piątek, 12 czerwca 2015

Twin Blood 2- rozdział 2

Witam serdecznie w ten ciepły ale burzowo- deszczowy dzień~! >.<
Nie będę się długo rozpisywać, bo nie ma o czym.
Mogę tylko powiedzieć, że niespodzianka
PRAWDOPODOBNIE
będzie pod koniec czerwca. Tak na wakacje~! ^.^

Czytajcie i komentujcie~!
Enjoy~.....


Coraz bardziej niecierpliwiłam się przed rozmową z Kiyoshim. Nie wiedziałam dokładnie co chce mi powiedzieć. Czy zerwie ze mną? A może jednak nadal chce ze mną być?? Czy chce mi się wytłumaczyć? Czy chce mnie do czegoś przekonywać? Mariko i Yuko próbowały uspokoić mnie jakoś. Mari nawet ze szczegółami opowiedziała mi jak to było w jej przypadku. Chciałam dopytać się trochę Jasona ale go nadal nie było w szkole. Z wielka niewiadomą czekałam.....

Kilka dni później po lekcjach szłyśmy z dziewczynami po placu szkoły. Nagle Mari zaczęła biec. Dopiero wtedy zauważyłam Jasona stojącego przed bramą szkoły. Mari przytuliła się do niego mocno. Najwidoczniej nie spotykają się tak często.
-Ohayo Jason~!- Przywitała go wesoło Yuko.
-Hejka.- Również jako tako byłam szczęśliwa, że go widzę.
-Hej, hej. To aż niemożliwe, że jesteście tak szczęśliwe po lekcjach.- Zaśmiałyśmy się krótko.
-A co ty tu robisz?- Spytała Mari nadal w niego wtulona.
-Przyszedłem po Megi. Kiyoshi czuje się dość dobrze i stwierdziłem, że może przyjść i z nim porozmawiać.- Spojrzał na mnie, oczekując odpowiedzi. Zmieszałam się trochę. Nie spodziewałam się, że to dzisiaj się stanie. Chociaż to tylko rozmowa.
-Dobrze. Przyjdę.- Czułam się jakbym szła na skazanie.
-Chodźcie ze mną. Przyjechałem samochodem to pojedziemy razem.- Stwierdził z uśmiechem, a mi na chwile przestało bić serce. Teraz?!! Dobra Megumi. Uspokój się.
-Ja się piszę. W końcu zobaczę się z moim Jonim~.- Rozmarzyła się trochę Yuko. Mari tylko bardziej wtuliła się w swojego chłopaka.
-To jedziemy.- Ruszyliśmy na parking. Wsiedliśmy do auta i chwilę potem Jason zaparkował na parkingu szpitala. Serce waliło mi tak, jakby miało za chwile wylecieć z piersi. Nawet nie zauważyłam, że Jason idzie obok mnie, a dziewczyny są daleko z przodu.
-Nie martw się.- Podskoczyłam na jego głos.
-Co?- Spytałam i spojrzałam się na niego jakby nieobecnym wzrokiem.
-Nie martw się tak. Wszystko będzie dobrze. Weź kilka głębszych oddechów i spokojnie z nim porozmawiaj.- Jason uśmiechnął się..... uspokajająco?? Odetchnęłam kilka razy i jako tako się uspokoiłam.
-Dziękuje.- Powiedział z uśmiechem. Weszliśmy do szpitala i skierowaliśmy się na jego piętro. Przystaliśmy na chwilę pod sala.
-Idź do niego. My jak coś jesteśmy w gabinecie Niko. Powodzenia.- Powiedział Jason z uśmiechem. Wziął Mari za rękę i poszli. Mari tylko uśmiechnęła się szeroko.
-Powodzonka~!.- Stwierdziła Yuko i przytuliła mnie. Po chwili biegła już za Jasonem i Mari.- Joni~!!- Można uznać, że leciała do niego na skrzydłach miłości. Westchnęłam ostatni raz i weszłam do pokoju. Kiyoshi pół leżał na łóżku. W niektórych miejscach nadal miał bandaż. Mimo to nadal wyglądał tak samo jak go pamiętałam.
-Hej.- Powiedziałam cicho i podeszłam do łóżka.
-Hej.- Uśmiechnął się do mnie. Jego głos był nieco chrapliwy. Albo mi się zdawało??
-No więc.....ja.....- Sama nie widziałam co powiedzieć. Usiadłam obok łóżka ze spuszczoną głową. Nagle poczułam, że dotyka mojego ramienia. Spojrzałam w górę. Kiyoshi patrzał na mnie przenikliwie. Jego dłoń zsunęła się na moją.
-Pozwól, że ja zacznę.- Kiwnęłam tylko głowa na zgodę.- No więc jak już mogłaś sama zobaczyć nie jestem do końca człowiekiem. Jestem wilkiem. Powinienem ci już to wcześnie wyznać ale nie wiedziałem jak. Już nie jeden raz chciałem powiedzieć „Megumi posłuchaj. Jestem wilkiem”. Pierwszy raz jednak bałem się tego powiedzieć. Myślałem, że mnie odrzucisz. Powiesz, że jestem ohydny i żebym nigdy więcej się do ciebie nie zbliżyłam. Chyba jestem za bardzo pesymistyczny. Albo za bardzo zakochany. Wyznam ci, że w całym swoim życiu- a młody nie jestem, nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Takiej niewinnej, a zarazem tak przebojowej i nieprzewidywalnej. Kocham Cię i nadal chcę być z Tobą. Więc mam nadzieje, że......że nadal lubisz mnie za to kim jestem.- Mówiąc to wpatrywał się tępo w pościel. Ale było słychać, że mówi prawdę. Spojrzał na mnie i aż otworzył oczy ze zdziwienia. Z moich oczu leciały łzy.- Megumi ja prze....- Nie dokończył, gdyż rzuciłam mu się na szyję. Objęłam go mocno, szlochając w jego ramię.
-Nigdy więcej.- Podniosłam się tak aby patrzeć mu w oczy.- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. I jak coś cię trapi to masz mi od razu powiedzieć. Bałam się o ciebie. Myślałam.......Myślałam, że zginiesz. I ja ciebie nie lubię, bo cię Kocham idioto. Kocham Cię takiego jakim jesteś! Głupek.- Ponownie zaczęłam szlochać w jego ramię. Poczułam jak ręką głaska mnie po głowę, druga obejmując w pasie.
-Obiecuje już cię tak więcej nie straszyć. Megumi, Kocham Cię.- Ucałował mnie w czoło. Po chwili uspokoiłam się i ponownie na niego spojrzałam. Na jego twarzy widniał uśmiech.
-Jak się czujesz?- Spytałam, splatając nasze palce.
-Teraz to o wiele lepiej. Mogę skakać z radości.- Uśmiechnął się szeroko.- I gdy tylko wyjdę z tego wariatkowa to zabiorę cię na długi spacer i wszystko ci opowiem. Już nie będę tego przed tobą krył.- Uśmiechnęłam się na jego słowa i przytuliłam do jego klatki piersiowej.
-Będę tu codziennie przychodzić, wiec wytrzymasz.- Oboje zaśmialiśmy się na te proste słowa.
-Będę wyczekiwał cię z niecierpliwością.- Stwierdził i przytulił mnie.
-Poczekaj.- Odkleiłam się od niego i położyłam tuż obok. Patrzał na mnie zdziwiony.- Połóż tu głowę.- Powiedziałam klepiąc się po brzuchu. Posłusznie to zrobił. Zaczęłam go drapać za uchem. On na ten gest uśmiechnął się szeroko i przymknął oczy, wtulając się we mnie.
-Z taka terapią wyjdę o wiele wcześniej niż sadziłem. Ale wiesz, że nawet jeśli stąd wyjdę to terapia musi być powtarzana.- Wręcz wymruczał.
-Wiem, wiem. Chociaż teraz zachowujesz się bardziej jak kotek niż wilk.- Zaśmiałam się przypominając sobie, że tak na początku myślałam. Spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Kotek?! Kotek to ty jesteś. I tego kotka za chwile zjem.- Podniósł się i zaczął gryźć mnie w szyję.
-Kiyoshi!- Pisnęłam- Przestań~!- Wywoływało to u mnie łaskotki, a nie ból. Oderwał się od mojej szyi i spojrzał głęboko w oczy. Jego złote oczy jak zwykle przyciągały moje spojrzenie. Pochylił się i pocałował mnie. Za tym chyba stęskniłam się najbardziej.
-A gdzie reszta?- Spytał nadal wisząc nade mną.
-W gabinecie Niko.- Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Przejdziemy się do nich?- Spytał podnosząc się do siadu.
-Oj nie. Ty masz tu leżeć, a nie spacerować po szpitalu.- Stwierdziła  poważnie.
-A jeśli zawieziesz mnie tam na wózku, a ja opatulę się grzecznie kocem to się zgodzisz?!- Powiedział milutko patrząc się prosto na mnie. Te oczy są jednak czasami wredne.
-No dobrze.- Zgodziłam się niechętnie. Wstałam i podsunęłam wózek obok łóżka. Kiyoshi powoli wstał i usiadł na nim. Przykryłam go grubym kocem i pojechaliśmy do gabinetu.
-Hej.- Przywitał wszystkich Kiyoshi. Wszyscy mieli zdziwione miny. Zrobiliśmy im taką małą niespodziankę.
-Kiyoshi, a ty wiesz, że masz leżeć w łóżku?!!- Stwierdził Jason i podszedł do nas.
-Mam gruby koc i grzecznie siedzę na wózku wiec nie marudź.- Spojrzał na niego bykiem.
-No dobra, dobra. Przynajmniej widać, że u was już wszystko w porządku.- Uśmiechnął się. Yuko za to w podskokach do nas podeszła i przytuliła Kiyoshiego.
-Kiyoshi~!- Ona naprawdę czasami zachowuje się jak dziecko.
-Ej Yuko. Nie przytulaj się tak do Kiyoshiego.- Joni zrobił obrażoną minkę. Yuko szybko się od Kiyoshiego odkleiła i ponownie usiadła na kolanach Joniego, przytulając go mocno. Zaśmialiśmy się na jej zachowanie.
-Od razu lepiej wyglądasz. Już nawet nie jesteś taki blady.- Stwierdził Jason i usiadł na krześle obok.
-Serio?!- Spytał zdziwiony Kiyoshi.
-Serio, serio. Teraz jesteś bardziej blado- różowy.- Kiyoshi na te słowa spojrzał się na niego z mordem w oczach, a Jason zaśmiał się krótko.
-To i tak dobrze. Jeszcze trochę i wyjdzie przynajmniej ze szpitala.- Stwierdziła Mari i usiadła Jasonowi na kolanach.
-Ja bym już wyszedł ale ten uparciuch....- Tu wskazał na Jasona.- ...twierdzi, że dopóki nie będę chodził prosto i nie zgoją mi się rany to stąd nie wyjdę.- Powiedział z niezadowoleniem.
-Bo taka prawda. Znając ciebie to ledwo wrócisz do obozu to wróci ci chęć mordu.- Spojrzałam się na Jasona zszokowana.
-Jak ktoś chce mnie zabić albo kogoś mi bliskiego to się z nim nie patyczkuje tylko zabijam.- Teraz patrzałam się z szokiem w oczach na ich obu.
-Chociaż przyznam, że chętnie powtórzył bym to co zrobiliśmy w 1834 roku.- Stwierdził z uśmiechem Jason.
-To były czasy. Heh.- Rozmarzył się wręcz Kiyoshi.
-Co się stało w 1834 roku?!- Spytała Mariko.
-Tajemnica.- Powiedzieli chórkiem Jason, Joni i Kiyoshi.
-Kiyoshi. Obiecałeś mi wszystko mówić.- Powiedziałam i ustałam przed nim z założonymi rękami.
-Ale mnie to nie trapi Kotek.- Wyszczerzył się do mnie.- Plus na pewno nie chcesz wiedzieć.- Powiedział przekonywująco.
-No niech ci będzie.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Do pokoju w tym czasie wszedł Runi. Nie wyglądał on najlepiej.
-O! Hej Runi. Coś się stało, że masz taka minę?!- Zapytał wesoło Kiyoshi. Rune podszedł do niego i spojrzał niemrawo.
-Wracasz do pokoju.- Powiedział i zaczął go pchać w stronę drzwi.
-Dlaczego? Co się stało?!- Spytał zdziwiony jego zachowaniem.
-Bo za chwile przyjdzie nauczycielka ze szkoły. Nie dostała ona żadnego powiadomienia od twoich rodziców. Kanna czeka już w pokoju. Pomoże nam.- Kiyoshiemu zrzedła mina i dał posłusznie się prowadzić. Nie pożegnali się z nami tylko po prostu wyszli.
-Kanna to mama Kiyoshiego?- Spytała Jasona Mariko.
-Nie. To ich koleżanka.- Stwierdził trochę bez życia Jason.
-To dlaczego rodzice nie powiedzieli w szkole, że Kiyoshi jest w szpitalu?- Zdziwiłam się. Chociaż Kiyoshi nigdy nic nie mówił o swoich rodzicach.
-Bo Kiyoshi nie ma rodziców.- Powiedział smutno Jason i wstał. Jak to? Nie ma rodziców?! Już chciałam zadać te pytania lecz Jason dodał.- Nie pytajcie się o to. Jeśli będzie chciał to sam powie.- Stwierdził i wyszedł z gabinetu. Spojrzałam się na Mari. Ona również była w szoku.

W weekend urządziłyśmy sobie z dziewczynami piknik. Pogoda była piękna, więc aż żal by było jej nie wykorzystać. Wybrałyśmy się na polankę za miastem. Usiadłyśmy na kocu i zaczęłyśmy plotkować o wszystkim.
-Jak myślicie, Kiyoshi naprawdę nie ma rodziców??- Zapytała Yuko.
-Sama nie wiem. Nigdy nie słyszałam aby o nich mówił. Plus jak byłyśmy u niego to powiedział, że wyjechali. Lecz mogło być to kłamstwo.- Stwierdziłam trochę smętnie. No bo w końcu rodzice to rodzice. Ja bym nie mogła bez nich normalnie funkcjonować.
-Jednak to może być prawda.- Stwierdziła zamyślona Mari. Od razu na nią spojrzałyśmy.
-Dlaczego tak uważasz?- Może jednak wie coś na ten temat?!
-Bo na tej wycieczce podsłuchałam rozmowę Jasona z Kiyoshim. Jason spytał się go, jak się czuje po słowach pana Tamuro. On odpowiedział, że dobrze i, że nie może powiedzieć prawdy. A ta prawda mogło być to, że nie ma rodziców. Gdyby szkoła się dowiedziała wysłali by go do domu dziecka.- Powiedział Mari kojarząc fakty. Trochę żal mi się go zrobiło.
-Pewnie nie żyją.- Powiedział wyraźnie smutna Yuko.
-Pewnie tak. Dobra. Przestańmy gadać na takie smętne tematy. Pogadajmy o czymś ciekawszym. Na przykład co działo się w sali u Kiyoshiego, gdy został on sam na sam z Megumi.- Mari uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na mnie wyczekująco.
-Właśnie, właśnie.- Yuko aż z ciekawości przybliżyła się do mnie.
-No co się działo?? Nic się nie działo. Po prostu rozmawialiśmy.- Powiedziałam szczera prawdę.
-Rozmawialiście. To dlaczego aż się zarumieniłaś??- Cholerne rumieńce! Muszą zdradzić człowieka. Nie mając drogi ucieczki musiałam im wszystko powiedzieć. Yuko za dużo sobie wyobraziła, bo aż zaczerwieniał się cała. Cieszę się, że wszystko wraca do normy.


Po 2 tygodniach Kiyoshi mógł już wyjść ze szpitala. Właśnie szedłem do niego i usłyszałem warczenie. Wszedłem do jego pokoju i ujrzałem śmieszny widok. Kiyoshi siedział na łóżku i warczał na pielęgniarkę, która stała w rogu przestraszona.
-Kiyoshi, przestań warczeć na ludzi. Zachowuj się.- Zaśmiałem się i podszedłem do niego.
-Jak mam nie warczeć jak słyszę, że może zostanę jeszcze kilka dni w tym wariatkowie.- Stwierdził zły.
-Nie zostaniesz, nie zostaniesz.- Stwierdził Doktorek, czyli Niko, który właśnie wszedł do sali.- Wszystko już z tobą w porządku. Masz tylko brać przepisane leki i smarować się tą maścią. A tak to już może cię Jason stąd zabrać.- Stwierdził z uśmiechem.
-Podejdź to cię uściskam.- Stwierdził z wyciągniętymi do niego ramionami. Niko zaśmiał się na jego zachowanie ale posłusznie podszedł i dał się uściskać.
-To ubieraj się i mykaj. Do zobaczenia później.- I już go nie było. Pielęgniarka wręcz wybiegła za nim z pokoju. Kiyoshi natomiast od razu zszedł z łóżka i podszedł do torby po ubrania.
-To szybko się ubieraj, bo dziewczyny będą na nas czekały przed wejściem do lasu.- Na moje słowa szybko wziął ubrania i bez krępacji zaczął się przebierać. Pomogłem mu się spakować i wyszliśmy.


Ja, Yuko, Megumi i Louis czekaliśmy przed wejściem do lasu na Jasona, Kiyoshiego, Joniego i Runiego. Megumi była bardzo szczęśliwa, że jej chłopak wychodzi już ze szpitala. Po krótkiej chwili podjechali. Kiyoshi jako pierwszy wyszedł z auta, napawając się świeżym powietrzem. Podszedł do Megumi i przytulił ja mocno.
-Nigdy więcej szpitali.- Powiedział stanowczo Kiyoshi.
-Czy jak będziesz umierający to mam cię tak zostawić?!- Spytał Jason, podchodząc do mnie.
-Nie. Masz zanieść mnie do Niko ale nie do szpitala.- Powiedział witając się ze mną.
-No niech ci będzie.- Zaśmialiśmy się na ich zachowanie i ruszyliśmy do obozu. Kiyoshi szedł zadowolony, nadal wdychając leśne powietrze. Po chwili jednak zniknął mi z oczu.
-Jaj~!- Usłyszałam pisk Megumi. Kiyoshi w formie wilka dotknął pyskiem jej pleców, na co ona najwidoczniej się przestraszyła.
-Kiyoshi~!- Zapiszczała z radości Yuko. Podbiegła do Kiyoshiego z zamiarem wytulenia go i wygłaskania na śmierć ale ten zaczął przed nią uciekać. Po tej krótkiej gonitwie Yuko postanowił zrezygnować i z nadąsana miną szła obok Joniego. Kiyoshiemu najwidoczniej zrobiło jej się żal, gdyż podszedł do niej i pozwolił się pogłaskać. Yuko cieszyła się jak mała dziewczynka. Po tym Kiyoshi pobiegł gdzieś w las, a my na spokojnie dalej szliśmy ścieżką. Dotarliśmy do obozu. Po chwili wbiegł Kiyoshi i zmienił się z powrotem w człowieka.
-Jak dobrze być już w domu.- Stwierdził z uśmiechem, rozciągając się. Wszyscy zebrani patrzeli na niego jak na ducha. Kiyoshi spojrzał na nich zdziwiony.- No co? Nie przywitacie mnie?- Spytał.
-Tata!!!- Krzyknęli chórem i podbiegli do niego, mocno się wtulając. To była taka słodka chwila. Zauważyłam, że ktoś wychodzi z jego domku. Od razu rozpoznałam Emiko. Spojrzała się na to zdziwiona. Dopiero po chwili zobaczyła Kiyoshiego. On za to obrócił się w jej stronę z uśmiechem.
-Tatuś~!- Krzyknęła biegnąc do niego. Rzuciła mu się w ramiona. Kiyoshi mocno ja do siebie przytulił.
-Moja córeczka. Ale ja się za tobą stęskniłem.- Dobra. Ta scena była baaaardzo słodka. Aż uśmiechnęłam się szeroko. Spojrzałam na dziewczyny. Były zszokowane. W końcu zamiast siostrzyczki słyszą córeczka. Kiyoshi postawił Emi na ziemi. Nagle spojrzał się jakby w nasza stronę i mina mu zrzedła. Wręcz było widać, że się wściekł. Spojrzałam za siebie. Zobaczyła młodego mężczyznę. Miał on włosy takiego samego koloru jak Kiyoshiego.

Kiyoshi zaczął iść w jego stronę z wściekłością.
-Co ty tu robisz?!! Czy wcześniej nie wyraziłem się jasno?!!! Wynoś się stąd!!!- Aż się przeraziłam. Kiyoshi był bardzo wściekły.
-Przyszedłem porozmawiać.- Powiedział spokojnie mężczyzna, podchodząc bliżej.
-Nie mamy o czym rozmawiać.- Wysyczał Kiyoshi. Jason westchnął głośno. Spojrzałam się na niego zdziwiona.
-Co za idiota.- Powiedział cicho. Podszedł do Kiyoshiego i przewiesił go sobie przez ramię.
-Idioto! Co ty robisz?!!- Spytał wściekły i zdziwiony Kiyoshi. Jason nic nie mówiąc podszedł do mężczyzny i pociągnął go za bluzkę. Podszedł do domku Kiyoshiego. Otworzył drzwi, wepchnął tam tego faceta i Kiyoshiego. Szybko zamknął drzwi i oparł się o nie.

-Nie wyjdziecie stąd, dopóki nie porozmawiacie. Mam zakładników, więc nawet nie próbuj wychodzić oknem Kiyoshi.- Powiedział dość głośno. Wszyscy byliśmy ciekawi, kim jest tan facet. Mimo to czekaliśmy na rozwiązanie tej sprawy.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Shizaya, czyli zwariowany Dzień Dziecka w Ikebukuro

Konbanwa~! ^.^
Witam was w ten dzień zwany Dniem Dziecka ^.^
Mnie niestety to już nie dotyczy, chociaż wewnętrznie i dla rodziców zawsze
będzie się dzieckiem, co ne~? :)
Jak obiecałam cośka, tak jest. :D
Dzisiaj prezentuję wam one-shota z Izayą i Shizuo z Durarara!
<kica z radości>
Uwielbiam tą parę, a zwłaszcza Izayę, co może potwierdzić Asuna.
Z jednej z ankiet wynikało, że chcecie historie z postaciami z anime, a z drugiej na razie 
prowadzi yaoi, więc stąd ten pomysł.
Jest to moja pierwsza Shizaya, więc bądźcie wyrozumiali.
Miłego czytania 
Enjoy~ :*




Ikebukuro. Dzielnica, która nigdy nie śpi. W dzień chodzisz do szkoły lub pracujesz., a w nocy idziesz do kina albo zabawiasz się w jednym z Love Hoteli. Dzielnic, w której codziennie możesz robić coś innego i codziennie w innym miejscu. Dzielnicy, w której kolorowe gangi walczą pomiędzy sobą. Dzielnicy słynnej z legendy- Dullahana. Jest to bezgłowy jeździec poruszający się czarnym motorem, który wydaje odgłosy dzikiego rumaka. Mówią na nią „Czarny Jeździec” lub „Bezgłowy Jeździec”. Jak nazywa się naprawdę? Celty Sturluson. Pracuje jako dostawca. Wychodząc z domu ubiera żółty kasa z uszami. Jest partnerką Shinry- młodego lekarza z podziemi. Ale czy o nich będzie tu mowa?! Nie. Tu chodzi o ich przyjaciół, znanych w Ikebukuro.

Jeden z nich to Shizuo Heiwajima- znany również jako „Potwór z Ikebukuro”. Blond włosy mężczyzna z ciemnymi oczami skrytymi za okularami, noszący strój barmana. Tak naprawdę pracował jako ochroniarz w firmie windykacyjnej. Ma brata Kasukę, który jest sławnym aktorem. Ogólnie jest spokojnym człowiekiem ale łatwo go można zdenerwować.

Drugi natomiast to słynny informator z Shinyuku Izaya Orihara. Czarne włosy, ciemne oczy, ubrany na czarno w swoją ulubioną kurtkę z futerkiem. Zawsze ma przy sobie nóż sprężynowy. Biegle mówi w języku rosyjskim. Ma dwie młodsze siostry bliźniaczki- Mairu i Kururi. Uważa się za Boga. Kocha wszystkich ludzi- przewiduje ich ruchy, często wielu niszcząc życie, manipulując i prowokując. Robi to co chce, nie przejmując się zdaniem innym- przez to często dziwnie się na niego patrzą i uważają za psychopatę.

Co jednak łączy „Potwora z Ikebukuro” oraz informatora z Shinyuku? Otóż są oni największymi wrogami w Ikebukuro. Wystarczy, że informator pojawił się w dzielnicy i został zauważony przez Shizuo. Od razu rozpoczynała się gonitwa, podczas której były barman rzucał w Izayę znakami drogowymi, automatami, śmietnikami i wszystkim innymi rzeczami, które wpadły mu w ręce. Stanowiło to również zagrożenie dla każdej osoby przechodzącej obok. Jednak od ponad już 4 miesięcy nie było żadnej gonitwy. Na początku dużo osób myślało, że któryś z nich został zabity. Później doszli do wniosku, że mogli się oni pogodzić i zakopać topór wojenny. Był to jednak bardziej jak „marzenie ściętej głowy”, czyli wręcz niemożliwe. Nie zastanawiano się jednak nad tym dłużej i każdy cieszył się z zaistniałej sytuacji.

Shizuo wraz ze swoim przełożonym Tomem szli właśnie po kolejny odbiór pieniędzy. Tom opowiadał swojemu przyjacielowi o swojej nowej dziewczynie i jaki miły weekend z nią spędził. Shizuo słuchał go paląc papierosa, myślami jednak będąc gdzieś indziej. Gdzie ta cholerna pchła się podziewa?!! Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na SMSy, nie wchodzi na chata, nie ma go nawet w ich apartamęcie. Nie ma już go 4 miesiące, 2 tygodnie, 5 dni i 18 godzin. Nie żebym liczył. Jak tylko się pojawi to go nieźle spiorę, a potem przywiąże do łóżka i nie wypuszczę przez tydzień. Taa, plan idealny. Shizuo mimowolnie się uśmiechnął. Chciałby wrócić do domu i zastać tam Izayę, który robiłby mu kolację w niebieskim fartuszku z falbankami. Dałby mu całusa na przywitanie, po czym zasiedli by do stołu. Oczywiście Izaya usiadłby na jego kolanach i szczęśliwy niczym dziecko zaczął karmić ich obu. Po kolacji zaniósłby go do ich sypialni, położył na łóżku, zdjął niepotrzebne ubrania i oddał się rozkoszy. Zasnęli by po tym wtuleni w siebie, bo bardzo aktywnie spędzonej nocy......Zaraz, zaraz!!! Izaya i Shizuo mieszkający razem, zachowujący się niczym dwa zakochane gołąbki??! To bardziej wygląda na koszmar albo uwielbiony scenariusz wielu yaoistek!! Otóż jest to jednak prawdą. Już od ponad roku Shizuo i Izaya są parą. Jak to się wydarzyło? Mały wypadek Shizuo- złamana kostka, znajdujący go informator, lekarz każący mu się nim zaopiekować, trochę kłótni i krzyków, a po tym jakieś dziwne uczucie i wylądowanie w łóżku. Scenariusz może banalny, który sprawił jednak cuda. Od tamtego momentu jedno się zmieniło. Podczas ich gonitw nadal na siebie wyzywają i Shizuo krzyczy, że chce go zabić. Izaya natomiast umiejętnie wszystko unika i prowadzi ich poprzez alejki do ich domu albo w okolice. Po tym albo całują się gdzieś w zaułku albo idą do domu i miło spędzają wieczór. Dzięki temu nikt nic nie podejrzewa, a oni dbają o kondycję, mając z tego niezły ubaw.

Wracając do teraz. Shizuo był już nieco zirytowany postawą bruneta. Często się przez to wkurzał i niszczył drobne rzeczy lub większe. Mimo wszystko chciał w końcu zobaczyć Izayę, przytulić go, pocałować i nie wypuszczać do tych złamasów, czyli klientów. Wypuścił obłoczek dymu z ust i westchnął głośno. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać, pomyślał i przycisnął jednego gościa do oddania długu. Po pracy poszedł na sushi, dostając od Simona kilka kuponów rabatowych na sushi. Po tym wrócił do pustego, chłodnego i cichego apartamentu. Już jakieś pół roku mieszka tu z brunetem. Wziął prysznic, napisał kolejnego SMSa do Izayi, po czym zasnął zmęczony.

Dzisiaj był Dzień Dziecka. Na witrynach sklepowych pyszniły się słodycze, a sklepy z zabawkami były okupywane od samego rana. W parkach było pełno dzieci, których przybywało z godziny na godzinę. Shizuo o dziwo był dzisiaj w dobrym humorze. Mimo iż nie był dzieckiem, zawsze miło wspominał czasy, gdy dostawał różne słodkości. Rano zadzwonił do niego brat życząc mu o dziwo wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka oraz powiadamiając go, że wysłał mu trochę łakoci. Porozmawiali oczywiście trochę na ogólne tematy, nie omijając zbliżającej się premiery następnego filmu z Kasuką w roli głównej. Po tym blondyn poszedł do pracy. Okazało się, że nie mają jej dzisiaj zbyt wiele i przed obiadem się wyrobią. Shizuo więc w dobrym humorze z torbą słodyczy i mleka oraz obiadem w postaci sushi wrócił do domu. O dziwo drzwi były otwarte. Przecież je zamykałem. Shizuo trochę niepewnie wszedł do środka. Zdjął buty i zamknął za sobą drzwi, po czym udał się do salonu. W wejściu przystanął i omal nie upuścił swojego obiadu. Izaya krzątał się po salonie, układając rzeczy na półkach. Dopiero po chwili zauważył blondyna stojącego niczym skała i patrzącego się na niego niczym ducha.
-O~! Shizu-chan~! Witaj w domu~! Nie wiedziałem, że tak szybko wrócisz z pracy. - Brunet przywitał go wesoło, układając książki na półce.
-Wróciłem.- Bardziej mruknął niż powiedział. Można by powiedzieć, że zszokował go powrót kochanka. Sam nie wiedział dlaczego. Zamiast zacząć na niego krzyczeć aby się wytłumaczył, a potem wcielić swój plan w życie on po prostu stał i się na niego patrzył. Izaya zaprzestał układania książek na swoje miejsce, widząc dziwne zachowanie swojego potworka.
-No tak.- Izaya zaśmiał się pod nosem podchodząc do niego i całując na przywitanie. Nie widząc jednak żadnej zmiany zaczął mu machać przed nosem ręką.- Halo~! Shizu-chan ty pierwotniaku. Stoi i patrzysz się na mnie jak na kosmitę. Stało się coś~?- Trochę zmartwiło go zachowanie Shizusia. Zawsze jak wracał witał się z nim, całował i przytulał, po czym często zaczynał go macać. Izaya zawsze wręcz się mu wyrywał mówiąc, że ma dużo pracy. Nigdy się nie przyzna, że mu się to podoba. Zapadłby się wtedy najchętniej pod ziemię, a tyłek bolałby go po tym przez tydzień.
-Izaya, co ty tu robisz?- Shizuo powoli wychodził z tego dziwnego transu. Sam nie wiedział, dlaczego tak zareagował.
-Mieszkam!?- Izaya spojrzał się na niego zdziwiony. Co za głupie pytania on mu zadaje. Shizuo potrząsł głową, ogarniając się do końca.
-Sorki. Tak długo cię nie było, że jakoś mnie zamurowało gdy cię ujrzałem.- Uśmiechnął się delikatnie, przytulając swojego chłopaka.- Właśnie! Gdzieś ty w ogóle był?!!- Tak łatwo nie odpuści.
-Nic nie szkodzi~!- Izaya odetchnął z ulgą i wtulił się w to ciepło.- Oj, Shizu-chan miałem interesy. Myślałem, że uda mi się to szybciej załatwić ale trochę się skomplikowała sprawa. Ale już jestem to twojej dyspozycji~!- Podniósł głowę i cmoknął go w policzek.- Właśnie!- Krzyknął, odsuwając się od ek-barmana.- Mam coś dla ciebie~!- Izaya popędził do kuchni, po chwili wracając ze pudełkiem.- Proszę Shizu-chan~! Dla mojego potworka z okazji Dnia Dziecka~!- Uśmiechnął się do niego szeroko, wysuwając łapki z pudełkiem w jego stronę. Shizuo wziął je od niego i zerknął do środka. Było tam pełno różnosmakowych Pocky i mleko czekoladowe. Mimowolnie się uśmiechnął. Odłożył wszystko na stolik i ponownie objął Izayę w pasie, całując go namiętnie.
-Dziękuje. Przykro mi ale nie mam dla ciebie prezentu, gdyż nie spodziewałem się ciebie dzisiaj. Jedynie że wystarczą ci kupony na sushi oraz kawa, którą mogę dla ciebie zrobić.- Shizuo sam sobie się dziwił, że tak szybko odpuścił mu tą długą nieobecność. Jednak coś mu tu śmierdziało i miał zamiar się tego dowiedzieć.
-Taa. Kawusia to jest to~. A jak jeszcze poszedłbyś mi po ootoro to prezent idealny~!- Izaya uśmiechnął się szczerze do Shizusia, opierając brodę na jego torsie.
-Jeśli mnie ładnie do tego przekonasz to czemu nie.- Shizuo zjechał dłońmi na jego pośladki, uciskając je. Tak. Tego mu brakowało. Izaya mimowolnie westchnął, czując poczynania blondyna. W końcu zaniedbał jego potrzeby na tak długo, to teraz musi wziąć za to odpowiedzialność.
-Jeśli najpierw pójdziesz po jedzonko to po tym czeka cię nagroda~! Będziesz mógł zrobić ze mną co tylko chcesz.- Izaya uśmiechnął się do niego figlarnie, ocierając się o swojego chłopaka. Jemu również brakowało pieszczoch więc po co miał się powstrzymywać. Shizuo mruknął zadowolony w jego ucho, gryząc po tym jego płatek.
-Zgadzam się na takie warunki. Ale daj mi się najpierw przebrać.- Pocałował swojego chłopaka w czoło i z trudem się od niego odkleił. Miał zamiar iść do ich sypialni i przebrać się w wygodniejsze ciuchy, jednak Izaya zatorował mu drogę.
-A po co będziesz się przebierać?! Idź od razu, a jak wrócisz to się przebierzesz~!- Shizuo zmarszczył brwi. Nie podobało mu się jego zachowanie. Coś przed nim ukrywał i to coś było w ich sypialni.
-Izaya. Jest gorąco. Nie będę pocił się jak świnia w tym stroju. Nie zajmie mi to długo, więc daj spokój.- Blondyn wyminął Izayę, nie zważając na jego sprzeciwy. Pobiegł wręcz do sypialnie, omal nie wywalając się na schodach. Otworzył drzwi z impetem, po czym go zmroziło. Na ich łóżku spało sobie smacznie dziecko, niemowlę wręcz. Dziecko słysząc hałas zbudziło się i zaczęło płakać. Informator od razu podbiegł do niego, biorąc na ręce i uspokajając.
-Izaya, co to do cholery jest?!!!!!! Skąd ty wziąłeś to dziecko?!!! Tylko nie mów, że porwałeś dla zabawy albo że to dziecko kolegi i je pilnujesz.- W Shizuo aż zważało. Nie spodziewał się czegoś takiego po Izayi. Porywać dziecko?1 Po co?1 Dla okupu?! Przecież był bogaty! Izaya odwrócił od niego wzrok.- No słucham!!- Shizuo zaczynał się niecierpliwić. Izaya wymamrotał coś pod nosem.- Mów głośniej., bo nic nie słyszę.- Blondyn podszedł do niego, wyczekując.
-To nasze dziecko.- Izaya zarumienił się i odwrócił wzrok. Shizuo natomiast zatkało. Spodziewał się różnych odpowiedzi ale nie takiej. Ich dziecko? Zostali rodzicami?
-Zaraz, zaraz, zaraz! Jak to NASZE dziecko?! Jak to możliwe?! Przecież jesteś facetem, więc jak niby je urodziłeś?!- Shizuo nie wiedział czy się wściekać czy cieszyć z tego, że został ojcem.
-Sam nie wiem jak!- Informator krzyknął, spoglądając na Shizuo.- Już wcześniej czułem się jakoś dziwnie. Poszedłem nawet do Shinry aby mnie zbadał ale nic nie wykrył. Po tym zacząłem szukać objawów w necie. Okazało się, że takie objawy to tylko przy ciąży. Zdziwiłem się lecz postanowiłem to sprawdzić. Kupiłem ten i okazał się pozytywny. Nie wiedziałem jak to możliwe ale przyjąłem to do wiadomości. Nie chciałem jednak ci tego mówić, więc gdy urósł mi trochę brzuch postanowiłem wyjechać. Wiedziałem, że prędzej czy później muszę ci o tym powiedzieć. Wolałem jednak najpierw urodzić to dziecko poprzez cesarskie cięcie niż mówić ci to wcześniej. Pewne byś mnie wyśmiał albo coś w tym stylu. Gratuluję więc Shizu-chan. Zostałeś ojcem.- Ostatnie słowa bardziej wymruczał, tuląc do siebie dziecko. Shizuo chwilę toczył batalie w swojej głowie. Po kilku minutach ciszy podszedł do Izayi i wziął od niego dziecko. Przyjrzał mu się. Miał włosy Izayi i jego oczy. Dziecko spojrzało się na niego i uśmiechnęło. Shizuo rozczulił ten widok.
-Nie spodziewałem się, że zostanę ojcem. Mimo to cieszę się. Można powiedzieć, że jesteśmy teraz taką małą rodzinką. Izaya.- Izaya słysząc swoje imię spojrzał się w końcu na blondyna.- Nie pomyśl tylko, że robię to z poczucia obowiązku. Izaya, wyjdziesz za mnie?- Shizuo przyklęknął z dzieckiem na rękach. Pierwszy raz widział takiego buraka u Izayi. Wiedział, że zszokował tym informatora ale cóż poradzić. Kochał go i chciał z nim spędzić resztę życia.
-Tak~!- Izaya nagle krzyknął i rzucił się blondynowi na szyję, omal nie zgniatając dziecka. Shizu uśmiechnął się, po czym pocałował swojego narzeczonego.
-Właśnie, on ma jakieś imię?- Spytał się Izayi, oddając dziecko w jego ramiona. Przytulił się natomiast do jego pleców, patrząc na urocze maleństwo.
-Daiki-chan~!- Izaya uśmiechnął się szeroko do swojego potworka.
-„Wielka chwała”?- Zapytał zdziwiony. To w końcu oznaczało to imię. Izaya od razu zaprzeczył.
-Nie. „Wielki arystokrata”.- Bo w końcu to dziecko jego i Shizusia. Będzie mądry i spryty po mamusi oraz silny i przystojny niczym tatuś. Shizuo przewrócił tylko oczami, nie komentując tego. Podobało mu się jednak to imię, nie zważając na znaczenie.

Shizuo od razu wręcz poinformował brata. Ten ucieszył się i obiecał przyjechać w najbliższym czasie aby zobaczyć bratanka. Shinra i Celty najpierw zostali poinformowani o ich związku- na co się szczerze ucieszyli- a potem o zaręczynach i dziecku. Na tę wiadomość doktorek zemdlał, a Celty wypuściła duża ilość cienia. Najwyraźniej się zawstydziła.


Klika miesięcy później. Shizuo poinformował oczywiście swoich rodziców i przedstawił im Izayę oraz Daikiego. Po tym wyjechali do Vegas aby się pobrać. Niezłym szokiem był widok Shizuo i Izayi idących razem z wózkiem ulicami Tokio. Tom niedowierzał z zaistniałem sytuacji. Dużo fanek chłopaków cieszyło się z zaistniałej sytuacji. Oczywiście powstało po tym niezliczona ilość opowiadań o tym, jak to się mogło zacząć. Izaya z Shizuo nie interesowali się tym za bardzo i cieszyli się swoim szczęściem. 

<3 <3 LoVe <3 <3