sobota, 6 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 19

Ohayo~!
Witam was serdecznie. Dzisiaj się nie zapomniałam i dodaje następny rozdział TB. Wstawiam już 19, a nadal nie wiem czy wam się podoba czy nie :/ No cóż......Mimo to życzę miłego czytania :D

Ile to jeszcze będzie trwać?! Minął już tydzień od rzucenia rywalizacji między mną a Kazu o Yuko. Oczywiście nie poddam się tak łatwo. Ale Yuko mogłaby już zdecydować, którego z nas wybiera. Bardzo chcę już z nią być. Chcę ją przytulać, dawać buziaki, chodzić na spacery, jeść słodycze itp. Ale przez tego idiotę jest to na razie niemożliwe. Byliśmy w trójkę na randce w weekend. Ale to nie to samo. Miałem ochotę go zabić, gdy dotykał mojego Skarba. Chociaż plusem było to, gdy wpadł do fontanny. Nie mogłem przestać się z niego śmiać. On poszedł przez to do domu, więc w końcu zostałem z Yuko sam na sam. Bardzo cieszył mnie ten fakt. Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po mieście, po czym odprowadziłem ją do domu. Nie mogłem się powstrzymać by nie dać jej buziaka chociaż w policzek. Chyba jestem na wyższej pozycji, gdyż ona również dała mi buziaka w policzek. Mogłaby już powiedzieć, że wybiera mnie. I ja i Kazu robimy tak, aby ten drugi nie mógł się spotkać z Yuko. Muszę przyznać, że nawet w tym to ja prowadzę. Dlaczego? Bo Kazu jest wiceprzewodniczącym szkoły, a ja dogadałem się z przewodniczącym Naokim. Okazał się być on wilkołakiem. Szybko dogadał się z Kiyoshim. Kiyoshi i mój braciszek oczywiście mi pomagają. Louis stwierdził, że jest neutralny i dopinguje mi i mojemu rywalowi. Ale chciałby, żebym ja wygrał. Wracając do Naokiego. Na początku nie był zbytnio zaciekawiony. Lecz, gdy rozpoznał Kiyoshiego (podobno znają się z dzieciństwa). Od razu zaoferował swoją pomoc. Bardzo się zdziwił, gdy dowiedział się, że ja i Jason jesteśmy wampirami. I że nie pozabijaliśmy się nawzajem (wampir-wilk). Dawał Kazu mnóstwo pracy. Raz nawet wyjechał na 2 dni ze swoja watahą (również jest wodzem) i dał mu mnóstwo roboty, przez to nie spotkał się z Yuko. Ja za to miło spędziłem z nią te dni. Właśnie teraz wracamy w trójkę z kawiarni. W kawiarni nawet go ignorowałem. Ale nawet miło było. Stwierdzam, iż nie lubię, gdy zbliża się zima. Szybko robi się ciemno i jest zimno. Szliśmy sobie spacerkiem przez park. I coś mi tak jakoś nie pasowało.
-A ty co o tym sądzisz Joni?- Spytała się mnie Yuko.
-Ale o co chodzi? Bo się zamyśliłem.- Każdemu się zdarza.
-Chodzi o to, że w szkolnej stołówce powinni sprzedawać lepsze słodycze.- Powiedziała Yuko.
-To na pewno. Chociaż przez to, że nie sprzedają chodzimy do kawiarni i spędzamy razem więcej czasu.- Stwierdziłem z uśmiechem.
-Też prawda.- Podzieliła moje zdanie z uśmiechem.
-Yuko! Chodź tu szybko! Tu jest mały jeż!- Krzyknął Kazu, będąc od nas jakieś kilka metrów dalej.
-Serio?!- Zaciekawiona Yuko od razu do niego podbiegła. Ja się nie spieszyłem i dalej szedłem sobie spacerkiem. Kazu z Yuko chwilę zachwycali się jeżem, po czym czekali aż do nich dojdę. Nagle zza krzaków wyskoczył jakiś zamaskowany facet. Odwrócili się w jego stronę i dobrze, że się cofnęli o krok. Kazu przez to, że się cofnął, przewrócił się na ziemię i siedział osłupiały na chodniku. Zamaskowany facet miał w ręce nóż, którym zamachnął się na nich. Zauważyłem, jak ten facet zamachuje się nożem na Yuko. Ona przerażona stała i najwidoczniej nie wiedziała co robić. Od razu znalazłem się przed nią i przyjąłem na siebie atak. Przeciął mi skórę na ręce. Nie mogłem wytrzymać i uderzyłem go. Zdołałem go jeszcze trochę pobić zanim mi zwiał.
-Jesteś ranna?- Spytałem się od razu Yuko, gdy tego faceta już nie było.
-Nie, nic mi nie jest.- Powiedziała nadal oniemiała Yuko.
-To dobrze.- Odetchnąłem z ulgą.
-J....Jo....Jonathan ty krwawisz!- Krzyknęła Yuko już trzeźwo. Ale to była prawda. Krew leciała z ok.18 centymetrowej rany na przedramieniu. Chyba przez to, że jestem wampirem tego nie poczułem.
-To nic takiego.- Na serio. Nawet nie bolało.
-Jak to nic takiego! Idziemy z tym do szpitala! Muszą to opatrzyć.- Krzyczała na mnie Yuko. Widać było, że się o mnie martwi.
-Nie trzeba. Pójdę do domu i Jason mi to odkazi i zabandażuje.- Nie będę łaził po szpitalach.
-Niech ci będzie. Ale idziemy. MIGIEM!- Powiedziała i od razu ruszyliśmy do mnie. Oczywiście Kazu poszedł do siebie. Znaleźliśmy się u mnie w 5 minut. Po drodze Yuko dała mi kilka chusteczek aby jakoś zatamować krwawienie. Mimo, że miałem klucze to i tak Yuko dzwoniła naciskając dzwonek jak opętana.
-Już idę, idę. Co się stało?- Spytał Jason otwierając drzwi. Najwidoczniej miał lenia i leżał na kanapie przed telewizorem, bo miał niezłą szopę na głowie.
-Joni jest ranny!- Krzyknęła Yuko. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać.
-Opatrzysz kuku?- Spytałem wręcz z uśmiechem braciszka.
-Ty kaleko. Właź do środka i idź do mojego pokoju. Pójdę tylko po apteczkę i cię opatrzę głupolu.- Powiedział a ja migiem wszedłem do środka.- Nie martw się tak Yuko. Zaopiekuję się nim i wyśle ci SMS`a. A teraz idź do domu. Jest już późno. Odprowadziłbym  cię ale ten łamaga sam sobie nie poradzi.- Powiedział do Yuko z uśmiechem.
-Dobrze. Zaopiekuj się nim dobrze. Dobranoc.- Powiedziała Yuko spokojnie lecz było słychać, że nadal jest przerażona. Jason zamknął drzwi i razem udaliśmy się do jego pokoju. Oczywiście nie musiał brać po drodze apteczki. Zdjąłem jakoś górną część swojej garderoby i usiadłem na łóżku. Jason usiadł koło mnie i uniósł moją rękę bliżej siebie.
-Co się stało, że masz taką ranę?- Spytał i zaczął zlizywać krew.
-Szliśmy w trójkę przez park. I nagle zza krzaków wyskoczył jakiś gostek i zaczął wymachiwać nożem. Ten idiota siedział na ziemi i nic sobie z tego nie robił. Gdy zauważyłem, że chce zranić Yuko to ją osłoniłem. Dlatego mam tą ranę. Pobiłem go trochę ale zdołał mi uciec. Yuko chciała mnie zabrać do szpitala lecz zdołałem ją powstrzymać.- Opowiedziałem w skrócie całą historię. Jason nic na to nie powiedział tylko dalej zlizywał krew. Widziałem, jak rana zaczyna się powoli goić. Po kilku minutach nie było po niej ani śladu. Zdziwiło mnie, gdy Jason przeniósł bandaż.
-Po co to?- Przecież nie mam rany, więc po co owijać mi ręke.
-Przecież nie powiesz, że zlizałem ci ranę i już jej nie masz. Ponosisz kilka dni bandaż tak dla picu. Przecież, gdybyśmy nie byli wampirami miałbyś normalnie opatrzoną ranę.- Racja. Przecież tylko Mariko wie o tym fakcie. Nie wiem jakbym miał się tłumaczyć Yuko, gdyby zobaczyła, że po ranie ani śladu. Przerwałem bratu bandażowanie mojej ręki. Powiedziałem, że po kąpieli mi ją zawinie. Po kąpieli odświeżony siedziałem grzecznie i patrzyłem, jak Jason zawija mi przedramię. Gdy skończył chciałem od razu iść spać.
-Nie tak prędko.- Powiedział Jason i powstrzymał mnie od położenia się.
-Co jeszcze?- Spytałem bardzo śpiącym głosem. Jason nagle ciął się w zgięciu dłoni. Od razu podniosłem jego dłoń i zacząłem pić. Ale ze mnie głupol. Przecież straciłem dość dużo krwi. W dodatku Jason jeszcze się napił. Poczułem ulgę po zaspokojeniu swojego pragnienia. Lecz zmęczenie wzięło górę i od razu się położyłem. Oczywiście nie polazłem do swojego pokoju, bo po co. Przytuliłem się do swojego osobistego ciepełka i zasnąłem.

Następnego dnia normalnie polazłem do szkoły. Ledwo co minąłem bramę szkoły a zostałem przywitany przez Yuko.
-Jak się czujesz Joni? Boli cię? Wszystko w porządku?- I lawina pytań na dzień dobry.
-Cześć Yuko. Wszystko dobrze. I nie, nie boli. Nie musisz się tak o mnie martwić.- Powiedziałem z uśmiechem.
-A-Ale dlaczego nie miałabym się martwić o swojego chłopaka?- Spytała cała czerwona na twarzy.
-Hee?- Jesteś bardzo inteligentny Jonathanie.
-No....Jeżeli oczywiście jeszcze chcesz abym była twoją dziewczyną.- Powiedziała cała zawstydzona, spuszczając głowę w dół. Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów. Podszedłem do niej bliżej i mocno przytuliłem. Po tym złapałem ją za podbródek tak, aby spojrzała na mnie.
-Kocham Cię Yuko. Moja dziewczyno.- Powiedziałem i pocałowałem ją. Kit z tym, że byliśmy w szkole i prawdopodobnie wszyscy na nas patrzyli. Odsunąłem się od Yuko i spojrzałem na nią. Patrzyła na mnie chwilę, by rzucić się na mnie z wielkim uśmiechem na ustach.
-Joni~! Kocham Cię.- Ostatnie słowa wręcz wyszeptała mi do ucha.
-Ja ciebie też.- Powiedziałem. Postawiłem Yuko na ziemię.
-Gratuluję słodkożercy.- Powiedział Jason z uśmiechem.
-Dziękujemy~!- Powiedzieliśmy równo z Yuko i przytuliliśmy się do niego w zamian. On tylko się na to zaśmiał.
-O Kiyoshi! Słuchaj, Joni i Yuko są razem od dzisiaj.- Powiedział Jason, gdy przyszedł Kiyoshi.
-To fajnie. Gratuluję.- Powiedział beznamiętnie.
-Coś się stało Kiyoshi-chan?- Spytała Yuko.
-Miałem ostatnio ciężkie dni.- Stwierdził z żalem.
-Hej wszystkim.- Przywitała nas Mariko.
-Hejka.- Odpowiedzieliśmy.
-No wiesz?! Tak beznamiętnie witać swojego chłopaka.- Stwierdził z żalem Jason. Mariko podeszła do niego, dała buziaka i mocno się w niego wtuliła.
-Witam cię mój chłopaku.- Powiedziała z uśmiechem, patrząc na niego.
-Witam cię moja piękności.- Przywitał ją Jason i dał buziaka.- Mam dla ciebie wspaniałe wieści. Twoi przyjaciele są razem.- Na te słowa Mariko od razu się obróciła w naszą stronę. A ja z Yuko uśmiechnęliśmy się do niej głupkowato. Mimo to, rzuciła się na Yuko.
-Gratuluję~! W końcu jesteście razem.- Oczywiście mnie też musiała przytulić.
-Hejka.- Teraz przyszła Megumi.
-Hej Megi. Yuko i Joni w  końcu są razem.- Powiedziała na przywitanie Mari.
-Co?! Serio?! Gratuluję.- Jak już tulimy to tulimy.
-Dzięki, dzięki.- Coś czuję, że tym misiakom nie będzie końca.
-Cześć Skarbie.- Powiedziała Megi do Kiyoshiego i cmoknęła go w policzek.
-Cześć.- Powiedział Kiyoshi nadal stojąc z obojętną miną i rękoma skrzyżowanymi na piersi.
-Coś się stało? Jesteś dzisiaj jakiś nie w sosie.- Stwierdziła Megi. Gdyby wiedział jaki miał weekend to by zrozumiała. Kiyoshi tylko westchnął i poszedł do szkoły. Widać było, że Megumi się o niego martwi.
-Zebranie zarządu czy co?- Spytał się wesoło Shunsuke.
-Powiadomienie o związku pomiędzy Jonim a Yuko.- Powiedział Jason. Widać było, że Shuna zdziwiła ta wiadomość.
-Gratuluję~!- Krzyknął, gdy już się otrząsnął ze zdziwienia.
-Dziękuuujemy~!- Powiedziała Yuko i przytuliła się do mnie.
-Ale spokojnie. Jesteście parą dopiero od kilku minut a już takie czułości?!- Najwidoczniej Mari chciała to powiedzieć poważnie ale jej nie wyszło, gdyż wręcz się śmiała mówiąc to.
-Oj tam, oj tam. Żyłem w abstynencji przez te tygodnie. Więc teraz mam prawo aby tulić i całować moją dziewczynę.- Gdy to powiedziałem wszyscy zaczęli się śmiać.
-A co wy tacy weseli od samego rańca?- Spytał się Louis.
-To ty nie wiesz?- Zapytał się Jason.
-Ale czego?- Odpowiedział pytaniem Lou.
-Na serio nie wiesz?- Dopytywał Jason.
-Ale czego?- W tym momencie Lou wychodził na idiotę.
-Jak ty możesz tego nie wiedzieć. Ranisz człowieku.- Jason aż zaczął gestykulować rękoma.
-Ale czego nie wiem bo już sam nie wiem czego nie wiem.- Reszta aż zaczęła się cicho śmiać pod nosem.
-Jak to nie wiesz czego nie wiesz?! Dosłownie ranisz. Przez ciebie wszyscy popadniemy w depresję. Ja już czuję, że zaczyna mnie boleć głowa.- Jason zaczął się wachlować ręką a inni ledwo co wytrzymywali ze śmiechu.
-Jeśli mi powiesz to będę wiedział i nie będzie depresji.- Powiedział z głupkowatym uśmiechem.
-Ja mam ci powiedzieć? JA mam ci powiedzieć?! To już szczyt wszystkiego! Przez ciebie będę musiał brać leki na uspokojenie. Możliwe, że będę musiał chodzić do psychiatry. Ja cię dosłownie nie rozumiem. Czy ty mnie nie lubisz? Albo zrobiłem coś nie tak i teraz chcesz się zemścić?! Powiedz mi, bo jeszcze zacznę płakać i się upokorzę. No powiedz!- Na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać. Louis natomiast stał osłupiały nie wiedząc co powiedzieć a Jason zakrył sobie twarz dłońmi.
-Więc o co chodzi?- Spytał się po chwili Lou co wywołało ponowną salwę śmiechu.
-O to, że mój braciszek od dzisiaj jest w związku z Yuko.- Powiedział najpierw poważnie Jason, aby po chwili wyszczerzyć się w szczerym uśmiechu. Louis stał w osłupieniu. Gdy dotarła do niego wiadomość zrobił face palma.
-Dowaliłeś tą deprechą Jason.- Stwierdził z niedowierzaniem.- A co do was to życzę szczęścia i dużo słodkości.- Powiedział do nas z uśmiechem.
-Dzięki~! A teraz misiaczek.- Powiedziałem i razem z Yuko przytuliliśmy się do niego. On tylko zaśmiał się na to.
-A gdzie jest Kiyoshi? Jeszcze nie przyszedł?- Zapytał Lou.
-Już przyszedł. Jest pewnie pod klasą.- Powiedziała Yuko.
-A dlaczego tu go nie ma?- Dopytywał.
-Najwidoczniej jest nie w sosie.-Jason pewnie wie co się stało. Później się go spytam.
-Aaaa. No nic. To chodźmy na lekcje, bo się jeszcze spóźnimy.- Powiedział Lou i poszliśmy na lekcje.

Coś dziwnego dzieje się z Kiyoshim. Wiem, że napadały na niego i jego rodzinkę inne watahy. Przez to nie mógł spotkać się z Megumi. Ale musiało się coś jeszcze wydarzyć. Widzę, że coś go gryzie. Ale Kiyoshi jest uparciuchem i nic nie powie. Trzeba będzie go w weekend trochę przycisnąć. Pamiętam, jak raz też taki był. Dopiero po miesiącu powiedział o co się martwi. Wtedy chodziło o jego rodziców. Ale to było dawno, dawno temu. Gdy będzie się tak zamartwiać to Megi będzie chodzić zamartwiona i smutna. A nie chcę żeby zrywali. Kiyoshiemu zależy na Megumi, tak jak jej na nim. Nie wiem, czy powiedzieć o tym Mariko. Pewnie też zacznie się martwić o swoją przyjaciółkę. Ohhh!! Muszę szybko coś wymyślić.


                                 Las w mieście Akita
-Znaleźliście go?
-Nie wodzu. Ani śladu.
-.....
-Jakie są twoje rozkazy wodzu??
-Przeniesiemy się bardziej na południe. Będziemy szukać, dopóki go nie znajdziemy.
-Dobrze, zrozumieliśmy. Więc kiedy wyruszamy?
-Rano wyjadą z bagażem. My wyruszymy wieczorem.
-Dobrze. Powiadomię resztę.
-Dziękuję. To wszystko. Możecie iść.
-Dobrze. Dobrej nocy wodzu.
-Wam również.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Twin blood- rozdział 18

Ohayo~! ^.^
Przepraszam, że w weekend nie pojawił się rozdział ale poszłam na imieninowo-urodzinową imprezkę :p
Odnośnie tego tygodnia to pojawi się coś na Mikołajki oraz kolejny rozdział TB. 
Nie wiem kiedy pojawi się dzieło pisane razem z LovelyxAuną ale na pewno jeszcze w tym roku ^.^ (Muszę złapać chęci na przepisywanie-.-) 
Czy pojawi się coś nowego?? Dopiero na nowy rok będzie wstawiane nowe opowiadanko, które na razie jest w fazie przemyśleń....
Co do one-shotów to na pewno będzie na wigilie i sylwestra. I tu pytanie- wolicie z osobami z opowiadania, wymyślonymi czy z jakiegoś anime?? Odpowiadajcie w komentarzach :p
Jestem ciekawa czy ktoś w ogóle czyta moje opowiadanko, bo jak na razie zero komentarzy :(( Więc jeśli możecie uszczęśliwcie mnie odrobinkę i napiszcie chociaż krótki komentarz :3
Arigatou and enjoy~! :*

Dlaczego weekend minął tak szybko?! To nie fair. Miałam taki miły i przyjemny weekend a tu znowu do szkoły. Otóż, w weekend Jason zabrał mnie na wycieczkę do lasu. Żadnych skojarzeń -.- . Tam urządziliśmy sobie piknik. Było wspaniale. Pyszne jedzonko, dobra pogoda i mój wampirek ^.^ . To nic, że przez cały ten czas na mojej twarzy gościł rumieniec. No bo jak się nie rumienić, gdy chłopak mówi do ciebie „Moja ty najpiękniejsza” lub „Jesteś moją gwiazdką z nieba”. Burak murowany. No ale nic. Jakoś to przeżyję. Właśnie stoję z Megumi i Yuko na placu szkoły. Czekamy na chłopaków. Jako pierwszy pojawił się Shun.
-Mari-chan~!- I misiaczek na powitanie.
-Też się cieszę, że cię widzę Shun-kun.- Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Yuko-chi~!- Teraz wielki misiak z Yuko.
-Onii-chan~!- Oni chyba nawet z kilka lat będą się tak witać.
-Megi-chan~!- I przytulas z Megumi. Megi się tylko na to uśmiechnęła.
-Shunsuke-kun. Nie przywalaj się tak do mojej dziewczyny.- Powiedział Kiyoshi z morderczym spojrzeniem. Nawet nie zauważyłam, kiedy podszedł, dlatego trochę się przestraszyłam. Megumi od razu podeszła do swojego chłopaka i się do niego przytuliła.
-Nie musisz być tak zazdrosny.- Powiedziała z uśmiechem.
-Ale ja jestem o ciebie cholernie zazdrosny. W tej szkole jest mnóstwo chłopaków, którzy chętnie by chcieli być z tobą bo jesteś piękna. Dlatego pilnuję by żaden nie zbliżył się do mojej ukochanej.- Na te słowa Megumi zrobiła się cała czerwona a Yuko aż zapiszczała z zachwytu. Ja tylko się na to uśmiechnęłam. Nagle zobaczyłam bliźniaków wchodzących przez bramę szkoły. Nie mogąc dłużej czekać pobiegłam do nich i rzuciłam się na Jasona. Obaj zaśmiali się z mojego zachowania.
-Witaj Skarbie.- Powiedział Jason i dał mi całusa w policzek.
-Mój.- Tylko to udało mi się wymamrotać, gdyż byłam mocno przytulona do Jasona.
-Też się cieszę, że cię widzę Mari.- Przywitał mnie Joni z szerokim uśmieszkiem. Nagle jego wyraz twarzy zmienił się. Odkleiłam się od Jasona i spojrzałam w stronę reszty naszej paczki. Zauważyłam, że Yuko rozmawiała z Kazuhiro.
Kazuhiro Egami.
17 lat
01.11.1997r.
Wzrost: 1,78
Kraj: Japonia
Brązowe oczy i włosy
Hobby: gry komputerowe, siatkówka, origami





Widać było, że jest zdenerwowany rozmową obcego z Yuko.
-Kim jest ten chłopak?- Spytał się Joni z poważną miną.
-To Egami Kazuhiro. Jest z równoległej klasy.- Powiedziałam z lekkim niepokojem. Zaczęliśmy iść w ich stronę. Jonathan szedł trochę szybciej. Nie przywitał się z resztą. Od razu ustał za Yuko, patrząc się na Kazu. On trochę się go przestraszył. Zauważyła to Yuko i spojrzała się za siebie. Gdy to zrobiła Joni uśmiechał się przyjacielsko do niej.
-Witaj Yuko-chi.- Powiedział z uśmiechem.
-Witaj Joni-kun.- Przywitała go z uśmiechem i lekkim rumieńcem Yuko. Joni spojrzał się na Kazu. Ustał przed nim.
-Więc nazywasz się Kazuhiro. Miło poznać mojego rywala. Wiedz, że się tak szybko nie poddam i Yuko będzie moja. Zrozumiałeś?- Spytał się z uśmiechem, który nie wróżył nic dobrego. Kazuhiro przeraził się na jego słowa. Lecz po chwili zrobił poważną minę i powiedział.
-Ciebie również miło poznać Jonathan-san. I ja również się nie poddam. Więc pamiętaj to.- Po tych słowach obrócił się i pomaszerował do budynku szkoły.
-Co-tu-się-przed-chwilą-stało?!- Spytałam zbita z tropu.
-Yuko później wam to wytłumaczy.- Odpowiedział mi Jason i wszyscy poszliśmy na lekcje.

-Że co?- Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. Yuko właśnie wytłumaczyła nam zaistniałą sytuację.- Zaraz, zaraz.......Więc byłaś na randce z Kazu-kunem i Jonim!? I obaj chcą z tobą chodzić ale ty nie wiesz którego wybrać!?- Trzeba się upewnić.
-Tak. To bardzo ciężkie. Obaj mi się podobają. Mam przez to mętlik w głowie. Aaaa~!- Krzyknęła aż z rozpaczy Yuko.
-Widzisz. Teraz 2 chłopaków będzie o ciebie walczyć.- Stwierdziła z uśmiechem Megi.
-Więc szybko się zdecyduj.- Powiedziałam dopingując przyjaciółkę.
-Dzięki.- Uśmiechnęła się Yuko.
-A który ci się choć o 1% bardziej podoba?- Spytałam zaciekawiona.
-No.....Jonathan.- Odpowiedziała cała się rumieniąc.- No bo on.....- Zacięła się Yuko.
-Bo on co?- Widać Megi też jest tym zaciekawiona.
-Bo on skradł mój pierwszy pocałunek.- Dokończyła cała się rumieniąc.
-Więc teraz ty zdecydujesz, kto ukradnie ci drugi.- Stwierdziła Megi na co wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Chyba trzeba będzie niedługo urządzić Babski Wieczór. Ale to dopiero wtedy, gdy Yuko zdecyduje, którego wybiera. Chociaż moim zdaniem zwycięzcą zostanie Joni. Będę mu dopingować. W końcu to mój przyjaciel. I mój przyszły.......Nie, nie, nie! Nie myśl o tym tak Mari ;p.

Więc minął tydzień od rzucenia rywalizacji między Jonathanem a Kazuhiro. Coś się przez to stało? No może trochę. Oboje nie ustępują na krok Yuko. Oczywiście Joni ma plus, gdyż chodzi z nią do klasy. Nawet odprowadzają ją razem. Nie zawsze, bo Kazu ma inne godziny lekcji. Każdy z nich kombinuje tak, aby być z nią sam na sam. Joniemu pomaga braciszek i Kiyoshi. W jaki sposób? Robią tak, aby Kazu miał więcej pracy i nie mógł się spotykać z Yuko. Kazu jest wiceprzewodniczącym szkoły. Więc chłopaki musieli się dogadać z przewodniczącym aby ten dawał więcej roboty swojemu zastępcy. Ostatnio nie było przewodniczącego 2 dni, przez to Kazu nawet się nie spotkał z Yuko. Nie wiem jak minął weekend, bo miałam inne zajęcia. Pewnie jesteście ciekawi co?! Otóż poszłam z Jasonem do willi i tam piekłam ciasto z Juri. Zaś on z resztą poszli się „napić”. Zaczęłam się dogadywać z Juri. Opowiedziała mi nawet jak spotkała bliźniaków. „Mieszkałam wtedy w pięknej rezydencji w Wenecji. Pewnego dnia postanowiłam przejść się po mieście. Spacerowałam sobie i nagle na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i już miałam przeprosić ale mnie zamroziło. Przez chwile myślałam, że mam jakąś wadę wzroku i widzę podwójnie. Jednak jeden z nich spytał się mnie, czy nic mi się nie stało. A ja nadal patrzałam się na nich w niedowierzaniu. Poszliśmy do kawiarni aby porozmawiać. Okazali się być bardzo przyjaźni. Oczywiście nie wiedziałam, że są wampirami. Dowiedziałam się kilka dni później, gdy sama polowałam. Zaprzyjaźniliśmy się po tym. Jakieś dwa lata później spotkała mnie tragedia. Mój narzeczony zmarł a apartament spłonął. Nie wiedziałam co zrobić. Bliźniacy zaoferowali mi pomoc. Pamiętam jak zaprowadzili mnie do willi. Myślałam, że mieszkali tam sami. Okazało się, że było tam więcej wampirów. Nigdy nie zapomnę słów Jasona, gdy powiedział, że od teraz jesteśmy rodziną. Że jestem ich młodszą siostrzyczką. Od tamtego momentu mam prawdziwą rodzinę”. Muszę przyznać, trochę zatkała mnie jej historia.
-A ile masz lat Juri-chi?- No bo jest młodszą siostrzyczką.
-Dam nie pyta się o wiek.- Zaśmiała się przy tym Juri. -Powiem ci ale zachowaj to w tajemnicy. Okej?!
-Okej.- Powiedziałam z uśmiechem.
-197.- Powiedziała szybko i dalej zajmowała się mieszaniem ciasta.
-A kto tu jest najstarszy?- Ale ja ciekawska ^.^
-Bliźniacy.- Odpowiedziała Juri, nie przerywając swojej pracy.
-Serio?- Nie wiem dlaczego ale trochę mnie to zdziwiło.
-Tak. Może się zdawać, że inni są starsi. Ale tak naprawdę są od nich młodsi. Niektórzy o kilka lat a inni o wiele więcej.- Po tym gadałyśmy już tylko o jakichś bzdetach. Gdy wszyscy wrócili zrobiłyśmy herbatę i dałyśmy każdemu po kawałku ciasta. Pochwałom nie było końca, zwłaszcza od strony Jasona. Zapakowałam mu kawałek ciasta dla Joniego. Taki miły weekendzik z jego rodziną. Ciekawe, czy z moją też się tak dogada?

Aktualnie siedzę z dziewczynami w szkolnej toalecie. Dlaczego? Yuko stwierdziła, że chce z nami pogadać sam na sam i nie mieć 2 chłopaków przy sobie.
-Więc jak ci minął weekend Yuko?- Wręcz bardzo byłam tym zaciekawiona.
-Mniej więcej dobrze. Chociaż muszę się w końcu zdecydować, którego wybieram bo nie mam zamiaru przesiadywać w toalecie aby z wami porozmawiać.- Powiedziała z lekkim oburzeniem.
-Było jakoś tragicznie?- Dopytała się Megi.
-Czasami wykłócali się, gdzie mamy iść. Chociaż i tak atmosfera była ciężka. Zwłaszcza, gdy mordowali się spojrzeniem. Nie mogłam się przestać śmiać, gdy Kazu wpadł do fontanny.- Stwierdziła z uśmiechem.
-Że co?- Co tam się działo?!
-To było tak, że Joni poszedł po coś do picia. Więc zostałam z Kazu sama. A on tak się we mnie zapatrzył, że nie zauważył fontanny i do niej wpadł. Oczywiście, gdy Joni przyszedł również nie mógł przestać się śmiać. Kazu poszedł do domu aby się nie przeziębić a ja z Jonim pochodziliśmy trochę po mieście. Jest o wieeele lepsza atmosfera, gdy tych dwóch nie ma obok siebie.- Opowiedziała nam relację z uśmiechem.
-Moim zdaniem ty już zdecydowałaś z którym chcesz być.- Stwierdziła stanowczo Megumi.
-Serio?! Z kim?!- Och, ta Yuko.
-Sama się domyśl.- Odpowiedziała Megi i zaczęłyśmy się śmiać. Reszta dnia minęła spokojnie. O dziwo Joni z Kazu się nie kłócili. Lecz to może być cisza przed burzą.


Czy ja mogę mieć choć odrobinę SPOKOJU?!! W weekend nigdzie nie mogłem się wybrać. Dlaczego? Przez różne najazdy innych watah. Gdy już myślałem, że dali sobie spokój to NIE!!! Oni muszą mnie wkurwić. Jeden przez swój idiotyzm ledwo co uszedł z życiem. Drugiemu przez to, że uważał się za boga piękności poharatałem buźkę i ściąłem włosy. Uciekał z płaczem jak jakaś lalunia. Trzeciemu, który uważał, że nie jestem wodzem odciąłem rękę. Chyba te wszystkie osoby, które mnie „odwiedziły” zdecydowały się popsuć mi weekend. A chciałem się wybrać gdzieś z Megi oraz z moją rodzinką. Dobrze, że wyczuli iż mam zły humor i nie denerwowali mnie bardziej. Nawet Emiko nie przyszła się do mnie potulić. Chociaż te najazdy nie były najgorsze. Gorzej było wytłumaczyć Megumi dlaczego nie możemy się spotkać. Powiedziałem jej, że przyjechało do mnie wujostwo, którego dawno nie widziałem i chciałem z nimi spędzić ten czas. A tak naprawdę walczyłem i przeklinałem pod nosem jak opętany. Dobrze, że w niedzielę były tylko 4 najazdy. Przynajmniej zdołałem jako tako się uspokoić i chociaż trochę czasu spędzić z bliskimi. Siedzieliśmy w obozie, na wypadek gdyby ktoś jeszcze chciał się „zabawić”. Siedziałem sobie na bujawce, która znajdowała się na mojej werandzie. Na kolanach miałem Emi, która wtuliła się we mnie jak w misia.
-Tatusiu, jesteś na mnie zły?- Spytała niespodziewanie Emi.
-Dlaczego miałbym być na ciebie zły?- Zdziwiło mnie jej pytanie.
-Bo Chiyo powiedziała mi wcześniej, żebym do ciebie nie szła bo jesteś zły.- Powiedziała smutnym głosem.
-Byłem zły ale nie na ciebie. Chciałem inaczej spędzić weekend ale nieproszeni goście mi w tym przeszkodzili. Dlaczego w ogóle pomyślałaś, że jestem na ciebie zły? Przecież ja na ciebie nigdy nie będę zły i nie będę na ciebie krzyczał. Jesteś moja córeczką.- Powiedziałem spokojnie i pocałowałem ją w czoło. Emiko spojrzała na mnie. Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy, które spływały po jej policzkach.- Nie płacz Emi. Tatuś jest przy tobie.- Przytuliłem ją mocniej do siebie. Emiko płakała jeszcze trochę ale się uspokoiła. Widać była bardzo zmęczona, bo zasnęła mi na kolanach. Przykryłem ją kocem aby się nie przeziębiła. Mam nadzieje, że nie będzie więcej tak zmasowanych ataków. Muszę chronić swoją rodzinkę. I nie chcę aby Emi płakała i martwiła się przeze mnie.





czwartek, 27 listopada 2014

Urodzinowo z Twin Blood po raz drugi ^.^

Ohayo~! ^.^
No więc dzisiaj mamy urodziny naszej małej Emiko :* Z tej okazji wstawiam urodzinowego one-shota :p
I oczywiście Wszystkiego Najlepszego dla dzisiejszych jubilatów i weekendowych :D
Z tej okazji możecie napisać w komentarzu co byście chcieli np. one shota z kimś lub jakiś spam ;)
Miłego czytania -.o
#Kimie     #LovelyxAsuna


Nowy dzień powoli budził się w górach. Gęsta mgła unosiła się między górami i pagórkami. Szron otulał rośliny tworząc piękny widok. Lekki wiaterek kołysał drzewa. W jednej z doli, na której wznosiły się piękne drewniane chaty, panowała głucha cisza. Wszystkie osoby tam mieszkające spały smacznie lecz jedna z nich właśnie się budziła. Mała, rudowłosa dziewczynka przytuliła się bardziej do mięciutkiej poduszki, otwierając oczy. Podniosła się do siadu, rozglądając się po pokoju. Czując chłód ponownie skryła się pod grubą kołdrą. Usłyszała kroki, zbliżające się do niej. Do pokoju wszedł białowłosy chłopak. Spojrzał się na nią swoimi złotymi oczami i uśmiechnął ciepło. Podszedł i usiadł na łóżku. Dziewczynka wykorzystała to siadając mu na kolanach i wtulając się w niego. Chłopak uśmiechnął się szerzej na jej zachowanie i objął to drobniutkie ciałko. Czując, że drży przykrył a kocem.
-Jak się spało?- Spytał łagodnym głosem.
-Dobrze. Tylko teraz jest bardzo zimno.- Wymamrotała. Swoje łapki włożyła pod jego kamizelkę, policzek kładąc na jego ramieniu.
-Jak się ubierzesz i zjesz ciepłe śniadanie to się rozgrzejesz. Plus jest bardzo wcześnie, więc tak już jest. Mówiąc drapał ja po plecach.
-Brrr. Wolę, gdy jest cieplutko.- Marudziła.
-Na ciepłe dni musisz poczekać. A teraz....- Podniósł ją tak aby spojrzała na niego.- Wszystkiego Najlepszego Emi.- Uśmiechnął się i ucałował ja w czółko. Emiko ucieszyła się na jego słowa i rzuciła się z cichym „Dziękuje” na jego szyję. W ten piękny listopadowy, jesienny dzień obchodziła urodziny.

Wstała radośnie i poszła się ubrać. Potem poszła do kuchni i usiadła na krześle. Przed nią był talerz z naleśnikami, a na nich narysowany czekoladą kwiatek.
-Dziękuje Tatusiu.- Uśmiechnęła się szeroko do białowłosego, który siedział przed nią i popijał kawę.
-Dla mojej córeczki wszystko. A teraz jedz póki ciepłe.- Dziewczynka posłusznie zabrała się za jedzenie. Po posiłku wstała, talerz włożyła do mycia i podeszła do Kiyoshiego.
-Gotowa.- Powiedział z uśmiechem. Kiyoshi uśmiechnął się i wstał.
-To idziemy.- Wyciągnął do niej rękę.- Coś dla ciebie przygotowaliśmy.- Emiko podała mu swoja łapkę i potaknęła. Wyszli z domku. Usłyszeli głośne „Sto lat Emi~!”. Wszyscy stali przed domkiem. Emiko bardzo się ucieszyła z tego drobnego gestu. Schowała się za Tatusiem, niby to bardzo się zawstydzając. Jednak wyszła po chwili i zaczęła ściskać braci i siostry.
-Chodź Emi. Mamy dla ciebie kilka niespodzianek.- Odezwał się jeden chłopak. Złapał ją za rękę i małą grupą poszli do jednej chatki. Tam przygotowane już były sztalugi i płótna oraz farby i pędzle.
-Oto jedna z atrakcji. Zobaczymy kto najlepiej maluje.- Stwierdziła jedna z dziewczyn. Emiko z wielka radością podbiegła do jednej z sztalug. Reszta poszła w jej ślady i nie tracąc czasu zaczęli malować.

Po ponad godzinie obrazy były gotowe.
-Mój obraz wygląda jak jakiś kleks.- Stwierdził chłopak o czarnych włosach.
-A mój to coś a’la Picasso.- Stwierdził drugi.
-A twój Emi?- Spytała dziewczyna o blond włosach.
-A taki jest.- Obróciła obraz w ich stronę. Wszyscy wręcz rozszerzyli oczy ze zdziwienia. Emi mimo swojego młodego wieku malowała bardzo pięknie. Tym razem namalowała górski krajobraz x wieczora.
-Emi, przez ciebie wpadniemy w depresje.- Stwierdził le Picasso z uśmiechem.
-Ona jest po prostu bardzo utalentowana. Emi, gdzie powiesisz ten obraz?- Spytała ja blondynka.
-Hmmm........U Tatusia~!- Stwierdziła z uśmiechem. Zostawili swoje prace aby wyschły i wyszli. Emiko od razu podbiegła do Kiyoshiego, czyli Tatusia. On z uśmiechem wziął ja na ręce.
-Co moja artystka namalowała?- Spytał i starł z jej policzka plamkę farby.
-Dowiesz się później.- Powiedziała z uśmiechem.
-No niech ci będzie. Więc teraz wybieramy się na wycieczkę.- Postawił ją na ziemi i zmienił się w wilka. Emiko wraz z grupką osób zrobiła to samo. Wbiegli do lasu. Gdyby ktoś ujrzał ich z daleka nie uwierzyłby własnym oczom. Najbardziej oczywiście wyróżniał się Kiyoshi białym kolorem futra i wielkością. Był on z dwa razy większy od normalnego wilka. Każdy z nich wyróżniał się kolorem futra i wielkością. Od jednolitych kolorów po różnobarwne. Od najmniejszych do największych. Wbiegli na dużą polanę. Psoty czas zacząć. Tego wszystkiego pilnował oczywiście Kiyoshi. Wszyscy bawili się w wilczej , jak i w ludzkiej postaci. Po ponad 3 godzinnej zabawie wrócili do obozu. Tam na Emiko czekała kolejna niespodzianka. Wszyscy ustali w kółku, a dwie osoby trzymały tort urodzinowy. Zaczęli śpiewać „Sto lat’’ dla solenizantki. Ona z wielkim uśmiechem czekała. Gdy skończyli śpiewać pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki przy akompaniamencie oklasków i okrzyków. Tym zaczęła się urodzinowa impreza. Wszyscy zebrali się wokół ogniska jedząc, rozmawiając, śmiejąc się, tańcząc i śpiewając. Impreza skończyła się krótko po północy. Solenizantka zmęczona poszła do swojej chatki. Mimo zmęczenia postanowiła wziąć długą kąpiel. Była bardzo szczęśliwa i zadowolona z dzisiejszego dnia. Cieszyła się, że trafiła do tego klanu. Jej historia jest dość smutna ale ją jednak ona cieszy. Emi, gdy była mała została prawdopodobnie porzucona w lesie. Na szczęście znalazł ją Kiyoshi i zaopiekował się nią. Teraz jest jego córeczka. Teraz ma mnóstwo braci i sióstr, którzy ja kochają. Nie pamięta swoich biologicznych rodziców. Dla niej jej ojcem jest Kiyoshi, a matka Chiyo. Mimo, iż nie są oni razem jako małżeństwo.

Wykąpała się i ubrała w swoja piżamkę, po czym poszła do swojego pokoju. Na łóżku półleżał Kiyoshi, czytając książkę. Podeszła do łóżka i wskoczyła mu na kolana.
-O! Już chciałem po ciebie iść.- Stwierdził, odkładając książkę.
-Tatuś~!- Spojrzała na niego niewinnie.
-Słucham cię.- Powiedział z uśmiechem.
-A gdzie prezencik dla córeczki?!- Zapytała nadal niewinnie lecz z uśmiechem.
-A tutaj.- Trzymał na dłoni małe pudełeczko. Emiko z radością przyjęła prezent. Od razu go rozpakowując. Jej oczom ukazał się srebrny pierścionek ze złotym oczkiem. Spojrzała do środka, a w nim ujrzała napis „Tata i córka”.
-Na razie jest dla ciebie za duży więc...- Wziął od niej pierścionek i założył na łańcuszek. Zapiął go na jej szyi.- Na razie możesz tak go nosić.- Emi jeszcze raz spojrzała na pierścionek.
-Dziękuje~!- Przytuliła się do niego mocno.

-Dla ciebie wszystko. A teraz spać.- Położył się, przytulając do siebie Emiko. On wtuliła się w niego i zasnęła. Cały czas trzymała pierścionek w swojej rączce. Od tego momentu jest on jej największym skarbem.