piątek, 31 października 2014

Halloween

Buu~!! :p
Witam was w ten dzień popularnie zwany Halloween :o Co do notek to jutro pojawią się dwie :D
A co do dzisiaj to Happy Halloween ^.^ Obchodzicie to święto?? Czy jednak jesteście przeciw?? o.O
Piszcie w komentarzach~! :*
Rozkudłana czarownica,
Wilk wyjący do księżyca, 
Diabeł rodem aż z Tasmanii
I Drakula z Transylwanii.
Wampir wielki jak kanapa,
Wielka Stopa, Czarna Łapa, 
Wilkołaki z jednej paki
I skrzeczące rybo-ptaki.
Paskudne trzy ropuchy
I ryczące wściekłe duchy,
I straszydeł zastęp spory,
I potwory, i upiory,
I ziejące ogniem smoki
Oraz inne obiboki.
Jeśli nie chcesz ich się bać-
Musisz im cukierka dać ;)
Happy Halloween
#Kimie   #LovelyxAsuna

Tak żeby nie było nudno to kilka obrazków ;)

















Good night ^o^

sobota, 25 października 2014

Twin Blood- rozdział 13

Ohayo~nyan! ^.^
Z tej strony wasza Kimie :*
Oraz LovelyxAsuna ^.^
Kolejny rozdział TB, a niespodzianki nadal brak:/ Za co serdecznie przepraszam :p
Kimi chodzą zboczone rzeczy po głowie, dlatego nie ma czasu :p
Ty też w tym uczestniczysz :D
Bo to jest takie faaaajne~! ^.^ Plus to jest pisane dla Was :* 
.Dobra. Skończmy tą rozmowę, bo zejdzie na niewłaściwy tor...
Jaki??? o.O
Bananowy~! xD
Enjoy


Aktualnie jest sobota. Właśnie siedzę z Yuko i Megumi w kawiarni. Wcześniej przez jakieś 2 godziny chodziłyśmy po sklepach. Jak zwykle rozmawiałyśmy o różnych fajnych i głupich rzeczach.
-Mari-chan, dobrze ci się układa z Jasonem?- Spytała mnie Yuko.
-Tak, wszystko w porządku. Czemu pytasz?- Zaskoczyła mnie trochę tym pytaniem.
-A nie, nic.- Widziałam, że coś przede mną ukrywa.
-No powiedz. Widzę, że coś cię dręczy.- Nawet Megi zrobiła jakąś taką niepewną minę.
-No bo......- Zaczęła Yuko.
-No bo co?- Nie mogę już wytrzymać tej niepewności.
-No bo widzieliśmy Jasona z jakąś dziewczyną.- Powiedziała na wdechu Megumi. Że co?
-To mogła być przecież kuzynka albo ktoś inny z rodziny. A skąd wiecie, że to był Jason? Przecież mógł to być Jonathan. Są bardzo do siebie podobni.- Nie wiem dlaczego się tak tym martwią?
-No nie wiem czy kuzynka mówi do swojego kuzyna „Aleś ty kochany Jason-chan” albo „Chodźmy do mnie. Mieszkam sama”.- Powiedziała Yuko, mówiąc wypowiedzi bardziej piskliwym głosem. Ale to mnie bardzo zmartwiło. Czy Jason mnie zdradza? A może mnie już nie kocha? Nie wiedziałam, co na ten temat myśleć.
-Jesteście na 100 procent pewne, że to był on, i ona tak do niego mówiła?!- Trzeba się upewnić
-Tak. Na pewno.- Potwierdziła Yuko ze smutną miną.
-A może go pośledzimy?- Wpadła na pomysł Megi.
-Co? Mam śledzić własnego chłopaka?- Wydawało mi się to głupie.
-No tak! Wtedy zobaczymy, czy naprawdę cię zdradza. Napisz do niego, że nie możecie się dzisiaj spotkać. A tak naprawdę poczekamy aż wyjdzie z domu i zobaczymy gdzie pójdzie, co będzie robił i z kim.- Nie jestem do końca tego pewna.
-To dobry pomysł. Dalej Mari-chi. Pisz i działamy.- Powiedziała z ekscytacją Yuko.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.- A jak mnie zobaczy? Co sobie wtedy o mnie pomyśli?!
-Chcemy po prostu abyś była szczęśliwa. Wiemy, że Jason to fajny facet, ale jeśli cię zdradza to nie warto z nim być. Uwierz nam.-Megumi miała rację. Lepiej poznać prawdę niż się oszukiwać.
-No dobrze. Niech będzie. Ale najpierw się przebierzmy aby Jason nas nie rozpoznał.- Powiedziałam trochę z rezygnacją.
-To chodźmy.- Powiedziała Yuko i poszłyśmy do niej. Przebrałyśmy się i wyruszyłyśmy na śledztwo.

Czatowałyśmy pod jego domem jakieś 3 godziny zanim wyszedł. Najpierw poszedł do sklepu. Tam kupił gumy do żucia i picie. Następnie udał się na spacer do parku. Po drodze słuchał muzyki. Yuko o mało nie zaczęła piszczeć, gdy usłyszała, że Jason słucha zespołu U-Kiss.
Po spacerku poszedł do pizzerni. Tam spotkał się z jakimś chłopakiem. Miał on ciemnoczerwone włosy i brązowe oczy (wiecie o kogo chodzi?! ;*). Był wzrostu Jasona. Nie wyglądał na milutkiego lecz uśmiechał się czasami. Chyba rozmawiali o czymś przyjemnym.
Po spotkaniu każdy udał się w inną stronę. Jason ponownie poszedł do parku. Tam usiadł przy fontannie. Po jakichś 10 minutach przyszedł Jonathan. Usiadł koło niego i o czymś rozmawiali. Obaj patrzeli w jakiś punkt naprzeciw siebie. Później Joni poklepał go po plecach. Jakby go w czymś dopingował. Jednak aby rozweselić swojego brata, rzucił się na niego. Zaczęłam się cicho śmiać z dziewczynami. To było zabawne a zarazem słodkie. Zwłaszcza, gdy Joni usiadł mu na kolanach i dał buziaka w policzek. Po tym wstał i poszedł. Jason siedział dalej na ławce. Lecz nie trwało to długo. Podeszła do niego jakaś blond włosa dziewczyna. Muszę przyznać, że była bardzo ładna. Czarna, długa sukienka na ramiączkach, bordowe bolerko, włosy rozpuszczone, makijaż podkreślający jej brązowe oczy (Juri :P).
Usiadła obok niego. Wyglądała jak dama. Rozmawiali. Chciałyśmy podejść bliżej ale się nie dało. Czasami się do siebie uśmiechali. Po jakichś 13 minutach wstali. Uśmiechali się do siebie. On złapał jej rękę i pocałował jej wierzch. Ukłonił się delikatnie. Ona na to dała mu całusa w policzek, wycierając jeszcze ślad po szmince i poszła. Jason również. Widać było, że idzie do domu. A ja? Ja nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Wprawdzie spotkał się z nią. Ale nadal miałam mętlik w głowie. Czy to była zdrada? A może to jego jakaś koleżanka  z Francji? A może była dziewczyna? Z moich myśli wyrwała mnie Megumi. Powiedziała, że ona i Yuko wracają już do domu. Ja powiedziałam, że idę się jeszcze przejść. Pożegnałyśmy się a ja usiadłam na ławce. Dosłownie jeden wielki mętlik. I co ja mam zrobić? Nagle dostałam SMS`a. Od Jasona!

„Cześć Skarbie. Jesteś zajęta? Bo chciałbym się z Tobą spotkać. To bardzo ważne. Jeśli masz czas, bądź za 20 minut pod naszym drzewem. Czekam....”  Jason

Przeczytałam tego SMS`a z cztery razy. Dobra. Pójdę. Jeśli on nie chce już ze mną.......To na pewno zaboli. Kocham go i nie chcę z nim zrywać. Ale chcę to od niego usłyszeć. Że mnie już nie.....Huuu. Odpisałam mu, że będę.

Gdy już byłam na miejscu, on tam na mnie czekał. Uśmiechnął się do mnie delikatnie. Proszę, nie uśmiechaj się do mnie, gdy chcesz ze mną zerwać. Podeszłam do niego.
-Hej.- Powiedziałam krótko.
-Hej. Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem ci w czymś ważnym.- Jego głos był....wesoły?!
-Nie, nie. Wprawdzie to się nudziłam.- Przecież mu nie powiem, że śledziłam go jakieś 2 godziny.- O czym chciałeś porozmawiać?!
-Właśnie. Bo ja muszę ci coś powiedzieć.- Jego głos zmienił się na poważny.- Ja jestem całkowicie inny. Długo się nad tym zastanawiałem, czy ci powiedzieć. Ale zrozumiałem, że nie mogę cię ciągle oszukiwać. Nie chcę mieć przed tobą tajemnic. Nie wiem jak na to zareagujesz ale ja to muszę powiedzieć.- Spojrzał mi prosto w oczy. Czułam, jak moje serce bije coraz mocniej, jakby zaraz miało pęknąć. Pewnie pęknie, gdy Jason powie, że z nami koniec. Patrzałam w jego piękne błękitne oczy, czekając co powie.- Mariko, ja..........jestem wampirem.- Powiedział. Zaraz, zaraz....co on powiedział?! Że jest wampirem?!!
-Hee?!- Bardzo mądra odpowiedź Mari.- Jak to......- Nie musiał już nic więcej mówić. Widziałam, jak błękit jego oczu zamienia się w krwistą czerwień. Jak spomiędzy rozchylonych warg widać kły. Dosłownie mnie zatkało. Więc on chciał mi powiedzieć, że jest wampirem?! A więc nie chce ze mną zerwać?! Lecz w tej chwili nie wiedziałam czy czułam ulgę czy strach czy mętlik. Mój chłopak nie chciał ze mną zerwać, tylko powiedzieć mi, że jest wampirem. Patrzałam na  niego w lekkim szoku. Miałam gulę w gardle. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jason wziął w swoje dłonie moją twarz. Nadal patrzeliśmy sobie w oczy.
-Rozumiem, że jesteś w szoku. Nie na co dzień dziewczyna dowiaduje się od swojego chłopaka, że jest wampirem. Dlatego dam ci czas do namysłu. Spotkajmy się tu za 3 dni o tej samej porze. Zrozumiem każdą twoją decyzję. Ale pamiętaj jedno. Że cię kocham. I to się nie zmieni.- Po tych słowach pocałował mnie w czoło i poszedł. A ja stałam tam jak kołek. Poszłam do domu i położyłam się na łóżku, patrząc w sufit. Rozmyślałam. Mój mętlik jeszcze bardziej się powiększył. Nie wiedziałam co zrobić w takiej sytuacji. Postanowiłam się z tym przespać a później poszukać jakichś informacji o wampirach. Nie wiem dlaczego, ale musiałam. Może żeby o tym tak bardzo nie myśleć?


Powiedziałem jej. W końcu wyznałem jej prawdę. Ale najbardziej martwiła mnie jej odpowiedź. Rozmawiałem z Doktorkiem, Willem, Kiyoshim, Jonim i Juri. Każdy mnie wspierał. Każdy twierdził, że to dobra decyzja. Juri dlatego, że chciała ją poznać. Will dlatego, że chciał zobaczyć, co za dziewczyna zawróciła mi w głowie. Właśnie teraz leżałem na łóżku po kąpieli. Leżałem na brzuchu, przykryty cały kołdrą z twarzą w poduszce. Po jakichś 10 minutach rozmyślań poczułem, jak coś siada mi na tyłku. Postanowiłem się obrócić na plecki i wyjrzeć, kto mi przeszkadza w rozmyślaniu. Obróciwszy się i odsłonięciu górnej części ciała ujrzałem swojego braciszka siedzącego mi okrakiem na biodrach. Widać było, że się o mnie martwi.
-Nie martw się tak Onii-chan. Wszystko będzie dobrze.- Powiedział z lekkim uśmiechem.
-Sam nie wiem. Kocham Mariko i chcę z nią być. Ale jak ona już mnie nie chce? Nie zdziwiłbym się. Bo kto by pokochał takiego potwora jak ja?- Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. To bolało. I to strasznie. Kocham ją tak mocno. Nie chcę mówić „Żegnaj”.
-Braciszku...- Powiedział Joni, ścierając mi kciukiem łzę z policzka. Przytulił się do mojego torsu. Ja również objąłem go w pasie aby przytulić.- Nie smuć się. I nie jesteś potworem. Dla mnie jesteś najwspanialszy. I wiesz co? Kocham Cię. Kocham Cię Jason. I nigdy nie opuszczę.- Poczułem na swoim torsie łzy Jonathana.
-Ja Ciebie też kocham Jonathan. I również cię nie opuszczę.- Przytuliłem go do siebie mocniej, potem drapiąc uspokajająco po plecach. Nie mieliśmy na początku łatwego życia. Dlatego cieszę się, gdy widzę uśmiech swojego braciszka. Zasnęliśmy nadal do siebie przytuleni.

Nie jest to jakaś wolna piosenka ale tu pasuje :)

Nie było jej następnego dnia w szkole. Martwiłem się i to strasznie. Nawet dziewczyny z Fan Clubu dały dzisiaj spokój, widząc mnie przybitego. Opowiedziałem Kiyoshiemu wszystko. Tylko trochę mnie pocieszył. Powiedział mi, że: „To jej decyzja. I musisz to zrozumieć. Dobrze będzie, gdy jednak dalej będziecie razem. Ale jeśli nie będzie chciała dalej z tobą chodzić, przyjmij to do serca. Wiem, że mimo to jej nie skrzywdzisz i będziesz ją chronił przed złem tego świata. I wiem, że będziesz miał złamane serce, które szybko się nie zszyje. I nawet prawdopodobnie nie będziesz miał nikogo późnej. Ale zrozumiem to. I użyczę ci swój rękaw na łzy. Życie będzie się toczyło dalej. Ty będziesz żył a ona się zestarzeje i pewnego dnia umrze. A ty będziesz wspominał jej uśmiech i różowe oczy, które kojarzą ci się z wiosną. Nadal będziesz kochał tę porę roku, bo będzie ci o niej przypominać. Pamiętaj też o drugiej stronie medalu. Bo ona może nadal cię kochać. I wtedy razem będziecie przeżywać każdą wiosnę i inne pory roku. Nieważne jaką decyzje podejmie, ja nadal będę twoim przyjacielem. Na dobre i na złe. Na zawsze”. Usłyszeć takie słowa z ust Kiyoshiego graniczy z cudem. Ma on ciężki charakter. Również nie miał lekko w życiu. Patrzy na wszystko realistycznie. Ale cieszę się, że jest moim przyjacielem. I niech reszta sobie mówi, że wilk z wampirem prowadzą między sobą wojny. Ja tam wiem swoje. Nie poddam się. Chcę żyć dalej. Przeżywać wzloty i upadki. Śmiać się i płakać. Widzieć życie i śmierć. I może pewnego dnia zasnąć już na wieki. Lecz na razie chcę żyć chwilą.

Mariko nie było kolejny dzień i następny. Zaczynałem się trochę martwić. W końcu jest ona nadal moją dziewczyną. Przez te 3 dni Kiyoshi i Jonathan robili wszystko, abym tak nie myślał o Mari. Chodziliśmy do kina, biegaliśmy po lesie, graliśmy w karty, gry planszowe, torturowaliśmy Joniego (bo oszukiwał :p). Miałem ich 24 godziny na dobę. Joni nawet w nocy czekał aż pierwszy zasnę. Przez co raz gadaliśmy do 4 w nocy. Mimo to myślałem o niej. Siedziałem na krześle w kuchni, patrząc beznamiętnie na kubek z herbatą. Nagle poczułem wibracje w kieszeni. SMS. Ciekawe od kogo? Pewnie od Joniego lub Kiyoshiego. Omal nie spadłem z krzesła, gdy zobaczyłem, że SMS był od Mariko.

„Hej Jason. Możemy się spotkać? Tak za 10 minut przy drzewie? Odpisz. Mariko”


Odpisałem z prędkością światła, że tak. Wręcz biegłem na miejsce naszego spotkania. Przez to byłem o wiele wcześniej. Ale to nic. Muszę w końcu poznać jej decyzję.

niedziela, 19 października 2014

Twin blood- rozdział 12

Ohayo~! ^.^
Takie krótkie wiadomości. Miał być one shot urodzinowy ale nie miałam czasu, wiec okaże się później :p Po drugie niedługo pojawi się wspólna praca moja i LovelyxAsuny :D I....I....I to chyba wszystko. Zapraszam do czytania i komentowania :*
Enjoy    #Kimie


Stałam z Yuko, Jasonem i Jonathanem na placu szkoły. Czekaliśmy na Megumi i Kiyoshiego. Shunsuke nie mógł z nami czekać, bo musiał iść do trenera. Staliśmy i rozmawialiśmy, jak nam minął weekend. Po chwili zobaczyłam Megumi z Kiyoshim którzy....trzymali się za ręce!!
Ja mam zwidy, czy to się dzieje naprawdę?! Szli w naszą stronę uśmiechnięci.
-Cześć wszystkim.- Pierwszy odezwał się Kiyoshi.
-Hej.- Powiedziała wesoła Megi.
-Witam gołąbeczki.- Stwierdził uśmiechnięty Jason.
-Dlaczego trzymacie się za ręce??- Dziękuję Yuko za to pytanie.
-Bo pary chyba tak robią, co nie?!- Powiedział Kiyoshi. Aż mnie wmurowało. Czy oni są razem?
-Opowiemy wszystko na dużej przerwie na dachu. A teraz chodźmy na lekcje.- Powiedziała Megumi i już szła z Kiyoshim w stronę szkoły. Każdy się na nich patrzał. Tak było ze mną i Jasonem, gdy pierwszy raz szliśmy za rękę w szkole. Oby lekcje szybko zleciały do dużej przerwy.

 No i mamy dużą przerwę. Właśnie teraz wszyscy jesteśmy na dachu szkoły i czekamy na wyjaśnienia ze strony Megumi i Kiyoshiego.
-Więc od kiedy jesteście parą?- Spytałam, bo już mnie to dręczyło.
-Od weekendu. W sobotę poszliśmy na randkę. No i...- Megumi aż się zarumieniła.
-No i spytałem Megi o chodzenie i się zgodziła.- Dokończył Kiyoshi.
-Jeszcze raz gratuluję.- Powiedział Jason. Zaraz, zaraz......
-Jak to „jeszcze raz”?- Nie rozumiem. Przecież dopiero teraz powiedzieli, że są parą.
-Normalnie. Spotkałem się z Kiyoshim wczoraj. I od razu było widać, że zdarzyło mu się coś dobrego. I o wszystkim mi powiedział. Wtedy mu pogratulowałem i robię to teraz ponownie.- Że co? Że jak?
-Wiedziałeś o tym i nic mi nie powiedziałeś?!- Własnej dziewczynie nie powiedzieć, że jej przyjaciółka ma chłopaka?! No co za wredziuch!
-Bo to miała być niespodzianka. Plus uważałem, że Megi-chi woli to wam powiedzieć osobiście.- No niech już mu będzie.
-No nic. Cieszę się z twojego szczęścia Megi. Ale po szkole idziemy w trójkę do kawiarni i wszystko opowiadasz ze szczegółami. A chłopacy niech gadają między sobą.- Bo chyba tylko Shun nie wie.
-Prawda Megi-chi~! Nie musiałaś tego przed nami ukrywać tak jak Mari-chi.- Powiedziała z oburzeniem Yuko.
-No wiesz co, Yuko. Nie musisz mi tego wypominać.- Wiem, że nic wcześniej nie powiedziałam ale po prostu byłam tym zbyt podekscytowana aby im powiedzieć.
-Już dobrze, dobrze. A teraz duuużo szczęścia od Yuko dla was~!- Wykrzyczała wręcz Yuko tuląc się do Megumi. Przez to wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
-Megi-chi, bo będę zazdrosny.- Powiedział Kiyoshi i przysunął do siebie Megi. Ta tylko zaśmiała się pod nosem i przytuliła do swojego chłopaka. Mogę powiedzieć, że słodko razem wyglądają. Jak zwykle na dużej przerwie jedliśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Zwłaszcza z Kiyoshiego, gdy Megumi drapała go za uchem. Mruczał i łasił się do swojej dziewczyny prosząc o więcej. Po szkole ja z dziewczynami poszłam do kawiarni. Chłopcy też gdzieś poszli, ale nie powiedzieli gdzie dokładnie. Megi wszystko nam opowiedziała. Rumieniła się przy tym cały czas. Widać było, że jest szczęśliwa.

No i mamy kolejny dzień. Dzisiaj wyjątkowo pierwsza lekcja z panią Kanegawą (Pamiętacie?! Moja wychowawczyni). I stwierdziłam, że lubi nam robić niespodzianki.
-Uwaga! Mam dla was wiadomość. Otóż ponownie do naszej klasy dołącza nowy uczeń. Przyjmijcie go ciepło. Możesz wejść.- Obwieściła z uśmiechem. Drzwi do sali  otworzyły się i wszedł chłopak. Wysoki, blond włosy sięgające ramion, zielone oczy, smukła sylwetka, lekko uśmiechnięty. Wyglądał na miłego. Po sali rozniosły się salwy śmiechu ze strony Jasona, Jonathana i Kiyoshiego. O co znowu im chodzi? Śmiali się, chowając twarze za książkami. Nowo przybyły zdziwił się tą reakcją.
-Dobrze, już! Uspokójcie się. A ty się przedstaw.- Powiedziała do chłopaka.
- Nazywam się Louis Guattari (gatari). Miło was poznać.- Lekko się skłonił i uśmiechnął. Dziewczyny zapiszczały, lecz ich piski zostały stłumione przez śmiech. Chłopacy znowu zaczęli się śmiać.
-Chłopcy. Przestańcie.- Upomniała ich pani Kanegawa. Zamilkli. Po chwili wyłonili swoje twarze zza książek. Były one bardzo poważne. Lecz momentalnie się wyszczerzyli i ponownie zaczęli śmiać.
-Jesteście niemożliwi. Proszę, usiądź koło Naokiego.- Powiedziała nauczycielka, wskazując palcem chłopaka o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Usiadł na wyznaczone mu miejsce i lekcja się rozpoczęła. Chłopcy jeszcze tylko kilka razy chichrali się pod nosem.

No w końcu duża przerwa. Powiem wam, że lekcja fizyki może być baaardzo męcząca i dłużyć się niemiłosiernie. Siedziałam z dziewczynami i Shunem na dachu. Nie wiem, gdzie wybyli chłopcy. Lecz po jakichś 4 minutach zjawili się z nowym uczniem. Oni się śmiali a nowy robił obrażoną minę. Gdy do nas doszli uspokoili się.
-A więc poznajcie Louisa. Lou (lu), to jest Megumi, Yuko, Mariko i Shunsuke.- Powiedział Jason, wskazując nas po kolei.
-Miło was poznać.- Powiedział Louis, już uśmiechnięty.
-Dobra. A teraz wytłumaczcie się z czego się tak śmialiście na lekcji.- Zastanawiałam się nad tym, lecz nic nie przyszło mi do głowy.
-Z Louisa.- Odpowiedział Kiyoshi.
-A dokładniej?- Na to sama wpadłam.
-Bo to nasz przyjaciel i beznadziejnie wygląda w tym mundurku.- Skwitował Joni i ponownie zaczęli się śmiać.
-No wiecie wy co! Jesteście okrutni.- Powiedział z żalem Lou co wywołało jeszcze większy śmiech u chłopaków.
-No już dobrze. Miło cię poznać Lou.- Musiałam coś powiedzieć aby jakoś zakończyć ich salwę śmiechu.
-Ciebie również Mari-chan.- Powiedział i się uśmiechnął. Na te słowa Jason momentalnie przestał się śmiać. Usiadł koło mnie i objął ramieniem.
-Przykro mi Lou ale to jest moja dziewczyna.- Powiedział z powagą.
-Ale chyba mogę z nią porozmawiać?! No ale życzę wam szczęścia.- Uśmiechnęłam się na to.
-Więc życz jeszcze szczęścia Kiyoshiemu.- Powiedział Joni.
-Dlaczego?- Zdziwił się Lou. Kiyoshi podszedł do Megi, ukląkł przed nią i złapał jej dłoń.
-Bo Megumi to moja ukochana.- Powiedział i ucałował wierzch jej dłoni. Megi na to się iście zarumieniła.
-No, no. Nie wiedziałem, że z ciebie taki romantyk Kiyoshi. Myślałem, że z ciebie typ buntownika jak na przykład gdy...AŁ!!- Krzyknął Lou z bólu, gdy Kiyoshi uderzył go w ramię.
-No już dobrze. Uspokój się.- Mimo bólu, zaśmiał się.
-No dobra. A teraz zajmiemy się milszymi sprawami..- Powiedziała Yuko. Oczywiście chodziło jej o jedzenie bo Shun przyniósł dzisiaj cukierki. Louis okazał się być fajnym chłopakiem. Również poznał ich we Francji. Fajnie było, gdy chłopacy zaczęli gadać po francusku. Uważam, że jest to bardzo piękny język. Lecz najgorsze było to, że nic z tego nie rozumiałam. No ale nic. Może Jason nauczy mnie francuskiego??


Lot minął mi przyjemnie. Chociaż chciałem się już znaleźć w domu. Ciekawe czy się o mnie martwią? A może się stęsknili? I nie mówię tu o moich rodzicach. Mam swoją własną „rodzinę”. Taką jak Jason z Jonathanem i Kiyoshi. Tak, nie jestem normalnym człowiekiem. Czy jestem wampirem? Nie! Picie krwi to nie dla mnie. Wilkiem? Też nie! Z natury jestem zbyt spokojny i mniej porywczy. Więc kim jestem? Jestem „duszkiem lasu”, czyli elfem. Tak, takie magiczne stworzonka z długimi uszami które strzelają z łuku i bronią małe zwierzątka. Mniej więcej. Jesteśmy wesołymi stworzonkami ale nie bezbronnymi. Owszem nie jesteśmy tak silni jak wampiry czy wilkołaki. Lecz potrafimy sobie poradzić z jakimś niebezpieczeństwem.

 

Teraz jechałem do mojej wioski. Moja rodzinka przyjechała wcześniej aby znaleźć jakieś miejsce i je urządzić. Ja chciałem to zrobić ale się uparli. Więc po miesiącu ponownie się spotkamy. Wysiadłem z autobusu i ruszyłem w las. Przesłali mi mapę jak dojść. Szedłem jakieś 20 minut zanim ujrzałem nowy dom. Powiem, że spisali się na medal. Chyba musieli to wcześniej zaplanować. Dookoła placu znajdowały się domki. Były one kilka metrów nad ziemią. Każdy drewniany pięknie ozdobiony. Oczywiście każdy domek wyglądał inaczej. Jego wygląd zależał od osoby w nim mieszkającej. Na przykład jeden był ozdobiony różowymi piórkami, muszelkami i nawet trochę pomalowany na ten kolor. Inny zaś był w kolorze khaki. Zauważyłem, jak z jednego domku wychodzi dziewczyna, ubrana w piżamę. Przeciągnęła się, witając nowy dzień. Dopiero wtedy mnie ujrzała. Ja się tylko uśmiechnąłem i pomachałem jej. Ona najpierw zrobiła zaskoczoną minę by po chwili szeroko się uśmiechnąć.
-Wstawać! Louis przyjechał!- Krzyknęła najgłośniej jak mogła. Nagle z domków wszyscy zaczęli wychodzić. Wszyscy zaczęli biegnąć lub podlatywać do mnie, witając się. Uśmiech nie schodził im z twarzy.
-No już dobrze, dobrze. Też się cieszę, że was widzę. A teraz pozwólcie mi coś zjeść i się rozpakować.- Nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
-Zróbmy tak. Pójdziesz teraz do domku aby chociaż go zobaczyć. My szybko zrobimy coś do jedzenia. A potem możesz się rozpakować. Co ty na to?
-Niech będzie Tomi-chan.- Powiedziałem z rozbawieniem.

Tomi Casella
„16” lat
11.08.1998r.
Wzrost: 1,70
Kraj: Japonia, Włochy
Zielone włosy, szare oczy
Hobby: boysbandy, biżuteria, małe zwierzątka, kuchnia






Zaprowadzili mnie do mojego domku. Oczywiście był on na głównym miejscu. Nie był jeszcze z zewnątrz urządzony ale to tylko kwestia czasu. Wszedłem po schodach, które ciągnęły się wokół pnia drzewa. Wnieśli resztę moich bagaży a sami poszli się przebrać i przygotować śniadanie. Wszedłem do środka. Domek nie robił jeszcze dużego wrażenia. Na razie były tu same meble. Od razu wchodziło się do salonu. Miałem też małą kuchnię. Dalej była sypialnia, łazienka i garderoba oraz biuro. Rozejrzałem się jeszcze trochę i poszedłem coś zjeść. Wszyscy już się zebrali w jadalni. Ona znajdowała się normalnie na ziemi. Na śniadanie była jajecznica. Ciekawe kto ją robił? Powiedziałem wszystkim, że porozmawiamy wieczorem. Sam przecież musiałem się rozpakować i urządzić mieszkanko. Trochę mi to zajęło bo mam mnóstwo rzeczy. Gdy wszystko było już na swoim miejscu wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i poszedłem na plac. Tam już wszyscy się zebrali. Uciszyłem ich jednym ruchem dłoni. Tak, to ja jestem tu szefem.
-Witajcie. Cieszę się, że was widzę. Muszę was pochwalić za dobrze wykonaną pracę. Mam wam do powiedzenia kilka wiadomości. Po pierwsze zacznę chodzić do szkoły. I wy też macie. Nie będziecie się leniuchować. Możecie iść również do pracy. Ale muszę o wszystkim wiedzieć. Po drugie znowu będą przydziały. Lecz dopiero później, gdy wszyscy zapiszecie się do szkół i będę znał wasz plan zajęć. Po trzecie nic innego się nie zmieniło. Nadal będziemy się dobrze bawić. Mam nadzieję, że każdy jest zadowolony. A teraz prawdopodobnie byłaby jakaś impreza powitalna lecz jutro mam szkołę i wolę się wyspać. Tak więc, jeśli ktoś ma pytania niech przyjdzie do mnie. To wszystko.- Ale mi wykład wyszedł. Wszyscy zaczęli klaskać. Później zamieniłem jeszcze z niektórymi kilka zdań i poszedłem do siebie. Od razu położyłem się spać, aby nie mieć rano worków pod oczami.

Miałem dobry humor idąc do szkoły. Przed lekcjami poznałem moją wychowawczynię. Kazała mi poczekać pod salą. Gdy usłyszałem, że mogę wejść zrobiłem to. Ustałem przed całą klasą. Nie denerwowałem się. Lecz zdziwiła mnie nagła salwa śmiechu. Nie widziałem kto się śmieje, bo zasłaniali się książkami. Zdziwiła mnie ich reakcja.
-Dobrze, już! Uspokójcie się. A ty się przedstaw.- Powiedziała do mnie pani Kanegawa.
- Nazywam się Louis Guattari (gatari). Miło was poznać.- Lekko się skłoniłem i uśmiechnąłem. Dziewczyny aż zapiszczały, lecz ich piski zostały stłumione przez śmiech chłopaków.
-Chłopcy. Przestańcie.- Upomniała ich nauczycielka. Zamilkli. Po chwili wyłonili swoje twarze zza książek. Niemożliwe. To oni. Wiedziałem, że się przeprowadzają. Ale nie wiedziałem, że będą chodzić do tej szkoły. Gdy zobaczyli mój zszokowany wyraz twarzy ponownie zaczęli się śmiać.
-Jesteście niemożliwi. Proszę, usiądź koło Naokiego.- Powiedziała nauczycielka, wskazując palcem chłopaka o czarnych włosach z niebieskimi końcówkami. Usiadłem na wyznaczone mi miejsce. Chłopcy czasami jeszcze śmiali się pod nosem podczas lekcji. Oni są niemożliwi.

Od razu po lekcji oprowadzili mnie po szkole. Tak, znam ich. Jason, Jonathan i Kiyoshi. Znamy się od dłuższego czasu. Rozmawialiśmy o przeprowadzkach, Francji i Fanclubie chłopaków. Stwierdzili, że pewnie też będę do niego należał. Pewnie już jakieś dziewczyny się we mnie zakochały. Potem zabrali mnie na dach aby komuś mnie przedstawić. Gdy spytałem ich, co ich tak rozbawiło podczas lekcji, znowu zaczęli się śmiać. Podeszliśmy do kilku osób.
-A więc poznajcie Louisa. Lou (lu), to jest Megumi, Yuko, Mariko i Shunsuke.- Powiedział Jason, wskazując po kolei wymieniane osoby.
-Miło was poznać.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Dobra. A teraz wytłumaczcie się z czego się tak śmialiście na lekcji.- Spytała się Mariko.
-Z Louisa.- Odpowiedział Kiyoshi.
-A dokładniej?- Sam byłem tego ciekaw.
-Bo to nasz przyjaciel i beznadziejnie wygląda w tym mundurku.- Skwitował Joni i ponownie zaczęli się śmiać.
-No wiecie wy co! Jesteście okrutni.- Powiedziałem z żalem co wywołało u nich jeszcze większy śmiech. Okrutnicy.
-No już dobrze. Miło cię poznać Lou.- Powiedziała Mari.
-Ciebie również Mari-chan.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej. Na te słowa Jason momentalnie przestał się śmiać. Usiadł koło niej i objął ramieniem.
-Przykro mi Lou ale to jest moja dziewczyna.- Powiedział z powagą.
-Ale chyba mogę z nią porozmawiać?! No ale życzę wam szczęścia.- Mam nadzieję, że to jakiś związek długoterminowy.
-Więc życz jeszcze szczęścia Kiyoshiemu.- Powiedział Joni.
-Dlaczego?- Zdziwiłem się. Kiyoshi podszedł do Megi, ukląkł przed nią i złapał jej dłoń.
-Bo Megumi to moja ukochana.- Powiedział i ucałował wierzch jej dłoni. Megi na to się iście zarumieniła.
-No, no. Nie wiedziałem, że z ciebie taki romantyk Kiyoshi. Myślałem, że z ciebie typ buntownika jak na przykład gdy...AŁ!!- Krzyknąłem z bólu, gdy Kiyoshi uderzył mnie w ramię.
-No już dobrze. Uspokój się.- Mimo bólu, zaśmiałem się.

-No dobra. A teraz zajmiemy się milszymi sprawami..- Powiedziała Yuko. Rozmawialiśmy i jedliśmy. Trochę z chłopakami opowiedzieliśmy o Francji. To był naprawdę miły dzień.