Hej~ho! Cześć i czołem~!
Kimie w pewnym sensie powraca.
W pewnym, gdyż ostatni post wstawiłam 4 maja i do tej pory nic nie wstawiałam.
Stęskniliście się czy czekaliście grzecznie?? :)
Więc przechodząc do rzeczy nowy sezon "Twin Blood".- Yeah~! ^.^
Postanowiłam go w końcu wstawić, gdyż nie mam narazie co wstawiać.
Oczywiście na dzień dziecka coś, a może nawet i dwa cosie się pojawią.
Nowe opowiadanie.........no komenst -.-
Rozdział nie zbetowany, gdyż moja becia Asuna zaginęła xp
Miłego czytania ;)
A tu link do ostatniej części:
Obracałem się w momencie, gdy Kiyoshi upadał na ziemię.
-Kiyoshi!-
Wydarłem się i szybko do niego podbiegłem.- Kiyoshi.- Podniosłem jego głowę. Próbowałem
go obudzić ale na nic się zdały moje działania. Sprawdziłem jego puls. Był
słaby ale najważniejsze, że był. Dopiero teraz zauważyłem jak bardzo Kiyoshi
był ranny. Podszedł do mnie Runi.
-Co
z nim jest??- Spytał pośpiesznie.
-Trzeba
go natychmiast zawieść do szpitala.- Powiedziałem tylko i wziąłem go na ręce.
Usłyszałem jak kilka osób klaszcze. Niektórzy nawet się kłaniali. Nie tylko
dziękowali mi za zabicie Rivery. Dziękowali Kiyoshiemu za jego odwagę i walkę w
słusznej sprawie. Podbiegłem szybko do samochodu, w którym czekał już Joni.
Szybko wszedłem do środka i pojechaliśmy do szpitala. Oczywiście do tego w
którym pracuje Niko. Napisałem jeszcze do Willa aby przywiózł Mariko, Yuko i
Megumi.
Widziałam
jak Jason bierze Kiyoshiego na ręce i jak kilka osób klaszcze i kłania się.
Spojrzałam na Megumi. W jej oczach dostrzegłam strach i zmartwienie o
Kiyoshiego. Co mam teraz zrobić? Nagle poczułam wibracje. Wyciągnęłam
telefon z kieszeni. Dostałam SMSa od nieznanego numeru: „Zatkaj uszy sobie i
niech twoje przyjaciółki również to zrobią”. Co to za dziwny SMS.
-Zasłońcie
sobie uszy.- Powiedziałam do Yuko i Megumi.
-Co?!-
Spytała zdziwiona Yuko.
-Zrób to i o nic więcej się nie pytaj.- Zasłoniłyśmy uszy.
Po chwili zobaczyliśmy, jak cała nasza klasa kładzie się spać. To było bardzo
dziwne. Gdy wszyscy już spali do pomieszczenia wszedł jakiś chłopak z fletem.
To było jeszcze dziwniejsze, gdyż zamykałam drzwi. Podszedł do nas. Dopiero
wtedy zabrałam ręce z uszu.
-Idźcie
na zewnątrz. Tam ktoś na was czeka.- Powiedział melodyjnym głosem.
-Co
im się stało?- Spytałam zmartwiona, wskazując na klasę.
-Nie
martw się. Poszli po prostu spać.- Powiedział i puścił oczko. Wzięłam
dziewczyny za ręce i wybiegłam z nimi przed szkołę. Moim oczom ukazał się dość
niesamowity widok. Każdy sobie pomagał. Elfy leczyły rany, wilki przynosiły
wampirom krwi a niektórzy sprzątali trupy. Nie wiedziałam gdzie pójść i co
robić.
-Chodźcie.-
Usłyszałam i aż podskoczyłam. Obróciłam się i zobaczyłam Willa. Wziął mnie z
rękę i pociągnął. Doszliśmy na parking.- Wsiadajcie.- Powiedział spokojnie.
Wsiadłyśmy i ruszyliśmy. Domyśliłam się, że wiezie nas do chłopaków. Po
dłuższej chwili podjechaliśmy pod szpital. Weszliśmy do budynku, skręciliśmy w
prawo, windą i w lewo. Na korytarzu ujrzałam Jasona.
-Jason!-
Krzyknęłam i podbiegłam do niego, od razu się wtulając w jego tors.
-Mari.-
Wyszeptał i również mnie przytulił.- Chodźcie.- Powiedział do nas. I znowu
gdzieś idziemy. Weszliśmy do przytulnego gabinetu. Był on dość duży jak na
gabinet. Na środku były dwie kanapy i stolik, po prawej szafa a na lewo szafki
i mini kuchnia. Właśnie przy niej stał Jonathan. Ja, Jason i Joni usiedliśmy na
jednej kanapie, a Yuko z Megumi na drugiej.
-Chcemy
wam wszystko wyjaśnić.- Powiedział Jason.- Ja, Joni i Rune jesteśmy wampirami.-
Powiedział z powagą. Przytuliłam się bardziej do jego ręki.
-Wiedziałaś!-
Krzyknęła do mnie Yuko.
-Wiedziała,
bo jej o tym powiedziałem. Wtedy poprosiłem aby wam nie mówiła bo...
-Bo
każdy z nas chciał to zrobić osobiście i w odpowiednim momencie.- Dokończył za
niego Joni. Usiadł on koło Yuko i złapał ja za rękę.- Yuko, czy chcesz nadal ze
mną chodzić? Może i powinienem ci powiedzieć o tym wcześniej to jednak się
bałem. Kocham cię i na pewno cię nie skrzywdzę.- Powiedział z powagą, patrząc
jej prosto w oczy. Ja jednak miałam łatwiej, bo mogłam się zastanowić a Yuko
musi teraz odpowiedzieć.
-Ja.....Ja.....-
Zaczęły jej lecieć łzy z oczu.- Joni~!- Krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. To
jednak oznaczało „Tak”. Joni przytulił ją mocno do siebie z uśmiechem na
ustach.
-A
ty tak się tego bałeś.- Skomentował Jason. Yuko nagle oderwała się od swojego
chłopaka.
-Joni!
Jesteś ranny? A może musisz się napić?- Spytała, przybliżając się do niego
blisko. To skołowało trochę Joniego.
-Nie,
nie. Nic mi nie jest.- Powiedział i pocałował ją w czoło. Yuko uśmiechnęła się
z ulgą.
-Megumi.-
Jason zwrócił się do niej z powagą.- Jak sama mogłaś zauważyć Kiyoshi również
nie jest do końca człowiekiem. Jest on wilkiem. I sama musisz zdecydować czy
chcesz z nim być.
-A
gdzie jest Kiyoshi?- Spytałam. Jason westchnął ciężko.
-Został
ciężko ranny. Niko go pozszywał i w ogóle. Na razie jest w śpiące
farmakologicznej. Nie wiem kiedy się przebudzi i czy przeżyje.- Widziałam, że
to jest ciężkie przeżycie dla Jasona. Nagle usłyszałam płacz. Spojrzałam na
Megumi. Z jej oczu płynęły łzy. Do pokoju wszedł Runi. Podszedł do niej i
przytulił ją, pozwalając się jej wypłakać.
-Ciii.....Wszystko
będzie dobrze.- W jego zachowaniu ujrzałam Kiyoshiego. Tego opiekuńczego. Joni
zaparzył jej melisy na uspokojenie.
-Chcesz
do niego pójść?- Spytał Jason. Pokiwała tylko głową. Wszyscy poszliśmy do sali,
w której leżał. W dużej części był zabandażowany. Megumi usiadła na jego łóżku.
Trzymała go za rękę, głaskając ją po zewnętrznej stronie. Jedna łza popłynęła
po jej policzku.
Po
tym Jason odwiózł nas do domu. Oczywiście musiał potwierdzić, że nic mu się nie
stało. Mnie odwiózł ostatnią. Zatrzymał się blisko mojego domu.
-Nie
martw się. Teraz się wszystko ułoży.- Powiedziałam i poklepałam o po ramieniu.
-Wiem,
wiem. Wiesz co ci powiem?! Że podczas walki najbardziej martwiłem się o ciebie.
Bałem się, że coś może ci się stać. Nie wybaczyłbym tego sobie.- Spojrzał na
mnie z powagą. Zaskoczyły mnie jego słowa. Nawet się zarumieniłam.- Tęskniłem
za tymi rumieńcami.-Stwierdził z uśmiechem, głaszcząc mnie po policzku.
Spojrzałam na niego z pod wpół przymkniętych powiek. Przybliżył się do mnie i
wpił się w moje usta. Chyba uzależniłam się od jego pocałunków. P tym
przytuliłam się jeszcze do niego i poszłam do siebie.
Pojechałem
do obozu Kiyoshiego. W końcu jego wataha jest beż głównej opieki. Plus trzeba
wszystko wyjaśnić. Na miejscu spotkałem Joniego, Willa, Niko, Louisa, Kadotę i
Nane. Poszedłem w stronę głównego placu.
-Co
wy tu robicie?!- Zapytała gniewnie Ayako.- Idźcie sobie!- Krzyknęła. Wziąłem
głęboki oddech.- Idźcie sobie ale już! Nie damy wam się tak łatwo! Jesteśmy
watahą która......
-Która
nie ma wodza!- Krzyknąłem trochę już wściekły.
-Co?-
Ayako spojrzała na mnie ze zdumieniem.
-Słuchajcie
wszyscy! Wasz wódz, Kiyoshi, został ciężko ranny w walce o wasze jak zarówno
nasze życie. Leży w szpitalu i walczy o swoje życie. Dopóki się nie obudzi i
nie wyzdrowieje będziemy się wami opiekować! I nie chcę słyszeć sprzeciwu!
Niech przyjdzie do mnie jakieś 6 osób, co jest na bieżąco ze sprawami w
klanie.- Wszyscy patrzeli na mnie ze zdumieniem. Chyba nie mogli uwierzyć, że
ktoś tak silny jak Kiyoshi jest ciężko ranny.
-To
nie możliwe.- Powiedziała Ayako, z trochę nieobecnym spojrzeniem.
-To
prawda.- Powiedział Koji. Jest on z watahy i walczył z nami. Podczas walki
złamał nadgarstek i ma trochę zadrapań. Ustał obok mnie.- Byłem tam i
widziałem. Kiyoshi walczył z Bussho. Plus jeszcze kilkoma osobami. Gdy walka
się zakończyła upadł na ziemię. To Jason i reszta mu pomogli. Więc Aya nie
marudź tylko przyjmij ich pomoc. Wiesz, że Kiyoshi-sama by tego chciał.- Ayako
spuściła głowę w dół. Najwyraźniej zrobiło się jej trochę wstyd. Usłyszałem jak
cicho zaczęła szlochać. Podszedłem do niej i przytuliłem ją.
-Nie
martw się. Nim się obejrzysz, a wyzdrowieje.- Ayako jeszcze chwilę płakała w
moje ramię. Ogarnęła się i zorganizowała całą watahę. Tej nocy elfy pilnowały
wilków. Ja w tym czasie wybrałem się do szpitala. Usiadłem na krześle obok
łóżka. Patrzałem na miarowo unoszącą się zabandażowaną klatkę piersiową, na
jego blade ciało. Na spokojnie śpiącą twarz.
-Dziękuje.-
Po policzku spłynęła mi łza. Siedziałem u jego boku do rana.
Siedziałam
skulona na łózku i płakałam. Musiałam wyrzucić wszystkie emocje. Musiałam
wszystko przemyśleć. Nie spodziewałam się tego. Gdy widziałam wściekłą minę
Kiyoshiego, jak się zamienił w wilka, jak walczył, zabijał...... Wzięłam długą
kąpiel i mimo to nie mogłam zasnąć. Przypominały mi się wszystkie chwile z nim
spędzone. Drapanie za uchem, wesołe miasteczko, pierwsza randka, pocałunki,
opieka,.......Kilka łez ponownie spłynęło mi po policzku. Ostatni raz, gdy go
widziałam był szpital. I słowa Jasona, że Kiyoshi może nie przeżyć. Z tego
wszystkiego zasnęłam.
Znalazłam się w jakimś korytarzu. Zaczęłam biec.
Zajrzałam do jednego z pokoi. Była to sala lekcyjna. W jednej z ławek siedział
Kiyoshi i patrzał się na mnie z uśmiechem. Pobiegłam dalej. Otworzyłam kolejne
drzwi. Diabelski młyn. Ja spoglądam przez okno, a Kiyoshi na mnie. Biegnę
dalej. Jestem w swoim pokoju. Całuję się z Kiyoshim. To było po moim małym
wypadku. Biegnę ponownie i następne drzwi. Jestem na dachu. Jesteśmy całą
paczką. Śmiejemy się, rozmawiamy. Tylko Kiyoshi jest jaki nieobecny. Biegnę
dalej. Nagle wpadam na kogoś.
-Jason?!- Chyba mnie nie słyszy. Widać, że jest smutny.
Po jego policzku spływa łza. Patrzy przed siebie. Spoglądam w tą stronę. Widzę
trumnę. Podchodzę bliżej. Widzę w niej Kiyoshiego, ubranego całego na biało.
Rozglądam się. Nikogo nie ma tylko przeraźliwa ciemność. Patrzę ponownie do
trumny. Kiyoshi zniknął......
Obudziłam się cała
spocona. To tylko sen. Czy to jakiś znak??
Rozglądam się po swoim pokoju. Ciemno. Opadam na poduszki i zasypiam ponownie.
Następnego dnia w szkole
chłopaków nie było. Tak jak następnego. Siedziałam z dziewczynami w kawiarni.
-Megumi.- Z moich myśli
otrząsnęła mnie Mariko. Złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się ciepło.
-Nie martw się Megi.
Wszystko będzie dobrze.- Powiedział Yuko, również trzymając mnie za dłoń.
Uśmiechnęłam się tyko do nich. Jestem szczęściarą, że mam takie przyjaciółki.
-Jason cos mówił?- Spytałam
się Mari. Ona westchnęła głośno.
-Nic a nic. Nie odzywał
się zbytnio.- Pewnie siedzi w szpitalu.
-Pogadajmy o czymś
przyjemniejszym~! Np. Kiedy Mari dowiedziałaś się, że Jason jest wampirem?-
Spytał się Yuko z uśmiechem. Również byłam tego ciekawa.
-W dzień, w którym go
śledziłyśmy.- Powiedział z uśmiechem.
-Serio?! A co możesz o
naszych chłopakach powiedzieć??- Dopytywała Yuko.
-Chyba mają po tyle samo
lat. I, że znają się od bardzo dawna.- Stwierdziła ze zastanowieniem.
-Czyli ile?- Spytałam.
-306.- Na jej słowa Yuko
aż się opluła.- Joni ci nic nie mówił?!- Zwróciła się do Yuko. Ona pokiwała
przecząco głową.
-A coś jeszcze??-
Dopytałam. Byłam bardzo ciekawa.
-To co same widziałyście.
Co robili w przeszłości jest dla mnie niewiadomą. Jak będą chcieli to powiedzą
o sobie więcej.- Uśmiechnęła się miło. Pogadałyśmy jeszcze tak trochę i każda
ruszyła w swoją stronę. Zastanawiałam się, czy pójść do szpitala ale
zrezygnowałam. Musiałam pozbierać swoje myśli.
.................2
tygodnie później.................
Chłopacy pojawili się
kilka razy w szkole ale nic nie mówili. Siedziałyśmy w kawiarni. Rozmawiałyśmy
o zwyczajnych tematach.
-Skarbuś.- Nagle Mari
została przytulona od tyłu przez Jasona.
-Jason~!- Uśmiechnęła się
szeroko i dała mu buziaka w policzek. Jason usiadł naprzeciw niej.- Co ty tu
robisz?!- Aż się rozpromieniła.
-Już z dziewczyną i
koleżankami nie mogę się spotkać?!- Zapytał z uśmiechem.- Mam wiadomość.-
Powiedział i trochę spoważniał
-Jaką?- Spytała
zniecierpliwiona Yuko.
-Kiyoshi się obudził.- Na
jego słowa aż odetchnęłam z ulgą.
-Serio?!- Spytała
podekscytowana Yuko.
-Tak. Wczoraj wieczorem
tylko na chwile. A rano na dłużej. Jako tako kontaktuje. Niko go zbadał
ponownie i stwierdził, że niedługo wyjdzie ze szpitala.- Uśmiechnął się szeroko
jak my wszystkie.- Za jakieś 4 dni możesz do niego przyjść Megumi.- Spojrzał na
mnie. Odpowiedziałam mu uśmiechem.
-Dziękuję.- Wzruszyłam
się ze szczęścia.
-Jason powiedz, co robi
Joni?!! Nawet do mnie nie dzwoni~.- Stwierdziła z nadąsana minka Yuko.
-Teraz siedzi przy
Kiyoshim. A nie dzwoni, bo przez przypadek rozwalił swój telefon. Przed chwila
mu kupiłem nowy. Jak wrócę do szpitala to przekażę mu, że ma zadzwonić i
szykować się na dłuuuga rozmowę.- Na jego słowa zaczęłyśmy się śmiać. Nagle
zadzwonił jego telefon.
-Halo......Co?!.......Zaraz
tam będę.- Chyba coś się stało.
-Co jest?- Spytała
Mariko.
-Kiyoshi próbuje wstać z
łóżka, a Louis nie może go powstrzymać. Idę mu pomóc.- Wstał i pocałował Mari w
policzek.- Odezwę się później. Narka.- Odszedł z uśmiechem. Dziewczyny zaczęły
o czymś dyskutować lecz nie przysłuchiwałam się zbytnio. Zastanawiałam się, co
Kiyoshi mi powie i co ja mu powiem.
-Kiyoshi, jeszcze raz
spróbujesz wstać, a przywiąże cię do łóżka. Zrozumiałeś?!- Spytałem się go.
Kiyoshi leżał pod kołdrą, przykryta aż po sam czubek głowy. Spojrzał się na
mnie z mordem w oczach.
-Idź się powieś.-
Stwierdził dość głośno i obrócił się do mnie tyłem. Uśmiechnąłem się na jego
słowa. Jeżeli Kiyoshi zaczyna marudzić i wyzywać, to wraca do zdrowia. Usiadłem na krześle obok z uśmiechem i wziąłem
książkę do ręki.
P.S. Zagłosujcie w ankietach :)
PP.S. Zostawcie komentarz :*
Hej,
OdpowiedzUsuńrozdział jest fantastyczny, dziewczyny poznały prawdę i chłopakach i mimo tego chcą z nimi być, to im nie przeszkadza, a Kiyoshi wraca do zdrowia...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia