Witam serdecznie w ten ciepły ale burzowo- deszczowy dzień~! >.<
Nie będę się długo rozpisywać, bo nie ma o czym.
Mogę tylko powiedzieć, że niespodzianka PRAWDOPODOBNIE
będzie pod koniec czerwca. Tak na wakacje~! ^.^
Czytajcie i komentujcie~!
Enjoy~.....
Coraz
bardziej niecierpliwiłam się przed rozmową z Kiyoshim. Nie wiedziałam dokładnie
co chce mi powiedzieć. Czy zerwie ze mną? A może jednak nadal chce ze mną
być?? Czy chce mi się wytłumaczyć? Czy chce mnie do czegoś przekonywać?
Mariko i Yuko próbowały uspokoić mnie jakoś. Mari nawet ze szczegółami
opowiedziała mi jak to było w jej przypadku. Chciałam dopytać się trochę Jasona
ale go nadal nie było w szkole. Z wielka niewiadomą czekałam.....
Kilka dni później po lekcjach szłyśmy z dziewczynami po
placu szkoły. Nagle Mari zaczęła biec. Dopiero wtedy zauważyłam Jasona
stojącego przed bramą szkoły. Mari przytuliła się do niego mocno. Najwidoczniej
nie spotykają się tak często.
-Ohayo
Jason~!- Przywitała go wesoło Yuko.
-Hejka.-
Również jako tako byłam szczęśliwa, że go widzę.
-Hej, hej. To aż niemożliwe, że jesteście tak szczęśliwe
po lekcjach.- Zaśmiałyśmy się krótko.
-A
co ty tu robisz?- Spytała Mari nadal w niego wtulona.
-Przyszedłem
po Megi. Kiyoshi czuje się dość dobrze i stwierdziłem, że może przyjść i z nim
porozmawiać.- Spojrzał na mnie, oczekując odpowiedzi. Zmieszałam się trochę.
Nie spodziewałam się, że to dzisiaj się stanie. Chociaż to tylko rozmowa.
-Dobrze.
Przyjdę.- Czułam się jakbym szła na skazanie.
-Chodźcie
ze mną. Przyjechałem samochodem to pojedziemy razem.- Stwierdził z uśmiechem, a
mi na chwile przestało bić serce. Teraz?!! Dobra Megumi. Uspokój się.
-Ja
się piszę. W końcu zobaczę się z moim Jonim~.- Rozmarzyła się trochę Yuko. Mari
tylko bardziej wtuliła się w swojego chłopaka.
-To jedziemy.- Ruszyliśmy na parking. Wsiedliśmy do auta i
chwilę potem Jason zaparkował na parkingu szpitala. Serce waliło mi tak, jakby
miało za chwile wylecieć z piersi. Nawet nie zauważyłam, że Jason idzie obok
mnie, a dziewczyny są daleko z przodu.
-Nie
martw się.- Podskoczyłam na jego głos.
-Co?-
Spytałam i spojrzałam się na niego jakby nieobecnym wzrokiem.
-Nie
martw się tak. Wszystko będzie dobrze. Weź kilka głębszych oddechów i spokojnie
z nim porozmawiaj.- Jason uśmiechnął się..... uspokajająco?? Odetchnęłam kilka
razy i jako tako się uspokoiłam.
-Dziękuje.-
Powiedział z uśmiechem. Weszliśmy do szpitala i skierowaliśmy się na jego
piętro. Przystaliśmy na chwilę pod sala.
-Idź
do niego. My jak coś jesteśmy w gabinecie Niko. Powodzenia.- Powiedział Jason z
uśmiechem. Wziął Mari za rękę i poszli. Mari tylko uśmiechnęła się szeroko.
-Powodzonka~!.-
Stwierdziła Yuko i przytuliła mnie. Po chwili biegła już za Jasonem i Mari.-
Joni~!!- Można uznać, że leciała do niego na skrzydłach miłości. Westchnęłam
ostatni raz i weszłam do pokoju. Kiyoshi pół leżał na łóżku. W niektórych
miejscach nadal miał bandaż. Mimo to nadal wyglądał tak samo jak go pamiętałam.
-Hej.-
Powiedziałam cicho i podeszłam do łóżka.
-Hej.-
Uśmiechnął się do mnie. Jego głos był nieco chrapliwy. Albo mi się zdawało??
-No więc.....ja.....- Sama nie widziałam co powiedzieć.
Usiadłam obok łóżka ze spuszczoną głową. Nagle poczułam, że dotyka mojego
ramienia. Spojrzałam w górę. Kiyoshi patrzał na mnie przenikliwie. Jego dłoń
zsunęła się na moją.
-Pozwól,
że ja zacznę.- Kiwnęłam tylko głowa na zgodę.- No więc jak już mogłaś sama
zobaczyć nie jestem do końca człowiekiem. Jestem wilkiem. Powinienem ci już to
wcześnie wyznać ale nie wiedziałem jak. Już nie jeden raz chciałem powiedzieć
„Megumi posłuchaj. Jestem wilkiem”. Pierwszy raz jednak bałem się tego
powiedzieć. Myślałem, że mnie odrzucisz. Powiesz, że jestem ohydny i żebym
nigdy więcej się do ciebie nie zbliżyłam. Chyba jestem za bardzo pesymistyczny.
Albo za bardzo zakochany. Wyznam ci, że w całym swoim życiu- a młody nie
jestem, nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Takiej niewinnej, a zarazem tak
przebojowej i nieprzewidywalnej. Kocham Cię i nadal chcę być z Tobą. Więc mam
nadzieje, że......że nadal lubisz mnie za to kim jestem.- Mówiąc to wpatrywał
się tępo w pościel. Ale było słychać, że mówi prawdę. Spojrzał na mnie i aż
otworzył oczy ze zdziwienia. Z moich oczu leciały łzy.- Megumi ja prze....- Nie
dokończył, gdyż rzuciłam mu się na szyję. Objęłam go mocno, szlochając w jego
ramię.
-Nigdy
więcej.- Podniosłam się tak aby patrzeć mu w oczy.- Nigdy więcej mnie tak nie
strasz. I jak coś cię trapi to masz mi od razu powiedzieć. Bałam się o ciebie.
Myślałam.......Myślałam, że zginiesz. I ja ciebie nie lubię, bo cię Kocham
idioto. Kocham Cię takiego jakim jesteś! Głupek.- Ponownie zaczęłam szlochać w
jego ramię. Poczułam jak ręką głaska mnie po głowę, druga obejmując w pasie.
-Obiecuje
już cię tak więcej nie straszyć. Megumi, Kocham Cię.- Ucałował mnie w czoło. Po
chwili uspokoiłam się i ponownie na niego spojrzałam. Na jego twarzy widniał
uśmiech.
-Jak
się czujesz?- Spytałam, splatając nasze palce.
-Teraz
to o wiele lepiej. Mogę skakać z radości.- Uśmiechnął się szeroko.- I gdy tylko
wyjdę z tego wariatkowa to zabiorę cię na długi spacer i wszystko ci opowiem.
Już nie będę tego przed tobą krył.- Uśmiechnęłam się na jego słowa i
przytuliłam do jego klatki piersiowej.
-Będę
tu codziennie przychodzić, wiec wytrzymasz.- Oboje zaśmialiśmy się na te proste
słowa.
-Będę
wyczekiwał cię z niecierpliwością.- Stwierdził i przytulił mnie.
-Poczekaj.-
Odkleiłam się od niego i położyłam tuż obok. Patrzał na mnie zdziwiony.- Połóż
tu głowę.- Powiedziałam klepiąc się po brzuchu. Posłusznie to zrobił. Zaczęłam
go drapać za uchem. On na ten gest uśmiechnął się szeroko i przymknął oczy,
wtulając się we mnie.
-Z
taka terapią wyjdę o wiele wcześniej niż sadziłem. Ale wiesz, że nawet jeśli
stąd wyjdę to terapia musi być powtarzana.- Wręcz wymruczał.
-Wiem,
wiem. Chociaż teraz zachowujesz się bardziej jak kotek niż wilk.- Zaśmiałam się
przypominając sobie, że tak na początku myślałam. Spojrzał się na mnie
zdziwiony.
-Kotek?!
Kotek to ty jesteś. I tego kotka za chwile zjem.- Podniósł się i zaczął gryźć
mnie w szyję.
-Kiyoshi!-
Pisnęłam- Przestań~!- Wywoływało to u mnie łaskotki, a nie ból. Oderwał się od
mojej szyi i spojrzał głęboko w oczy. Jego złote oczy jak zwykle przyciągały
moje spojrzenie. Pochylił się i pocałował mnie. Za tym chyba stęskniłam się
najbardziej.
-A
gdzie reszta?- Spytał nadal wisząc nade mną.
-W
gabinecie Niko.- Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Przejdziemy
się do nich?- Spytał podnosząc się do siadu.
-Oj
nie. Ty masz tu leżeć, a nie spacerować po szpitalu.- Stwierdziła poważnie.
-A
jeśli zawieziesz mnie tam na wózku, a ja opatulę się grzecznie kocem to się
zgodzisz?!- Powiedział milutko patrząc się prosto na mnie. Te oczy są jednak
czasami wredne.
-No
dobrze.- Zgodziłam się niechętnie. Wstałam i podsunęłam wózek obok łóżka.
Kiyoshi powoli wstał i usiadł na nim. Przykryłam go grubym kocem i pojechaliśmy
do gabinetu.
-Hej.-
Przywitał wszystkich Kiyoshi. Wszyscy mieli zdziwione miny. Zrobiliśmy im taką
małą niespodziankę.
-Kiyoshi,
a ty wiesz, że masz leżeć w łóżku?!!- Stwierdził Jason i podszedł do nas.
-Mam
gruby koc i grzecznie siedzę na wózku wiec nie marudź.- Spojrzał na niego
bykiem.
-No
dobra, dobra. Przynajmniej widać, że u was już wszystko w porządku.- Uśmiechnął
się. Yuko za to w podskokach do nas podeszła i przytuliła Kiyoshiego.
-Kiyoshi~!-
Ona naprawdę czasami zachowuje się jak dziecko.
-Ej
Yuko. Nie przytulaj się tak do Kiyoshiego.- Joni zrobił obrażoną minkę. Yuko
szybko się od Kiyoshiego odkleiła i ponownie usiadła na kolanach Joniego,
przytulając go mocno. Zaśmialiśmy się na jej zachowanie.
-Od
razu lepiej wyglądasz. Już nawet nie jesteś taki blady.- Stwierdził Jason i
usiadł na krześle obok.
-Serio?!-
Spytał zdziwiony Kiyoshi.
-Serio,
serio. Teraz jesteś bardziej blado- różowy.- Kiyoshi na te słowa spojrzał się
na niego z mordem w oczach, a Jason zaśmiał się krótko.
-To
i tak dobrze. Jeszcze trochę i wyjdzie przynajmniej ze szpitala.- Stwierdziła
Mari i usiadła Jasonowi na kolanach.
-Ja
bym już wyszedł ale ten uparciuch....- Tu wskazał na Jasona.- ...twierdzi, że
dopóki nie będę chodził prosto i nie zgoją mi się rany to stąd nie wyjdę.-
Powiedział z niezadowoleniem.
-Bo
taka prawda. Znając ciebie to ledwo wrócisz do obozu to wróci ci chęć mordu.-
Spojrzałam się na Jasona zszokowana.
-Jak
ktoś chce mnie zabić albo kogoś mi bliskiego to się z nim nie patyczkuje tylko
zabijam.- Teraz patrzałam się z szokiem w oczach na ich obu.
-Chociaż
przyznam, że chętnie powtórzył bym to co zrobiliśmy w 1834 roku.- Stwierdził z
uśmiechem Jason.
-To
były czasy. Heh.- Rozmarzył się wręcz Kiyoshi.
-Co
się stało w 1834 roku?!- Spytała Mariko.
-Tajemnica.-
Powiedzieli chórkiem Jason, Joni i Kiyoshi.
-Kiyoshi.
Obiecałeś mi wszystko mówić.- Powiedziałam i ustałam przed nim z założonymi
rękami.
-Ale
mnie to nie trapi Kotek.- Wyszczerzył się do mnie.- Plus na pewno nie chcesz
wiedzieć.- Powiedział przekonywująco.
-No
niech ci będzie.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Do pokoju w tym czasie wszedł
Runi. Nie wyglądał on najlepiej.
-O!
Hej Runi. Coś się stało, że masz taka minę?!- Zapytał wesoło Kiyoshi. Rune
podszedł do niego i spojrzał niemrawo.
-Wracasz
do pokoju.- Powiedział i zaczął go pchać w stronę drzwi.
-Dlaczego?
Co się stało?!- Spytał zdziwiony jego zachowaniem.
-Bo
za chwile przyjdzie nauczycielka ze szkoły. Nie dostała ona żadnego
powiadomienia od twoich rodziców. Kanna czeka już w pokoju. Pomoże nam.-
Kiyoshiemu zrzedła mina i dał posłusznie się prowadzić. Nie pożegnali się z
nami tylko po prostu wyszli.
-Kanna
to mama Kiyoshiego?- Spytała Jasona Mariko.
-Nie.
To ich koleżanka.- Stwierdził trochę bez życia Jason.
-To
dlaczego rodzice nie powiedzieli w szkole, że Kiyoshi jest w szpitalu?-
Zdziwiłam się. Chociaż Kiyoshi nigdy nic nie mówił o swoich rodzicach.
-Bo
Kiyoshi nie ma rodziców.- Powiedział smutno Jason i wstał. Jak to? Nie ma
rodziców?! Już chciałam zadać te pytania lecz Jason dodał.- Nie pytajcie
się o to. Jeśli będzie chciał to sam powie.- Stwierdził i wyszedł z gabinetu.
Spojrzałam się na Mari. Ona również była w szoku.
W
weekend urządziłyśmy sobie z dziewczynami piknik. Pogoda była piękna, więc aż
żal by było jej nie wykorzystać. Wybrałyśmy się na polankę za miastem.
Usiadłyśmy na kocu i zaczęłyśmy plotkować o wszystkim.
-Jak
myślicie, Kiyoshi naprawdę nie ma rodziców??- Zapytała Yuko.
-Sama
nie wiem. Nigdy nie słyszałam aby o nich mówił. Plus jak byłyśmy u niego to
powiedział, że wyjechali. Lecz mogło być to kłamstwo.- Stwierdziłam trochę
smętnie. No bo w końcu rodzice to rodzice. Ja bym nie mogła bez nich normalnie
funkcjonować.
-Jednak
to może być prawda.- Stwierdziła zamyślona Mari. Od razu na nią spojrzałyśmy.
-Dlaczego
tak uważasz?- Może jednak wie coś na ten temat?!
-Bo
na tej wycieczce podsłuchałam rozmowę Jasona z Kiyoshim. Jason spytał się go,
jak się czuje po słowach pana Tamuro. On odpowiedział, że dobrze i, że nie może
powiedzieć prawdy. A ta prawda mogło być to, że nie ma rodziców. Gdyby szkoła
się dowiedziała wysłali by go do domu dziecka.- Powiedział Mari kojarząc fakty.
Trochę żal mi się go zrobiło.
-Pewnie
nie żyją.- Powiedział wyraźnie smutna Yuko.
-Pewnie
tak. Dobra. Przestańmy gadać na takie smętne tematy. Pogadajmy o czymś
ciekawszym. Na przykład co działo się w sali u Kiyoshiego, gdy został on sam na
sam z Megumi.- Mari uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na mnie wyczekująco.
-Właśnie,
właśnie.- Yuko aż z ciekawości przybliżyła się do mnie.
-No
co się działo?? Nic się nie działo. Po prostu rozmawialiśmy.- Powiedziałam
szczera prawdę.
-Rozmawialiście.
To dlaczego aż się zarumieniłaś??- Cholerne rumieńce! Muszą zdradzić
człowieka. Nie mając drogi ucieczki musiałam im wszystko powiedzieć. Yuko
za dużo sobie wyobraziła, bo aż zaczerwieniał się cała. Cieszę się, że wszystko
wraca do normy.
Po
2 tygodniach Kiyoshi mógł już wyjść ze szpitala. Właśnie szedłem do niego i
usłyszałem warczenie. Wszedłem do jego pokoju i ujrzałem śmieszny widok.
Kiyoshi siedział na łóżku i warczał na pielęgniarkę, która stała w rogu
przestraszona.
-Kiyoshi,
przestań warczeć na ludzi. Zachowuj się.- Zaśmiałem się i podszedłem do niego.
-Jak
mam nie warczeć jak słyszę, że może zostanę jeszcze kilka dni w tym
wariatkowie.- Stwierdził zły.
-Nie
zostaniesz, nie zostaniesz.- Stwierdził Doktorek, czyli Niko, który właśnie
wszedł do sali.- Wszystko już z tobą w porządku. Masz tylko brać przepisane
leki i smarować się tą maścią. A tak to już może cię Jason stąd zabrać.-
Stwierdził z uśmiechem.
-Podejdź
to cię uściskam.- Stwierdził z wyciągniętymi do niego ramionami. Niko zaśmiał
się na jego zachowanie ale posłusznie podszedł i dał się uściskać.
-To
ubieraj się i mykaj. Do zobaczenia później.- I już go nie było. Pielęgniarka
wręcz wybiegła za nim z pokoju. Kiyoshi natomiast od razu zszedł z łóżka i
podszedł do torby po ubrania.
-To
szybko się ubieraj, bo dziewczyny będą na nas czekały przed wejściem do lasu.-
Na moje słowa szybko wziął ubrania i bez krępacji zaczął się przebierać.
Pomogłem mu się spakować i wyszliśmy.
Ja,
Yuko, Megumi i Louis czekaliśmy przed wejściem do lasu na Jasona, Kiyoshiego,
Joniego i Runiego. Megumi była bardzo szczęśliwa, że jej chłopak wychodzi już
ze szpitala. Po krótkiej chwili podjechali. Kiyoshi jako pierwszy wyszedł z auta,
napawając się świeżym powietrzem. Podszedł do Megumi i przytulił ja mocno.
-Nigdy
więcej szpitali.- Powiedział stanowczo Kiyoshi.
-Czy
jak będziesz umierający to mam cię tak zostawić?!- Spytał Jason, podchodząc do
mnie.
-Nie.
Masz zanieść mnie do Niko ale nie do szpitala.- Powiedział witając się ze mną.
-No
niech ci będzie.- Zaśmialiśmy się na ich zachowanie i ruszyliśmy do obozu.
Kiyoshi szedł zadowolony, nadal wdychając leśne powietrze. Po chwili jednak
zniknął mi z oczu.
-Jaj~!-
Usłyszałam pisk Megumi. Kiyoshi w formie wilka dotknął pyskiem jej pleców, na
co ona najwidoczniej się przestraszyła.
-Kiyoshi~!-
Zapiszczała z radości Yuko. Podbiegła do Kiyoshiego z zamiarem wytulenia go i
wygłaskania na śmierć ale ten zaczął przed nią uciekać. Po tej krótkiej
gonitwie Yuko postanowił zrezygnować i z nadąsana miną szła obok Joniego.
Kiyoshiemu najwidoczniej zrobiło jej się żal, gdyż podszedł do niej i pozwolił
się pogłaskać. Yuko cieszyła się jak mała dziewczynka. Po tym Kiyoshi pobiegł
gdzieś w las, a my na spokojnie dalej szliśmy ścieżką. Dotarliśmy do obozu. Po
chwili wbiegł Kiyoshi i zmienił się z powrotem w człowieka.
-Jak
dobrze być już w domu.- Stwierdził z uśmiechem, rozciągając się. Wszyscy
zebrani patrzeli na niego jak na ducha. Kiyoshi spojrzał na nich zdziwiony.- No
co? Nie przywitacie mnie?- Spytał.
-Tata!!!-
Krzyknęli chórem i podbiegli do niego, mocno się wtulając. To była taka słodka
chwila. Zauważyłam, że ktoś wychodzi z jego domku. Od razu rozpoznałam Emiko.
Spojrzała się na to zdziwiona. Dopiero po chwili zobaczyła Kiyoshiego. On za to
obrócił się w jej stronę z uśmiechem.
-Tatuś~!-
Krzyknęła biegnąc do niego. Rzuciła mu się w ramiona. Kiyoshi mocno ja do
siebie przytulił.
-Moja
córeczka. Ale ja się za tobą stęskniłem.- Dobra. Ta scena była baaaardzo
słodka. Aż uśmiechnęłam się szeroko. Spojrzałam na dziewczyny. Były zszokowane.
W końcu zamiast siostrzyczki słyszą córeczka. Kiyoshi postawił Emi na ziemi.
Nagle spojrzał się jakby w nasza stronę i mina mu zrzedła. Wręcz było widać, że
się wściekł. Spojrzałam za siebie. Zobaczyła młodego mężczyznę. Miał on włosy
takiego samego koloru jak Kiyoshiego.
Kiyoshi zaczął iść w jego stronę z wściekłością.
-Co
ty tu robisz?!! Czy wcześniej nie wyraziłem się jasno?!!! Wynoś się stąd!!!- Aż
się przeraziłam. Kiyoshi był bardzo wściekły.
-Przyszedłem
porozmawiać.- Powiedział spokojnie mężczyzna, podchodząc bliżej.
-Nie
mamy o czym rozmawiać.- Wysyczał Kiyoshi. Jason westchnął głośno. Spojrzałam
się na niego zdziwiona.
-Co
za idiota.- Powiedział cicho. Podszedł do Kiyoshiego i przewiesił go sobie
przez ramię.
-Idioto!
Co ty robisz?!!- Spytał wściekły i zdziwiony Kiyoshi. Jason nic nie mówiąc
podszedł do mężczyzny i pociągnął go za bluzkę. Podszedł do domku Kiyoshiego.
Otworzył drzwi, wepchnął tam tego faceta i Kiyoshiego. Szybko zamknął drzwi i
oparł się o nie.
-Nie
wyjdziecie stąd, dopóki nie porozmawiacie. Mam zakładników, więc nawet nie
próbuj wychodzić oknem Kiyoshi.- Powiedział dość głośno. Wszyscy byliśmy
ciekawi, kim jest tan facet. Mimo to czekaliśmy na rozwiązanie tej sprawy.


