesteś chory?!- No byłoby to głupie aby obca osoba podawała takie informacje.
-Zadzwoń i poproś o Imayoshiego.- Tak jak powiedział zadzwoniłem i poprosiłem o połączenie mnie z Imayoshim. Powiedziałem, że Aomine jest chory ale on jakoś w to nie wierzył. Poprosiłem więc aby go usprawiedliwił i jak chce z nim pogadać to ma przyjść tutaj. Zgodził się i powiedział, że przyjdzie po południu aby sprawdzić co z tym idiotą. No to trochę się zdziwi.
-No. Wszystko załatwione. Więc teraz....- Nagle zadzwonił dzwonek. Wstałem z kanapy i poszedłem otworzyć. Był to Kasamatsu.
-Gdzie jest Kise?- Warknął. Był bardzo wściekły.
-Chodź.- Powiedziałem tylko. Wpuściłem go i zaprowadziłem do salonu.
-Kasamatsu~!- Ożywił się Kise. Zszedł z kanapy i podszedł do zszokowanego szatyna.
-Ki....se?- Patrzał na blondyna, który uśmiechał się do niego. Przykucnął i przyjrzał się mu.- To ty?!
-Tak~! Powiem od razu, że nie wiem jak to się stało. No i nie mogę pracować w takiej formie.- Powiedział smutny.
-No tak.- Powiedział nadal zszokowany.- Nie martw się.- Uśmiechnął się lekko, miziając Kise po głowie. Model od razu się rozpogodził.- Chociaż w tej formie zdobyłbyś wiele fanek.- Stwierdził.
-Nie-e~!- Kise pokazał mu język, po czym uciekł do Aomine, chowając się za jego plecami. Aomine na to nie zareagował, gdyż włączył sobie telewizor i oglądał jakąś bajkę.
-Pokolenie Cudów w wersji dziecięcej..... Jak oni do ciebie trafili?- Zapytał się mnie Kasamatsu, więc opowiedziałem mu wszystko od początku. Po tym pogadał jeszcze z Kise i obiecał go odwiedzić. Mi powiedział, że jak będę potrzebował pomocy albo czegokolwiek to mam dzwonić. Pożegnał się i wyszedł.
-Co chcecie robić?- Zapytałem. Ja bym chętnie pograł w kosza ale oni nie dadzą sobie rady.
-Chodźmy na plac zabaw~!- Zaproponował Kise. Nie mając innego wyboru zgodziłem się. Ubrali się ciepło i wyszliśmy. Na szczęście plac zabaw nie był daleko. Od razu pobiegli się bawić. Akashi z Kuroko bujali się, Murasakibara z Midorimą bawili się w piaskownicy, Kuroko zjeżdżał ze zjeżdżalni, a Aomine i Kise wspinali się i gonili. Usiadłem na ławce i obserwowałem ich z uśmiechem. Po tym pokręciłem ich trochę na karuzeli i poszliśmy na lody. No i poszliśmy jeszcze do sklepu, co nie było najlepszym pomysłem. Każdy wrzucał co chciał i w większości były to słodycze. Musiałem skrócić tą zabawę i odłożyć mnóstwo rzeczy. Po zakupach wróciliśmy do domu. Kuroko i Midorima postanowili pomóc mi przy obiedzie. Akashi układał puzzle, a reszta oglądała Pokemony. Na moje szczęście zrobiło się nieco spokojniej. Po obiedzie przyszedł Imayoshi.
-Co jest temu debilowi?- Zapytał mnie od progu.
-Sam zobacz.- Powiedziałem z lekkim uśmiechem. Imayoshi wszedł do salonu i nie wierzył własnym oczom.
-Yo Imayoshi.- Przywitał się krótko Aomine dalej oglądając jakiś serial kryminalny.
-Kto to jest?- Zapytał się Imayoshi wskazując na Aomine.
-Aomine. Może nie jest chory ale jako sześciolatek pracować nie może.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Heh. Przynajmniej nie udaje chorego.- Imayoshi przysiadł się do Aomine i razem oglądali ten serial. Zrobiłem Imayoshiemu kawę, po czym grałem w szachy z Akashim. I przegrałem. I nawet z Tetsu przegrałem. Po tym Imayoshi się pożegnał i obiecał jeszcze wpaść. Po tym była kolacja w postaci budyniu, a następnie film, podczas którego wszyscy zasnęli. Na szczęście wcześniej się przebrali, więc nie musiałem ich budzić. Zaniosłem ich tylko do pokoju i sam udałem się spać. Może i nie byli zbytnio hałaśliwi ale pilnowanie 6 maluchów jest męczące. Do tego odwiedziny. Ciekawe jak długo będę ich niańką?

EXTRA!!

 Akashi: Jestem tutaj zbyt niewinny -.-
Ja: Oj Sei-chan~! Jesteś idealny~! Taki uroczy *.*
Aomine: Mi się podoba. Zwłaszcza straszenie Kise ^^
Kise: Jesteś wredny Aominecchi~! >.<
Aomine: Jedyne co mo się nie podoba to jedzenie. Może i jestem dzieckiem ale ja chcę mięso, a nie jakieś kleiki =.=
Kagami: Dla twojej wiadomośći Ahomine nie masz tutaj wielkiego żołądka. I jest on bardzo delikatny. Więc jesz co dostaniesz, bo ja nie zamierzam się tobą opiekować, gdy będziesz chory.
Aomine: Ale chociaż kurczaka możesz zrobić~!
Ja: No dobra, dobra Nii-san! W następnym rozdziale będzie kurczak.
Mukkun: Mi też się podoba~! Zwłasza Aka-chin~! ^.^
Akashi: Dziękuje Atsushi.
Kuroko: Mnie jednak dziwi, że jesteśmy tacy grzeczni. Znaczy, że Aomine jest i nie molestuje nikogo -.-
Aomine: Tetsu ty mały...!
Midorima: Mnie jednak zastanawia to jak staliśmy się dziećmi.
Ja: Nie patrz namnie Midori. Mi wpadł pomysł na opo z wami w wersji dzieci. Nie zastanawiałam się jeszcze dlaczego się nimi staliście =.=
Kagami: A długo będę ich pilnował? o.O
Ja: Zobaczy się ^-^