środa, 19 sierpnia 2015

Rozmowy nieprzyzwoite 1

Ohayo~! ^.^ 
Witam bardzo serdecznie kochane wilczurki~! ^.^ 
Jest już 3 w nocy, środa 19 sierpnia 2015 roku. 
Nie przez przypadek daję dzisiaj posta.
Właśnie dzisiaj jest ROCZNICA BLOGA~!!! :D 
^.^ <Banzai~!> ^.^
Dokładnie rok temu wstawiłam pierwsze rozdziały z TB.
Minął rok, a na tym blogu tak wiele się zdarzyło. ;')
Przez ten rok wyświetliliście się już prawie 2,5 tys. razy.!!!!
Dziękuję bardzo, że zaglądacie tutaj i czytacie to wszystko. ^.^
Mam nadzieję, że stali bywalcy pokażą się w formie komentarza. :p
I oczywiście nowych bardzo serdecznie przywitam. o.-

Z tej oto okazji wstawiam długo wyczekiwaną Niespodziankę.
Już z miejsce ostrzegam przed tymi one-shotami!!! 
Jest to opera mydlana w wersji dla dorosłych. :p
Jak przetrawicie jedną to będzie dobrze.
Jak dwie to będzie niczym cud.
No jedynie, że lubicie dzikie seksy to serdecznie polecam. ^.^
Specjalnie dla Was przepisywałam to przez jakieś 4 dni od ok 20 do czasami 5 rano. o.O
Mój mózg się już przez to zlansował i domaga się odpoczynku. >.<
Pisane wraz z Asuną w szkole. A rozpoczęło się na lekcji religii. :D
Totalna głupawka pisana przez jakieś dwa miesiące. 
Dlatego tutaj podziękuje Asunie.
 "Żono dziękuje, że wytrwałaś ze mną ten czas
i dałaś się ponieść tym głupim myślą. Gdyby nie ty nie powstałby ten blog.
<3 Kochana jesteś wielka. :* "

Tak więc to wszystko co mam wam do powiedzenia.
Wasza Kimie udaje się na dłuuugi odpoczynek. :)
Gdy mój mózg powróci na właściwe tory to dokończę rozdział z DM i go tu ślicznie wstawię z pozytywnym nastawieniem do świata~! :D
Miłego dnia i dziękuję~!
#Kimie Kikui <3 


Aki: Z kim byś chciała się kochać? Jak coś to jestem gotowy.

Emi: No jakoś nie widzę, że gotowy jak jeszcze w ciuchach stoisz zamiast nagi w łóżku.

Aki: To od czego zaczynamy? Chcesz być na górze czy na dole? A może......chcesz banana?

Emi: Wolę być na dole. A co do banana to chcę ale twojego osobistego.

Aki: Hm, mój jest całkiem duży, niewiadomo czy go zmieścisz. <Milutkim głosem> A jaki smak chcesz? Może truskawkowy? Chciałbym spróbować twoich brzoskwinek. <Sarkastyczny uśmieszek>

Emi: To trzeba sprawdzić. <Słodki uśmieszek> A smak wolę bananowy. Tylko na razie ta brzoskwinka ma mało soków.

Aki: To może najpierw zrobisz mi loda, a następnie.......Niespodzianka. Tylko mam jedno zastrzeżenie- nie odgryź mi go czasem.

Emi: Hmmm......no dobrze. Mam nadzieje, że po tym dobrze się mną zajmiesz. (Popycham go na łóżko i usadawiam się pomiędzy jego nogami. Powoli rozpinam mu spodnie. Wraz z bokserkami ściągam je z niego. Oblizuje się perwersyjnie na widok w pół twardego penisa. Najpierw liże po całym członie by po chwili wziąć prawie całego do buzi. Odsuwam się na chwilę i ukazuje mi się widok zarumienionego Akiego, próbującego złapać oddech. Ponownie biorę go do buzi. Po chwili czuje smak słonawej cieczy. Odsuwam się i oblizuję. )Mmmm......smakujesz wybornie. A teraz <Zawisam nad nim.> czekam na swoja niespodziankę.

Aki: Zasłużyłaś na nią. Na pewno. <Uśmiecha się z zadowoleniem i niewyrównanym oddechem> Nieźle grałaś na mojej gitarce. A teraz połóż się na plecach. (Wziął i zza łóżka wyjął bitą śmietanę, która znalazła się momentalnie na twoich sutkach, aż cała zadrżałaś. Zaś do pępka nalał trochę alkoholu.) Dziewczyno, zaraz poczujesz zadowolenie jakiego jeszcze nigdy nie doznałaś. (Złapał cię za ręce i zaczął zlizywać śmietanę. Jęczałaś z rozkoszy.)

Emi: Ach~! Mmmm.....Aki. Jeszcze....proszę. (Patrzę na niego spod wpół przymkniętych powiek, a z ust wychodzą ciche jęki aprobaty. Kolanem pocieram jego krocze.)

Aki: Emi, to ja miałem robić ci przyjemność a nie ty mi (Mówi pewny siebie i wkłada palec w twoją dziurkę. Jęki było słychać coraz bardziej. Z sutków powoli przesuwa się na pępek. Najpierw dotyka czubkiem języka okolic twojego pępka, a następnie zaczyna spijać alkohol. Nagle złapałaś go za penisa). Emi. Czyżbyś chciała więcej śmietanki?! (Uniósł się trochę i kleista ciecz poleciała na twoją twarz.)

Emi: (Wzięłam palcem trochę kremu z twarzy i włożyłam do buzi) Mmm....pyszne. Chce ciebie Aki. Proszę <Słodka minka> daj mi więcej siebie. (Mówiąc to masuje jego penisa).

Aki: Mmmm.....jak mi dobrze. Emi.....(Nie dokończył momentalnie jego penis znalazł się w twojej cipce. Na początku zaczął wolno, ale w przypływie ekstazy zaczął się bardzo dynamicznie poruszać. Byłaś cała rozpalona. Chciałaś coś powiedzieć ale nie pozwolił ci na to. Zaczął cię namiętnie całować z języczkiem. Jego ręce latały po całym twoim ciele).

Emi: Mmmm.....(Zaprzestał pocałunki i zaczął całować mnie po szyi.)Aaaah~!.......Tak.....Aahh!......Aki........Jeszcze......Ach....jeeesz.....jeszcze.....Aaach!

Aki: Emi, widzę, że ci się bardzo podoba. (Powiedział namiętnie ale zdyszany. Położył ręce na twoich piersiach. Najpierw masując je, a następnie ściskając. Kontynuował to co robił wcześniej.) Jestem najlepszy ze wszystkich, prawda?! Co jeszcze byś chciała abym ci zrobił? Oh, mam pomysł. <Namiętny wzrok> (Wziął cię na ręce i zaniósł do łazienki).

Emi: Aa~. <Jęk niezadowolenia> No pewnie, że jesteś najlepszy Skarbie. Ale mógłbyś dokończyć to co zacząłeś. Twój kotek jest niecierpliwy. (Zaczęłam masować jego penisa, całując po szczęce).

Aki: (Położył cię na dywaniku w łazience.) Emi, ja nie mogę wytrzymać. Jesteś taka seksowna. Podniecają mnie nawet kropelki potu na twoim ciele. (Zaczyna dokańczać to co zaczął, a w międzyczasie puścił wodę do wielkiej wanny. Doszło do twojego orgazmu. Byłaś wniebowzięta.)

Emi: Aaah~! <Próbuje złapać oddech> Aki, to było niesamowite. (Mówię, leząc na dywaniku.) A teraz tul bo zimno~. (Mówię ze słodka minka i wyciągam do niego ręce.)

Aki: (Przytulił cię mocno i zrobił malinkę na szyi. Leżeliście tak z 5 minut po czym.......) Chodź Kochanie. (Powiedział tajemniczym i podnieconym głosem). Lubisz różnorodności, prawda?! (Wziął cię na ręce, włożył do wanny po czym sam wszedł do niej. A ty zanim on usiadł podłożyłaś mu nogę tak, że jego penis momentalnie znalazł się w twojej buzi.)

sutk (Poruszałam się rytmicznie, a on cicho jęczał i wzdychał. Był już bliski spełnienia lecz przerwałam i usiadłam wygodnie w wannie.) Hmmm......Jak cieplutko i milutko. (Powiedziałam napawając się wodą. Patrzałam mu prosto w oczy z lekkim i chytrym uśmieszkiem)

Aki: Nie patrz się tak na mnie. <Powiedział tez z chytrym uśmieszkiem> Teraz moja kolej. (Włożył go ponownie i spełnił się w twojej buzi. Zakrztusiłaś się. Piersi miałaś całe w spermie. Zaczął ci je masować coraz intensywniej. Nagle obrócił cię na brzuch tak, że woda była poniżej twoje pupy. Zaczął lizać w okolicach twojej łechtaczki. Był tak zadowolony, że nawet tego nie ukrywał.)

Emi: Aah~! Akiś. N-Nie baw s-s-się już. Ohh~! Już wy-wystarczy! (Z trudnością obróciłam się i odepchnęłam go trochę). Aki. Chce ci zrobić niespodziankę ale musimy iść do sypialni. (Wyszłam z wanny i pociągnęłam go za sobą. Wyszedł zadowolony i pozwolił się ciągnąć. Popchnęłam go na łóżko tak, że leżał na plecach. Wzięłam jego ręce do góry i uśmiechnęłam się słodko. Nagle zapięłam jego dłonie kajdankami i przyczepiłam do ramy łóżka.) A teraz...(Zniżyłam się i pobudziłam jego członka. Jęczał z rozkoszy lecz nie pozwoliłam mu dojść. Odsunęłam się i ustałam obok.) A teraz grzecznie tu poczekasz. <Chytry uśmieszek> (On leżał rozpalony i skołowany. Poszłam do łazienki, jako tako się umyłam. Ubrałam seksowna bieliznę, wzięłam oliwkę i wróciłam do pokoju. Usiadłam na fotelu powoli zdejmując z siebie bieliznę. Będąc tylko w majtkach polałam się oliwką i wcierałam w siebie masując piersi, szczypiąc je i jęcząc.)

Aki: Mmmm.......Emi, twój występ jest cudowny ale.....Chodź tu do mnie Skarbie. Ja chcę cię dotykać, całować. Chcę abyś miała tyle orgazmów ile się da, a ty mnie uwięziłaś, sadystko kochana <Powiedział sarkastycznie>. Uwolnij mnie, proszę~.....<Powiedział słodkim głosikiem>. Co jeszcze dla mnie przyszykowałaś? Moja śliczna kobieto, jesteś tylko moja <Uśmiechnął się seksownie>.

Emi: Aki....(Powiedziałam z jękiem. Ściągnęłam z siebie majtki i podeszłam do łóżka seksownym krokiem. Potarłam dłonią jego penisa, na co on wypchnął biodra do przodu i jęknął. Usadowiłam się wygodnie i włożyłam go w siebie) Oh! Aki! (Przysunęłam się bliżej i pocałowałam go namiętnie). Akiś. Powiedz, że jesteś tylko mój, że mnie pragniesz, że jestem tylko twoja. Powiedz jak bardzo mnie kochasz.. (Mówiłam całując jego szyję. Zeszłam niżej i polizałam go po sutkach.)

Aki: Kochanie, tak bardzo na to czekałaś? <Spytał niewinnie i jęknął z rozkoszy>. Jesteś dla mnie wszystkim, wszystko bym dla ciebie zrobił. Doprowadziłbym cię najchętniej do 20 orgazmów dziennie. Gdybym zobaczył cię z innym facetem, jaja bym mu urwał. Nie żartuję. (Spojrzał z wielką powagą. Ruszył się gwałtownie tak, że opadłaś na jego klatkę piersiową. Wasze usta się zetknęły, a ty wsunęłaś się na niego tak mocno jak nigdy. Zajęczałaś w jego usta.) Widzę Skarbie, że tracisz kontrolę nad sytuacją. <Sarkastyczny uśmiech>

Emi: Aach! Aki. Nie musisz się martwić. Kocham tylko ciebie i tylko z tobą chcę się kochać. Proszę. (Podniosłam się i ściągnęłam mu kajdanki. Spojrzałam mu prosto w oczy.) Doprowadź mnie do szaleństwa. Tylko się postaraj, bo jak nie to pójdę do innego. <Sarkastyczny uśmiech> (Aki opuścił mnie na plecy i zaczął się poruszać) Aach!.....tak....Aki.....Kochasz mnie?

Aki: Oczywiście, że cię kocham. <Sexy głos> Sprawię, że będziesz najszczęśliwszą kobietą na świecie. (Wkładał go tak mocno, że jęczałaś jednocześnie z bólu jaki i przyjemności. Nagle wziął i zakuł cię w kajdanki. Wyjął swojego penisa i przejeżdżał nim od twojej cipki w górę. Włożył go między twoje piersi i zaczął nim pocierać. Sprawiło ci to wielka przyjemność. Wyjął bardzo grubego, zimnego ogórka zza łóżka i wkładał ci go powoli do dziurki, bo było bardzo ciasno. Potem, gdy był nawilżony ruszał nim szybciej. Wzdychałaś z zachwytu.) Bardzo gruby prawda? Wybierałem go ponad 15 minut, musiałem znaleźć największego by zaspokoić twoje żądze. I widzę, że się opłacało. <Oczy pełne żądzy> Może zrobię ci zdjęcie? Wyglądasz obłędnie.

Emi: Akiś, nie baw się tak ze mną. Chcę ciebie poczuć w sobie, a nie jakiegoś ogórka. Jeśli nie przestaniesz zostawię cię i pójdę do innego. (Zaczęłam się niespokojnie wiercić) Kocham cię i to ciebie chcę czuć. I ten ogórek jest mniejszy od twojego. Achhh! <Jęknęłam> Aki... (Spojrzałam na niego z prośbą i pożądaniem.)

Aki: (Wyjął ogórka i obrócił cię tak, że wsadził ci swojego od tyłu. Opierał się o ciebie ściskając twoje jędrne pośladki.) Ale masz jędrne pośladeczki. <Uśmiecha się> (Zaczął się całować po plecach i szyi. Czułaś się zawstydzona, bo nic nie widziałaś. Ugryzł cię w ucho na co zajęczałaś z rozkoszy.) Emi spraw abym był jeszcze bardziej rozpalony. (Odpiął ci kajdanki. Momentalnie obróciłaś go na plecy i zaczęłaś pocierać swoimi piersiami całe jego ciało. Cały drżał.) Emi nie rób tego, proszę. <Słodziutkim głosem> To jest zbyt seksowne, zabijasz mnie tym.

Emi: Za chwilę będziesz jęczał z rozkoszy Skarbie. (Obróciłam go na plecy i ponownie przypięłam kajdankami. Zaczęłam całować go po szyi, ramionach. Zassałam się na jednym z jego sutków, na co jęknął przeciągle. Wyciągnęłam spod łóżka wibrator i nawilżyłam go żelem. Usadowiłam się pomiędzy jego nogami. Zaczęłam poruszać ręką po całym trzonie. Zassałam się na samym czubku. Powoli poruszając ręką po trzonie zaczęłam wkładać wibrator. Włożyłam go i włączyłam wibracje.) Jak się czujesz Skarbie? <Seksowny głos>

Aki: Emi nie spodziewałem się tego po tobie. <Powiedział wniebowzięty> Chyba kupiłaś wibrator nowej generacji, bo efekty są przeogromne. (Nachyliłaś się nad nim, a on zaczął ssać twoje sutki. Nagle zaczął je gryźć i lizać. Byłaś tak podniecona, że nawet nie potrzebowałaś jego członka aby dojść.) Kochanie przecież mówiłem ci, że takie gierki na mnie nie działają. To ja będę panował nad tobą. (Niewiadomo jakim sposobem zdjął kajdanki, złapał cię za ręce i rzucił cię brzuchem na kanapę. Z tyłu nadal trzymał twoje dłonie. Rozszerzył twoje nogi, złapał za wibrator, włożył ci go i włączył na całość.) Mówiłem ci, że tu ja będę panować. (Szepnął ci do ucha i zaczął cię lizać po karku.)

Emi: Aach~! <Krzyknęłam z rozkoszy> Aki...ach...wejdź we mnie...proszę. (Powiedziałam błagalnym tonem. Wyciągnął wibrator i wszedł we mnie. Od razu zaczął się szybko poruszać.) Ach! Tak! Ach!!.....Akiiii~~~!!!! (Doszłam z jego imieniem na ustach. On doszedł zaraz po mnie. Wyszedł ze mnie i położył mnie na łóżku, kładąc się tuz obok. Składał krótkie pocałunki na mojej szyi. Przerwałam mu i spojrzałam w jego oczy.) Aki, chcesz mieć ze mną dzieci? <Poważny ton>

Aki: Emi...nie wierzę, jeszcze się pytasz? Myślałem, że wiesz jak cię mocno kocham. <Powiedział lekko przybity> Oczywiście, że chcę! I to nie jedno, czy dwa! Kocham ciebie i tylko ciebie! Nikogo więcej! Chyba byłem zbyt miękki! (Znowu wszedł w ciebie. Położył twoje ręce na swoich pośladkach i przyczepił wibratory do twoich sutków. Włączył je i zaczął się ruszać. Krzyczałaś, po prostu nie mogłaś przestać. Zaciskałaś dłonie na jego pośladkach. Zaczął cię całować z języczkiem tak, że nie mogłaś oddychać. Przestał cię całować ale kontynuował inne czynności. Rozłączając swoje usta pociekła wam ślina.)

Emi: Ach~! Akiś. Ja też Cię Kocham i wiem, że ty mnie również ale nie wiedziałam, czy chcesz tak naprawdę się ze mną związać i mieć ze mną dzieci. Ach~!! (Krzyknęłam. Aki odłożył wibratory i sam zaczął całować moje piersi. Doszłam z głośnym jękiem, a on chwilę po mnie.) Aki prze to ile razy już we mnie doszedłeś to na pewno jestem w ciąży. <Zaczęłam się śmiać> A teraz przytul mnie i daj mi trochę odpocząć, bo jest mi strasznie gorąco~! <Słodki uśmiech>

Aki: Gorąco ci, co? <Zadowolony> Jak mam pozwolić ci odpocząć? Wolisz odpoczywać na siedząco czy leżąco? Którą opcję wybierasz? (Polizał cię po twarzy.)

Emi: Akiś~! <Zajęczałam> Daj mi troszkę odpocząć. Plose~. <Słodkie oczka i głosik> Jak dasz mi odpocząć to zrobię ci loda. <Uśmieszek> Możesz mi zrobić masaż. (Powiedziałam i obróciłam się na brzuch.)

Aki: No dobrze, dobrze. Jak dla loda to może być. Pozwalam ci. Odpocznij sobie. (Zaczął cię całą masować. Byłaś bardzo zadowolona. Robiłaś ponętne ruchy.) Powiedz mi jak będziesz gotowa na lizanie mojego banana.

Emi: Na razie mi przyjemnie, więc musisz poczekać. <Uśmieszek> (Chwile jeszcze mnie masował. Odsunęłam go trochę od siebie tak, żeby usiadł. Usadowiłam się między jego nogami i zaczęłam lizać go po całym członku. Najpierw zassałam się na samym czubku, szybko ruszając ręką po trzonie. Później zaczęłam wkładać go coraz głębiej, mrucząc cicho.)

Aki: Ach!! Ach!!! Jak mi dobrze, Emi nie kończ tego proszę!!! (Woła podniecony. Nie wytrzymał, gdy przyspieszyłaś i coraz mocniej go ssałaś, doszedł. Włożyłaś sobie palec do buzi, a następnie wyjęłaś. Było na nim mnóstwo kleistej cieczy. Zaczęłaś go lizać. Aki złapał cię za rękę i kazał ci masować jego członka. On zaczął ci masować łechtaczkę. Oboje byliście tym tak pochłonięci, że nie zauważyliście, gdy do pokoju weszłam ja z Soushim. Zapomnieliście zamknąć drzwi od domu i sypialni. Soushi szybko zakrył mi oczy.)

Emi: (Gdy chciałam pocałować Akiego zauważyłam was w drzwiach. Zwaliłam Akiego z łóżka, a sama przykryłam się kocem. Wskazałam Soushiemu aby poszedł z tobą do salonu i zamknęłam drzwi do sypialni. Gdy to zrobiłam opadłam zmęczona i zawstydzona na łóżko.) Aki, przez twoja własną sklerozę masz miesiąc abstynencji.

Aki: Kochanie przepraszam to było niechcący, no ale miałaś wzrost adrenaliny. (Szepnął tobie do ucha i przytulił. Siedziałaś z nadętą miną.) Skarbie to ja tu najbardziej wycierpiałem. (Pokazał siniaka na nodze i pocałował cię. Zdjął z ciebie kocyk i zaczął cię ubierać. Z salonu było słychać żywą rozmowę.)

Emi: (Gdy ubrał mi bieliznę i sweterek przerwałam mu i mocno się do niego przytuliłam.) Ja też przepraszam. Ubierzmy się i chodźmy do nich. Jak Soushi będzie coś gadał lub głupio się uśmiechał to dostanie w łeb. <Uśmiech> Gniewasz się na mnie? <Smutne oczka>

Aki: Wybaczam. <Słodki uśmiech> A teraz Emi koniec tego dobrego. Trzeba iść do salonu. (Ubraliście się, po czym przytulił cię ostatni raz i weszliście do salonu. Poczuliście na sobie spojrzenie Soushiego.)

Soushi: Aki, gdyby Kaoru zdążyła cię zobaczyć to chyba bym cię zabił. <Na poważnie>

Emi: (Podeszłam do Soushiego i uderzyłam go lekko w ramię.) Spróbuj go zabić, a swojego małego kolegi się pozbędziesz. <Sadystyczny uśmiech> (Aki w tym czasie usiadł na kanapie. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach, puszczając do ciebie oczko.) A wy nie mogliście znaleźć sobie ciekawszego zajęcia niż przychodzić do nas? <Uśmieszek>

Kaoru: No wiesz, myślałam, że spędzimy razem czas ale w tym przypadku to raczej niemożliwe. (Spojrzałam na Akiego i ciebie. Wy wymieniliście krótkie spojrzenia.)

Aki: A wy też mogliście porobić to co my. (Uśmiechnął się i spojrzał na twoje ramie, z którego zsunęło się ramiączko.)

Emi: (Soushi spojrzał się na ciebie z wielkim uśmiechem, na co się zarumieniłaś. Ja za to zeszłam z kolan Akiego, dałam mu przelotnego całusa i pociągnęłam ciebie do kuchni. Soushi usiadł obok Akiego i zaczęli rozmawiać. W kuchni zaproponowała zrobienie lemoniady. Gdy szłam z wodą „przez przypadek” potknęłam się i cię oblałam. Miałaś całą mokrą bluzeczkę, pod którą nie miałaś stanika.) Ups~. Chodź. Musisz się wytrzeć i przebrać. (Popchnęłam cię do salonu lecz sama jeszcze zostałam w kuchni. Soushi na twój widok zarumienił się jak burak. Weszłam do salonu i popchnęłam cię do sypialni. Tam również i ja się przebrałam. Obie ubrałyśmy krótkie spodenki i bluzeczki odsłaniające brzuch. Gdy wróciłyśmy do salonu obu chłopakom opadły szczęki.) Ups. Chusteczki mi spadły. (Schyliłam się po nie tak, że wypięłam się tyłem do Akiego.)

Kaoru: Nie pokazuj się tak przy nim. (Zwróciłam się do ciebie trochę zła. Nagle spojrzał się na mnie Aki, na co złapałam buraka. Już miałam ochotę wybiec z mieszkania, gdy Soushi złapał mnie za rękę. Potknęłam się, upadłam na niego i moja ręka wylądowała na jego kroczu.)

Emi: Oj Kaoru, widzę, że sama masz ochotę, a nam coś zarzucasz. <Diabelski uśmiech>

Aki: Kochanie, a może pozwolimy im to tu zrobić? (Zapytał z nutką złośliwości, po czym cię pocałował.) Może odpowiedni do tego będzie blat w naszej kuchni? <Diabelski uśmiech> Emi jak myślisz?

Emi: A może oni pójdą do gościnnego pokoju, a my skorzystamy z blatu?! <Uśmieszek> Ale czekaj! (Krzyknęłam i wyszłam na chwilę. Wróciłam i położyłam obok Soushiego i ciebie kilkanaście kondomów i żel.) Macie na zachętę. <Uśmiech> (Wskoczyłam na Akiego i mocno go pocałowałam. Szepnęłam mu do ucha „Nie mam nic pod spodem, a między nogami wibruje powoli takie małe coś.” Zaczęłam się o niego ocierać, olewając was. Soushi za to obrócił cię na plecy i wpił się w twoje usta, rękę wkładając pod bluzkę i szczypiąc twoje sutki.)

Aki: Kochanie widzę, że masz ochotę na więcej. Soushi- powodzenia! <Diabelski uśmiech> (Wziął cię na serio do kuchni i położył na blacie. Zdarł z ciebie bluzkę i zsunął spodenki. Sam zdjął swoje wraz z bielizną, wyjął wibrator i momentalnie wbił się w ciebie.)

Kaoru: Soushi nie możesz.....w takim miejscu ach! Tutaj jest Aki..... Ach! (Krzyknęłam z rozkoszy, kładąc dłonie na jego plecach.)

Emi: Aach~! Aki~! (Położyłam się na blacie. Miałam gęsią skórkę od zimna. Aki coraz szybciej się poruszał. Przyciągnęłam go do siebie.) Akiiii~! Zimno.....<Wysapałam>

Soushi: Mam to gdzieś. (Zerwał z ciebie bluzkę i zdjął spodenki. Wbił się w ciebie bez przygotowania, od razu się poruszając. Przy okazji dalej szczypał twoje sutki, czasami je podgryzając.)

Aki: Zimno? (Spytał cały podniecony.) Ale od tego zimna masz takie twarde sutki. (Powiedział milutko trzymając ręce na twoich piersiach, a następnie zaczął je lizać. Drżałaś z rozkoszy.) Emi, cała mnie podniecasz, nieważne, że niedawno się kochaliśmy. Zróbmy to jeszcze raz! (Krzyknął, gdy ty wydałaś ciche jęki. Uniosłaś biodra, mocniej się na niego nabijając. Po kilku minutach założył ci opaskę na oczy i trzymał twoje ręce nad twoją głową.)

Kaoru: Ale Soushi, chcesz żeby Aki mnie zobaczył w takim stanie? (Spytałam próbując się nie podniecać. Złapałam go mocno za rękę, gdy poczułam niesamowity ale zarazem przyjemny ból.) Soushi? Co chcesz ze mną zrobić? Naprawdę przestań to nieodpowiednie miejsce. (Zajęczałam nie mogąc ukryć zadowolenia.)

Emi: Aki~!!! (Krzyknęłam dochodząc.) P....Puść moje dłonie...i....rozwiąż tą opaskę.....Chcę....chcę cię widzieć. (Powiedziałam oddychając ciężko.) I przytul. Ziiiimnooo~! (Jęknęłam. Zaczęłam się nawet wiercić.)

Soushi: Nie wstydź się Skarbie. (Wyszedł z ciebie i podniósł cię. Przypiął cię do rury, która znajdowała się nad blatem. Wszedł w ciebie od tyłu i od razu zarzucił szybkie tempo. Zaczął macać cię po piersiach i masować  twoją łechtaczkę. Spojrzałaś się w między czasie na Akiego, który uśmiechnął się do ciebie i oblizał perwersyjnie wargi.)

Aki: Ale twoja dziewczyna seksownie wygląda. (Do Soushiego.) Mogę ją posunąć?

Kaoru: Soushi....ach! Nie zgadzaj się na to proszę~! Jesteś najlepszym sadystą na świecie. Chce lizać twoją gałę i sprawić by poleciała z niej śmietanka. Ach! Soushi! Mocniej~!

Aki: Kochanie chcesz wolności? <Niegrzeczny uśmieszek> To spraw bym doszedł w tobie! (Zacisnęłaś się na nim.)

Emi: Akiś, no dalej. <Uśmieszek> Eksploduj we mnie! (Krzyczałam z rozkoszy. Przy każdym jego posunięciu zaczęłam się ściskać i rozluźniać. Słyszałam jak Aki jęczy coraz głośniej. Doszedł po chwili we mnie z głośnym jękiem.) A teraz tuli, buziaczek, rozwiązanie opaski i ewentualna zmiana pozycji. <Uśmieszek>

Soushi: Twoja również seksownie wygląda. Chodź tu bliżej. (Powiedział do Akiego.) Skarbie teraz będziemy eksperymentować. (Powiedział namiętnie wpijając się w twoje usta i wsunął się w ciebie mocniej. Zajęczałaś w jego usta.)

Aki: Kochanie chodź. (Rozwiązał ci ręce i zdjął opaskę.) Soushi chce zrobić eksperyment ale ja nie chcę ciebie dawać nikomu innemu. <Słodka minka> Ale z Kaoru bym chciał sobie poszaleć. <Uśmieszek> (Ugryzł cię w ucho, po czym zaczął kąsać twoje usta. Przejeżdżał palcami od twojej piersi aż do łona.)

Kaoru: Jaki eksperyment? (Spytałam niespełna zmysłów.) Soushi nie chcę cię oddawać komuś innemu. <Smutna minka> Chcę żebyś tylko ty mnie Napastował. Ach! <Doszłam>

Emi: Wiem Skarbie ale poeksperymentować zawsze można. <Uśmieszek> Tylko weź prezerwatywę , bo nie chcę żeby Kaoru była w ciąży z tobą. (Aki odsunął się ode mnie i podniósł z ziemi kondomy. Soushi wziął od niego jedną i założył na swojego. Tak samo zrobił Aki. Soushi podszedł do mnie i wpił się w moje usta, wkładając go płynnym ruchem do mojej dziurki. Aki obrócił cię przodem do siebie, złapał za twoja pupę tak, że musiałaś opleść go nogami w pasie. Wsunął się w ciebie, liżąc cię po sutkach.)

Kaoru: Aach~! A-Aki! Nie tak szybko! Aach~! (Jęczałaś, gdy Aki zaczynał cię poruszać coraz szybciej.)

Emi: Soushi~! Szy-Szybciej! (Wyjąkałam. Soushi poruszał się powoli lecz głęboko, co doprowadzało do szaleństwa.)

Kaoru: Ach! Aki! Jesteś taki wspaniały ale...odepnij mnie, proszę. (Szepnęłam jękliwie mu do ucha. Wplotłam swoje palce w jego włosy. On nie zważał na moje uwagi co do wielkości jego członka. Robił to coraz szybciej. Zaczęłam go całować po szyi.)

Soushi: Emi ale ty jesteś szalona. Bardzo miło się w ciebie wchodzi. <Uśmieszek> Jakie zabawy lubisz najbardziej? Ale ty ślicznie wyglądasz, gdy podczas seksu ruszają ci się piersi. (Zaczął gryźć i lizać namiętnie twoje sutki.)

Emi: Aach~! Soushi.....Ja już dłużej...nie......(Nie dokończyłam i doszłam z głośnym jękiem.) Soushi....(Przytuliłam się do niego i przyciągnęłam do pocałunku.) Znasz jeszcze jakieś eksperymenty? (Wyszeptałam mu do ucha.)

Soushi: <Sarkastyczny uśmiech> No pewnie, że znam. (Wyszedł ze mnie i pomógł mi wstać. W tym czasie ty również doszłaś. Soushi podszedł i odpiął ci kajdanki. Kazał mi i tobie się przytulić. Zrobiłyśmy to. Soushi zaszedł cię od tyłu od razu w ciebie wchodząc. To samo zrobił ze mną Aki. Gdy się poruszali my ocierałyśmy się o siebie. Jęczałyśmy z rozkoszy.)

Aki: Dziewczyny! Jęczcie z rozkoszy! Mocniej! Mocniej!

Soushi: (Do nas.) Całujcie się dziewczyny. (Ugryzł mnie w ucho nie przestawając swojej poprzedniej czynności. Aki i Soushi popchnęli nasze twarze  do przodu i pocałowałyśmy się.)

Aki: Dalej z języczkiem! (Pchnął cię mocno i zajęczałaś. Zaczęłaś wkładać język do moich ust.)

Emi: (Zaczęłam całować cię z języczkiem. Po chwili przestałam i jako tako obróciłam się do Akiego.) Ale wy też macie się pocałować. <Uśmieszek> (Patrzeli na nas ze zdziwieniem. Po chwili jednak pochylili się i zaczęli się namiętnie całować. My również ponownie się całowałyśmy. Całowaliśmy się na zmianę. Po dłuższej chwili wszyscy doszliśmy z głośnym jękiem. Gdy chłopacy z nas wyszli, Aki rzucił Soushiego na blat. Rozszerzył mu nogi i wszedł w niego. Soushi krzyknął głośno. Aki zaczął się poruszać.)

Soushi: A....Aki!.....Mocniej. (Zaskoczyła nas jego odpowiedź. My również postanowiłyśmy się zabawić. Poszłyśmy do salonu. Ty położyłaś się na kanapie, a ja usiadłam ci na biodrach. Zaczęłyśmy się całować i macać po piersiach. Zaprzestałam po chwili i zaczęłam lizać cię po sutkach. Jęczałaś z rozkoszy, szczypiąc moje sutki.)

Kaoru: Emi, myślałam, że tylko z chłopakiem mogłoby mi być dobrze ale....z tobą jest mi cudownie. (Obróciłam cię na plecy, wyciągnęłam jeszcze ciepłą czekoladę i polałam na twoje ciało. Przeszły cię dreszcze. Zaczęłam powoli zlizywać czekoladę z twojego brzucha.)

Emi: Ach! Kaoru, Soushi musiał być z tobą w siódmym niebie. (Położyłam ręce na twoich pośladkach. Zaczęłyśmy ocierać się cipkami.)

Soushi: (Aki wyszedł z Soushiego. Soushi nagle rzucił go na kanapę i zaczął mu robić loda. Aki jęczał i prosił o jeszcze.)

Emi: (Gdy zlizałaś ze mnie czekoladę obróciłam cię i przypięłam kajdankami do stolika. Rozmasowałam twoje ciało oliwką. Wyszłam na chwilę, przynosząc kilka wibratorów. Dwa małe przyczepiłam do twoich sutków. Rozszerzyłam twoje nogi i zaczęłam jeździć wibratorem po twojej cipce, przy okazji liżąc ją czasami i podgryzając.)

Kaoru: E.....Emi!...Ach! W takim...Aaach~!....tempie ja....ja....(Nie mogłam się wysłowić.)
Aki: (Aki doszedł w ustach Soushiego. Rzucił go  na drugą kanapę. Nałożył na jego penisa bitej śmietany, by po chwili ją zlizywać. Soushi wplótł palce w jego włosy, jęcząc głośno z przyjemności.) Soushi dalej! Jęcz! Proś o jeszcze! Wykrzycz, że jestem lepszy od twojej dziewczyny. No dalej! (Kontynuował lizanie.)
Soushi: Ach! Aki! Nie możesz tak mówić! Kaoru będzie zazdrosna. <Zajęczał>

Kaoru: Emi nie rób mi tego, proszę...(Powiedziałam cichutko.) Nie chce dojść w takiej pozycji. Ach!! To takie żenujące.

Emi: (Zaczęłam całować cię po obojczykach i robić ci malinki.) Kaoru...<Przymrużone oczy> Sprawię, że będziesz szczęśliwsza będąc ze mną niż z Soushim. (Włożyłam ci do dziurki kilka małych wibratorów, , włączając je na najwyższą moc. Zgięłaś się w łuk i jęknęłaś głośno. Jedną ręką wyciągałam i wciskałam wibratory do twojej dziurki, całując cię po szyi i piersiach.) Jęcz dla mnie głośniej. <Namiętnie> Sprawię, że dojdziesz nie tylko jeden raz. (Wpiłam się w twoje usta.)

Soushi: (Doszedłem z głośnym jękiem lecz Aki nie zaprzestał swoich poczynań. Dalej mi obciągał, dodatkowo wkładając dwa palce w moją dziurkę, rozciągając mnie.) A......Aki!.....Aach! Przestań!.....Ach!

Aki: Jęcz głośniej! Jęcz tak abym doszedł od samych tych jęków.

Emi: (Przywiązałam ci nogi do stolika, rozszerzając je bardziej. Wzięłam bitą śmietanę i wycisnęłam jej trochę do twojej cipki. Wycisnęłam jej również trochę na piersi. Włożyłam jedną kostkę lodu do twojej cipki, a drugą do drugiej dziurki. Zajęczałaś głośno i próbowałaś się wygiąć. Wyciągnęłam małe wibratory i wzięłam jeden duży. Wsunęłam go do twojej dziurki, popychając tym lód. Gdy dotknął twojego najczulszego miejsca jęknęłaś głośno i doszłaś.)

Kaoru: Emi....Starczy. <Wysapałam>

Emi: Mówiłam ci, że to dopiero początek. <Sadystyczny uśmiech> (Włożyłam jeszcze drugiego wibratora do drugiej dziurki i włączyłam oba, zlizując śmietankę z twoich piersi.)

Soushi: (Jęczałem coraz głośniej, wypychając biodra do przodu. Byłem już blisko końca, gdy Aki przerwał i zacisnął opaskę na moim członku.) Aki....proszę....pozwól mi dojść. <Błagające spojrzenie>

Aki: Nie ma tak łatwo. (Wszedł we mnie i zaczął się powoli lecz głęboko poruszać. Przy okazji lizał moje sutki.)

Kaoru: Nie, ja już dłużej nie wytrzymam. Proszę, odwiąż mnie. <Błagalnie> Ach! Emi, a co z tobą? Nie chcesz doznać żadnej przyjemności? <Złośliwie> (Uśmiechnęłaś się jeszcze złośliwiej ode mnie i zaczęłaś ciągnąć mnie za sutki i bawić się moją łechtaczką. Lód i śmietana zaczęły się rozpuszczać.) Ach! Soushi! Ratuj! (Krzyknęłam wyginając się ponętnie.)

Aki: Dojdziesz jak ja dojdę. <Seksy głos> Wcześniej ci nie pozwolę. (Zacząłem mu robić malinki.) Twoja dziewczyna widzę, że też się bardzo dobrze bawi. (Spojrzałem się na Kaoru perwersyjnie i oblizałem się.)

Emi: (Doszłaś z głośnym jękiem.) O~! Widzę, że dużo z ciebie tu wypływa. <Uśmieszek> (Zarumieniłaś się przy tym cała. Soushi jęczał głośno, prosząc o spełnienie. Gdy Aki był bliski spełnienia ściągnął mu opaskę i zaczął szybko poruszać ręka na jego członku. Soushi doszedł obficie z głośnym jękiem. Aki zaraz po nim z westchnieniem.) A teraz trochę was pomęczymy. (Wyszeptałam ci do ucha. Odeszłam od ciebie i położyłam się na stoliku. Aki usadowił się pomiędzy moimi nogami. Zaczął lizać moją cipkę i macać piersi.) Och! Aki! (Patrzeliście na to zahipnotyzowani.)

Kaoru: (Spojrzeliśmy się na siebie z Soushim. Biło ode mnie pożądanie. Nie chciałam leżeć bezczynnie ale nie mogłam się ruszyć. Oczy coraz bardziej zachodziły mi mgłą. Byłam napalona patrząc na ciebie i Akiego. On zaczął kąsać twoje usta i ściskać twoje piersi. Nagle wszedł w ciebie. Momentalnie odleciałam.)

Aki: Kochanie to tak nie ładnie pozwalać im tylko patrzeć. (Szepnął ci do ucha.)

Emi: Oj tam, oj tam~! Niech czekają. (Spojrzałam się na ciebie z wrednym uśmieszkiem. Aki zaczął się szybko poruszać. Jęczałam i prosiłam o więcej. Ty również zaczęłaś cicho jęczeć i wzdychać. Spojrzałaś na Soushiego. Był zaczerwieniony i jęczał cicho. Nie miał on związanych nóg, dlatego pocieram udami swojego członka. Zajęczałaś na ten widok.)

Kaoru: Emi~! Proszę! Rozwiąż mnie! <Błagalny jęk> Pozwól mi się zadowolić!

Emi: (Nie odpowiedziałam ci tylko zaczęłam jęczeć jeszcze głośniej. Doszłam z głośnym jękiem.) Och! Akiś! (Wpiłam się w jego usta.)

Aki: Pobawimy się z nimi trochę? (Szepnął mi do ucha.)

Emi: No pewnie. <Szeroki uśmiech> (Odpięliśmy was lecz przypięliśmy ponownie do rury w kuchni tak, że z Soushim stykałaś się klatkami. Aki zaczął pieścić Soushiego, a ja ciebie.)

Kaoru: Soushi ale jesteś gorący! (Pocałowałam go w usta, a on odwzajemnił go. Nagle zajęczałam głośno i oparłam głowę o jego klatkę piersiową. Słyszałam szybkie bicie jego serca.) Soushi, jestem wyczerpana.....(Szepnęłam do niego ponętnie. Zaczęłaś powoli przejeżdżać palcami po moich plecach. Aki zaś zaczął gryźć Soushiego w różnych miejscach. Zajęczał on z przyjemności.) Soushi.....<Zajęczałam> Wolisz się kochać z facetem niż ze mną? (Spojrzałam mu w oczy. Nagle złapałaś mnie za piersi i je uciskałaś. Soushi spojrzał się na mnie z lekkim perwersyjnym uśmieszkiem na twarzy.)

Aki: Kochanie posmaruj Kaoru olejkiem. Zobaczymy jaka będzie reakcja Soushiego jak będziesz ją dotykać i pocierać swoimi rękami jej całe ciało. <Złośliwy uśmiech>

Emi: (Spojrzałam się na ciebie tym swoim wzrokiem mówiącym „Będziesz jęczeć z zachwytu.” Wzięłam olejek i zaczęłam wsmarowywać go w twoje ciało. Najpierw plecy, potem szyja. Zatrzymałam się na piersiach, szczypiąc cię po sutkach. Zajęczałaś. Soushi patrzył na ciebie zahipnotyzowany. Rękami zjechałam niżej. Zaczęłam masować twoją cipkę. Zajęczałaś i zaczęłaś poruszać biodrami. Aki również zaczął smarować Soushiego olejkiem. Przytrzymał jego członek i zaczął nim pocierać twoją cipkę. Zadrżałaś z przyjemności. Przysunęłam cię bliżej nabijając cię na jego członka.) Zacznij się poruszać. (Szepnęłam zmysłowo do twojego ucha. Zaczęłaś się lekko podnosić i opuszczać. Ja z Akim dalej pieściliśmy wasze ciała.)

Aki: Soushi. (Seksownie szepnął mu do ucha.) Powiedz tu i teraz, że jestem lepszy od twojej dziewczyny to sprawię, że umrzesz z rozkoszy. Powiedz, że jej nie kochasz. (Szepnął mu. Przestraszyłam się ale nie mogłam się oprzeć aby zajęczeć. Zaczęłam swoim całym ciałem ocierać się o Soushiego i po chwili zeszłam z niego. Nagle potknęłam się i zawisłam, gdyż kajdanki były bardzo krótkie. Aki nadal pieścił mojego chłopaka.) No dalej, powiedz to. (Zacisnął dłonie na jego pośladkach.)

Soushi: Ach! Aki! Proszę. (Spojrzał na niego błagalnie.) Wejdź we mnie. (Zaczął kręcić biodrami.)

Emi: (Poprawiłam cię i wpiłam się w twoje usta. Odpięłam cię i ponownie poprowadziłam na kanapę. Rzuciłam cię na nią i usiadłam na twoich biodrach. Wzięłam wibrator i włożyłam go w ciebie. Był on dwustronny, więc drugą część włożyłam do swojej dziurki.) Zapomnij o Soushim. Nie myśl o niczym innym jak o przyjemności, którą ci daję. (Wpiłam się w twoje usta, włączając wibracje i zaczynając się poruszać.)

Aki: Aż tak bardzo tego chcesz? (Szepnął Soushiemu do ucha i spojrzał na niego perwersyjnie.) Może pójdźmy na układ. <Tajemniczy uśmiech> Ja wejdę w ciebie i sprawię, że będziesz jęczał, doprowadzę cię do wielu orgazmów. (Zaczął palcami jeździć po czubku członka Soushiego.) Jak pozwolisz na to, żeby mój przyjaciel przeleciał ostro twoją dziewczynę. Tak szczerze mówiąc jak nawet nie pozwolisz na to, to ją znajdzie, zaprowadzi do jakiegoś zacisznego miejsca i zgwałci. Hahaha! Od dawna ma na nią chętkę. <Demoniczny uśmieszek>

Kaoru: (Byłam już tak rozpalona, że odeszły ode mnie zdrowe zmysły. Zaczęłam odwzajemniać twoje pocałunki.) Ach! Emi! To jest dla mnie zbyt przyjemne! (Dyszałam głośno. Zawisłaś nade mną. Zaczęłam lizać i podgryzać twoje sutki. Włożyłam dwa palce do twojej cipki i zaczęłam pocierać nimi rytmicznie twoją łechtaczkę. Wyciągnęłaś je nagle i kazałaś mi je oblizać. Zrobiłam to.)

Emi: A teraz sama doprowadź się do orgazmu. <Diabelski uśmieszek> (Wyjęłam kamerę i zaczęłam cię filmować.) A jak nie zrobisz tego jak należy to filmik trafi na youtube i facebooka. Dalej, zrób to przede mną.
Soushi: (Obrócił się do Akiego przodem. Próbował się do niego przytulić lecz kajdanki mu przeszkadzały.) Jeśli....Jeśli bardzo dobrze mnie zadowolisz to masz moją zgodę. Więc proszę...rozkuj mnie i zerżnij porządnie. (Zaczął całować go po szyi.)
Aki: Masz to jak w banku. (Rozkuł go i poprowadził do kanapy. Soushi położył się na brzuchu, wypinając się do niego. Myślał, że Aki wejdzie w niego od razu, jednak nic nie poczuł. Aki cofnął się na chwilę do kuchni i wrócił z kostkami lodu i alkoholem. Przysiadł za nim i włożył w jego dziurkę jedna kostkę.)

Soushi: Aach~! (Zajęczał głośno i zadrżał. Aki natomiast dołożył jeszcze jedną kostkę. Wylał trochę alkoholu na jego plecy i pośladki. Palcem popychał kostki lodu, a ustami zaczął spijać alkohol.)

Emi: (Wyciągnęłam z ciebie i z siebie wibrator. Odsunęłam się i czekałam na twoją reakcję.)

Kaoru: (Byłam zszokowana twoimi słowami. Podniecenie jednak wzięło górę i zaczęłam masturbować się przed tobą. Wkładałam palce w swoja dziurkę, drugą macając swoją pierś i szczypiąc sutek.)

Emi: Krzycz! Krzycz moje imię! Proś abym ponownie doprowadzała cię do orgazmów. Błagaj mnie o więcej. Powiedz czego ode mnie oczekujesz. <Diabelski uśmiech>

Aki: I jak się czujesz z bogiem seksu? <Przymrużone oczka> Takich usług to ja byle komu nie daję.

Soushi: (Zajęczał przeciągle, gdy Aki popchnął lód tak mocno, że aż go lekko ale przyjemnie zabolało. Aki zaczął spijać alkohol z pośladków Soushiego, który był bardzo napalony. Zaczął sam jedną ręką masować swojego penisa. Jęczał i wzdychał z przyjemności.) Włóż go we mnie, proszę! (Odwrócił głowę i spojrzał z podnieceniem na członka Akiego.)

Kaoru: O Boże! Emi! Emi! Aach! Muszę ci coś powiedzieć. (Mówiłam jęcząc.)....Same palce mi już nie wystarczą, chce więcej. Normalna masturbacja już mi nie wystarcza. Chcę to przed wami wszystkimi zrobić. (Oddychałam ciężko.) Proszę!

Aki: Aż tak bardzo tego pragniesz?! (Szepnął mu do ucha. Soushi w odpowiedzi zaczął nabijać się na jego palce. Aki uśmiechnął się diabelsko. Włożył jeszcze jedną kostkę i dopiero wtedy wszedł w niego. Zaczął się poruszać.)

Soushi: J....Jeszcze...(Wyjęczał i zadrżał.)

Emi: <Diabelski uśmiech> Aż tak tego pragniesz?! Sprawię, że będziesz jęczeć jeszcze głośniej, aż zabraknie ci tchu. (Powiedziałam cicho z namiętnością. Odłożyłam kamerę i przybliżyłam się do ciebie. Wzięłam butelkę z alkoholem i polałam nim twoją cipkę. Zaczęłam zlizywać napój, przy okazji pieszcząc twoje sutki.)

Aki: (Zaczął gładzić Soushiego po plecach, coraz szybciej się w nim poruszając.)

Soushi: Ach!! Aki~! Tylko z tobą czuję się tak wspaniale! (Aki wbijał się jeszcze mocniej tak, że Soushi nie miał już siły i opuścił głowę na poduszkę.) Aki, proszę cię! Zostań moim chłopakiem! (Krzyknął przeciągle i w tej chwili doszedł.)

Kaoru: Ach!! Emi, liż mocniej! Proszę...Aach!!! Tak mnie to podnieca, gdy dotykasz moich piersi. Chcę więcej! (Nagle dostałam orgazmu. Twoja twarz była cała w kleistej cieczy.)

Aki: (Soushi tak mocno zacisnął się, że Aki również doszedł głęboko w nim. Wyszedł z niego i obrócił na plecy, wpijając się w jego usta.) Przykro mi ale za bardzo kocham Emi. (Pocałował go jeszcze krótko i wstał.)

Emi: Oj Kaoru. Ale ty napalona. <Perwersyjny uśmiech> (Wzięłam chusteczkę i wytarłam sobie twarz. Przybliżyłam się do ciebie, wpijając się w twoje usta.) Kto jest lepszy? Ja czy Soushi? (Szepnęłam ci do ucha, szczypiąc twój sutek.)

Soushi: Przecież tylko żartowałem. <Uśmieszek> Nikogo bardziej nie pragnę jak Kaoru. (Spojrzał się w moim kierunku i zaczął słuchać naszej rozmowy tak samo jak Aki.)

Kaoru: Jeśli miałabym powiedzieć szczerze to bardzo podobała  i się dzisiejsza zabawa....(Spojrzałam ci w oczy.)....ale Soushi wręcz sprawia, że za nim szaleję! Kocham tylko jego. (Spojrzałam się na Soushiego, a ty i Aki na siebie.)

Emi: (Spojrzałam się na Akiego. Po chwili uśmiechnęłam się szeroko. Zeszłam z kanapy i rzuciłam mu się na szyję.) Akiś~!! (Wtuliłam się w niego.) Mój, mój, mój, mój~!

Soushi: (Wyciągnął do ciebie rękę z uśmiechem.) Chodź do mnie Skarbie.

Aki: Tak się Kochanie za mną stęskniłaś? (Szepnął mi do ucha i przytulił mnie mocniej do siebie. Posadził mnie na kanapie, po czym opuścił moją głowę na poduszkę. Położył się obok mnie i dał buziaka.)

Kaoru: (Podbiegłam do niego i wtuliłam się w jego ramiona.) I jak było? Z kim ci lepiej? (Szepnęłam mu do ucha.)

Emi: (Wtuliłam się w niego.) Móóójjj~! Mój i tylko mój. (Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.) Zimno~! (Zadrżałam i mocniej się w niego wtuliłam.)

Soushi: Skarbie zadajesz mi głupie pytania. Z Akim było dobrze ale tylko z tobą jest mi najlepiej. (Przytulił się do ciebie mocniej.) A tobie jak było? Chciałabyś to powtórzyć?

Aki: (Wziął koc i przykrył nas. Mocno się przytulił, poczułam faję gorąca z jego ciała. Patrzał się na mnie tym swoim pewnym wzrokiem mówiącym „Jesteś tylko moja.” Pogładził mnie po policzku, a po chwili dał buziaka.) Cieplej? (Uśmiechnął się promiennie.)

Kaoru: Więc było przyjemnie ale nie ma to jak być z tobą. <Uśmieszek> Moje życie bez ciebie nie miałoby żadnego sensu. Pytasz czy chciałabym jeszcze raz to zrobić?! Nie, nie chciałabym. Chcę żebyś ty był moim jedynym partnerem.

Emi: Yhy. (Mruknęłam tylko i wtuliłam w niego. Było mi tak milutko i cieplutko, że powoli odpływałam.) A tobie jak jest? (Spytałam sennie.)

Soushi: No dobrze, dobrze. A teraz chodź tu. Zmęczony jestem, a bez mojej przytulanki nie zasnę. <Uśmieszek>

Aki: Milutko, czuje dotyk twojej delikatnej skóry. <Uśmieszek> I jest mi bardzo cieplutko. (Pogłaskał mnie po głowie.)

Kaoru: (Położyłam się na łóżko, przytulając się do niego.) Ale jesteś cieplutki...<Szept> Chciałabym tak z tobą zostać na wieki.

Emi: To dobrze. Nie wiem jak ty ale ja jestem wykończona. Dobranoc~!. (Dałam mu krótkiego buziaka i ułożyłam się wygodniej.)

Soushi: Moja przytulanka. (Ruszył się leniwie i przykrył was kocem.) Tyłek mnie boli. (Powiedział cicho.)

Aki: (Przytulił się do mnie.) Tez jestem zmęczony, w końcu dzisiaj bardzo zadbałaś o mojego kumpla. (Namiętnie szepnął mi do ucha. Dał mi buziaka, a następnie położył głowę na poduszkę i zamknął oczy.)

Kaoru: Co? Dlaczego? Cos nie tak zrobiłam? (Zaniepokoiłam się.)

Emi: Bo ty i ja jesteśmy zajebiści. (Powiedziałam i zasnęłam wtulona w niego.)

Soushi: (Zaśmiał się.) Nie ty. Po prostu Aki chyba ma za dużego. Koniec tematu. Spać. (Zamknął oczy i pocałował mnie krótko. Również zamknęłam oczy i zasnęłam.)

czwartek, 13 sierpnia 2015

"Wakacyjna gorączka" by Jason & Jonathan z Twin Blood

Hej~! Ho~! Cześć i czołem~! ^.^
Kimie jak zwykle nie śpi tylko słucha muzyki i pisze.
Tym razem one-shot i to nie byle jaki!
Nasze kochane bliźniaki w roli seme i uke!!
J&J jako yaoi, czyli men x men.
Uwagi to tylko, że +18 :p
Chociaż to nie uwaga, gdyż kto nie kocha seksów?! *.*
 Pomysł wpadł dzięki Julci N., dlatego ten one-shot jest specjalnie dla niej. :*
Pisane przy piosenkach z lat '80 i '90.
Kimie powróciła do starszych piosenek, a była wtedy dzieckiem.
Ale od czego jest tatuś, który wpoił córeczce dobry bit. :D
Ogółem to zapraszam w środę, gdyż będzie Niespodzianka~!!!
Mogę tylko powiedzieć, że lepiej szykujcie chusteczki. >.<
Tak więc życzę miłego weekendu i do zobaczenia wkrótce. ;)
Enjoy~! #Kimie



Po miesiącach nauki nadeszło w końcu lato, a z nim wakacje. Plaża, słońce, morze, drinki i dobra zabawa. Bardzo chciałbym się właśnie w takim miejscu znajdować ale nie. Mój organizm jak na złość się zbuntował i leżę teraz chory w łóżku. Chciałem iść do Niko aby mnie zbadał i dał jakieś leki abym szybko wyzdrowiał. Moje nieszczęście jednak mnie nie opuszczało i jak na złość rodzice to zauważyli. Wzięli do normalnego lekarza, przepisał on mi jakieś antybiotyki i kazał leżeć w łóżku przez jakieś 2 tygodnie. Tabletki, ciepła herbatka, owsianka, łóżko i ja. Tak więc zamiast wylegiwać się na Lazurowym Wybrzeżu zostałem uziemiony przez jakąś głupią gorączkę i kaszel! Na dodatek nie mogę jeść nic słodkiego. Nic. Ani odrobinki. Umrę tutaj na niedobór cukru. Nawet cukru nie mogę jeść. Jason i tak potajemnie wsypuje mi do miseczki owsianki 2 łyżeczki. I tyle z mojego słodkiego życia. No pozostaje jeszcze łyżeczka miodu do herbaty ale to nie to samo co czekolada. Słodka czekolada rozpływająca się w ustach. Umieram. Umieram~!!! Dajcie mi chociaż odrobinę to powrócę do życia z zawrotną szybkością. Na pocieszenie mój kochany braciszek powiedział mi, że gdy wyzdrowieję to dostanę czekoladki i tort czekoladowy od Runiego. Tak się ucieszyłem, że bez marudzenia poszedłem grzecznie spać. U mnie to wiele w trakcie przeziębienia, gdyż marudzę na wszystko co wcześniej mi nie przeszkadzało. Źle ułożone książki, za mało kwiatów w wazonie, drobinki kurzu na komodzie, za głośny telewizor, za jasne słońce, nie taki kolor poduszki, okruszki na dywanie. Leżałem i marudziłem na wszystkie te rzeczy. Jason jednak był przy mnie i wysłuchiwał mnie, opiekował się mną i mimo choroby robił za termosik. Nie żebym go przytrzymywał. Sam mu nawet powiedziałem aby korzystał z uroków lata, a ten nie. Powiedział, że się mną zaopiekuje i jak wyzdrowieję to razem pójdziemy nad morze. Zacząłem wtedy ponownie marudzić na swoje przeziębienie czym wywołałem śmiech u braciszka.



Tak minęły niecałe dwa tygodnie, a ja czułem się o wiele lepiej. Oczywiście to nie za sprawą leków od lekarza, tylko leków od Doktorka. Po wizycie u lekarza przyszedł w nocy i sam mnie zbadał. Dał jakieś tabletki i syropek oraz oczywiście musiałem częściej pić krew. Przez to na początku byłem czerwony, jakbym opalił sobie twarz. Na szczęście już moja cera powróciła do normy. Głos powrócił do normy, a po gorączce ani śladu. Siedziałem jednak jeszcze w domu, gdyż mamusia była zbyt wrażliwa na punkcie mojego zdrowia. Mi to nie przeszkadzało, gdyż musiałem coś zrobić, a dokładniej podziękować ślicznie kochanemu braciszkowi za opiekę. I czekoladowego mufinka, którego raz zdołał dla mnie przemycić. Rozmyślałem od dwóch dni co mógłbym mu dać. Słodycze odpadały, gdyż szybciej ja je zjem niż on, plus i tak pewnie kazałby mi się nimi częstować. Broń też odpada, gdyż ma już niezłą kolekcję. Biżuteria?! Nie~! Rzadko ją nosi. Perfumy? Nie, to zawsze kupujemy razem, więc to trochę głupie. Coś ręcznie robionego? Nie, to też odpada. Zawsze coś robię mu na święta, więc ma tego mnóstwo. Kocyk? Nie, mi by bardziej się przydał. Pochyliłem się więc sięgając kocyk z krzesła. Nie chciało mi się schodzić z łóżka. Owinąłem się nim i myślałem dalej. Idealny prezent dla Jasona. Coś co mu się bardzo spodoba. Coś co mogę dać mu tylko ja.........Schowałem się pod kocykiem kryjąc swojego buraka. Tak, ja Joni mam zbereźne myśli. Prezent, który spełnia te kryteria to ja, a dokładniej moje dziewictwo. Prawiczkiem nie jestem ale z facetem jeszcze tego nie robiłem. A po krótkim przemyśleniu Jason nadawał się idealnie. Tylko czy przyjąłby taki prezent? Westchnąłem głośno opadając na pościel.

-Co tak wzdychasz?- Podskoczyłem aż na głos Jasona. Ten odłożył miseczki z sałatką owocową i położył się obok mnie.

-A tak po prostu. Już nie mogę się doczekać słodkości.- Zaśmialiśmy się patrząc się w sufit. Oczywiście słodkości poszył na drugi plan przez prezent dla niego.

-Zimo ci?!- Jason spojrzał się na mnie trochę zdziwiony.

-Odrobinkę.- Uśmiechnąłem się szeroko wtulając w jakże puchaty kocyk w kolorze błękitu. Mamusia kupiła go, gdyż przypominał jej nasze oczy. Tak więc po jednej ze szkolnych wycieczek zastaliśmy w pokoju owy kocyk. Tak nam się spodobał, że zasnęliśmy pod nim. Oczywiście nieświadomi mieliśmy zrobione zdjęcie, które w chwilę dostało miano przeuroczego. Dosyć mowy o kocyku, gdyż w tym momencie Jason przysunął mnie do siebie. Skorzystałem z tego i wtuliłem się w jego bok.

-Właśnie! Rodzice gdzieś dzisiaj jadą i wrócą jutro popołudniu. Tak więc dom jest nasz.- No i pięknie. Nawet rodzice ułatwiają mi sprawę przespania się z własnym bratem. Tak więc dzisiejszej nocy prawdopodobnie stracę swoje dziewictwo. Leżeliśmy jeszcze tak kilka minut, po tym zjedliśmy sałatkę i pograliśmy w szachy. Mimo iż przegrałem to dostałem ciasteczko orzechowe. Mój zakaz na słodycze powoli się kończy, a dobroć mojego brata wobec mnie jest ogromna. Tak więc pożegnaliśmy się po tym z rodzicami i zjedliśmy kolację. Wypiliśmy porcje krwi i udaliśmy się do łazienki. Ja nalałem wody do wanny dodając do niej płynu o zapachu truskawek i wylegiwałem się w cieplutkiej wodzie. Jason natomiast poszedł pod prysznic, więc mogłem trochę pooglądać swojego braciszka. Mimo iż wyglądamy tak samo to w tym momencie stwierdziłem, że się różnimy. Jason wydawał mi się bardziej umięśniony, trochę starszy, bardziej męski. Czułem się jakbym był chuderlakiem. To, że jesteśmy do siebie podobni jest zadziwiające. Przez to wszystko zaczynam mieć słabą samoocenę.

-Joni~! Bo się zaraz utopisz.- Ocknąłem się z letargu i spojrzałem na Jasona. Nie wiem kiedy wyszedł spod prysznica, wytarł się i ubrał bokserki.- Wychodzisz?- Jason przysiadł na brzegu wanny bawiąc się pianą.

-Za chwilę. Woda jest jeszcze cieplutka~!- Uśmiechnąłem się i rzuciłem w niego pianą. Na moje nieszczęście dostał tylko w ramię, a ja w nos. Tak więc siedziałem i zezowałem na pianę, a Jason śmiał się pod nosem.

-To ja idę wygrzać dla ciebie miejsce, a ty się pluskaj. Tylko nie za długo, bo się zestarzejesz.- Zaśmiał się krótko, wytarł rękę i wyszedł z łazienki. Ja odetchnąłem, na szybko przemyślałem całą sprawę i postanowiłem jednak działać. Umyłem się dokładnie, wytarłem i ubrałem w szlafroczek. Odetchnąłem kilka razy aby się jako tako uspokoić i na trzęsących się nogach poszedłem do pokoju. Jason siedział na łóżku i przeglądał jakieś czasopismo.

-W końcu wyszedłeś. Już myślałem, że zasnąłeś. Chodź do łóżka, bo pewnie ci zimno.- Poklepał miejsce obok siebie z uśmiechem. Ja natomiast postanowiłem działać. Stojąc obok łóżka zsunąłem z siebie szlafrok. Jason od razu zauważył, że jestem nagi, aż na chwile go chyba zmroziło.- Joni! Dlaczego się nie ubrałeś? Wiesz, że jeszcze do końca nie wyzdrowiałeś.- Wziął koc i już chciał wstać aby mnie nim okryć lecz moje słowa mu na to nie pozwoliły.

-Kochaj się ze mną.- Jason spojrzał na mnie zszokowany. Tak, wiem drogi braciszku, że jest to dla ciebie zaskakujące ale całkiem szczere.

-Co?- Wydukał po dłuższej chwili.

-Kochaj się ze mną.- Powtórzyłem i ponownie zapadła cisza. Niech ta wiadomość szybciej do niego dochodzi, bo ja tu się stresuje swoim pierwszym razem.

-Joni ale....- Dopiero teraz doszło do mnie, że nie powiedziałem mu o co tu tak naprawdę chodzi.

-Jason to nie tak jak myślisz.- Usiadłem obok niego, gdyż moje nogi stały się niczym wata.- Ja chciałem ci podziękować za to, że się tak o mnie troszczysz i opiekujesz się mną. I myśląc co bym mógł ci dać wpadłem na to, że po prostu siebie. Nie wiem czy moje dziewictwo to idealny prezent ale mimo to chce ci je dać. Chcę abyś kochał się za mną. Zrozumiem jeśli nie chcesz. Nie będę cię przecież zmuszał.- Trzymałem skrawek koca w dłoniach czując coraz większy wstyd. Wtem poczułem dłoń na policzku. Spojrzałem się na Jasona, który uśmiechał się lekko.

-Oj Joni, Joni. Po pierwsze nie musisz mi dziękować za troskę i opiekę. Jesteś moim bratem. Robię to wręcz z radością, bo cię Kocham. I nic tego nie zmieni. A po drugie to twoje dziewictwo jest bardzo cenne i jest idealnym prezentem. Prawidłowo nie powinienem go przyjmować ze względu iż jesteśmy braćmi. Ale wiedząc, że pewnie się do tego jakoś przyszykowałeś to się zgodzę.- Patrzyłem się zszokowany z rumieńcami na policzkach na Jasona. On popchnął mnie lekko tak, że leżałem na łóżku nie wiedząc co teraz. Jason zawisł nade mną. Najpierw składał krótkie pocałunki na moich ustach, które z każdą sekundą stawały coraz bardziej namiętne. Uchyliłem lekko wargi i już po chwili jego język badał moje podniebienie. Muszę przyznać, że Jason całował wspaniale. Jego dłonie błądziły po moim ciele. Jedną dłoń położyłem na jego karku, a drugą na plecach. Jason oderwał się od moich ust i pocałunkami zaczął schodzić niżej. Zadrżałem, gdy podgryzał lekko moją szyję. Cichy jęk wydobył się spomiędzy moich warg, gdy Jason zaczął ssać i podgryzać mojego sutka, drugiego stymulując palcami. Dłońmi przeczesywałem jego włosy, nieświadomie się o niego ocierając.

-Mmmm......Braciszku. Jesteś lubieżny.- Już chciałem zapytać o co mu chodzi lecz jego ręka na moim członku skutecznie mi to uniemożliwiła. Rozłożyłem chętnie nóżki aby miał do mnie lepszy dostęp. Już po chwili wciągnąłem powietrze zaciskając palce na pościeli. Wystarczyło kilka liźnięć i już tracę zmysły. Jason poruszał rytmicznie głową w górę i w dół, dłonią pieszcząc moje jądra. Jęczałem i wzdychałem wypychając biodra ku górze. Gdy przestał jęknąłem z niezadowoleniem. Jason uśmiechnął się i wyciągnął coś z szafeczki. Chwilę później poczułem jak robi kółeczka wokół mojego wejścia, a następnie wkłada zimny palec. Był on zimny przez żel. Jason powoli mnie rozciągał tam na dole ustami pieszcząc moje sutki. Pojękiwałem i drapałem go po plecach, a zwłaszcza karku, gdyż dzięki temu pomrukiwał niczym rasowy kot. Po chwili doszedł następny palec, a po nim kolejny. Wtedy właśnie Jason trafił w czuły punkt, na który jęknąłem głośno wyginając się w lekki łuk i wbijając paznokcie w jego plecy. Jason wyjął palce i wpił się w moje usta. Ja wykorzystałem ten moment i zamieniłem nas miejscami, ocierając się o jego krocze. Zarumieniłem się czują jego twardego członka. Chciałem mu sprawić przyjemność, więc pocałunkami schodziłem coraz to niżej. Zsunąłem z niego bokserki i zacząłem lizać jego członka po całej długości. Słysząc westchnienia Jasona postanowiłem iść dalej biorąc samą główkę do buzi, ssąc i robiąc kółeczka językiem. Po tym powoli brałem go coraz głębiej, dłonią pieszcząc jądra. Nie wiem dlaczego ale zadrżałem, gdy Jason jęknął. Po kilku minutach odsunąłem się od jego krocza, usiadłem mu na biodrach i ocierałem się o niego, patrząc w jego oczy zamglonym spojrzeniem. Jason złapał mnie za kark i przyciągnął do namiętnego pocałunku. Ciało ocierało się o ciało, dłonie pieściły drugie ciało, nierówne oddechy i języki splatające się w tańcu namiętności. Już po chwili ponownie leżałem na plecach ocierając się zachęcająco o Jasona. Ten podłożył pod moją pupę poduszkę i nadal mnie całując zaczął powoli we mnie wchodzić. Na początku to uczucie nie było zbyt ciekawe lecz, gdy już cały był we mnie zadrżałem i przytuliłem się do niego mocno. Początkowe ruchy były wolne i delikatne. Z każdą chwilą namiętność i żar naszych ciał brał górę. Jason ruszał biodrami stanowczo głęboko we mnie wchodząc. Po kilku takich ruchach trafił w ten splot nerwów, na co krzyknąłem i niespodziewanie doszedłem. Jason też doszedł, gdyż zacisnąłem się na nim mocno. Leżeliśmy tak w swoich objęciach.

-Jason.....Jeszcze. Daj mi więcej.- Powiedziałem błagalnym, chrapliwym głosem. Spojrzenie miałem zamglone, policzki mnie piekły, a usta były nabrzmiałe od pocałunków. Jason patrzał na mnie chwilę. Na szczęście nie trwało to długo, a już po tej chwili nasze wargi ponownie się złączyły, a ciało nie chciało odejść od tego drugiego. Nie spieszyliśmy się. Powoli poznawaliśmy nasze ciała w ten inny sposób, sprawdzaliśmy co przynosi nam największą przyjemność. Doszedłem chyba jeszcze z 5 razy, zanim wymęczony przytuliłem się do boku Jasona. On objął mnie i pocałował w policzek i po tym obaj zapadliśmy w sen.



Było około 10 rano, gdy otworzyłem swoje jakże piękne oczęta. Jak zwykle wtulony byłem w jego tors. Jason spał sobie nadal słodko. Chciałem położyć się jakoś z boczku lecz, gdy tylko się ruszyłem poczułem wynik wczorajszej nocy. Opadłem na Jasona z cichym jękiem. Poczułem po chwili dłoń przeczesującą moje blond kłaczki.

-Dzień dobry. Jak się czujesz?- Usłyszałem, więc postanowiłem spojrzeć na brata. Uśmiechał się delikatnie, co odwzajemniłem.

-Dobry~! Czuję się dobrze ale nazbyt czuję skutki wczorajszej nocy.- Wymamrotałem robiąc na końcu dzióbek.

-No wiesz, za 3 razem tak słodko jęczałeś i błagałeś abym nie przestawał.- Po tych słowach spaliłem buraka uderzając brata w klatę.

-Tak, wiem, wiem. Było niesamowicie ale przez to nie mogę chodzić.- Wyburkałem robiąc kółeczka na jego szyi. Jason przysunął mnie tak, że wręcz zwisałem nad nim i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.

-Więc dzisiaj odpoczywamy, a jutro jak będziesz czuł się wręcz świetnie to pójdziemy do willi. Napiszę do Runiego, że ma szykować dla ciebie słodkości. Co ty na to braciszku?- Nie musiał długo czekać na moją odpowiedź. Przytuliłem go mocno z piskiem, po czym syknąłem, gdyż gwałtowne ruchy w tym stanie nie są dla mnie. Po tym zostałem zaniesiony do łazienki i o dziwo zdołałem ustać pod prysznicem. Z małą pomocą Jasona- i uderzeniu go za dobieranie się do mnie w tym stanie- umyłem się, ubrałem i zszedłem na śniadanie. Było trochę ciężko siedzieć na krześle ale kolana braciszka to co innego. Po tym oczywiście się leniliśmy, gdyż było za gorąco na cokolwiek. Następnego dnia czułem się tak dobrze, że wręcz biegłem po moje słodkości. Wręcz się rozpływałem po zjedzeniu 2 czekoladek. Reszta miała za mnie niezły ubaw ale mało mnie to obchodziło. Po zjedzeniu całego opakowania czekoladek przyszedł czas na tort. Wręcz mnie zmroziło, gdy go zobaczyłem. Zamiast torcika był duży tort, a Runi na dokładkę zrobił dla mnie bułeczki z czekoladą i koszyk pełen ciasteczek. Wręcz rzuciłem się na niego w podziękowaniu, po tym zajadając się słodkościami. Oczywiście tortem się podzieliłem, a reszta słodkości została na później. Wybraliśmy się jeszcze na plażę tak więc w końcu mogłem posmakować uroków lata. Oczywiście tamta noc pozostała naszym sekretem, który niedługo się powtórzył.

sobota, 8 sierpnia 2015

Danse Macabre- rozdział 2

Dzień dobra noc, czyli dobry wieczór~!
Wybiła północ, następny dzień, a Kimie nie śpi.
Kimie nie śpi, bo troszczy się o fanów i pisze rozdziały.
Zaraz, zaraz. Poprawka. Ona przed chwilą skończyła pisać ten rozdział.
Ale to nie znaczy, że Kimie zarywa noc. Kimie i tak siedzi do 2 w nocy i czyta jakieś opowiadania
lub ogląda anime. Albo brechta się pod kołdrą, bo czyta jak Aomine się upił i ma seksy w łazience z Kagamim. @.@ 
I tak jest za gorąco na spanie-.-
A jak Kimie śpi to ma dziwne sny, że ucieka wraz z Izayą przed Shizusiem, który rzuca w nas szyszkami. <Szyszunia~!! ^.^> Do tego dodajemy Akashiego, który mieszka w jakimś pałacu i zaprasza mnie na sushi. <Omniommniom~! ;p> Po tym przychodzi Murasakibara z deserem, Midorima z wróżbą i Harry Potter marudzący na Draco, że go przeleciał na miotle. >.< 
Takie "What the fuck?! o.O" i gdzie się podział Aomine z Kise, bo przecież Kuroko leczy Kagamiego z gorączki. I gdzie jest Hermiona z moją pracą domową?! Weit, mamy Summer~! :)
Bardzo gorąąące Summer~! -.-
Pomarudzę wam trochę. Jest stanowczo ZA GORĄCO~!!!! >.<
 Topię się. Jeszcze o dziwo, że mój mózg się nie rozpuścił. ;p
Ale spać nie idę. Nie chce mnie się! >.< 
I tak będę siedzieć w domciu, bo na 50 stopniowy upał nie wyjdę. :p
Wyjdę ewentualnie do sklepu po chrupki. I coś do picia. Usiądę przed telewizorem z wiatraczkiem.
Dzień idealny. ^.^
A po tym Kimie ułoży plany na ten miesiąc co do rozdziałów.
I tak ma już jakieś w zanadrzu ale na razie cicho-sza~! Nikt nic nie wie. o.-
Kończę biadolić, bo jeszcze zajmie to więcej niż rozdział.
Ta, świeżutki rozdział niczym bułki w Biedronce :p
Nie betowany, bo Kimie nie ma na to czasu ani chęci, a Asuna tym bardziej.
Tak więc życzę moim wilczkom wspaniałego weekendu, gdyż dzisiaj jest najgorętszy dzień tego lata.
No i miłego czytania moich wypocin, chociaż w jakimś stopniu jestem zadowolona z tego rozdziału.
 Bye, bye do któregoś tam dnia~! ^.^  #Kimie

P.S. Nie zapomnijcie napisać komentarza :*
PP.S. Co uważacie o kąciku muzycznym?? o.O

Z letargu ocknęła mnie Nuna. Nadeszła pora obiadu, więc zaczęła mnie szukać. Spojrzałam w bok ale jego już nie było. Tak się zamyśliłam, że nie spostrzegłam kiedy sobie poszedł. Nic nie mówiąc poszłam za Nuną do jadalni. Po posiłku ponownie poszłam do ogrodu siadając tym razem w altanie. Rozejrzałam się dokładnie wokoło ale nigdzie go nie zauważyłam. Siedziałam tak do wieczora przypominając sobie jego wygląd. Jego mlecznobiała cera, czarne czy niczym atrament z kurtyną rzęs, które przeszywają na wylot i powodują dreszcze. Ostre, a zarazem łagodne rysy twarzy. Czarne włosy związane w kitkę i kosmyki okalające tą twarz. Tajemniczy uśmiech. Usta, z których wydobywają się słowa tajemnicze, proste, skomplikowane, dziwne, zabawne, bolesne i przerażający śmiech, powodujący ciarki na plecach. Te smukłe dłonie chłodne w dotyku. Nigdy jeszcze nie spotkałam kogoś takiego. Kogoś kto ma swoje poglądy na każdą sprawę i nie przejmuje się opinią innych. Kogoś kto słowami potrafi przekonać do swoich racji, zamącić w głowie. Kogoś kto z uśmiechem na ustach patrzy na śmierć człowieka. Kogoś kto wydaje się jakby w ogóle nie istniał wcześniej. Jakby pojawił się tej nocy po raz pierwszy na świecie i już po paru chwilach wszystko wiedział. Westchnęłam i zerkając po raz ostatni na zachód słońca poszłam do swojego pokoju. Zeszłam jeszcze tylko na chwilę aby zjeść chociaż odrobinę i wróciłam z powrotem. Przebrałam się w koszulę nocną i ułożyłam w łóżku. Patrzałam się na księżyc, który tej nocy świecił bardzo jasno. Przez głowę przeszła mnie jakaś dziwna myśl. Wstałam i weszłam na balkon. Było lekko chłodno ale nie przeszkadzało mi to. Spojrzałam na ogród, który w blasku księżyca wyglądał bardzo tajemniczo. Dopiero po tym spojrzałam na cmentarz. Na jednym z nagrobków stał on. Mimo iż był daleko doskonale wiedziałam, że to on. Jego włosy i płaszcz powiewał na wietrze. Wzrok najwyraźniej miał zwrócony ku księżycowi. Po kilku chwilach zszedł lekko z nagrobka kierując się na prawo. Uważnie przyglądałam się jego ruchom. On po chwili dotarł do krypt. O dziwo otworzył jedną z nich i przystaną w drzwiach. Po chwili wszedł i powoli zamknął drzwi. Stałam tak wpatrzona w tą kryptę jakby za chwilę miał z niej wyjść ale tak się nie stało. Nagle usłyszałam jego cichy śmiech. Zawiał mocniejszy wiatr, który ocknął mnie z patrzenia na kryptę. Wróciłam do pokoju od razu chowając się pod kołdrą. Z obrazkiem ciemnej postaci na tle jasnego księżyca zasnęłam.



Następnego dnia tuż po lekcjach udałam się wraz z Nuną na cmentarz. Miała tam trochę posprzątać, a ja postanowiłam dotrzymać jej towarzystwa. Byłyśmy mimo wszystko przyjaciółkami. Nuna wzięła potrzebne jej rzeczy i powoli udaliśmy się na cmentarz rodzinny. Idąc tam nie zauważyłam Pana Zagadki na jego stałym stanowisku. Plus chciałam sprawdzić, czy tamta krypta jest otwarta. Zaczęłyśmy od początku idąc powoli coraz dalej. Nuna sprzątała, a ja kładłam mały bukiecik kwiatów na każdym nagrobku. Będąc już przy kryptach podeszłam do tej do której wszedł on w nocy. Jednakże była ona zamknięta co mnie trochę zdziwiło.

-Nuna, a w kryptach też sprzątasz?- Spytałam się patrząc jak dziewczyna zwinnie porządkuje miejsca spoczynku naszych przodków.

-Nie, przecież są zamknięte. Sprząta się je tylko trochę ale to tylko, gdy ktoś ma być tam pochowany. Tak to krypty pozostają zamknięte.- Odpowiedziała spokojnie, po czym pociągnęła mnie w drugą stronę. Gdy podeszłyśmy do jednego z nagrobków, na którym był posąg anioła modlącego się na klęczkach zobaczyłam jego. Stał na nagrobku przyglądając się nam. Spojrzałam się na Nunę, która jednak go nie widziała, gdyż sprzątnęła i położyła bukiecik na nagrobku. Wyprostowała się i ustała obok mnie.

-Wiesz co? Dużo osób sądzi, że cmentarz to przygnębiające miejsce ale ja tak nie uważam. Mimo wszystko można powspominać czasy z osobą, z którą miło spędzało się czas albo była dla nas wzorem do naśladowania. A tych których się nie znało to możemy się tylko zastanawiać jacy byli, czym się wysławili i w jaki sposób zmarli. Tej akurat damy nie znałam ale znalazłam o niej trochę informacji.- Wskazała na spoczynek mojej praciotki czy coś w ten deseń.- Miała wyjść za mąż, za jakiegoś hrabię. Lecz kilka dni przed ślubem powiedziała, że zakochała się w pewnym mężczyźnie. Był to syn grabarza, więc rodzina stanowczo zakazała jej spotykania się z nim i nie zmieniła decyzji o ślubie mimo jej błagań. W dzień ślubu służący znalazł ją w jej komnacie zakrwawioną. Popełniła samobójstwo wbijając sobie nóż prosto w serce. Zostawiła list, w którym wyznała dozgonną miłość tamtemu mężczyźnie i obiecała, że w niebie na pewno będą razem. Podczas jej pogrzebu był oczywiście grabarz wraz z synem, który pomagał ojcu. Stał z boku i płakał nad jej mogiłą. Tydzień później powiesił się na pobliskim drzewie.- Wskazała drzewo, o które opierałam się wraz z Panem Zagadką.- Rodzina nie zgodziła się aby został on tutaj pochowany lecz podobno ojciec jego po kilku latach przyniósł tu jego kości i zakopał. Nie wiadomo czy to prawda, gdyż nikt nie chce naruszać spokoju zmarłej. Chociaż w jedną noc w roku podobno kochankowie pojawiają się jako duchy pod drzewem rozmawiając, a później tańcząc z uśmiechem.- Popatrzyła na mogiłę z uśmiechem jakby wyobrażając sobie taką chwilę. Ja natomiast spojrzałam się na niego z niemym pytaniem, czy to on jest tym mężczyzną. Ten jednak zaprzeczył, zamrugał rzęsami z uśmiechem, pokazał na siebie i udawał, że się śmieje. Przewróciłam oczami i z uśmiechem spojrzałam na Nunę.

-Naprawdę piękna historia. Ciekawe czy udałoby mi się zobaczyć ich tańczących pod drzewem?- Zrobiłam kilka kroków w bok aby być przed kolejnym nagrobkiem.

-Nie wiem. Ja wiem, że na pewno w lato i jesień ich nie spotkasz, bo sama codziennie to sprawdzałam. Więc pozostaje ci sprawdzić zimę i wiosnę.- Uśmiechnęła się do mnie, po czym złapała za rękę i poprowadziła dalej.

-Coś sądzę, że to może być w wiosnę. W końcu wszystko rozkwita, więc może ich miłość również.- Uśmiechnęłam się lekko. Intuicja nagle kazała mi się odwrócić. Zrobiłam to i zauważyłam jak Pan Zagadka zwija się wręcz z niemego śmiechu trzymając się za brzuch. Gdy ponownie będziemy sam na sam to go za to uderzę.

-No to musimy poczekać cały rok. W końcu jest maj, więc wiosny prawie już koniec. Z tej ciekawości warto poczekać na taki widok.- Nuna uśmiechnęła się i dalej porządkowała groby. Podeszłam do niej powoli i zimny dreszcz przeszedł mi po plecach. Obróciłam się lekko. On stał za mną z miną bez emocji. Obszedł mnie i ustał przed Nuną. Ta chwilę patrzała się na nagrobek, po czym ruszyła do następnego lecz zatrzymała się i zatrzęsła.

-Brr. Jakiś dziwny dreszcz przeze mnie przeszedł. Dziwne. Pogoda ładna, a mi się zimno zrobiło.- Rozejrzała się dookoła i powróciła do pracy. Spojrzałam na niego wściekła, że się tak psoci. Ten nic sobie z tego nie zrobił. Pobiegł za to w stronę. Nagle zerwał się wiatr i płatki kwiatów fruwały w powietrzu. Już chciałam posłać mu ponownie wściekłe spojrzenie lecz powstrzymały mnie słowa Nuny.

-Jakie to piękne.- Patrzała się zafascynowana na fruwające płatki czerwonych róż w świetle słońca. Przyjrzałam się im ponownie i miała rację. Ślicznie to wyglądało, zwłaszcza, że ogród o tej porze roku był kolorowy. Uśmiechnęłam się na ten widok. Podeszłam do Nuny i położyłam podbródek na jej ramieniu.

-Możesz mnie uznać za wariatkę ale według mnie to kochankowie wirują szczęśliwi w powietrzu.- Zignorowałam Pana Zagadkę, który gdzieś tam siedział i się zapewne śmiał z moich słów. Teraz skupiłam się na tym widoku i śpiewie ptaków.

-Jeśli tak uważasz to obie jesteśmy wariatkami.- Zaśmiałyśmy się i po chwili wróciłyśmy do porządkowania. Po wykonanej pracy ja usiadłam w altanie, a po chwili podano mi herbatę i owoce. Nuna nie mogła ze mną usiąść, gdyż miała obowiązki. Wiedziałam jednak, że nie będę się nudzić. Po kilku minutach podszedł Pan Zagadka, usiadł obok mnie i wziął sobie pomarańczę. Nie zdążył zacząć jej obierać, a ja uderzyłam go w ramię. Spojrzał się na mnie zdziwiony.

-Dlaczego ty mnie bijesz?- Spytał zirytowany zaczynając obierać pomarańczę.

-To za śmianie się. To, że ty nie lubisz romansideł nie znaczy, że możesz się z nich naśmiewać.- Spojrzałam na niego z ukosa pijąc herbatę. Ten o dziwo parsknął pod nosem i usadowił się wygodniej.

-Mogę robić co mi się podoba. Mogę śmiać się z czego chcę i ty mi tego nie zabronisz. I uderz mnie jeszcze raz, a utnę ci tą rączkę.- Wzdrygnęłam się na jego słowa. Lepiej nie przeginać, bo z nim nigdy nie wiadomo. Spojrzałam się na jego dłonie, w których trzymał pomarańczę. Obrał ją tak, że wyglądała jak kwiat. Uśmiechnęłam się widząc jego arcydzieło.- Co się tak na mnie patrzysz?- Odsunął się lekko ode mnie patrząc jak na jakąś dziwaczkę.

-Nic. Po prostu widzę, że masz wyczucie piękna.- Spojrzał się na mnie jakby nie wiedział o co chodzi. Po chwili jednak spojrzał się na trzymaną pomarańczę i wyciągnął ją w moją stronę.

-Skoro ci się tak podoba to masz.- Byłam zaskoczona jednak przyjęłam owoc. Chwilę trzymałam ją w dłoni, po czym wzięłam jedną cząstkę. Była idealna w smaku. Nie za słodka, nie za kwaśna i nie za mdła. Nagle wpadł mi do głowy jeden pomysł ale bałam się to zrobić. Zebrałam jednak całą swoją odwagę, a wstyd schowałam do kieszeni i wzięłam jedną cząstkę podsuwając pod jego usta. Zaskoczyłam go tym najwyraźniej, gdyż chwilę patrzał na nią jakby zastanawiając się, czy ją zjeść. Po chwili jednak pochylił się lekko i ujął cząstkę w swoje usta. Chciałam odsunąć dłoń lecz on złapał mnie za nadgarstek i polizał palce, którymi trzymałam owoc. Patrzał się przy tym na mnie tak uważnie, że po plecach przeszedł mnie dreszcz, a twarz zrobiła się gorąca.

-Wiesz, jesteśmy w tej chwili niczym Adam i Ewa w raju jedząc zakazany owoc.- Wyszeptał przybliżając się do mnie. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej. Stykaliśmy się nosami patrząc sobie głęboko w oczy. Splótł nasze dłonie i nadal patrząc w moje oczy ucałował jej wierzch. Miałam chaos w głowie, a ciało odmówiło posłuszeństwo. Moje niebieskie oczy są skupione na tych czarnych. Oddech nie może utrzymać równego rytmu.- Tylko ty i ja. W tej pięknej krainie, gdzie nikt nam nie przeszkadza. Gdzie możemy nadzy usiąść przy strumyku, który szumi cicho. Przy drzewie, gdzie pisklęta domagają się jedzenia, a wiewiórka chowa swoje orzechy. Przy zielonej łące, na której nieopodal nas pasą się sarenki, a na kamieniu wyleguje się wilk. My nadzy, a wokół nas kwiaty we wszystkich kolorach jakie sobie zapragniemy. Patrząc sobie w oczy tak jak teraz. Trzymając się za ręce z lekkim uśmiechem na ustach. Słowa nam niepotrzebne, gdyż każde uczucie do siebie wyczytujemy z naszych oczu. Jesteśmy dla siebie niczym dwie otwarte księgi. Tylko my, zwierzęta i natura. Tylko my i nasze uczucia.- Jego szept rozbrzmiewał w mojej głowie. Czułam się tak, jakbym znajdowała się w tym raju. Zrobiło mi się gorąco i zapragnęłam być w jego ramionach. Przytulić się do niego i zapomnieć o świecie.- Tylko my. Będący w takiej chwili i cicho modlący się w myślach aby ta chwila trwała wiecznie. Aby nikt nam jej nie zniszczył. Aby została ona wieczna nie tylko w naszych umysłach ale i sercach.- Przymknięte powieki, oddechy w tym samym rytmie, rozszalałe serca, spierzchnięte usta, które ciągną się ku sobie. Nagły stukot i powrót do rzeczywistości. Odsuwamy się od siebie jak oparzeni. On wstaje i idzie w stronę cmentarza, a ja siedzę i próbuję uporządkować myśli. Po chwili pojawia się Nuna.

-Panienko Lilian. Podano do stołu. Stało się coś?- Spytała widząc moją zmieszaną minę.

-Nie, nie. Po prostu się zamyśliłam.- Nuna tylko przytaknęła i poszła. Ja wstałam i spojrzałam się na cmentarza. Nie ma go. Albo jest trochę dalej. Czy to stało się naprawdę? Czy to był sen czy jawa? Z takimi pytaniami i wieloma innymi udałam się na posiłek.



Leżałam w łóżku już dłuższy czas ale nie mogłam zasnąć. Dzisiejsza sytuacja kręciła się po mojej głowie. Na samą myśl robiło mi się gorąco, a serce zaczynało bić szybciej. Wierciłam się na łóżku i po jakieś godzinie zasnęłam wpatrzona w księżyc.



Gdzie ja jestem? Rozglądam się na boki. Chyba to jakaś jaskinia. Zauważam, że nie mam na sobie ubrań. Rozglądam się ponownie ale żadnych nie widzę. Nie mając innego wyboru wychodzę z jaskini. Na chwilę oślepia mnie blask słońca. Po chwili mogę się przyglądać zielonym drzewom, kolorowym kwiatom, błękitnemu niebu, koniach biegnących przez polanę. Słuchać ćwierkających ptaków, szumu drzew i plusku wody, w których pływają tęczowe ryby. Idę powoli przed siebie po miękkiej, zielonej trawie. Delikatny uśmiech błąka się po mojej twarz. Rozglądam się uważnie naokoło. Na wzgórzu małe wilczki bawią się pod czujnym okiem matki. W rzece niedaleko wodospadu pluskają się słonie. Małpki wesoło skaczą z drzewa na drzewo. W jeziorku nieopodal góry stoją flamingi przeczesując swoje różowe piórka. Nie wiem, gdzie dokładnie byłam ale było tu przepięknie. Przykucnęłam przy rzece i włożyłam do niej dłonie. Woda była lekko chłodna, czyli idealna w taki słoneczny dzień. Obmyłam sobie twarz i przysiadłam na kamieniu. Zerwałam pobliski kwiat i włożyłam go sobie we włosy. Rześkie powietrze, promienie słońca grzejące moją skórę. Cisza przerywana dźwiękami natury i zwierząt. Nagle poczułam chłód przechodzący po moich plecach. Chciałam się odwrócić lecz czyjeś ramiona mi to uniemożliwiły. Siedziałam tak nie wiedząc co zrobić. Dłonie nieznajomego znalazły się na mojej tali obracając mnie w bok. Rozszerzyłam szeroko oczy w zaskoczeniu. Pan Zagadka patrzał się na mnie spod w pół przymkniętych powiek. Jego usta były lekko otwarte, tak jakby chciał coś powiedzieć. Przybliżył mnie do siebie tak, że stykaliśmy się nosami. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że jestem naga. Odwróciłam  wzrok i chciałam się jakoś wyrwać z jego uścisku lecz on trzymał mnie mocno. Położył dłoń na moim policzku delikatnie odwracając moją głowę w jego stronę. Ponownie spojrzałam się w jego oczy, w których się zatraciłam. Widziałam w nich wiele sprzecznych uczuć. Nasze oddechy ponownie złapały wspólny rytm, a usta były coraz bliżej siebie. Zamknęłam oczy oczekując na pocałunek. Usłyszałam jego cichy szept ale nie zrozumiałam co powiedział. Poczułam dziwny chłód i otworzyłam oczy. Ujrzałam czaszkę całą we krwi, a za nią płonący las. Krzyknęłam i odchyliłam się w tył wpadając do rzeki.



Usiadłam szybko cała zdyszana. Serce waliło w mojej piersi. To był tylko sen. Bardzo realistyczny sen. Dopiero, gdy się uspokoiłam zaczęłam myśleć o tym śnie. Dlaczego na końcu była ta czaszka i krew oraz ogień? Czy to jakiś znak? Nagle zrobiło mi się gorąco, gdy pomyślałam o tym, że tuliłam się nago do niego i pragnęłam pocałunku. Wstałam z łóżka i wyszłam na balkon. Noc była chłodna ale mi nie było zimno. Myśl o dłoniach, które trzymały mnie zaborczo sprawiała, że było mi gorąco. Rozejrzałam się wokoło. Wszędzie było ciemno. Na niebie tylko gwiazdy. Spojrzałam się w stronę cmentarza. Czy on tam jest? Czy drzemie sobie na jednym z nagrobków czy wszedł do krypty? A może siedzi pod drzewem i patrzy teraz na mnie? Ale dlaczego miałby to robić? Dlaczego był tego wieczora na cmentarzu? Dlaczego pojawił się po raz drugi i następny? Dlaczego raz śmieje się ze mnie, a po chwili mówi jakieś czułe słówka? Aż głowa mnie rozbolała od tych wszystkich myśli. Westchnęłam i spojrzawszy się ostatni raz w gwiazdy wróciłam do środka. Wgramoliłam się do łóżka siadając wygodniej i przykrywając puchatą kołdrą. Przez ten sen nie mogłam zasnąć ponownie.

-Wystarczy głupi sen, a ty już nie możesz zasnąć?- Podskoczyłam przykrywając się bardziej kołdrą. Wpatrzyłam się w głąb pokoju wyczekując jakiegoś ruchu.- Na co się tak patrzysz?- Usłyszałam tuż przy uchu. Pisnęłam i omal nie spadłam z łóżka. Spojrzałam się w prawdo. On stał tuż obok mojego łóżka i patrzał się na mnie zdziwiony.

-Co ty tu robisz?- Spytałam po dłuższej chwili. Patrząc na niego przypomina mi się chwila z altany oraz krwawiąca czaszka.

-Aktualnie stoję i patrzę się na ciebie zastanawiając się co ci się musiało przyśnić, że masz jednocześnie rumieńce na twarzy jak i przerażenie w oczach.- Patrzałam na niego zszokowana. Jak on to może widzieć? Przecież jest za ciemno aby to widział. Ale dlaczego ja tak dobrze widzę jego oczy?

-Nie muszę ci mówić wszystkiego. Więc wyjdź stąd i daj mi spać.- Odwróciłam od niego wzrok lecz po chwili szybko na niego spojrzałam.- Jak ty tu się w ogóle dostałeś?!- Uśmiechnął się przebiegle, a jego oczy zaświeciły dziwnie.

-Powiedzmy, że mam swoje sposoby.- I jak zwykle tajemnica goni tajemnicę.- A ty i tak nie zaśniesz. Mnie nie okłamiesz, bo ja wiem o tobie wszystko.- Trochę przeraziły mnie jego słowa. Przerażający i denerwujący to jego dwie główne cechy.

-Ciekawe skąd o mnie wiesz wszystko. Przecież dopiero niedawno cię poznałam.- Spojrzałam się na niego hardo. Ten uśmiechnął się tajemniczo i ustał przed moim łóżkiem.

-Mam swoje źródła. A my się nie poznaliśmy. Gdybyśmy się znali znałabyś moje imię i jakieś wiadomości z mojego życia. Ty zaś nic o mnie nie wiesz, a ja wiem o tobie wszystko. Jak można to nazwać?- Jego oczy błysnęły szaleństwem, a ja przełknęłam głośno ślinę. Nagle zdałam sobie sprawę, że mógłby mnie teraz zabić. Przecież wszyscy śpią. Przykryłam się szczelniej tak jakby kołdra miała odepchnąć jego ewentualny atak na mnie.

-Głupi, wredny, nienormalny potwór.- Wymamrotałam. Myślałam, że tego nie usłyszy lecz ten zaśmiał się krótko, po czym podszedł do mnie. Przesunęłam się na środek łóżka aby być jak najdalej od niego. Ten nagle złapał mnie za ręce i przygwoździł do łóżka. Byłam przerażona. Próbowałam się wyszarpać ale on był silniejszy. Próbowałam krzyknąć lecz nagle miałam sucho w gardle. Patrzyłam na niego przerażona. On uśmiechał się za to szeroko.

-Jesteś bardzo nieuważna. Jeden mój ruch i po tobie. Co zaproponujesz za swoje życie?- Zaśmiał się, a mnie przeszły ciarki. Łzy zaczęły lecieć po moich policzkach.- Dlaczego płaczesz? Przecież nie dzieje się nic smutnego. Czyżby to ze strachu, że nie zobaczysz już swoich najbliższych?- Jego szept był przerażający. Jego oczy były zafascynowane typ widokiem. Zaczęłam łkać cicho.-Oj. Dziewczynka się rozpłakała. Przykro mi ale ja nie mam czegoś takiego jak współczucie.- Przytrzymał jedną ręką moje dłonie, a drugą wyciągną zza płaszcza sztylet. Ten sam, którym zabił biskupa. Całkiem się przeraziłam. Próbowałam się wyswobodzić, wyszarpać lecz on trzymał mnie mocno. Nie mogłam go nawet kopnąć, gdyż siedział na moich biodrach. Chciałam krzyknąć lecz strach, że po tym od razu wbije mi ten sztylet w serce albo szyję był zbyt wielki. Zaczął jeździć samym czubkiem po moim policzku. Powoli zjechał na szyję. Zauważyłam jak zaciska rękę na rękojeści. Zamknęłam oczy myśląc, że wbije mi sztylet w klatkę piersiową lecz ten rozpruł moją koszule nocną. Czubkiem rozsunął ją tak, że było widać teraz moje piersi. Przez myśl mi przeszło, że jeszcze zrobi mi to, po czym mnie zabije. Zadrżałam z samego lęku przed tym.- Boisz się? A czego bardziej? Tego, że cię zabiję czy tego, że zerżnę cię jak tanią dziwkę?- Uśmiechnął się szeroko, po czym pochylił i zaczął składać pocałunki na mojej szyi. O dziwo były one bardzo delikatne. Schodził z pocałunkami coraz niżej. Odłożył sztylet na bok i dotknął mojej piersi. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku, gdyż miał chłodne dłonie. Pochylił się i polizał mnie po brodawce, zasysając się na niej delikatnie. Zadrżałam i westchnęłam. Nie spodziewałam się, że to może być takie przyjemne. Dłonią przejechał na drugą pierś ściskając ja lekko. Zatraciłam się w tej przyjemności zapominając o zagrożeniu. Nie wiem ile dokładnie to trwało lecz po chwili to uczucie zniknęło. Patrzałam na niego spod wpół przymkniętych powiek. On przybliżył się do mnie patrząc prosto w oczy.- Zacznij być ostrożniejsza, bo pewnego dnia nim się zorientujesz, a będziesz leżeć martwa na zimnej posadce.- Po tych słowach przybliżył usta do mojej szyi i ugryzł boleśnie. Syknęłam zaciskając oczy. Po tym puścił moje ręce i wstał biorąc swój sztylet i chowając go do płaszcza. Wyszedł na balkon i ustał na balustradzie, obracając się w moją stronę.

-Życzę miłej nocy panienko.- Założył jeszcze kapelusz i przechylił się do tyłu. Przeraziłam się i szybko wbiegłam na balkon patrząc w dół. Nic tam nie widziała, bo było za ciemno. Spojrzałam się w stronę cmentarza. Księżyc wyszedł zza chmur ukazując mi jego sylwetkę. Szedł szybkim krokiem w głąb cmentarza i znikł w cieniu. Odetchnęłam po czym przykucłam. Nie mogłam uwierzyć, że to zdarzyło się naprawdę. Weszłam do środka i usiadłam na łóżku. Przyjrzałam się swojej piersi, która była odkryta. Przejechałam po niej palcami przypominając sobie dotyk jego ust. Sięgnęłam po lusterko i zobaczyłam czerwony ślad na szyi. Odetchnęłam jeszcze kilka razy po czym przebrałam się w inną koszule i położyłam się. Zasnęłam dość szybko z lekkim uśmiechem na ustach.



Wstałam o dziwo wcześnie rano wyspana. Nie przeszła nawet jeszcze Nuna aby pomóc mi przy ubieraniu i czesaniu. Wstałam i weszłam na balkon podziwiając wschód słońca. Po tym poszłam się powoli przebierać. Musiałam jednak poczekać na Nunę, gdyż sama nie ubiorę sobie gorsetu. Po jakieś godzinie przyszła Nuna. Bardzo zdziwił ją mój widok. Zazwyczaj ciężko mnie obudzić, a co dopiero żeby wstała. Powiedziałam jej, że miałam koszmar i śnił mi się spalony obiad. Ona zaśmiała się z tego i stwierdziła, że wyczułam piękny dzień, dlatego wstałam tak szybko. Nie wykłócałam się z nią i poddałam jej zabiegom ubierania i czesania oraz nakładania makijażu. Powiedziała mi jeszcze, że po lekcjach jem podwieczorek z rodzicami. Zdziwiło mnie to troszkę ale pomyślałam, że chcą porozmawiać o ślubie. Zrzedła mi trochę mina ale nie skomentowałam tego. Tak więc po śniadaniu i lekcjach usiadłam wraz z rodzicami na tarasie przy herbacie i ciasteczkach (Szczerze to nie wiem, czy wtedy były jakieś ciastka ale nie chcę dawać tu zawsze owoców. Więc jakieś ciastka wtedy już były ;)- #Kimie). Siedzieliśmy w ciszy. Nie odzywałam się, gdyż nic nie miałam im do powiedzenie. No może oprócz tego, że nie chcę się żenić jednak nie chciałam się z nimi o to kłócić.

-Jak tam lekcje Lilian?- Zapytała łagodnie moja mama. Była bardzo piękną kobietą. Byłam bardzo do niej podobna. Pewnie tak będę wyglądać, gdy będę w jej wieku. Nie była stara. Urodziła mnie w wieku 15 lat. Również została zmuszona do ślubu ale nie protestowała. Podobno zakochała się w ojcu jeszcze przed ślubem, dlatego jest szczęśliwa. Ja jakoś nie mogłam i nie mogę w to uwierzyć. Jak wygląda ojciec? Gruby, ciemne włosy, broda, brązowe oczy. Starszy od mojej matki o 20 lat. Tak, moja mama ożeniła się z 35 latkiem. Więc moja mama ma teraz 31, a ojciec 51. Można powiedzieć, że ja mam szczęście, gdyż mój narzeczony ma 23. Mimo to nie chciałam się z nim żenić.

-Dobrze. Robię postępy.- Nie lubiłam takich rozmów. Z mamą jeszcze dało się porozmawiać ale tylko, gdy ojca nie ma w pobliżu. Mama była radosną kobietą uwielbiającą kwiaty. Ojciec zaś był gburem dla którego liczyły się tylko pieniądze, majątek, uznanie i ród.

-Lilian chcemy z tobą porozmawiać o ślubie i narzeczeństwie z hrabią Elwanem. Za kilka dni odbędzie się bal, na którym oświadczy się, a ty masz się zgodzić. Po tym zaczną się przygotowania, które będą trwały góra dwa miesiące. Rozumiemy się?- Musiałam kilka razy odetchnąć aby nie powiedzieć „Nie”. Szanowałam rodziców, a zarazem nienawidziłam ich za to co robią. Żałuję, że jestem jedynaczką. Gdybym miała brata to nim by się zajęli, a nie rujnowali mi życie. Spojrzałam się na ogród i omal nie spadłam z krzesła. Na brzegu fontanny siedział Pan Zagadka i przypatrywał mi się z zaciekawieniem. Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały on uśmiechnął się lekko, po czym wstał i zaczął iść w moją stronę. Przeraziłam się lecz uspokoiłam po chwili przypominając sobie, że rodzice go nie widzą. Wszedł na taras i ustał za mną niczym stróż.-Lilian?

-Tak ojcze. Rozumiem. Zgodzę się wyjść za hrabię Elwana.- Powiedziałam spokojnie przełykając głośno ślinę. Czułam, że nie zrobi mi nic przy rodzicach ale czułam ciarki na plecach wiedząc, że jest tuż za mną.

-Cieszę się, że rozumiesz.- Ojciec uśmiechnął się lekko, chociaż bardziej był to grymas i skinął na służbę. Mężczyzna podszedł i nalał herbaty do filiżanki. Spojrzałam się w bok i ujrzałam jego stojącego tuż za moim ojcem. Spojrzał na mnie figlarnie i pokazał abym była cicho. Gdy ojciec podniósł filiżankę aby się napić Pan Zagadka pstryknął palcami, a filiżanka rozpadła się na kawałeczki, a herbata wylała na moje ojca. Krzyknął on szybko wstając. Służba od razu zaczęła wycierać go i sprzątać pękniętą filiżankę. Ojciec wyszedł aby się przebrać. Gdy tylko zniknął z pola widzenia spojrzałam na mamę i zaśmiałyśmy się razem. Wstałyśmy od stołu i poszliśmy przejść się po ogrodzie. Oczywiście Pan Zagadka szedł za nami. Nie przeszkadzało mi to jednak i ucięłam sobie miłą rozmowę z rodzicielką. Nie rozmawiałyśmy o nauce ani o ślubie. Rozmawiałyśmy o kwiatach i historiach miłosnych. Mama przyznała, że chciałaby abym się zakochała i wyszła za tego mężczyznę i miała z nim dzieci. Nie mogła jednak przekonać do tego ojca. Gdyż był zbyt narwany i dumny. Przyszedł mi na myśl Pan Zagadka lecz odrzuciłam tą myśl. Ale dlaczego o nim pomyślałam? To też była zagadka. Po miłym spacerze ja zostałam w ogrodzie, a mama poszła do ojca. Spojrzałam się za siebie ale go nie było. Rozejrzałam się i zaważyłam jak opiera się o posąg anioła. On był niczym anioł. Piękny ale ze zniszczoną duszą. Postanowiłam dzisiaj nie iść do niego tylko poczytać trochę książek. W końcu czas leciał, a ja zamierzałam odgadnąć jak ma na imię ten psychopata z wyglądem anioła.