poniedziałek, 1 czerwca 2015

Shizaya, czyli zwariowany Dzień Dziecka w Ikebukuro

Konbanwa~! ^.^
Witam was w ten dzień zwany Dniem Dziecka ^.^
Mnie niestety to już nie dotyczy, chociaż wewnętrznie i dla rodziców zawsze
będzie się dzieckiem, co ne~? :)
Jak obiecałam cośka, tak jest. :D
Dzisiaj prezentuję wam one-shota z Izayą i Shizuo z Durarara!
<kica z radości>
Uwielbiam tą parę, a zwłaszcza Izayę, co może potwierdzić Asuna.
Z jednej z ankiet wynikało, że chcecie historie z postaciami z anime, a z drugiej na razie 
prowadzi yaoi, więc stąd ten pomysł.
Jest to moja pierwsza Shizaya, więc bądźcie wyrozumiali.
Miłego czytania 
Enjoy~ :*




Ikebukuro. Dzielnica, która nigdy nie śpi. W dzień chodzisz do szkoły lub pracujesz., a w nocy idziesz do kina albo zabawiasz się w jednym z Love Hoteli. Dzielnic, w której codziennie możesz robić coś innego i codziennie w innym miejscu. Dzielnicy, w której kolorowe gangi walczą pomiędzy sobą. Dzielnicy słynnej z legendy- Dullahana. Jest to bezgłowy jeździec poruszający się czarnym motorem, który wydaje odgłosy dzikiego rumaka. Mówią na nią „Czarny Jeździec” lub „Bezgłowy Jeździec”. Jak nazywa się naprawdę? Celty Sturluson. Pracuje jako dostawca. Wychodząc z domu ubiera żółty kasa z uszami. Jest partnerką Shinry- młodego lekarza z podziemi. Ale czy o nich będzie tu mowa?! Nie. Tu chodzi o ich przyjaciół, znanych w Ikebukuro.

Jeden z nich to Shizuo Heiwajima- znany również jako „Potwór z Ikebukuro”. Blond włosy mężczyzna z ciemnymi oczami skrytymi za okularami, noszący strój barmana. Tak naprawdę pracował jako ochroniarz w firmie windykacyjnej. Ma brata Kasukę, który jest sławnym aktorem. Ogólnie jest spokojnym człowiekiem ale łatwo go można zdenerwować.

Drugi natomiast to słynny informator z Shinyuku Izaya Orihara. Czarne włosy, ciemne oczy, ubrany na czarno w swoją ulubioną kurtkę z futerkiem. Zawsze ma przy sobie nóż sprężynowy. Biegle mówi w języku rosyjskim. Ma dwie młodsze siostry bliźniaczki- Mairu i Kururi. Uważa się za Boga. Kocha wszystkich ludzi- przewiduje ich ruchy, często wielu niszcząc życie, manipulując i prowokując. Robi to co chce, nie przejmując się zdaniem innym- przez to często dziwnie się na niego patrzą i uważają za psychopatę.

Co jednak łączy „Potwora z Ikebukuro” oraz informatora z Shinyuku? Otóż są oni największymi wrogami w Ikebukuro. Wystarczy, że informator pojawił się w dzielnicy i został zauważony przez Shizuo. Od razu rozpoczynała się gonitwa, podczas której były barman rzucał w Izayę znakami drogowymi, automatami, śmietnikami i wszystkim innymi rzeczami, które wpadły mu w ręce. Stanowiło to również zagrożenie dla każdej osoby przechodzącej obok. Jednak od ponad już 4 miesięcy nie było żadnej gonitwy. Na początku dużo osób myślało, że któryś z nich został zabity. Później doszli do wniosku, że mogli się oni pogodzić i zakopać topór wojenny. Był to jednak bardziej jak „marzenie ściętej głowy”, czyli wręcz niemożliwe. Nie zastanawiano się jednak nad tym dłużej i każdy cieszył się z zaistniałej sytuacji.

Shizuo wraz ze swoim przełożonym Tomem szli właśnie po kolejny odbiór pieniędzy. Tom opowiadał swojemu przyjacielowi o swojej nowej dziewczynie i jaki miły weekend z nią spędził. Shizuo słuchał go paląc papierosa, myślami jednak będąc gdzieś indziej. Gdzie ta cholerna pchła się podziewa?!! Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na SMSy, nie wchodzi na chata, nie ma go nawet w ich apartamęcie. Nie ma już go 4 miesiące, 2 tygodnie, 5 dni i 18 godzin. Nie żebym liczył. Jak tylko się pojawi to go nieźle spiorę, a potem przywiąże do łóżka i nie wypuszczę przez tydzień. Taa, plan idealny. Shizuo mimowolnie się uśmiechnął. Chciałby wrócić do domu i zastać tam Izayę, który robiłby mu kolację w niebieskim fartuszku z falbankami. Dałby mu całusa na przywitanie, po czym zasiedli by do stołu. Oczywiście Izaya usiadłby na jego kolanach i szczęśliwy niczym dziecko zaczął karmić ich obu. Po kolacji zaniósłby go do ich sypialni, położył na łóżku, zdjął niepotrzebne ubrania i oddał się rozkoszy. Zasnęli by po tym wtuleni w siebie, bo bardzo aktywnie spędzonej nocy......Zaraz, zaraz!!! Izaya i Shizuo mieszkający razem, zachowujący się niczym dwa zakochane gołąbki??! To bardziej wygląda na koszmar albo uwielbiony scenariusz wielu yaoistek!! Otóż jest to jednak prawdą. Już od ponad roku Shizuo i Izaya są parą. Jak to się wydarzyło? Mały wypadek Shizuo- złamana kostka, znajdujący go informator, lekarz każący mu się nim zaopiekować, trochę kłótni i krzyków, a po tym jakieś dziwne uczucie i wylądowanie w łóżku. Scenariusz może banalny, który sprawił jednak cuda. Od tamtego momentu jedno się zmieniło. Podczas ich gonitw nadal na siebie wyzywają i Shizuo krzyczy, że chce go zabić. Izaya natomiast umiejętnie wszystko unika i prowadzi ich poprzez alejki do ich domu albo w okolice. Po tym albo całują się gdzieś w zaułku albo idą do domu i miło spędzają wieczór. Dzięki temu nikt nic nie podejrzewa, a oni dbają o kondycję, mając z tego niezły ubaw.

Wracając do teraz. Shizuo był już nieco zirytowany postawą bruneta. Często się przez to wkurzał i niszczył drobne rzeczy lub większe. Mimo wszystko chciał w końcu zobaczyć Izayę, przytulić go, pocałować i nie wypuszczać do tych złamasów, czyli klientów. Wypuścił obłoczek dymu z ust i westchnął głośno. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać, pomyślał i przycisnął jednego gościa do oddania długu. Po pracy poszedł na sushi, dostając od Simona kilka kuponów rabatowych na sushi. Po tym wrócił do pustego, chłodnego i cichego apartamentu. Już jakieś pół roku mieszka tu z brunetem. Wziął prysznic, napisał kolejnego SMSa do Izayi, po czym zasnął zmęczony.

Dzisiaj był Dzień Dziecka. Na witrynach sklepowych pyszniły się słodycze, a sklepy z zabawkami były okupywane od samego rana. W parkach było pełno dzieci, których przybywało z godziny na godzinę. Shizuo o dziwo był dzisiaj w dobrym humorze. Mimo iż nie był dzieckiem, zawsze miło wspominał czasy, gdy dostawał różne słodkości. Rano zadzwonił do niego brat życząc mu o dziwo wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka oraz powiadamiając go, że wysłał mu trochę łakoci. Porozmawiali oczywiście trochę na ogólne tematy, nie omijając zbliżającej się premiery następnego filmu z Kasuką w roli głównej. Po tym blondyn poszedł do pracy. Okazało się, że nie mają jej dzisiaj zbyt wiele i przed obiadem się wyrobią. Shizuo więc w dobrym humorze z torbą słodyczy i mleka oraz obiadem w postaci sushi wrócił do domu. O dziwo drzwi były otwarte. Przecież je zamykałem. Shizuo trochę niepewnie wszedł do środka. Zdjął buty i zamknął za sobą drzwi, po czym udał się do salonu. W wejściu przystanął i omal nie upuścił swojego obiadu. Izaya krzątał się po salonie, układając rzeczy na półkach. Dopiero po chwili zauważył blondyna stojącego niczym skała i patrzącego się na niego niczym ducha.
-O~! Shizu-chan~! Witaj w domu~! Nie wiedziałem, że tak szybko wrócisz z pracy. - Brunet przywitał go wesoło, układając książki na półce.
-Wróciłem.- Bardziej mruknął niż powiedział. Można by powiedzieć, że zszokował go powrót kochanka. Sam nie wiedział dlaczego. Zamiast zacząć na niego krzyczeć aby się wytłumaczył, a potem wcielić swój plan w życie on po prostu stał i się na niego patrzył. Izaya zaprzestał układania książek na swoje miejsce, widząc dziwne zachowanie swojego potworka.
-No tak.- Izaya zaśmiał się pod nosem podchodząc do niego i całując na przywitanie. Nie widząc jednak żadnej zmiany zaczął mu machać przed nosem ręką.- Halo~! Shizu-chan ty pierwotniaku. Stoi i patrzysz się na mnie jak na kosmitę. Stało się coś~?- Trochę zmartwiło go zachowanie Shizusia. Zawsze jak wracał witał się z nim, całował i przytulał, po czym często zaczynał go macać. Izaya zawsze wręcz się mu wyrywał mówiąc, że ma dużo pracy. Nigdy się nie przyzna, że mu się to podoba. Zapadłby się wtedy najchętniej pod ziemię, a tyłek bolałby go po tym przez tydzień.
-Izaya, co ty tu robisz?- Shizuo powoli wychodził z tego dziwnego transu. Sam nie wiedział, dlaczego tak zareagował.
-Mieszkam!?- Izaya spojrzał się na niego zdziwiony. Co za głupie pytania on mu zadaje. Shizuo potrząsł głową, ogarniając się do końca.
-Sorki. Tak długo cię nie było, że jakoś mnie zamurowało gdy cię ujrzałem.- Uśmiechnął się delikatnie, przytulając swojego chłopaka.- Właśnie! Gdzieś ty w ogóle był?!!- Tak łatwo nie odpuści.
-Nic nie szkodzi~!- Izaya odetchnął z ulgą i wtulił się w to ciepło.- Oj, Shizu-chan miałem interesy. Myślałem, że uda mi się to szybciej załatwić ale trochę się skomplikowała sprawa. Ale już jestem to twojej dyspozycji~!- Podniósł głowę i cmoknął go w policzek.- Właśnie!- Krzyknął, odsuwając się od ek-barmana.- Mam coś dla ciebie~!- Izaya popędził do kuchni, po chwili wracając ze pudełkiem.- Proszę Shizu-chan~! Dla mojego potworka z okazji Dnia Dziecka~!- Uśmiechnął się do niego szeroko, wysuwając łapki z pudełkiem w jego stronę. Shizuo wziął je od niego i zerknął do środka. Było tam pełno różnosmakowych Pocky i mleko czekoladowe. Mimowolnie się uśmiechnął. Odłożył wszystko na stolik i ponownie objął Izayę w pasie, całując go namiętnie.
-Dziękuje. Przykro mi ale nie mam dla ciebie prezentu, gdyż nie spodziewałem się ciebie dzisiaj. Jedynie że wystarczą ci kupony na sushi oraz kawa, którą mogę dla ciebie zrobić.- Shizuo sam sobie się dziwił, że tak szybko odpuścił mu tą długą nieobecność. Jednak coś mu tu śmierdziało i miał zamiar się tego dowiedzieć.
-Taa. Kawusia to jest to~. A jak jeszcze poszedłbyś mi po ootoro to prezent idealny~!- Izaya uśmiechnął się szczerze do Shizusia, opierając brodę na jego torsie.
-Jeśli mnie ładnie do tego przekonasz to czemu nie.- Shizuo zjechał dłońmi na jego pośladki, uciskając je. Tak. Tego mu brakowało. Izaya mimowolnie westchnął, czując poczynania blondyna. W końcu zaniedbał jego potrzeby na tak długo, to teraz musi wziąć za to odpowiedzialność.
-Jeśli najpierw pójdziesz po jedzonko to po tym czeka cię nagroda~! Będziesz mógł zrobić ze mną co tylko chcesz.- Izaya uśmiechnął się do niego figlarnie, ocierając się o swojego chłopaka. Jemu również brakowało pieszczoch więc po co miał się powstrzymywać. Shizuo mruknął zadowolony w jego ucho, gryząc po tym jego płatek.
-Zgadzam się na takie warunki. Ale daj mi się najpierw przebrać.- Pocałował swojego chłopaka w czoło i z trudem się od niego odkleił. Miał zamiar iść do ich sypialni i przebrać się w wygodniejsze ciuchy, jednak Izaya zatorował mu drogę.
-A po co będziesz się przebierać?! Idź od razu, a jak wrócisz to się przebierzesz~!- Shizuo zmarszczył brwi. Nie podobało mu się jego zachowanie. Coś przed nim ukrywał i to coś było w ich sypialni.
-Izaya. Jest gorąco. Nie będę pocił się jak świnia w tym stroju. Nie zajmie mi to długo, więc daj spokój.- Blondyn wyminął Izayę, nie zważając na jego sprzeciwy. Pobiegł wręcz do sypialnie, omal nie wywalając się na schodach. Otworzył drzwi z impetem, po czym go zmroziło. Na ich łóżku spało sobie smacznie dziecko, niemowlę wręcz. Dziecko słysząc hałas zbudziło się i zaczęło płakać. Informator od razu podbiegł do niego, biorąc na ręce i uspokajając.
-Izaya, co to do cholery jest?!!!!!! Skąd ty wziąłeś to dziecko?!!! Tylko nie mów, że porwałeś dla zabawy albo że to dziecko kolegi i je pilnujesz.- W Shizuo aż zważało. Nie spodziewał się czegoś takiego po Izayi. Porywać dziecko?1 Po co?1 Dla okupu?! Przecież był bogaty! Izaya odwrócił od niego wzrok.- No słucham!!- Shizuo zaczynał się niecierpliwić. Izaya wymamrotał coś pod nosem.- Mów głośniej., bo nic nie słyszę.- Blondyn podszedł do niego, wyczekując.
-To nasze dziecko.- Izaya zarumienił się i odwrócił wzrok. Shizuo natomiast zatkało. Spodziewał się różnych odpowiedzi ale nie takiej. Ich dziecko? Zostali rodzicami?
-Zaraz, zaraz, zaraz! Jak to NASZE dziecko?! Jak to możliwe?! Przecież jesteś facetem, więc jak niby je urodziłeś?!- Shizuo nie wiedział czy się wściekać czy cieszyć z tego, że został ojcem.
-Sam nie wiem jak!- Informator krzyknął, spoglądając na Shizuo.- Już wcześniej czułem się jakoś dziwnie. Poszedłem nawet do Shinry aby mnie zbadał ale nic nie wykrył. Po tym zacząłem szukać objawów w necie. Okazało się, że takie objawy to tylko przy ciąży. Zdziwiłem się lecz postanowiłem to sprawdzić. Kupiłem ten i okazał się pozytywny. Nie wiedziałem jak to możliwe ale przyjąłem to do wiadomości. Nie chciałem jednak ci tego mówić, więc gdy urósł mi trochę brzuch postanowiłem wyjechać. Wiedziałem, że prędzej czy później muszę ci o tym powiedzieć. Wolałem jednak najpierw urodzić to dziecko poprzez cesarskie cięcie niż mówić ci to wcześniej. Pewne byś mnie wyśmiał albo coś w tym stylu. Gratuluję więc Shizu-chan. Zostałeś ojcem.- Ostatnie słowa bardziej wymruczał, tuląc do siebie dziecko. Shizuo chwilę toczył batalie w swojej głowie. Po kilku minutach ciszy podszedł do Izayi i wziął od niego dziecko. Przyjrzał mu się. Miał włosy Izayi i jego oczy. Dziecko spojrzało się na niego i uśmiechnęło. Shizuo rozczulił ten widok.
-Nie spodziewałem się, że zostanę ojcem. Mimo to cieszę się. Można powiedzieć, że jesteśmy teraz taką małą rodzinką. Izaya.- Izaya słysząc swoje imię spojrzał się w końcu na blondyna.- Nie pomyśl tylko, że robię to z poczucia obowiązku. Izaya, wyjdziesz za mnie?- Shizuo przyklęknął z dzieckiem na rękach. Pierwszy raz widział takiego buraka u Izayi. Wiedział, że zszokował tym informatora ale cóż poradzić. Kochał go i chciał z nim spędzić resztę życia.
-Tak~!- Izaya nagle krzyknął i rzucił się blondynowi na szyję, omal nie zgniatając dziecka. Shizu uśmiechnął się, po czym pocałował swojego narzeczonego.
-Właśnie, on ma jakieś imię?- Spytał się Izayi, oddając dziecko w jego ramiona. Przytulił się natomiast do jego pleców, patrząc na urocze maleństwo.
-Daiki-chan~!- Izaya uśmiechnął się szeroko do swojego potworka.
-„Wielka chwała”?- Zapytał zdziwiony. To w końcu oznaczało to imię. Izaya od razu zaprzeczył.
-Nie. „Wielki arystokrata”.- Bo w końcu to dziecko jego i Shizusia. Będzie mądry i spryty po mamusi oraz silny i przystojny niczym tatuś. Shizuo przewrócił tylko oczami, nie komentując tego. Podobało mu się jednak to imię, nie zważając na znaczenie.

Shizuo od razu wręcz poinformował brata. Ten ucieszył się i obiecał przyjechać w najbliższym czasie aby zobaczyć bratanka. Shinra i Celty najpierw zostali poinformowani o ich związku- na co się szczerze ucieszyli- a potem o zaręczynach i dziecku. Na tę wiadomość doktorek zemdlał, a Celty wypuściła duża ilość cienia. Najwyraźniej się zawstydziła.


Klika miesięcy później. Shizuo poinformował oczywiście swoich rodziców i przedstawił im Izayę oraz Daikiego. Po tym wyjechali do Vegas aby się pobrać. Niezłym szokiem był widok Shizuo i Izayi idących razem z wózkiem ulicami Tokio. Tom niedowierzał z zaistniałem sytuacji. Dużo fanek chłopaków cieszyło się z zaistniałej sytuacji. Oczywiście powstało po tym niezliczona ilość opowiadań o tym, jak to się mogło zacząć. Izaya z Shizuo nie interesowali się tym za bardzo i cieszyli się swoim szczęściem. 

<3 <3 LoVe <3 <3 

czwartek, 28 maja 2015

Twin Blood 2- rozdział 1

Hej~ho! Cześć i czołem~!
Kimie w pewnym sensie powraca.
 W pewnym, gdyż ostatni post wstawiłam 4 maja i do tej pory nic nie wstawiałam. 
Stęskniliście się czy czekaliście grzecznie?? :)
Więc przechodząc do rzeczy nowy sezon "Twin Blood".- Yeah~! ^.^
Postanowiłam go w końcu wstawić, gdyż nie mam narazie co wstawiać.
Oczywiście na dzień dziecka coś, a może nawet i dwa cosie się pojawią.
Nowe opowiadanie.........no komenst -.-
Rozdział nie zbetowany, gdyż moja becia Asuna zaginęła xp
Miłego czytania ;)

A tu link do ostatniej części:

Obracałem się w momencie, gdy Kiyoshi upadał na ziemię.
-Kiyoshi!- Wydarłem się i szybko do niego podbiegłem.- Kiyoshi.- Podniosłem jego głowę. Próbowałem go obudzić ale na nic się zdały moje działania. Sprawdziłem jego puls. Był słaby ale najważniejsze, że był. Dopiero teraz zauważyłem jak bardzo Kiyoshi był ranny. Podszedł do mnie Runi.
-Co z nim jest??- Spytał pośpiesznie.
-Trzeba go natychmiast zawieść do szpitala.- Powiedziałem tylko i wziąłem go na ręce. Usłyszałem jak kilka osób klaszcze. Niektórzy nawet się kłaniali. Nie tylko dziękowali mi za zabicie Rivery. Dziękowali Kiyoshiemu za jego odwagę i walkę w słusznej sprawie. Podbiegłem szybko do samochodu, w którym czekał już Joni. Szybko wszedłem do środka i pojechaliśmy do szpitala. Oczywiście do tego w którym pracuje Niko. Napisałem jeszcze do Willa aby przywiózł Mariko, Yuko i Megumi.


Widziałam jak Jason bierze Kiyoshiego na ręce i jak kilka osób klaszcze i kłania się. Spojrzałam na Megumi. W jej oczach dostrzegłam strach i zmartwienie o Kiyoshiego. Co mam teraz zrobić? Nagle poczułam wibracje. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Dostałam SMSa od nieznanego numeru: „Zatkaj uszy sobie i niech twoje przyjaciółki również to zrobią”. Co to za dziwny SMS.
-Zasłońcie sobie uszy.- Powiedziałam do Yuko i Megumi.
-Co?!- Spytała zdziwiona Yuko.
-Zrób to i o nic więcej się nie pytaj.- Zasłoniłyśmy uszy. Po chwili zobaczyliśmy, jak cała nasza klasa kładzie się spać. To było bardzo dziwne. Gdy wszyscy już spali do pomieszczenia wszedł jakiś chłopak z fletem. To było jeszcze dziwniejsze, gdyż zamykałam drzwi. Podszedł do nas. Dopiero wtedy zabrałam ręce z uszu.
-Idźcie na zewnątrz. Tam ktoś na was czeka.- Powiedział melodyjnym głosem.
-Co im się stało?- Spytałam zmartwiona, wskazując na klasę.
-Nie martw się. Poszli po prostu spać.- Powiedział i puścił oczko. Wzięłam dziewczyny za ręce i wybiegłam z nimi przed szkołę. Moim oczom ukazał się dość niesamowity widok. Każdy sobie pomagał. Elfy leczyły rany, wilki przynosiły wampirom krwi a niektórzy sprzątali trupy. Nie wiedziałam gdzie pójść i co robić.
-Chodźcie.- Usłyszałam i aż podskoczyłam. Obróciłam się i zobaczyłam Willa. Wziął mnie z rękę i pociągnął. Doszliśmy na parking.- Wsiadajcie.- Powiedział spokojnie. Wsiadłyśmy i ruszyliśmy. Domyśliłam się, że wiezie nas do chłopaków. Po dłuższej chwili podjechaliśmy pod szpital. Weszliśmy do budynku, skręciliśmy w prawo, windą i w lewo. Na korytarzu ujrzałam Jasona.
-Jason!- Krzyknęłam i podbiegłam do niego, od razu się wtulając w jego tors.
-Mari.- Wyszeptał i również mnie przytulił.- Chodźcie.- Powiedział do nas. I znowu gdzieś idziemy. Weszliśmy do przytulnego gabinetu. Był on dość duży jak na gabinet. Na środku były dwie kanapy i stolik, po prawej szafa a na lewo szafki i mini kuchnia. Właśnie przy niej stał Jonathan. Ja, Jason i Joni usiedliśmy na jednej kanapie, a Yuko z Megumi na drugiej.
-Chcemy wam wszystko wyjaśnić.- Powiedział Jason.- Ja, Joni i Rune jesteśmy wampirami.- Powiedział z powagą. Przytuliłam się bardziej do jego ręki.
-Wiedziałaś!- Krzyknęła do mnie Yuko.
-Wiedziała, bo jej o tym powiedziałem. Wtedy poprosiłem aby wam nie mówiła bo...
-Bo każdy z nas chciał to zrobić osobiście i w odpowiednim momencie.- Dokończył za niego Joni. Usiadł on koło Yuko i złapał ja za rękę.- Yuko, czy chcesz nadal ze mną chodzić? Może i powinienem ci powiedzieć o tym wcześniej to jednak się bałem. Kocham cię i na pewno cię nie skrzywdzę.- Powiedział z powagą, patrząc jej prosto w oczy. Ja jednak miałam łatwiej, bo mogłam się zastanowić a Yuko musi teraz odpowiedzieć.
-Ja.....Ja.....- Zaczęły jej lecieć łzy z oczu.- Joni~!- Krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. To jednak oznaczało „Tak”. Joni przytulił ją mocno do siebie z uśmiechem na ustach.
-A ty tak się tego bałeś.- Skomentował Jason. Yuko nagle oderwała się od swojego chłopaka.
-Joni! Jesteś ranny? A może musisz się napić?- Spytała, przybliżając się do niego blisko. To skołowało trochę Joniego.
-Nie, nie. Nic mi nie jest.- Powiedział i pocałował ją w czoło. Yuko uśmiechnęła się z ulgą.
-Megumi.- Jason zwrócił się do niej z powagą.- Jak sama mogłaś zauważyć Kiyoshi również nie jest do końca człowiekiem. Jest on wilkiem. I sama musisz zdecydować czy chcesz z nim być.
-A gdzie jest Kiyoshi?- Spytałam. Jason westchnął ciężko.
-Został ciężko ranny. Niko go pozszywał i w ogóle. Na razie jest w śpiące farmakologicznej. Nie wiem kiedy się przebudzi i czy przeżyje.- Widziałam, że to jest ciężkie przeżycie dla Jasona. Nagle usłyszałam płacz. Spojrzałam na Megumi. Z jej oczu płynęły łzy. Do pokoju wszedł Runi. Podszedł do niej i przytulił ją, pozwalając się jej wypłakać.
-Ciii.....Wszystko będzie dobrze.- W jego zachowaniu ujrzałam Kiyoshiego. Tego opiekuńczego. Joni zaparzył jej melisy na uspokojenie.
-Chcesz do niego pójść?- Spytał Jason. Pokiwała tylko głową. Wszyscy poszliśmy do sali, w której leżał. W dużej części był zabandażowany. Megumi usiadła na jego łóżku. Trzymała go za rękę, głaskając ją po zewnętrznej stronie. Jedna łza popłynęła po jej policzku.

Po tym Jason odwiózł nas do domu. Oczywiście musiał potwierdzić, że nic mu się nie stało. Mnie odwiózł ostatnią. Zatrzymał się blisko mojego domu.
-Nie martw się. Teraz się wszystko ułoży.- Powiedziałam i poklepałam o po ramieniu.
-Wiem, wiem. Wiesz co ci powiem?! Że podczas walki najbardziej martwiłem się o ciebie. Bałem się, że coś może ci się stać. Nie wybaczyłbym tego sobie.- Spojrzał na mnie z powagą. Zaskoczyły mnie jego słowa. Nawet się zarumieniłam.- Tęskniłem za tymi rumieńcami.-Stwierdził z uśmiechem, głaszcząc mnie po policzku. Spojrzałam na niego z pod wpół przymkniętych powiek. Przybliżył się do mnie i wpił się w moje usta. Chyba uzależniłam się od jego pocałunków. P tym przytuliłam się jeszcze do niego i poszłam do siebie.


Pojechałem do obozu Kiyoshiego. W końcu jego wataha jest beż głównej opieki. Plus trzeba wszystko wyjaśnić. Na miejscu spotkałem Joniego, Willa, Niko, Louisa, Kadotę i Nane. Poszedłem w stronę głównego placu.
-Co wy tu robicie?!- Zapytała gniewnie Ayako.- Idźcie sobie!- Krzyknęła. Wziąłem głęboki oddech.- Idźcie sobie ale już! Nie damy wam się tak łatwo! Jesteśmy watahą która......
-Która nie ma wodza!- Krzyknąłem trochę już wściekły.
-Co?- Ayako spojrzała na mnie ze zdumieniem.
-Słuchajcie wszyscy! Wasz wódz, Kiyoshi, został ciężko ranny w walce o wasze jak zarówno nasze życie. Leży w szpitalu i walczy o swoje życie. Dopóki się nie obudzi i nie wyzdrowieje będziemy się wami opiekować! I nie chcę słyszeć sprzeciwu! Niech przyjdzie do mnie jakieś 6 osób, co jest na bieżąco ze sprawami w klanie.- Wszyscy patrzeli na mnie ze zdumieniem. Chyba nie mogli uwierzyć, że ktoś tak silny jak Kiyoshi jest ciężko ranny.
-To nie możliwe.- Powiedziała Ayako, z trochę nieobecnym spojrzeniem.
-To prawda.- Powiedział Koji. Jest on z watahy i walczył z nami. Podczas walki złamał nadgarstek i ma trochę zadrapań. Ustał obok mnie.- Byłem tam i widziałem. Kiyoshi walczył z Bussho. Plus jeszcze kilkoma osobami. Gdy walka się zakończyła upadł na ziemię. To Jason i reszta mu pomogli. Więc Aya nie marudź tylko przyjmij ich pomoc. Wiesz, że Kiyoshi-sama by tego chciał.- Ayako spuściła głowę w dół. Najwyraźniej zrobiło się jej trochę wstyd. Usłyszałem jak cicho zaczęła szlochać. Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
-Nie martw się. Nim się obejrzysz, a wyzdrowieje.- Ayako jeszcze chwilę płakała w moje ramię. Ogarnęła się i zorganizowała całą watahę. Tej nocy elfy pilnowały wilków. Ja w tym czasie wybrałem się do szpitala. Usiadłem na krześle obok łóżka. Patrzałem na miarowo unoszącą się zabandażowaną klatkę piersiową, na jego blade ciało. Na spokojnie śpiącą twarz.
-Dziękuje.- Po policzku spłynęła mi łza. Siedziałem u jego boku do rana.


Siedziałam skulona na łózku i płakałam. Musiałam wyrzucić wszystkie emocje. Musiałam wszystko przemyśleć. Nie spodziewałam się tego. Gdy widziałam wściekłą minę Kiyoshiego, jak się zamienił w wilka, jak walczył, zabijał...... Wzięłam długą kąpiel i mimo to nie mogłam zasnąć. Przypominały mi się wszystkie chwile z nim spędzone. Drapanie za uchem, wesołe miasteczko, pierwsza randka, pocałunki, opieka,.......Kilka łez ponownie spłynęło mi po policzku. Ostatni raz, gdy go widziałam był szpital. I słowa Jasona, że Kiyoshi może nie przeżyć. Z tego wszystkiego zasnęłam.

Znalazłam się w jakimś korytarzu. Zaczęłam biec. Zajrzałam do jednego z pokoi. Była to sala lekcyjna. W jednej z ławek siedział Kiyoshi i patrzał się na mnie z uśmiechem. Pobiegłam dalej. Otworzyłam kolejne drzwi. Diabelski młyn. Ja spoglądam przez okno, a Kiyoshi na mnie. Biegnę dalej. Jestem w swoim pokoju. Całuję się z Kiyoshim. To było po moim małym wypadku. Biegnę ponownie i następne drzwi. Jestem na dachu. Jesteśmy całą paczką. Śmiejemy się, rozmawiamy. Tylko Kiyoshi jest jaki nieobecny. Biegnę dalej. Nagle wpadam na kogoś.
-Jason?!- Chyba mnie nie słyszy. Widać, że jest smutny. Po jego policzku spływa łza. Patrzy przed siebie. Spoglądam w tą stronę. Widzę trumnę. Podchodzę bliżej. Widzę w niej Kiyoshiego, ubranego całego na biało. Rozglądam się. Nikogo nie ma tylko przeraźliwa ciemność. Patrzę ponownie do trumny. Kiyoshi zniknął......

Obudziłam się cała spocona. To tylko sen. Czy to jakiś znak?? Rozglądam się po swoim pokoju. Ciemno. Opadam na poduszki i zasypiam ponownie.

Następnego dnia w szkole chłopaków nie było. Tak jak następnego. Siedziałam z dziewczynami w kawiarni.
-Megumi.- Z moich myśli otrząsnęła mnie Mariko. Złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się ciepło.
-Nie martw się Megi. Wszystko będzie dobrze.- Powiedział Yuko, również trzymając mnie za dłoń. Uśmiechnęłam się tyko do nich. Jestem szczęściarą, że mam takie przyjaciółki.
-Jason cos mówił?- Spytałam się Mari. Ona westchnęła głośno.
-Nic a nic. Nie odzywał się zbytnio.- Pewnie siedzi w szpitalu.
-Pogadajmy o czymś przyjemniejszym~! Np. Kiedy Mari dowiedziałaś się, że Jason jest wampirem?- Spytał się Yuko z uśmiechem. Również byłam tego ciekawa.
-W dzień, w którym go śledziłyśmy.- Powiedział z uśmiechem.
-Serio?! A co możesz o naszych chłopakach powiedzieć??- Dopytywała Yuko.
-Chyba mają po tyle samo lat. I, że znają się od bardzo dawna.- Stwierdziła ze zastanowieniem.
-Czyli ile?- Spytałam.
-306.- Na jej słowa Yuko aż się opluła.- Joni ci nic nie mówił?!- Zwróciła się do Yuko. Ona pokiwała przecząco głową.
-A coś jeszcze??- Dopytałam. Byłam bardzo ciekawa.
-To co same widziałyście. Co robili w przeszłości jest dla mnie niewiadomą. Jak będą chcieli to powiedzą o sobie więcej.- Uśmiechnęła się miło. Pogadałyśmy jeszcze tak trochę i każda ruszyła w swoją stronę. Zastanawiałam się, czy pójść do szpitala ale zrezygnowałam. Musiałam pozbierać swoje myśli.

                      .................2 tygodnie później.................

Chłopacy pojawili się kilka razy w szkole ale nic nie mówili. Siedziałyśmy w kawiarni. Rozmawiałyśmy o zwyczajnych tematach.
-Skarbuś.- Nagle Mari została przytulona od tyłu przez Jasona.
-Jason~!- Uśmiechnęła się szeroko i dała mu buziaka w policzek. Jason usiadł naprzeciw niej.- Co ty tu robisz?!- Aż się rozpromieniła.
-Już z dziewczyną i koleżankami nie mogę się spotkać?!- Zapytał z uśmiechem.- Mam wiadomość.- Powiedział i trochę spoważniał
-Jaką?- Spytała zniecierpliwiona Yuko.
-Kiyoshi się obudził.- Na jego słowa aż odetchnęłam z ulgą.
-Serio?!- Spytała podekscytowana Yuko.
-Tak. Wczoraj wieczorem tylko na chwile. A rano na dłużej. Jako tako kontaktuje. Niko go zbadał ponownie i stwierdził, że niedługo wyjdzie ze szpitala.- Uśmiechnął się szeroko jak my wszystkie.- Za jakieś 4 dni możesz do niego przyjść Megumi.- Spojrzał na mnie. Odpowiedziałam mu uśmiechem.
-Dziękuję.- Wzruszyłam się ze szczęścia.
-Jason powiedz, co robi Joni?!! Nawet do mnie nie dzwoni~.- Stwierdziła z nadąsana minka Yuko.
-Teraz siedzi przy Kiyoshim. A nie dzwoni, bo przez przypadek rozwalił swój telefon. Przed chwila mu kupiłem nowy. Jak wrócę do szpitala to przekażę mu, że ma zadzwonić i szykować się na dłuuuga rozmowę.- Na jego słowa zaczęłyśmy się śmiać. Nagle zadzwonił jego telefon.
-Halo......Co?!.......Zaraz tam będę.- Chyba coś się stało.
-Co jest?- Spytała Mariko.
-Kiyoshi próbuje wstać z łóżka, a Louis nie może go powstrzymać. Idę mu pomóc.- Wstał i pocałował Mari w policzek.- Odezwę się później. Narka.- Odszedł z uśmiechem. Dziewczyny zaczęły o czymś dyskutować lecz nie przysłuchiwałam się zbytnio. Zastanawiałam się, co Kiyoshi mi powie i co ja mu powiem.


-Kiyoshi, jeszcze raz spróbujesz wstać, a przywiąże cię do łóżka. Zrozumiałeś?!- Spytałem się go. Kiyoshi leżał pod kołdrą, przykryta aż po sam czubek głowy. Spojrzał się na mnie z mordem w oczach.

-Idź się powieś.- Stwierdził dość głośno i obrócił się do mnie tyłem. Uśmiechnąłem się na jego słowa. Jeżeli Kiyoshi zaczyna marudzić i wyzywać, to wraca do zdrowia. Usiadłem na krześle obok z uśmiechem i wziąłem książkę do ręki.

P.S.  Zagłosujcie w ankietach :)
PP.S.  Zostawcie komentarz :*

poniedziałek, 4 maja 2015

Twin blood- rozdział 29 end?

Ohayo~!!! ^.^
Witam po majowym weekendzie~! :) 
Przepraszam z góry, że nic nie wstawiłam ale wyjechałam i nie miałam jak czegoś wstawić.
<kłaniam się nisko> -.-
Jak widzicie w tytule jest "end?". Tak, to ostatni rozdział <wyciera łezkę>
ALE to nie koniec!!!!
Już powstaje 2 SEZON!!!!! <Weee~!!!> :3
Nie wiem jeszcze kiedy będzie wstawiony 1 rozdział TB2, gdyż moja kochana
becia Asuncia ma maturę. :/ 
Więc możliwe, że dopiero pod koniec maja będzie ciąg dalszy.
Ale nie martwcie się!!! Kimie bierze się do roboty nad niespodzianką~! ;)
Tak więc powodzenia dla maturzystów!!
I miłego czytania ;)

                                      2 miesiące później
Kiyoshi był jakiś dziwny. Cały czas jakby zamyślony. Widać było, że coś go dręczy. Czasami widziałam jak rozmawiał z Jasonem, Jonathanem i Runim. Wszyscy jakby go podnosili na duchu.
-Kiyoshi?! Kiyoshi!- Wręcz krzyknęłam do niego. Właśnie siedzieliśmy naszą bandą na dachu. Jest już o wiele cieplej, dlatego tu siedzimy.
-Co?! Och, przepraszam Skarbie. Zamyśliłem się.- Powiedział i przytulił mnie od tyłu. Usadowił się tak już wcześniej i myślałam, że zasnął.
-Oj, głuptas z ciebie. Jak chcesz pogadać to powiedz.- Powiedziałam, drapiąc go po głowie.
-Yhym....- Wymruczał wręcz, bardziej się do mnie wtulając. Składał na mojej szyi krótkie pocałunki, gdy nagle ugryzł mnie lekko w łączenie szyi z ramieniem. Aż przeszedł mnie dreszcz. Kiyoshi najwyraźniej to poczuł, gdyż oderwał się na chwile od mojej szyi.- Hmmm....- Po chwili ponownie mnie tam ugryzł. Gryzł mnie po szyi i ramieniu, wywołując u mnie przyjemne dreszcze.
-Kiyoshi~! Przestań!- Próbowałam się wyrwać lecz Kiyoshi przylepił się do mnie jak rzep. Dopiero po chwili przestał, całując mnie w policzek.
-Podobało się?- Zapytał z chytrym uśmieszkiem.
-Głupek.- Uderzyłam go lekko z łokcia w brzuch.- Podobało.- Powiedziałam cicho, cała się rumieniąc. Kątem oka zauważyłam, jak Kiyoshi uśmiecha się na swoje małe zwycięstwo. Ponownie się we mnie wtulił. Obróciłam lekko głowę i dałam mu buziaka w policzek. Chwilę się na mnie patrzał.
-Musi być po równo.- Stwierdził z uśmiechem. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Najwidoczniej przez taki mały gest go pocieszyłam.


Co u mnie i Jasona?? Bardzo dobrze. Ten wredny i zboczony wampir nadal jest ze mną. Dlaczego wredny? Bo często robi jakieś psoty. Raz np. przytulił się do Louisa i nie chciał go puścić. Powiedział, że nie wypieścił go wczoraj dostatecznie. Mi szczęka opadła a Yuko była w swoim żywiole. Na szczęście okazało się to nieprawdą. Lecz przez to zaczęłam się poważnie zastanawiać nad orientacją swojego chłopaka. A dlaczego zboczony? No więc.....Otóż jakiś czas temu przesiadywałam z nim w jego pokoju w willi. Leżeliśmy sobie na łóżku i rozmawialiśmy. Później zaczął mnie łaskotać. Na moje szczęście nie trwało to długo. Leżeliśmy na boku, patrząc na siebie. W pewnym momencie Jason najpierw pocałował mnie krótko, lecz po chwili wpił się w moje usta. Całowaliśmy się namiętnie z języczkiem. Jason popchnął mnie do tyłu, rękę wkładając pod moją bluzkę. Zaczął mnie głaskać i drapać po plecach, co wywoływało przyjemne dreszcze. Lecz największym zaskoczeniem dla mnie było, gdy Jason złapał mnie za pośladek i zaczął go ściskać. Było to przyjemne, więc w pewnym momencie jęknęłam cicho. Jason całował mnie nie tylko w usta. Składał pocałunki na mojej szyi. Nawet malinkę mi zrobił. Nie trwało to nazbyt długo i do niczego więcej nie doszło. Ale i tak było przyjemnie. Aż na samo wspomnienie zrobiłam się czerwona. Od czasu choroby Jasona wiele się zdarzyło. Swoje urodziny obchodził Kiyoshi, Rune i Shunsuke. Mieliśmy egzaminy. Chłopaki czasami walczyli z bandą tego Rivery. Pamiętam jak raz byłam w willi a oni wrócili z takiej walki. Jason w postaci wampira miał poszarpane ubranie, na dodatek ubrudzone krwią. Ten widok nie tylko przyprawiał o dreszcze strachu co zachwytu. No bo jednak musiałam przyznać, że wyglądał bosko. Wracając do teraz.... Cieszyłam się, że nasza ekipa ponownie jest razem. Raz tylko martwiłam się o Kiyoshiego, bo był taki nie w sosie. Jason chyba wie o co chodzi, ale nie chciał powiedzieć. Uszanowałam to i nie dopytywałam się. Dni mijały nam spokojnie. Chociaż nie spodziewałam się tego, co stało się później......

Właśnie mieliśmy wf-y z panem Tamuro. Tylko nie kazał nam się przebierać. Stwierdził, że jest tak piękna pogoda, że jeśli chcemy to możemy w coś pograć lub po prostu pogadać. My dziewczyny siedziałyśmy na ławce i rozmawiałyśmy z panem Tamuro. Niektórzy chłopacy grali w siatkówkę a niektórzy po prostu się wygłupiali lub leniuchowali. W pewnym momencie zainteresowały nas poczynania chłopaków. Jason, Joni, Kiyoshi, Rune i Louis zaczęli rzucać się na materace, po czym nawet na siebie. Zauważyłam, jak Kiyoshi mówi coś na ucho Jasonowi, po czym on przytakuje i się uśmiecha. Nagle Kiyoshi złapał Jasona za nadgarstek i zaczął uciekać, krzycząc przy tym „Porwanie!”. Na początku nie wiedziałam o co chodzi lecz po chwili się przekonałam. Jonathan zaczął ich gonić, krzycząc na Kiyoshiego, że ma oddać mu brata. Wszystkie wraz z panem Tamuro zaczęłyśmy się śmiać. W końcu Joni ich dogonił i rzucił się na Kiyoshiego. Gdy ten upadł wstał szybko i przytulił się do brata. Zrobili kilka takich scenek. Ta lekcja była naszą ostatnią, więc mogliśmy wracać do domu. Szliśmy całą klasą przez szkolne zewnętrzne boisko, gdy nagle usłyszeliśmy głos.
-No, no, no. Kogo ja tu widzę. Witam szanownych panów.- Usłyszeliśmy za sobą. Chłopacy natychmiast się zatrzymali i obrócili. Wszyscy patrzeli na nieznajomego i bandę za nim. Nieznajomy miał blond włosy i okulary na nosie. Był ubrany cały na czarno. Po chwili jednak zdjął okulary i ukazały się czerwone oczy. Zauważyłam jak wyraz twarzy chłopaków się zmienia. Stali się bardziej poważni i wściekli.
-Zabierz wszystkich do szkoły.- Wyszeptał do mnie Jason. Nie kłócąc się z nim zagoniłam wszystkich do budynku szkoły. Weszłam do pierwszej sali i zamknęłam drzwi. Wszyscy zadawali pytania, nie wiedząc o co chodzi. Niestety z tego pomieszczenia był widok na boisko. Podeszłam do okna i wypatrywałam całej sytuacji. W drodze do sali skapnęłam się, kim jest ten facet- Rivera.
-Mari, co tu się dzieje?!- Zapytała się mnie zmartwiona Megumi.
-Właśnie. Nagle wszystkich wpychasz do sali, zostawiając tam Jasona, Joniego, Kiyoshiego, Louisa i Runiego.- Powiedziała z pretensją Yuko.
-Nie wiem co się dzieje.- Skłamałam.- Jason kazał mi tak zrobić, to tak zrobiłam.- O nic na szczęście się nie pytały, tylko również zaczęły obserwować.


Patrzałem na niego z pogardą. Nie spodziewałem się, że teraz się ukaże i zechce walki.
-Co ty tu robisz Rivera?!- Zapytałem z pogardą.
-Jakie głupie pytania zadajesz blondasku. To chyba jasne po co tu jestem. Po zemstę oczywiście.- Odpowiedział z uśmieszkiem. Kiyoshi z tej złości zaczął warczeć na niego.- Oooo! I nasz szanowny kundel się znalazł. Kogoś ze sobą przyprowadziłem. Na pewno bardzo dobrze się znacie.- Powiedział Rivera a z tłumu wyszedł jakiś facet. Miał na sobie szare futro i spodnie, a jego gołą, wysportowaną klatę zdobiły tatuaże. Kiyoshi spojrzał na niego z chęcią mordu.
-Takiego kundla załatwię w 10 minut.- Stwierdził z głupawym uśmiechem.
-Takiego łachudrę sprzątnę w 5 minut z posiekaniem go na drobne kawałki.- Wysyczał wręcz Kiyoshi. Tamtemu uśmieszek zszedł z twarzy i pojawił się grymas niezadowolenia. Po chwili przyszła nasza ekipa. Ta walka była pomiędzy zjednoczonymi wampirami, wilkami i elfami a zjednoczonymi idiotami pragnącymi zemsty i zadośćuczynienia. Obserwowaliśmy siebie wzrokiem.
-Tym razem zostanie z ciebie tylko pył.- Stwierdził Rivera.
-To się jeszcze okaże.- Rzuciłem się z kłami i mieczem na Riverę. Kiyoshi zamienił się w wilka i rzucił się z kłami i pazurami na tego faceta. Reszta rzuciła się na przeciwnika. Tak rozpoczęła się walka na śmierć i życie wieczne.


Patrzałam na to wszystko z tej sali tak samo jak inni. Mimo takiej odległości wszystko było doskonale widać. Jak Kiyoshi i inni zamieniają się w wilki. Jak elfy latają i wymachują mieczem. Kły i czerwone oczy wampirów. Widziałam zdziwienie dziewczyn jak i reszty na to widowisko. Krew lała się wszędzie. Widziałam jak Rune ucina jednemu głowę a drugiego przepoławia na pół. Jak Jason walczy z Riverą. Muszę przyznać, że Rivera jest straszny jako wampir. Kilka razy próbował ugryźć Jasona ale bez skutku. Jak Joniemu dzięki swojemu refleksowi udaje się ujść przed śmiercią. Kolejne ciała padały na ziemię. Kątem oka zauważyłam szok na twarzach osób z mojej klasy.
-C-C-Co t-t-tam s-s-s-się dzieje?- Powiedział jąkając się pan Tamuro. Nie mogłam mu odpowiedzieć na to pytanie tak samo jak reszta. Mimo, iż ja tylko wiedziałam o co dokładnie chodzi. Z niecierpliwością i wielką obawą o życie swojego chłopaka jak i całej reszty czekałam na koniec tej walki.


Co za skurwiel z tego Rivery. Chciał mnie ugryźć ale nie zdołał. Nie ma tak łatwo.
-Poddaj się Jason. Mogę ewentualnie zastanowić się nad lżejszą karą, jeśli złożysz pokłon u moich stóp.- Powiedział z pogardą.
-Ani mi się śni staruchu.- Rozzłościłem go ostatnim słowem. Walczyliśmy tak, próbując zabić tego drugiego. Walczyliśmy na całym polu walki, zabijając czasami innych. Na szczęście były to osoby z jego bandy a nie mojej. W pewnym momencie zranił mnie w nogę. Skuliłem się z bólu. Ustał nade mną z uśmiechem satysfakcji.
-I widzisz jak kończy się nieposłuszeństwo blondasku. Zapamiętaj to sobie w drugim życiu.- Powiedział i zamachnął się. Wykorzystałem tą okazję. Szybko się obróciłem i przeciąłem mu tętnicę szyjną. Upuścił miecz i upadł na kolana. Ustałem przed nim cały zdyszany.
-W swoim drugim życiu nie gadaj tyle, tylko po prostu zabijaj. Żegnaj, Rivera.- Powiedziawszy ostatnie słowa wbiłem mu miecz prosto w serce. Wydał z siebie ostatnie jęki i padł. Ta walka już jest przesądzona. Tym razem braterstwo różnych ras wygrało z niegodziwością.


Widziałam jak Rivera rani Jasona w nogę. Serce zaczęło mi bić wtedy mocniej. Gdy on zamachnął się na Jasona, ten przeciął mu tętnicę, by po chwili wbić mu miecz  w serce. Ucieszyłam się w duchu na wygraną. Walka powoli się kończyła. Mnóstwo krwi i ciał leżało naokoło. Niektóre parowały, odchodząc w zapomnienie. Jedna grupa już się cieszyła z wygranej.
-Co tu się stało?- Spytała cicho Yuko z szokiem nadal wymalowanym na twarzy. Megumi również nadal nie mogła uwierzyć w to co widzi. Pewnie tuż po tym wszystko będziemy im tłumaczyć. W klasie zaczął się robić rumor. Wszyscy zaczęli rozmawiać o zaistniałej sytuacji. Dopiero teraz zauważyłam, że kilka osób zemdlało. Ponownie spojrzałam się na pole bitwy. Ostatnim momentem, który zauważyłam było padające ciało Kiyoshiego na ziemię...........




                                 Ciąg dalszy nastąpi.......
Jakie są wasze wrażenia po pierwszej serii?
Czekam na wasze komentarze ;)
Love <3 #Kimie #Asuna